*Piękne są łuski syren lecz, czarne ich dusze nie daj się zwieść
Ze wzburzonej wody kobieta się wyłoniła.
Jak by gnana, jak by przepędzana z wody uciekała.
Włosy jej w nieładzie, wokół głowy się unosiły, na oczy jej zachodziły.
Ale, cóż to! Wspomniana niewiasta ogon posiada.
Który, zaraz zmienia się jednak w nogi.
I w błękitną szatę kobieta odziana, ucieka przed wodą.
Wygnana...
Młoda kobieta, dość urodziwa choć, stwierdzić tego nie można ,gdyż kryje się pod czarnym szerokim płaszczem który, skutecznie ukrywa całą jej niewielką osobę.
Szybkim krokiem, przemierzała ciemne zaułki.
Wreszcie stanęła przed wysokim domem.
Dało się słyszeć lekkie westchnienie dziewczęcia.
Podeszła do drzwi i stanowczym, mocnym ruchem zapukała.
Po chwili, drzwi otworzyła niewysoka starsza kobieta która, na widok dziewczyny rozpromieniła się i zamaszystym ruchem zaprosiła ją do środka.
Dziewczę nadal nie ściągało z siebie płaszcza.
-Favio, któż przychodzi o tak późnej porze?-zapytał starszy mężczyzna, schodząc po schodach
Favia, odsunęła się na bok ,a młodsza niewiasta odrzuciła kaptur płaszcza do tyłu tak ,że teraz widać jej było twarz.
-Emina-szepnął mężczyzna i przytulił dziewczynę
-Ojcze- szepnęła Emina która, już od tak dawna nie widziała swego ojca.
-Cóż się stało?-zapytał
- dowiedzieli się, to się stało-szepnęła cicho dziewczyna.
Emina Lamerielle.*
Urodzona dziewiętnaście lat temu
Córka astronoma Gabriela i syreny Deneb.
Wygnana z podwodnego świata, za czyny swojej nieżyjącej już matki.
A, dokładniej za to ,że zamiast uwieść i wciągnąć pod wodę Gabriela, jak to robią syreny ,Deneb zakochała się i współżyła z nim i w ten właśnie sposób zapoczątkowali nowe życie nazwane Emina.
Póki nikt nie wiedział ,że Emina to wpół syrena, miały względny spokój.
Dowiedzieli się jednak gdy umarła jej matka.
Wpędzili Eminę i musiała udać się ona na stały ląd.
Udała się do miejsca zamieszkania jej ojca Gabriela, czyli Graleyn.
Kiedyś tam mieszkała ,ale było to ledwie przez pierwsze 5 lat życia dziewczynki.
Emina bardzo podobna jest do swej matki.
Ma te same oczy, te same usta ten sam zawadiacki uśmiech który, często gości na jej twarzy.
Wyglądała by niemal jak matka ,gdyby nie kolor włosów.
Blond.
To jedna z niewielu rzeczy w których jest podobna do ojca.
Delikatna blada cera z często rumieniącymi się polikami.
Oczy, czysto błękitne jak niebo.
Pełne różowe wargi i prosty nos.
Lekko falowane blond włosy, swobodnie opadające na ramiona.
Kuszące kształty, jak u każdej syreny.
Zawsze uśmiechnięta i wesoła choć, potrafi być poważna kiedy trzeba.
Czasem myślami jest daleko bardzo, daleko wspominając te wszystkie szczęśliwe lata w podwodnym świecie.
Nie jest najlepszą gospodynią, tak na prawdę w ogóle jej to nie wychodzi.
Wszyscy mówią ,że to nie dla niej.
Taka wrażliwa duszyczka powinna robić zupełne inne rzeczy.
Na przykład malować lub pisać!
Tak, obie te rzeczy lubi robić.
Ale, najbardziej to chyba uwielbia uczyć się i poznawać wszystko co ją wokół otacza.
Może, trochę niecierpliwa i czasem zbytnio dramatyzuje ,ale da się z nią wytrzymać.
Lecz, czasem nie panuje w ogóle nad swymi emocjami.
Emina na pierwszy rzut oka wygląda na niewinną, cnotliwą i wrażliwą dziewuszkę a jednak to prawdziwy wulkan emocji i pozytywnej energii którą rozsyła wszystkim wokół niej.
Nienawidzi gdy ktoś jej współczuje i próbuje ją "chronić".
Zwykle w tedy dostaje ataku szału.
Kocha wszystkie zwierzęta i ludzi.
~~~~~~~~
A, więc witajcie!
Mam nadzieje ,że z moją Eminą wszystko w porządku i oczywiście jak najbardziej jesteśmy chętne na wątki i powiązania.
Zawsze odpisuje na wątki.
Jeżeli jednak po długi czasie nie odpisze to proszę mi przypomnieć^^
Twarzyczki użyczyła Johanna Birke .Źródło
Zapowiadało się, że nic ciekawego nie wydarzy się tego poranka.
OdpowiedzUsuńWracała właśnie z lasu, gdy jej oczom ukazała się istota w płaszczu, spod którego wydobywało się kilka jasnych kosmyków. Była nieco zaintrygowana a zarazem zaciekawiona. Dawno już nie miała okazji, by poznać kogoś, kto zainteresowałby ją swą osobą.
Stanęła może ze dwa metry przed kobietą. Nie bardzo wiedziała, jak mogłaby zacząć pogawędkę.
(Chętnie, jeżeli zaczniesz lub chociaż podrzucisz jakiś pomysł, bo mnie go brak jak na chwilę obecną.)
OdpowiedzUsuń[ Jasne, na wątek mam zawsze ochotę.]
OdpowiedzUsuń[Czemu nie, możemy coś potworzyć. Tylko Math rzadko zagaduje do nowych a i ja niezbyt dzisiaj myślę więc będziesz musiała Ty zacząć :/]
OdpowiedzUsuń[ Kurtka, pomysłów to ja nie mam nieestety. PS: Tytaj nie jestem Alekei, Alkeuś itd. Tutak jestem Necro vel Szalony Grabarz Vel Nerka ( To ich pomysł!).]
OdpowiedzUsuń[ Jeszcze raz mnie tak nazwiesz na tym blogu a znajdę Cię i zabiję. Co do pomysłu: Może być, tylko zacznij, I dwie sprawy: Nie mów że Necro jest czymkolwiek zaskoczony, bo to jest świr i niejedno w życiu widział po drugie: Nie podrywaj. I tak Ci nic to nie da, ale to dłuższa historia.]
OdpowiedzUsuńBył w okolicznym lesie, niedaleko swojego gospodarstwa. Ścinał mniejsze drzewa, które potem docinał by wyglądały jak sztachety płotu. Wyczuł zapach kogoś obcego. Ciekawy był kto się tu kręci, o położeniu domostwa mówił tylko swoim przyjaciołom więc zdziwiło go to. Postanowił iść za zapachem z siekierą w ręku w razie gdyby ten ktoś okazał się niezbyt przyjazny. Dopiero kiedy ta osoba stała niedaleko jeziora ten schowany między drzewami obserwował. Dosyć urodziwa kobieta, pewnie niegroźna, wyczuwał od niej lęk, strach więc postanowił się ujawnić. Powoli wynurzył się zza zarośli - Tylko ja - powiedział opierając trzonek siekiery na barku, nie chciał żeby sobie pomyślała że chce jej zrobić krzywdę - Czemu tu błądzisz?
OdpowiedzUsuń[Chęć zawsze się znajdzie, jeśli tylko takowy rozpoczniesz.]
OdpowiedzUsuńWiele pytań nurtowało kobietę. Zastanawiała się, skąd ta istota przybyła, kim jest, i co właściwie sprowadziło ją w te strony.
OdpowiedzUsuńPo dłuższej chwili uśmiechnęła się promiennie do dziewczyny, tak jakby miało to dodać jej otuchy, większej odwagi i śmiałości.
Nigdy nie miała zbyt dużych problemów z nowo poznanymi osobami, więc spodziewała się, że i tym razem pójdzie jej łatwo. Patrząc na nieco zlęknioną jeszcze twarz dziewczyny, odgarnęła burzę swych ciemnych włosów do tyłu, choć niektóre, nieco bardziej uparte kosmyki opadały na jej bladą twarz.
-Fele jae!- powitała ją khelańskim okrzykiem, co znaczyło ''dzień dobry" - Imeroth Navonna Altharis-Bonnet - wyciągnęła ku niej dłoń - Komu jednak chciałoby się tyle zapamiętywać... Po prostu Imeroth - dodała.
-A ciebie waćpanno? Jak cię zwą?
Jej szare oczy wydawały się wnikać w duszę dziewczyny, zaś uśmiech towarzyszył jej cały czas.
Necro był nietypową osobą płci męskiej. Po jego drobnym ciele, długich, białych włosach i gładkich dłoniach, nie można by pomyśleć iż dzień w dzień kopie doły, albo rzeźbi nowe nagrobki. Prędzej można by było pomyśleć iż jest artystyczną duszą... I w sumie, taką duszą jest.
OdpowiedzUsuńW końcu potrafi rzeźbić, co można zobaczyć na cmentarzu... To jest dar, który jako jedyny otrzymał od ojca.
Green przez brak składników został zmuszony do opuszczenia swojego terenu i wybrania się nad jezioro.
W końcu jako porządny mag, musiał znać się na eliksirach i wywarach choć troszeczkę...
Cicho gwiżdżąc i co chwila chichocząc podróżował wzdłuż brzegu jeziora.
Dygnęła uradowana tym, że w końcu udało jej się poznać jej godność.
OdpowiedzUsuń-Podaj mi swą dłoń - nakazała jej po czym wyjęła ze swego wypełnionego po brzegi kosza garść ziół i wręczyła ją jej.
-Z ziół tych wytwarza się specjalny napar. Świetnie działa on na dolegliwości żołądkowe. Bo nigdy nie wiesz, co to się może wydarzyć, może jaki kawaler waćpannę dorwie i niewiadomego pochodzenia posiłek ofiaruje! - zaśmiała się.
Odwrócił głowę, a następnie całe ciało w stronę jeziora, z którego strony usłyszał jakiś dźwięk.
OdpowiedzUsuń- Powinnaś bardziej uważać... Inkwizycja lubi polować na nieludzi. Żaden z nas nie ma ochoty być torturowanym i zabitym od publicznej egzekucji przebicia kołkiem od wampirów poczynając, a na spaleniu na stosie na magach wszelkiego rodzaju kończąc, przez jakąś głupią i nieostrożną ogoniastą istotę.- powiedział miękkim, delikatnym, przyjemnym dla ucha głosem.
On... Ogólnie był delikatny i gładki. Można by pomylić go z kobietą... Co też nie raz uczyniły pijane prymitywy, bez żadnych mocy, którzy śmieją nazywać się ludźmi. Bezczelność.
- To takie zgrupowanie bogobojnych skurwysynów, co zabijają w piekielnych męczarniach takie istoty jak ty. I moi nowi znajomi. I ja, chociaż na razie naskakują na mnie z nieco innych powodów...- zachichotał wariacko.
OdpowiedzUsuńTo prawda. Inkwizycja, nigdy nie zawitała do niego z powodu nekromancji. Zawsze widział te karaluchy kiedy oskarżano go o opętanie przez demona. Pfff. Necro i Demon, to zupełnie dwie istoty... Necro jest po prostu świrem, a to że ludzie nie umieją tego odróżnić to nie jego wina.
Pociągnął nosem. Nie wyczuł nikogo innego więc nie ma bandyckiej zasadzki - Wybacz, jestem Matheas z Galii. Dla przyjaciół Math - skłonił lekko głowę - Co Cię tu sprowadza? Mieszkam w okolicy więc mogę podpowiedzieć.
OdpowiedzUsuńKuźnia nadal była w opłakanym stanie, jednak nie groziła już przynajmniej zawaleniem. Darren lubił pracować. Dzięki temu nie musiał myśleć o tym co się wydarzyło. Pomagało wypełnić czas,a to mu właśnie było potrzebne.
OdpowiedzUsuńJednak, jak wiadomo, nikt nie jest w stanie pracować jak maszyna. Dlatego też nawet Wolf potrzebował przynajmniej parę godzin przerwy po trzech dniach intensywnej pracy.
Poszedł na targ, gdyż powoli kończyło mu się jedzenie. Tak samo jak i pieniądze. Westchnął ciężko. Musiał pospieszyć się i jak najszybciej zacząć pracę w kuźni. Może wtedy uda mu się zarobić parę groszy.
Zarzucił worek z zakupami na ramię. Już miał wracać do kuźni, kiedy zapatrzył się w stronę lasu. Zboczył z drogi przekraczając granicę drzew.
Sam nie wiedział jaka siła go tu zagnała, jednak bardzo dobrze zrobiła. Wzrok Wolfa przykuł szamotający się we wnykach zając.
Kłusownicy... Darren nie lubił kłusowników. Za bardzo znęcali się nad zwierzętami zakładając te wszystkie pułapki. Pętla z cienkiego sznurka wżynała się w łapkę stworzenia. Darren podszedł, złapał wyrywającego się zająca.
- No już, przyjacielu, spokojnie. - Mruknął trzymając go mocno, acz delikatnie, aby nie uczynić mu większej krzywdy. Wyjął z worka marchew i podstawił pod pyszczek przerażonego zwierzęcia. Szarak zwąchał jedzenie i uspokoił się. Zaczął chrupać marchew, kiedy Wolf odcinał i rozplątywał jego łapkę ze sznurka. Obejrzał ją, czy lepiej nie dobić zwierzaka, żeby się nie męczył, ale stwierdził, że da sobie radę. Odłożył zająca na ziemię, wstał, i odsunął się. Zwierzak dojadł marchew i uciekł.
- Nie dość, że sam mógłby być moim obiadem, to jeszcze ucieka z jego składnikami. Jesteś głupcem, Darrenie. - Mruknął sam do siebie ponownie zarzucając worek na ramię.
- Do miasta czy gdzie zmierzasz? - zapytał opierając siekierę o ziemię. Zielonymi oczami zmierzył jeszcze raz osobę Eminy.
OdpowiedzUsuńPochylił się lekko w jej stronę. Jego ciało nawet się nie zachwiało. Idealnie utrzymywał równowagę... No cóż. Lata praktyki w balansowaniu nad dołami wykopanymi na cmentarzu.
OdpowiedzUsuń- Bo się boją. Albo brzydzą. Nie rozumieją mocy, pragną być najsilniejsi... Chcą dominować, i czują zagrożenie z naszej strony... Nie rozumieją, że my nie chcemy walczyć... Chcemy spokoju.
Ludzie się zmieniają. Kto by przypuszczał, że aż do tego stopnia?
OdpowiedzUsuńDawny Darren nawet jeśli zatrzymałby się przy zwierzaku, to tylko po to, aby go dobić i zabrać, aby zjeść. Kto wie, może nawet w swoim okrucieństwie dołożyłby mu cierpień.
Jednak wszystko się zmieniło, kiedy poznał Mavelle. To ona mu pokazała, że warto być dobrym.
Jednak teraz Mavelle nie żyła. Chociaż nigdy nikomu nie zrobiła krzywdy. Czy to miało jakikolwiek sens?
Jednak Wolf nie zmienił się. Wiedział, że to złamałoby jego ukochanej żonie serce.
Odwrócił się i spojrzał na stojącą przed nim młodą dziewczynę. Musieli wyglądać obok siebie niezwykle śmiesznie. On wielki jak góra o ciemnej skórze, ona drobna i krucha z porcelanową cerą. Miała w sobie coś niezwykłego, czego na tą chwilę Darren nie potrafił nazwać.
- Kłusownicy to prawdziwa plaga. Nie widzę sensu w takim męczeniu zwierząt przed śmiercią. - Przyznał. Nie należał do tych, co jedzą same warzywa, jednak okrucieństwo było zdecydowanie zbędne. Uśmiechnął się lekko do dziewczyny. - Nic mu nie będzie. Wnyki nie uszkodziły nic ważnego.
- Tak naprawdę najciekawsze w okolicy jest tylko to jezioro. Przynajmniej moim zdaniem, a do miasta trafisz jak pójdziesz tam - wskazał palcem na swoją prawą stronę - Idź prosto jak dojdziesz do drogi, jak wejdziesz na nią to ruszaj w prawo, niedaleko będzie miasto - powiedział spokojnym tonem.
OdpowiedzUsuń- Gdyby tak miało być, dobiłbym go. - Odpowiedział z prostotą i szczerością. - Nie byłoby sensu, aby się męczył. - Wzruszył lekko ramionami. Znów przyjrzał się dziewczynie, nie mogąc jej rozgryźć. Co w niej było nie tak? Może "nie tak" to było błędne określenie. Wydawała się w porządku. Była na swój sposób... ładna. Może nie do końca w guście Darrena, jednak i tak wydawała mu się w pewnym stopniu piękna. Nie potrafił tego zrozumieć.
OdpowiedzUsuń- Jak panience na imię? - Spytał po dłuższej przerwie.
- Żaden kłopot, i jutro od nowa wskażę, i pojutrze i kiedy będzie potrzeba. Mam domostwo niedaleko, zawsze może panienka odnaleźć i zapytać. Przysięgam na wszystko co mi cenne że nie jestem rozbójnikiem, ani potworem wyczekującym na przyjście urodziwych dziewek - zażartował. Nie miał zamiaru wspominać o swojej wilczej przypadłości.
OdpowiedzUsuń[ Zero pomysłów. Też się już zastanawiałam. Jak coś wymyślisz, to napiiisz. ]
OdpowiedzUsuń- Darren Wolf. - Skłonił się lekko i uśmiechnął. Zabawne było to dziewczę. Jego córka musiała być niewiele młodsza od niej, kiedy umarła.
OdpowiedzUsuńWspomnienie wywołało ciężką gulę w gardle, którą z trudem przełknął.
- Jeśli idziesz w stronę miasta mogę cię odprowadzić. - Zaoferował.
- Wiesz, jakoś mało obchodzą mnie co robicie wy syreny.- powiedział szczerze.- I zupełnie nie wiem, co oni widzą w was. Pół ryby, okropieństwo. Zdecydowanie wolę swoje kochane, martwe ciche trupy...- zaśmiał się typowym dla siebie obłąkańczy śmiechem.
OdpowiedzUsuń- Moja luba twierdzi, ze jestem - powiedział z uśmiechem - Wystarczy cierpliwości, nie obawiaj się. A i możesz się zwracać, nie obrazisz mnie tym - skinął głową.
OdpowiedzUsuńZaśmiał się cicho. Była odważna. Kto wie, może miała powód. Wolf był uświadomiony, że ta planeta wcale nie należy do ludzi.
OdpowiedzUsuń- Oczywiście, pod warunkiem, że i ja będę mógł mówić po imieniu tobie. - Spojrzał na nią rozbawiony. Nie sięgała mu nawet do ramienia.
Wzruszył ramionami i przykucnął delikatnie.
OdpowiedzUsuń- Syrena to Syrena, nie ważne czy czystej krwi czy brudnej. To nigdy na to się nie dzieli.- powiedział szeptem.
To była prawda. W końcu był magiem... Nie "czystej krwi", jak to ona określiła, ale jednak posiadającym potężną moc, którą uczy się cały czas opanowywać.
- Nie sądzę, ufa mi, a ja jako ojciec muszę dać synowi przykład bo co z niego potem wyrośnie - odpowiedział.
OdpowiedzUsuń- Och, mamy coś wspólnego! Oboje jesteśmy wyrzutkami... Tylko że ja nie z pochodzenia, a raczej z tego, żem szalony, nienormalny i mam nierówno pod sufitem, ale co tam.- zaśmiał się szaleńczo, podniósł i zakręcił wokół własnej osi.
OdpowiedzUsuń- Jak kiedyś odwiedzisz mnie i żonę to Ci pokażę mojego synka. Trochę dziwna ta Twoja ojczyzna, dziecię powinno od urodzenia poznawać świat.
OdpowiedzUsuń- Przeszkadzać? Naprawdę dziwne zwyczaje panowały w Twoich stronach - podrapał się po głowie - Ale jednak nie mnie to oceniać.
OdpowiedzUsuńZachichotał, co z pewnością oznaką zdrowia psychicznego nie było.
OdpowiedzUsuń- Zwą mnie Szalonym Grabarzem, ale tobie łaskawie pozwolę na siebie mówić Necro Green.- powiedział ze śmiechem.
- Poznałaś zaledwie moje imię... Nie znasz prawdziwego mnie.-= zaśmiał się i zaczął gwizdać zadowolony.
OdpowiedzUsuńŚwist strzały, potem psie ujadanie. W środku nocy. Nieopodal jeziora.
OdpowiedzUsuń- Przynieś no, tu tego zająca, draniu. – Zaśmiał się mężczyzna patrząc na dużego psa, który niósł w jego kierunku truchło wspólnie upolowanego zająca. Strzała z łuku Wynna wbita była w czaszkę zwierzęcia i podrygiwała w takt kroków niosącego je wyżła.
Gdy ten ułożył zwierze u stół Wynna, został wygłaskany i po tysiąckroć wychwalona została jego szybkość i zręczność. Mężczyzna nie przejmował się gadać do zwierzęcia. Przecież nikt ich i tak nie słyszał.
- Draniu, mógłbyś konkurować z królewskimi chartami. I schowałyby się przy Tobie, mały. Księża by mnie zabili, jakby wiedzieli, że takie dobre mięso dla psa idzie – powiedział wampir i wziął zająca za uszy, pierw wyrywając z ciała strzałę. Ruszyli w stronę jeziora. Pies poszedł za nim. Po dawnej kulawiźnie nie było już śladu.
Wynn kucnął nad wodą, by opłukać strzałę. Wtedy zobaczył gdzieś w oddali jakiś ruch. Gigantyczna ryba? Schwycił łuk i ruszył brzegiem w tamtą stronę.
Pies darł się jak głupi, a mężczyzna zatrzymał się jak wmurowany.
OdpowiedzUsuńKobieta. Z rybim ogonem. SYRENA! Wynn miał ochotę przyłożyć sobie w pysk. Nie czuł się nachlany. Nie mógł się upić. Ale do diabła, syreny w leśnych bajorach?! To musiało być delirium… Ale nie było. Przede wszystkim opuścił łuk. Gołe niewiasty, nawet ogoniaste nie wydawały się niebezpieczne. Miał na uwadze opowieści o syrenach, więc obiecał sobie w razie czego, że postara się nie myśleć jajami i nie dać się omotać. Na tą myśl zachichotał na głos. Zasłonił oczy, trochę zbyt teatralnym gestem. Kiedy pozasłaniała sobie to i owo, pokręcił głową i kucnął nad wodą, patrząc na nią przez palce. Martwe zwierze, upadło cicho na mech, patrząc na nią niewidzącymi oczami, w tym jednym wyłupionym strzałą.
- Toś wpadła. – powiedział cicho. Postanowił trochę postraszyć nieznajomą. Dla odmiany nie faktem swojej przynależności rasowej, lecz tym, że została odkryta przez człowieka. – Wiesz jak kończą takie jak Ty, gdy dostaną się w ludzkie ręce?
Nie powinna poznać w nim nieumartego. Wyglądał jak człowiek. Zachowywał się jak człowiek. Czy normalne wampiry biegają po lesie z psami i strzelają do zajęcy z łuku?
Zaśmiał się.
OdpowiedzUsuń- Kochana... Najpierw musiałabyś dostać na to moje pozwolenie. Chociaż... Nie, jednak ci go nie dam. - zachichotał wrednie.
Nigdy nie ciągnęło go do kobiet, zbyt zalazły mu za skórę za młodu.
- Mogą zamknąć Cię w klatce i pokazywać za pieniądze. Mogą zrobić z Ciebie swoją zabawkę.Odkubać Cię z łusek. - tu zza pasa wyciągnął długi, cienki i bardzo zdobny sztylet i zaczął bawić się nim, patrząc jej prosto w oczy.
OdpowiedzUsuń- Mogą też Cię po prostu zabić. – powiedział pochylając się nad wodą, gdy tak kucał na brzegu. – Wiesz czym jest Inkwizycja? Wiesz, jak bardzo przerąbane byś miała, gdyby przechodził tu człowiek? – parsknął śmiechem. – Witamy w Graleyn. Masz, mała szczęście, mała. – Zakończył z rozbawieniem, wstając.
- Syrenka nie powinna w morzu siedzieć kusząc młodzieńców urodziwszych ode mnie? – zachichotał, odwracając się do psa i uspokajając go gestem.
Prychnął.
OdpowiedzUsuń- Jestem wariatem. Nie muszę pytać się o pozwolenie.- zaśmiał się i odwrócił do niej plecami, szukając składników do odpowiedniego eliksiru, chroniącymi kwiaty przed szkodnikami. Musiał to zrobić, by chronić jego białe, kwiaty rosnące na cmentarzu od lat. Zawsze dbał o to, co było na cmentarzu.
Zaśmiał się szaleńczo... Brzmiało to nieco upiornie.
OdpowiedzUsuń- Maniery do piachu. Niech żyje szalony grabarz!- powiedział śmiejąc się i wirując wokół własnej osi.
- Jak sobie panienka życzy. – powiedział, nadal z tym samym rozbawieniem w głosie.
OdpowiedzUsuńOdwrócił się od niej szybkim ruchem i powiewając połami płaszcza odsunął się na kilka kroków. Rzucił truchło pod jakieś drzewo. Dziwnie czuł się z nim w ręce. Czekał na dalsze rozkazy.
- Miła odmiana. – skwitował, przesuwając po niej wzrokiem w irytująco przenikliwy sposób.
OdpowiedzUsuń– Bez łusek Ci ładniej. Nazywam się Wynn, nie waćpanu mi tu. Niegodnym tego. – roześmiał się wesoło, przywołując do siebie psa i głaszcząc go za uchem. – Wybacz, że przerwałem Ci kąpiel. Musisz jednak uważać. Z oddali było mnie słychać, panienko. Czasami nawet nocą pałętają się tu tacy szaleńcy jak Ty czy ja.
On nie miał wyboru, jeśli chodzi o porę dnia, ale o tym nie wspomniał. Po co miałby się zdradzać? By mieć problemy?
- Lubię dokuczać innym. – powiedział, bez zastanowienia siadając na zwalonym konarze. – Myślałem, że znam wszystkich nieludzi z tego miasteczka. Albo się starzeje, albo nidawno przyjechałaś. Sądzę, że to drugie. Prawda? – zapytał z dziecinną wręcz ciekawością, mechanicznym właściwie ruchem naciągając bardziej cylinder na oczy, tak, by nie było widać lśniących w ciemności tęczówek. Ich zwierzęcy, koci blask był na tyle słaby, że nie mógł być wyznacznikiem przynależności do jakiejś rasy innej niż ludzka.
OdpowiedzUsuń- Miło mi poznać. Nawet w tak dziwnych okolicznościach.
Westchnął cicho pod nosem.
OdpowiedzUsuń- Nad morzem swego czasu spotkałem selkie. Syreny, ani półsyreny nigdy. – przyznał zgodnie z prawdą. Cieszył się, że kobieta nie dopytuje się o jego rasę. Mógłby ją wtedy wystraszyć, a sam nie wiedział czy mógłby się opanować w obliczu strachu.
- Uważaj na siebie. Łatwo stać się tutaj ofiarą. Inkwizycji na przykład.
(Hej, co powiesz na wąteeek? )
OdpowiedzUsuńOkoło południa rudowłosa dziewczyna w zielonej sukience wybrała się z małym pieskiem nad morze, gdyż łuskowaty przyjaciel nie miał ostatnimi czasy humoru.
OdpowiedzUsuńPrzysiadła na jednym z dużych kamieni, które leżały na krótkiej plaży. Mały barak skakał wokół niej pełen życia i prosił ją do zabawy radośnie machając ogonkiem, przynosząc zdobycze.
Kilka dni wcześniej jej smoczy przyjaciel przytargał ranne dwa psiury do jej domu. Zaopiekowała się nimi prosząc też o pomoc lekarza od zwierząt. Nie dawała rady ich utrzymywać , więc musiała oddać jednego. Starszego, spokojniejszego wyżła podarowała Wynnowi, kiedy po obrażeniach nie było żadnego śladu.
Rzucała raz po, raz patykiem trochę leniwym gestem. Była zmęczona, ale nie żałowała. Wciąż żyła wspomnieniami z nocy.
Spojrzała z rozmarzonym wzrokiem na burzące się morze. Kiedy zauważyła wielki ogon, przyłożyła rekę do czoła, by sprawdzić czy nie ma przypadkiem gorączki. Przetarła mocno oczy.
- Odi... chyba śnię na jawie, albo mam zwidy - rzekła do zwierzaka.
- Nie zadawaj pytań, na które nie chcesz znać odpowiedzi.- powiedział cicho, odwracając od niej wzrok. Padł on na truchlo zająca.
OdpowiedzUsuń- Jeśli nie jestem człowiekiem to znaczy, że jestem jednym z nieludzi. I starczy. Naprawdę.- spojrzał na nią.- Nie dociekaj, nie jest ta wiedza Ci do niczego potrzebna.
Ciemnymi oczami sledzil jej ruchy. Uśmiechnął się pod nosem.
- Nie przebije oryginalnością slodkowodnej polsyreny.- dodał ze śmiechem.
Siedziała nad jeziorem. Było to Jej ulubione miejsce w lesie. Niewielki akwen, nad którym można było sobie usiąść i podumać nad różnymi sprawami. Opierała się o chropowatą korę sosny. Nagle Jej uwagę zwróciła postać Kobiety o blond włosach, która szła brzegiem jeziora. Dilexi miała wrażenie, że ta chce wejść do wody, ale tak jakby Ją coś powstrzymywało. Dziewczyna się zbliżała.
OdpowiedzUsuńKiedy rudowłosa nie spoglądała, piesek zaczął głośno szczekać biegnąc w stronę morza. Zauważyła jego wyczyny, gdy łapki miał zanurzone w wodzie.
OdpowiedzUsuń- Głupek?! - krzyknęła i podbiegła do brzegu.
Fale uderzały w jego boki. Parę razy się zachłystnął, nim Heshtje wzięła go ciągle jazgoczacego na ręce.
- Czyli nie mam zwid.. Jakieś wielkie rybisko. Ha! Ciekawe...
- Nie jestem zły. Jedynie złośliwy, irytujący, wkurzający, męczący i trochę nieobliczalny. Ale nie zły. Jakbym był zły to nie rozmawialibyśmy teraz, nie? Tylko wykręciłbym jakiś paskudny numer i oddał bym Cię ludziom, żeby mogli robić sobie ozdoby z Twoich łusek. Albo co. Zresztą ozdoby z syrenich łusek… nie głupi pomysł.
OdpowiedzUsuńZachichotał. Złotnik sadysta.
- Zagubiony też nie jestem. Wypraszam to sobie!
Gadał i gadał, nie mówiąc nic wprost.
Ciekawe czy syrena zauważyła, ze mówiąc wysunął kły, tak, że stały się widoczne. Niczym dwa małe ostrza. Piekielnie ostre.
- Do usług. – powiedział drwiącym tonem, czekając aż się uspokoi. Ściągnął cylinder i zaczął nim kręcić w powietrzu, podrzucać, kiedy ta próbowała się wyplątać z gałęzi.
OdpowiedzUsuń- Już? Już cyrków nie będzie?- uniósł brew. – Gdybym chciał zrobić Ci krzywdę, znaczy się, gdybym zamierzał to bym to zrobił dawno. Nie pomyślałaś? – uniósł brew. – Drabie, psisko, nie szczekaj na nią. Już się wystarczająco boi. – zganił psa, mówiąc do niego jakby rozumiał wszystkie jego słowa.
- William Hyantell. 37 lat martwy. Miło mi poznać. – powiedział ironicznie, przesadnie teatralnym gestem kłaniając się jej i wywijając przy tym kapeluszem, który znów wylądował na głowie.
Wstał i obrócił się wokół własnej osi w tak teatralny sposób jak tylko zdołał.
OdpowiedzUsuń- A oto jestem. Zadowolona?
Zatrzymał się i wepchnął cylinder znów na łeb.
- Po co miałbym robić to podstępem? – Zbliżył się krok w jej stronę, uśmiechając się złośliwie – Gdybym chciał, zrobiłbym Ci krzywdę teraz. Już. – powiedział ledwie poruszając ustami, ale pokazując kły. – I nie musiałbym robić tego podstępem. Uwierz, że nie obroniłabyś się przede mną.
Cofnął się i zachichotał.
- Więc nie marudź. Jak jeszcze żyjesz to znaczy, że względnie nic Ci nie grozi.
- Przewrażliwiona baba. – skwitował jej zachowanie z iście krasnoludzią i wynnowską kulturą. – I po kij Ci mówiłem? Bym nie powiedział to byś cyrków nie robiła. – schował kły. – W Graleyn przygotuj się na dużą dawkę dziwnych istot. Nie jesteś sama i lepiej, żebyś to szybko zrozumiała. – Zaśmiał się cicho.
OdpowiedzUsuń- I… nie zapewniaj mnie, że nie jesteś, bo zechcę się przekonać. A – tu zawiesił wzrok na jej szyi. – Sądzę, że jesteś. Nie kłóć się. – kolejny złośliwy uśmiech został szybko zastąpiony uroczym uśmieszkiem aniołka. – Odprowadzić Cię do miasta? Możesz mieć o tej porze problem z przejściem przez bramy, a ja mam z nimi układy. To znaczy ze strażnikami, że wypuszczają mnie w nocy. Jak się domyślasz muszę mieć, jeśli chcę w ogóle opuszczać miasto.
- Przewrażliwiona baba. – skwitował jej zachowanie z iście krasnoludzią i wynnowską kulturą. – I po kij Ci mówiłem? Bym nie powiedział to byś cyrków nie robiła. – schował kły. – W Graleyn przygotuj się na dużą dawkę dziwnych istot. Nie jesteś sama i lepiej, żebyś to szybko zrozumiała. – Zaśmiał się cicho.
OdpowiedzUsuń- I… nie zapewniaj mnie, że nie jesteś, bo zechcę się przekonać. A – tu zawiesił wzrok na jej szyi. – Sądzę, że jesteś. Nie kłóć się. – kolejny złośliwy uśmiech został szybko zastąpiony uroczym uśmieszkiem aniołka. – Odprowadzić Cię do miasta? Możesz mieć o tej porze problem z przejściem przez bramy, a ja mam z nimi układy. To znaczy ze strażnikami, że wypuszczają mnie w nocy. Jak się domyślasz muszę mieć, jeśli chcę w ogóle opuszczać miasto.
Vaylah - uniosła głowę i spojrzała na Nią - czemu chodzisz tak sama o tej porze po lesie?
OdpowiedzUsuńUśmiechnął się szeroko, zerkając kątem oka na kobietę. Dawno już nie spotkał tak wesołego dziewczęcia jak to.
OdpowiedzUsuńPoprawił worek przerzucony przez ramię i pokręcił lekko głową.
- Co robiłaś sama w lesie? - Spytał, aby podtrzymać rozmowę. Był ciekaw co też jeszcze może mu powiedzieć. Lubił rozmawiać z innymi ludźmi. Lubił towarzystwo. Może niezbyt duże, może nie nazbyt wesołe. Ale lubił. Samotność była dobra, jednak nigdy w nadmiarze.
[Cześć, może jakiś pomysł na wątek? :)]
OdpowiedzUsuń- Jaaa? Przerażający? Mówisz jak wszyscy ludzie z Graleyn. Bo nieludzie okay. Ale ludzie... Boją się mnie. Taki los wariata.- zaśmiał się.
OdpowiedzUsuńPrychnął.
OdpowiedzUsuń- Widziałem tyle nagich kobiet, że ty nie możesz sobie wyobrazić.- powiedział.
Nie, nie był podrywaczem, gwałcicielem. W rzeczywistości nigdy nie uprawiał seksu z kobietą. Ale... Był Grabarzem. Wszystkie martwe kobiety musiały być wyszykowane do pochówku...
Odwrócił się jednak kulturalnie.
- Kiedyś musi być ten pierwszy raz. Nie wszystkim dane jest go przeżyć, więc masz jakąś przewagę. – zauważył z rozbawieniem, patrząc na Eminę. Nie chciał jej straszyć, czarny humor był zbyt mocno powiązany z jego charakterem, by tak po prostu z niego zrezygnować.
OdpowiedzUsuń- Jeśli uważasz, ze mam gust jak komar, to przepraszam bardzo, ale mnie obrażasz! – parsknął. – A na słowa o odprowadzeniu powinnaś odpowiedzieć „dziękuję”, a nie mi tu oczami wywracać, młoda damo! – Ciągle się śmiał. Dzisiaj miał wyjątkowo dobry humor.
Zmrużył oczy i zaczął się przyglądać kobiecie - Dziwne obyczaje... Dużo świata dane było mi widzieć, ale takich obrzędów moje oczy nie widziały, a uszy nie słyszały. Cóż, ważne byś Ty ich nie wyznawała, a nie będziesz prześladowana przez innych - wzruszył w końcu ramionami.
OdpowiedzUsuńWyczuł, że dziewczyna nie chce drążyć dalej tego tematu więc nie naciskał. Podrapał się po głowie - Cóż, do miasta trafisz tak jak mówiłem. Jeżeli chcesz zaprowadzę.
OdpowiedzUsuń- Jakieś kilkanaście tysięcy istnień, madame. – odpowiedział tonem kompletnego lekkoducha. Tonem dla siebie typowym. – Albo i więcej. Wiesz ile to jest? Sto razy sto i to kilkanaście razy. – powiedział mechanicznie. W tych czasach mało kto potrafił przecież liczyć tak dobrze, by znać tą liczbę. Dziwnym i nienaturalnym byłoby, gdyby wiedziała o tym syrena. Sam Wynn właśnie cytował swego przyjaciela, księdza, który by zrobić mu na złość, liczył owe ofiary.
OdpowiedzUsuńWynna to nie złościło. Nie miał wyrzutów sumienia.
- Cóż Cię to tak interesuje, chcesz być kolejną? – zapytał z rozbawieniem i odwrócił się na pięcie, by pójść do miasta. Jeśli będzie chciała to pójdzie za nim. Jeśli nie, zostanie sama nad jeziorkiem. Chciał już się oddalić, gdy wyżeł zaczął szczekać z napomnieniem. Wynn wiec odwrócił się i spojrzał na psa. Ten stał nad martwym zającem i patrzył bystro na właściciela.
- Dzięki, mały. – Wampir pogłaskał psa, wziął szaraka za uszy i wznowił marsz.
[ Piszże trochę dłuższe te komentarze!]
- Czy w dzisiejszych czasach nie istnieje już słowo „proszę”? – zapytał z rozbawieniem udając niewiadomo jak starego i niewiadomo jak kulturalnego. Co nawiasem mówiąc nie miało nic wspólnego z rzeczywistością, bowiem Wynn wampirem był bardzo młodym. A jego kulturę litościwie przemilczymy, bo nie nadaje się nawet do wspomnienia. Z prostego powodu; na ogół nie istniała.
OdpowiedzUsuń- Czemu tak bardzo Cię to interesuje? – zapytał, przechylając głowę na bok i idąc w jej kierunku. Ułamał suchą gałązkę, która wplątała się w koronki jej sukni, a potem wyciągnął ją bez wysiłku spomiędzy materiału nie naruszając jego struktury. – Są w mieście ludzie, których traktuję jak ładnie nazwałaś jako dawców. Nadal to tylko trochę mało, wiesz?
Zaśmiał się i zagwizdał na wyżła.
- Dobrrze, madame Emino. Będę tak Cię zwać, panienko.
Wsadził siekierę za szeroki pas biodrowy - No to chodźmy - po czym ruszył powolnym krokiem w prawo. Milczał przez całą drogę. Na co dzień był taki. Gdy zeszli z dość wysoko porośniętej trawy na drogę przyśpieszył ponieważ wiedział już po czym stąpa. Jakiś czas później dojrzeli już szczyty wieżyczek bramy. Zatrzymał się - Dalej już poradzisz sobie sama. Jakimś cudem łatwo jest tu znaleźć każdy budynek więc nie powinnaś mieć problemów. Cóż, do zobaczenia - zasalutował Eminie po czym powolnym krokiem udał się w stronę przeciwną do miasta, do swojego domostwa.
OdpowiedzUsuń- Już jest niemodne? Biada mi, biada! Nie znam się na modzie! – zadrwił, idąc wolno z rękami w kieszeniach. Co jakiś czas odwracał się do Eminy, by spojrzeć czy nie potrzebuje jego pomocy. Wbrew pozorom jak na sadystyczną bestię był dość grzeczny i potrafił pomóc kobiecie w potrzebie.
OdpowiedzUsuń…o ile nie wymagało to z jego strony żadnego poświęcenia.
- Nie kombinuj. Dzienne odwiedzanie dużej grupy ludzi skończyłoby się odkryciem mnie, a przede wszystkim całe noce bym na tym spędzał. Gdzie czas na błogosławione nic nie robienie? – zachichotał. – Lubię zabijać. – Powiedział wręcz radośnie. Zastanawiał się czy uda mu się trochę zbić z pantałyku syrenkę zbyt bezpośrednimi wyznaniami. Spróbował. – Lubie zabijać. Lubię widzieć, jak moje ofiary umierają w długiej, nieprzyjemnej agonii i proszą o litość. Albo śmierć, która nie chce przyjść. Czy wiesz ile czasu można umierać? Długo. Bardzo długo. Wystarczy zostawić tyle krwi, by serce ledwie działało… - Spojrzał na nią, starając się odgadnąć jej reakcję. Minę miał jak wyjątkowo zadowolony pięciolatek.
- Głaskaj do woli. Tylko nie dziw się, jak będzie się uchylał na początku. Jest mocno nieufny. – powiedział, kiedy pies sam do niej podchodził. Uśmiechnął się lekko. – A czasem nie. Masz jakieś pomysły na imię dla niego?
Słysząc jak go nazwała, zaśmiał się radośnie. Zabrzmiało to tak niedorzecznie i śmiesznie, że musiał się uśmiechnąć.
OdpowiedzUsuń- Smutne życie byłoby takiego męczonego człowieka. Chciałabyś zostać zamknięta w piwnicy przez jakiegoś sadystę, który robiłby Ci co noc krzywdę, zostawiał w ciemności i samotności… Albo chciałabyś żyć z świadomością, że pod Twoimi stopami… - teatralnie zawiesił głos. Żywo pokręcił głową. – Dobrze jest tak jak jest.
- Syrenki to takie urocze stworzonka… - pokręcił głową z rozbawieniem.
Słysząc jej pierwszą propozycję, znów zaczął się śmiać. Tym razem głośniej i serdeczniej. Pomysł wyjątkowo mu się spodobał.
- Emino, jesteś świetna. Choć może i ja nie mam w sobie nic z szlachciury, którym ponoć się urodziłem – nie omieszkał o tym wspomnieć, wszak UWIELBIAŁ chwalić się tym, że jest wnukiem Hieronima Hyantella, słynnego pogromcy potworów. – Lecz pies może nosić takie imię. Cóż, o ile nie nauczył się tego jak teraz na niego wołam „Draniu” i „Zbóju”. – zachichotał. – Hrabia?
- Skończmy ten temat. - prychnął, mając na myśli temat jego upodobań żywieniowych. Wywrócił oczami tak teatralnie jak tylko zdołał i westchnął cicho pod nosem. - I tak, potrafię to zrobić.
OdpowiedzUsuń- Dla mnie urocze. To się nazywa óżnica zdań, nie bulwersuj się, mała. - wyszczerzył się w uśmiechu. Lubił ją drażnić. Kochał, gdy ludzie tak szybko się denerwują.
- Jeśli idzie o hrabiostwo... To jesteś zawiedziona? Brakiem tytułu?
Okropnie bawiła go ta rozmowa, trzeba przyznać. Nic nie umiał na to poradzić.
- Więc niech będzie Hrabia. Śpi na moim łóżku i rządzi się jak jakiś hrabia. Pasuje. W sumie to a propos hrabiostwa... Przyjaciel chciał mnie zaciągnąć kiedyś na Wołoszczyznę, bym poznał jakiegoś wampira z tym tytułem. Vlad Tepes się chyba nazywał... Syn Smoka... Jak mu tam... Drakul? Chyba.
Necro jednak ie zważał na jej chrząkanie, zainteresowany jakimś pajączkiem idącym po ściółce leśnej. W końcu jednak odwrócił się.
OdpowiedzUsuń- Nie wiem co inni faceci widzą w nagich kobietach. Żaden szał...- powiedział i sam zdjął swój płaszcz i czarną koszulę. Wiedział, że w jeziorze jest potrzebna mu roślina.
Szybko zrzucił też buty i w samych spodniach zaczął wchodzić do wody.
Zaśmiał się.
OdpowiedzUsuń- Wolę robić to sam. Możesz pomylić, pomieszać i zamiast rosnąć moje rośliny zaczną więdnąć.- powiedział zanurzając się głębiej.
Westchnął.
OdpowiedzUsuń- Kwiaty na cmentarzu.- powiedział i w końcu... Zanurkował.
- Zadajesz głupie pytania i tyle. - powiedział cicho, patrząc na nią spod kapelusza, który machinalnym ruchem spuścił znów na oczy.
OdpowiedzUsuń- Jestem - powiedział cicho, chociaż nie można było przeuważyć w jego głosie próżnego samochwalstwa - z Hyantellów. Herbu bazyliszka, panienko. I choć mój rodowód nie jest tak stary, jak hrabiów to mam się czym poszczycić. Poza tym... - zawiesił głos ledwo mogąc powstrzymać śmiech - płynie we mnie książęca krew. Niestety nie ma ona nic wspólnego z moim rodowodem. - śmiejąc się pokazywał kły.
- Jakiś Drakula mnie mało obchodzi. Transylwania to dzika i daleka ziemia. Poza tym to szaleniec. Palownik.
Wynurzył się na powierzchnię.
OdpowiedzUsuńW ręku trzymał odpowiednie rośliny.
- Nie na tym cmentarzu. Tam rezyduję tylko ja, kilka setek trupów i roślinki.- zachichotał wracając na brzeg.]
- Pytaj więc, ale wiedz, że ta rozmowa męczy mnie straszliwie. – westchnął cichutko, wywracając oczami. Ponownie schował ręce do kieszeni, a truchło obijało się o jego udo z głuchym, nieprzyjemnym dźwiękiem, głuchych łupnięć. Jego krok był długi i stosunkowo szybki, wystarczająco powolny jednak, by syrenka bez trudu dogoniła jego zacną osobę.
OdpowiedzUsuń- Jestem – kolejna efektowna przerwa – wampirem, który swego czasu trzymał się bardzo blisko książęcego dworu. Myślisz, że wejście do komnat naszego cudownego syna monarchy było trudne? Uszczknąłem sobie trochę jego życia dla siebie. Nie żywię się tylko pięknymi damami. Niestety. Choć książę też był całkiem urodziwy. Nie myśl o mnie źle, że coś ze mną... Staram się patrzeć obiektywnie. – Zachichotał, słysząc własne słowa.
Wywrócił oczami, słysząc jej słowa. Jej nie dało się w żaden delikatny sposób przekazać, że jest męcząca, prawda?
OdpowiedzUsuńMachnął ręką, pokazując jej luźno, że może mówić. Niezależnie od jego nudnej gadki o kulturze osobistej, nie robił sobie nic z niej.
- No, jaki jest? Wyduś to z siebie, na chwilę zapomnę, że jesteś młodą damą i wybaczę Ci ten nietakt.
Zaśmiał się cicho pod nosem, czekając na jej odpowiedź.
Zerknął na nią z pewnym rozbawieniem w skrzących się oczach.
Zachichotał pod nosem.
OdpowiedzUsuń- Jak myślisz, wampiry mogą w ogóle kochać? Kogokolwiek? – uniósł brew.
Może był trochę cyniczny. I trochę obłudny, gdy jeszcze tego wieczoru był u Heshtje, którą bez skrępowania mógł nazwać swoją ukochaną.
- Jestem normalny, a na swoją obronę powiem, że włamywanie się do sypialni nie zawsze oznacza dziki seks. – zachichotał. Kochał grać na emocjach. Zerknął na nią kątem oka, chcąc sprawdzić czy zrobiła się cała czerwona. To było dla niego wyjątkowo zabawne. – Przychodziłem do księcia w snach. Miał słodkie, wspaniałe sny, a gdy się budził, pożądał mnie. To było zabawne, biorąc pod uwagę, że często przebywaliśmy sam na sam, ale ja w życiu nie pozwoliłbym mu do siebie podejść. Zdaje się, że jestem jedyną osobą, która przeżyła sprzeciwianie się mu. Co prawda musiałem stamtąd uciekać, bo człowiekiem jest nadzwyczaj lotnego umysłu i odkrył mój sekret, jednak… Jednak i tak uważam to za zabawne. A w tym sensie, o którym Ty myślisz to jestem absolutnie konserwatystą.
Parsknął śmiechem. Głośnym jak na niego. Pokręcił też głową. Wynn często okazywał swoje rozbawienie, nie jednak w sposób ostentacyjny czy głośny. Teraz jednak nie mógł się powstrzymać.
OdpowiedzUsuń- Kochana, mówię, że nic nie robiłem. Nie jestem taki i wcale mnie to nie kręci. Kradnę jedynie krew.
- Nie zastanawia mnie to. Kościół mówi, że to złe, ale z drugiej strony… Ostatnio, boże drogi, zaczynam odchodzić od tego co mówi kościół. Nadal szanuję Inkwizycję i ich pracę, nauczanie w przykościelnych szkołach.. Sam do takiej chodziłem, ale niektóre pomysły mają bzdurne. W Boga też wierzę, oczywista. Ale do Kościoła już nie chodzę. – wzruszył ramionami. Znów się rozgadywał.
OdpowiedzUsuń- Nie mogę wejść wszędzie. Potrzebuję zaproszenia. Ot, zwykłego gestu, słowa. Inaczej do zamieszkanego domu nie wejdę. Chociaż radzę sobie z tym bardzo dobrze.
- Bluźnisz, panienko. Nawet morderca Ci to powie. Bluźnisz. Uważaj na słowa, bo nic nie zyskujesz, a stracić możesz nie tylko życie, a i duszę. Nawet morderca ma tyle oleju w głowie, by nie obrażać boga.
OdpowiedzUsuńPopatrzył na nią kątem oka. Niebezpiecznie w tych czasach mówić te słowa. W oczach kościoła Wynn był bardziej niewinny niż ktos, kto tak twierdzi.
- Jeśli takie są Twe myśli, pozbądź się ich jeśli możesz. jeśli słowa, przygotuj się, że nie pożyjesz długo.
- Nie zrozum mnie źle, Emino, ale nie chcę o tym rozmawiać. Jeśli coś mi się nie podoba, staram się o tym nie myśleć. To dobre wyjście. Sprawia, że jeszcze żyję. W pewnym sensie, o ile żyję. Im więcej się zastanawiasz tym do większego zamętu w swojej głowie doprowadzasz. To nie ma sensu. Lepiej zajmij się rzeczywistością… i nikomu nie podpadaj. Bo dotyk płomieni ogarniających Twoje ciało nie może być przyjemny, ani smażenie, ani nic w tym guście. A to może Cię czekać. W piekle, albo lochach Inkwizycji. Czy jestem godny zaufania? Jeśli po mnie przyjdą i będą potrzebować kozła ofiarnego… Skąd wiesz, że nie powtórzę Twoich słów? – przekrzywił głowę na bok, stając naprzeciw niej.
OdpowiedzUsuń- Kiedy Ciebie będą podtapiać, ja będę już martwy. - zauważył. - Takim jak ja się nie przebacza. Nawet, jakbym wydał całe Graleyn i jeszcze wszystkich innych nieludzi, jakich znam. Inkwizycja jest uparta i honorowa.
OdpowiedzUsuń- Właśnie.
OdpowiedzUsuńZatrzymał się i spojrzał na nią unosząc lekko brew. Po jego twarzy błąkał się nieco kpiarski uśmieszek doprawiony ewidentnie widoczną nutą złośliwości.
- Nie znasz ich. Nie wiesz kim są Inkwizytorzy, jaki fanatyzm nad nimi panuje i jakie mają zasady i przekonania. Nie wiesz kim dla nich jesteś. Nikim. Czymś do usunięcia. Świadectwem istnienia istot innych niż szatańskie i innych niż boskie. Pogańskim dzieckiem z gadania gawiedzi. Spalą Cię po kryjomu i będą wmawiać dalej ludziom swoje zdeformowane bajki o wierze. Nie dadzą się Tobie. Są świetnie wyszkoleni by walczyć nie tylko z pół syrenką wygnaną z wody.
Wynn domyślił się czemu nie pływała w morzu, które nie jest wszak daleko… Lecz tu, w leśnym bajorze. Została wygnana. Półkrwi syrena o ludzkich przekonaniach. Taką zawsze będą tępić, prawda?
Miło mi Cię poznać. Mnie zwą Dilexi Margreyan Laamahyan, ale możesz mi mówic po prostu Dil - przedstawiła się wstając z trawy. Kiwnęła przy tym głową.
OdpowiedzUsuń~Dilexi
- Znam ich. Ścigają mnie. Na rozkaz naszego miłościwego księcia, któremu podpadłem… Ale moje przygody na dworze książęcym to inna historia, której i tak już za dużo poznałaś. – Zaśmiał się cicho, przypominając sobie swoje własne wyznania dotyczące snów syna monarchy i jego zapędów w kierunku osoby Wynna. Pokręcił głową z rozbawieniem, jakby śmiejąc się do własnych myśli. Wydało mu się to wszystko jakieś straszliwie głupie i śmieszne.
OdpowiedzUsuń- Nie przelicz się. Nie jesteś w pełni syreną. Mogłaś nie odziedziczyć w pełni mocy matki. – „Matki, prawda?” – pomyślał, bo do jego głowy wpadła absurdalna myśl o rozmnażaniu się syren… Czy byli też faceci z ogonami? Idąc dalej tym tropem Wynn zaczął rozważać szczegóły anatomiczne i pozycyjne umożliwiające zaistnienie małych syreniątek. [Padam XD]
- Ciekawe czy umiałabyś oczarować mnie. – zaśmiał się znów – Mam mocną wolę.
Machnął rękami, jakby chciał powiedzieć, że się poddaje.
OdpowiedzUsuń- Ej, czy to tak bardzo po mnie widać, jak myślę o tym? No wybacz, byłem po prostu ciekawy! – zaczął chichotać. – To Ci syrenki. Dobra, więcej szczegółów anatomicznych nie roztrząsam. Nie jestem AŻ TAK ciekaw. Nawiasem mówiąc to życie z ogonem zamiast… musi być dziwne.
Już prawie pokładał się ze śmiechu i musiał oprzeć się o drzewo. No tak. Wampir z głupawką.
- Nie musisz mi tłumaczyć jak dziecku albo debilowi, syrenko! – wywrócił oczami. – Zastanawiałem się nad czymś innym. A porody u syren średnio mnie interesują. Nie przewiduję w najbliższym czasie przekwalifikowania się na wodne potwory, które zeżrą mnie i utopią. Ha, ale by się zdziwiły. Mnie nie da się utopić. – powiedział wesoło, jakby mówił o czymś całkowicie normalnym.
OdpowiedzUsuń- Muszę Cię zawieść. Każdy kto spróbuje większej ilości mojej krwi umrze. A jeśli będzie miał szczęście albo pecha, zależnie od podejścia to umrze tylko połowicznie, dla dnia. Sądzę, że taka syrenka – łasuch po prostu skonałaby jak po truciźnie. – powiedział wesoło.
OdpowiedzUsuń- Za to ja – teraz to on obchodził ją w kółko. Zatrzymał się za jej plecami. – Z łatwością mógłbym dopaść Ciebie.
Poczuł zapach, który wcześniej zdarzało się czuć mu tylko w krajach nadmorskich, gdy jako szczeniak podróżował pod podkładem kutrów. Koń, przy którym stał, żywiołal wody, zarżał cicho wyciągając łeb z boksu.
OdpowiedzUsuń-Stój, Marchet -uspokoił go Dariel, nadal pielęgnując mu kopyto.
Wyszedł z boksu, w którym stał koń po którym wciąż ciekła woda i wsiąkała w grunt. Wytarł dłonie o chustę i podrapał się po kilkudniowym zaroście. Wyprostował się i bez żadnego drgnięcia mięśnia twarzy powiedziała:
-W czym pani pomóc?
~Dariel
Stanął zaraz za nią, przybliżając się na dodatek.
OdpowiedzUsuń- Uważaj, bo zapragnę to sprawdzić. – wymruczał jej do ucha, usta niebezpieczne zbliżając do jej szyi. Odsunął się jednak na kilka kroków i spojrzał na nią z rozbawieniem.
- Sam Twój strach jest tak namowa, bym Cię zaatakował. Wiesz z jaką łatwością go wyczuwam? Wiesz jaką przyjemność mi sprawia? – powiedział wesoło. – Ale ja mam zamiar Cie odprowadzić do miasta, więc w sumie masz szczęście.
Zaczął się śmiać.
OdpowiedzUsuń- Boże drogi, pożartować już nie można?
Wyprzedził ją i wymachując zajęczym truchłem ruszył przed siebie. Hrabia niepewny o co chodzi jego panu zaszczekał z napomnieniem.
- Tak, wiem, że nie było to śmieszne i tak daleeeej, wieeem. Wybacz, mademoiselle moje kiepskie poczucie humoru. Trzeba się przyzwyczaić. O czym mówiliśmy? – zapytał odwracając się z niewinnym, rozbrajająco szczerym uśmiechem.
- Nie wiem co chcesz wiedzieć. Na dworze znalazłem się w sumie przypadkiem, łutem szczęścia i oczywiście własną ponadprzeciętną inteligencją i zdolnościami – roześmiał się.
OdpowiedzUsuń- Przyjechałem ponownie do Królestwa z Bizancjum siedem lat temu i zapragnąłem włączyć się w życie któregoś z ukochanych mi miast i zapomnieć o tym co mnie stąd wygnało. Wkradłem się w łaski pewnego starego złotnika i prowadziłem z nim warsztat. Ze dwa lata może… On już nie mógł wcale prawie pracować, a ręce trzęsły mu się jakby go demon opętał. Właściwie przejąłem warsztat. Znalazłem na ulicy chłopaka, który zechciał zostać jego czeladnikiem, a mnie zaczęto nazywać pomocnikiem starego mistrza. Nie wiem co mną wtedy pokierowało, czy to wąż skrzydlaty w znaku złotniczym mi mignął czy to niesamowita lotność umysłu starego, szczątki dawnego geniuszu? – mimowolnie dotknął ręką sygnetu z bazyliszkiem, który zrobił sam, którejś nocy – Wszystko potoczyło się łatwo, zarobiliśmy w bród pieniędzy… Na złoto zawsze największą chętkę mają najbogatsi, a Tilg, w którym to się działo, to znaczy Tilglen to miasto księcia Nikodemusa. Zaczął zapraszać nas, to znaczy mojego mistrza na dwór, na przyjęcia dla najwybitniejszych mieszkańców miasta. Zaproponował nam zamieszkanie tam i pracę tylko dla niego. Nie zgodziliśmy się. Ale co tydzień brałem mistrza i jako jego uniżony sługa pojawialiśmy się u księcia. Sam książe to Nikodemus, drugi syn obecnego monarchy, władca wschodnich prowincji. Zaprzyjaźniliśmy się, choć w pewnym momencie kazał mnie ściąć. Boże, ile ja gadam… I zaś o złotniczych maniach, a nie o księciu! Szkoda gadać…
[Wons - gaduła.]
- Mój cmentarz nie jest zaniedbanym miejscem pochówku trupów. On jest... Wyjątkowy. Pełno na nim kwiatów, piękne nagrobki, figury! Cudo!- powiedział z uśmiechem.
OdpowiedzUsuńUśmiechnął się do nieznajomej. Miała ładną twarz, nieco dziecięcą. Nachylił się do niej i podał jej swą dłoń z chęcią pomagając jej - Panienko, proszę uważać - powiedział z rozbawieniem podnosząc ją na nogi. - Spacer po takim lesie, samotnie ... - pokręcił głową cmokając. - Jeszcze kto panienkę napadnie - dodał po chwili przypominając sobie dzień, w którym zniknęła jego siostra. Nie mógł się skontaktować z nikim kto mógłby im pomóc ją znaleźć. Ta młódka była za ładniutka by skończyć jak Jacqueline. Nikt nie powinien skończyć tak jak ona...
OdpowiedzUsuń- Trudniłem się różnymi rzeczami, Emino. Złotnictwem też, między innymi. Lubię tą pracę, choć na chwilę obecną jest dla mnie zbyt niebezpieczna i muszę zadowolić się nudnymi robotami dla Kościoła. Przepisuję księgi, rzeźbię aniołki i różne inne takie. Pierdoły. Jeśli chodzi o moją artystyczną duszę to przesada. Zwyczajnie nie zostało mi wiele innych pomysłów, a niektóre rzeczy przychodzą mi bez problemu. – Wzruszył ramionami. Zabrał rękę. Nie czuł się komfortowo.
OdpowiedzUsuń- Cóż chciałabyś jeszcze wiedzieć?
- Jest droższe. – wzruszył ramionami. – Srebro rzeczywiście jest ładniejsze i jak widzisz – machnął jej ręką na której były dwa pierścienie. Srebrny sygnet z znakiem bazyliszka i srebrny pierścień z onyksem. – Ja też je wolę. Uwielbiam te drobiazgi i zbieram je od lat. Później dopiero wpadłem na pomysł zajęcia się tym. Złoto też ma swój urok... W pewien sposób. Pięknie wygląda z rubinami na przykład. Chyba każdego zdolne jest oczarować to połączenie. Szczególnie możnych, którzy wszystko chcą widzieć w złocie i czerwieni.
OdpowiedzUsuńZaśmiał się lekko, bardzo podobnie do siostry - Och, proszę tylko nie panie. Nazywam się Mi... Kaien - powiedział wahając się. - Mów mi proszę Kaien, z rodu Kahret - nazwisko wymówił tak bardzo barwiąc je bułgarskim akcentem by było niemal nie zrozumiałe. - Ja? Spaceruję ... - wzruszył ramionami. - Ale jeśli się zgubiłaś, z chęcią odprowadzę cie do miasta, moja droga. W okolicy grasuje wiele stworzeń, które nie pogardziłoby młódką, taką jak ty... - dodał z uśmiechem proponując własne ramię.
OdpowiedzUsuńOch, jakże zabawne było to dziewczę w jego oczach, gdyby jego siostra żyła z pewnością by ją polubiła.
Skłonił się lekko w stronę kobiety. Uśmiechnął się lekko słysząc jej miły ton głosu.
OdpowiedzUsuń-Dariel -przedstawił się mruknięciem, unosząc jeden kącik ust - jak pani chce, to mogę nauczyć jeździć. -zmierzył ją wzrokiem.
Niosła zapach fal, soli morskiej, ryb i piasku. Żywiołakiem nie była, to jest pewne. Głupio mu było spytać 'czym jesteś' - Pani jest syreną czy widłakiem? -zgadł
~Dariel
-Pachniesz falą i wiatrem morskim -odwrócił się i podszedł do boksu Marcheta i otworzył drzwiczki. -To nie są zwykłe konie -pozwolił żywiołakowi wyjść -są magiczne.
OdpowiedzUsuńMarchet miał kolor lazuru. Nie miał grzywy ani ogona, ale w ich miejscu lała się woda. Powąchał dziewczynę, rżąc cicho. -Muszę kogoś uczyć, bo tak uczę siebie.
Koń wyciągnął pysk i znów wesoło parsknął, tupiąc.
OdpowiedzUsuń-Chyba nawet -zaczął, kiedy wodnik podszedł do niej, kładąc wilgotne chrapy na jej dłoni -chce żebyś go głaskała.
Zwierzam zainteresował się nią. Widocznie czuł wodne powiązania. Jego 'grzywa' zaczęła robić się ciepła, co było znakiem, że polubił Eminę.
- Cmentarz... Jest wyjątkowy... I z całą pewnością nie jest zamknięty.- zachichotał i w końcu wyszedł z wody. Mokre, białe włosy przykleiły się do jego pleców.- Ludzie się boją tam chodzić. Przeze mnie. Ale to szczegół.- zachichotał.
OdpowiedzUsuń- Ciekawe czy ja w ogóle MAM duszę… - wywrócił oczami. – Ładna muszelka. – powiedział krótko i wznowił marsz w stronę miasta. – Mogę zapytać o Twoją matkę czy to będzie wielki nietakt? – zapytał cicho, spoglądając na nią kątem oka.
OdpowiedzUsuń- Ona umarła, Ciebie wypędzono, prawda? Nie mieszkałaś tutaj, syrenko. Widziałbym Cię. – stuknął się palcem w czoło. – Mam zadziwiająco dobrą pamięć, jak na swój wiek, oczywiście. A trochę starszy od Ciebie jestem, choć nie widać. – zaśmiał się cicho pod nosem, patrząc na nią. Znów zaczął wywijać zajęczym truchłem. Hrabia zawarczał z irytacji. Chyba był głodny, ale Wynn najpierw chciał ściągnąć skórę ze zwierzaka. Zajęcze skórki są zadziwiająco miękkie.
OdpowiedzUsuń- Tylko ona broniła Cię przed wypędzeniem, a syreny nie akceptowały tego, że jesteś pół? I… jak wygląda życie… tam na dole? Tfu, zabrzmiało to jakbym mówił o piekle. Katolicki pesymizm ze mnie wycieka. – skwitował własne słowa wesołym śmiechem, zaprzeczającym owemu pesymizmowi. Nie lubił pesymizmu.
[Bynajmniej, nie byłem.]
OdpowiedzUsuńZwinnie wskoczył na grzbiet konia, po czym wystawił do niej zapraszająco rękę. Nacisnął konia piętami, a ten lekko przyklęknął umożliwiając jej aby wsiadła.
-Jeśli pani naprawdę ma na to ochotę... -uśmiechnął się tym razem szeroko.
[jeśli tylko masz ochotę i pomysł na jakiś wątek, to jasne ;)]
OdpowiedzUsuńPoczuł, że mocniej ściska go w pasie, gdy koń wstał.
OdpowiedzUsuń-Spokojnie... -uciszył konia -teraz wyprostuj się, żeby utrzymać równowagę i delikatnie ściśnij jego boki łydkami.
Gdy to zrobiła koń ruszył, powoli, jakby wiedział, że dziewczyna może się bać.
-Jak chcesz skręcić w prawo, przyciśnij go tylko prawą łydką, przesuwając ją do tyłu. A jak zatrzymać; cofnij obie łydki i usiądź ciężej.
Koń posłusznie wykonywał wszystkie ruchy.
Zeskoczył konia, tak aby nie drasnąć dziewczyny.
OdpowiedzUsuń-Nazywa się Marchet. -powiedział, schylając się po uzdę, która leżała trochę dalej i narzucił ją koniowi na łeb.-Trzymaj równowagę i pochodź trochę tutaj...
W tym czasie kiedy dziewczyna stępowała między zagrodami- kiełznał własnego konia. Gdy wsiadł na niego, zachowywał się o wiele inaczej niż wodnik. Był bardziej nerwowy i płochliwy, co i tak nie zmieniało stoickiej miny Dariela.
-Panie przodem, przejedziesz się trochę ze mną..-powiedział, po czym ścisnął karego konia łydkami, aż ten nie zebrał się.
Zaśmiał się dźwięcznie słysząc jej uwagę - Och, ja nie obawiam się niebezpieczeństwa, Emino - złożył lekki nacisk na jej imię, tak, że zabrzmiało ostro, słowiańsko. Cóż, miło dla ucha. - Umiem o siebie zadbać, a i moje lata już nie małe - słysząc jej pytania westchnął nieco zakłopotany. - Z Europy - odpowiedział wymijająco. - Jednak nie jestem tu nowy. Jako dziecko często przyjeżdżałem tu z ojcem - dodał poprawiając okulary. Nie potrzebował ich, jednak nosił je gdyż wyglądał z nimi po prostu starzej, mądrzej. Nie chciał być brany za wojownika, zagrożenie. - Jednak nie pamiętam twojej twarzy, nie mieszkasz tu od urodzenia - zabrzmiało to raczej jak stwierdzenie niż pytanie.
OdpowiedzUsuń- Zaczęli węszyć i się dowiedzieli. – westchnął cicho. – Rasy na ogół nie przyjmują dobrze hybryd. Są dla nich czymś złym, bo mają cechy, wady i zalety czegoś innego, a jednocześnie znają słabe strony rodziców. Czyści w swojej rasie poczytują hybrydy jako zagrożenie dla siebie. – powiedział cicho. – Nie jesteś pierwszą tak odrzuconą, która pojawia się w Graleyn.
OdpowiedzUsuńZamilkł na jakiś czas, wsłuchując się w odgłosy lasu. Leśne zwierzęta uciekły z dala od niego, gdy słyszały jego obecność w swoim domu. Gdy chciał mógł pozostawać dla nich niezauważalnym cieniem, lecz teraz, w towarzystwie szedł stąpając pewnie ciężkimi butami po połamanych gałązkach, które wydawały głuchy trzask, a jego głos, choć cichy, niósł się daleko w przestrzeń.
- Nie dowiedziałaś się kto ją otruł? – zapytał cicho, gdy cisza panująca pomiędzy nimi zaczęła go już przytłaczać.
Mogę wiedzieć, co robisz tu sama o tak późnej porze? Nie masz gdzie nocować? - uniosła do góry brew, przypatrując się Jej badawczo.
OdpowiedzUsuń-Jadę za tobą, jadę.. -uspokoił ją gdy ta znów oglądnęła się za siebie- Złap się grzywy, wyprostuj się i trzymaj się mocno kolanami ... I uważaj, bo wyrwie ci do przodu, więc na pierwsze kroki się lekko pochyl. Ale potem wyprostuj. Jak już złapiesz równowagę-puścił do niej oko i ruszył galopem, wyprzedzając ją.
OdpowiedzUsuńJechali dobre dwadzieścia minut, przeskakując mniejsze kłody. Gdy dojechali do rzeki -przeskoczyli ją, a mijając drzewa znaleźli się tuż przy domu Dariela. Elf zeskoczył z konia i spojrzał na dziewczynę.
-Każdy umie jeździć. Nie każdy wie, że to takie proste.
-Wychyl się do przodu,prawa noga na lewy bok konia, na brzuch i zsuń się.
OdpowiedzUsuńZłapał ją w pasie, żeby się nie wywróciła.
-Syrena na koniu, ciekawe -uśmiechnął się -no cóż, wszystkiego trzeba w życiu spróbować. A nauczyciel ze mnie nie kompetentny, ale jeżdżę już 130 lat, więc niektóre rzeczy mogę spokojnie tłumaczyć.
[Jestem chętna ; >]
OdpowiedzUsuń[Spoko, ale ja też nie mam za bardzo pomysłu xD]
OdpowiedzUsuń[Pasuje :)]
OdpowiedzUsuńAle nie była. W ciemnościach jakie tworzyły powyginane, karłowate drzewa coś się czaiło. Bestia była wielka, patrzyła na nią zółtymi ślepiami do złudzenia przypominające kocie spojrzenie.
Z jej wielkich nozdrzy buchała para dymu w każdej chwili mogąca zmienić się w prawdziwy, niebezpieczny ogień.
Ciężkie łapska robiły duże wgniecenia w ziemi, a wielkie skrzydła strącały gałęzie z drzew - nieostrożnie oczywiście.
Yakar był w swojej smoczej postaci, którą przybierał ilekroć słońce chowało się za linią horyzontu.
Patrząc w ciemnościach na piękną, nagą kobietę od razu obudziły się w nim smocze zapędy - porywanie niewiast i słabość do klejnotów.
- Nie wiem. Ja chciałbym się dowiedzieć. Zrobiłbym wszystko, żeby wiedzieć. – powiedział cicho, patrząc przed siebie. Znów natąpiła dłużąca się cisza, kiedy to słychać było tylko kroki ich trójki. Nawet Hrabia siedział cicho, nie chcąc przerywać tej ciszy swoimi znaczącymi szczeknięciami.
OdpowiedzUsuń- Cała moja rodzina nie żyje, nie licząc mojej siostry. Wszyscy pomarli jakieś czterdzieści lat temu, nie licząc brata, z którym nigdy nie utrzymywałem kontaktu. Ten umarł jakieś pięć lat przed moim przybyciem do Graleyn. Zabiła ich Czarna Śmierć i obrzydliwy konflikt, o którym nie chcę nawet myśleć. – powiedział ni stąd ni zowąd
- Tak już jest, na to Ci nic nie poradzę, madmoiselle. – Wzruszył ramionami.
OdpowiedzUsuń- Nie współczuj. Oni wszyscy pomarli tak szybko, że nie miałem nawet szans zbyt się tym przejąć. Gdyby dzisiaj umierali ze starości jeden po drugim, ciężej bym to zniósł… Wtedy to była jedna z niewielu rzeczy, które stały się w jednym czasie. Możesz nazwać to samolubnością, ale ze wszystkich śmierci najbardziej przejąłem się tą własną. – zaśmiał się wesoło.
Wywrócił oczami uśmiechając się i aż za bardzo przypominając w tym geście swoją młodszą siostrę.
OdpowiedzUsuń- Och, z pewnością bym się obronił - powiedział i nachylił się pokazując rękojeść sztyletu widniejącą w bucie. - Zawsze noszę przy sobie broń, choć wątpię by coś chciało mnie tu zaatakować... Jestem mężczyzną, więc z całym szacunkiem, ale potwory z cienia raczej atakują bezbronne kobiety. Choć w dzisiejszych czasach i takie już są niemal gatunkiem wymarłym...
Wzruszył ramionami śmiejąc się.
- Nie jestem stary, moja droga. Raczej doświadczony przez życie a to różnica. Choć zapewniam cię, od ciebie jestem z pewnością o wiele starszy. I tak - przyznał. - Życie pewnie jeszcze nie jeden raz mnie zaskoczy, dlatego wolę być ubezpieczony na ta chwile...
Uniósł ręce ku niebu w geście nie skrywanej frustracji.
OdpowiedzUsuń- Ależ panienko - zaprotestował z oburzeniem. - Moje słowa nie miały panienki dyskryminować. Mówię po prostu, że jest wiele osób w tym mieście, które nie doceniają kobiet i na tym tracą. - Zastanowił się przez chwilę po czym dodał coś jeszcze z uśmiechem wiedząc, że wyprowadzi ją to z równowagi. - I wiec, że tak młoda i urodziwa syrena jak ty Emino nie powinna włóczyć się po lesie niczym zwykła dziewka.
Ukucnął, żeby być z nią na równi, nie lubił patrzeć na wszystkich z góry.
- Pamiętaj też, że ja zawsze słucham wszystkich. Zarówno kobiet jak i mężczyzn. W moim domu był równy podział obowiązków, i to matka była głową domu nie ojciec, więc kobiety darzę nadzwyczajnym szacunkiem. Po prostu moja siostra została porwana i zgwałcona w lesie, i gdy widzę samotne kobiety w puszczy mam ochotę zabić tego kto je tam wysłał...
Ostatnią wypowiedź niemal wysyczał jednak nienawiść nie była skierowana w stronę syreny a raczej w pustkę, która go wypełniała gdy myślał, że jego siostra nie żyje.
- Nie jestem filozofem, ale jak widzisz, słucham Twoich słów. – prychnął udając urazę.
OdpowiedzUsuń- Cóż miałbym zrobić z Twoim współczuciem, madmoiselle? – pokręcił głową. – Po co mi ono? Lata minęły… Współczuciem będziesz mogła mnie darzyć, jeśli zemrze moja ukochana siostra, jedyna, która przeżyła tamten pełen śmierci czas. Trzęsę się na myśl, że w każdej chwili może dybać na mnie wieść, że Różyczkę zabrały czarne anioły. Gdybym tylko mógł ją wyratować od tego losu… - westchnął cicho.
Wtedy to się stało. Yakar wyłonił się z pomiędzy drzew z prędkością światła. Wydał z siebie ostry ryk i porwał dziewczynę w swoje ostre szpony.
OdpowiedzUsuńWzbił się lekko w powietrze i zaczął szybować ponad lasem, jego szerokie skrzydła płynnie lawirowały w powietrzu. Jego srebrne łuski odbijały promienie księżycowego blasku.
W końcu przycupnął na jednej z nagich skał z której był widok na cały krajobraz w dole.
Postawił dziewczynę na ziemię i otoczył swoim grubym ogonem.
Wymknął się jej z uścisku, a głowę schylił, umykając przed jej czułościami.
OdpowiedzUsuń- Hrabia się pewnie ucieszy na takie klepanie po łbie, ja niezbyt. Przyjmijmy, że nie jestem do końca oswojoną maskotką. – prychnął, patrząc na nią czymś co miało być w zamierzeniu pełnym urazy, złym wzrokiem.
- Nie będzie dobrze. To bomba z opóźnionym zapłonem. Róża jest człowiekiem, więc umrze. Nienawidzę przywiązywać się do ludzi. – westchnął cicho. – Gdyby była młodsza, przemieniłbym ją… A tak? Cóż mam zrobić?
- Bo uważałem to za najgorsze zło. Przemieniłem jedną osobę i potwornie tego żałowałem. Choć nie czuję wyrzutów sumienia zabijając, czułem wtedy. Bo te śmierci, które zadaje nie są moją winą… A śmierci zadane przez przemienionego przeze mnie? No właśnie. Mogłem ją zmienić. Choć nie widziałem jej od czasu, kiedy sam nie umarłem. Dopiero nie dawno nabrałem odwagi… I jest za późno.
OdpowiedzUsuńNo tak, znów wyżalał się obcej osobie. Pięknie.
Kiedyś powiesi się przez tą swoją nadmierną otwartość.
OdpowiedzUsuń- Rosalind jest… bardzo próżna. Nie mówię tego złośliwie. Zawsze kochała swój wygląd. Ona brzydzi się siebie starej i ubolewa nad tym. Nienawidzi się takiej… Zabiłaby mnie chyba, gdybym próbował ją zmienić. Zabroniła mi to robić. – wzruszył ramionami.
Smok patrzył na nią czerwonymi oczami i oddychał nerwowo, ale był już spokojniejszy. Usadowił się wygodnie na ziemi i otoczył ją ogonem jeszcze szczelniej, ale tak, aby nie wyrządzić jej zbytniej krzywdy.
OdpowiedzUsuńKiedy emocje opadły, ludzka świadomość powróciła do Yakara. W jego tęczówkach odbił się blask zaskoczenia i przez chwile sam nie był pewien co uczynił przed chwilą. Nie spodziewał się, że w lesie kogoś zastanie, ale najwidoczniej się mylił. Wiedział, że teraz nic już zrobić nie może, póki jest smokiem nie będzie w stanie do niej przemówić, czarownica była w tej sprawie dość okrutna.
Kiedy nastał poranek jego smocza powłoka zniknęła, rozpływając się po prostu w powietrzu. Yakar powrócił do swojej ludzkiej postaci i obudził się, trzymając dziewczynę w żelaznym uścisku swojego ramienia. Spała.
W ciszy zbadał detale jej twarzy i pożałował, że naraził tak niewinną istotę na takie przeżycie, ale cóż.
-Naprawdę? -zdziwił się - kiedyś mi syrena pomogła. Doprowadziła do brzegu. I była bardzo miła. I łowiła dla mnie ryby, bo dryfowałem na małym żaglowcu. Zero wiatru -pokręcił głową. -Jutro przyjdź, znów pojeździmy, nie mam z kim jeździć.
OdpowiedzUsuń- Ty siebie słyszysz? To brzmi… naprawdę przerażająco. Nigdy nie zrozumiem kobiet – stwierdził, a na jego twarz mimowolnie wypłynął słaby uśmiech. Czy to nie było ulubione zdanie jego radosnych sprzeczek z najlepszą przyjaciółką? Cóż zrobić, jeśli to była całkowita prawda…
OdpowiedzUsuń- Nie chcę by umarła. I… nie chcę żeby mnie znienawidziła. – powiedział cicho, spoglądając na nią kątem oka.
- Niczego nie zamierzam ci wyjaśniać - padła chmurna odpowiedź i Yakar rozejrzał się po otoczeniu - Widzisz droga panno chyba nie łatwo będzie zejść nam z tej skały - stwierdził, kopnąwszy jakiś pojedynczy kamień - Lepiej więc, żebyśmy się za bardzo nie kłócili. Korzystniej wyjdziemy z tego współpracując.
OdpowiedzUsuńUśmiechnął się tylko na wiadomość o zawartości koszyka.
OdpowiedzUsuń-Nie rób sobie problemów. -puścił jej oko i zagwizdał w palce.
Na podwórko wpadły dwa konie w siodłach i uzdach. Jeden lśnił rdzą, a drugi był koniem Dariela- karym ogierem.
Rudielec przyklęknął gotowy na jeźdźca, a elf wskoczył na czarnego konia.
-Zapraszam więc.
Z zarośli wyłonił się mężczyzna o blond włosach. Miał na sobie poszarpany czarny płaszcz oraz czerwoną koszulę. Bardzo się zdziwił widząc kogoś w tym takim miejscu jak to.
OdpowiedzUsuń- Hej. - zawołał - Zgubiłaś się? - zapytał starając się by jego głos brzmiał bardzo spokojnie i ciepło.
-Jack.- ukłonił się - Miło mi poznać, panienkę. Właśnie idę do miasta, więc jak chcesz mogę cię odprowadzić.
OdpowiedzUsuńPodszedł do niej. Czuł się nie pewnie widząc kogoś z miasta, zwłaszcza że inkwizycja ma go na oku, ale ona nie wyglądała na jedną z nich. nawet nie pachniała jak oni. Ruszył razem z dziewczyną w kierunku miasta.
- Co to za historia z tym całym królikiem? - zainteresował się.
-Rozumiem. - przygryzł wargę. Po dłuższej chwili dotarli do głównej bramy prowadzącej do miasta. - I oto jesteśmy. - zaśmiał się. Co prawda zajęło im to około pół godziny, nim znaleźli właściwą drogę, ale w końcu im się udało - Przepraszam, że to tyle trwało, ale sam czasami się tu gubię, choć mieszkam w tym mieście od dwóch lat.
OdpowiedzUsuńSpojrzał na nią. Choć dopiero co ją poznał, polubił ją. Zazwyczaj wszyscy omijają go szerokim łukiem, a jak już podchodzą to po to aby kupić coś nie legalnie. Ale ona była inna. - Jak chcesz to mogę ci pomóc, w tym co tam masz do zrobienia. - powiedział. Miał tylko nadzieję, że dziewczyna nie wpędzi go w jakieś kłopoty. Nawet nie wiedział czy jest jedną z magicznych istot zamieszkujących miasto, więc wolał nie zmieniać się przy niej w krwiożerczą bestię i to w środku miasta.
OdpowiedzUsuń- To co mamy pierwsze na liście? - zapytał.
-Owoce znajdziemy na targu, mąkę u młynarza a wełnę? - zamyślił się - Chyba będziemy musieli odwiedzić tą starą wariatkę, by zdobyć trochę wełny. - westchnął. Nie lubił chodzić po wełnę. Nie z powodu długiego czekania, powodem była osoba która to sprzedawała. Staruszka mieszkająca na końcu miasta. - Szkoda czasu, chodźmy. - złapał dziewczynę za rękę i delikatnie pociągną za sobą. Po kwadransie dotarli na targowisko - Jakieś konkretne owoce? - zapytał oglądając stragany wypełnione owocami.
OdpowiedzUsuń-Kochana, dobroci we mnie mniej niż widać, elfie słowo ci daję.. -westchnął,ruszając stępem -Długo zabijałem ludzi i elfów, nieludzi, zwierzęta, tylko na zlecenie, co prawda wstydzę się niemiłosiernie, ale jednak, tak było- zwolnił, aby jechali ramię w ramię -a za ciasto jestem wdzięczny. I jeszcze bardziej będę jak zjesz je ze mną, przy herbacie czy winie -spuścił lekko głowę, ukrywając błagalny uśmiech.
OdpowiedzUsuń-To się za człowiekiem ciągnie jednak -wzruszył ramionami - także cię lubię. Jesteś bardzo pogodna. -uśmiechnął się lekko -a słuchać mnie uczyli od małego. I odpowiadać z nawiązaniami. Niektórzy źle traktują kobiety. Piękne istoty. Już nie wspomnę o driadach.
OdpowiedzUsuńczując dziwną atmosferę, Dariel uśmiechnął się wesoło. Rozejrzał się szybko dookoła, wszedł w galop, klepnął Eminę w ramię;
OdpowiedzUsuń-Berek, gonisz! -krzyknął wpadając na koniu w krzaki i zniknął w cieniach lasu -jak się zgubisz to jedź pod prąd rzeki! -dobiegło ją jeszcze
Gdy zorientował się, że dziewczyna wcale go nie goni, sam zaczął poszukiwania. Dopomógł sobie wilczym węchem.
OdpowiedzUsuńZsiadł z konia, wygiął kark, aby wszystkie kości naprostowały się i skupiając energię zmienił formę. Teraz był czarnym jak noc wilkiem. Faraal, jego ogier, przyzwyczaił się już do drugiej postaci Dariela i ruszył za nim. Szybko znalazł dziewczynę i konia, błąkających się po lesie. Chciał powiedzieć, że to on, ale zapomniał się i zawył krótko. Gdy napotkały go źrenice syreny, znów przybrał dawną postać.
-Trenuj słuch, dogoniłabyś mnie po dzwięku podków Faraala.
Zaczął się rozglądać za owocami, które wymieniła i już po chwili miał wszystkie z wyjątkiem cytryn. - Weźmiemy je jak będziemy wracać. - wyjaśnił. Oboje ruszyli w stronę górnego miasta. Minęli straż oraz nie wielki oddział inkwizycji, który zaczął patrzyć na nich podejrzliwie. Jack starał się zachować spokój, ale ciągle trzymając dziewczynę za rękę i do tego w obecności inkwizycji, mogło wyglądać podejrzanie. Na szczęście nic złego się nie wydarzyło i po chwili szli już ulicą rzemieślników, aż zatrzymali się przed nie wielką kamienicą. Mężczyzna zapukał i słysząc "Proszę" przepuścił dziewczynę w drzwiach. Znaleźli się w pomieszczeniu, gdzie wszędzie były poukładane sterty różnokolorowej wełny.W kącie stały wielkie kadzie z gorącą wodą oraz farbą, a w powietrzu unosił się dziwny ostry zapach. Aż podskoczyli, gdy za nimi rozległo się "W czym mogę służyć". powoli odwrócili się. Za nimi stałą staruszka o srebrnych włosach, niebieskich oczach. Miała na sobie poplamiony fartuch.
OdpowiedzUsuń- Chcielibyśmy kupić trochę wełny. - wyjaśnił Jack. kobieta przyjrzała mu się, a potem zaczęła przyglądać się dziewczynie.
-Tak, tak. - wyjąkała staruszka i zniknęła w pomieszczeniu obok. Po jakichś dwudziestu minutach wróciła niosąc zamówioną wełnę - Proszę. - wręczyła ją Jackowi - Ciężko mi uwierzyć, że jej pomagasz. - powiedziała oschle do mężczyzny. Wręczyli jej pieniądze i szybko wyszli z mieszkania. - Nie lubię tu chodzić. - powiedział Jack - Zawsze jak tu jestem traktuje mnie jak małe dziecko. To zostały już tylko cytryny. - zaśmiał się lekko złowieszczo, aż dziewczynie przeszedł dreszcz - wiem skąd je weźmiemy, choć. - złapał dziewczynę za rękę i pobiegł w stronę gildii handlarzy. Gdy dotarli na miejsce zatrzymał się.- Poczekaj tu chwilę. - po tych słowach puścił jej dłoń i sam ruszył w stronę małej alejki. Po nie całej godzinie wrócił niosąc cztery cytryny. Gdy wrócił dziewczyna siedziała na ziemi. - Przepraszam, że tak długo, ale były pewne komplikacje. - wyjaśnił i wręczył jej owoce, po czym pomógł jej wstać. - Coś jeszcze, księżniczko? - uśmiechną się.
OdpowiedzUsuńMężczyzna uśmiechnął się. Czyżby tym razem los był dla niego łaskawy?
OdpowiedzUsuń- Dlaczego nie? - zapytał idąc za dziewczyną. Czuł szczęście, którego dawno nie zaznał, czuł że w końcu się do kogoś zbliża, ale nie wiedział ile to potrwa. W końcu doszli do domu młynarza. Jack był zaskoczony zmianą dziewczyny, najpierw zgubiła się w lesie a teraz robi za przewodnika. "Dziwna jesteś" pomyślał i zaśmiał się.
-Na mnie też się krzywo patrzy. - wyjaśnił po czym wszedł do domu młynarza - Cześć. - przywitał się - Potrzebujemy mąki. - mężczyzna dziwnie się na nich popatrzył, po czym wyszedł z pomieszczenia i po chwili wrócił z mąką. jack zabrał worek i razem z dziewczyną wyszedł z domu młynarza. - Coś jeszcze?
OdpowiedzUsuń-To może cię odprowadzę? - zaproponował
OdpowiedzUsuń-Z przyjemnością. - odpowiedział z uśmiechem. Schował rękę pod płaszcz i gdy ją wyciągną trzymał w niej białą różę - Proszę. - wręczył jej, po czym zniknął w pobliskiej uliczce.
OdpowiedzUsuńMężczyzna siedział na kamieniu wpatrując się w taflę wody w której odbijał się księżyc. Gdy tu przybył jeszcze je nie było, więc jak tylko się pojawiła wstał i lekko się ukłonił. - Dobry wieczór. - wymamrotał.
OdpowiedzUsuń-Jest jakiś powód, że chciałaś się ze mną tu spotkać? - zapytał a oczy zabłysły złowieszczo. Nie przypominał już tego mężczyzny którego, którego spotkała wcześniej. Teraz bił od niego dziwny chłód.
OdpowiedzUsuń-Syreny. - pokręcił głową z uśmiechem, po czym spojrzał na nią i jeszcze bardziej się uśmiechną.
OdpowiedzUsuń-Myślałaś, że nie zauważę? - powiedział ze spokojem - Od kiedy należę do magicznej części tego miasta potrafię wyczuć jak ktoś jest - tu urwał. Starał się znaleźć odpowiednie słowa - jest , jest. -Zaśmiał się - Jest jednym z nas. -wykrztusił to w końcu z siebie. Usiadł na ziemi i poklepał miejsce obok, by dziewczyna usiadła obok niego.
-Oczywiście, że nie widać. Po prostu staram się kojarzyć to co się dzieje wokół mnie. - wyjaśnił - A co do pół syren, to nie którym nie robi różnicy. Jeśli ktoś się dowie, kim lub czym jesteś i doniesie inkwizycji, cóż. - wzruszył ramionami - Ja sam nie jestem zwykłym człowiekiem. Prawdę mówiąc to wcale nim nie jestem.
OdpowiedzUsuńSpojrzał prosto w jej oczy, a grymas wykrzywił mu twarz - Wendigo. - rzucił krótko - Potwór o lodowatym sercu, który pożera ludzi. Jednak ja za dużo straciłem, by stać się jednym z nich. Jednym z tych co zabijają dla czystej przyjemności. - zamknął oczy. Pamiętał tamtą noc. Łza spłynęła mu po policzku. Szybko ją wytarł by dziewczyna jej nie widziała.
OdpowiedzUsuń-Dzięki. - ucieszył się że w końcu spotkał kogoś, kto nie ucieka na wieść kim jest. "A może by zaryzykować?" pomyślał i dotknął ziemi, a ta natychmiast pokryła się szronem by później wyrósł z niego niewielki krzak białych róż. Zerwał jedną i w czesał ją dziewczynie we włosy. siedzieli tak razem aż do północy.
OdpowiedzUsuń-To, że są tak delikatne sprawia że są wyjątkowe. - powiedział - I masz rację, są piękne. - dodał. rozmawiali jeszcze zanim dzwony nie wybiły dwóch godzin. Potem wstał i podał jej rękę by pomóc jej wstać - Na nas już chyba czas. - powiedział po czym odprowadził ją do miasta - Odprowadzić cię do domu? - zaproponował.
OdpowiedzUsuń-Całą przyjemność po mojej stronie, panienko. - wziął ją pod rękę i idąc ciemnymi ulicami miasta, powoli odprowadził ją nie mal pod same drzwi jej domu. W oknach paliło się światło - Mam tylko nadzieję, że ojciec nic ci nie zrobi. - pocałował ją w dłoń, po czym zniknął w ciemnościach zostawiając ją pod domem. Jednak nim zdążył odejść szepnął - Wołaj, jak byś kiedyś potrzebowała pomocy.
OdpowiedzUsuńGdy tylko słońce wstało, mężczyzna zerwał się z łóżka i ruszył w stronę targowiska. Wiedział, że o tej porze jest najwięcej kupujących. Usiadł na beczce i obserwował jak ludzie i nie ludzie handlują ze sobą.
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
UsuńHej, wszystko w porządku? - zawołał podbiegając do dziewczyny - Hej.
OdpowiedzUsuńJednak nie odpowiadała. Szybko domyślił się co może być przyczyną zasłabnięcia. Wziął ją na ręce i zaniósł gdzieś gdzie nikt nie będzie na nich dziwnie patrzeć. Wyją sztylet i rozciął gorset.
Odetchnął z ulgą. Powoli zaczynał się już martwić o dziewczynę - Nie wiem co strzeliło ci do tej ślicznej główki by na takie gorąco ubierać gorset, ale ciesze się że nic ci nie jest. - powiedział z uśmiechem i pomógł jej wstać.
OdpowiedzUsuń-Strasznie płochliwa jesteś- przyznał. -Właściwie to z kim mieszkasz?
OdpowiedzUsuń-Przynajmniej masz tatę -wzruszył ramionami, ruszając nieco szybszym stępem. -Mnie wychowano i kazano radzić sobie samemu. Miałem tak wiele szczęścia...
OdpowiedzUsuń-Ja rodziców nie znałem. Nie wiem kim są, ani czemu powstałem. Ale kobiete kiedyś miałem. Raz. I nie do końca moją. Przychodziła i nie mówiła prawie nic, rano znikała jak cień, a w nocy wracała... Niesamowite istoty. -uśmiechnął się do niej -A co do taty.. niech sam poczeka. Małżeństwo na siłę to nic mądrego.
OdpowiedzUsuń-Ucieleśnieniem ducha dębu. Driadą. -odrzucił włosy z twarzy -dzięki niej żyję, jestem tu. Zginęła za mnie. to znaczy... Oddała mi swoje życie, bo moje chyba straciłem, nie wiem.
OdpowiedzUsuń-Mądre podejście. - odpowiedział chowając sztylet i przyglądając się jej uważnie - Choć, z drugiej strony nie dziwię się jej. Jesteś ładna. - powiedział nim zdążył ugryźć się w język - Na pewno teraz z Tobą wszystko w porządku? - zaniepokoił się widząc że dziewczyna wciąż jest nieco blada.
OdpowiedzUsuńZaśmiał się. Rozumiał przez co przechodzi i rozumiał jej podejście do tych rzeczy - A próbowałaś im powiedzieć co Ty czujesz? - przechylił głowę - A nóż widelec coś to da.
OdpowiedzUsuń-Współczucie jest zbędne po takiej odległości lat, wiesz? Wszystko zanika. I mimo, że nadal mi żal, nadal czuję jej stratę, to i tak nic mi to nie da. Ani nikomu, kto współczuje. Ja spotkałem dwie takie osoby. które oddały życie. Moją driadę i maga, który mnie wychowywał.
OdpowiedzUsuń-Mów. Ja słucham. Słucham i kocham słuchać. Nie mówisz głupot, więc mam jeszcze większą motywację do słuchania. Jesteś bardzo ciekawą osobą. A mówisz to mi pewnie, bo sprawiam wrażenie godnego zaufania. Ale tyko sprawiam..
OdpowiedzUsuńPokręcił głową. Współczuł jej że nie ma większego wpływu w swoje życie. - Cóż, podobno na wszystko jest jakiś sposób. Wystarczy go znaleźć. Znowu zakupy?
OdpowiedzUsuń[Niechcący ^^]
OdpowiedzUsuń- Gaduła z ciebie, dziewucho - zaśmiał się z rozbawieniem, widząc ile jej namiętne usteczka produkują słów - Aż mam cię ochotę schrupać - i znów się roześmiał, ale oczywiście nie mówił poważnie - Dobrze, uspokój się, poodpychaj sobie trochę i nie siej paniki. Smoka już nie ma, jestem ja i z chęcią pomogę ci wrócić do miasta, jeżeli dasz sobie pomóc - skrzyżował ręce na torsie - I wierz mi, nie raz widziałem nagą kobietę, a tobie... nic a nic nie brakuje w tym względzie.
-Chętnie Ci potowarzyszę. - odparł z uśmiechem i wziął ją pod rękę.
OdpowiedzUsuńJack wykonał to o co go prosiła, a gdy się odwrócił zobaczył przed sobą prawdziwą syrenę. Uniósł brew i usiadł na brzegu - Ale nie będziesz chciała mnie utopić, co? - zaniepokoił się. Znał zwyczaje syren oraz magię ich głosu.
OdpowiedzUsuń- Nie musisz umieć uwodzić, gdyż robisz to samą urodą. - odparł spokojnie - Co do śpiewu to tylko kwestia czasu. Mi opanowanie moich mocy zajęło około miesiąca. Oczywiście nie wliczając w to przemiany, bo to było dla mnie wyjątkowo trudne. W końcu mieszkałem z ludźmi i czułem się jednym z nich. - zamknął oczy. Siedział tak przez chwilę po czym spojrzał na Emine i uśmiechną się lekko - Rzadko to mówię, ale naprawdę jesteś ładna. - pokiwał głową.
OdpowiedzUsuń- Mówię jak jest. - wzruszył ramionami - Ale ciesze się, że nie wciągasz ludzi pod wodę. A po za tym i tak jesteś ładniejsza niż ja. - zaśmiał się - My wendigo raczej jesteśmy sierściuchami.
OdpowiedzUsuń-powiedział bym że jestem przeciętny, ale skoro ty tak mówisz to musi coś być na rzeczy. - patrzył jak dziewczyna pływa na plecach - Jestem "ładny" do chwili, aż się nie zmienię w potwora. - wyjaśnił drobiazgowo - Nie chcę, by ktoś tu mnie widział w takim stanie.
OdpowiedzUsuń-Obyś się nie myliła, księżniczko. - wymamrotał, po czym wstał i podszedł do niej. Pocałował w czoło i wyszedł z jeziora podnosząc jej ubranie. - Wracamy? - zapytał i przygotował sukienkę by pomóc jej ją ubrać.
OdpowiedzUsuńZawiązał jej sukienkę. Dziewczyna czuła jego oddech na swojej szyi. Dziwne czuł się w jej obecności. Wziął ją pod rękę i jak najdłuższą drogą poprowadził do miasta. Gdy tak szli ulicami zastanawiał się nad tym kim powoli staje się dla owej dziewczyny. Przyjacielem, pocieszeniem czy może... Nie, nie mógł by.
OdpowiedzUsuńUśmiechnął się do niej - Wiesz, że ciebie też? - odpowiedział i bez namysłu pocałował ją. Tym razem nie było to czoło czy policzek, ale był to pocałunek prosto w usta. Sam był zaskoczony, tym co zrobił ale nie mógł wytrzymać. Znał ja od niedawna, ale nikt jeszcze nie zrobił na nim takiego wrażenia jak Emina. Teraz modlił się by jej ojciec ich nie zobaczył.
OdpowiedzUsuń-Wybacz. - wymamrotał - Nie powinienem był tego robić. - zakrył usta ręką - Zapomnij o tym co się stało i... do następnego razu. - ukłonił się i już chciał odejść, ale zanim to zrobi musiał jeszcze raz. Podszedł do niej i ponownie ją pocałował. Wziął jej rękę i zostawił w niej różę, po czym oddalił się - Wiesz, bardzo Cię lubię. - powiedział przez ramię.
OdpowiedzUsuń-Jak zawsze na ziemi. - odpowiedział z uśmiechem Jack, po czym podszedł do niej by pomóc jej wstać. Poprowadził ją do kamienia, posadził dziewczynę na nim. - Zrobiłaś sobie coś? - zapytał zaniepokojony. Nie wiedział skąd ta troska u niego, ale nie przejmował się tym. - Twój ojciec nas widział? - zapytał zaciekawiony.
OdpowiedzUsuń-Rozumiem. - wybełkotał. Również czuł się dziwnie co Emiona. Podniósł jej sukienkę na wysokość kolan, by sprawdzić czy czegoś sobie nie zrobiła. Było tam jedynie małe zadrapanie. Westchnął i pocałował ją w ranę. Spuścił sukienkę i usiadł na ziemi.
OdpowiedzUsuń-Wystarczy mi ziemia. - odpowiedział, po czym dodał po chwili - Chwilowo.
OdpowiedzUsuńW końcu zdecydował się spojrzeć jej w oczy.
- Zabawne. - powiedział z uśmiechem - Spotkaliśmy się w dość dziwnych okolicznościach i już po naszym pierwszym spotkaniu wiedziałem że będziesz wyjątkowa. Tylko nie pomyślałem, że aż tak. - podrapał się po głowie nie spuszczając z niej wzroku.
Pokręcił głową - Wręcz przeciwnie. Jesteś wyjątkowa. Przynajmniej dla mnie. - ostatnie słowa niemalże wyszeptał. Wciąż nie mógł uwierzyć, że się zakochał. Tak zakochał się. chciał się upewnić czy ona też czuje do niego to co on do niej. Tylko jak to sprawdzić?
OdpowiedzUsuń-Przecież nie robię tego specjalnie. - uśmiechnął się. Po chwili jednak spoważniał. Nie widział czy to dobry pomysł, ale on już widział jej postać, więc czemu ona miała by nie widzieć jego? Tylko czy to dobry pomysł? Wziął jej rękę - Chcesz... - urwał - Czy chcesz...- wziął głęboki wdech - Czy chcesz zobaczyć moja prawdziwą postać? Postać wendigo?
OdpowiedzUsuńPrzełknął nerwowo ślinę - Problem w tym, że my jesteśmy straszni. - wykrztusił z siebie lekko ściskając jej dłoń, ale po chwili ją puścił.
OdpowiedzUsuń-Ale chyba nigdy bestii podobnej do behemota. - utkwił wzrok w ziemi. Nie wiedział jak ona zareaguje, a zależało mu na niej.
OdpowiedzUsuń-Skoro prosisz. - powiedział. Złapał ją za rękę i poprowadził w najdziksze rejony lasu. Zatrzymali się na polanie - Zaczekaj. - powiedział - Przepraszam za to co zobaczysz. - cofnął się. Westchnął i zaczął powoli się przemieniać. Jego ciało zaczęło porastać gęste białe futro i rósł jednocześnie. Jego ręce stały się bardziej umięśnione. Jakby tego było mało miały szpony oraz miał cztery ręce. Nogi jego zaczęły przypominać masywne nogi wilka. Zamiast zielonych oczu pojawiły się czerwone ślepia oraz pysk pełen ostrych kłów. - O to jestem - powiedział, a jego głos bardziej przypominał wycie wiatru w jaskini niż ludzki. Obserwował sparaliżowaną dziewczynę i czekał na jej reakcję. Miał tylko nadzieję, że nie ucieknie albo nie spanikuje. Nie chciał jej straszyć, ale również nie chciał mieć przed nią tajemnic.
OdpowiedzUsuń-Jest fatalnie. - wybełkotał. Dźwięk przypominający skrzypienie śniegu wypełnił okolicę i po chwili stał już przed nią blondyn. Jack obserwował uważnie dziewczynę. Przełknął nerwowo ślinę - Teraz już wiesz jaki jestem. - odparł uśmiechając się kwaśno - Zrozumiem, jeśli będziesz chciała uciec.
OdpowiedzUsuń-Dziękuję. - powiedział jeszcze lekko ochrypłym głosem. również do niej podszedł - Ciesze się że nie uciekłaś. - zbliżył się jeszcze bardziej. Był na tyle blisko, że mógł zobaczyć łzy na jej rzęsach. Bez namysłu pocałował ją. - Dzięki że jesteś. - wyszeptał, po czym ją przytulił.
OdpowiedzUsuń-Przepraszam. - odsunął się od niej - Tylko nie rozumiem za co Ty mi dziękujesz. - to było dla niego dziwne. Do tej pory nikt mu za nic nie podziękował. Nie wliczając w to jego "klientów".
OdpowiedzUsuńPrzyciągną ją delikatnie do siebie i przytulił. Nie chciał, by to się tak skończyło. - Zostań. - wyszeptał i pocałował ją namiętnie - Zostań ze mną. Tu i teraz. Jeśli chcesz uciekniemy. Jedno słowo a ukryję cię przed całym światem. A jeśli świat będzie chciał mi cię zabrać zniszczę go. - ponownie ją pocałował.
OdpowiedzUsuń-Dobrze, niech będzie. - wziął ją za rękę i wrócili razem do miasta. Zatrzymali się przed domem dziewczyny. - Raz się żyje. - westchnął i zapukał.
OdpowiedzUsuńPrzełknął ze strachu ślinę. Gdy drzwi się otworzyły wszedł razem z Eminą do środka. - Jestem Jack. - przedstawił się i uścisnął dłoń mężczyźnie. - Powiem w prost. - zaczął się denerwować. Nie przypuszczał że kiedyś będzie musiał przez to przechodzić, ale czego się nie robi dla szczęścia. Spojrzał nerwowo na dziewczynę - Chciałbym chodzić z pańską córką. - czekał na reakcję. W każdej chwili był gotowy wybiec z domu, przy okazji zabierając ją ze sobą.
OdpowiedzUsuńUśmiechnął się kwaśno i ruszył za ojcem Eminy. Cały czas obserwował Favię i czekał aż nastąpi atak. Jednak nic takiego nie miało miejsca. - Może i niezgrabne, ale za to szczere i pierwsze. - wykrztusił w końcu.
OdpowiedzUsuń-To zależy co che pan wiedzieć. - odparł ze spokojem siadając w skazanym miejscu.
OdpowiedzUsuńSpojrzał w sufit jakby szukał odpowiednich słów. Po chwili milczenia wziął głęboki oddech - Pana córka jest jak światło w ciemności. Niczym powietrze beż którego nie da się żyć. Kiedy przebywam z nią czuję się jakbym sięgnął gwiazd, jednocześnie stojąc na ziemi. - obserwował jej ojca a tym bardziej kobietę, która coraz bardziej miała chęć mordu w oczach - Kiedy Emina jest przy mnie czuję się szczęśliwy.
OdpowiedzUsuń-Zgoda. - ucieszył się, że dziewczyna zamieszka z nim, ale jednocześnie bał się tego.
OdpowiedzUsuń-Jak pan rozkaże. - wstał i uścisnął mu dłoń, po czym wyszedł z gabinetu unikając ciosu miotłą. Podszedł do Eminy - Masz ze mną zamieszkać przez miesiąc. Jak nadal będziemy coś do siebie czuć możemy zostać razem. - wyjaśnił śmiejąc się od ucha do ucha. Złapał ją za rękę i pocałował w policzek.
OdpowiedzUsuńOdprowadził ją wzrokiem i pilnował ciastek. Przynajmniej przez chwilę zanim Favia nie wparowała do kuchni i musiał zrobić unik by nie oberwać od niej. Ucieszył się na widok Eminy. Wziął od niej bagaż i otworzył drzwi. Gdy wyszli z domu wziął ją pod rękę i poprowadził ulicami aż doszli do starej opuszczonej kamienic. Poprowadził ją schodami na górę po czym kopnięciem otworzył drzwi do swojego mieszkania. Było to małe mieszkanie pokryte stertą kurzu. W kuchni stał niewielki stół oraz trzy krzesła, w łazience stała wanna a w sypialni stała stara komoda, szafa oraz niewielkie łóżko z szarą pościelą. Na półkach stały różnego rodzaju słoiki o różnych zawartościach oraz kolorach. Na stole w kuchni stała świeca a wokół leżały mapy oraz zwoje. Przepuścił ją w drzwiach po czym zaniósł jej rzeczy do sypialni.- Witaj w moim domu. - powiedział - A raczej w naszym. Nie spodziewałem się gości więc wybacz mi ten bałagan.
OdpowiedzUsuń-Mi wystarczy pół godziny. - odpowiedział jednak po przejechaniu palcem po zakurzonej półce oznajmił że pół godziny to za mało - Dobra dwie godziny. - zaśmiał się.
OdpowiedzUsuń-W takim razie ci pomogę. - zawahał się przez moment, po czym dodał - kochanie. - uśmiechnął się i wyszedł z mieszkania. Po chwili wrócił z wiadrem wody oraz dwoma szmatami - To od czego mam zacząć? - zapytał całując ją w policzek.
OdpowiedzUsuńPrzytulił ją i pocałował. - Głodna? - zapytał po czym zaczął przyrządzać jedzenie. Po chwili na stole stały talerze wypełnione zupą jarzynową.
OdpowiedzUsuńUśmiechnął się widząc minę dziewczyny. - Spokojnie, potem je umyję. - wyjaśnił i zaczęli jeść.
OdpowiedzUsuń-Ależ oczywiście. - odpowiedział również uśmiechając się. Czuł że ciężko będzie mu się przyzwyczaić do tego, że nie jest już sam w domu. Co więcej będzie musiał kupić większe łóżko.
OdpowiedzUsuńSkończył jeść i pomógł jej umyć naczynia. Gdy usłyszał o spaniu zakrztusił się. Miał tylko jedno łóżko i w dodatku niewielki. -E... - zaczął ale nie mógł wykrztusić ani słowa. Sama myśl że będzie spał z dziewczyną w jednym łóżku sprawiała, że robiło mu się gorąco, a w dodatku noc była ciepła. Zebrał w sobie resztki odwagi, wziął głęboki oddech. - Idź pierwsza się umyć. - powiedział - Ja przygotuję miejsce do spania. Gdy dziewczyna poszła się myć ze zdziwioną miną on szybko przygotował łóżko. Sprawdził, czy zmieszczą się na nim dwie osoby i odetchnął z ulgą, gdy okazało się to możliwe. Przygotował najlepszą pościel na jaką było go stać. Poprawił poduszki i teraz zostało mu czekać aż Emina wyjdzie z łazienki.
OdpowiedzUsuńPrzełkną nerwowo ślinę. Szybko poszedł się umyć i po chwili wrócił bez koszuli. Miał na sobie tylko coś co przypominało spodnie. Był lekko umięśniony. Usiadł na łóżku i spojrzał na nią. Teraz wydawała się jeszcze ładniejsza niż spotkał ją pierwszy raz. Położył się obok niej i modlił się o spokojną noc. Jednak nic na to nie wskazywało, gdyż zbliżała się burza, a niebo przecinały błyskawice. Czuł jak dziewczyna drży, więc się do niej przybliżył i objął ją.
OdpowiedzUsuń