Był jeden z tych ciepłych i
słonecznych dni. Dzieciaki biegały radośnie po ulicach miasta, ptaki
świergotały wesoło te ich ptasie piosenki, ludzie spokojnie rozmawiali,
plotkowali, śmiali się…
Tym razem nawet cmentarz nie odstawał od normy. Dlaczego? Bo urzędował na
nim Necro Green, powszechnie znany jako Szalony Grabarz, który od kilku dni
chodził jeszcze bardziej radosny i optymistycznie nastawiony do życia niż
zwykle… Skąd miał wiedzieć jakiego to psikusa właśnie płatał mu los.
Owy psikus szedł wolnym krokiem w
stronę cmentarza, a za nim dreptał młody chłopczyna.
Owy psikus miał długie do ramion
czarne włosy, zielone oczy...
- Green!- zawołał niemal od bram
cmentarza czarnowłosy psikus który zwał się…
- Knox…- powiedział grabarz
wyraźnie krzywiąc się na jego widok.- Czego tu chcesz?
- Przysługi…- oznajmił Gabriel z
lekkim, ale zabójczym uśmiechem, na który Necro tylko wywrócił oczami.
- Tyle to ja się domyślić
zdążyłem. Jaka to ma być przysługa?- nekromanta wbił łopatę w ziemię i oparł
się o nią.
- Widzisz… Mam tu pewną osobę,
którą powinieneś poznać…- oznajmił mag lekko odsuwając się. – To jest Sandro
Bached, mój siostrzeniec…
- Knox, ja nadal Cię nie
rozumiem. Po co mi go przedstawiłeś?
- Będziesz go uczył? Też jest
Nekromantą…- Gabriel patrzył na niego błagalnie.
- CHYBA ŚNISZ KNOX!- krzyknął
Necro, co sprawiło iż ptaki z pobliskiego drzewa zwiały.
- Błagam Cię, Necro! On
potrzebuje stałego miejsca zamieszkania… Nie może się włóczyć po całym kraju ze
mną…
- Wuju, weź skończ, ten błazen i
tak niczego by mnie nie nauczył.- przerwał mu Sandro, stojąc w najbardziej
bezczelnej pozie jaką mógł przyjąć.
- Myślisz, że mnie tak
sprowokujesz dzieciaku? Mylisz się,.- oznajmił Szalony Grabarz ze spokojem i
wrócił do kopania dołu.
- Necro, proszę… Zgódź się…-
poprosił czarnowłosy mag.
- Już powiedziałem! Nie i koniec.
Mam już zbyt dużo na głowie.- zauważył białowłosy, dalej kopiąc grób.
- Widzisz wuju! Mówiłem, że na
tym obrzydliwym cmentarzu nie ma co szukać…
- Co żeś szczeniaku powiedział o
moim cmentarzu? ŻE JEST OBRZYDLIWY?- odwrócił się w stronę młodego Bacheda i
lekko pochylił by patrzeć mu wprost w oczy.- Ciekawe czy ty zrobiłbyś lepszy?!-
spojrzał na niego groźnym spojrzeniem typu Opętany Cmentarny Skurwysyn numer
trzy, co wyraźnie zbiło chłopaka z tropu.
- Necro, wybacz za
niego…-westchnął cicho Knox.
- Pozwolę wam zatrzymać się tutaj
na kilka dni, ale nauczycielem tego szczeniaka nie zostanę. Znajdź mu tutaj
jakiegoś innego. Z całą pewnością znajdziesz tutaj zastępy chętnych.-
stwierdził i już po chwili ponownie kopać dół z niezadowoleniem na twarzy.-
Idźcie do mojego domu poczekać na mnie.
Gabriel i Sandro powoli szli w
stronę budynku. Knox obiecywał sobie w myślach, że uda mu się jakoś przekonać
upartego grabarza.
~~*~~
Zagrzmiało…
Necro niemal z przerażeniem zapalił świecę… Nienawidził
burzy, na sam błysk ciarki przechodziły go po plecach, a na grzmot strach
zakradał do jego serca…
Bał się burzy odkąd zaczęły śnić mu się te okropne koszmary…
Okropieństwo…
Powoli zwlekł się z łóżka i rozejrzał po pomieszczeniu, w
którym aktualnie panował przyjemny półmrok .
Grabarz ze zbolałą miną i świadomością, że znowu się nie
wyśpi szybko chwycił swoje ubrania i począł się ubierać. Zaoszczędzi czasu mu
to o świcie… I właśnie kiedy, zakładał swój wyjątkowy, kościany naszyjnik w
kształcie szkieletu do jego pokoju wpadł Knox
-Necro! Sandro zniknął! Są tylko jakieś ślady dziwne, jakby
jakiegoś stwora i okropny smród…- Gabriel ledwo mówił. Był zdenerwowany… Necro
jakimś cudem zachował zimną krew.
- Idziemy…- powiedział i wyminął go… Nie miał teraz ochoty
na żarty...
Szybkim krokiem ruszył do pokoju, który niegdyś należał do
Niego. On sam zajmował pokój Cerona… Czuł się w nim lepiej i bezpieczniej…
Przy samym wejściu uderzył go okropny odór… Jakby potu,
zmieszanego z dymem z ogniska… Okropność.
Rozejrzał się. Pokój wyglądał jakby przeszedł przez niego
huragan. Pościel była cała poszarpana, widoczne były ślady po słabej kuli
energii, którą najwyraźniej puścił sam Sandro, oraz ślady z popiołu, jakby coś
weszło w niego.
- Coś go porwało.- stwierdził Necro i spojrzał na Knoxa.
Chwycił go za rękę i zaczął ciągnąć go, sam idąc po śladach… Których było coraz
więcej…
-Knox, masz konia? Szybciej będziemy się przemieszczać…-
- T…tak, mam…- wyszeptał i poprowadził w odpowiednią
stronę. Gdy tylko znaleźli się przy nim,
dosiadł go i pomógł mu wsiąść. W tym czasie zabłysło, a po chwili zagrzmiało…
Szalony Grabarz kurczowo złapał się płaszcza Gabriela.
-Boisz się burzy?- zapytał rozbawiony.
- Tak boję się burzy i nic Ci do tego…- prychnął białowłosy.-
Możesz jechać?
Czarnowłosy tylko zaśmiał się i popędził konia wzdłuż ledwie
widocznych czarnych śladów, połamanych na drzewach gałęzi oraz zadrapanych,
jakby długimi szponami drzew.
Po dłuższej chwili dotarli do ruin jakiegoś zamczyska.
- Mogłem się tego spodziewać. W każdej bajce jest tak samo.-
stwierdził Green ostrożnie schodząc z konia.
- Tia. Z ust mi to wyjąłeś.- stwierdził Gabriel krzywiąc się
mocno.
Ostrożnie weszli do środka.
~~*~~
-Kurwa, jak wielki jest te zamczysko!- powiedział Knox
przedostając się przez jakieś gruzy.
- Nie mam pojęcia. I mów ciszej, to coś tu na pewno jest i
nie zawaha się zaatakować, jeśli tylko nas usłyszy, poczuje i zobaczy…-
stwierdził szeptem Necro, nie bardzo zadowolony z tej sytuacji.
Gabriel pokiwał głową i już po chwili stał obok grabarza.
- Patrz… tamte drzwi za tobą są całe…- zauważył nagle
zielonooki, na co sam Green obrócił się.
Podszedł do nich.
- Nie czuć magii. Nie ma tu żadnej pułapki bazującej na
niej.- stwierdził nekromanta.- Ale to i tak pewnie jakaś pułapka.
Uzdrowiciel podszedł do niego z szerokim uśmiechem.
- Otwieramy na trzy…- szepnął.- Raz… Dwa… Trzy!- pchnęli
ciężkie, drewniane drzwi i im oczom ukazała się… sala tronowa? Coś w tym stylu.
A na środku ogromnego pomieszczenia był…
- Sandro!- Knox od razu podszedł do niego i zaczął go
rozwiązywać. Gdy tylko wyjął jakąś szmatę z jego ust.
- Na Boga, jacy wy jesteście głupi! Przecież to pułapka
błazny!- ryknął młody mag i spiorunował ich wzrokiem.
- Mówiłem.- rzekł sam Green i wzruszył ramionami.
Zostali otoczeni przez dziwne, czarne stwory, podobne do
skrzyżowania człowieka i smoka. Miały postawę ludzką, przygarbioną… Ich stopy
miały zaledwie trzy palce z krótkimi pazurami, dłonie, o pięciu palcach były
natomiast i już one miały długie, ostrze szpony, gotowe rozszarpać wszystko co
na ich drodze… Ich oczy błyszczały czerwonym, niebezpiecznym blaskiem… Z ich
pleców wystawały dwa skrzydła, jednak bez odpowiedniej błony, by mogły latać.
- Witajcie W Piekle!- usłyszeli nagle czyjś głos. Necro
szybko przeczesał wzrokiem salę.
- TY!- niemal krzyknął widząc twarz… Maga w Czerwonej Szacie
siedzącego na kamiennym tronie… Którego miał okazję spotkać przy ostatniej
misji z Knoxem.
- Zapomniałem się ostatnim razem przedstawić. Zwą mnie
Voltor, władca Czartów… A to moi słudzy...- zaśmiał się i podniósł rękę, która
zabłysła identycznie jak oczy owych Czartów.- Zabić ich.
Stwory rzuciły się na nich…
Cudem, naprawdę cudem Knox stworzył odpowiednio silną tarczę
ochronną.
- Uciekamy na trzy.- powiedział Necro i zaczął w dłoniach
zbierać energię magiczną.-…TRZY!- ryknął i Gabriel przerwał tarczę, chwytając
Sandro. Green rzucił kulą energii przed siebie torując sobie drogę…
Ich bieg był niesamowicie jak na ich standardy szybki… A
stwory mające kończyny dolne nieco niewygodne do biegania… miały problemy z ich
dogonieniem.
Cała trójka biegła ile w nogach sił, byli już blisko
wyjścia!
Ale jak to bywa w takich historiach, Sandro upadł. Necro
przeklął szpetnie, widząc jak jeden z potworów dopada go, robi zamach i… Już po
chwili było słychać krzyk Necro… A po chwili jego szaleńczy śmiech…
Zdążył dobiec… Zasłonić Sandro… I Czart wbił szpony w jego
bok… Jednak nie głęboko… Zaledwie końcówka tej straszliwej naturalnej dla tych
stworów broni…
- Wiej!- powiedział do Sandro, który niemal momentalnie
wydostał się spod Grabarza…- Knox zabierz go… Skończę z tym świrem raz na
zawsze.- wysapał…
Gabriel posłuchał go. Chwycił Sandro i zabrał go z budynku,
w którym po chwili rozległ się huk, wokół niego wzniosły się tumany kurzu i
dymu, z których wytoczył się osłabiony, ranny Necro.
- Nigdy… Więcej…- powiedział padając na kolana… Ciemność
przed oczami Necro zawładnęła jego umysłem.
~~*~~
Necro otworzył oczy…
Obudził go okropny ból w boku… Który był nawet dla niego przyjemny…
Usiadł i lekko zachichotał, czując że ból wzmacnia się.
Spojrzał w dół, i dostrzegł że na sobie ma tylko spodnie.
Koszuli brak, a wokół jego talii był obwiązany bandaż, zakrwawiony z prawej
strony… Jak to możliwe że nie wykrwawił się w trakcie podróży? Chyba nie chciał
tego wiedzieć.
- N…Necro?- nekromanta spojrzał w bok, na drzwi. Stał w nich
Sandro…- Dziękuję za ratunek… Bez Ciebie zginąłbym…- wyznał cicho, pierwszy raz
normalnym, grzecznym tonem.
- Nie ma za co. Nie pozwolę, żeby jakiś baran zabił
Nekromantę,.- powiedział z uśmiechem i przywołał go ręką do siebie, robiąc mu
miejsce na łóżku, by mógł usiąść.
- Coś ty zrobił? Tam, że ten zamek tak eksplodował, a ty
zdążyłeś się wydostać?- zapytał Bached, siadając obok Necro.
-Och… Miałem taki kościany naszyjnik… Zraniłem się w dłoń,
przeprowadziłem sporą część energii w tę figurkę w kształcie szkieletu i
ożywiłem. Kazałem mu iść w tłum tych bestii, wytworzyłem słabą tarczę,
układając ją w kształt ściany, by nie mogli mnie gonić… Wyszedłem i kazałem
trupkowi zrobić bum z tej energii… Dlatego taki słaby byłem…- wyznał z
uśmiechem.
Sandro spojrzał na niego.
- Niesamowite…- wyszeptał czując wręcz podziw dla tego
mężczyzny.- Necro…? Czy mógłbym zostać twoim uczniem?- zapytał na co Green
spojrzał na niego zdziwiony. Uśmiechnął się jednak.
- Och, no dobrze. Należy Ci się za to, że przeżyłeś tam, w
tym zamczysku…- powiedział ze śmiechem i zmierzwił jego włosy…
Do pokoju wszedł Knox.
- Ha! Udało się!- powiedział zadowolony Gabriel.
- Dobra, fajnie. A teraz zjeżdżaj stąd Knox zanim znowu nas
coś zaatakuje. Przynosisz pecha.- powiedział ze śmiechem.- Żartowałem.
- Och, spokojnie już wyjeżdżam. Mam obowiązki.- oznajmił.
Necro powoli wstał z łóżka i chwycił jedną z koszul. Ubrał
ją spokojnie i chwycił swój czarny płaszcz.
- A ty gdzie idziesz?- zielonooki patrzył na niego
zdezorientowany.
- Do karczmy mam ochotę spotkać się ze znajomymi.- oznajmił
zapinając płaszcz z uśmiechem.- Żegnaj Gabrielu, do następnej niespodziewanej
misji samobójczej… A ty Sandro nie roznieś mi domu i cmentarza pod moją
nieobecność.- zaśmiał się po czym wolnym krokiem opuścił dom, zostawiając tamtą
dwójkę samych.
Zupełnie nie przejmował się tym, że teraz będąc rannym,
powinien odpoczywać. W ogóle…
[ Przygotujcie się kochani na kolejną, wspaniałą dawkę szczerości!
OdpowiedzUsuńTamtaradam tam tam
Więc, początek podobał mi się bardzo. Byłam ciekawa co wyniknie z spotkania Necro z Sandro, naprawdę. Potem trochę mój entuzjazm opadł (łeee... zaś jakieś porwanie, potwory i "ten duży zły"?), bo wszystko wydawało mi się mocno powtarzalne... A potem znów zaczęło mi się podobać. Bo ładnie zakończyłaś.
Ale sam motyw porwania, czartów i ich zUego władcy był be.]