Nazywają je Miastem Straceńców.

Graleyn nie należy do ludzi. W tym niepozornym miasteczku dzieje się więcej, niż sobie wyobrażasz. W cieniu starych murów kryją się istoty, które nie powinny istnieć. Siedzą w karczmie i piją wino. Prowadzą warsztaty i sklepy. Ludzie nie mają nic przeciwko… Głównie dlatego, że nie wiedzą o tym, iż miasteczko jest stolicą świata nadnaturalnego. A to, że czasem ktoś zniknie...

No cóż, zdarza się.


wtorek, 7 sierpnia 2012

Jak narodził się Szalony Grabarz…



[~~  Uwaga: Jeśli nie tolerujesz homoseksualizmu i/lub kazirodztwa, nie czytaj. ~~]



- Możesz mi wierzyć, czy nie, ale kiedyś byłem normalnym człowiekiem.- powiedział mi kiedyś Necro, kiedy byliśmy razem na cmentarzu. Nie robiliśmy nic szczególnego. Ja leżałem spokojnie, wpatrzony w niebo, a on opierał się o łopatę.
- Kiedyś, dwanaście lat temu, byłem spokojnym, miłym i pomocnym chłopczyną, uczącym na Grabarza, pod pieczą ojca. Ludzie lubili mnie, uśmiechali się do mnie, rówieśnicy chcieli się ze mną bawić. Uśmiechałem się życzliwie, nie śmiałem szaleńczo… Po prostu byłem lubianym, NORMALNYM, o bogowie jak to dziwnie brzmi, chłopakiem… Jednak jak każdy miałem wrogów. Grupa starszych chłopaków, widząc we mnie łatwy cel, zawsze na mnie polowała. Jednak miałem swojego obrońcę…



- No i co Green, teraz nam się nie wywiniesz „dziewczynko”, co?- powiedział największy z trzech chłopaków, mocno trzymając białowłosego chłopca za koszulę. Był od nich młodszy, drobniejszy, delikatniejszy… A samo przezwisko „dziewczynka” wzięło się od tego, iż wyglądał niemal jak dziewczyna.
- Co mamy najpierw ci zrobić? Obić mordę, podtopić w jeziorze, czy powiesić na drzewie, byś nie mógł zejść.- zachichotali, łaskawie dając biednemu synowi grabarza wybór.
- Pożałujecie skurwysyny.- powiedział, jednak to był błąd. Pierwsze uderzenie padło w twarz, a dokładniej w lewy policzek Necro. Przez to uderzenie ugryzł się w język, aż do krwi. Już po chwili wypluł pierwszą partię krwi… Dodatkowo rozcięło mu to uderzenie wargę… Potem został rzucony brutalnie na ziemię i kopnięty w brzuch… I pewnie skończyło by się to gorzej gdyby nie…
- Zostawcie mojego brata, pacany, jeśli nie chcecie oberwać w te wasze zgniłe jaja!- krzyk Cerona Green’a, starszego brata Necro, był jak wybawienie dla młodszego z braci.
Ten starzy zmierzał w ich stronę z łopatą i… wilkiem, a raczej wielkim psem, wyglądającym jak wilk, gotowy w każdej chwili zaatakować i wydać polecenie ataku zwierzęciu.
Tamci, mając odwagę atakować tylko słabszych, zabrali nogi za pas zostawiając zwiniętego w kłębek na ziemi.
Starszy Green bez myślenia podbiegł do młodszego braciszka i wziął go w ramiona.
- Hej, Micro, nic Ci nie jest?- Ceron bardzo często mówił na niego „Micro” zamiast „Necro”, co było zabawnym zniekształceniem imienia i podkreśleniem jego niebywale drobnej budowy ciała.
- Nie, Ceronie…- mruknął i wypluł znowu trochę krwi nagromadzonej w ustach. Jego brat spojrzał na niego z miną typu „Ta, jasne…” i chusteczką wytarł resztki krwi z rozciętej wargi, z podbródka brata.
-  Dobra młody, idziemy do domu, zobaczyć czy nic złego Ci się nie stało…

- Taaak. Ceron zawsze mnie bronił. Dobry był z niego człowiek… Zawsze wierny, lojalny, silny i inteligentny, urodę odziedziczył po moim ojcu… Kruczoczarne włosy, czekoladowe oczy, wysoki i postawny… Był doskonałym bratem… I nie tylko…


Rozszalała się potężna burza. Necro nigdy nie lubił burzy, grzmoty przerażały go, sprawiały, że przypominały mu się sny o jego mocy… Armia szkieletów, nad nimi burza a na wielkim szkielecie smoka siedzi on, z okrutnym uśmiechem i żądzą mordu w oczach, patrząc na trupy… Mężczyzn… Kobiet… I o bogowie ratujcie jego duszę przed takim losem, trupy dzieci...
 Zawsze po takim śnie płakał ze strachu. Płakał, bo widział siebie takim, jakim być nie chciał i przerażała go ta okrutna wizja
Na drżących nogach, ruszył do pokoju brata i powoli podszedł do jego łóżka.
- Cery…- potrząsnął lekko bratem, chcąc go obudzić. Zabieg ten musiał powtórzyć kilkakrotnie, najwyraźniej jego brat, nie miał takich sennych wizji co on i mógł spać spokojnie.
Po chwili czarnowłosy otworzył oczy, chwilę powracał do rzeczywistości z krainy snów i uśmiechnął się do brata.
- Znowu ten sen?- zapytał, na co Necro pokiwał głową w geście potwierdzenia. Ceron odchylił koc i posunął się, dając znak bratu iż może położyć się z nim, z czego młodszy z braci Green skorzystał.
Już po chwili leżeli wtuleni w siebie, zadowoleni ze swojej kojącej bliskości, przepełnionej spokojem i miłością.
- Znowu była armia szkieletów, co? – zapytał brązowooki, głaszcząc głowę i plecy brata.
- Tak. I znowu był smok z kości...- wymamrotał cicho Necro krzywiąc się.
Ceron westchnął cicho i pocałował brata lekko w czoło… Później w nos… Później prosto w usta.
Necro tylko jęknął cicho i oddał pocałunek brata, delikatnie łapiąc go za koszule nocną.
Dłonie Cerona natomiast błądziły po ciele jasnookiego, szukając przejścia pod jego koszulę i po chwili zjeżdżając w dół odnalazły je. Gładziły nagie nogi piętnastoletniego wtedy, przyszłego nekromanty, a następnie pokierowały się w miejsce, które pieszczone wywoływało jęki młodszego brata…
To był tylko jeden z wielu razy, gdy bracia spalali się w pożądaniu do siebie…

- Trzeba przyznać, że Ceron był grzechu warty. Był doskonałym i czułym kochankiem…
Byłem w nim zakochany po uszy… I on we mnie. I zapewne nasza miłość trwała by do dziś gdyby brata… Mojego Brata, Przyjaciela, Kochanka… Nie odebrano mi w brutalny sposób…


Dziś była bezchmurna noc. Księżyc był dopiero w pierwszej kwadrze, obaj bracia leżeli obok siebie, nadzy, zmęczeni, dysząc ciężko.
- Kocham Cię Necro.- wyszeptał Ceron do ucha brata, delikatnie je całując. Sam Necro uśmiechnął się.
- Ja Ciebie też kocham.- wyszeptał.
Obaj siedzieli w niesamowitej ciszy. Spokojnej, przy której było słychać ich uspakajające się oddechu, powoli wyrównujące się bicie ich serc… Aż ciszę tą przerwało okropne wycie ich psa.
Obaj bracia chcieli się podnieść, jednak starszy z nich, skutecznie, acz lekko popchnął brata na poduszki.
- Śpij Micro. Sprawdzę co z Carmel’em i wrócę…- powiedział cicho jego brat, pocałował go ostatni raz, ubrał się i wyszedł.
W tym czasie Necro zdążył smacznie zasnąć i przespać całą noc…
I dopiero głośny krzyk dziewczyny obudził go z jego snu…
Wystraszony, szybko ubrał się, będąc pewnym że jego Brat już jest na miejscu. Niestety miał racje.
Niedaleko od swego domu, dostrzegł tłum gapiów, którzy patrzyli na niego ze współczuciem, którego nie rozumiał. Bez trudu przebił się przez niego i…
- CERON!- wrzasnął i niemal upadł przy zakrwawionym ciele starszego brata. Czuł, że jego łzy kapią na nie.- B… braciszku, obudź się… To nie jest śmieszne, Ceron błagam, otwórz oczy, odezwij się…- powtarzał w kółko, mocno tuląc ciało brata. Zaczęli odciągać go siłą… Nie chciał puścić ciała kochanego braciszka… Swojego ukochanego kochanka… swego ukochanego mężczyzny…

- Wiesz, to był najgorszy dzień w moim życiu… Widziałem ciało kogoś, kogo kochałem nad życie, kogoś kto zawsze mnie bronił, kochał… Kto zawsze mi pomagał i wspierał… Kogoś, za kogo mógłbym oddać życie… Wtedy zacząłem się zmieniać…

Necro Green przestał się uśmiechać. Chodził wiecznie smutny, nic nie potrafiło go pocieszyć. Jego ojciec patrzył na niego z niepokojem. Na noc wynosił się do karczmy, nie mogąc znieść wrzasków bólu psychicznego swego ostatniego syna. Necro mógł wrzeszczeć niczym opętany całą noc.
Minął rok, zanim chłopak znowu zaczął się pokazywać.
Jednak… Był inny. Zimny. Nieprzystępny. Nadal cierpiał…
Dawniej zawsze ubrany na biało, wyglądający jak anioł… Teraz ubierający się na czarno, wyglądający jak potępieniec prosto z otchłani piekielnych.
Potem znów zaczął pojawiać się rzadko. Całe dnie, przesiadywał na cmentarzu milcząc nad grobem brata, cicho płacząc… Tak minęły trzy lata, w których Necro, nie umiał poradzić sobie ze stratą ukochanej osoby.

W końcu, postanowił zobaczyć miejsca, w których był z bratem… Którego kiedyś tak kochał.. STOP! On nadal go kochał.
Tak znalazł się w tym, samym miejscu, gdzie trzy lata wcześniej Ceron uratował go z tarapatów.
Przyszli tam Ci sami goście… Historia lubi się powtarzać.
- O proszę! To Nasza „dziewczynka” Green!- powiedział jak zwykle największy z nich.- Ale wiesz, że teraz nic Cię nie uratuje, co nie? Twój głupi, cwaniakowaty braciszek zdechł jak szczur, zabity przez jakiegoś psychola… - i w tym momencie dostał grubą gałęzią w głowę.
Przerażony i uciszony uciekał wraz z kumplami oraz krwawiącym łbem jak najdalej od Necro.
- NIGDY.WIĘCEJ NIE.OBRAŻAJ.MOJEGO.BRATA.PRYMITYWIE!- wrzasnął za nimi Green Junior…


- Nie mogłem wytrzymać… Wyzywał mojego kochanego brata… Wyzywał Cerona… Musiałem pieprznąć mu tą gałęzią… Co prawda to wtedy zaczęto mówić o mnie jak o wariacie… Ale to był dopiero początek. Wtedy, miałem osiemnaście lat. Moje szaleństwo narastało, zacząłem od czasu do czasu mówić do siebie… Chichotać, ale nie było to często i nie było to groźne… W wieku dwudziestu lat jednak dowiedziałem się czegoś, co na zawsze odmieniło moje życie… Albo… Skończyło je odmieniać… Albo odmieniło jeszcze bardziej.

Necro od kilku lat studiował księgi matki o nekromancji. Uczył się jak wzywać szkielety, jak nimi sterować, jak wpakować energię w kość, by móc trzymać ją na „czarną godzinę”…
Aż pewnego dnia znalazł jak przywołać duszę zmarłego. A jedynym czego potrzebował to sztylet i… on sam.
Na cmentarzu, nad grobem brata przeciął prawą dłoń i kilka kropel jego krwi spadło na grób. Jednocześnie cały czas wymawiał cicho niezrozumiałe słowa…
- Micro…- usłyszał przed sobą Necro. Zapłakany… Tak, zapłakany spojrzał na ducha starszego brata.
- Ceronie… Kochany Ceronie…- wyszeptał cicho Necro, drżąc mocno od wzruszenia, jakie go ogarnęło.
- Jeny, Necro… Jesteś jeszcze piękniejszy, niż gdy widziałem Cię ostatni raz… Wyglądasz gdzieś na osiemnaście lat a masz…? Dwadzieścia, zgadza się?- duch uśmiechnął się „siadając” na swoim grobie.
- Tak Cery, dokładnie…- wyszeptał cicho i dopiero teraz przypomniał sobie szczegóły.- Ceronie… Bardzo za tobą tęskniłem i chciałbym z tobą porozmawiać o tym co się zmieniło i tak dalej, ale nie mamy czasu. Obawiam się, że te kilka kropel krwi, nie będzie  nam starczyło na zbyt długo…- wyjaśnił. Duch jego brata pokiwał posłusznie głową.
- Dobrze, kochanie. Pytaj o co chcesz…- powiedział Ceron spokojnie.
- Kto Cię zabił? Błagam, nie gadaj mi, że to nie ważne, jeśli chcesz by moja dusza doznała spokoju. Jeśli nie dokonam zemsty za Ciebie, będę się błąkać po śmierci na ziemi, tego chcesz?- zapytał zdesperowany młody nekromanta. Jego brat pokręcił głową.
- Mnie i Carmela zabił nasz ojciec Necro… Zrobił to nasz ojciec…- wyszeptał duch cicho bez zbędnych ceregieli Necro zatrząsł się ze złości.
- Necro… Ja chyba zaraz wrócę tam… Chciałem Ci tylko powiedzieć, żebyś pamiętał, że życie to wspaniały dar, więc nigdy się nie poddawaj, rozumiesz… Żegnaj ukochany Micro…- jego głos brzmiał już jakby z daleka… A postać starszego z braci zupełnie się rozmyła,
- Żegnaj Cery… Twoja dusza na pewno jest we wspaniałym miejscu…- wyszeptał i podniósł się z ziemi…


- Tak… Osoba, która powinna chronić nas obu, skrzywdziła nas niemiłosiernie. Niesamowite, prawda?  Ale ja nie powiedziałem ostatniego słowa. Nie mogłem pozwolić, by morderca mojego kochanka chodził na wolno żywy…

Przez kolejny miesiąc Necro jakby odżył i jednocześnie jeszcze bardziej oszalał. Śmiał się z byle czego, kompletował szkielety zwierząt, kilkakrotnie pobił tych, którzy śmieli się znieważyć jego brata, tańczył idąc środkiem ulicy… Mówili iż jest opętany, ludzie zaczęli go wytykać palcami, bać się go.. No ale nic. Tak bywa.

Pewnego wieczoru Necro spojrzał na ojca. Spokojnie, zimnym spojrzeniem.
- To ty zabiłeś Cerona…- powiedział pewnym siebie głosem, co całkowicie zmroziło jego ojca.
- N…Necro C..C..Co T..Ty Wyga…du…dujesz…- powiedział jąkając się ojciec-morderca.
- Och, nie kłam stary zgredzie! Zabiłeś mojego brata! Mojego kochanego brata! Dlaczego!?- Był wściekły i było to po nim widać.
- Ż… Żeby Cię chronić. Chciałem żebyś wyrósł na prawdziwego mężczyznę, a nie jakiegoś ćwoka, który sam się nie umiał obronić! Z resztą myśleliście, że jestem głupi? Grzeszyliście i to pod moim dachem!- warknął.- Ale wiesz co! Skoro ty wiesz, nie musisz już żyć…- chwycił siekierę.
Necro jednak machnął ręką i jakby z nikąd wyskoczyły przed niego szkielety wilków.
- Uciekaj tatku, bo śmierć jest przed tobą…- szepnął Green Junior, a jego ojciec zgodnie z radą począł uciekać.
Kilka dni później z uśmiechem na ustach i cichym pogwizdywaniem zakopywał swego ojca… Teraz plotka o niebezpiecznym grabarzu przybrała na sile… Szczególnie, że tych, którzy wyzywali jego brata zawsze źle kończyli… Nigdy nie była to wina Necro… Ale na niego zawsze spadała wina. W końcu zemsta kusi, szczególnie wariatów…

- Tak, te dzikie zwierzęta, które go rozszarpały, to były moje szkielety zwierząt, Uroczo, prawda? Na całe szczęście, ty nikomu, tego nie powiesz…- wyszeptał i w sumie miał racje. Jestem w końcu jednym z setek trupów, którym opowiada te historię. Jestem tylko rozkładającym się trupem, który nigdy nie wyjawi jego tajemnicy… Którego po opowiadaniu spokojnie zakopał w ziemi.


[ Napisana pierwsza moje opowiadanie, chociaż stwierdzam że jest beznadziejne, jednak daje to do przeczytania wam, a co mi tam! Muszę w końcu opisać jakoś historię Necro, a wiem, że już lepiej tego chyba nie zrobię, bo lepszego pomysłu nie mam xd. Dziękuję bardzo tym, którzy przeczytali moje marne wypociny :). Tylko wam brawo bić! Serio!]

2 komentarze:

  1. [Tjaaak. Więc. "Carmel'em"? "Carmelem" - nie odmienia się przez apostrof. O ile dobrze pamiętam przez apostrof idą męskie imiona i nazwy własne zakończone na samogłoski. Tak jak ja się zawsze wkurzam na twory w rodzaju "Wynn'a". A dalej napisałaś "Carmela", już dobrze.
    Zresztą nie ważne.
    Ogółem błędów nawet nie sprawdzałam, ylko to rzuciło mi się w oczy. Jak już mówiłam, podoba mi się opo :D]

    OdpowiedzUsuń
  2. [ Ach, świetne opowiadanie. Cudownie mi się je czytało, naprawdę. Lubię takie klimaty, a do tego wspaniały styl pisania. ]

    OdpowiedzUsuń