[~~ Uwaga: Jeśli nie tolerujesz homoseksualizmu i/lub kazirodztwa, nie czytaj. ~~]
- Możesz mi wierzyć, czy nie, ale kiedyś byłem normalnym
człowiekiem.- powiedział mi kiedyś Necro, kiedy byliśmy razem na cmentarzu. Nie
robiliśmy nic szczególnego. Ja leżałem spokojnie, wpatrzony w niebo, a on opierał
się o łopatę.
- Kiedyś, dwanaście lat temu, byłem spokojnym, miłym i
pomocnym chłopczyną, uczącym na Grabarza, pod pieczą ojca. Ludzie lubili mnie,
uśmiechali się do mnie, rówieśnicy chcieli się ze mną bawić. Uśmiechałem się
życzliwie, nie śmiałem szaleńczo… Po prostu byłem lubianym, NORMALNYM, o
bogowie jak to dziwnie brzmi, chłopakiem… Jednak jak każdy miałem wrogów. Grupa
starszych chłopaków, widząc we mnie łatwy cel, zawsze na mnie polowała. Jednak
miałem swojego obrońcę…
- No i co Green, teraz
nam się nie wywiniesz „dziewczynko”, co?- powiedział największy z trzech
chłopaków, mocno trzymając białowłosego chłopca za koszulę. Był od nich
młodszy, drobniejszy, delikatniejszy… A samo przezwisko „dziewczynka” wzięło
się od tego, iż wyglądał niemal jak dziewczyna.
- Co mamy najpierw ci
zrobić? Obić mordę, podtopić w jeziorze, czy powiesić na drzewie, byś nie mógł
zejść.- zachichotali, łaskawie dając biednemu synowi grabarza wybór.
- Pożałujecie
skurwysyny.- powiedział, jednak to był błąd. Pierwsze uderzenie padło w twarz,
a dokładniej w lewy policzek Necro. Przez to uderzenie ugryzł się w język, aż
do krwi. Już po chwili wypluł pierwszą partię krwi… Dodatkowo rozcięło mu to
uderzenie wargę… Potem został rzucony brutalnie na ziemię i kopnięty w brzuch…
I pewnie skończyło by się to gorzej gdyby nie…
- Zostawcie mojego
brata, pacany, jeśli nie chcecie oberwać w te wasze zgniłe jaja!- krzyk Cerona
Green’a, starszego brata Necro, był jak wybawienie dla młodszego z braci.
Ten starzy zmierzał w
ich stronę z łopatą i… wilkiem, a raczej wielkim psem, wyglądającym jak wilk,
gotowy w każdej chwili zaatakować i wydać polecenie ataku zwierzęciu.
Tamci, mając odwagę
atakować tylko słabszych, zabrali nogi za pas zostawiając zwiniętego w kłębek
na ziemi.
Starszy Green bez
myślenia podbiegł do młodszego braciszka i wziął go w ramiona.
- Hej, Micro, nic Ci
nie jest?- Ceron bardzo często mówił na niego „Micro” zamiast „Necro”, co było
zabawnym zniekształceniem imienia i podkreśleniem jego niebywale drobnej budowy
ciała.
- Nie, Ceronie…-
mruknął i wypluł znowu trochę krwi nagromadzonej w ustach. Jego brat spojrzał
na niego z miną typu „Ta, jasne…” i chusteczką wytarł resztki krwi z rozciętej
wargi, z podbródka brata.
- Dobra młody, idziemy do domu, zobaczyć czy
nic złego Ci się nie stało…
- Taaak. Ceron zawsze mnie bronił. Dobry był z niego
człowiek… Zawsze wierny, lojalny, silny i inteligentny, urodę odziedziczył po
moim ojcu… Kruczoczarne włosy, czekoladowe oczy, wysoki i postawny… Był
doskonałym bratem… I nie tylko…
Rozszalała się potężna
burza. Necro nigdy nie lubił burzy, grzmoty przerażały go, sprawiały, że
przypominały mu się sny o jego mocy… Armia szkieletów, nad nimi burza a na
wielkim szkielecie smoka siedzi on, z okrutnym uśmiechem i żądzą mordu w oczach,
patrząc na trupy… Mężczyzn… Kobiet… I o bogowie ratujcie jego duszę przed takim
losem, trupy dzieci...
Zawsze po takim śnie płakał ze strachu. Płakał,
bo widział siebie takim, jakim być nie chciał i przerażała go ta okrutna wizja
Na drżących nogach,
ruszył do pokoju brata i powoli podszedł do jego łóżka.
- Cery…- potrząsnął
lekko bratem, chcąc go obudzić. Zabieg ten musiał powtórzyć kilkakrotnie,
najwyraźniej jego brat, nie miał takich sennych wizji co on i mógł spać
spokojnie.
Po chwili czarnowłosy
otworzył oczy, chwilę powracał do rzeczywistości z krainy snów i uśmiechnął się
do brata.
- Znowu ten sen?-
zapytał, na co Necro pokiwał głową w geście potwierdzenia. Ceron odchylił koc i
posunął się, dając znak bratu iż może położyć się z nim, z czego młodszy z braci
Green skorzystał.
Już po chwili leżeli
wtuleni w siebie, zadowoleni ze swojej kojącej bliskości, przepełnionej
spokojem i miłością.
- Znowu była armia
szkieletów, co? – zapytał brązowooki, głaszcząc głowę i plecy brata.
- Tak. I znowu był
smok z kości...- wymamrotał cicho Necro krzywiąc się.
Ceron westchnął cicho
i pocałował brata lekko w czoło… Później w nos… Później prosto w usta.
Necro tylko jęknął
cicho i oddał pocałunek brata, delikatnie łapiąc go za koszule nocną.
Dłonie Cerona
natomiast błądziły po ciele jasnookiego, szukając przejścia pod jego koszulę i
po chwili zjeżdżając w dół odnalazły je. Gładziły nagie nogi piętnastoletniego
wtedy, przyszłego nekromanty, a następnie pokierowały się w miejsce, które
pieszczone wywoływało jęki młodszego brata…
To był tylko jeden z
wielu razy, gdy bracia spalali się w pożądaniu do siebie…
- Trzeba przyznać, że Ceron był grzechu warty. Był
doskonałym i czułym kochankiem…
Byłem w nim zakochany po uszy… I on we mnie. I zapewne nasza
miłość trwała by do dziś gdyby brata… Mojego Brata, Przyjaciela, Kochanka… Nie
odebrano mi w brutalny sposób…
Dziś była bezchmurna
noc. Księżyc był dopiero w pierwszej kwadrze, obaj bracia leżeli obok siebie,
nadzy, zmęczeni, dysząc ciężko.
- Kocham Cię Necro.-
wyszeptał Ceron do ucha brata, delikatnie je całując. Sam Necro uśmiechnął się.
- Ja Ciebie też
kocham.- wyszeptał.
Obaj siedzieli w
niesamowitej ciszy. Spokojnej, przy której było słychać ich uspakajające się
oddechu, powoli wyrównujące się bicie ich serc… Aż ciszę tą przerwało okropne
wycie ich psa.
Obaj bracia chcieli
się podnieść, jednak starszy z nich, skutecznie, acz lekko popchnął brata na
poduszki.
- Śpij Micro. Sprawdzę
co z Carmel’em i wrócę…- powiedział cicho jego brat, pocałował go ostatni raz,
ubrał się i wyszedł.
W tym czasie Necro
zdążył smacznie zasnąć i przespać całą noc…
I dopiero głośny krzyk
dziewczyny obudził go z jego snu…
Wystraszony, szybko
ubrał się, będąc pewnym że jego Brat już jest na miejscu. Niestety miał racje.
Niedaleko od swego
domu, dostrzegł tłum gapiów, którzy patrzyli na niego ze współczuciem, którego
nie rozumiał. Bez trudu przebił się przez niego i…
- CERON!- wrzasnął i
niemal upadł przy zakrwawionym ciele starszego brata. Czuł, że jego łzy kapią
na nie.- B… braciszku, obudź się… To nie jest śmieszne, Ceron błagam, otwórz
oczy, odezwij się…- powtarzał w kółko, mocno tuląc ciało brata. Zaczęli
odciągać go siłą… Nie chciał puścić ciała kochanego braciszka… Swojego
ukochanego kochanka… swego ukochanego mężczyzny…
- Wiesz, to był najgorszy dzień w moim życiu… Widziałem
ciało kogoś, kogo kochałem nad życie, kogoś kto zawsze mnie bronił, kochał… Kto
zawsze mi pomagał i wspierał… Kogoś, za kogo mógłbym oddać życie… Wtedy
zacząłem się zmieniać…
Necro Green przestał
się uśmiechać. Chodził wiecznie smutny, nic nie potrafiło go pocieszyć. Jego
ojciec patrzył na niego z niepokojem. Na noc wynosił się do karczmy, nie mogąc
znieść wrzasków bólu psychicznego swego ostatniego syna. Necro mógł wrzeszczeć niczym
opętany całą noc.
Minął rok, zanim
chłopak znowu zaczął się pokazywać.
Jednak… Był inny.
Zimny. Nieprzystępny. Nadal cierpiał…
Dawniej zawsze ubrany
na biało, wyglądający jak anioł… Teraz ubierający się na czarno, wyglądający
jak potępieniec prosto z otchłani piekielnych.
Potem znów zaczął
pojawiać się rzadko. Całe dnie, przesiadywał na cmentarzu milcząc nad grobem
brata, cicho płacząc… Tak minęły trzy lata, w których Necro, nie umiał poradzić
sobie ze stratą ukochanej osoby.
W końcu, postanowił zobaczyć
miejsca, w których był z bratem… Którego kiedyś tak kochał.. STOP! On nadal go
kochał.
Tak znalazł się w tym,
samym miejscu, gdzie trzy lata wcześniej Ceron uratował go z tarapatów.
Przyszli tam Ci sami
goście… Historia lubi się powtarzać.
- O proszę! To Nasza
„dziewczynka” Green!- powiedział jak zwykle największy z nich.- Ale wiesz, że
teraz nic Cię nie uratuje, co nie? Twój głupi, cwaniakowaty braciszek zdechł
jak szczur, zabity przez jakiegoś psychola… - i w tym momencie dostał grubą
gałęzią w głowę.
Przerażony i uciszony
uciekał wraz z kumplami oraz krwawiącym łbem jak najdalej od Necro.
- NIGDY.WIĘCEJ NIE.OBRAŻAJ.MOJEGO.BRATA.PRYMITYWIE!-
wrzasnął za nimi Green Junior…
- Nie mogłem wytrzymać… Wyzywał mojego kochanego brata…
Wyzywał Cerona… Musiałem pieprznąć mu tą gałęzią… Co prawda to wtedy zaczęto
mówić o mnie jak o wariacie… Ale to był dopiero początek. Wtedy, miałem
osiemnaście lat. Moje szaleństwo narastało, zacząłem od czasu do czasu mówić do
siebie… Chichotać, ale nie było to często i nie było to groźne… W wieku
dwudziestu lat jednak dowiedziałem się czegoś, co na zawsze odmieniło moje
życie… Albo… Skończyło je odmieniać… Albo odmieniło jeszcze bardziej.
Necro od kilku lat
studiował księgi matki o nekromancji. Uczył się jak wzywać szkielety, jak nimi
sterować, jak wpakować energię w kość, by móc trzymać ją na „czarną godzinę”…
Aż pewnego dnia
znalazł jak przywołać duszę zmarłego. A jedynym czego potrzebował to sztylet i…
on sam.
Na cmentarzu, nad
grobem brata przeciął prawą dłoń i kilka kropel jego krwi spadło na grób.
Jednocześnie cały czas wymawiał cicho niezrozumiałe słowa…
- Micro…- usłyszał
przed sobą Necro. Zapłakany… Tak, zapłakany spojrzał na ducha starszego brata.
- Ceronie… Kochany
Ceronie…- wyszeptał cicho Necro, drżąc mocno od wzruszenia, jakie go ogarnęło.
- Jeny, Necro… Jesteś
jeszcze piękniejszy, niż gdy widziałem Cię ostatni raz… Wyglądasz gdzieś na
osiemnaście lat a masz…? Dwadzieścia, zgadza się?- duch uśmiechnął się
„siadając” na swoim grobie.
- Tak Cery,
dokładnie…- wyszeptał cicho i dopiero teraz przypomniał sobie szczegóły.-
Ceronie… Bardzo za tobą tęskniłem i chciałbym z tobą porozmawiać o tym co się
zmieniło i tak dalej, ale nie mamy czasu. Obawiam się, że te kilka kropel krwi,
nie będzie nam starczyło na zbyt długo…-
wyjaśnił. Duch jego brata pokiwał posłusznie głową.
- Dobrze, kochanie.
Pytaj o co chcesz…- powiedział Ceron spokojnie.
- Kto Cię zabił?
Błagam, nie gadaj mi, że to nie ważne, jeśli chcesz by moja dusza doznała
spokoju. Jeśli nie dokonam zemsty za Ciebie, będę się błąkać po śmierci na
ziemi, tego chcesz?- zapytał zdesperowany młody nekromanta. Jego brat pokręcił
głową.
- Mnie i Carmela zabił
nasz ojciec Necro… Zrobił to nasz ojciec…- wyszeptał duch cicho bez zbędnych
ceregieli Necro zatrząsł się ze złości.
- Necro… Ja chyba
zaraz wrócę tam… Chciałem Ci tylko powiedzieć, żebyś pamiętał, że życie to
wspaniały dar, więc nigdy się nie poddawaj, rozumiesz… Żegnaj ukochany Micro…-
jego głos brzmiał już jakby z daleka… A postać starszego z braci zupełnie się
rozmyła,
- Żegnaj Cery… Twoja
dusza na pewno jest we wspaniałym miejscu…- wyszeptał i podniósł się z ziemi…
- Tak… Osoba, która powinna chronić nas obu, skrzywdziła nas
niemiłosiernie. Niesamowite, prawda? Ale
ja nie powiedziałem ostatniego słowa. Nie mogłem pozwolić, by morderca mojego
kochanka chodził na wolno żywy…
Przez kolejny miesiąc
Necro jakby odżył i jednocześnie jeszcze bardziej oszalał. Śmiał się z byle
czego, kompletował szkielety zwierząt, kilkakrotnie pobił tych, którzy śmieli
się znieważyć jego brata, tańczył idąc środkiem ulicy… Mówili iż jest opętany,
ludzie zaczęli go wytykać palcami, bać się go.. No ale nic. Tak bywa.
Pewnego wieczoru Necro
spojrzał na ojca. Spokojnie, zimnym spojrzeniem.
- To ty zabiłeś
Cerona…- powiedział pewnym siebie głosem, co całkowicie zmroziło jego ojca.
- N…Necro C..C..Co
T..Ty Wyga…du…dujesz…- powiedział jąkając się ojciec-morderca.
- Och, nie kłam stary
zgredzie! Zabiłeś mojego brata! Mojego kochanego brata! Dlaczego!?- Był
wściekły i było to po nim widać.
- Ż… Żeby Cię chronić.
Chciałem żebyś wyrósł na prawdziwego mężczyznę, a nie jakiegoś ćwoka, który sam
się nie umiał obronić! Z resztą myśleliście, że jestem głupi? Grzeszyliście i
to pod moim dachem!- warknął.- Ale wiesz co! Skoro ty wiesz, nie musisz już żyć…-
chwycił siekierę.
Necro jednak machnął
ręką i jakby z nikąd wyskoczyły przed niego szkielety wilków.
- Uciekaj tatku, bo
śmierć jest przed tobą…- szepnął Green Junior, a jego ojciec zgodnie z radą
począł uciekać.
Kilka dni później z
uśmiechem na ustach i cichym pogwizdywaniem zakopywał swego ojca… Teraz plotka
o niebezpiecznym grabarzu przybrała na sile… Szczególnie, że tych, którzy
wyzywali jego brata zawsze źle kończyli… Nigdy nie była to wina Necro… Ale na
niego zawsze spadała wina. W końcu zemsta kusi, szczególnie wariatów…
- Tak, te dzikie zwierzęta, które go rozszarpały, to były
moje szkielety zwierząt, Uroczo, prawda? Na całe szczęście, ty nikomu, tego nie
powiesz…- wyszeptał i w sumie miał racje. Jestem w końcu jednym z setek trupów,
którym opowiada te historię. Jestem tylko rozkładającym się trupem, który nigdy
nie wyjawi jego tajemnicy… Którego po opowiadaniu spokojnie zakopał w ziemi.
[ Napisana pierwsza moje opowiadanie, chociaż stwierdzam że
jest beznadziejne, jednak daje to do przeczytania wam, a co mi tam! Muszę w
końcu opisać jakoś historię Necro, a wiem, że już lepiej tego chyba nie zrobię,
bo lepszego pomysłu nie mam xd. Dziękuję bardzo tym, którzy przeczytali moje
marne wypociny :). Tylko wam brawo bić! Serio!]
[Tjaaak. Więc. "Carmel'em"? "Carmelem" - nie odmienia się przez apostrof. O ile dobrze pamiętam przez apostrof idą męskie imiona i nazwy własne zakończone na samogłoski. Tak jak ja się zawsze wkurzam na twory w rodzaju "Wynn'a". A dalej napisałaś "Carmela", już dobrze.
OdpowiedzUsuńZresztą nie ważne.
Ogółem błędów nawet nie sprawdzałam, ylko to rzuciło mi się w oczy. Jak już mówiłam, podoba mi się opo :D]
[ Ach, świetne opowiadanie. Cudownie mi się je czytało, naprawdę. Lubię takie klimaty, a do tego wspaniały styl pisania. ]
OdpowiedzUsuń