Nazywają je Miastem Straceńców.

Graleyn nie należy do ludzi. W tym niepozornym miasteczku dzieje się więcej, niż sobie wyobrażasz. W cieniu starych murów kryją się istoty, które nie powinny istnieć. Siedzą w karczmie i piją wino. Prowadzą warsztaty i sklepy. Ludzie nie mają nic przeciwko… Głównie dlatego, że nie wiedzą o tym, iż miasteczko jest stolicą świata nadnaturalnego. A to, że czasem ktoś zniknie...

No cóż, zdarza się.


środa, 1 sierpnia 2012

Matheas Bonnet


Imię: Matheas

Nazwisko:
Bonnet

Pseudonim: Math

Płeć: Mężczyzna

Rasa: Wilkołak

Wiek: 27 lat

Wzrost: 185cm

Profesja: Obrońca/kowal

Orientacja: Hetero

Charakter: . Jest otwartą osobą, Toleruje poglądy innych. Jest samotnikiem, nie potrzeba mu wielu przyjaciół, stara się nie okazywać uczuć. Z początku wydaje się obojętny wobec wszystkiego. Taktowny i dobrze wychowany. Działa zgodnie ze swoim kodeksem moralnym i mocno się go trzyma. Kiedyś interesował się wieloma kobietami, dzisiaj tylko jedną.

Historia: Urodzony na ziemiach Galijskich. Jeden z trzech synów farmera. Drugi w kolejności starszeństwa. Ze świadomością, że to nie on odziedziczy ziemię od małego rozwijał zdolności manualne, głównie ciesielstwo. W międzyczasie ćwiczył swoją siłę i kondycję. Musiał wszystko to pogodzić z całodzienną pracą w polu, tudzież przy zwierzętach. Mając siedemnaście lat został wysłany z młodszym bratem na służbę wojskową. Mat miał problemy z zaaklimatyzowaniem się w tym "społeczeństwie", tu bez pracy zespołowej trudno było przeżyć. Jednak uznał cały okres ćwiczeń wojskowych jako sprawdzian swojej siły woli. Wyszło mu to na dobre. Poznał tajniki walki wręcz, mieczem, włócznią i używania tarczy. Dodatkowo wyuczył się podstaw kowalskiego kunsztu. Skoro nie było żadnej mobilizacji wojsk wyruszył przed siebie rzucając służbę. Młodszy brat wrócił do ojca, Mat nie chciał. Ojciec widział tylko najstarszego syna, Mata i najmłodszego tylko od święta.

Wędrował na północny-wschód Galii. Przez pół roku najpierw pracował jako kowal, potem jako rybak w pewnym mieście portowym, niedaleko granicy z Germanami. Głównie tkał i naprawiał sieci rybackie. Na morze zabierany był rzadko, ze względu na brak umiejętności żeglugi.W końcu osiemnastoletni Matheas w portowej tawernie najął się na statek. Był zdziwiony, ale następnego dnia kiedy wszedł na pokład zrozumiał, że nie jest to statek handlowy. Byli to piraci.

Dwa miesiące po najęciu się dopłynęli na morze śródziemne. Tam dołączył do nich niejaki Rafael. Szybko się zaprzyjaźnili. Pływali razem przez cztery lata. Wreszcie znudzeni wodą, silnym wiatrem i zapachem soli morskiej zbiegli ze statku. Nie rozłączyli się przez pięć lat, aż do momentu kiedy zaczęli brać pod uwagę swoje pragnienia. Mat chciał podróżować dalej, więc wyruszył na wschód. Nie wiedział czym kierował się Ruval.

Jednak tydzień przed rozstaniem się Mat wdał się w nocną walkę z wilkołakiem w dziczy. Skutkiem tego była choroba zwana wilkołactwem. Nie ukrył tego przed Vito. Przez pół roku chował się po jaskiniach, aby przynajmniej raz w tygodniu przemienić się w potwora. Dopiero kryształ wręczony przez pewną kapłankę pozwolił mu na zmniejszenie ilości przemian do jednej na dwa tygodnie. Dodatkowo robił się jaśniejszy kiedy nadchodziła pora przemiany. A kiedy się przemieniał ból był mniejszy i mógł zachować część świadomości. Pewnego dnia dostał wiadomość od Ruvy z informacją gdzie jest i zaproszeniem do grona "innych".

Przez większy czas pobytu w mieście związał się z wieloma kobietami, by potem z zimnym sercem je zostawić. Jednak pewnego wieczoru spotkał Imeroth, kobietę bardzo piękną, mądrą i wrażliwą. Czuł już, że to ona będzie jego lubą na całe życie. I tak się stało. Ożenił się i doczekał męskiego potomka. Równocześnie zajmował się budową domostwa dla rodziny, która ukończył niedawno. Można powiedzieć że Math wypełnił trzy ważne cele w życiu mężczyzny.

Wygląd: Dość wysoki i dobrze umięśniony. Twarz nieco pomarszczona przez chorobę, przez to wygląda starzej. Krótkie, czarne włosy, tygodniowy zarost. Zielone oczy które pod wpływem furii lub wściekłości potrafią zmienić się na żółte, typowe dla wilka

Jako wilkołak posiada czarne futro, bardzo przyjemne w dotyku mimo wszystko, żółte oczy, ostre pazury i kły. Jego wzrost, waga i umięśnienie nieco się zwiększają.

Przed przemianą
Po przemianie

Ekwipunek:
- Broń: Stalowy gladius, włócznia, dębowa okrągła tarcza ze stalowymi okuciami, stalowy sztylet.
- Zbroja: Napierśnik z dwóch warstw grubej skóry i stalowymi płytami na torsie i ramionach, skórzane naramienniki, stalowe nagolenice i skórzane ochraniacze na kolana. W zimniejsze dni zakłada białą tunikę na zbroję zapinając ją szerokim skórzanym pasem, stalowy hełm wzorowany na hełmie rzymskim.
- Ubranie: Brązowa peleryna, biała koszula z długim rękawem wiązana przy szyi, beżowe spodnie których nogawki wpuszczone są w brązowe buty do kolan. Czasem nosi fartuch kowalski.
Inne: fioletowy kryształ na rzemieniu zawieszony na szyi.

Skórzany plecak podróżny: Skóra wilka służąca jako posłanie, żeliwny garnek do gotowania drewniana łyżka, widelec i nóż, dwa krzemienie, lniany materiał służący jako bandaż, pochodnia.

Zwierzęta: Czekoladowy ogier z białymi pęcinami o imieniu Jasyr

67 komentarzy:

  1. Wynn nie miał zbyt wielu zajęć, a z braku zacięcia do tego, które mogłyby wykonywać, większość czasu spędzał na bezproduktywnej włóczędze tam, gdzie tylko nogi go poniosły. Letnie noce były krótkie i zwykle nawet nie miał szans na dobre zakosztować nudy i zmęczyć się bezsensem swoich wędrówek pozbawionych celu, bo już musiał chronić się w jednej ze swoich paskudnych kryjówek przed nieuchronnym nastaniem świtu.
    Wieczorną porą, gdy słońce ledwo uciekło za horyzont, akurat wędrował bez przeszkód po głównej ulicy miasta. Dziwny impuls rozkazał mu zboczyć z obranej ścieżki i odsunąć się od szarego tłumu wypełniającego ulicę i odgłosu parskających koni, by iść skrótem w kierunku miejsc pracy rzemieślników. Rzadko tam zaglądał, trzeba przyznać, lecz wytłumaczyć to można było z łatwością tym, iż jego niewyszukane potrzeby nie uwzględniały posiadania miecza z najlepszej stali, butów z miękkiej skóry ani też żadnych z przedmiotów nadających się do zainstalowania w domu, którego wszak nie miał. Większość warsztatów była tą późną porą już pozamykana i opuszczona, by rzemieślnicy mogli swobodnie jeść kolacje i spocząć w objęciach swych żon. W kowala nadal jednak świeciło się światło, co skłoniło wampira do podążenia w tamtym kierunku.
    Początkowo nieśmiało jakby pchnął drzwi i zagłębił się w dusznym, chyba z obowiązku pomieszczeniu. Jego wzrok pomknął po wygaszonym już piecu, po belach podstrzymujaących sklepienie i po ciemnych przedmiotach ledwo widocznych w kątach pomieszczenia, by w końcu spocząć na stojącym do niego bokiem mężczyźnie. Na widok starego znajomego, choć spodziewał się jego obecności, wampir uśmiechnął się takoż przyjaźnie jak z pewną złośliwością, tak typową wszak dla siebie.
    - Wiedziałem, że Cię tu zobaczę, Matheasie. Nie jestem klientem. Zwyczajnie dawnom Cię nie widział, a wieść niesie o Twoim ożenku. – powiedział z wesołością, zamykając za sobą drzwi i nie pytając o pozwolenie czy aby zajęty swoimi sprawami człowiek chciał na pewno jego towarzystwa.
    [ Dzisiaj to co pisze mnie przeraża, jednakowoż styl jak i długość]

    OdpowiedzUsuń
  2. - Z kąśliwością moich komentarzy przesadzasz z czego zapewne zdajeszz sobie sprawę, przyjacielu. - roześmiał się, opierając o ścianę. - Jeśli szedłeś do domu to masz plany pokrzyżowane. No, chyba, że zechcesz mnie zaprosić na kolację. - zaśmiał się cicho. - Pogadać chciałem. Różne plotki w mieście słychać. W wieść o dzieciaku nigdy nie wierzyłem... a jednak. Chyba przegrałem kilka... naście zakładów. - pokręcił głową z rozbawieniem. - Nigdy żem nie pomyślał.
    Jego wzrok znów przesunął się po ciemnym wnętrzu. Z łatwością wydobywał z ciemności zarysy przedmiotów i rozpoznawał je.
    - Dom, syn... a drzewo? Zasadziłeś drzewo? - parsknął śmiechem.
    Choć można było pomyśleć, że Wynn mógłby mu zazdrościć nawet o tym nie pomyślał. Matheas miał wszystko, Wynn nic. I obydwoje byli usatysfakcjonowani, prawda?

    OdpowiedzUsuń
  3. Wynn jednak słuchał go z niespodziewaną wręcz uwagą. Zawsze słuchał swoich rozmówców, niezależnie jak wielkie głupoty by wygadywali. Matheas mówił jednak całkiem sensownie i Wynn nie widział powodu, by mu przerywać wesołe monologi.
    Usiadł na skrzyni. Nie miał żal do tego, że Matheas nie chce go zaprosić. Ani tym bardziej do braku poczęstunku.
    - Czy nie zapomniałeś, że częstowanie mnie czymkolwek jest niemądre? - uniósł brew. Po chwili dodał. - Winnice powiadasz? Wszystkie na użytek Imeroth? - roześmiał się. Jak długo jesteś ojcem?

    OdpowiedzUsuń
  4. (Co powiesz na wątek, kochany bratku? :D)

    OdpowiedzUsuń
  5. - Nie pijam wina, ani nie jem. - wytłumaczył z znudzeniem w głosie, z ulgą witając powrót do tematu wniarni. Znów go uważnie słuchał, by przez jakiś czas się nie odzywać.
    - Dobrze sobie to umyśliłeś, choć, będą to zapewne okropne sumy, a i ryzyko nie małe. Z doświadczenia Ci powiem, że jak trafisz w szlachecki gust to jesteś ustawiony i nic Cię prócz szlachty nie ruszy. Udało mi się swego czasu z moim złotem wepchnąć na książęcy dwór. Ah, piękne to czasy...
    Udał głębokie zamyślenie, starł nie istniejącą łezkę i zachichotał pod nosem.
    - Jeśli chodzi o mnie... To jestem bezdomnym wampirem, który włóczy się po rzemieślniczych warsztatach, by nie musieć spędzać nocy na ulicy. Czyli nic się nie zmieniło.

    OdpowiedzUsuń
  6. - Dom udało mi się umeblować cały i powiem szczerze, że diablo mi się podobało, jak to wszystko wyszło... - roześmiał się. - Do teraz mi się podoba, lecz podumałem trochę, pomyślałem... No i śmy sie z hesh rozstali. - westchnął cicho pod nosem. - Nie była to decyzja chyba taka zła. Nie nadaję się do życia, wiesz? Nie ma co udawać, że jest inaczej. Dom z całą resztą zostawiłem jej i się wyniosłem. Rozstaliśmy się w względnym pokoju. To nie miało najmniejszego sensu. I patrząc z mojej i z jej perspektywy.
    Mówił swobodnie, bez zawahania czy ukrywania faktów. Chyba potrzebował się wygadać.

    OdpowiedzUsuń
  7. Był chłodny wieczór, co przynosił małe ukojenie po upalnym dniu, kiedy rudowłosa dziewczyna szła jedną z dróżek w stronę Elhyr. Nie widziała po co tam zmierza, może z nudów? Pracować jej się dzisiaj niezbyt chciało, a siedzieć samej w dużym domu jest raczej nudne i dobijające okropnie. Może nie sama, tylko z psiarnią. Przygarnęła dwa sierściowate stworzenia, które były ranne, kiedy łuskowaty przyjaciel znalazł przy rzece. Jako że Hesh ma dobre serducho do stworzonek zwłaszcza innych od ludzi, zaopiekowała się nimi z Drawenem. Czasem prosiła pomoc lekarza od zwierząt, gdyż jeden z nich był ranny w bok. Drugi skręcił sobie łapkę.
    Przyciaciel często brał je na spacery, czy nawet przejażdżki. Tak właśnie było tego wieczoru, więc dziewczyna mogła sobie pozwolić na odpoczynek.

    Otworzyła z rozmachem drzwi karczmy, które zaskrzypiały okropnie. Weszła szybkim krokiem nucąc pod nosem zasłyszana piosenkę i usiadła gdzieś przy oknie w towarzystwie szklanki wody, którą postawiła na stole. Rozejrzała się po karczmie w poszukiwaniu znajomych.

    OdpowiedzUsuń
  8. Zapowiadał się dzień nadzwyczaj piękny. Słońce dawno już ukazało się w całej swej wspaniałości rozpościerając blask rażący na całą okolicę, nie dawszy nawet chmurom cienia szansy, ażeby je dostrzeżono przez istoty.
    Kobieta krzątała się po lesie trzymając w ręku kosz z witek wierzbowych, który wypełniony był po brzegi rozmaitą florą. Wtem złośliwy promyk przedarł się przez bujne korony drzew rzucając na nią światło wściekłe, przyłożyła dłoń do czoła, by uchronić zwierciadła duszy swoje. Po chwili zaś zaczęła znów wędrować po runie leśnym, a zwiewny, delikatny materiał białej sukienki próbował za nią nadążyć.
    Nieopodal latorośl jej z zachwytem poznawała świat. Imathys siedział przy ogromnym, starym dębie i zaciekawiony rwał kępy mchu, by trzymać je w małej dłoni, wpatrywać się w nie i po chwili odłożyć na "swoje miejsce" z nadzieją, że roślina w magiczny sposób na powrót przytwierdzi się do podłoża. Uniósł głowę i spojrzał na matkę, która powoli zbliżała się do niego na twarzy mając wymalowany promienny uśmiech. Pochyliła się nad synem i ucałowała jego czoło, a on zaś wpatrywał się w burzę włosów swej matki.
    -Ciekawe gdzie to podziewa się ojciec twój - westchnęła cicho uśmiechając się do pierworodnego.

    OdpowiedzUsuń
  9. Wytężyła wzrok w kierunku zaciemnionego kąta karczmy. Dojrzała znajomego i oczywiście niedowierzyła swym oczom. Przetarła je raz po, raz.
    - Mat? To ty? Rany boskie! Tak dawnom cię nie widziałam. Gdzieś się podziewał, hę? - rzucała szybko pytaniami, kiedy wstała energicznie od stołu i podążała do niego z wielkim uśmiechem na twarzy.

    OdpowiedzUsuń
  10. - Słuszna raczej. Wszystko to było zbyt pokręcone... I z definicji nie mogło się udać. Tfu, zbyt wiele problemów to niosło. Szkoda gadać, tfu, pff, cholera! - prychnął pod nosem, opierając się ciężko plecami o ścianę.
    - Chałupka, powiadasz? Nawet nie wiem gdzie - skrzywił się. Wszak był tym "który wszystko wie" i jawnie mu to uwłaczało. - Byłbym wdzieczny. Nie to, żeby mi była do czegoś potrzebna, bo i tak nie śpię w domu, tylko licho wie gdzie, ale rzeczy by się chciało gdzieś zostawić, przebrać się albo posiedzieć. Gdzie to jest?

    OdpowiedzUsuń
  11. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  12. Usiadła na przeciwko śmiejąc się.
    - Żarłok, nie goń tak. Czasem trzeba się zatrzymać, nie sądzisz? Życzę ten.. no.. pomyślności i cieszę się, że wam się wiedzie. Ostatnio nawet Imu spotkałam w karczmie, ale szkraba jeszcze nie widziałam. Gdzie macie gniazdko, tak w ogóle? Może przyszłabym odwiedzić.. Mam tyle czasu wolnego, a nie lubię sama siedzieć. Co u mnie ciekawego? Hm ... plotki to nawet do ciebie zapewne dotarły, więc wile się od innych dowiedziałeś. Jednym się pochwalę, że próbuje opanować magię elektryczności i obrazy ostatnio sprzedałam. Nie jest źle - trajkotała bez przerwy.
    - To chyba tyle... może potem mi się coś wspomni.

    OdpowiedzUsuń
  13. Skinął głową zapaiętując informacje o położeniu chałupy.
    - Jak Ci się nie śpieszy do domu, do rodzinki to możemy tam iść. Nie to, żebym miał zamiar się gubić, ale cóż.

    OdpowiedzUsuń
  14. Gdy wyczuła tę piękną, charakterystyczną woń, odwróciła się powoli w stronę właściciela znanego jej bardzo dobrze i tak umiłowanego przez nią głosu. Ujrzawszy swego mężczyznę, uśmiech na jej twarzy poszerzył się znacznie. Duże, szare oczy wpatrywały się w twarz, na której malowało się zmęczenie spowodowane ciężką pracą. Położyła na chwilę kosz na zielone podłoże i zbliżyła się powoli do niego. Objęła jego szyję i zaczęła szeptać do jego ucha.
    -Czyżbyś nas śledził, mój mężu? - musnęła wargami jego szyję i lico.
    Spojrzała na bawiącego się, uśmiechniętego od ucha do ucha Imathysa. Była niesamowicie szczęśliwa, że wreszcie mieli dla siebie choć parę chwil i było dane im spędzić je razem. Nie pamiętała, kiedy ostatnio przytuliła go, czy szczerze z nim gawędziła. Nie wiadomo, czy była to wina ciężkiej pracy związanej z domostwem, wychowywaniem pierworodnego...Czy też po prostu dopadła ich małżeńska rutyna?
    Chciała odgonić jednak owe myśli w tejże chwili. Zasłoniła oczy swe powiekami i wtuliła się beztrosko w mężczyznę.

    OdpowiedzUsuń
  15. Zaśmiała się perliście i spojrzała w jego oczy. Widać było, że jest szczęśliwa, pełna energii i wigoru. Mimo, że była już bardzo stara wcale się tak nie czuła. Można by rzec, dopiero rozkwitała.
    -Czas biegnie i my, zwykłe istoty nie mamy na niego żadnego wpływu choćbyśmy chcieli - odrzekła mu po chwili - Pod jakimże względem zmieniłam się? - zapytała nieco zdziwiona a jednocześnie rozbawiona tymże stwierdzeniem.

    OdpowiedzUsuń
  16. Osoatni raz rzucił głową na kuźnie i wyszedł za Matheasem z pomieszczenia. Właściwie pociągnął go ze sobą dlatego bo irytował go brak towarzystwa. Uwielbiał moc sie do kogość odezwać, a samotność doprowadzała go do szału. Dziwny wampir, naprawdę. Może i był rzeczywiście samotnikiem, ale tylko wobec innych swojego gatunku.
    - Wybacz, ze Cie ciagne. Jeśli nie chcesz iść, powiedz. Nie będęCi czynić wyrzutów... zabiję od razu - zaśmiał się wesoło.

    OdpowiedzUsuń
  17. - O! To zapewne widzicie mnie nad wodą nieraz. Jak będzie taka ruda plama przy jeziorze - wołać. Zazdroszczę wam, że macie na nie widok. W sumie.. mi to teraz już powinno być jedno, skoro mieszkam sama. Smok czasem po psy przylezie i to tyle. Plotki wszędzie dotrą i oczywiście Draw część z nich natworzył. Nie zdziw się, jak znajdziesz gdzieś w pobliżu siebie złotą łuskę. Śledzi bylekogo, kiedy się nudzi. Sam ze sobą? To źle wróży - rozgadała się jak zawsze zresztą.

    OdpowiedzUsuń
  18. Uśmiechnęła się tajemniczo.
    -No wiesz co panie... - udała nieco oburzoną - Skądże wiesz, że nadal nie jestem taką dziewką? - dotknęła jego dolnej wargi palcem serdecznym lewej ręki, na którym widniała obrączka - Co do urody mej, nie przesadzasz zbytnio?
    Zatrzepotała zalotnie rzęsami, co wyglądać mogło nieco zabawnie.

    OdpowiedzUsuń
  19. - W jakim sensie zmieniłem; nigdy nie przepraszałem, czy nigdy nie groziłem śmiercią? Się tylko wygłupiam, matko boska. Nie przejmuj się moim głupim gadaniem, Math. - prychnął.

    OdpowiedzUsuń
  20. -W końcu też płynie we mnie na wpół krew sukubia, więc nie dziwuj się, że nadal mi w głowie rzeczy, co pannie ze dwora wydałyby się wręcz godne diabła, co to piekło ogniste jest jego domostwem! - odsunęła się od niego śmiejąc się przy tym. Stanęła kawałek dalej i w blasku słońca zakręciła się wokół własnej osi z niebywałą gracją, a jasny materiał jej sukienki posłusznie wędrował za nią. Dygnęła i odgarnęła niesforne kosmyki włosów do tyłu.

    OdpowiedzUsuń
  21. Imathys zaś z zaciekawieniem wpatrywał się przez chwilę w ojca mając lekko rozchylone wargi. Zaraz jednak jego uwagę przykuła kolejna kępa mchu.
    Kobieta westchnęła i wywróciła teatralnie oczyma. Zbliżyła się na powrót do mężczyzny.
    -Ciekawe, na kogo wyrośnie nasz mały odkrywca...- rozmyślała na głos.

    OdpowiedzUsuń
  22. - Biedne drzewka, no... Wiesz, że mam żal? Nie zrobiliście weselicha - zachichotała. Chciała udać, że jest urażona, ale jakoś nie wyszło.
    - Rany boskie! Mat ja cię nie poznaję po prostu. Imu cię zmieniła, ha! - wyszczerzyła się w szczerym uśmiechu.
    - Wiesz może co się z Marchewką stało? Jakoś go nie widać, nie słychać - zmartwiła się troszkę.

    OdpowiedzUsuń
  23. - Ale nie te same... Mam wielką miłość do wszystkiego, co nie ludzkie, jeśli jeszcze nie zauważyłeś. A kto będzie zbierał nachmielonych? Ja? Trzeźwa jak zawsze... dobra! Prawie zawsze... zdarza mi się raz na ruski rok. Vito zapewne na tropie przygód. Tym razem beze mnie, eh... - gadała, aż zaschło jej w gardle. Śmiała się pod nosem widząc, jak danie z winem szybko znikają.

    OdpowiedzUsuń
  24. - I dlatego Ci, kurka nie zazdroszczę. Ja mam łatwo. Nic nie muszę. Nie pracuję. O nic się troszczyć nie muszę. Wiesz, jak mi dobrze z tym wszystkim? - zapytał wesoło, wciskając ręce w kieszenie.
    - To co Cię w końcu tak zdziwiło w zachowaniu mojej osoby?

    OdpowiedzUsuń
  25. [Hej hej może masz chęć na wąteczek z moją Eminą?]

    OdpowiedzUsuń
  26. Pierwszego dnia po przybyciu do Graleyn, postanowiła trochę po zwiedzać i zobaczyć jak zmieniło się miasto, przez te wszystkie lata kiedy, jej nie było.
    Emina, zaplotła warkocz który, opadał na jej plecy.
    Odzienie jej było dość skromne, uszyte z ciemno-zielonego materiału.
    Trochę niepewnie przechadzała się uliczkami miasta i ze zdziwieniem podziwiała wszystko.
    Ale, przede wszystkim obrała sobie za cel znalezienie jakiegoś zbiornika wodnego.
    Była przecież pół syreną i gdy chciała mogła zamienić nogi na ogon, jednak tylko do północy.
    Bardzo tęskno było jej za podwodnym światem, dlatego też, tak bardzo chciała znaleźć jakieś jeziorko.
    Jak zwykle pogrążona w swych rozmyślaniach, nawet nie zauważyła kiedy zagłębiła się w las.
    A, gdy już to spostrzegła, uświadomiła sobie ,że się zgubiła.
    Tym razem nie przeraziła się i postanowiła iść przed siebie.
    I wreszcie!
    Znalazła poszukiwaną rzecz!
    woda!
    Jezioro!
    tak bardzo się ucieszyła, jednak nie zamierzała się zmieniać bowiem wyczuła czyjąś obecność.
    Postanowiła to wykorzystać ,gdyż nie wiedziała którędy do domu.
    -Halo?jest tu kto?-zawołała

    OdpowiedzUsuń
  27. - No proszę. Jak mało Cię znam. Nigdy nie wydawałeś mi się osobą skłonną do filozofowania. - roześmiał się wesoło, patrząc na niego. Jego wesołość nie przeszkodziła mu zastanowić się szybko nad jego słowami. - Co ja mogę, Math? Wybacz, zostało mi tylko to, egzystowanie jak roślina, jak uroczo zechciałeś ująć. Przyzwyczaiłem się. Jak mi się znudzi to pogadam z Inkwizycją, albo pójdę sprawdzić jak świat wygląda w letnie południe. Nic na to nie poradzę, że jak zauważyłeś, nie żyję. Cóż ja mogę, cóż ja mogę...? No powiedz mi. - prychnął, chowając ręce w kieszenie.

    OdpowiedzUsuń
  28. - Ej! Każde jest inne! Tak, wiem.. przesadzam. Jestem zbyt sentymentalna - westchnęła.
    Nie. Na nikogo nie czekam. Czasu mam za tyle, więc tylko siedzę i patrzę, a jeśli kogoś ujrzę ... to zagadnę i już - powiedziała powoli oraz wzruszyła ramionami.

    OdpowiedzUsuń
  29. -To jeszcze długo, zanim na odpoczynek pójdziesz, nie ma tak łatwo drogi mężu!
    Patrzyła na niego przez chwilę, po czym podbiegła do syna, który uśmiechnął się promiennie. Porwała go w ramiona.
    -Jak będzie chciał, to i do wojska pójdzie! - skwitowała tylko i zrobiła z nim ''samolocik'' - Nie będę na pewno stała na drodze do jego szczęścia. Może jak matka jego stanie się rycerzem i chlubę przyniesie - rzuciła do Matheasa uśmiechając się promiennie - Byle tylko nie zechciał z jaką kurtyzaną obcować... - pogroziła rozweselonemu synowi palcem, po czym dotknęła swym nosem jego noska.

    OdpowiedzUsuń
  30. -No a jak! - zaśmiała się perliście - Żeś myślał, że ja pozbawione urody potomki na świat wydaję? - udawała oburzoną.
    Postawiła syna na miękkie, zielone podłoże i wtuliła się w Matheasa. Pocałowała go czule w usta, zaś ich pierworodny przyglądał im się z niemałym zaciekawieniem.

    OdpowiedzUsuń
  31. Nie ukrywała ,że troszeczkę bała się lasu.
    Bo, nigdy nie wiadomo, co może czaić się w ciemności.
    Więc, bała się ,ale tylko troszkę.
    Spojrzała na niebo ,ale przysłaniały jej, je gałęzie drzew.
    a, gdy usłyszała czyjś głos podskoczyła ze strachu.
    Lecz, po chwili odetchnęła głęboko.
    Wiedziała ,że ktoś jeszcze tutaj jest.
    - A, tylko ja ma jakieś imię?-zagadnęła z lekkim uśmiechem - Błądzić nie błądzę, ja po prostu poznaję okolice-odparła przyglądając się postaci

    OdpowiedzUsuń
  32. Dygnęła lekko.
    -Emina. Emina Lamerielle. Z P...eh to już mniej ważne.-odparła lekko zakłopotana przecież nie mogła mu powiedzieć że jest pół syreną z podwodnego świata zwanego Oceaną.
    -Tak na prawdę to się zgubiłam-odparła -

    OdpowiedzUsuń
  33. -Do miasta choć chciałabym zobaczyć całe to miasto-odparła

    OdpowiedzUsuń
  34. - Może i chciałem? Może i chciałem coś osiągnąć? Były wielkie plany, kombinowanie. Było. Jednak mnie sie nie udaje. Już nie mogę. Jedyne co mi zostało to obserwowanie życia innych. Tak już jest. Powiedz mi, czy widzisz jakąkolwiek szansę na coś innego? Ja nie. Nie widzę.
    Pokręcił głową, a potem zerknął na dachy domów. Był dopiero wieczór. Co będzie robił przez całą noc? Cholera wie. Nic.

    OdpowiedzUsuń
  35. -Och dziękuje bardzo za wskazanie drogi i obawiam się że gubić się będę dość często choć niespecjalnie.
    Zapewne niedługo zapomnę.-odparła wzruszając ramionami

    OdpowiedzUsuń
  36. -Tak, na pewno nie jest waćpan wilkiem-odparła usmiechając się niewinnie.
    -Ale, czy cierpliwości starczy na mnie?-spytała Emina.
    -I czy mogę się już do waćpana, zwracać po imieniu?-spytała

    OdpowiedzUsuń
  37. -Ocho ,a więc widzę ,że zakochany jesteś!Tak, miłość to wspaniała rzecz każdemu dodaje siły i cierpliwości.A, czy przy padkiem twa ukochana nie będzie zazdrosna?Nie chce by była, bo gdy ludzie są zazdrośni w tedy dzieją się złe rzeczy-odparła, bardziej do siebie niż do niego

    OdpowiedzUsuń
  38. -I dziecko!Dzieci są takie rozkoszne i pocieszne.Kocham dzieci jednak tam z skąd pochodzę nie widuje się często dzieci.Są zamknięte-odparła

    OdpowiedzUsuń
  39. - Jasne - powiedziała z entuzjazmem. Ruszyła za nim prawie w podskokach nucąc sobie piosenkę.

    OdpowiedzUsuń
  40. -Chyba coś za dużo mówię...Ale skoro zaczęłam to i skończę.Dzieci do 14 roku życia zamknięte są by nie przeszkadzały dorosłym...Tak to u nas jest...-odparła lekko

    OdpowiedzUsuń
  41. Mimowolnie posmutniała.
    Dzieci miały nie przeszkadzać w zabawach rodziców kiedy ci łapali ludzi.
    -Tak, nikomu to oceniać

    OdpowiedzUsuń
  42. - Ja, Matheasie, jestem synem szlachetki, który wychował się w rynsztokach i jedyne pocieszenie znajdował w alkoholu. I tak jest już lepiej, prawda? - zaśmiał się, chowając ręce do kieszeni. Dochodzili już powoli do bram miejskich, za którymi czaił się trakt. Ciekawe czy strażnicy zechcą ich przepuścić.
    - Nie mogę mieć tego co Ty. W Graleyn mogę zostać dłużej, ale tak naprawdę co chwila muszę przenosić się z miejsca na miejsce, bo ludzie są strasznie podejrzliwi, a ja nie umiem dobrze się kryć. Zostawiłem kobietę, którą kocham, bo robiłem jej za dużo krzywdy. Tak już jest. Do tego trzeba przywyknąć.

    OdpowiedzUsuń
  43. Skoro nie chciał nic ciekawego mówić, postanowiła zasypać go swoim monologiem.
    - Tak się zaszyłeś w swej pracowni, a tu tyle nowych, ciekawych istot przybyło, bądź przewinęło się przez karczmę ... A wiesz, że potrafię rzucać błyskawicami? Trochę jeszcze muszę się poduczyć jeszcze u kochanych mentorów, bo czasem burza mi powstaje, nad którą nie mam kontroli. Próbuję medytować, ale nie potrafię długo usiedzieć w miejscu, bo nagle cała drętwieję, bądź zasypiam. Nie poddam się! - paplała. Zrobiła kilka oddechów, by odpocząć.
    - Zaciągnęli mnie do kopalni! Aż mam odciski od narzędzi, O! Widzisz? - pomachała dłonią przed jego nosem.

    OdpowiedzUsuń
  44. Spojrzała na niego uśmiechając się lekko. Pogładziła jego policzek z czułością.
    -Nie myślę, że zaniedbujesz. Wręcz przeciwnie. Widzę jak strudzony po całym dniu ciężko opadasz na pościel, robisz wszystko, by zapewnić nam godny byt, czego powiedzieć o mnie nie można - przerwała na chwilę, by musnąć wargami jego zarośnięty policzek.
    -Z samych obrazów i rzeźb wyżyć jest nie lada wyzwaniem. Ale kto wie... - zamyśliła się - Być może kiedyś ludzkość bardziej sztukę doceni.

    OdpowiedzUsuń
  45. - Tak, tak! Patrz jaka ja biedna! Do kopalni kamienie różnorake wydobywać wywieźli. Podli! A ja to tylko elektrycznością władam, ale przez to też można rozgrzać nóż. Wyobraź sobie, że owa potega chce biedną Heshką zawładać! Dlatego uczę się opanować swoje emocje i tak dalej - paplała gestykulując.

    OdpowiedzUsuń
  46. - Dobra! Ale małą, bo dużej.. nie kontroluję i będzie kłopot - powiedziała powoli machając wskazującym palcem. Pstryknęła palcami, aż pojawiły się iskierki. Jedna z nich nabrała siły, potem wystrzeliła z jej dłoni w drzewo.

    OdpowiedzUsuń
  47. -Ja już tam nie mogę wrócić zostałam wygnana-odparła bardziej do siebie niż do niego i znów powiedziała za dużo - A niech to szlag-zaklęła cicho

    OdpowiedzUsuń
  48. Zmierzwiła jego włosy śmiejąc się przy tym.
    -Cóż, urządzanie części skalnej idzie najlepiej. Sam wiesz bardzo dobrze, jakie mam zdolności związane z naturą kamienia, bardzo to przydatne jak coś mi się nie przypodoba.
    Nudziło ją rozprawianie o tym, gdyż dobrze wiedziała, co już chce zrobić, więc postanowiła zmienić temat.
    -Dawno już nie piliśmy razem czegoś mocniejszego...-zagadnęła uśmiechając się tajemniczo.

    OdpowiedzUsuń
  49. - Brzmisz jakbyś mi współczuł. Boże drogi, do czego to dochodzi? – wywrócił oczami, robiąc minę teatralnego przerażenia. - Użalam się nad moim marnym losem! Zabij mnie zanim zacznę jęczeć i pisać wiersze krwią dziewic! – Parsknął śmiechem, chowając ręce do kieszeni i przyśpieszając kroku. Powinni być blisko gdzieś tej chałupy i Wynn powoli zaczynał się rozglądać. Miał nadzieję, że Matheas go dobrze pokieruje.
    - Ale tak naprawdę… To Ci dziękuję za pomoc. Każdą. Litowanie się też. – Uśmiechnął się lekko. – I wysłuchiwanie jęczeń wiecznie niezadowolonego pajaca. Mam wahania nastrojów. Jak baba w ciąży. Naprawdę jak tak dłużej to będzie trwało to ja proszę o szybką śmierć.

    OdpowiedzUsuń
  50. Była mu wdzięczna że nie drąży tematu.
    -Jak byś mógł mnie odprowadzić byłba bym ci bardzo wdzięczna-odparła

    OdpowiedzUsuń
  51. Skinął lekko głową, na jego słowa. Uśmiech nie znikał z jego twarzy. Polubił Matheasa. Był taki normalny, w tym całym chorym, Graleyńskim cyrku. Ciekawe czy było mu samotnie pomiędzy wariatami…
    Domkowi przyglądał się z wyraźnym zainteresowaniem. Ewidentnie został niedawno odnowiony. I to odnowiony porządnie w sposób całkowicie profesjonalny. Wynnowi od razu zechciało się melancholijnych, głupich myśli. Praca nad warsztatem. Od nocy do rana. Tęsknił. Cholernie, obrzydliwie tęsknił. Wyrzucił te myśli z głowy.
    Boże, co z nim się działo! Jak tak mógł… Tfu. Okropne. Niedługo naprawdę zacznie beczeć nad swoim marnym losem.
    Wszedł do chaty i rozejrzał się po niej. W oczy rzucały mu się kolejne elementy wyposażenia. Nadzwyczaj liczne, jak na opuszczony dom, trzeba rzec. Może Matheas ciągle przenosił swoje rzeczy do domu w którym mieszkał wraz z Imeroth?
    - To aż za dużo na moje potrzeby. Nie żal było Ci ją tak zostawiać bez opieki? To całkiem zacny domek.

    OdpowiedzUsuń
  52. - Własnoręcznie wybudować dom, spłodzić syna i zasadzić drzewo? – uniósł brew. – Czujesz się już spełniony życiowo? – zaśmiał się cicho, mając najwidoczniej bardzo dobry humor. Po raz kolejny utwierdzał się w przekonaniu, że co jak co, ale nigdy nie dojdzie do tego, że będzie zazdrościł ludziom. Miał swoje życie i je kochał, takim jakim było. Niepełnym, ale pozbawionym tego bezsensownego w jego mniemaniu parcia na przód. Myśl, że miałby mieć dzieci, zestarzeć się, nawet u czyjegoś boku… To wszystko rodziło jedynie jego skrytą odrazę.
    Oczywiście nie okazał tego po sobie. Nie był przecież głupi. Przyglądał się wnętrzu domu z najwyższym skupieniu, słuchając słów Wilka.
    Jakby czytając mu w myślach, a w rzeczywistości jedynie zgadując nad czym się zastanawia, roześmiał się cicho.
    - Nawet trupy nie lubią marznąć. Choć ogień trochę rani moje oczy, zbyt mocnym światłem to nienawidzę chłodu.

    OdpowiedzUsuń
  53. - Magia, magią.. A co byś jeszcze potrafił oprócz ogrzania ostrza?- zapytała z ciekawieniem w oczach, które zaraz wyrażały prośbę.
    - Zrobisz mi dwa sztylety? Proooszę... Wiesz, że mam słabość do broni, a Pay mnie teraz uczy.. PROSZĘ...

    OdpowiedzUsuń
  54. - Stalowe mi się marzą, a co do rękojeści... to po prostu ... Nie wiem. Z czym ci się kojarzę? Może to byś uwiecznił... - mówiła spoglądając przed siebie zamyślonym, rozmarzonym wzrokiem.
    - Tylko żebym umiała się wypłacić - zaśmiała się.

    OdpowiedzUsuń
  55. - Math. Tracisz kontakt ze światem. – zauważył z rozbawieniem, bez zastanowienia siadając na sienniku. Kolejne spojrzenie po pokoiku. Cóż, panny tutaj nie zaprosi, ale… Nie było źle. Zimą nie zamarznie, przynajmniej w nocy. Niestety na zasypianie pod śniegiem i budzenie się w najgorszym odrętwieniu nic nie mógł poradzić. Spanie w własnym mieszkaniu było stanowczo zbyt niebezpieczne, mimo, że wrogowie Wynna ostatnio się uspokoili.
    - Wiesz, że jesteś za dobry? Dzięki Ci.

    OdpowiedzUsuń
  56. - Oj... muszę ci jakoś wynagrodzić. Co mogę dla ciebie zrobić? Będę się źle czuć z tym, że cię wykorzystałam - wyznała cicho.
    - To zjawię się po nie, kochany.

    OdpowiedzUsuń
  57. Rozglądała się zaciekawiona dookoła podbiegając tam a siam.
    - No.. ładny ten domeczek. A ja się cieszyłam, że jezioro to odludne miejsce. Może z dzikiej strony, gdzie plaży nie ma - komentowała ciągle.
    Weszła spokojnym nadwyraz krokiem do środka i rzuciła się na fotel.
    - No przecież kobiety się najlepiej na takich sprawach znają - stwierdziła układając się wygodniej.
    - O nie, nie! Ja nie piję alkoholu i nigdy nie ... no dobra! Dwa razy w życiu, ale to były wyjątkowe okazje - wymachiwała energicznie rękami.
    - Nie mam mocnej głowy do picia trunków...

    OdpowiedzUsuń
  58. - Może i jestem stary, ale wystarczająco, by stracić całkowicie domyślność. – powiedział z lekkim uśmiechem. – Pociesz się tym, że gdy będziecie mieli już winnicę, będzie zarabiała na siebie bez aż tak morderczej harówki.
    Wstał i podszedł do okien, by sprawdzić stan okiennic. W domu kogoś z zaawansowaną alergią na światło nawet jeśli nie zamierzał spędzać tam dni, była to ważna sprawa.
    - Nie ma tu piwniczki żadnej, prawda? – zapytał, patrząc na podłogę. Podmurówka była marna, ale może wampirowi się poszczęściło? Z drugiej strony nie była to ważna rzecz, z własnej woli nigdy by nie zasnął w miejscu w którym ktoś mógłby go znaleźć.
    Dopiero po jakimś czasie odwrócił się do Matheasa.
    - Przepraszam Cię za to, że Cię nachodzę o takiej porze. Raczej nie mogłem przyjść wcześniej. – powiedział przepraszająco, choć z rozbawieniem.

    OdpowiedzUsuń
  59. -Jak ty mnie doskonale waćpan znasz- poczęła chichotać jak mała, rozbawiona dziewczynka. Cmoknęła go zaraz po tym w policzek i porwała syna w ramiona. Zaczęła iść po wąskiej leśnej ścieżynie, która prowadziła do Elhyr.
    Stanęła w pewnym momencie i odwróciła się w stronę Matheasa. Czekała, aż do niej dołączy. Zaraz jednak energicznie zbliżyła się do niego i złapała go za rękę, po czym wreszcie mogli ruszyć.

    OdpowiedzUsuń
  60. - A idź ty! Ty.. Matheasie! - krzyknęła krzyżując dwa palce wskazujące.
    - Pamiętam, jak żeś mnie z ziółkami gonił..

    OdpowiedzUsuń
  61. - Nie bądź czarnowidzem. W życiu się już stanowczo za dużo nasłuchałem jęczenia. Na następną dekadę, albo i dwie mi starczy. – Powiedział wesoło, sadowiąc się na sienniku.
    - Nie mów mi gdzie mieszkasz, bo jeszcze zacznę Cię nawiedzać. A nie ma nic gorszego od wkurzającego wampira na karku, możesz mi wierzyć. A’propos jęczenia. Nie wiesz jak bardzo można być męczącym. I… dzięki, Math. – powiedział na końcu.
    Gdy Matheas go zostawił położył się na łóżku. Własna chałupka. Miło. Można wziąć psa od Heshtje, to będzie miał gdzie spać… Zresztą, sam by się przespał, ale jakoś nie miał zamiaru dopuszczać do spotkania trzeciego stopnia z wściekłą strzygą zwącą się żoną, która natrętnie nawiedzała go w snach od chwili śmierci. Dlatego Wynn zwykle nie sypiał w nocy. W dzień nawet Lydia musiała się pocałować. Był martwy i żadnych snów nie doświadczał.
    Siedzial sam w ciemności. Potem rozejrzy się dokładnie po domku.
    A Matha nawiedzi. Oczywiście.

    OdpowiedzUsuń
  62. -Do Elhyr zaciągnąć mam zamiar, a co! Już tak dawno tam nie byliśmy, że to aż wstyd.
    Byli niedaleko. Zza drzew wyłaniała się już karczma. Na ten widok westchnęła sentymentalnie. Chwilę później już stali przed tabliczką, na której widniały namalowane, koślawe znaki.
    -I widzisz synu, gdzie żeśmy się z ojcem poznali - nadal wpatrzona była w tabliczkę.

    OdpowiedzUsuń
  63. - A.. dobra. Nie wazne - machnęła na to ręką i wyprostowała się w fotelu.
    - Ja będę musiała chyba już iść. Psy mnie zapewne czekają, a Draw... jak to Draw. Nie ma zbyt humoru - rzekła wstając.
    - Mogę ci ukraść świeczkę? Nie lubię używać swej mocy do oświetlenia sobie drogi.

    OdpowiedzUsuń
  64. - Drawen. Nie pamiętasz? Pożarłam się o tego złotego smoka z Wynnem - zasmiała się cicho wychodząc z pokoju gościnnego.
    - Lepsze malutkie, wątłe światełko, niżeli nic. Ddziękuję za lampę. Za niedługo oddam, bo mam przyjść przecież po sztylety.

    OdpowiedzUsuń
  65. Tego dnia spoczywała na wzgórzu wraz z swoim miniaturowych rozmiarów podopiecznym Smokiem Draco. Nagle jej uwadze umknęło iż pewna osoba siedzi nieopodal jej na dużo większym głazie z małym zawiniątkiem na rekach.
    Wyczuwając aurę przyjaciela spojrzała na niego, na swym dłoniach trzymał synka. Wyglądał na zachwyconego tą małą istotką. Więc postanowiła , ze nie będzie im przeszkadzać.

    OdpowiedzUsuń
  66. - Pewnie. Nie widziałam jeszcze ni razu waszego szkraba. Imu, to cała Imu.. spotkałam ją ostatnio w karczmie - zaśmiała się cicho.
    - No to bywaj Math - westchneła opierając sie o framugę drzwi, po czym zamkneła je za sobą.

    Po paru dniach od spotkania z przyjacielem wybrała się nad jezioro- jej ulubione miejsce na rozmyślenia.
    Po całym bodajże dniu odpoczywania na jego brzegu, czy spacerowania, spojrzała w górę. " Gdzieś tam jest chyba od nich chatka " mruknęła i zaczęła się jakoś wdrapywać.

    OdpowiedzUsuń