Nazywają je Miastem Straceńców.

Graleyn nie należy do ludzi. W tym niepozornym miasteczku dzieje się więcej, niż sobie wyobrażasz. W cieniu starych murów kryją się istoty, które nie powinny istnieć. Siedzą w karczmie i piją wino. Prowadzą warsztaty i sklepy. Ludzie nie mają nic przeciwko… Głównie dlatego, że nie wiedzą o tym, iż miasteczko jest stolicą świata nadnaturalnego. A to, że czasem ktoś zniknie...

No cóż, zdarza się.


piątek, 17 sierpnia 2012

Klątwa srebrnego smoka.



Yakar Saro - srebrny smok, przeklęta dusza. Lat 1000, wygląda na 20. Zajęcie: nauczyciel kontroli żywiołów. 


OPIS:

Urodziła go kobieta, nasienie dał nieznajomy, którego krew musiała być niezwykła, bo chłopiec, który urodził się tej sztormowej nocy, kiedy morze było gniewnie wzburzone, był inny. Najdziwniejsze były jego oczy, które w ciemnościach mieniły się odcieniami złota i czerwieni, co wprawiło jego matkę w dzikie przerażenie i chodź wiedziała, że jej dziecko będzie odmieńcem wyrzekła się go z obawy przed konsekwencjami. W tamtych czasach palono kobiety na stosach za coś takiego. Odkąd sięga pamięcią,
 Yakar wychowywał się sam. Zawsze zdany na siebie, na to co upoluje lub ukradnie stał się twardym człowiekiem, niemal żelaznym. Już od małego łapał się dorywczych prac i całym sercem nienawidził dorosłych, który albo go wykorzystali jako siłę roboczą albo przeganiali z podwórka, kiedy prosił o jedzenie.
 Kiedy dorósł było już za późno i był pełen awersji do wszelakich istot ludzkich, a szczególnie do kobiet. Tych nigdy nie darzył szacunkiem i upodobał sobie ich wykorzystywanie dla własnych namiętności. Wszystko przez matkę, która pozostawiła w jego sercu wyrwę.
 Lata mijały, świat zmieniał się podczas dekad a Yakar wciąż pozostawał młody i w sile wieku. Musiał emigrować, żeby nie ściągać na siebie podejrzeń.
 Wykształcenie, które później zdobył oraz doświadczenie sprawiło, że dorobił się niemałej fortuny, ale bynajmniej nie przez uczciwą pracę.
 Nauczył się kantować i oszukiwać, oraz wyzyskiwać ludzi do ostatniego centa i pewnie bawiłby się w to nadal, gdyby nie pewien deszczowy wieczór.
 Wtedy za swój obiekt oszustwa obrał niewłaściwą kobietę, która okazała się być przebiegłą czarownicą i kiedy tylko wywęszyła podstęp ukarała Yakara bardzo surowo.
 Ujawniła jego naturę w najpodlejszy sposób, sprawiając, że zaczął zamieniać się w srebrnego smoka w którego zmienia się każdej nocy.
 Podczas przemian Yakar rzadko jest sobą przez co dochodzi do niekontrolowanych przez niego morderstw.
 Srebrny smok stał się więc legendą i koszmarem opowiadanym przez rodziców swych krnąbrnych dzieci.
 W zamierzchłych czasach za głowę srebrnego smoka oferowano forntune.
 Yakar nie miał wyjścia i porzucił swój dawny styl życia, kupując wielką posiadłość w Graleyn.
 Miasto to spodobało mu się bardzo i chociaż wciąż nie kontroluje swoich przemian, kontroluje swoją duszę. Mimo to woli nikomu nie pokazywać swojej drugiej, mniej łagodnej natury.
 Osiadłszy w jednym miejscu na dłużej zaczął interesować się mocą płynącą z matki natury, a konkretniej z 4 żywiołów. 
 Szybko okazało się, że ma do tego niezły dryg i że radzi sobie znakomicie.
 Ostatecznie stał się w tym tak dobry, że chcąc znaleźć sobie zajęcie przyjął pod swoją opiekę uczennicę, której gotów jest przekazać swoją wiedzę.

 Yakar ma przedziwny charakter. Trudno jednoznacznie stwierdzić czy jest postacią pozytywną czy negatywną. Na co dzień zachowuje się jak gbur, który przemyka zmokłymi ulicami nie odzywając się do nikogo. Bywa samotnikiem, który mieszka w swoim zamku na wzgórzu wraz z kilkoma lokatorami. Nie wielu z poza jego kręgu chcą mieć z nim coś wspólnego.
 W chwilach jednak kiedy w niebezpieczeństwie znajduje się dziecko czy niewinne zwierzę potrafi zamienić się w herosa i przynieść ratunek. 

 
W SKRÓCIE:

Zrodzony z człowieka i Boga• Obłożony ciężką klątwą za nieposłuszeństwo • Przemienia się w srebrnego smoka

ZDOLNOŚCI:

Latanie • Nadludzka siła • Przemiana w smoka • Wytwarzanie ognia

Nie kopiować skórki!

ROZDZIAŁY   Poboczne    Powiązania 

>> Karta Calsei<<

***
I to znowu ja! Tym razem z panem. Od razu mówię, że Yakar i Calsei nie będą parą, jakby się mogło wydawać po tym, jak stworzyłam postacie przeciwnej płci xD 
No i standardowo wątki i powiązania wywołują u mnie objawy radości.
Kartę pewnie uzupełnię, poprawie, jeszcze pomęczę i tak dalej :D 
Nie mam nic przeciwko zaczynaniu, ale lubię też rzucać pomysłami dlatego wolałabym nie robić wszystkiego sama. Sprawiedliwie będzie jak ten kto da pomysł nie będzie musiał zaczynać. 
Pozdrawiam!  

37 komentarzy:

  1. [ Podobają mi się te skórki :D W KP tej dwójki wgłębię się jutro, bo dzisiaj mózg odmawia mi posłuszeństwa. A i może o jakimś wątku pomyślę? Hum.]

    OdpowiedzUsuń
  2. ( Co powiesz na wątek? A mi zdjęcia i gify się rozsypały zasłaniając tekst o.o.)

    OdpowiedzUsuń
  3. [ No to mam pytanie; Wynn chyba nie ma szans spotkać ludzkiego Yakara, prawda? Wiadomo, żyje tylko w nocy, a pan Yakar wtedy jest smoczkiem, prawda? Masz jakieś zacne pomysły cóż mogłoby z tego wyniknąć?]

    OdpowiedzUsuń
  4. [Oo bardzo ciekawe^ ^ to może masz chęć na wątek z moją Eminą?]

    OdpowiedzUsuń
  5. [ Nie ma co bardzo fajna postać :3, Aż pomysła ci zazdraszczam xd. Ale tak ogólnie to o wąta przyszłam zapytać, jeśli masz ochotę, przebywać z samosadystycznym świrem :3]

    OdpowiedzUsuń
  6. [Git a więc zaczynam]

    Była noc, kolejna której, Emina nie chciała zostać w domu.
    Upewniwszy się ,że wszyscy śpią, ubrała na długą, bawełnianą koszulę nocną, czarny płaszcz w którym przybyła do miasta Graleyn.
    Cichutko na paluszkach wymknęła się z domu i przemykała jak cień, pomiędzy ciemnymi uliczkami aż do ciemnego lasu.
    Starała się nie rozglądać, by nie budzić aż nad to wybujałej fantazji.W końcu udało jej się, prawie bez strachu dotrzeć do jeziora, które odbijało blask księżyca.
    Dziewczyna zdjęła koszulę nocną i razem z płaszczem złożyła i położyła pod drzewem.
    Teraz naga, uśmiechnęła się do księżyca i wskoczyła do wody zmieniając nogi na ogon.
    Pływała w niewielkim bajorku, śpiewając pięknie.
    Była przekonana ,że jest tu sama...
    [No mam nadzieje że takie cóś może być ^ ^]

    OdpowiedzUsuń
  7. ( Walka smoków :D. Zaczniesz? Hesh nie jest nieśmiertelna.)

    OdpowiedzUsuń

  8. [ Jako, że Wynn ma na każdą potyczkę jedną, niezastąpioną metodę pt „Nogi za pas!” i gotowy jest nawet zmienić się w nietoperza i uciec kominem, żeby tylko nie dostać od nikogo po dupie, to proponuję może, by Yakar tropił go w owych podziemiach w dzień, kiedy Wons będzie spał. I co najwyżej go obudzi. Na jaki cel będzie chciał przeznaczyć jego wąpierzowatość to sobie wymyśl. Można się znęcać, jedynie nie rozczłonkowywać, bo za bardzo lubę tego mojego głąba :D
    Kto zaczyna? Mi to tam obojętne w sumie.]

    OdpowiedzUsuń
  9. Dalej pluskała się i śpiewała piękne pieśni do księżyca bo któż inny był tu?
    A jednak ktoś tu był.Emina poczuła to dopiero po chwili.
    Przebiegł po jej plecach dreszcz wzdrygnęła się.
    Zaczęła lekko panikować rozglądając się na wszystkie strony.
    Jednak nie mogła niczego zauważyć.
    "To paranoja paranoja !" powtarzała sobie ale na wszelki wypadek postanowiła już wracać.
    Wyszła więc z wody wpierw zmieniając ogon na nogi.

    OdpowiedzUsuń
  10. [ Cóż... Necro to raczej typ samotnika, który przez ostatnie dwanaście lat prawie nie opuszczał swojego cmentarza i nie zawierał znajomości i samą swoją osobą odstraszał każdego w miarę normalnego i zdrowego umysłowo człeka, dlatego bardziej walę w spontan, że tak powiem, ale... Nowe doświadczenia tyż są potrzebne, więc raz na rok ruski (Jak nie więcej xd) mogę zgodzić się na takie powiązanie... Chociaż w sumie Green, jako Nekromanta nie musi sprawdzać czy trup to trup, bo śmierć czuje na kilka kilometrów, że tak powiem... Ale co mi tam :3. I kumplować się z Yakarem może i Calsei trupki sprawdzać! Jak już mówię podsunięte pod nos powiązanie nie jest złe :D. Głównie dlatego że nie musiałam sama wymyślać!]

    OdpowiedzUsuń
  11. Zapadł zmrok, kiedy rudowłosa postanowiła się przejść lasem. Ogromne drzewa otaczały ją zewsząd, ale nie pojawił się u niej ani cień strachu. U jej boku kroczyła postać odziana w czarny, długi płaszcz oraz naciągnięty jak najbardziej kaptur na twarz. Między nimi trwała cisza, ale nie przytłaczająca.
    Heshtje jak zwykle głowę miała w chmurach. Tym razem zadręczała się istotą Drawena, bo przecież tak naprawdę nic o nim nie wiedziała. Gdyby nie ostatnia wyprawa do Szwecji, nie miała by pojęcia o jego drugiej postaci. Znała go przecież jako zwykłego, trochę zwariowanego człowieka, a teraz... Teraz ma wrażenie, że zadaje się z inną osobą. Kimś, kto jest bezwzględnym szpiegiem, donosicielem, który potrafi wbić nóż w plecy.
    Była również ciekaw, czy utrzymuje kontakt z jakimiś innymi smokami. Co ona może wiedzieć o tych gadach? Nic, nic kompletnie... Przed przyjazdem do Graleyn nie wierzyła w żadnych nadludzi, nawet nie miała o nich pojęcia.
    (Może być? Zaczynanie niezbyt mi wychodzi ...)

    OdpowiedzUsuń
  12. Kiedy Wynn przyszedł tu kilka godzin wcześniej ( a jak zawsze przyszedł na ostatnią chwilę) był już na wpół przytomny i musiał opierać się o ściany, by nie paść na środku korytarza. Poranki były straszne. Przez to, że latem noce były tak krótkie, a wampir lubił korzystać ze swojego nieżycia, wrócił do kryjówki stanowczo za późno. Takie wypadki zawsze kończyły się tak samo. W podziemiu znajdował się rozhisteryzowany, prześladowany wizją piekielnego ognia i słaby niczym dziecko.
    Sypiał w różnych dziwnych miejscach; w piwnicach opuszczonych domów, dziurach w ziemi, a i czasem w katakumbach pod miastem, chociaż tego ostatniego jawnie nie lubił. Pomijając fakt, że wampirem był typowym i nieco przesądnym, co objawiało się na przykład w awersji do kościołów, był również wyjątkowo strachliwy. Na myśl, że mógłby się poparzyć zaczynał histeryzować. Na widok nietoperza o mało co nie krzyczał. Na świadomość, że musiałby spać w trumnie zaczynał się trząść. Na wieść, że musi wejść do opuszczonego zamczyska panikował jak baba.
    Tego ranka ledwie dotoczył się do Sali, którą zwiedził kiedyś w nocy, spojrzał z przestrachem na tajemniczą trumnę, której nawet bał się otworzyć i padł w najciemniejszym kącie Sali gdzieś za kolumną. Zapadł w sen przypominający do złudzenia śmierć.
    Ową trumnę widywał już nie raz, ale magia też zaliczała się do rzeczy, których się bał. Znaki rozpoznał jako wysoce niebezpieczne dla kogoś, kto nie rozpoznaje magicznych zagrożeń i postanowił nie zbliżać się do niej na więcej jak cztery metry, czego przestrzegał zawsze i o każdej porze.
    Właśnie ten magiczny płomień, który wytworzył mężczyzna go obudził. Był tak przewrażliwiony na jego punkcie, że jego organizm przezwyciężył dzienną śmierć, poczytując to jako największe zagrożenie. Drgnął nieznacznie, kiedy jego ciało przeszedł drobny skurcz. Najpierw wróciły mu zmysły, potem władza nad mięśniami. Pierwsze co usłyszał… „Terefere”? Chyba wariował. Słabym ruchem odgarnął włosy z twarzy i starał się dojrzeć bez zdradzania swojej obecności to co dzieje się po drugiej stronie sali. Kolumna zasłaniała mu widok, lecz świetny wzrok i ciemność pozwalały zobaczyć, jak nieznajomy pochyla się nad trumną z nieznaną Wynnowi zawartością…
    Złodziej? , pomyślał, nie mogąc znaleźć lepszego wytłumaczenia.
    Powoli podniósł się z ziemi i schował za kolumną. Słońce zabrało mu większość sił, lecz miał chyba ich tyle, by porządnie nastraszyć delikwenta…
    - Cóż robisz w moim domu, nieznajomy? Odejdź! – starał się przybrać jak najbardziej „duchowaty ton” i schował się za kolumnę. Szkoda, że stąd nie widział zawartości trumny, bo był strasznie ciekaw… Ciekawe czy zadowoliłaby ich dwóch odpowiedź, że owe zaklęcia na niej wyryte miały zakonserwować zwłoki i obronić je przed rozkładem. Jak egipską mumię.

    OdpowiedzUsuń
  13. [*Po dłuższej chwili zastanawiania się, gdzie napisać* bardzo dziękuję, jednak Twoje postaci są o wiele oryginalniejsze, a KP wyglądają fantastycznie. :D Mnie nie trzeba na wątki namawiać, powiązania fantastyczne, tylko wolałabym nie wplątywać Calsei w ucieczkę – złóżmy, że zaprzyjaźniły się na dworze, a Aileen nie chciała, by ta się dla niej narażała. Skoro wymyśliłaś, pozwól mi pomęczyć się z zaczęciem wątków. ^^]

    Są na tym pięknym świecie osoby, którym wszystko przychodzi łatwo. Błyskawicznie pochłaniają wiedzę, lotny umysł od razu jest w stanie wykorzystać teorię w praktyce, a zręczność daje niezwykłe możliwości względem nauki nowych stylów walki czy posługiwania się przeróżnymi rodzajami broni. Aileen zdecydowanie nie należała do takich ludzi, zatem, gdy tylko pojawiła się możliwość nauki panowania nad żywiołami u Yakara, miała mały problem. Gdzie mogliby ćwiczyć, by nikogo owymi treningami nie skrzywdzić? Jak się okazało pytanie nie było wcale trudne, całkiem niezłym rozwiązaniem wydawało się bowiem Jezioro. Znajdowało się ono poza granicami miasta, więc spacerowiczów tam zbyt wielu nie było, a polana przy nim doskonale nadawała się do ćwiczeń; poza tym miało dodatkową korzyć – w razie pożaru wody pod dostatkiem.
    Tak więc Aileen przedzierała się przez gęstwinę, próbując nie zagubić się w kniei, co wciąż wydawało jej się prawdopodobne, mimo faktu, że drogę tą przebyła już wielokrotnie. Z tym, że nigdy jej się nie śpieszyło tak jak teraz, była bowiem spóźniona o dobrą godzinę, nie pierwszy raz w tym miesiącu. On mnie kiedyś w końcu zamorduje, jęknęła elfka w duchu, wpadając w końcu zziajana na polanę.

    OdpowiedzUsuń
  14. Długowłosy spojrzał na niego, badając jego mimikę. Wydawał się być mocno zbity z tropu. To dobrze… Może Wynn wyjdzie z tej przygody tak nieżywy jak zawsze, nie bardziej. Wzrok nieznajomego sugerował jednak, że tamten nie szukał wcale skarbów zamkniętych w skrzyniach… Tylko jego samego. A to nie zwiastowało już dobrze dla niego umarłości w stanie żywym.
    - Właściwie planowałem udawać ducha. – przyznał wampir, wpadając na prawie genialny pomysł i kontynuował. – Jak się nie ma co się lubi to się lubi co się ma. – Podrapał się po głowie. Miał nadzieję, że jego chłopskie ubranie jest odpowiednio zniszczone, by wziąć go za zwykłego bezdomnego. - Lepsze to niż spanie na ulicy, prawda?
    Przez chwilę przestał opierać się o kolumnę i stracił równowagę. Chwycił się jej na powrót jeszcze bardziej kurczowo. Miał nadzieję, że nieznajomy nie dojrzy jego pokazu słabości. W dzień zasypiał kamiennym snem, jednak nawet nieprzytomny mógł wyczuć na przykład, że jest przenoszony, albo, że gdzieś w okolicy jest ogień. Czasami zdążył się wybudzić… Gdyby rzeczywiście spał w tej trumnie nie miałby szans na przeżycie. Miał cholera, szczęście.
    - Co tu robisz? Udało Ci się otworzyć tą trumnę… Jest tam co ciekawego? Ja próbowałem - nie dało się. – skłamał. Na szczęście kiedy chciał potrafił kłamać wprost wyśmienicie. Inna sprawa, że tego zwykle nie robił…

    OdpowiedzUsuń
  15. Ledwie zdążyła założyć koszulę nocną a coś czego obecność zdążyła wyczuć wyłoniło się.
    Emina naiwnie myślała że to coś może jej nie zauważyło ale jednak grubo się myliło.
    W jednej chwili poczuła że to "Coś" porywa ją zaczęła krzyczeć z przerażenia.
    "Pewnie to coś mnie zje!" "Jestem za młoda na śmierć!" myślała gorączkowo gdy przestała krzyczeć była bardzo bliska płaczu...
    Postawiło ją to coś co chyba było smokiem.
    Tak tak też jej się wydawało chociaż potwierdzić tego nie mogła.
    Nigdy nie widziała smoka.
    Nadal była przerażona...I starała trzymać się od smoka z daleka jednak coś ją do niego ciągnęło...

    OdpowiedzUsuń
  16. Przemienił się w smoczysko idąc spokojnie obok rudowłosej, której dał swój płaszcz.
    " Nosz kurw.." warknął w myślach, kiedy przeciwnik wgryzł się w długą szyję. Ogonem odepchnął Heshtje jak najdalej. Może trochę za brutalnie, bo cisnął nią w drzewo, ale nie chciał zrobić dziewczynie krzywdy. " Wybacz i nie podchodź " zabrzmiał zachrypnięty głos w jej głowie.
    Kiedy Drawen walczył ostatnio ze ( rozumnym) smokiem? No... trochę czasu minęło.
    Spoglądał na srebrne cielsko z lodowatym spokojem bijącym ze złotych oczysk. Rozwarł paszczę ukazując rzędy ostrych kłów i postarał się buchnąć w przeciwnika ogniem, kiedy wił ogonem zakończonym kolcem.
    "Idiota... Czego chcesz?" cisnął w jego stronę.
    Za duzo przebywał z ludźmi, oj za dużo... Zwłaszcza od kiedy Hesh ubzdurała sobie zrobić z niego grzecznego pupila, choć wcale nim nie zamierza się stać. Bawił się w szpiegostwo za spore wynagrodzenie, albo rozsiewał plotki. Teraz ma za swoje. Dał się podejść. Nawet nie wyczuł wroga.

    OdpowiedzUsuń
  17. [ Wiesz co! Obraziłeś mnie samą myślą że mogłabym House'a nie znać! Jeśli tak chcesz to rozegrać z tą przyjaźnią okay, tylko w takim momencie Yakar musiałby czasem na cmentarz wpadać xd. A co do Calsei może być :3. Necro raczej nie zajmuje się upiększaniem trupów, woli szybko wykopać dół, włożyć zwłoki, zakopać i zrobić nagrobek.]

    OdpowiedzUsuń
  18. Wynn miał dziwne wrażenie, że tamten z niego drwi. Jeśli tak robił, to może właśnie jest chwila na nawrócenie. Boże, jak to było…
    Zdrowaś Mario, łaski... Nie pamiętał co dalej. To dobrze wcale nie wróżyło.
    - W-wampir? - udał przestrach, wykorzystując całe pokłady umiejętności aktorskich. Mimo strachu (choć nie z powodu wampira, lecz groźby śmierci owego) zaśmiał się w myślach. Jakaż to absurdalna sytuacja. Aż miło. – Wampiry nie istnieją – powiedział cicho, z odpowiednią dozą niepewności i pochylił głowę, pozwalając włosom opaść mu na twarz. Było bardzo ciemno, co oznaczało, że jego oczy mogły lekko połyskiwać. Ręką namacał sztylet. Dobrze, że go miał przy sobie. – Jeśli jest tu wampir, obudzi się dopiero wieczorem. A ja się wieczorem ewakuuję, więc go nie spotkam. – powiedział wesoło, odwracając wzrok i niby rozglądając się po sali.
    - Nie ma go w trumnie… Jeśli wampiry istnieją to śpią w trumnach, prawda? Jeśli nie ma go w magicznej trumnie, to może poszukaj na cmentarzu? – zasugerował.
    [ Masz jakiś pomysł na wątek Wynna z Calsei? ]

    OdpowiedzUsuń
  19. Po chwili grozy nastała w niej złość.
    Ten smok zachował się niebywale niegrzecznie! Co on sobie wyobraża?
    A może to robią smoki?Hm ciekawe...
    Przyjrzała mu się i dostrzegła jakby ludzi błysk w oku.
    Przez jego ogon o mało się nie potknęła.
    Nie chciała spać w obawie że smok może jej coś zrobić ale sen był od niej silniejszy i zasnęła.
    Spała jak suseł wtulona jak jej się wydawało smoka.
    Nagle poczuła ruch.
    Zerwała się przestraszona i spojrzała że smoka nie ma ale za to jest jakiś młodzian.
    Już nic nie wiedziała.
    -Kim jesteś?Gdzie jest ten niewychowany smok?Gdzie ja jestem?I czemu mnie przytulałeś?Chyba nie jesteś tym smokiem co?-spytała podejrzliwie próbując wstać.

    OdpowiedzUsuń
  20. [ Och, tego że jesteś dziewczyną to się domyśliłam xd. Ja po prostu czasem piszę z rozpędem myśląc o kolejnej wypowiedzi i właśnie takie stwierdzenia mi wychodzą :3.
    Ogólnie to ja chętna do zaczynania nie jestem. Ostatnio mam lekki niedobór weny, przez wykorzystywanie jej do opowiadań.]

    OdpowiedzUsuń
  21. -Ale ja jestem w samej koszuli nocnej!-zawołała - I budzę się a tu jakiś mężczyzna mnie obejmuje a wcześniej coś chyba smok mnie porwało!To co ja mam myśleć?Żądam odpowiedzi chociaż na to kim jesteś!Nie zbywaj mnie!Spokojnie-odparła i zaczerpnęła powietrza -Skoro jesteś smokiem a tego nie wiem i chyba mi nie powiesz to widziałeś mnie...-zarumieniła się porządnie - I pewnie widziałeś ogon nie nie ja nie jestem taka jak one nie zabijam nie -odparła bez ładu i składu a po chwili rozpłakała się

    OdpowiedzUsuń
  22. - Szukaj go sam, tunele są wielkie, pod całym miastem. Ja ledwie chodzę. – powiedział cicho, nie kłamiąc tym razem. Ciągle walczył z obezwładniającą sennością, która próbowała zabrać go w swoje szpony na powrót. – O żadnych dziwnych istotach ni słyszałem. O podziemiu mówili, że upiry tu są, ale żadnych żem nie widział. Jedyny groźby żeś tu jesteś chyba Ty. I Świący wypierz. Szukaj se go sam, mnie zostaw w spokoju.
    Cofnął się i usiadł pod ścianą. Szybko zorientował się, że nie był to dobry pomysł. Naprawdę powątpiewał w to, że da radę wstać. Korzystając jednak z tego, że całkowicie skrył się w cieniu, jedną ręką zaczął ściągać pierścienie z palców i wrzucać je do kieszeni. Z wizerunkiem bezdomnego rubiny, złoto i srebro się nieco gryzły.
    Ciągle zastanawiał się nad wyjściem z tej okropnej sytuacji. Wyjścia za diabła nie widział. Jeśli to człowiek (w co coraz bardziej wątpił) to da mu radę. Jeśli nie…
    Hasło „mam rodzinę, żonę i dzieci na utrzymaniu!” w jego sytuacji nie brzmiało wiarygodnie.

    OdpowiedzUsuń
  23. Aż skuliła się nieco pod jego niezbyt przyjaznym spojrzeniem. Spróbowała się uśmiechnąć, jak to zazwyczaj w takich chwilach robiła, lecz tym razem nie wyszło jej to najlepiej. Mimo iż nie było to ich pierwsze spotkanie, elfka wciąż nie mogła przyzwyczaić się do grymasu, w jaki niezmiennie wykrzywiały się chłopięce rysy nauczyciela i za każdym razem tak samo ją to szokowało. Byłby naprawdę przystojnym mężczyzną, gdyby pozbył się tego zniechęcenia i naburmuszenia, uzmysłowiła sobie nagle, wychodząc z ociąganiem na środek polany.
    - No, jakoś tak wyszło… Ale to nie była moja wina! Tym razem mówię prawdę – oznajmiła, nie wiedząc jeszcze jaką strategię obronną powinna przyjąć. – Bo widzisz… Wczoraj spotkałam swoją znajomą i… Oj, czy nie możemy po prostu zacząć? Później opowiem Ci historię mojego życia – rzekła, machnąwszy lekceważąco dłonią, a w jej głosie można było dosłyszeć cień zniecierpliwienia, absolutnie nie na miejscu, biorąc pod uwagę jej sytuację. Cóż, mogła mieć jedynie nadzieję, że jej nie wyłapie i nie będzie ciągnął jej za język. Tyle już było tych spóźnień, że powoli kończyły jej się wymówki.

    OdpowiedzUsuń
  24. Zamrugała raz po, raz powiekami oraz potrząsnęła lekko głową. Rozejrzała się dookoła. Niedaleko siebie zauważyła wielką złotą i srebrną plamę.
    "Co ja tu robię..." czuła się okropnie zdezorientowana.
    - D..DRAW! - wrzasnęła wstając z trawy. Podbiegła do leżącego cielska. Nie był tym zbyt zadowolony. Starał się znów odrzucić ją ogonem.
    " Uciekaj".
    - Chyba cię pogrzało - mruknęła, choć wpradzie nie wiedziała zbyt co robić. Nie była przecież żadnym wiedźminem, czy jakimś pogromcą.
    Amon warknął głośno trzepocząc skrzydłami. Ostrym kolcem na końcu ogona wbił się w przeciwnika, gdy dziewczyna poczęła ciskać błyskawicami. Nie chciała użyć więcej mocy, gdyż mogła stracić nad sobą panowanie.

    OdpowiedzUsuń
  25. - Kiedyś miałem aspiracje na rycerza, ale to było dawno temu. – Zaśmiał się cicho.
    Widział, że dalsza taka dyskusja nie ma sensu. Westchnął teatralnie pod nosem.
    - Z Ciebie rycerz też kiepski, jeśli przychodzisz tu w dzień. Naprawdę atak na bezbronnego, napadnięcie go we śnie to Twoja metoda walki? – prychnął wstając. No dobrze, udawanie, że nie sprawiło mu to tak piekielnie wiele trudności na razie nie szło tak źle jak myślał, że pójdzie. To dobrze.

    OdpowiedzUsuń
  26. - No i masz babo placek - mruknęła zerkając to na złotego gada, to na młodego mężczyznę. Bez zastanowienia podbiegła doń i uklęknęła przy nim, by przyjrzeć się ranom.
    - Czy ty musisz wszystkich żałować? Chodź i go zostaw. Odprowadzę cię do domu - odezwała się postać w czarnym płaszczu stojąca za nią. Drawen zdenerwował się lekko.Przygryzła dolną wargę. Nienawidziła czuć się bezradnie, niekomfortowo.
    - Pomożesz mi go jakoś zaciągnąć do mego domu. Rany... dwa smoki na głowie. O dwa za dużo.

    Ułożyła mężczyznę delikatnie na łóżku w swej sypalni. Na krześle miała już przyszykowane opatrunki i wodę, by obmyć rany.
    Lekarz z niej nie był żaden, ale pierwszej pomocy nie powinno się odmówić.
    U progu drzwi stanął czarnowłosy mężczyzna o złotych oczach. Mdłe światło kilku ściec ukazywało jego niezadowoloną minę.
    - Nieznajomych do swego domu przyprowadzasz. Ładnie to tak? - mruknął niosąc okłady.
    - To już nie pamiętasz jak tobą się opiekowałam? Chodź tu... ty też jestes nieźle poobijany.

    OdpowiedzUsuń
  27. [Czyżbym została pominięta celowo?A może i nie celowo?]

    OdpowiedzUsuń
  28. [ O! Umowa jest okay! Zaraz postaram się wyknocić jakiś wątek do Calsei :3]

    OdpowiedzUsuń
  29. - Hej! – zawołała zbulwersowana elfka, odskakując raptownie. – Czy nie na zbyt wiele sobie pozwalasz? – spytała, gładząc dół sukni w sposób, jakby chciała docisnąć go do nóg. – A i owszem, mam spodnie, czasem zdarza mi się mimo wszystko myśleć.
    Nie było można jej słowom nadać rangi skarcenia, choć to właśnie leżało w zamiarze elfki, której opryskliwy ton aż nadto wyrażał oburzenie jego śmiałym gestem.
    - Chcę wrócić na scenę i wcale nie zachowuję się jak dziecko – dodała normalniej, choć z iście dziecięcym uporem. – Więc zacznijmy już.

    OdpowiedzUsuń
  30. -A więc jednak byłeś smokiem! Och ty zboczeńcu!!! Tak nie wypada! Widziałeś ogon! Ale to nie tak! Ja nie jestem syreną jestem pół syreną! I nawet tak sobie nie żartuj!-odparła po czym otarła łzy i spojrzała na niego - Tobie też niczego nie brakuje...Ale chyba wolałam cię w postaci smoka przynajmniej nie żartowałeś sobie ze mnie.-odparła z lekkim uśmiechem. - Ojciec mnie chyba zabije nie nie on nie ale Favia tak...A pomyśleć że jak bym się rozejrzała wczesniej to bym była bezpieczna...Ach już cie nie zanudzam moim bezsensownym gadaniem pewnie i tak mnie nie słuchałeś...Jestem Emina.Emina Lamerielle a ty ?-spojrzała w dół - o za wysoko za wysoko!-chyba ma lęk wysokości

    [No dobrze dobrze wybacz że z mojej Emki taka panikara ^.^]

    OdpowiedzUsuń
  31. Czemu on musiał mieć tyle roboty?
    Nawet on zaczynał się irytować tym, ile ludzi ginęło w tym mieście. I nie byli to tylko ludzie. Ostatni przecie musiał pochować demona...
    W kaplicy siedział od dobrych kilkudziesięciu minut, licząc ile dołów i nagrobków będzie musiał wykonać...
    Zapowiada się pracowity i męczący tydzień.
    W końcu, jako iż całego dnia w tej kaplicy spędzać nie musiał, nie potrzebował i nie chciał, wyszedł z niej typowym dla siebie tanecznym krokiem nucąc coś pod nosem.
    Ale spokój nie był mu dany. Spojrzał na Yakara z westchnieniem.
    - Raczej nie. Nie gustuję w kobietach.- powiedział spokojnie wywracając oczami i usiadł na nagrobku.- Kobiety są dla mnie za trudne.

    OdpowiedzUsuń
  32. - W du... - chciał warknąć, ale rudowłosa od razu szturchnęła go łokciem. Spojrzał na nią wzrokiem bazyliszka, ale tak wiedziała, że nigdy nie uczyni jej naumyślnie krzywdy.
    - W Graleyn... moim domu - rzekła przyglądając się im obu z uwagą.
    - Leż lepiej. Obaj odpocznijcie i się niezagryźcie. Może lepiej zostań do rana. Przygotować coś do zjedzenia, picia panie... e.. własnie. Jak ci na mię?
    Mały, ospały piesek podreptał do Heshtje i przysiadł obok niej spoglądając na mężczyzn z uwagą.
    Drawen odwrócił się do nich plecami i wyjrzał przez okno.

    OdpowiedzUsuń
  33. Wynn spojrzał na swojego przyszłego oprawcę. Znów go oceniał. Tamten wyglądał młodo, wręcz jak dziecko… Na pewno nie był człowiekiem. To był tego najlepszy dowód. Jaka była szansa, by zmęczony, ledwo (nie)żywy wampir dałby mu radę? W walce żadna. Gdyby jednak szybko skoczył na niego z nożem? Czy starczyłoby mu sił? Popatrzył nieznajomemu w oczy, jakby pytając „zabijesz mnie?”.
    - Gnojkiem. – potwierdził, przechodząc obok niego i ciężko opierając się o ścianę. Mimo stabilnej, trwałej podpory i tak miał wrażenie, jakby świat uciekał mu spod nóg. Świadomość wymykała się każdą szczeliną. Niedobrze. Bardzo niedobrze. – Co byś chciał? Niewiele różnię się od żebraka, którego udaję.

    OdpowiedzUsuń
  34. Zgrzytanie zębów elfki musiał dosłyszeć nawet Yakar, choć stał dobrych kilka kroków od niej, co mało ją w gruncie rzeczy obchodziło. Właściwie demonstrowanie swego wzburzenia i tak byłoby bez sensu, gdyby nikt o nim nie wiedział, nieprawdaż? Nie ma co się nad tym jednak zbyt długo rozwodzić, bowiem nawet sarkastyczny ton nauczyciela nie był w stanie do końca zniszczyć nastroju Aileen.
    - Zgadzam się – odparła lakonicznie, przyglądając mu się ciekawie.
    Prawdziwie ceniła nieprzewidywalność Yakara, dzięki której nigdy się nie nudziła i nie miała wrażenia, że ów czas zmarnowała. Pomijając już fakt, że nauka jego sztuczek często sama w sobie stanowiła niezłą rozrywkę.

    OdpowiedzUsuń
  35. [Witam:) Czy masz może pomysł i ochotę przede wszystkim na wątek z anielicą?]

    OdpowiedzUsuń
  36. [Halo żyjesz jeszcze?]
    ~Emina Lamerielle

    OdpowiedzUsuń