Nazywają je Miastem Straceńców.

Graleyn nie należy do ludzi. W tym niepozornym miasteczku dzieje się więcej, niż sobie wyobrażasz. W cieniu starych murów kryją się istoty, które nie powinny istnieć. Siedzą w karczmie i piją wino. Prowadzą warsztaty i sklepy. Ludzie nie mają nic przeciwko… Głównie dlatego, że nie wiedzą o tym, iż miasteczko jest stolicą świata nadnaturalnego. A to, że czasem ktoś zniknie...

No cóż, zdarza się.


niedziela, 26 sierpnia 2012

"Niespodziewana misja samobójcza"


Był jeden z tych ciepłych i słonecznych dni. Dzieciaki biegały radośnie po ulicach miasta, ptaki świergotały wesoło te ich ptasie piosenki, ludzie spokojnie rozmawiali, plotkowali, śmiali się…
Tym razem nawet cmentarz nie  odstawał od normy. Dlaczego? Bo urzędował na nim Necro Green, powszechnie znany jako Szalony Grabarz, który od kilku dni chodził jeszcze bardziej radosny i optymistycznie nastawiony do życia niż zwykle… Skąd miał wiedzieć jakiego to psikusa właśnie płatał mu los.
Owy psikus szedł wolnym krokiem w stronę cmentarza, a za nim dreptał młody chłopczyna.
Owy psikus miał długie do ramion czarne włosy, zielone oczy...
- Green!- zawołał niemal od bram cmentarza czarnowłosy psikus który zwał się…
- Knox…- powiedział grabarz wyraźnie krzywiąc się na jego widok.- Czego tu chcesz?
- Przysługi…- oznajmił Gabriel z lekkim, ale zabójczym uśmiechem, na który Necro tylko wywrócił oczami.
- Tyle to ja się domyślić zdążyłem. Jaka to ma być przysługa?- nekromanta wbił łopatę w ziemię i oparł się o nią.
- Widzisz… Mam tu pewną osobę, którą powinieneś poznać…- oznajmił mag lekko odsuwając się. – To jest Sandro Bached, mój siostrzeniec…
- Knox, ja nadal Cię nie rozumiem. Po co mi go przedstawiłeś?
- Będziesz go uczył? Też jest Nekromantą…- Gabriel patrzył na niego błagalnie.
- CHYBA ŚNISZ KNOX!- krzyknął Necro, co sprawiło iż ptaki z pobliskiego drzewa zwiały.
- Błagam Cię, Necro! On potrzebuje stałego miejsca zamieszkania… Nie może się włóczyć po całym kraju ze mną…
- Wuju, weź skończ, ten błazen i tak niczego by mnie nie nauczył.- przerwał mu Sandro, stojąc w najbardziej bezczelnej pozie jaką mógł przyjąć.
- Myślisz, że mnie tak sprowokujesz dzieciaku? Mylisz się,.- oznajmił Szalony Grabarz ze spokojem i wrócił do kopania dołu.
- Necro, proszę… Zgódź się…- poprosił czarnowłosy mag.
- Już powiedziałem! Nie i koniec. Mam już zbyt dużo na głowie.- zauważył białowłosy, dalej kopiąc grób.
- Widzisz wuju! Mówiłem, że na tym obrzydliwym cmentarzu nie ma co szukać…
- Co żeś szczeniaku powiedział o moim cmentarzu? ŻE JEST OBRZYDLIWY?- odwrócił się w stronę młodego Bacheda i lekko pochylił by patrzeć mu wprost w oczy.- Ciekawe czy ty zrobiłbyś lepszy?!- spojrzał na niego groźnym spojrzeniem typu Opętany Cmentarny Skurwysyn numer trzy, co wyraźnie zbiło chłopaka z tropu.
- Necro, wybacz za niego…-westchnął cicho Knox.
- Pozwolę wam zatrzymać się tutaj na kilka dni, ale nauczycielem tego szczeniaka nie zostanę. Znajdź mu tutaj jakiegoś innego. Z całą pewnością znajdziesz tutaj zastępy chętnych.- stwierdził i już po chwili ponownie kopać dół z niezadowoleniem na twarzy.- Idźcie do mojego domu poczekać na mnie.
Gabriel i Sandro powoli szli w stronę budynku. Knox obiecywał sobie w myślach, że uda mu się jakoś przekonać upartego grabarza.


~~*~~

Zagrzmiało…
Necro niemal z przerażeniem zapalił świecę… Nienawidził burzy, na sam błysk ciarki przechodziły go po plecach, a na grzmot strach zakradał do jego serca…
Bał się burzy odkąd zaczęły śnić mu się te okropne koszmary… Okropieństwo…
Powoli zwlekł się z łóżka i rozejrzał po pomieszczeniu, w którym aktualnie panował przyjemny półmrok .
Grabarz ze zbolałą miną i świadomością, że znowu się nie wyśpi szybko chwycił swoje ubrania i począł się ubierać. Zaoszczędzi czasu mu to o świcie… I właśnie kiedy, zakładał swój wyjątkowy, kościany naszyjnik w kształcie szkieletu do jego pokoju wpadł Knox
-Necro! Sandro zniknął! Są tylko jakieś ślady dziwne, jakby jakiegoś stwora i okropny smród…- Gabriel ledwo mówił. Był zdenerwowany… Necro jakimś cudem zachował zimną krew.
- Idziemy…- powiedział i wyminął go… Nie miał teraz ochoty na żarty...
Szybkim krokiem ruszył do pokoju, który niegdyś należał do Niego. On sam zajmował pokój Cerona… Czuł się w nim lepiej i bezpieczniej…
Przy samym wejściu uderzył go okropny odór… Jakby potu, zmieszanego z dymem z ogniska… Okropność.
Rozejrzał się. Pokój wyglądał jakby przeszedł przez niego huragan. Pościel była cała poszarpana, widoczne były ślady po słabej kuli energii, którą najwyraźniej puścił sam Sandro, oraz ślady z popiołu, jakby coś weszło w niego.
- Coś go porwało.- stwierdził Necro i spojrzał na Knoxa. Chwycił go za rękę i zaczął ciągnąć go, sam idąc po śladach… Których było coraz więcej…
-Knox, masz konia? Szybciej będziemy się przemieszczać…-
- T…tak, mam…- wyszeptał i poprowadził w odpowiednią stronę.  Gdy tylko znaleźli się przy nim, dosiadł go i pomógł mu wsiąść. W tym czasie zabłysło, a po chwili zagrzmiało… Szalony Grabarz kurczowo złapał się płaszcza Gabriela.
-Boisz się burzy?- zapytał rozbawiony.
- Tak boję się burzy i nic Ci do tego…- prychnął białowłosy.- Możesz jechać?
Czarnowłosy tylko zaśmiał się i popędził konia wzdłuż ledwie widocznych czarnych śladów, połamanych na drzewach gałęzi oraz zadrapanych, jakby długimi szponami drzew.
Po dłuższej chwili dotarli do ruin jakiegoś zamczyska.
- Mogłem się tego spodziewać. W każdej bajce jest tak samo.- stwierdził Green ostrożnie schodząc z konia.
- Tia. Z ust mi to wyjąłeś.- stwierdził Gabriel krzywiąc się mocno.
Ostrożnie weszli do środka.




~~*~~


-Kurwa, jak wielki jest te zamczysko!- powiedział Knox przedostając się przez jakieś gruzy.
- Nie mam pojęcia. I mów ciszej, to coś tu na pewno jest i nie zawaha się zaatakować, jeśli tylko nas usłyszy, poczuje i zobaczy…- stwierdził szeptem Necro, nie bardzo zadowolony z tej sytuacji.
Gabriel pokiwał głową i już po chwili stał obok grabarza.
- Patrz… tamte drzwi za tobą są całe…- zauważył nagle zielonooki, na co sam Green obrócił się.
Podszedł do nich.
- Nie czuć magii. Nie ma tu żadnej pułapki bazującej na niej.- stwierdził nekromanta.- Ale to i tak pewnie jakaś pułapka.
Uzdrowiciel podszedł do niego z szerokim uśmiechem.
- Otwieramy na trzy…- szepnął.- Raz… Dwa… Trzy!- pchnęli ciężkie, drewniane drzwi i im oczom ukazała się… sala tronowa? Coś w tym stylu.
A na środku ogromnego pomieszczenia był…
- Sandro!- Knox od razu podszedł do niego i zaczął go rozwiązywać. Gdy tylko wyjął jakąś szmatę z jego ust.
- Na Boga, jacy wy jesteście głupi! Przecież to pułapka błazny!- ryknął młody mag i spiorunował ich wzrokiem.
- Mówiłem.- rzekł sam Green i wzruszył ramionami.
Zostali otoczeni przez dziwne, czarne stwory, podobne do skrzyżowania człowieka i smoka. Miały postawę ludzką, przygarbioną… Ich stopy miały zaledwie trzy palce z krótkimi pazurami, dłonie, o pięciu palcach były natomiast i już one miały długie, ostrze szpony, gotowe rozszarpać wszystko co na ich drodze… Ich oczy błyszczały czerwonym, niebezpiecznym blaskiem… Z ich pleców wystawały dwa skrzydła, jednak bez odpowiedniej błony, by mogły latać.
- Witajcie W Piekle!- usłyszeli nagle czyjś głos. Necro szybko przeczesał wzrokiem salę.
- TY!- niemal krzyknął widząc twarz… Maga w Czerwonej Szacie siedzącego na kamiennym tronie… Którego miał okazję spotkać przy ostatniej misji z Knoxem.
- Zapomniałem się ostatnim razem przedstawić. Zwą mnie Voltor, władca Czartów… A to moi słudzy...- zaśmiał się i podniósł rękę, która zabłysła identycznie jak oczy owych Czartów.- Zabić ich.
Stwory rzuciły się na nich…
Cudem, naprawdę cudem Knox stworzył odpowiednio silną tarczę ochronną.
- Uciekamy na trzy.- powiedział Necro i zaczął w dłoniach zbierać energię magiczną.-…TRZY!- ryknął i Gabriel przerwał tarczę, chwytając Sandro. Green rzucił kulą energii przed siebie torując sobie drogę…
Ich bieg był niesamowicie jak na ich standardy szybki… A stwory mające kończyny dolne nieco niewygodne do biegania… miały problemy z ich dogonieniem.
Cała trójka biegła ile w nogach sił, byli już blisko wyjścia!
Ale jak to bywa w takich historiach, Sandro upadł. Necro przeklął szpetnie, widząc jak jeden z potworów dopada go, robi zamach i… Już po chwili było słychać krzyk Necro… A po chwili jego szaleńczy śmiech…
Zdążył dobiec… Zasłonić Sandro… I Czart wbił szpony w jego bok… Jednak nie głęboko… Zaledwie końcówka tej straszliwej naturalnej dla tych stworów broni…
- Wiej!- powiedział do Sandro, który niemal momentalnie wydostał się spod Grabarza…- Knox zabierz go… Skończę z tym świrem raz na zawsze.- wysapał…
Gabriel posłuchał go. Chwycił Sandro i zabrał go z budynku, w którym po chwili rozległ się huk, wokół niego wzniosły się tumany kurzu i dymu, z których wytoczył się osłabiony, ranny Necro.
- Nigdy… Więcej…- powiedział padając na kolana… Ciemność przed oczami Necro zawładnęła jego umysłem.


~~*~~

Necro otworzył oczy…
Obudził go okropny ból w boku… Który był nawet dla niego przyjemny…
Usiadł i lekko zachichotał, czując że ból wzmacnia się.
Spojrzał w dół, i dostrzegł że na sobie ma tylko spodnie. Koszuli brak, a wokół jego talii był obwiązany bandaż, zakrwawiony z prawej strony… Jak to możliwe że nie wykrwawił się w trakcie podróży? Chyba nie chciał tego wiedzieć.
- N…Necro?- nekromanta spojrzał w bok, na drzwi. Stał w nich Sandro…- Dziękuję za ratunek… Bez Ciebie zginąłbym…- wyznał cicho, pierwszy raz normalnym, grzecznym tonem.
- Nie ma za co. Nie pozwolę, żeby jakiś baran zabił Nekromantę,.- powiedział z uśmiechem i przywołał go ręką do siebie, robiąc mu miejsce na łóżku, by mógł usiąść.
- Coś ty zrobił? Tam, że ten zamek tak eksplodował, a ty zdążyłeś się wydostać?- zapytał Bached, siadając obok Necro.
-Och… Miałem taki kościany naszyjnik… Zraniłem się w dłoń, przeprowadziłem sporą część energii w tę figurkę w kształcie szkieletu i ożywiłem. Kazałem mu iść w tłum tych bestii, wytworzyłem słabą tarczę, układając ją w kształt ściany, by nie mogli mnie gonić… Wyszedłem i kazałem trupkowi zrobić bum z tej energii… Dlatego taki słaby byłem…- wyznał z uśmiechem.
Sandro spojrzał na niego.
- Niesamowite…- wyszeptał czując wręcz podziw dla tego mężczyzny.- Necro…? Czy mógłbym zostać twoim uczniem?- zapytał na co Green spojrzał na niego zdziwiony. Uśmiechnął się jednak.
- Och, no dobrze. Należy Ci się za to, że przeżyłeś tam, w tym zamczysku…- powiedział ze śmiechem i zmierzwił jego włosy…
Do pokoju wszedł Knox.
- Ha! Udało się!- powiedział zadowolony Gabriel.
- Dobra, fajnie. A teraz zjeżdżaj stąd Knox zanim znowu nas coś zaatakuje. Przynosisz pecha.- powiedział ze śmiechem.- Żartowałem.
- Och, spokojnie już wyjeżdżam. Mam obowiązki.- oznajmił.
Necro powoli wstał z łóżka i chwycił jedną z koszul. Ubrał ją spokojnie i chwycił swój czarny płaszcz.
- A ty gdzie idziesz?- zielonooki patrzył na niego zdezorientowany.
- Do karczmy mam ochotę spotkać się ze znajomymi.- oznajmił zapinając płaszcz z uśmiechem.- Żegnaj Gabrielu, do następnej niespodziewanej misji samobójczej… A ty Sandro nie roznieś mi domu i cmentarza pod moją nieobecność.- zaśmiał się po czym wolnym krokiem opuścił dom, zostawiając tamtą dwójkę samych.
Zupełnie nie przejmował się tym, że teraz będąc rannym, powinien odpoczywać. W ogóle…

1 komentarz:

  1. [ Przygotujcie się kochani na kolejną, wspaniałą dawkę szczerości!

    Tamtaradam tam tam

    Więc, początek podobał mi się bardzo. Byłam ciekawa co wyniknie z spotkania Necro z Sandro, naprawdę. Potem trochę mój entuzjazm opadł (łeee... zaś jakieś porwanie, potwory i "ten duży zły"?), bo wszystko wydawało mi się mocno powtarzalne... A potem znów zaczęło mi się podobać. Bo ładnie zakończyłaś.
    Ale sam motyw porwania, czartów i ich zUego władcy był be.]

    OdpowiedzUsuń