Tyzyfone (erynia)– (gr. Τισιφόνη Tisiphónē) – mścicielka, wymierzająca karę (szczególnie prześladowała zabójców).
Wcale nie odbijający barwnej osobowości.
Krótkie włosy sięgają dość mocno zarysowanej szczęki. Ich mocno rudy kolor pięknie kontrastuje z szarymi, inteligentnymi oczami, które są otoczone zasłoną rzęs.
Pełne, malinowe usta są wykrzywione w specyficznym uśmiechu. Powodował on dreszcze, bo jednoznacznie mówił, iż dziewczyna wie dużo i ma na wszystkich oko. Oprócz tego jej aparycja wręcz rozśmiesza, a nie przeraża. Jest to osóbka niska, tak szczupła, że wręcz chuda. Mimo wszystko jej biust osiągnął słuszny rozmiar, wbrew plotkom bez pomocy czarownicy. Byłaby idealna, gdyby nie ten wzrost, który od tysięcy lat był i pozostanie jej przekleństwem.
Nie zawsze określany przez to, co nas śmieszy.
Jest to zdecydowanie choleryczka. Łatwo się denerwuje, lecz wprowadzić ją w szał na prawdę trudno. W razie, jak tego dokonasz to zrobisz to tylko raz. Po prostu wtedy cię zabije. Zazwyczaj, na co dzień, to jednak zwykle słodka osóbka. Lekkoduch o słodkim uśmiechu i braku zainteresowania dla spraw, które jej bezpośrednio nie dotyczą. Ma własne zasady i tylko ich przestrzega. Jest jedna rzecz, która się dla niej liczy- rodzica, czyli jej dwie siostry (Alekto i Megajare). Może się wydawać trochę dziecinna, ale to jej sposób na codzienność. Stara się jak najmniej przejmować, w końcu żyje na tyle długo, iż pamięta jak gwiazdy wyglądały inaczej. Nie wiadomo jednak, czy to tylko gra. Trudno ją rozgryźć. Trudno wniknąć pod tą skorupę naiwnego lekkoducha. I chyba lepiej tego nie robić.
Zestaw, czasem sprzecznych, kłamstw.
Zrodziła się ze spadłej na Gaję (Ziemia) krwi okaleczonego Uranosa (Niebo). Zamieszkiwała Ereb (Ciemności Podziemia). Razem z siostrami należy do najstarszych bóst greckich. Taka jest oficjalna wresja histori. Jakby na to nie patrzeć, nie można mówić, że oprawczynie Hadesu są tak na prawdę trzema ludzkimi siostrami, które pan podziemi wyznaczył do tego zadania. Piękne trojaczki, które z dnia na dzień stały się postrachem ludzkości. Alekto, Megajare i Tyzyfone, albo (jak wolno im nazywać się tylko wzajemnie) Alek, Meg i Ty zaczęły w imioniu Hadesa wymierzać kary i ścigać tych, co złamali "tabu" czyli popełnili czyny niewybaczalne. Tyzyfone przypadli w udzale zabójcy. Miała ku temu powody, tak sama sobie ich wybrała.
Życie toczyło im się dość spokojnie. Kłóciły się, jak to rodzeństwo, wykonywały to co trzeba i dużo przebywały na ziemi. Bywały tam chyba nawet częściej niż na Olimpie. Wszystko było takie jak powinno przez parę tysięcy lat. Aż ostatnio dziewczyny zostały porwane. Tyzfone obudziła się w podziemiach Hadesu i uciekła tylko cudem. Teraz szukając miejsca, by się schronić trafiła do Mista Straceńców. Na co dzień nie zajmuje się niczym konkretnym oprócz szukania domu i rodzeństwa.
[Witam, witam! Mam nadzieję, że moja postać jest w miarę ciekawa. Karta oczywiście będzie rozwijana i poszerzana.
Wiem, że niewiele informacji ujawniłam w karcie, ale wolę robić to w rozdziałach.
Za ewentualne błędy przepraszam.
Na wątki i powiązania jestem zawsze chętna!
Cytaty pochodzi z utworu 'Erynie' Jana Lechonia.]
[ Witaj :3. Ciekawa postać, My Lady, trzeba to przyznać. Od razu zaproponuję wątek, co ty na to ?]
OdpowiedzUsuń[ Nie jestem fanką powiązań. Wolę zacząć i zobaczyć co z tego wyjdzie :3]
OdpowiedzUsuń[ Och, nie obrażę się jeśli zaczniesz. Ja przez kilka dni będę jeszcze cierpieć na chroniczny brak weny, z powodu napisania opowiadania i zamiaru napisania od nowa karty postaci.]
OdpowiedzUsuń(Hm... mścicielka prześladująca zabójców? Heshu czasem podejmuje się zadania zabicia kogoś za wynagrodzenie. Może coś pod tym kątem? Albo po prostu poczatek znajomości? Może się już gdzieś widziały? )
OdpowiedzUsuńNecro Green, miejscowy Grabarz, był największym postrachem małych dzieci.
OdpowiedzUsuńTo nim, Szalonym Grabarzem, straszono je, gdy były nieposłuszne, albo by nie włóczyły się na cmentarzu lub w jego pobliżu.
To on dostał tę niebywałą rolę miejskiego szaleńca i wyrzutka w teatrze zwanym Graleyn.
Tanecznym wręcz krokiem, gwiżdżąc cicho, z szaleńczym uśmiechem na twarzy szedł jedną z ulic miasta. Był to widok niecodzienny, rzadko opuszczał tereny swojego domu i cmentarza, w których czuł się najlepiej.
Jednak od czasu do czasu i on musiał w końcu zrobić jakieś zakupy. Musiał coś jeść, albo dłuto mu pękło, a bez niego nagrobków nie porobi... No cóż.
Ale wracając do historii, szedł tanecznym krokiem pogwizdując radośnie, z typowym dla siebie szalonym, szerokim uśmiechem na twarzy, gdy jakaś dziewczyna o mało na niego nie wpadła.
Nie był jednym z tych wielkich, postawnych facetów. O nie. Był drobnym, szczupłym mężczyzną, delikatnym o gładkiej skórze, niskim o długich, białych włosach.
- Powinnaś bardziej uważać, moja droga.- powiedział tym swoim wyjątkowo miękkim i przyjemnym dla ucha głosem.
(Ok. Zacznij :D Hesh mozna spotkać w odludnych miejscach, bądź w Elhyr.)
OdpowiedzUsuńPrzyjrzał jej się.
OdpowiedzUsuńJakoś nie ruszał jego ten jej uśmiech. Ale... Necro nie by normalny. jego Szaleństwo potrafiło zdziwić kogoś kto szaleńców widział setki.
- Jednak powinnaś zacząć. Tutaj na niezbyt uważnych czekają różne nieprzyjemności.- powiedział lekko pochylając się do przodu, przyglądając jej się spokojnie.
Pokiwał głową.
OdpowiedzUsuń- Nie mam powodu, by Ci nie wierzyć.- powiedział spokojnie Grabarz. Wiedział, że przebywają tu istoty inne niż ludzie. Sam, jako mag-nekromanta zaliczał się do nich.
- Och, i wybacz mój nietakt, nawet się nie przedstawiłem.- westchnął cicho.- Jestem Necro Green, miejscowy grabarz.- pokłonił się lekko przed nią, niczym prawdziwy Gentelmen.
- Bycie bezdomnym musi być ciężkie.- stwierdził.
OdpowiedzUsuńNigdy nie był bezdomny. W zawsze miał dom, ale... Bardziej wolał przesiadywać na cmentarzu, by mógł pracować, naprawiać nagrobki, kopać doły i białe kwiaty sadzić.
Kochał swoją niecodzienną i cenną pracę Grabarza.
Dzielnica biedoty. Tak, taak... Taka panienka Heshtje też tu czasem zagląda. Smród drażni jej nos, ale chociaż mrok skrywa inne brzydoty.
OdpowiedzUsuńUsiadła pod wielkim murem w zamyśleniu. Od kiedy przybyła do Graleyn, jej wiara legła w gruzach. Przeciwstawiła się Kościołowi za inkwizycję. W dodatku zabraniała wierzyć w wampiry, wiedźmy.. ale to nic! Ostatnio uwierzyła przecież w erynie. Zanurzyła się całkiem w mitologii rzymskiej i greckiej. Obie zetknęły się w jej miasteczku. Coraz bardziej miała wrażenie, że powstanie wszystko, co marny człowiek wymyśli. Najlepsze wytłumaczenie.
Westchnęła cicho podkulając nogi pod siebie.
" Hesh! Zamartwiasz sie niepotrzebnie..."
(Jak coś, to popraw błędy rzeczowe co do tych boginek. Próbowałam nazbierać dość informacji na ich temat, ale wyszło, jak wyszło. Wybacz, że tak cię poniechałam.)
(Witam w Graleyn. Mam nadzieję, że się spodoba).
OdpowiedzUsuńPrzechadzała się, jak to miała w zwyczaju po obrzeżach miasteczka. Znała tu każdy kąt, każdy zaułek. Wyszła zza rogu jednej z kamieniczek i o mało nie wpadła na jakąś Kobietę. Zatrzymała się gwałtownie i zaklęła pod nosem w swoim języku - wybacz, ale pojawiłaś się tak nagle - powiedziała ochrypniętym nieco głosem.
~Dilexi