Calsei, lat 3000, Dżin, który nie spełnia już życzeń, Zajęcie: Uzdrowicielka.
Calsei została stworzona przez kapryśnych Bogów, który zdecydowali, że
czas powołać na świat istoty, które będą spełniać zachcianki innych.
Było to doskonałe rozwiązanie dla Bóstw, których wysłuchiwanie ludzkich
próśb bardzo zbrzydło.
Nie można powiedzieć, żeby życie Dżina było usłane różami. Calsei
rozwieje wszelakie wątpliwości na ten temat. Przez wiele lat służyła na
dworach cesarskich jako prywatna zabaweczka władców, którzy nieustannie
chcieli, aby ich marzenia stawały się rzeczywiste i to za sprawą
dziewczyny.
Była niewolnicą ich zachcianek, ich egoistycznych pragnień. Nieraz
musiała wpływać na wynik wojen, wygląd, relacje, a wszystko po to, aby
oni byli zadowoleni.
Nie miała wyjścia, nie mogła uciec bo i nie miała dokąd. Nie tylko
jednak dlatego. Nad dżinami ciąży bardzo stare i okrutne prawo, które
mówi, że jeżeli nie spełnią życzeń swoich właścicieli zostaną ukarani
śmiercią.
Na szczęście po wielu, wielu latach prawo nieco zmieniono i ustalono,
że jeden człowiek ma prawo do trzech życzeń od jednego dżina. Trudno
jednak powiedzieć, aby to zwróciło im całkowitą wolność, bowiem jeden
władca przekazywał lampę drugiemu i tak ciągnęło się to w
nieskończoność.
W końcu Calsei nie wytrzymała i zamordowała ostatniego ze swoich
właścicieli. Stało się to w roku 20 n.e, a ponieważ życzenie nie zostało
sprecyzowane i wypowiedziane to nie musiała umierać z powodu jego nie
spełnienia. Tak udało jej się nagiąć prawo. Zabrała ze sobą swoją złotą
lampę i schowała w miejscu o którym tylko ona wie. A wszystko po to, aby
nikt więcej jej nie odnalazł i nie pozyskał na własność.
Ponieważ zamordowała swojego właściciela jest poszukiwana przez Bogów,
który łaknął wymierzenia jej surowej kary. To zmusiło ją do nieustannego
ukrywania się, życia w cieniu jak najdalej od ludzi.
Graleyn stało się jej najlepszą kryjówką. Tutaj była taka, jak wszyscy -
miała swoją przeszłość, swoje tajemnice, swoje demony snów. Nikt nie
pytał i nie domagał się odpowiedzi o jej tożsamość. Zyskała wolność, a
żeby odkupić swoje winy z powodu pozbawienia człowieka życia, zaczęła
uzdrawiać innych i leczyć ich dolegliwości.
Calsei jest osobą, której twarz nieustannie wyraża tajemniczość. Jej
oczy są wiekami zamkniętych skrzyń do których nikomu nie wolno zajrzeć.
Żyje z dnia na dzień w każdej chwili gotowa na to, aby jej świat rozpadł
się na milion kawałków. Spodziewa się, że mogą ją znaleźć szybciej niż
by chciała i tego obawia się najbardziej.
Przez mieszkańców uważana za cudowną osóbkę, która wyleczy ze
wszystkiego co dolega ich ciałom. Nikt nie ma pojęcia kim jest.
Uwielbia łucznictwo oraz zabawy z mieczem. Doszła do wniosku, że
umiejętności walki pozwolą jej na obronę w przypadku zagrożenia i da jej
pewną niezależność jakiej nie mogła dostąpić będąc niewolnicą.
Zna się na ziołach, które regularnie zbiera i wytwarza z nich
lekarstwa.
W towarzystwie nie wiele mówi, za to woli słuchać z uśmiechem i
przytakiwać. Kiedy już otwiera usta to tylko po to, aby opowiedzieć
ciekawą baśń czy legendę. Nigdy nie mówi o sobie.
ROZDZIAŁY Postacie poboczne Powiązania
***
Witam wszystkich bardzo ciepło! Mam nadzieje, że Calsei jest chociaż odrobinę oryginalna i nie nudna, ale jakby coś to przepraszam :) Jestem chętna na powiązania i wątki.
Moja zasada? Kto rzuca pomysł ten nie musi rozpoczynać wątku :)
Wszystko można ukraść, trzeba mieć do tego tylko odpowiednio sprawne palce i odpowiednio oczyszczony umysł. Wszak kto to widział złodzieja, finezyjnego przedsiębiorcę, który to nie jest w swym fachu kreatywny?
OdpowiedzUsuńMiasto zaczynało ją nudzić swoim smrodem, swoją szarością i mdłością. Była elfką, potrzebowała zmian, potrzebowała wydarzeń. A dziś rano niemal tarzała się po podłodze wzywając bogów i kląc się na cztery żywioły, że jak nic się nie stanie, to umrze śmiercią naturalną wywołaną znudzeniem.
I masz babo placek, jakby powiedział jej dziadunio.
Była noc. Noc deszczowa i pochmurna. Chmury, ciemne, gęste, mroczne przesłaniały niebo i gwiazdy, ba, nawet samą tarczę księżyca. Iskra nie lubiła takich nocy, zawsze czuła... Jakby coś miało się stać. Jakby czuła na sobie znów dotyk rozgranego żelaza.
Ta noc była podobna, ale obfitowała w wydarzenia, które miały zaowocować dopiero w przyszłości. Wymknęła się oknem uprzednio zostawiając swój płaszcz na pryczy prowizorycznego łóżka, na któym spała przez ostatnich parę dni. W tym deszczu, w tej ulewie, czuła... Jakby woń. Coś dziwnego. Coś zdecydowanie magicznego. A przecież każdy złodziej wiedział, że magiczne artefakty są dość... Cenne.
Dlatego też przedzierała się błotnistymi ulicami w kierunku bliżej nieokreślonym. Choć, pamięć podpowiadała jej, że tam, w tamtym właśnie kierunku, na tym okrutnym odludziu o łysych drzewach, tam zakopała swoje ostatnie łupy. Pieniądze na czarną godzinę.
Ziemia lepiła się jej do butów, kiedy opuściła brukowane uliczki miasta. W zasadzie, dobrze, że jednak szła w tą stronę. Kupi sobie w końcu coś porządnego do jedzenia, dieta szczurowa nie była ani zdrowa, ani tym bardziej smaczna.
- Gdzie to drzewo u licha? - burczała pod nosem skacząc od pnia do pnia, szukając tego charakterystycznego żłobienia... Obmacała zimnymi, mokrymi dłońmi kolejny z pni. Tu coś było. Czy to...
- Jest! - pisnęła uradowana, padła na ziemię i zaczęła kopać rękami. I naprawdę, mogłaby przysiąc, że zakopała monety tu, a nie jakąś... Jakąś postarzałą lampę.
Opadła na ziemię tyłkiem i przjrzała się znalezisku. No, nic za to nie kupi. Przedmiot był stary i zdecydowanie nie przypominał kaganka, chociaż, jakby się postarać... Elfka odgarneła mokre włosy przylepiające się jej do czoła i zaklęła szpetnie.
- Gdzie są moje pieniądze?! - wydarła się na cały głos, a potem wróciła do pokoju. Zupełnie jak gdyby nigdy nic.
Lampę ustawiła na skrzyni przed sobą, a sama usiadła naprzeciw. Mierzyła ją uważnym spojrzeniem, jakby się spodziewała, że zaraz z niej wyskoczy jakiś miniaturowy ork.
- Czymkolwiek jesteś, otrzegam, mam łom i nie zawaham się go użyć w razie czego - burknęła odgrażając się lampie palcem.
[pewnie dlatego, że pisałam to o 1 w nocy pod wpływem kawy, co nie było mądre >D a, jeszcze jedno, są 3 życzenia, czy nieograniczone, bo ja juz sie w tych klątwach nie łapię >D]
OdpowiedzUsuńIskra na widok takich cudów, dymów, dziwów o mało co nie dostałą zawału serca. Kiedy wszystko niemal spowiła zasłona fioletu, a jej oczom ukazała się ciemna sylwetka, Iskra autentycznie chwyciła łom i przybrała pozycję obronną. Łom nad głową, stopy szeroko, mina rodem barbarzyńska. Ale, o dziwo, żadne orki się nie pojawiły.
Za to Iskra stwierdziła, że to na pewno ktoś, kto chce ukraść lampę. Jej nowe świecidełko, które miało robić za jej osobisty kaganek. Elfka wciągnęła do płuc powietrze z głośnym sykiem.
- Dżin? - burknęła nadal nie opuszczając łomu. Za to ostrożnie przesunęła się naprzód, chwyciła lampę i odskoczyła znów w tył.
- Mam cholernego dżina w chaupie. - ramiona elfki opadły ze zrezygnowaniem, a łom uderzył o ziemię. Złodziejska część umysłu Iskry już pracowała w szaleńczym tempie jak najlepiej dżina wykorzystać.
- Skąd ja to mam?! Skąd?! Oddawaj moje pieniądze ty, ty.... - Iskrze chwilowo zabrakło tchu, musiała więc nabrać trochę powietrza w płuca. Zajęło to co prawda dłuższą chwilę, jednak ani na moment nie odwróciła rozwścieczonego spojrzenia od kobiety.
OdpowiedzUsuń- Ty, ty... - burknęła a potem zmarszczyła brwi. No jak ją nazwie? Przecież to dżin, a dżiny... No właśnie. Zaraz na usta elfki wypełzł szachrajski uśmieszek.
Krzyk tamtej przyprawił ją o syk, jaki wydaje wąż gdy broni gniazda. Syk ostry, ostrzegawczy. Elfka miała wrażliwy słuch.
- Gdybyś zostawiła w spokoju moje monety, to bym tego nie znalazła! To jest... To jest kara za twe grzechy! O! - na dodatek tupnęła w zbutwiałą drewnianą posadzkę.
- Łżesz jak krasnolud na szczudłach! Poza tym, jak masz coś cennego to nie chowaj tego pod byle drzewem, bo każde dziecko to znajdzie! - ryknęła Iskra, a po chwili doszło do niej, że właśnie obraziła samą siebie. W końcu, jej pieniądze też... Zniknęły. Warknęła i zaczęła krążyć po izbie. Nie martwiły ją jednak łzy dżina, którego miana nawet nie znała, nie martwił ją brak monet. Ale miała za dużo życzeń na raz i za cholerę nie potrafiła wybrać, które z nich spełnić.
OdpowiedzUsuńW końcu przystanęła i spojrzała na kobietę spode łba.
- Jakie twe miano?
Piękna pogoda panowała tego dnia na targu, a jedyną chyba osobą, której się to nie podobało, była Aileen, musiała bowiem siedzieć przy stoisku z mięsiwem, co je miała do końca tego dnia sprzedać. Cóż, chciała przeprowadzki to i pieniądze musiała zdobyć, a że nikt prócz rzeźnika przyjąć jej nie chciał… Jęknęła cicho, siadając na ziemi, po czym otarła dłonią brud z twarzy, stwierdzając, że tego smrodu już chyba nigdy z siebie nie zmyje. Ale trudno, ktoś kiełbasy sprzedawać musiał.
OdpowiedzUsuńJakby tego było mało, wszystkie jej bezduszne znajome z targu postanowiły tego dnia przenieść się na drugi koniec placu, stwierdziwszy, że tamtędy więcej ludzi przechodzi i zostawiły Aileen na pastwę losu (czy może raczej w tym przypadku nudy…). No więc siedziała sama, naburmuszona, gromiąc wzrokiem każdego, kto miał zamiar choćby zbliżyć się do jej towaru.
Wtem elfka zerwała się raptownie z krzesła, dostrzegłszy niedaleko znajomą twarz i choć w pierwszym odruchu chciała rzucić się w kierunku dziewczyny, powstrzymał ją natłok wspomnień, jaki owa postać wywołała. Niezmienna, podobnie jak Aileen, z falami kruczoczarnych włosów oraz delikatnymi rysami twarzy tak bardzo przypominała elfce czasy spędzone na dworze lorda Diyrotha… Przełknęła głośno ślinę, po czym zaczęła przedzierać się przez tłum, by zbliżyć się ostrożnie do starej znajomej i nieśmiałym niemal głosem spytać:
- Calsei?
Nic ją już mięso w tamtej chwili nie obchodziło.
Egoistyczna czesc Iskry wlasnie wyjrzala spod koldry zdezorientowania i usiechnela sie szeroko. Naprawde szeroko. Elfka skrzyzowala rece na piersi i wygiela usta w sarkastycznym, wredmym usmiechu.
OdpowiedzUsuń- Od kiedy to dzin stawia swemu panu warunki? - spytała obchodzac swoja ofiare dookola.
- Dam ci lampe wtedy, kiedy uznam to za stosowne. Czyli... No, w kazdy, badz razie kiedys na pewno. - zagryzla dolna warge i spojrzala na dzina spod przymruzonych powiek.
- I nie chce moich pieniedzy, sama je odnajde... Ale chce miec gdzie mieszkac. Zeby wystroj byl bogaty i najlepiej, zeby to bylo w zamku!
Zamyśliła się. Gdzie miał się znajdować? Były dwie opcje. Albo znów trafić wśród okrutnych ludzi, albo pozostać tutaj... Czy chciało się jej znów żyć w stresie? Przeżywać każdy dzień, tak jakby miał być tym ostatnim?
OdpowiedzUsuńChyba jednak to miejsco było lepsze.
- Najlepiej tutaj... - powiedziała cicho spoglądając w okno. Jakby coś ją zasmuciło, czy może sprawiło, że zazwyczaj tryskająca energią elfka stała się nagle cichami ponura.mwspomnienie fortu Sulfur. Wspomnienie bólu o strachu. Na orkach trzeba będzie się zemścić. Zacisnęła ręce w pięści i spirzała znów na dżina.
- Tak. Zamek ma być tutaj. I powiedz mi jak masz na imię...
Uniosła lekko brwi, słysząc jej pierwsze słowa. Sama doskonale pamiętała Calsei, podobnie jak każdy dzień z tych kilku lat, które spędziły razem, a fakt, iż dawnej znajomej wspomnienia mogły zatrzeć się w pamięci jakoś nie potrafił dotrzeć do jej wzburzonego umysłu.
OdpowiedzUsuń- Zgadza się – przyznała, uśmiechając się. – Dawno przybyłaś do Graleyn? – spytała, próbując przekrzyczeć gwar, jaki panował na targu. Chyba powinny udać się w nieco bardziej ustronne miejsce… Jak tylko Aileen znajdzie kogoś, by zastąpił ją w pracy, co wcale takie łatwe nie było.
Ciekawe co jeszcze się dżiny dowiadują, gdy pociera się lampę...
OdpowiedzUsuńDziwne, że pstryknięcie palcami pozwala na budowanie tak wielkich gmachów jakimi są zamki. Dżin to jednak potężna zabawka, co i po chwili zauważyła Zhao.
- A czemu ci tak śpieszno? Pochopnie żądać nie będę, przecież nie mam nieskończoności życzeń... Najpierw to chcę zobaczyć swoje zamczysko! - zatarła dłonie czując jak jej ciało wypełnia dziki zaciesz.
Ściagnela usta w dzióbek. Nie sądziła, że dżiny mają takie osoby. Na tą chwilę dżinowe twory wydawały się jej czymś... Podobnym do sług. Czy też przedmiotów. Czy takie osoby mają w ogole prawo do posiadania bliskich osób? Iskra zaraz zganiła się za taki tok myslenia. Elfy były jednak bardziej próżne i przepełnione dumą, niż sądziła. A ona była chyba szczególńie ciężkim przypadkiem. Iskra zawsze zrzucala winę na jej tragiczne w skutkach przeżycia... Ale czy tak nalezalo robic?
OdpowiedzUsuńW tym momencie chyba zaczął się pierwszy, z wielu etapów ewolucji iskrowego charakteru.
- Nigdzie nie będziesz mnie teleportować, wolę się przebiec... Odnośnie tych twoich bliskich, chodźmy - wzruszyła ramionami Przybierając najbardziej obojętną minę, na jaką tylko było ją stać.
Necro obserwował niezwykle poszarpane zwłoki przyniesione zaledwie półtorej godziny temu. Nie ma co.
OdpowiedzUsuń- Musiałeś natknąć się na groźnego nieludzia.- mruknął do niego i zachichotał w ten swój przerażający sposób.
Jakąś godzinę temu wysłał jakiegoś dzieciaka po dziewczynę. Nie ulegało wątpliwości, że to ciało wymagało zabiegów kosmetycznych... Chociaż sam Grabarz nie widział nic złego w tym, by pochować go w stanie obecnym... W końcu nie ważne jak będzie wyglądał i tak skończy tak samo... Ale przecie bliscy domagają się wyglądu ładnego... Żałosne.
Ze spokojem wykuwał na nagrobku imię i nazwisko martwego... A nagrobek zrobił kilka dniu wcześniej, o tak, na zapas.
Od samego początku w ogóle na ciemnowłosego mężczyznę nie zwracała uwagi, toteż nieco zdziwiła się, gdy dotarł do niej sens jego gniewnej wypowiedzi. Nim jednak zdążyła choć pomyśleć, skąd jego wzburzenie, ów rozpłynął się w tłumie – ku uldze Calsei, jak widać.
OdpowiedzUsuń- Aż dziw, że dopiero teraz na siebie wpadłyśmy… Graleyn wszak nie jest wielkie, a i ja od jakiegoś czasu już tu mieszkam, muszę przyznać, że to ostatnie miejsce, w którym ktokolwiek powinien czuć się bezpiecznie, przynajmniej z mojej perspektywy. A jednak wciąż żyję i… mam się świetnie – przyznała, uśmiechem chcąc zatuszować chwilę wahania. – Potrzebujesz stąd czegoś?
Spojrzał na nią zdenerwowany.
OdpowiedzUsuń- Tak, to robota nieludzia.- oznajmił szeptem bez żadnego obrzydzenia patrząc na zwłoki. W sumie według niego dobrze wyglądały. Naturalniej.
- Nie wiem, po co ściągałaś jego rodzinę. Bo ja z całą pewnością ich nie zapraszałem.- dodał łypiąc na bandę płaczącą.- Przeszkadzają mi w myśleniu... I będą się mi plątać pod nogami... A jak zaczną jeszcze mi wytykać że źle robię to chyba Cię zabiję. Mimo że jestem pacyfistą.- Widać było że rodzina zmarłego była mu nie na rękę... Irytowała go sama obecność niepotrzebnych ludzi...
- Słyszałam, że w Everwood straszy, ale wrzuciłam tą pogłoskę w poczet legend… I nagle okazuje się, że faktycznie zamieszkały tam upiory – odparła ze śmiechem, łapiąc Calsei za rękę, by się nie zgubić, i zaczęła iść w kierunku handlarzy tkanin.
OdpowiedzUsuńPrzedzieranie się przez taką masę ludzi stanowiło nie lada wyzwanie również dla doświadczonej nieco Aileen, której nie chciało się już nawet liczyć, ile razy ktoś wyklął ją czy popchnął podczas przeprawy. Liczba ta bowiem byłaby zatrważająca.
- Jeśli chcesz coś naprawdę dobrego, radziłabym zaczekać na jakiś jarmark, skoro jednak potrzeba jego paląca, może uda Ci się tu coś znaleźć.
Radiowóz zatrzymuje się przed wielkim, grubym murem. Nad nim widzisz dumnie wznoszący się budynek. Funkcjonariusz policji otwiera tylne drzwi samochodu. Wyciąga Cię na zewnątrz. Nadal masz zakute w kajdanki ręce. Rozglądasz się wokoło. Zupełnie nie wiesz gdzie jesteś. To miejsce nie przypomina tego, w którym byłeś ostatnio, nawet płyty chodnikowe wyglądają inaczej. Według niektórych służb taka terapia szokowa ma nakłaniać do zmian.
OdpowiedzUsuńJeden z policjantów pchnął cię do przodu. Idziesz przed siebie. Zbliżasz się do czarnej, żelaznej bramy. Przy niej zatrzymuje Cię drugi funkcjonariusz. Za bramą stoi dwóch mężczyzn o szerokich barkach ubranych w granatowe mundury. Na piersi po prawej mają małe tabliczki z nazwiskami. Gdzieś z oddali idzie mężczyzna w czarnym garniturze. Poważny i wyprostowany. Brama się otwiera i wpuszczają Cię do środka. Policjanci ściągają ci kajdanki. Jeden z nich życzy Ci miłej zabawy w Szkole dla Trudnej Młodzieży.
Szkola-Dla-Trudnej-Mlodziezy.blogspot.com