-Zostaw... -mruknęła cicho, jakby zwracała się do niego.Dariel zmarszczył brwi. To było pierwsze słowa driady, jakie wymówiła odkąd elf znalazł ją. Nie wiedział nawet, że ta potrafi mówić w ich języku.
-Siedemnaście stóp pod ziemią, tkwi, czeka, zamyka powieki i roni łzy. Czeka...
Nagle jej oczy otworzyły się. Wstała i bezwładnym krokiem otworzyła szafkę. Sięgnęła po sztylet.
-Hebrinn! -krzyknął Dariel, rzucając się, by wyrwać jej sztylet. -Nie dotykaj go!
Driada chwyciła sztylet, celując nim sobie w pierś. Diamentowe ostrze błysnęło w świetle ksieżyca.Elf złapał je, przecinając sobie dłoń. Cisnął sztyletem w kąt, łapiąc pokrwawionymi rękoma driadę.
-Hebrinn! Obudź się!
Oczy driady błysnęły i mrugnęła kilkukrotnie .
-Dairel... Hesgte maderee. - powiedziała, tak trzeźwo jak nigdy.
-Nie rozumiem -szepnął zdyszany. Driada patrzyła na jego dłoń. Płynęła z niej krew. Powiedziała mu, że krwawi...
-Wiem, Hebr. Wiem... -szepnął, zawijając ranę w płótno.
* * *
"Siedemnaście stóp pod ziemią, tkwi, czeka, zamyka powieki i roni łzy." chodziło mu nadal po głowie, "czeka.". Kto? Gdzie? I na co czeka? Brzmiało to jak pzepowiednia. Driada zachowywała się coraz dziwniej. Chodziła spać na dworzu, przy drzewie, nie chciała już spać przy nim. Wcześniej sama wskakiwała na łoże i układała się, opowiadając coś w swoim języku.
Nocą elf wyszedł z izby.
-Hebrinn, nie śpij tam. Jest zimno... -mruknął, przecierając oczy.
-Tu! -rzuciła driada, pokazując na miejsce, w którym leżała i nagle uciekła do lasu.
-Heb.. A z resztą... Baba.. -mruknął.
"Tu" odbiło się echem po jego głowie. Chwycił łopatę i zaczął kopać.
Gdy skończył, panował już półmrok. Zmęczony i śpiący, wbił łopatę w ziemię. Coś brzdęknęło, jakby uderzył w szkło. Odpoczął chwilę i kopał dalej. Po pewnym czasie jego oczom ukazała się szklana płyta. Więcej! Szklana trumna z metalowymi obiciami.
Elf wyciągnął znalezisko z ziemi. Uderzył mocno łopatą w wieko, gdy jego uszy wypełniło wycie. Tęskne, głośne, wycie. Szkło pękło, uwalniając z wnętrza trumny smugi światła. Z rozsuwających się odłamków szkła, wyłonił się czarny wilk.
Wyprężył grzbiet i zmierzył Dariela. Nie kłapnął pyskiem,ale wydał z siebie dzwięk, przypominający bardziej słowo.
-Therk.
Uszy elfa znów wypełnił hałas, a świat zaszedł czernią.
* * *
-Dariel! Dariel! Mehste! Confraa nete! -krzyczała driada, szarpiąc nieprzytomnego elfa.
Wołała aby się obudził. Ale ten nadal się nie ruszał. Hebrinn złożyła na nim dłonie i szepnęła coś. Dariel drgnął lekko, a tym razem driada padła, przekazując całe swoje siły.
-Na bogów... -mruknął- gdzie ja byłem...?
Spojrzał na swoje dłonie. Były dziwne. Miały ziemisty kolor i miękką skórę. Twarz porastał twady, kilkudniowy zarost, a włosy były lekko dłuższe. Teraz zorientował się co się dzieje z Hebr.
Ciało driady, nieruchome,leżało na boku. Oczy miała załzawione i lekko uchylone. Bezwładnie tkwiła na ziemi,nadal patrząc na efa. Na dłoniach miała ślady spalenizny.
Hebrinn leżała martwa.
Pochował ją w szklanej trumnie. Siedemnaście stóp pod ziemią. Teraz będzie tam tkwiła i czekała. Z załzawionymi oczami. Czekała, aż Dariel się zbudzi.
* * *
Zmęczony poprzednim wieczorem, zasnął, czując napływające łzy. Obudził się parę godzin później. Coś niemiłosiernie piekło go. Otworzył oczy, wlepiając wzrok w skórę dłoni. Była bardziej szara niż zwykle. Wydawało mu się, że jeszcze coś było nie tak. Wstał i podszedł do lustra.Twarz porastał niby zarost, przypominający bardziej sierść i tylko w miejscach normalnej brody. Zęby zaostrzyły się, ale nie tylko kły, jak u wampira- cały zgryz. Źrenice zajmowały większość tęczówki, aż jego oczy wydawały się czarne. Dobiegały go dzwięki ulicy, mimo, że miasto było oddalone parenaście kilometrów stąd.
-Co do licha.. -mruknął. Nawet głos miał twardszy.
* * *
Imię: Dariel
Ród: Sephrin
Płeć: mężczyzna
Wiek: 139 lat, wygląda na 20.
Rasa: Elf, porażony dziwnym czarem, nadającym mu wilcze cechy.
Profesja: hodowca koni
Pochodzenie: Krainy Lodu
Miejsce zamieszknia: Chata i mała stajnia na skraju lasu.
Wygląd: Dariel bardziej jak elfa przypomina człowieka o niezdrowym, blado- szarym odcieniu skóry, ciemnych jak wiejskie studnie oczach i lekko sterczących uszach. Po przemianie przychodzą mu wilcze cechy. Nosi się często na czarno, mając przy tym zawsze swoje sztylety z diamentowymi ostrzami i czasami łuk z kołczanem. Na twarz opadają mu ciemne włosy, które sięgają za ramiona. Jest bardzo szczupły, jednocześnie lekko umięśniony. Mierzy 189cm. Porusza się konno, czasem biega po lesie, polując na sarny czy dziki.
Handuje magicznymi końmi oraz kilkoma zwykłymi. Mieszka przy rzece, tuż na skraju lasu, w wysokiej, kamiennej chacie, solidnie zbudowanej przez elfa.
(Lubię spontany. Masz pomysł? Pisz, dostosuję się jak tylko będę mógł.)
[No to zaczynamy]
OdpowiedzUsuńEmina już trochę obeznana w mieście, prawie w ogóle się nie gubiła.
"Prawie", bo od czasu do czasu zdarzało jej się ,aż nad to wejść w swój świat i wyjść z niego w tedy gdy była w miejscu, którego kompletnie w ogóle nie znała.I tak było właśnie teraz, miała iść nad jezioro ,ale chyba pogubiła się już w mieście, bo trafiła na zagrody pełne koni.
Emina, może widziała raz czy dwa konia ,ale nigdy na nim nie miała okazji jechać.
Ani, nie wdziała koni z bliska.
Była przecież syreną, pół syreną ,ale jednak.
Postanowiła je obejrzeć lecz, nadal trochę się bała...Zastanawiała się czy one do kogoś należą.
Nadal za bardzo bała się by podejść, konie były dla niej czymś zupełnie nowym.
OdpowiedzUsuńOglądała je z bezpiecznej odległości, z zaciekawieniem gdy nagle dobiegł ją głos.
Odwróciła się w stronę z której on dobiegał.Stał tam mężczyzna.
Nieznajomy jej oczywiście mężczyzna.
-Ach, w niczym mi nie trzeba pomóc!Ja tylko znów się zgubiłam i zauważyłam te piękne stworzenia, których tak dawno nie widziałam ,a tak właściwe to w ogóle nie widziałam.Ach, i proszę mi wybaczyć moje maniery często zdarza mi się o nich zapominać! Jestem Emina.Emina Lamerielle-odparła podchodząc bliżej do mężczyzny i lekko się skłoniwszy.
(Hej. Masz ochotę na wątek? Jeśli tak, to wracamy do wcześniejszego tematu, czy coś nowego?)
OdpowiedzUsuńZamarła gdy zadał to pytanie.
OdpowiedzUsuń-Jestem syreną...w połowie-dodała i uspokoiła się -Aż tak to widać?-spytała - A bardzo dziękuje za propozycję nauki z chęcią bym się nauczyła...Jeżeli to nie problem uczyć kogoś kto prawie na oczy konia nie widział-dodała z lekkim uśmiechem
(Z tego co pamiętam, to Hesh miała pomóc z koniami. Będę ci wdzięczna jak zaczniesz, panie ;))
OdpowiedzUsuń-Aha...-odparła a gdy zobaczyła konia rozpromieniła się
OdpowiedzUsuń-Jaki on piękny!-odparła uradowana podchodząc trochę bliżej ale nadal niepewnie
Nadal przyglądała się badawczo zwierzęciu który był tak bardzo niezwykły.
-Czy mogę go dotknąć?-spytała
-Jest taki niezwykły...Ciepły.-odparła urzeczona koniem po czym zwróciła się do Dariela.
OdpowiedzUsuń-To nauczysz mnie jeździć konno?-spytała z nadzieją patrząc na niego swymi niebieskimi jak niebo oczyma
[A tak z ciekawości czy nie byłeś kiedyś na SPT?School Paranormal Talents?http://paranormal-talents-school.blog.onet.pl/ a potem znikłeś?Czy byłeś na tym blogu?Bo jak tak to ja Lily]
OdpowiedzUsuńDziewczyna zaraz po zachodzie słonca postanowiła wyruszyć ze swojego sklepu do domu. Znajdował sie na wzgórzach. Zawsze chodziła najkrotszą drogę. jednak tym razem jej zachcianka było przespacerowanie się wzdłóż rzeki. Co prawda była to sporo dłuższa trasa do jej miejsca zamieszkania, ale jej w cale to nie przeszkadzało. Nuciła coś pod nosem idąc brzegiem rzeki. Wędrując tak nawet nie dostrzegła, że znalazla się blisko czyjegoś gospodarstwa.
OdpowiedzUsuń[hej mam nadzieję, że na wątek będziesz miał chęć :)]
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńPrzechadzała się ostępami leśnymi. Nie wiedzieć kiedy, zaszła pod małą chatkę. Rozpoznała w niej dom Dariela. Obeszła ją dookoła. Nagle usłyszała głos ze stojącej nieopodal domostwa stajni. Podeszła do drzwierzy - Vaylah Darielu. Miło Cię znów widzieć - uśmiechnęła się słabo. - Jak się miewasz?
OdpowiedzUsuńJego ton głosy wyrwał ja z zamyslenia. Była tak tym zaskoczona, że aż sie potknęła i wpadła do zimnej wody. Wpół leżała, a wpół siedziała w wodzie patrząc na niego niczym w obrazek. Normalnie nie daje się tak zaskoczyc. Jednak tym razem najzwyczajniej w świecie była zbyt mocno zamyślona. Rozejrzała sie dookoła. Usmiechnęła się zakłopotana. - Och. przepraszam. Chyba za daleko zaszłam. - jej suknia niemal natychmiast zrobiła się cała mokra. Woda wsiąkała w materiał niczym w gabkę. Cienoniebieska suknia przylgnęła do ciała a cienki materiał zaczął ukazywać to czego nie powinien. Szybko wstała z wody. Skrzyzowała ręce na piersiach. robiło jej się nieco zimno. kto by w sumie pomyślał, że dla wampira może być zimno. A może to tylko odruch.. Kto wie.
OdpowiedzUsuń-Oczywiście!-zawołała z radością po czym chwyciła lekko swoją dłonią jego i jakoś udało jej się wgramolić.
OdpowiedzUsuńAle zaraz poczuła przeczucie że spadnie więc mocno się go chwyciła w pasie by uciszyć swe myśli że może spaść.
-Ach faktycznie to takie proste!-zawołała Emina choć nadal lekko trzymała się Dariela.
OdpowiedzUsuń-Choć nadal trochę boję się że spadnę-dodała po chwili troszeczkę ciszej
-A tak właściwie to jak ten koń się nazywa?-spytała zaciekawiona
Śniąca kochała lato. Wszystko wtedy kwitło, dni były ciepłe i długie, ludzie nawet jakoś milsi... Tego dnia postanowiła nie siedzieć w mieście. Las był cudowny o tej porze roku. Złote promienie słońca przenikały przez gęste korony drzew rozświetlając puszczę i sprawiając, że wyglądała jak niemalże magiczna kraina. Śniąca szła żwawym krokiem przez gęstwinę, gdy nagle do jej uszu dobiegło ciche rżenie koni. Skinęła na postawnego, czarnego psa, który biegał blisko niej, a potem skierowała się na polanę. Ostrożnie podeszła, a jej oczom ukazało się niewielkie stado koni. Dziewczyna uwielbiała te stworzenia - były piękne i deliaktne, a przy tym tak płochliwe i łagodne. Przez chwilę stała za linią drzew, ale po chwili podeszła do najbliższego rumaka, zupełnie nie zauważając mężczyzny, który pilnował stada.
OdpowiedzUsuńTrzęsła sie z zimna. Z wdzięcznością wtuliła się w jego ciepłą kurtkę. Spojrzała na niego czując sie jak zmokła kura. Na jej twarz wypęzły rumieńce. Pokiwała potakujaco głową. - Tak. Teraz z chęcią przyjmę pańska pomoc. - wyszeptała. Potarła dłońmi swoje ramiona. - Przepraszam. Jest mi teraz tak głupio. - powiedziała usmiechając się niezręcznie. Była zakłopotana.
OdpowiedzUsuńKonie ją lubiły. Z resztą - w ogóle zwierzęta się jej nie bały i nie płoszyły, gdy do nich podchodziła. Czego można było się w niej bać? Śniąca była równie groźna, co dmuchawiec na łące i przy tym równie wrażliwa. Jak zwykle w swoim świecie, podeszła bliżej do rumaka, a potem położyła dłoń na jego miękkich chrapach. Uśmiechnęła się.
OdpowiedzUsuń- Ale jesteś ładny - powiedziała do konia. Zastanawiała się, czy pozwoliłby jej się dosiąść, gdy nagle usłyszała głos mężczyzny. Momentalnie oderwała rękę od konia i cofnęła się kilka kroków.
- Ja... - zaczęła niepewnie. W postaci mężczyzny było coś dziwnego i nienaturalnego, jakby... wilczego? Trudno było powiedzieć. - Nie, nie zgubiłam się... I dzień dobry.
Cień, jej strażnik i opiekun, przysiadł na skraju lasu. Nie wykonywał żarnych gwałtownych ruchów ani nawet nie warczał, ale uważne spojrzenie onyksowych ślepi mówiło wyraźnie " Obserwuję cię. Na razie jestem miły, ale wystarczy jeden nieprzemyślany ruch..."
- Zwą mnie Callista. - powiedziała kłaniając delikatnie głowe w jego stronę. Spojrzała w kierunku konia odprowadzając go wzrokiem po czym spojrzała na mężczyznę. Pokiwała delikatnie głową zgadzając sie i ruszyła za nim. Gdy tylko otworzył drzwi weszła do srodka.
OdpowiedzUsuń- Dziękuję i przepraszam za wszelkie kłopoty. - powiedziała usmiechając się delikatnie zakłopotana.
W sumie nic ciekawego. Stara bieda - uśmiechnęła się łagodnie do Niego - gdzie to bywałeś, że nie widywałam Cię?
OdpowiedzUsuń~Dilexi
Zapatrzyła się zafascynowana na płomiki oraz różnorakie świecidełka. Pokiwała delikatnie głową z uznaniem. Światło było niezwykle przyjemne no i użyteczne. Pomyślała, że czemu do tej pory sama o tym nie pomyślała? Moze dlatego, że zwykle nie przesiaduje w swoim domu a jak już to śpi. Używała zwykle zwykłego szkla do rozjaśniania pomieszczeń ale ten sposób był znacznie ciekawszy. Usiadła wygodnie w przez niego wskazanym fotelu. Potarła ponownie ramiona.
OdpowiedzUsuń- Dziękuje bardzo. - powiedziała z delikatnym uśmiechem. - jest pan bardzo miły.
Uśmiechnęła sie delikatie widzac, jak się spiął.
OdpowiedzUsuń- Spokojnie elfie. Nie przyszlam Cię zabić ani wypić twojej krwi choc mogła by być smaczna. - powiedziała pijąc spokojnie wino. Wtuliła się w jego kurtkę.
- Spacerowała. Wracałam do domu. Wybrałam dłuższą droge, ale zamyśliłam się i zaszłam za daleko- przyznała spokojnie stawiając kieliszek na stoliku. Usmiechneła się przyjaźnie. Mówila prawdę. Nie spodziewała się zajść tak daleko. Jednak juz jej sie to zdaarzało. Traciła zupełnie poczucie czasy gdy zaglębiała się we wlasne myśli.
Troszeczkę się przestraszyła kiedy jej towarzysz zszedł z konia na którym razem siedzieli.
OdpowiedzUsuńAle jakoś udało jej się podołać zadaniu.
Nie spadła.Utrzymała równowagę.
No i zadowolona jeździła.
A gdy i Dariel wsiadł na konia domyślała się co zamierza i z chęcią na to przystała jedyne czego się bała to to że w którymś odcinku drogi spadnie ale starała się o tym nie myśleć i dzielnie jechała przed siebie co rusz oglądając się za siebie czy aby a pewno Dariel jedzie za nią.
Trochę przestraszona jego słowami wykonała wszystkie polecenia z lekkim strachem a potem doszła do wniosku że w cale nie było aż tak źle.
OdpowiedzUsuńUdało jej się zatrzymać konia.
-Masz rację. I jesteś świetnym nauczycielem-odparła uśmiechając się pogodnie - Ale jak ja mam teraz zejść z konia?-spytała nie wiedząc i znów bojąc się że spadnie.
Posłuchała go i zrobiła tak jak powiedział już miała krzyczeć że spada ale ten złapał ją.
OdpowiedzUsuńMiło.
-Wiesz nie wyglądasz na tyle-odparła radośnie - I nie syrena ale pół syrena.-westchnęła - Syreny są okrutne a ja jestem pół syreną i mam uczucia i sumienie...Nie zabijam nie krzywdzę wręcz przeciwnie -odparła
Wzdrygnęła się lekko slyszcząc, że wampir chciał pić krew żywiołaków.
OdpowiedzUsuń- O nie, nie. Ja bym w życiu nie chciała pić krew koni czy żywiołaków. Ble. - zrobiła kwaśną minę i napiła sie pospiesznie wina. Uśmiechneła się slysząc komplement z jego ust.
- nikt nie powiedział, że tego własnie nie robię. - zasmiała się cicho i spojrzała mu w oczy.
- A chcesz dac mi się uwieść?
-Jeżeli nie zabłądzę to oczekuj mnie koło poranka i tak nie mam co robić ojciec próbuje wydać mnie za mąż choć szczerze tego nie okazuje a gosposia nie chce bym jej pomagała więc okropnie się nudzę-odparła i uśmiechnęła się - Naprawdę?To musiał być jakiś wyjątek istnieją takie jak moja matka.-odparła i podeszła do niego po czym pocałowała go w policzek - Dziękuje ci za dziś i do jutra-powiedziała odchodząc.
OdpowiedzUsuńNastępnego dnia przybyła w sukni która podkreślała jej oczy i z koszykiem w którym miała ciastka.
Dariela spostrzegła ale nie od razu a gdy już to zbiegła nieomieszkając się przy tym przewrócić.
Lecz po chwili wstała i jak gdyby nigdy nic podeszła do niego.
-Witaj drogi Darielu...Przyniosłam ciasto wczoraj mimo protestów upiekłam je i przyniosłam trochę dla ciebie-odparła z uroczym uśmiechem
-Spróbuje-odparła i jakoś udało jej się wgramolić na konia i nie spaść!
OdpowiedzUsuńWyprostowała się i spojrzała na swojego towarzysza
-Chciałam upiec ciasto. Miało być ono wyrazami mojej wdzięczności dla ciebie.Jesteś taki dobry-odparła uśmiechając się pogodnie. - A to że piekłam je niemal po kryjomu nie ma znaczenia Favia od zmysłów odchodziła gdy jej powiedziałam...Nie jestem złą kucharką...Chyba-powiedziała - A jak tobie mija dzień?-zapytała
-Oczywiście że z tobą zjem.!A to co robiłeś to nie ważne czasem każdy ma chwile słabości...Choć nie ukrywam że to dość przerażające ale nie tak jak czyny mej matki i innych syren...Więc nie martw się dobrze że już nie jesteś taki jak w cześniej -uśmiechnęła się pogodnie - Wiesz nawet cię lubię...Słuchasz mnie nie tak jak inni mężczyźni których niestety dane mi było spotkać-odparła
OdpowiedzUsuń-Nigdy żadnej nie spotkałam ale wiele słyszałam...Wiele niepochlebnych rzeczy jednak ja twierdze że nie można po plotkach oceniać ludzi i dziękuje...Więcej ze mnie człowieka niż syreny tak mi się wydaje-odparła znów posyłając w jego stronę łagodny uśmiech - To bardzo dobrze tam gdzie dorastałam dzieci zamykano by nie przeszkadzały rodzicom w "łowach" złe rzeczy się tam działy mnóstwo trupów...I innych mniej pochlebnych rzeczy...Nie chciałam na to patrzeć nie chciałam brać w tym udziału-odparła ze smutkiem i mimowolnie się skrzywiła
OdpowiedzUsuńZdziwienie wymalowało się na jej twarzy.
OdpowiedzUsuńA więc to tak!
Uśmiechnęła się psotnie i podążyła za nim.
Niestety jak to miała w zwyczaju zgubiła się.Oczywiście żadnej rzeki nie widziała i nie słyszała.
Spróbowała zawołać może jest gdzieś blisko.
-Dariel!-krzyknęła z nadzieją że jej odpowie.
Nie odpowiedział więc szukała rzeki nie znalazła.
Błąkała się po lesie.
OdpowiedzUsuńUsłyszała hałas.Odwróciła głowę w tamtą stronę i zobaczyła wilka.
Przeraziła się okropnie gdyż uświadomiła sobie że jest bezbronna.
A gdy wspomniany wilk zmienił się w Dariela odetchnęła z ulgą.
-Hm jak widać nie mam zbyt dużej orientacji w terenie...-odparła trochę zawstydzona i z lekkim rumieńcem.
-Jak widzisz dość często się gubię-dodałą
Spojrzała na niego
OdpowiedzUsuń-Z ojcem i gosposią która...Jest zbyt nadopiekuńcza cały czas zabrania mi gotować czy sprzątać a nawet czytać!A ojciec...Astronom marzyciel...Chociaż teraz cały czas podsuwa mi pod nos wolnych kawalerów...Ale ja nie chce! Ja chce się zakochać! Chociaż to wątpliwe...-odparła lekko i znów zarumieniła się
-Hm ja mieszkałam wcześniej z matką...Ale...Otruto ją.-odparła ze słabym uśmiechem.
OdpowiedzUsuń-Ja sądzę że się o mnie martwi...Wbrew pozorom on bardzo się o mnie martwi nie widział mnie tak długo...Choć może nie umie odpowiednio okazywać uczuć...A kim była twoja partnerka?-spytała zaciekawiona
OdpowiedzUsuń-Och pewnie nie chcesz czyjegoś współczucia...-odparła spuszczając głowę. - Praktycznie całe życie spędziłam pod wodą...W towarzystwie okrutnych syren i trupów-wzdrygnęła się - No i nigdy nie spotkałam kogoś kto był by tak szlachetny że oddał by życie za kogoś...Nawet tu...-odparła
OdpowiedzUsuń-Och to takie smutne ale i piękne...Prawda?-odparła spoglądając na niego niebieskimi oczyma.
OdpowiedzUsuń-Tutaj czuje się taka szczęśliwa...O wiele szczęśliwsza niż byłam tam w wodzie a mimo to tęsknie za tamtym światem czy to nie dziwne?Każdej nocy i każdego dnia pragnę choć jeszcze raz zobaczyć to cudowne ale i zarazam przerażające królestwo...Tu też jest mi dobrze i to chyba nienormalne-odparła zarumieniona - A z resztą nawet nie wiem czemu ci to mówię...
-Czemu tak mówisz?Ja sądzę że jesteś godny zaufania...A poza tym bardzo dobry...Dzięki tobie nie włóczę się nigdzie po lesie ani po mieście sama...Zapomniałam już o tym z kim próbuje mnie wyswatać mój ojciec. Jesteś dobry nawet bardzo i nie zaprzeczaj temu.-odparła uśmiechając się radośnie - No to może wrócimy i zjemy ciasto?Chciała bym wiedzieć czy ci posmakuje-odparła i lekko się zarumieniła
OdpowiedzUsuń{Mam nadzieje że twoja postać lubi truskawki ^.^}
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńNiebiesko włosa kobieta siedziała, na brzegu jeziora, gdy spostrzegła mężczyznę spacerującego po drugiej stronie tafli. Spoglądała w jego kierunku, nie znała owego mężczyzny, ale mimo to obserwowała go.
OdpowiedzUsuń[Ale zadziałało i ktoś się odezwał.]
OdpowiedzUsuńCzasami są takie dni, że lepiej nie wychodzić z domu. Niestety niektórzy byli na tyle naiwni, że mimo wszystko zapuszczali się dalej, niż zdrowy rozsądek podpowiada, gdy od rana wszystko idzie nie tak jak powinno. Teraz, jedna z tych naiwnych osób, czyli Amelia biegła w strugach ulewnego deszczu. Co ją podkusiło, żeby pójść na spacer pomimo chmur zbierających się na horyzoncie? Kiedy zobaczyła gospodarstwo, nie namyślając się długo schowała się pod najbliższym dachem. Postanowiła przeczekać i nie zwracać na siebie uwagi.
Spojrzała niepewnie na mężczyznę. Nie wiedziała, czego się spodziewać, w końcu wtargnęła na czyjąś posesję. Właściwie to mniej by ją zdziwiło, gdyby kazał jej się wynosić, niż takie uprzejme zaproszenie. Z niejaką zazdrością zauważyła, że krople deszczu nie dosięgają mężczyzny. Gdyby miała wykorzystać magię, do domu dotarłaby wyczerpana jak po maratonie.
OdpowiedzUsuń- Jeśli nie stanowi to problemu to wolałabym wejść. Przepraszam za wtargnięcie- odpowiedziała, uśmiechając się nieśmiało.
*spojrzała na mężczyznę i uśmiechnęła się do niego przyjacielsko.*
OdpowiedzUsuń-Znam prawie całą społeczność, nie licząc nowo przybyłych. Tak jak Ciebie Panie .
Podniosła się z murka i ukłoniła mężczyźnie.
-Zwią mnie Julissa Panie.
Spojrzała w kierunku, przemieniającego się w mężczyznę Wilka. Przypomniały się jej stare wspomnienia, epizod z życia kiedy Wilkołactwo było przekleństwem dla pewnej społeczności wiejskiej. Uśmiechnęła się do niego gdy znikał w gęstwinie lasu. Rozwinęła mroczne skrzydła i znikła w mroku.
OdpowiedzUsuń