Nazywają je Miastem Straceńców.

Graleyn nie należy do ludzi. W tym niepozornym miasteczku dzieje się więcej, niż sobie wyobrażasz. W cieniu starych murów kryją się istoty, które nie powinny istnieć. Siedzą w karczmie i piją wino. Prowadzą warsztaty i sklepy. Ludzie nie mają nic przeciwko… Głównie dlatego, że nie wiedzą o tym, iż miasteczko jest stolicą świata nadnaturalnego. A to, że czasem ktoś zniknie...

No cóż, zdarza się.


środa, 8 sierpnia 2012

Niechaj serce wyznacza rytm jej życia nie ilośc przelanej krwi...

      '   Zdravei ... '

Postać w pelerynie mknęła na koniu nie zważając na ludzi dookoła. Gdy zobaczyła bramę Graleyn przyśpieszyła z uśmiechem. Wyglądała jak zjawa, nieostrożny jeździec. Buty ze skóry ubrudzone były błotem i kurzem a dół peleryny pokrywała warstwa zaschniętego poszycia leśnego. Gdzieniegdzie widać było plamy krwi, nie tylko ludzkiej.
Zatrzymała swojego ogiera przed drzwiami Karczmy Elhyr i zeskoczyła z niego wsłuchując się w głuche tupnięcie własnych stup o bruk.  Przekroczyła prób i zamawiając uwielbiane przez siebie wino dała się wypytać o wiele szczegółów ze swojego życia, zachowując przy tym odpowiedni umiar.
Jaką byłaby zagadką gdyby od razu wyjawiła swoje rozwiązanie …



Imię
: Jacqueline Sophie Apayan 
Przezwisko
: Pay, Paya
 Nazwisko: Kahret
 Wiek
: 18 lat.
 Rasa: Pół demon. Jej ojcem jest Abbadon a matką ludzka kobieta.
 Pochodzenie: Bułgaria
 Urodziny:  15 listopada.
 Profesja: Łowca Demonów, zabija jednak tylko tych, którzy splamili swoje dłonie krwią niewinnych. Pewnego rodzaju najemniczka.
 Płeć:
Kobieta.
 Orientacja: Heteroseksualna.




Charakter: 
  Apayan ma wyjątkowo trudny charakter. Jest dzika i nieokiełznana. Boi się zawierać znajomości czy przyjaźnie… Nie wspominając już o miłości. Zawsze jest skryta, nie lubi opowiadać  o sobie i o swojej historii. Robi jednak wyjątki, zwykle po to by wzbudzić respekt do swojej osoby. Nigdy nie posiadała kompleksów. Zawsze lubiła swoje ciało i nic w nim jej nie przeszkadzało.
 Ma swoje słabe punkty, jak każdy jednak za wszelką cenę kryje je pod wyjątkową pewnością siebie i bezczelnością. Oprócz tego jest jeszcze złośliwa i nieznośna. Nie posiada jednak tylko negatywnych cech.
  Potrafi kochać, choć posiadając w sobie demoniczną krew nie powinna.
Do tego gdy już obdarzy kogoś miłością, czego stara się za wszelką cenę unikać staje się oddana i niezwykle kochająca.  Jest moralna, ponad wszystko ceni sobie honor i godne zachowanie. Nie zmienia to jednak faktu, że sama nie zawsze takowe reprezentuje.
Mimo, iż większość swoich cech chowa pod ciekawym poczuciem humoru w głębi duszy jest niespełnioną romantyczką, która gdy chce potrafi być bardzo poważna.



Wyglad :

Wyróżnia się dość specyficznym dobraniem kolorów. Jej włosy są tak rude, że aż czerwone, wyjątkowo długie i grube, lekko falowane. Oczy są rubinowe z kocimi źrenicami, odzwierciedlają barwę jej duszy, wiecznie żądnej krwi. Cera ciemniejsza w dzień, bledsza w nocy. Apayan prawie nigdy się nie rumieni a jeśli już to robi wygląda słodko, czego za wszelką cenę pragnie unikać. Długie, smukłe palce wyćwiczone latami treningów są w stanie przytrzymać i wykorzystać każdy rodzaj broni. Jej ciało posiada wiele atutów skutecznie przyciągających uwagę mężczyzn, co jej pochlebia ale zarazem sprawia, że z każdym dniem przekonuje się coraz bardziej jak bardzo mężczyźni są próżni.
Pomimo profesji uwielbia nosić suknie. Najczęściej są to zwiewne i wygodne, czerwone lub czarne stroje. Nigdy nie rozstaje się jednak z czarną peleryną Łowcy, jedyną pozostałością po jej matce. Oprócz tego, jej przyciągające uwagę stroje kryją pod sobą pełen oręż. Gdy wyrusza na podróż zakłada również na plecy samurajski miecz, spadek po swoim dawnym Mistrzu.


Umiejetnosci
:
 Umie wiele… Zna wiele najróżniejszych sztuk walki, najbardziej jednak ceni sobie karate. Poradzi sobie z prawie każdą bronią białą a także dystansową. Potrafi stać się całkowicie niewidoczna oraz jest prawdopodobnie najszybszym jeźdźcem konnym. Nie jest silna jednak stara się tego nie okazywać. Nadrabia jednak niesamowitą zręcznością i intelektem. Pomimo tego, że nosi sukienki i obcasy umie szybko biegać i skakać po drzewach. Nie jest jednak niezwyciężona, ma wiele słabych punktów, o których oczywiście wiedzą tylko nie liczni, a 90% z nich leży 2 metry pod ziemią.
  

Ciekawostki:
*Wysokie, wiązane buty, często na obcasie, zawsze są w nich sztylety.
*Ma niski, zmysłowy głos zabarwiony bułgarskim akcentem.
*Jest półdemonem, co znaczy prawie tyle samo co nieśmiertelność. Może ją zabić tylko inny Demon lub kilka trucizn, między innymi jad wampira.
*Mówi w kilku językach ( francuski, rosyjski, polski, niemiecki, bułgarski, włoski, łacinę) choć zaręcza, że żadnego z nich się nie uczyła.
*Nie działają na nią prawie żadne środki odurzające, co nie zmienia faktu, że kocha czerwone, wytrawne wino. Popija je jak sok. Często można spotkać ją z kieliszkiem, choć stara się nie pić w towarzystwie. Nie chce być brana za alkoholiczkę.
* Wbrew pozorom jest romantyczką.
*Ma 179cm wzrostu i cholernie długie nogi.
*Kocha grać na klawesynie i czytać oraz pisać poezję.
*Na szyi nosi medalion ze złotym skrzydłem od Ojca.

                                                                                      

  Jednak gdy zaczęły się pytania o jej historię zamilkła. Po chwili głębokiego wahania podwinęła rąbek sukienki ukazując blizny, które nabawić można się tylko podczas gwałtu.
Nie zamęczano jej już pytaniami za co była im wdzięczna. Zamiast tego wyciągnęła z kieszeni swój tomik wierszy, który odziedziczyła po matce a drugą dłonią objęła medalion ze złotym, anielskim skrzydłem od ojca.  Uśmiechnęła się do siebie dziękując za to, że nie pytają i obiecując, że kiedyś opowie im swoją historię.
 Jednak nie tu, i nie teraz…

57 komentarzy:

  1. (Wącisza zacznę jak wejdę na kompa, bo teraz piszę siedząc w Krypcie, tfu, to znaczy w łóżku.
    Jeśli chodzi o pierdoly to pianino nie istniało w średniowieczu, powszechne były klawesyny i mniejsze klawikordy. A Pay zna kilka języków, ale nie uniwersalny język tych czasow, lacine? dziwne xD)

    OdpowiedzUsuń
  2. (Papaj! Ja chcę wątasa :D. Zastanawiam się tylko o czym... Myślałam, że będzie ją uczyć walczyć (jak obiecała), ale jak masz jakiś pomysł.. A! I witamy na blogu ;3)

    OdpowiedzUsuń
  3. Szła bez największego celu jedną z uliczek. Nie wiedziała co ze sobą począć. Odys był właśnie na spacerze z jej przyjacielem, więc nie miała nic (kompletnie!) do roboty. Rozmarzyła się zupełnie spoglądając na niebo, aż tu nagle jakby z ziemi wyrosła przed nią zakapturzona postać.
    - Ej! Jak le... Pay? Witaj. Tak, chcę. Rzucanie nożami zaczyna być nudne. Czasem chciałabym nimi powalczyć trzymając w dłoni - zasmiała się.

    OdpowiedzUsuń
  4. - Tak, pewnie. Niech szanowna Pay prowadzi - powiedziała radośnie podekscytowana.
    - Będziesz moim e.. jak to się mówi?

    OdpowiedzUsuń
  5. - Aaa idź ty! Chciałam wymyśleć coś oryginalnego - mruknęła krzyżując ramiona. Z jej rękawów zaraz wyłoniły się srebrne rzutki, potem schyliła się, by wyjąć kolejne, które przywiązała do łydek. Oprócz noży do rzucania, zalazł się też i myśliwski.
    - Wszystko co lekkie, praktyczne, a zarazem ostre. Od innej broni też nie stronię, ale noże są.. wygodniejsze jako tako..

    OdpowiedzUsuń
  6. - Ah.. tatulek? Zabiłam z Marchewką. Jeżeli bym tego nie uczyniła, sam by mnie pozbawił życia. No i miał powód - wyznała bez zabarwienia emocjonalnego.
    - Teraz mam takie przeczucie, że on jeszcze żyje.. chyba nie powinnam pić ni kieliszka wina...

    OdpowiedzUsuń
  7. - No ja też nic nie rozmawiałam. Nie wiedziałam nic o tym, że mam ojca maga. Widzisz.. sama tułam się po świecie. Rodziny nie pamiętam, tylko jego. Chciał mnie zabić dla mocy.. Chore!- wyznała i zaraz objęła ją ramieniem.
    - Nie wiem co poradzić... trzeba dalej żyć.

    OdpowiedzUsuń
  8. - Magia, przekleństwa... nie znam się na tym. Moze ktoś cię chce wyhartować, byś była silna i umiała przeciwstawić się czemuś tam ważnemu... Nie wiem. Wszystko ma swój cel - mówiła powoli spokojnym głosem.

    OdpowiedzUsuń
  9. - Am ... niezwykłe. Maczasz palce w magii? Nie wiedziałam - szepnęła rozglądając się dookoła.
    - Zacznijmy od lekcji pierwszej. Będę pilny uczeń - wyszczerzyła się.

    OdpowiedzUsuń
  10. - Rzuciła na niego urok? - rzekła i uniosła brwi.
    Sterowała jej ciałem; ustawiała ją w dobrej pozyci, co ją śmieszyło, więc nie mogła powstrzymać usmiechu.Czuła się jak marionetka, albo pacynka.
    - Mogłabyś zostać lalkarzem, wiesz? Zabawiać wacpanów.. i tak dalej.

    OdpowiedzUsuń
  11. - Dobrze, dobrze... wiem, że mało pojętny ze mnie uczennica - mruknęła.
    - Hm... mam wrażenie, że wielka miłość zawsze powstaje między sprzecznymi sobie osobami, choćby ze wzgledu na rasę na przykład - filosowała sobie.
    - Tańczę z nożami... ale pokracznie - zaśpiewała sobie wręcz.

    OdpowiedzUsuń
  12. - Klękam na kolanach i drzę się NIE BIJ MNIE NIE BIJ !!!! Żartuję.
    Spojrzała na sztylety w swych dłoniach i na Pay.
    - E... to tym jednym nad siebie, a drugi przy sobie i gdy uda mi się odchylić od siebie choć trochę swój ... ciąć drugim? No nie wiem, no... Ja potrafię tylko rzucać - mówiła zrezygnowana.

    OdpowiedzUsuń
  13. - Wygarniać? Nie miałem tego na uwadze. Raczej... upomnienie o tym, że nie masz pełnej swobody w tym mieście.
    Uśmiechnął się lekko. Gry słowne są zabawne, choć trzeba się przy nich pilnować. Mimo wszystko nie lubił wojen.

    OdpowiedzUsuń
  14. Dzień był raczej chłodny i deszczowy. Spomiędzy szaro-białej zasłony chmur nie wyglądało słońce, a lepka chmurka wody otaczała wszystko swoimi wilgotnymi, zimnymi placami. Rano padało. Nocą zaś zrobiło się jeszcze gorzej, wstrętnie i obrzydliwie. „Zbliża się jesień!” wołało niebo.
    W świetle nielicznych pochodni wyjeżdzony bruk błyszczał niczym szlachetne kamienie. Mimo, że przestało już padać, na ulicach nie było nikogo… Nikt więc nie dziwił się muzyce… Muzyce dobiegającej jakby znikąd.
    Żałosne łkania skrzypiec wypełniały jedną z ponurych uliczek wypełnioną głównie opustoszałymi domami. Co jakiś czas zmieniały się w żwawą, wesołą melodyjkę godną bogatej karczmy, którą stać na muzyków, by potem znów zmienić się w płaczliwe zawodzenia. Muzyka dochodziła znikąd. Jakby to duch grał…
    Nikt nie wpadłby na to, że na dachu opuszczonej kamienicy siedzi wampir z artystycznymi skrzywieniami, prawda?

    OdpowiedzUsuń
  15. - Osz... - cisnęła i postarała sie zrobić to co wcześniej, tylko bez jej pomocy. Skrzyżowała ręce, aż zgrzytły ostrza. NAparła z całej siły miejąc trochę ugięte kolana.

    OdpowiedzUsuń
  16. - Dźwignię? Halo! Ja potrafię tylko rzucać, no albo połykać - mruknęła. Jedną nogę dała do tyłu, by nie spłaszczyć się przed nią.

    OdpowiedzUsuń
  17. Muzyka stała się głośniejsza, kiedy weszła do zaułka, oznaczając, że „muzyk” ją zauważył. Płaczliwe zawodzenia przeszły łagodnie w żywą melodyjkę o stałym tempie… jej kroków. Melodyjka stawała się irytująco głośna, gdy zbliżała się do jej źródła, jakby ją alarmując, gdy odchodziła, robiła się cichsza, nieco niżej zagrana.
    „Duch” na jej pytanie odpowiedział chichotem. „Występ” został zakończony trzema wyjątkowo nieprzyjemnymi, wysokimi nutami i urwał się, tak, że przez jakiś czas jedynym dźwiękiem słyszanym w okolicy był miarowy, nieprzyjemny plusk wody płynącej gdzieś w mrocznych zakamarkach zaułka. Odsunął od siebie skrzypce, które ułożył na kolanach i zaczął bawić się w rękach smyczkiem.
    - Sądzę, że mam jeszcze kilka asów w rękawie. – powiedział cicho, jednak wystarczająco głośno, by Apayan nie miała problemu z dosłyszeniem jego słów. – Tak właściwie to nie grywam. Jednak gdy w moim zasięgu znalazł się instrument… Czy nie byłoby marnotrawstwem zostawić go właściwie na ulicy?

    OdpowiedzUsuń
  18. - Rany... zbrojownia - mruknęła unosząc brwi.
    Patrzyła uważnie na każdy jej ruch.
    Kiedy obroniła się przed ciosem, starała się dokładnie odwzorować wcześniejsze jej wymachiwanie ostrzami.
    - Jakoś taaaak... potem taaaak.. - komentowała swe postępowanie.
    - Rany... w najbliższe dni sama nauka mnie czeka. To magia, to to... i jeszcze ta walka - zauważyła.

    OdpowiedzUsuń
  19. -Ał! Dobra, dobra - przymkneła jedo oko patrząc uważnie i starając się ze wszystkich sił dokładnie wykonywac polecenia.
    Nie sądziła, że to będzie takie męczące, chociaż...

    OdpowiedzUsuń
  20. - Wolę nie patrzeć - mruknęła. Powtórzyła szybciej. Prawie wchodziło jej to w nawyk. Spoglądła przez rzęsy, bo wciąż nie miała zbytniej pewności co do swych ruchów.

    OdpowiedzUsuń
  21. - Nie mam talentu. – powiedział tonem, jakby napominał kłamiące dziecko. Skrzypce wydały kolejny skrzekliwy dźwięk. – Przynajmniej nie przypominam sobie, żebym go miał. Powiedzmy, że to umiejętność nabyta. Rozumiesz o co mi chodzi? Nieludzka zręczność, słuch nietoperza…? To trochę ułatwia mi sprawę. Jeśli już gram to zwykle na klawesynie.
    - Jeśli zaraz przyjdzie tu ksiądz czynić egzorcyzmy to Twoja wina. – ogłosił sięgając po smyczek.
    Wzruszył ramionami i znów przyłożył skrzypki do ramienia i zaczął grać. Melodia była żywa, choć nie była to karczemna oklepana, głośna muzyka. Bardziej przeszywająca i zróżnicowana. Pasująca do tej sytuacji i do grajka.

    OdpowiedzUsuń
  22. - A nie sa one za krótkie? - spytała się odczepiając nóż myśliwski z uda.
    Przesunęła delikatnie palcami po ostrej części, później tępej. Zwyczajny nóż, którym rozcina się mięso po upolowaniu ofiary. Oczywiście nigdy nie zabiła zwierzęcia i nie ma zamiaru, a co do człowieka ... z przyjemnością!
    - Rzutki mam obosieczne, ale też krótkie. Bardziej przypominają sztylety. Cóż radzisz? Poproszę Matha, by mi wykonał. Mam słabość do broni...

    OdpowiedzUsuń
  23. Melodia niosła się cicho po okolicy, komponując się w krajobraz, mieszkając w rozkosznej przeplatance z szumem wiatru. Trwała jeszcze dość długo, zmieniając swoje tempo i cały charakter, nie stając się ani przez sekundę mniej przejmująca. Czasami nuty były wręcz dramatyczne, jednak przepełnione nadal wesołością.
    Muzyka skończyła się po jakimś czasie, pozostawiając za sobą niedosyt i głuchą ciszę, jakby szum wiatru i wody i piski szczurów nie ośmieliły się przerywać.
    - Szkoda, że nie znam nut. – westchnął w końcu wampir, tak brutalnie kończąc to milczenie. – Uwaga, skaczę.

    OdpowiedzUsuń
  24. - Będzie ciężko, ale spróbuję. Najwyżej się rozdwoję - mruknęła chwytając nóż i zaraz wyciągając z rękawa drugi.
    - Własnie dlatego proszę cię o pomoc.

    OdpowiedzUsuń
  25. - Dobrze słyszeć. Młodzi bardzo często są gorącokrwiści, choć i niektórzy staruszkowie potrafią wszczynać niezłe burdy. Zawsze mnie ciekawiło, co też odpowiada za to.
    Alchemik nachylił się lekko nad dziewczyną i wyciągnął niewielką strzałkę spośród jej włosów. Wyglądała na podniszczoną, ale na pewno nie była stara.

    OdpowiedzUsuń
  26. Znalazł się przy niej, zniszczone przez czas i intensywne użytkowanie skrzypce wraz z smyczkiem trzymał w jednej ręce. Oparł się plecami o ścianę. Przypatrywał się Apayan w milczeniu przez jakiś czas.
    Pokój o niskim suficie. Klawesyn pod ścianą, wiecznie zasłonięte okna, wystraszony chłopiec w drugim kącie pokoju, patrzący na Wynna wielkimi ze strachu oczami, kieliszek z winą albo krwią, której i tak już nikt nie tknie i wysoki czarnowłosy mężczyzna mówiący coś do chłopca, a potem do wampira. „Zagraj nam”… To Wynn grał. Gdy się odwrócił chłopiec już nie żył. Makabreska.
    Były tam i skrzypce i lutnia… I głupie rozkazy i zamknięte drzwi. I własny, prywatny kat.
    - Nauczył mnie… przyjaciel. – nie zabrzmiało to zbyt przekonująco. – Po części jestem samoukiem. Obserwowałem go i naśladowałem. Dlatego nie znam nut. Nie jestem zbyt cierpliwy. Rok spędziłem w zamknięciu i nie miałem wiele innych zajęć.

    OdpowiedzUsuń
  27. Czy olewał? Raczej nie. Lubił ją, uwielbiał grać… Ale nie była to ślepa, chora miłość. Nie uważał też, by broń boże miał jakiś talent. Zawsze miał dobry słuch i pamięć do melodii, ale nic więcej. Talent to takie okropne, pretensjonalne słowo…
    Kiedy zabrała mu skrzypce, nie protestował. Wręcz sam wsadził jej smyczek w ręce.
    Kiedy grała przyglądał sie jej z nadzwyczajną uwagą, chłonął melodię, nie pozwalając się jednak sobie w niej zatracić. Zbyt interesowało go zachowanie dziewczyny i to co okazywała grając. Otwierała nieświadomie okno do swojego wnętrza, pozwalając analizować się ciemnym, pełnym uwagi oczom.
    Milczał przez jakiś czas. Muzyka nadal trwała zawieszana w ciszy, choć boleśnie urwana. Choć nie chciał dać jej dostępu do swojego serca, po części wniknęła ona i tam nieproszona poruszając go.
    - Zostaw sobie te skrzypce, jeśli chcesz. – powiedział cicho. Miał nadzieję, że się nie obrazi. Były już stare, jakby używane codziennie przez całe życie kogoś… Cóż, to prawda. Należały wcześniej do barda… Nie, Wynn nie był złodziejem. Nie kradł… Jedynie zabierał to co martwym się już nie przyda. A że barda zabił właśnie z powodu tych skrzypiec, to inna sprawa.

    OdpowiedzUsuń
  28. - Uwierzę. Wygląda na to, że ktoś chciał cię zabić jakiś czas i miał tylko jedną szansę, którą spartolił. Ciekawi mnie tylko kto mógłby korzystać z zatrutych strzałek...
    Dragonita przysunął strzałkę bliżej twarzy i starał się wywąchać jaką truciznę użyto do tej strzałki. Niestety zapach już kompletnie wywietrzał i nie było mowy o zidentyfikowaniu mazi.

    OdpowiedzUsuń
  29. Na twarzy miała wypisane " Nie licz na coś powalającego", kiedy oddaliła od siebie ostrza.
    Cięła prawym nożem ze skosa celując w szyję , ale drugi miała w gotowości prawie nad głową Apayan. Ze względu na małą długość ostrzy, musiała doskoczyć.
    - Tylko mnie nie zabij...

    OdpowiedzUsuń
  30. Schowała za siebie prawą rękę, którą Pay pozbyła broni. Przesunęła i obruciła się trochę w lewą stronę, by ciąć nożem po skosie w dół mierząc w jej ramię.
    Hesh czasem miała problem z pewnością siebie, zwłaszcza w nowych sytuacjach, tak jak ta.

    OdpowiedzUsuń
  31. - Dobra, dobra... ale zejdź - mruknęła zezując na ostrze przy krtani.
    - Chyba, że mam cię błyskawicą potraktować - dodała po chwili. - Wiesz, że dziwnie wyglądasz z tej perspektywy? A co z twą raną? - paplała.

    OdpowiedzUsuń
  32. Widział to jak owa muzyka na nią działała. I widział, że je chciała. Spojrzał na nią znacząco.
    - Zostaw je sobie, Apayan. Jeśli najdzie mnie ochotą, by porzępolić i udawać skrzypka na dachu to najwyżej Cię okradnę. – powiedział wesoło, odsuwając się o krok. – Powątpiewam, bym grał często. Wolałbym dalej móc Cię słuchać.
    - Są Twoje. To tylko stare, zniszczone skrzypce, których historii nawet ja nie znam.
    Usiadł na drewnianej skrzyni, idealnie pod tym daszkiem na którym siedział wcześniej. Tak, był pewien, że nie powinien brać ich z powrotem. A dług? Cóż, nie miało to dla Wynna wielkiego znaczenia.

    OdpowiedzUsuń
  33. - Oj... a mi się spodobało tak leżeć - jęknęła. Wykonała rękami parę ruchów, jakby pływała żabką.
    - No już, już - mruknęła wstając. Rozejrzała się za bronią, potem zerknęła na ranę Pay.
    - Na pewno nic ci nie będzie? Nie dostaniesz zakaenia? - spytała się z troską.
    - Jestem chyba gotowa na dalsze lekcje.

    OdpowiedzUsuń
  34. Uśmiechnął się lekko, widząc jak zareagowała na jego zapewnienia. Wyraz zadowolenia objął jak zawsze przede wszystkim oczy; błyszczące ślepia o szczerym wyrazie tak nie pasujące do twarzy dorosłego już mężczyzny.
    - Ty lubisz grać i umiesz… Sprawia Ci to przyjemność tak wielką, że aż przyjemnie patrzeć na Ciebie, kiedy to robisz. Czujesz to i kochasz, prawda? – zapytał, patrząc na nią bystro. – Świetnie Ci to wychodzi… Ty cyniczna potworo! – zakończył ze śmiechem na ustach, kiedy usłyszał jej ostatni niewyraźn pomruk.
    - Będę mieć satysfakcję – powiedział – I Twoją wdzięczność.
    Dokladnie. Wdzięczność jest lepsza niż banalne przysługi i długi. To coś wiążącego dobrą wolą… Rzecz, którą warto posiadać.

    OdpowiedzUsuń
  35. - Z powagą u mnie na ogół dość ciężko. – stwierdził, spoglądając na nią z lekkim uśmiechem. Nie spodziewał się, że sprawienie komuś radości tak poprawi mu humor. Na ogół się tak nie zachowywał. Był zwykłym egoistą…
    - Jeśli będziesz częściej mi dziękować takimi całusami, to ja mogę częściej być miły. A nawet poważny. – odpowiedział z szelmowskim uśmiechem , odsuwając się od niej na krok. Apayan nie powinna brać do siebie jego głupich haseł. On tak miał i już. Branie na poważnie gadania Wynna to nigdy nie był dobry pomysł…
    - Liczę jednak, że jeszcze kiedyś dla mnie zagrasz, Pay. – powiedział, spoglądając na nią.

    OdpowiedzUsuń
  36. - E... to ja poproszę jakieś dwa sztylety. Nie będę wydziwiać - powiedziała swe myśli na głos.
    - Mam nadzieję, że nie zrównasz mnie z ziemią.

    OdpowiedzUsuń
  37. - Mam taką nadzieję. – powiedział cicho, zbliżając się do Pay na krok. Wyciągnął rękę i dotkał lekko smyczka. Jakby chciał się pożegnać z tym instrumentem. Jakby chciał życzyć im razem szczęścia… Sam nie wiedział.
    - Trzymam Cię za słowo, Apayan. – zwrócił się do niej, spoglądając nań uważnie ciemnymi oczami. Powinien się odsunąć. Cóż, powinien. Ale nie zrobił tego. – Nie wiem dla kogo dokładnie jest muzyka. Wiem, że do Ciebie pasuje idealnie. – stwierdził cicho i dopiero wtedy się odsunął. – To nigdy nie będzie magią, jeśli nie będzie się czuło tej gry. Tak sądzę. Zresztą… Jestem zbyt mało rozumny, by móc mówić na ten temat.
    Zaśmiał się cicho i pokręcił głową. Po raz kolejny wyciągnął rękę i dotknął dłoni Apayan, zaciskając ją na gryfie instrumentu.
    - Niech Ci służą.

    OdpowiedzUsuń
  38. - Uch... nie bedzie lekko - jęknęła. Coraz bardziej niepewnie czuła się mierząc bronią w przyjaciółke zwłaszcza, że przed chwilą trafiła ją w ramię.
    Sztylety zgrzytały co chwilę złowieszczo przy jej ciele. Z ostatnim ciosem miała niemały kłopot, by go sparować. Syknęła, gdy Pay ją drasnęła.
    Kontratakiem stało się cięcie nyżykiem.

    OdpowiedzUsuń
  39. Warknęła cicho marszcząc brwi, kiedy poczuła, jakby tysiąc mrówek biegło w jej ramieniu.
    - Dzięki sensei Papaj - mruknęła idąc za nią powoli, zamyślona. Masowała sobie biedny łokieć.

    OdpowiedzUsuń
  40. Odpowiedział jej lekkim uśmiechem. Cieszył się, że mógł sprawić jej radość. To naprawdę rzadko się zdarzało. Bardzo rzadko. Spojrzenie ciemnych, jakby odroinę błyszczących oczu wampira spoczęło na twarzy dziewczyny, odszukując wszystkie emocje jakie się na niej malowały. Choć sam miał trudności z ukrywaniem własnych uczuć, z twarzy innych czytał bez trudu. Uśmiechnął się trochę szerzej, gdyż Apayan nieświadomie zapewniła go, że to był dobry wybór. Na pewno.
    - Kochasz się mnie czepiać, prawda? – zapytał, spoglądając na nią z pewnym rozbawieniem. Dziecięcą radością w oczach, której tak ciężko wychodziło mu ukrywanie. – Muzyka znaczy dla mnie wiele, choć pewnie nie tyle co dla Ciebie. Zagraj jeszcze. Proszę.

    OdpowiedzUsuń
  41. - Jeśli nie chcesz grać, nie musisz. – powiedział, patrząc jej w oczy, a potem na całą nią. Chyba apayanowe rozchwianie trochę mu się udzieliło. Przez chwilę nie potrafił patrzeć na nią neutralnie, na sekundkę pozwalając się wyrwać na wolność temu, co powinno siedzieć w nim głęboko. Ona się pobeczy, a on się zapomni i ją przypadkiem zabije. Albo spróbuje ją uwieść. (Co gorsze…?)
    - Tak, chciałbym byś zagrała – powiedział cicho, chowając idiotyczne pragnienie tam, gdzie powinno być. Potrząsnął głową, jakby chciał wytrząsnąć zeń chęć zbliżenia się do ciepłego ciała, do krwi i dziewczyny. Westchnął cicho. „Wariujesz”. – powiedział sobie w myślach. I chyba miał rację. – Jeśli chcesz.
    Apayan gra szła całkiem dobrze. Nie ćwiczyła jej i to było widać, jednak to jak wyglądała, zachowywała się w czasie gry mówiło o tym, jak to kocha. Poza tym muzyka była naprawdę piękna. Ewidentnie była dziełem kogoś, kto ją czuje.
    Westchnął prawie niezauważalnie. "Zagraj chociaż po to, bym mógł zająć umysł muzyką".

    OdpowiedzUsuń
  42. Wynn był wdzięcznym słuchaczem. Przez cały czas wpatrywał się w nią, nie przerywając jej gry. Muzyka wibrowała w powietrzu, niosła się nad opuszczonymi i zamieszkanymi budynkami, niosąc ze sobą jej emocje. Bez trudu potrafił je wyczuwać, jednak teraz wypływały z niej nieskrępowane, siłą wnikając w świadomość. Muzyka była czymś co je niosło, a duża część piękna tych nut pochodziła chyba właśnie od tej spontaniczności, uczuciowości i szczerości.
    Wampir zwrócił uwagę jednak głownie na jej zachowanie. To też była magia, darzyć coś tak wielką miłością... Gdy muzyka się urwała, Wynn milczał przez jakiś czas, pozwalając Apayan dojść do siebie. Wiedział, że będzie potrzebowała chwili milczenia. Poza tym naprawdę chciał zapisać w pamięci ten niespokojny improwizowany utwór, który na chwilę owładnął wszystkie jego zmysły.

    OdpowiedzUsuń
  43. Z czasem nauczył się budować tamy i mury. Mijały lata jego życia, a on uczył się, że nie powinien dopuszczać do siebie ludzi, ich myśli, świadomości ich psychiki. W żaden sposób. Nie powinien pozwalać im na siebie wpływać, nawet jeśli robili to przypadkowo. Jeśli by na to pozwalał, system jego myślenia miałby spory problem.
    Muzyka Apayan zaczarowała go. Niby nic złego, gdyby nie to, że najsilniejsze było to co ze sobą niosła. W samej muzyce nie było nic złego. W mentliku jej uczuć wiele, który zaczął roztrząsać, zaczął mu się udzielać i wpędzał go w dziwny nastrój. Niespotykany u kogoś o tak, z pozoru prostej psychice jak William.
    Jeśli ta tama zaczęła się rozszczelniać, wkrótce mogły pojawić się następne dziury.
    - Pięknie grasz. Mów co chcesz. – uśmiechnął się. – Albo… grałaś tak fatalnie, że całkiem ogłuchłem. – powiedział opierając się plecami o ścianę i mrużąc oczy w wesołym uśmiechu.
    Spróbował wrócić do poprzedniego zachowania. Uśmiechnąć się uśmiechem człowieka, który nie widzi zmartwień i którym nie targają emocje, z którymi nie umie sobie poradzić i który wcale nie próbuje sprzeciwić się własnemu poczuciu, że należy mu się cały świat. Nie dawał rady… Tak, stanowczo wszystko czego nie dało się oswoić powinno siedzieć schowane, jeśli nie dało się tego pozbyć.
    Naprawdę zazdrościł Apayan tej szczerości, którą potrafiła pokazać w muzyce.

    OdpowiedzUsuń
  44. - Nie przepraszaj, bo sama również cię ugodłam. To raczej jest gorsze, niźli uderzenie w łokieć - mruknęła cicho.
    Heshtje i poczucie winy.. tak, tak! Zdarza się. Nigdy przecież nie walczyła przeciw znajomym. No... zdarzyło jej się wyskoczyć z nożem na powaznie w stronę Aileen, ale oprócz tego, jest niewinna...

    OdpowiedzUsuń
  45. Uśmiechnął się lekko w odpowiedzi.
    Jeszcze większe jego rozbawienie wywołało zakłopotanie dziewczyny. Zwykle go to bawiło, nie ma się czemu dziwić. Dopiero po jakimś, dłuższym czasie uświadomił sobie, że jej zakłopotanie wynika z jego zachowania. A to bezbłędnie świadczyło o tym, że zachowuje się inaczej niż zwykle. Zaklął w myślach, najpierw w języku królestwa, a kiedy skończyły mu się słowa, jeszcze dodał kilka niemieckich wyzwisk.
    Kiedy zerknęła mu w oczy, już wiedział, że rzeczywiście nie zachowuje się tak jak powinien. Kolejne przekleństwa. Zaczął sobie przypominać te, których nie używał całe dziesięciolecia, bo dwa języki nie wystarczyły ze swym zasobem wulgaryzmów. Sam nie wiedział co mogła ujrzeć w jego oczach. Właściwie wolał nie wiedzieć. Była to raczej upiorna mieszanka, na którą brakowało mu słów, a nawet jeśli by je znalazł, to i tak nie odważyłby się ich użyć.
    - Urok osobisty powiadasz… - dziwne uczucie zastąpiły iskierki rozbawienia. Nawet jeśli to była prawda, to nie miał najmniejszego zamiaru tego przyznać. Nawet, jeśli zdawała sobie z tego sprawę. – Wątpię. Po prostu uszkodziłaś mi słuch. – Zachichotał, zasłaniając głowę dłońmi. Na razie odgradzanie się od tego, co powinno znaleźć się za tamami, nie szło tak źle.

    OdpowiedzUsuń
  46. Jeśli była dobrą obserwatorką, musiała szybko dojść do wniosku, że właściwie nie powiedziana nic, co mogłoby zmienić jego zachowanie w ten sposób. Wynn był istotą bardzo otwartą i bezpośrednią, lecz właściwie jedynie powierzchownie. To co pokazywał na co dzień, było główną częścią jego osoby, ale absolutnie nie jedyną. Nie wiele osób miało się o niej przekonać. Tamy były stabilne i grube, a to co znajdowało się za nimi stanowczo zbyt problematyczne. Uczucia, które nosił względem świata, ludzi, siebie powinny zostać w ukryciu.
    On nie krępował się na nią patrzeć uważnym wzrokiem. Kiedy uniosła delikatnie wzrok nad skrzypiec posłał jej lekki, na wpoły złośliwy uśmiech.
    - Nie obrażaj się na mnie tylko. Nie chcę, by był to ostatni raz, kiedy Cię słyszę.

    OdpowiedzUsuń
  47. Był. Mimo, że teoretycznie, chyba naprawdę powinien zniknąć. Darzył się jednak w miarę niezachwianym zaufaniem, które sprawiło, że został. To musiał o wystarczyć. Bo do przyznania się przed samym sobą, że zwyczajnie nie chce iść, było ponad jego siły.
    - Będę zaszczycony. – odpowiedział, kłaniając się w parodii dworskiego ukłonu. – Jeśli jednak zapragnę kiedyś jeszcze grać… Cóż, czeka Cię piekło. – Zaśmiał się wesoło, przekrzywając lekko głowę i patrząc na nią z radosnym, nieco chochliczym uśmiechem. Wszystko wracało na swoje miejsca. Co powinno być schowane, do wglądu jedynie jego, było tam gdzie powinno. Na twarzy wampira ponownie zagościły odpowiednie emocje, których należy się po nim spodziewać.

    OdpowiedzUsuń
  48. Jeśli kiedykolwiek to co się przed chwilą działo, miałoby się znów powtórzyć… Nie, nie powtórzy się. Najgorsze było to, że wiedział, że nie można całkowicie zwalić chęci jej bliskości na głód. Dobrze by było, gdyby z Apayan, jako jedną z nielicznych, bardzo nielicznych miał normalne stosunki.
    Pobożne życzenia… Przecież właśnie o mało co wszystkiego nie spieprzył.
    - Postaram się, abyś nigdy go nie zapomniała. – Wyszczerzył się w wesołym uśmiechu, jednak był n tylko powierzchowny, jeszcze bardziej ni te poprzednie. O piekło nie zapytał. Spojrzał na nią wzrokiem, mówiącym „Jeśli chcesz to mów.”, mającym za zadanie ją powiadomić, że niezależnie od wszystkiego uszanuje jej wybór. Bez trudu rozszyfrowywał emocje ludzi.

    OdpowiedzUsuń
  49. - Nowinki? - powtórzyła mrużąc zaskoczona oczy.
    - Plotki dość szybko się rozchodzą, więc nie wiem co juz wiesz, a co nie. Raczej jesteś na bieżąco, to znaczy przesiadujesz w karczmie i zapewne nieraz widziałaś mnie z psiarnia oraz u boku znanego ci wampira. Ktoś zapewne tez ci wypaplał, że postanowiłam poskromić swą dziwną moc. A! Tego zapewne się nie domyślasz! Mam przyjaciela smoka - rozgadała się kompletnie zapominając o mrowiacym łokciu.

    OdpowiedzUsuń
  50. Dał jej wybór, w milczeniu dając do zrozumienia, że może mówić, albo i nie, a on bedzie słuchał i uszanuje jej decyzję. Nie miał najmniejszego zamiaru zmuszać jej do powiedzenia mu o tym co się wydarzyło, tylko dlatego, że był ciekaw. Jego ciekawość akurat liczyła się najmniej.
    Czy potrafił zrozumieć? Tak, na pewno. Wiele rozumiał, choć nie doświadczał części ludzkich emocji. Mimo to potrafił... Lecz nie zawsze chciał. Zrozumienie i świadomość psychiki ludzi czasem zdolna była mu przeszkadzać.
    Popatrzył jej w oczy. Czy mógłby zrobić jej krzywdę? Niewątpliwie. Lecz nie zrobiłby tego... raczej.
    - Czekaj. Jutro też jest noc. Nie miałas mam nadzieję zamiaru spać?

    (wybacz marna długość, zniknięcie wtedy etc. mama kompa ukradła)

    OdpowiedzUsuń
  51. [Em.. No dobrze... Ale jesteś pierwszą i ostatnią osobą, u której sam zaczynam! :)]

    'Driada... Elf... Syrena... Demon... Znowu elf...', myślał, wijąc się w tłumie, starając się nikogo nie zahaczyć skrzydłem. Zapachy ras nie dawały mu spokoju, wciąż oceniał kto kim jest, nie zawsze się z tego ciesząc. Właśnie minął wampira, który rzucił mu ostrzegawcze spojrzenie; 'daj demonowi spokój..' znów przeszło mu przez myśl, patrząc na niego łagodnymi oczyma, które odziedziczył po swojej stwórczyni- czarne, spokojne, przypominające ślepia dziecka.
    Przebijając się dalej, nadal węsząc za co nowszymi rasami, zatrzymał się dwa metry koło płomienistowłosej kobiety. Poczuł coś z demona, coś z człowieka, coś z... mordercy. Stał tak, patrząc na jej oczy, które teraz nie zwracały na niego uwagi. Tłum przerzedził się, teraz byli niemalże sami. Spokojne oczy śledziły każdy ruch jej powiek, źrenic i włosów, które lekko kołysał wiatr.

    OdpowiedzUsuń
  52. Niepewnie odchylił się, gdy ta podeszła. Zmusiło go to do utrzymania równowagi, więc rozprostował skrzydła. Nikły zapach demona wił się wokół niej, ulatniając powoli. 'Łowczyni?' pomyślał.
    Na jej pytanie, pokręcił delikatnie głową. 'Nikt mnie nie nasłał' -przeszło mu przez myśl- 'ani nic ci nie zrobię'.
    Nadal nie wypowiedział żadnego słowa.Zwyczajnie stał, z rozłożonymi na parę metrów skrzydłami i wpatrywał się w jej kocie oczy.

    OdpowiedzUsuń
  53. 'Pachniesz mi łowcą.' -przeszło przez myśl. Rozbawił go fakt, że ludzie mają go za niemego. Owszem, nic dziwnego. Jego słów nikt nie słyszy, chociaż... Nie, byli nieliczni, ale to dopiero po miesiącach umieli usłyszeć Salivala.
    'Nie słyszysz mnie, co nie znaczy, że nie mówię..' -pomyślał. Znów zaprzeczył głową, tym razem tak energicznie, że czarne włosy, z odrobiną szarego, wyblakłego odcienia opadły mu na twarz i ramiona. Jego usta wygiął miły, wręcz zbyt spokojny uśmiech. Ustał już normalnie, więc złożył skrzydła, które teraz wyglądały jak skórzany płaszcz.

    OdpowiedzUsuń
  54. 'Ooo, jaka bystra.. No nie powiem, nie powiem.. Daje ci milion punktów jeśli zrozumiesz kim jestem.'
    Rozejrzał się, upewniając się, że nie jest oblężony niechcianymi spojrzeniami. Odwrócił się i rozpiął skrzydła na całą długość i szerokość. Na ich wierzchu malował się, wyryty znak Skał i Ognia, co mówiło, że jest istotą na tyle mityczną, że obecnie nie ma prawa znajdować się w tym wszechświecie. Tylko czy ona zrozumie..?
    Złożył skrzydła w swój 'płaszcz' i znów odwrócił się do niej. Przetarł w swój niezdarny sposób oko wierzchem dłoni.

    OdpowiedzUsuń
  55. - Wiesz, że tak nie jest. – Zaśmiał się cicho, starając się spojrzeć na nią z urazą. Wyszedł z tego jednak jedynie uśmiech bardziej parodystyczny niż zwykle, choć przepełniony nie mniejszą radością od wszystkich poprzednich.
    Wynn choć może nie wyrażał się pięknie, potrafił słuchać. I wbrew pozorom rozmówcą był dobrym. Paradoksalnie. Choć nie potrafił, lubił mówić. I słuchać. Słuchać godzinami, gdy ktoś mówi.
    - Jeśli chcesz iść… To idź – rzekł, pozornie bez uczuć, jednak prośba, by tego nie robiła, zabrzmiała w powietrzu niewypowiedzianą nutą. – Zniknę, jeśli tego zechcesz – dodał po chwili, bez najmniejszego jednak wahania.

    OdpowiedzUsuń
  56. - Kocham go i nie zamierzam przestać - wyznała. Na jej twarzy zagościł lekki usmiech. Na wspomnienie o Wynnie objeła się ramionami. Przy okazji dał się w znaki bolący łokieć. Skrzywiła się nieznacznie.
    - Aaa co? - rzuciła po chwili.

    OdpowiedzUsuń
  57. Radiowóz zatrzymuje się przed wielkim, grubym murem. Nad nim widzisz dumnie wznoszący się budynek. Funkcjonariusz policji otwiera tylne drzwi samochodu. Wyciąga Cię na zewnątrz. Nadal masz zakute w kajdanki ręce. Rozglądasz się wokoło. Zupełnie nie wiesz gdzie jesteś. To miejsce nie przypomina tego, w którym byłeś ostatnio, nawet płyty chodnikowe wyglądają inaczej. Według niektórych służb taka terapia szokowa ma nakłaniać do zmian.
    Jeden z policjantów pchnął cię do przodu. Idziesz przed siebie. Zbliżasz się do czarnej, żelaznej bramy. Przy niej zatrzymuje Cię drugi funkcjonariusz. Za bramą stoi dwóch mężczyzn o szerokich barkach ubranych w granatowe mundury. Na piersi po prawej mają małe tabliczki z nazwiskami. Gdzieś z oddali idzie mężczyzna w czarnym garniturze. Poważny i wyprostowany. Brama się otwiera i wpuszczają Cię do środka. Policjanci ściągają ci kajdanki. Jeden z nich życzy Ci miłej zabawy w Szkole dla Trudnej Młodzieży.

    Szkola-Dla-Trudnej-Mlodziezy.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń