Imię: Jack
Nazwisko: Blood
Wiek: wygląd 25
Rasa: Wendigo (górski potwór żywiący się ludzkim mięsem)
Profesja:
Szmugler. Inaczej tzw "chodzący czarny rynek". Nie jest wybredny jeśli chodzi o klientów, ale co daje bycie szmuglerem? To proste, sprzedajesz to co chcesz bez ograniczeń. To jak zwykły handel, z tą różnicą że stawką może być spalenie na stosie. Ale kto by się tym przejmował? Na pewno nie Jack.
Szmugler. Inaczej tzw "chodzący czarny rynek". Nie jest wybredny jeśli chodzi o klientów, ale co daje bycie szmuglerem? To proste, sprzedajesz to co chcesz bez ograniczeń. To jak zwykły handel, z tą różnicą że stawką może być spalenie na stosie. Ale kto by się tym przejmował? Na pewno nie Jack.
Moce:
- "Zamrożenie": na krótką chwile okolicę lub dany obiekt
- "Mgła": dany obszar zakrywa gęsta mgła
- iluzje, głównie by zmylić przeciwnika, np: stworzyć obraz swojej osoby,
Dodatkowe informacje:
W porównaniu do innych ze swojego"gatunku", Jack potrafi wyczarować krzew białych róż, zwanych również "Różami Północy" ze względu na swój nietypowy kolor. Do walki oprócz swoich szponów również używa krótkiego miecza.
Historia:
Urodził się w jednej z alpejskich wiosek na terenie Francji. Jego matka była znachorką, ojca nie znał. Żył razem z matką aż do 12 roku życia, gdy inkwizycja pojawiła się w owym spokojnym miasteczku pod pretekstem polowań na czarownice. To wtedy jego matkę spalono na stosie, a on uciekł w góry. Tam poznał swoje prawdziwe oblicze. Był potworem pozbawionym sumienia. Jednak, cały czas myślał o swojej matce i ta myśl pozwoliła mu zachować resztki człowieczeństwa. Nauczenie się przemiany w zwykłego człowieka oraz na powrót w górskiego potwora zajęło mu cztery lata. Wtedy wrócił do miasta i aby przeżyć zajął się handlowaniem rzeczami, których inni nie chcieli sprzedawać. Jego mentor uczył go jak powinien zachowywać się prawdziwy przemytnik. Uczył go zasad jakie panują na świecie, iluzji oraz jak unikać i rozpoznać inkwizycję. Jednak i to życie nie trwało długo, gdyż jego mentora powieszono. Po ponad trzech latach tułaczki po całej Europie przybył w końcu do Graleyn. Obserwował mieszkańców miasta, poznawał jego okolice, brudne zatłoczone ulice. Od dwóch lat jest w tym mieście i dopiero kilka dni temu dowiedział się o "drugiej" twarzy miasta w którym ludzie i nie ludzie tacy jak on żyją i ukrywają się przed inkwizycją.
Wygląd:
-Człowiek: wysoki blondyn o zielonych oczach. Zazwyczaj ubiera się w czarny płaszcz oraz czerwoną koszulę. Ten wygląd sprawia, że wygląda niemal jak ktoś z bogatej i wpływowej rodziny.
-Wendigo: cztero metrowe monstrum o ostrych kłach i szponach zdolnych rozerwać niedźwiedzia. Pod tą postacią kolor jego oczu zmienia się na czerwony, ciało pokrywa szara gęsta sierść z białymi odrostami na ramionach oraz czymś co wygląda jak pierzasta grzywa.
Wygląd ludzki:
Wygląd wendigo:

[Witaj w Graleyn. Może wątek? :)]
OdpowiedzUsuń( Witam. Jam chętna na wszelaki wątek :D)
OdpowiedzUsuń[ Witaj, masz ochotę na wątek? I lepiej zmień obrazek bo jak cie Dil dopadnie x.x hehe xD Żeby nie było, że nie ostrzegałam... ]
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuń[ Blood, wylecisz z bloga jeśli nie przeczytasz regulaminu.
OdpowiedzUsuń1. Odpisuje się pod KP tych, którzy piszą do Ciebie.
2. ODPISUJE SIĘ W NAWIASACH, O CZYM POWINIENEŚ WIEDZIEĆ Z REGULAMINU.
Więc stosuj się do niego, albo polecisz w trybie natychmiastowym.
Pozrowienia, AdminoWynn. ]
[ Po drugie prosiłabym jednak o trochę ogarnięcie KP. No naprawdę nie za bardzo ona wygląda. Rozwiń, sama nie wiem, żeby to lepiej trochę...]
OdpowiedzUsuń[ Porównaj sobie z innymi. Rozwiń ją.]
OdpowiedzUsuń[Aaaa ja bardzo pragnę wątku więc może jakiś pomysł?]
OdpowiedzUsuńEmina została posłana do miasta po mąkę i inne drobiazgi a skończyło się na tym że skończyła w lesie.
OdpowiedzUsuńA było to tak.
Ja zwykle ubrała czarny płaszcz i wyruszyła do na rynek.
Po drodze spotkała małą dziewczynkę która zgubiła swoją mamę toteż Emina nie mogła jej zostawić samej i pomogła jej odnaleźć mamę.
Potem spotkała królika zwabionego w sidła.
Uwolniła go bo przecież nie można patrzeć jak się biedaczek męczy.
I tak oto była już przy lesie.
Miała odejść ale niechcący weszła do lasu i zgubiła się w nim.
Co dla niej było normą.
Zdezorientowana nie wiedziała którędy na do miasta.
Usiadła więc na jakimś pieńku i myślała.
Nagle coś usłyszała.
Wstała i otrzepała się.
"Może to ktoś kto mi wskażę drogę"
Myślała dziewczyna.
-Nie wierz spaceruje tu sobie! Jasne że się zgubiłam! A to wszystko przez tego królika!Och wybacz mi jestem Emina-odparła dygnąwszy przed nim - A waćpana jakoś zwą?
OdpowiedzUsuń-Miałam załatwić parę spraw dla Favi w mieście.Ale spotkałam dziewczynkę która zgubiła swoją mamę i pomogłam im się odnaleźć potem znalazłam królika w sidłach męczył się kochany więc pomogłam mu się wydostać miałam iść do miasta ale...No ale jakoś tak wyszło że wylądowałam tu-odparła
OdpowiedzUsuń-Tak ja mieszkam tu od niespełna miesiąca więc co mam powiedzieć-uśmiechnęła się do nieznajomego pogodnie - Dziękuje ale obawiam że zaraz znów się zgubię-dodała
OdpowiedzUsuń-Hm wydaje mi się że owoce.A potem wełna?Tak i mąka.-odparła trochę zamyślona ale nadal uśmiechnięta
OdpowiedzUsuń-Och nie mów tak! To po prostu starsza schorowana kobieta-odparła poważnie a gdy ten złapał ją za rękę zarumieniła się lekko - Jagody,Maliny i cytryna jak są Favia nie ufa krzakom w lesie-odparła zarumieniona
OdpowiedzUsuńNadal trzymał ją za rękę a ona była cała zarumieniona nie przywykła do tego by ktoś trzymał ją za rękę.
OdpowiedzUsuńBo nikt nigdy jej ręki nie trzymał.
Przeszli przez straże i odział inkwizycji.Poczuła że Jack jest troszeczkę spięty?Chyba tak.Ścisneła lekko (jakoś nie wiadomo jak zdobyła się by to zrobić)jego rękę by dodać mu otuchy?Sama nie wiedziała po co.
Doszli do domu starszej kobiety sprzedającej wełnę.
-Och Dzień Dobry wystraszyła nas pani-odparła dyskretnie uwalniając rękę z uścisku mężczyzny.
-Przysyła mnie Favia gosposia astronoma Gabriela.Mówiła że pani będzie wiedzieć co mi dać jak to powiem-odparła dziewczyna - A i jeszcze miałam zapłacić za ostatnio -dodała nadal pogodnie uśmiechając się do staruszki.
-Ach dziękujemy-odparła i zapłaciła.
OdpowiedzUsuńA potem wyszli.
-Schowaj to do koszyka-wskazała na duży wiklinowy koszyk który dzierżyła dziewczyna.
-Och mi się w cale tak nie wydawało.Była całkiem miła...A poza tym to już starsza kobieta kto wie ile czasu jej pozostało?Pewnie czuje się samotna-dodała z troską w głosie.
Poszli po cytryny.
Jack długo nie wracał.Ale i tak na niego czekała.
Wreszcie wyłonił się z mrocznej alejki trzymając cytryny - Och dziękuje i tak mąka...I proszę nie nazywaj mnie tak bo na prawdę nie jestem godna-dodała i teraz to ona chwyciła go za rękę i pociągnęła w stronę chałupy młynarza
-Bo bo nie...A właściwie to nie ważne-uśmiechnęła się słabo nie mogła mu przecież powiedzieć że jest syreną.
OdpowiedzUsuńZapewne w tedy chciał by ją wykorzystać lub obrzucił by wyzwiskami i doniósł inkwizycji.
Nie nie mogła mu powiedzieć.
-Och nareszcie...Muszę ci powiedzieć że trochę boję się tego człowieka...Zawsze tak na mnie dziwnie patrzy-odrzekła
-Och dziękuje to już wszystko...Ale on teraz patrzył się inaczej...Może dla tego że ty ze mną byłeś?Jego wzrok kiedy przychodziłam przywodził mi na myśl to spojrzenie którym obdarowywały S...-och co za gafa! Zatkała sobie usta dłonią -Nie ważne -uśmiechnęła się jak gdyby nigdy nic
OdpowiedzUsuń-Och nie nie ale spotkajmy się o zachodzie słońca przy jeziorze-odparła
OdpowiedzUsuń-Och jaka piękna-odparła zachwycona na widok róży którą zaraz trzymała w rękach i bezwładnie podziwiała.
OdpowiedzUsuńA gdy ponownie podniosła głowę jego już nie było.
Zdziwiła się tym ale poszła do domu gdzie czekać na niego miała do wieczora.
Oczywiście jak to jej ojciec chciał wydać ją za mąż jak najszybciej jednak wiedział że dziewczyna przeżywa jako tako żałobę.
Więc nie omieszkała spotkać kolejnego kandydata kiedy wracała do domu.
Nareszcie nastawał wieczór.Emina nie mówiąc nic ubrała się w czarny obszerny płaszcz i ruszyła nad jezioro na które po chwili dotarła.
Dygnęła przed nim i zrzuciła kaptur.
OdpowiedzUsuń-Dobry wieczór -odparła z uśmiechem cisnącym jej się na usta.
Wzdrygnęła się po czym odwróciła wzrok.
OdpowiedzUsuń-Nie wiem...Tak jakoś...Wydawało mi się że chciałbyś się spotkać więc...Ach może źle to zrozumiałam wybacz-odparła
Spojrzała na niego zdenerwowana.
OdpowiedzUsuń-CZY PO MNIE TO AŻ TAK WIDAĆ?-spytała ale w końcu uległa i usiadła obok
-A poza tym nie jestem syreną tylko pół syreną a to wielka różnica-odparła
-Serio?Co ty nie powiesz nigdy bym cię o nic takiego nie podejrzewała-dodała spoglądając na niego zaciekawieniem
OdpowiedzUsuń-A to jest różnica ja nie czuje pociągu do zabijania.Mam sumienie i uczucia...-zakończyła - A ty to kim a może czym jesteś?-spytała
Spojrzała na niego z troską.
OdpowiedzUsuń-Tak nie może być ty w cale nie masz serca z lodu...-odparła i nieśmiało dotknęła jego piersi - W tym miejscu nie ma lodu...W twoim sercu...I poza tym jeszcze nic mi nie zrobiłeś a wręcz przeciwnie pomogłeś to nie może źle o tobie świadczyć-odparła po czym cofnęła rękę
[Wejdź na czata!]
Uśmiechnęła się pogodnie.
OdpowiedzUsuń-Ładne są te róże...Takie inne nigdy nie widziałam takich...Lubię róże ale tam gdzie mieszkałam przez 14 lat nie było ich-dodała - Są takie delikatne
-Jak byś mógł.Jest tak ciemno boję się...Jestem zupełnie bezbronna i chyba by umarła ze strachu gdybyś mi tego nie zaproponował -odparła uśmiechając się wdzięcznie
OdpowiedzUsuń-Och dobrze szepnęła - weszła do domu
OdpowiedzUsuń[Teraz ty zaczynasz wącisza]
Favia postanowiła Eminę ubrać w gorset.
OdpowiedzUsuńNiestety dziewczynie strasznie ciężko się oddchyało.
Lecz poszła do miasta.
Szła i było jej coraz duszniej.
Nieprzywykła bowiem do noszenia ciasnych i niepraktycznych gorsetów a jej sylwetka wyglądała tak samo.
Nagle poczuła że brak jej tchu.
Upadła na samym środku targu.
Zdjął męczący ją gorset.
OdpowiedzUsuńPo chwili dało się słyszeć jak łapczywie łapie powietrze i otwiera oczy.
-Co się stało?Gorset co tu robi gorset?-zapytała nieświadoma
-To nie ja to Favia stwierdziła że muszę mieć gorset by jakoś pokazać się przyszłemu mężowi ale ja nie chce tak wychodzić za mąż!Ja chce się zakochać i być kochaną a nie tak po prostu!-odparła
OdpowiedzUsuńShoku jak co dzień wychodziła sama do lasu.
OdpowiedzUsuńOdetchnęła głośno i ruszyła w zamierzonym kierunku.
Nos dziewczyny drażniła lekka woń sosen, na co odpowiedziała naturze uśmiechem.
Szła już długi czas przed siebie zamyślona, gdy podniosła wzrok ujrzała polanę. "Dawno mnie tu nie było.." pomyślała i zaśmiała się pod nosem. Ruszyła pewniejszym krokiem w stronę oświetlonej przez słońce polany. Nagle zauważyła tam osobę, nie była jej to obca osoba. Już kiedyś ją widziała. Przymrużyła oczy i podeszła kilka kroków bliżej, gdy nagle uśmiechnęła się delikatnie.-Kogo me oczy widzą..- dygnęła lekko nie spuszczając z niego wzroku. "Tyle czasu.." pomyślała i zaśmiała się w duchu.
~ Shoku
Zarumieniła się.
OdpowiedzUsuń-Tak jestem ładna wszystkie syreny są...-odparła - Nie rozumiem ich potrzeby wydania mnie za mąż aż taka stara nie jestem mam dopiero 19 lat.Ale wiem że robią to z troski o mnie.Tak wszystko chyba w porządku-uśmiechnęła się
-Nie da...A poza tym i tak mnie nie będą słuchać-odparła spuszczając wzrok.
OdpowiedzUsuń-Faworytem ich jest Hans Barth. Jest bogaty...Zapewnił by mi lepsze życie jak to oni mówią ale ja nie chce!Zawsze patrzy się na mnie tak nie przyzwoicie...Czuje do niego obrzydzenie mimo że jest nawet całkiem całkiem...Nie chce.-odparla
-Nie spacerek chcesz mi może towarzyszyć albo mam chcesz zobaczyć coś naprawdę ciekawego?-spytała z uśmiechem
OdpowiedzUsuń~Emina Lamerielle
-Dobrze chodź!-odparła radośnie i niemal w poskokach ruszyła w stronę jeziora.
OdpowiedzUsuńDotarli tam.
-A teraz odwróć się i nie podglądaj!Nie patrz puki ci nie powiem że możesz patrzyć!-odparła i zwinnym ruchem zdjęła z siebie suknie po czym wskoczyła do wody i zmieniła nogi na ogon.Oczywiście zasłoniła sobie piersi włosami.
-Teraz możesz się odwrócić -odparła
Zaśmiała się.\
OdpowiedzUsuń-Jak już mówiłam jestem pół syreną.-odparła - A gdybym chciała to już byłbyś mój a poza tym one lubią patrzeć na śmierć są bezduszne nie mają sumienia oraz uczuć a ja mam a poza tym chciałam ci pokazać ogon-odparła i zachlapała nim.
-Widzisz nie wielu mnie taką widziało i powiem ci w sekrecie że uwodzić nie umiem więc możesz czuć się bezpieczny śpiewać co prawda umiem bardzo dobrze lecz mój śpiew nie uwodzi nie umiem tego -odparła i lekko wzruszyła ramionami.
~Emina Lamerielle
Usuń-Och przestań to mnie zawstydza a poza tym nie jestem aż tak ładna jak inne syreny.Syrena musi być ładna by zwodzić ludzi...A co do śpiewu nie opanuje tego nigdy gdyż jestem tylko połówką i więcej ze mnie człowieka niż syreny...Mogę tylko zmieniać nogi na ogon i odwrotnie mogę oddychać i mówić pod wodą oraz komunikować się ze zwierzętami wodnymi ale nie umiem uwodzić nie czerpie przyjemności z zabijania mój głos raczej nie porywa na zgubienie mężczyzn...Jestem tylko połówką-odparła
OdpowiedzUsuń~Emina Lamerielle
Przyjrzała mu się.
OdpowiedzUsuń-Wiesz ty w cale też nie jesteś taki brzydki...Jesteś przystojny-odparła uśmiechając się łagodnie i przewracając się na plecy.Odchyliła głowę do tyłu i tak patrzyła na niego.
-A z resztą nie umiałabym...-dodała po chwili
~Emina Lamerielle
-Oj tam przecież i tak najważniejsze jest wnętrze...Spokojnie jeszcze znajdziesz żonę...Ale ze mną będzie trudno...Kto by chciał tak roztrzepaną przemądrzałą żonę jak ja? Nikt raczej nikt więc grozi mi staropanieństwo ale ja się nie przejmuje miłość odnajduje każdego chyba-odparła
OdpowiedzUsuńByła trochę zawiedziona że tylko w czoło ale co tam. -Jasne ale nie pacz na mnie!Pomożesz mi tylko zawiązać sukienkę dobrze?-spytała po czym obróciła go tyłem do niej i ubrała sukienkę
OdpowiedzUsuń-No to teraz mi ją zawiąż dobrze?
By przerwać to milczenie Emina zaczęła mówić.
OdpowiedzUsuń-Wiesz Jack lubię cię naprawdę cię lubię-odparła by wiedział że ona go lubi - Słuchasz mnie jesteś dobry...-odparła i spojrzała mu w oczy
Znieruchomiała co on właściwe robi?
OdpowiedzUsuńCałuje ją.
O Boże całuje!
Nie wiedziała co robić czy go odepchnąć?Czy nie?Czy odwzajemnić pocałunek?Nie wiedziała i trwała tak zaskoczona.
Była to bezwątpienia bardzo przyjemna rzecz.
Kiedy się od niej oderwał na jej twarzy pojawiło się zaskoczenie.
-C..Co..?J..Ja..Jak?-odpierała jak by nie rozumiejąc.
Była po tym wszystkim bardzo oszołomiona.
OdpowiedzUsuńNie wiedziała już nic.
Czy on się w niej zakochał?
Jej głowa była zajęta myślami o nim.
Nic nie zjadła ani na kolację ani następnego dnia.
Favia posłała ją do drwala do lasu by mu zapłaciła za ostatni raz.
Załatwiła to wszystko i gdy wracała potknęła się o kamień.
Zarumieniła się jak burak.
OdpowiedzUsuń-Nie on tylko patrzy w gwiazdy-odparła cicho starając unkinąć jego wzroku była całkiem zawstydzona.
Przez chwilę bała się że chce zrobić coś nieprzyzwoitego ale jej obawy(a może pragnienia) nie spełniły się.
OdpowiedzUsuńOdważyła się na niego spojrzeć.
-Wiesz mogę się posunąć i dla ciebie też znajdzie się miejsce na tym kamieniu-odparła nieco zawstydzona
Ona też nie spuszczała z niego wzroku po prostu nie mogła.
OdpowiedzUsuńNerwowo zagryzła wargę.
-Ja w cale nie jestem wyjątkowa...-odparła cicho - Ja po prostu staram się być sobą
Zarumieniła się jeszcze bardziej na jego słowa.
OdpowiedzUsuńW sumie sama nie wiedziała co do niego czuła.
Czy to miłość?Czy tylko zauroczenie?
Imponował jej.
Był jak książę na białym koniu w trochę upiorniejszej wersji.
-Proszę przestań mnie zawstydzać -odparła spuściwszy wzrok
Spojrzała na niego i spróbowała mimo onieśmielenia uśmiechnąć się
OdpowiedzUsuń-Jasne ty widziałeś mą syrenią postać-odparła - Tylko nie strasz mnie-dodała po chwili
-Widziałam wiele okropnych rzeczy...Trupy syreny trupy śmierć to nic takiego -odparła
OdpowiedzUsuń-Och przestań zmień się!-odparła uśmiechając się jak wcześniej -Ja ci nic nie zrobię i lczę na to że ty też mi nic nie zrobisz
OdpowiedzUsuńStała jak sparaliżowana.
OdpowiedzUsuńTo co teraz malowało się przed jej oczyma było straszne.
Jednak wiedziała że nie może uciec ani zacząć krzyczeć więc tylko stała zakrywając usta i wpatrywała się w niego swymi błękitnymi oczyma.
-Wiesz nie jest nawet aż tak źle-odparła by dodać mu a może i sobie choć więcej odwagi.
-Jack, do tej pory nie uciekłam więc jak bym mogła teraz?-spytała i uśmiechnęła się łagodnie.
OdpowiedzUsuń-Każdy ma jakąś ciemną stronę każdy bez wyjątku.Niekiedy jest ona widoczna nie kiedy nie ale to nie było aż takie straszne no dobrze było ale jakoś nie uciekłam-odparła i po chwili wahania podeszła bliżej niego.
Znów jego zachowanie zaskoczyło ją.
OdpowiedzUsuńAle także go objęła.
-Nie musisz mi dziękować-odparła szeptem - To raczej ja tobie-dodała.-Mógłbyś mnie tak nie ściskać?-spytała bo za mocno ją ściskał
-Nie odsuwaj się! Chciałam żebyś tylko tak mocno mnie nie przytulał-odparła po czym uśmiechnęła się - Za to samo co ty mi.Tylko wybacz mi ale chyba raczej nie będziemy razem...Chcą mnie już zaręczać...I ja nie chce słyszałam o nim dużo złego boję się...A nie chce nikogo urazić. Wybacz mi tak bardzo mi przykro -odparła i rozpłakała się
OdpowiedzUsuń[Wkraczaj do akcji!! Zadziałaj coś!]
Tym razem odwzajemniła pocałunek aczkolwiek nieśmiało.
OdpowiedzUsuń-Dziękuje że chcesz to zrobić ale...ale...czy nie mógłbyś przekonać mego ojca?Proszę cię on on mnie nie słucha.-odparła - A nie chce go zostawiać...Jestem jego jedynym dzieckiem jedyną rodziną-odparła przytulona do niego
Wstrzymała oddech kiedy zapukał.Ale była mu bardzo ale to bardzo wdzięczna.
OdpowiedzUsuńUścisnęła jego dłoń po czym puściła w tej samej chwili w której drzwi otworzyła Favia.
-Droga Faviu to jest Jack.Czy mój ojciec jest w domu?-spytała a kobieta potwierdziła to skinieniem głowy badawczo przyglądając się przybyszowi.
-Zaraz pana Gabriela zawołam-odparła i odeszła po czym wróciła a zaraz za nią podążał stary dość mężczyzna z rozmarzonym wyrazem twarzy.
-O Emina już jesteś a twój towarzysz?-spytała uśmiechając się do nich ciepło uśmiechem który przypominał trochę Eminę.
Mężczyzna jak by w zamyśleniu przyglądał się mężczyźnie a kobieta wręcz fukała ze złości jak wściekła kotka.
OdpowiedzUsuńPo chwili ojciec Eminy zaczął się śmiać.
Ale nie szyderczo czy coś tylko po prostu przyjaźnie śmiać.
-Nigdy nie słyszałem równie niezgrabnych starań o rękę jakiejkolwiek kobiety.I nie denerwuj się tak nie zjem cię przecież no może Favia zje ale ja nie.Zapraszam do mnie-odparła nakazując iść za nim a Favia o mało co nie rzuciła się na przybysza.
[Wjedź na gg!]
Usuń-Tak tak rozumiem-odparł jakby w cale go nie słuchał gdyż był pogrążony w swych myślach jak zawsze.
OdpowiedzUsuńWeszli do jego gabinetu gdzie było pełno starych książek map i różnych tajemnych zapisków.
-Siadaj-odparł pogodnie po czym jednym ruchem strącił wszystko co było na biurku łącznie z niewielką lampką.
Usiadł za biurkiem i spojrzał na niego.
-A więc?-spytał- Co byś chciał mi powiedzieć?
-Wiesz odczuwam że jesteś jakiś inny...I nie wiem czy mogę powierzyć ci moją kochaną córeczkę-odparł - Powiedz co do niej czujesz?
OdpowiedzUsuń-Hm wszystko ładnie powiedziane tylko nadal pewien nie jestem...Jestem tylko starcem i może to co teraz zaproponuje może nie być zbyt dobrym rozwiązaniem i pewnie Favia mnie za to zabije ale...I tak postawię na swoim więc proszę słuchać.Emina zamieszka z tobą na jakiś czas powiedzmy na miesiąc(i ani waż się przyspieszać!).Bo właśnie gdy zamieszkacie razem dowiecie się o sobie najwięcej a więc co ty na to?-spytał
OdpowiedzUsuń-Dobrze dbaj o moje słońce i księżyc o mój skarb -odparł.A Favia o mało co nie walnęła go miotłom biedna Emina siedziała w kuchni i piekła ciastka jak by co niczego nieświadoma.
OdpowiedzUsuń-Co?Och naprawdę?!-odparła i przytuliła się do niego.
OdpowiedzUsuń-To muszę iść się spakować proszę pilnuj ciastek!-odparła wychodząc.
Wpadła do swojego pokoju po czym zapakowała kuferek w którym zmieściła suknie i spódnice różne akcesoria pamiętnik i zbiegła na dół w samą porę by ustrzec go od gniewu Favi.
-Trzeba będzie przeprowadzić tu gruntowne porządki -odparła -Dzień jeden mi wystarczy -odparła z uśmiechem
OdpowiedzUsuń-Heh naprawdę?Nie potrzeba dużo więcej czasu nie można wszystko wpychać gdzie popadnie musi panować porządek.Czystość.No zabieram się za sprzątanie-odparła
OdpowiedzUsuń-Sądzę że najlepiej zacząć od salonu potem kuchni łazienki i sypialni.-odparła i zabrała się do pracy a razem z nią Jack.
OdpowiedzUsuńSkończyli wszystko już późnym wieczorem.
Emina z zachwytem patrzyła na to co udało im się osiągnąć.
Była pozytywnie zaskoczona tym że Jack umie gotować.
OdpowiedzUsuń-Oczywiście nie obrazisz się jeśli to ja będę gotować co?-spytała z uśmiechem bo tak wydawało jej się najlepiej.
Uśmiechnęła się.Pogodnie i gdy zjadła poczekała aż i on zje po czym umyła naczynia i odstawiła na miejsce.
OdpowiedzUsuńByła już niemalże noc
-No to czas spać-odrzekła
[Co robić teraz myśl!]
Po chwili wyszła ubrana w długą koszulę nocną w ramach przyzwoitości była długa.
OdpowiedzUsuńJą też trochę perspektywa spania z mężczyzną przerażała ale starała się tego nie okazywać.
Uśmiechnęła się tylko nieśmiało i cicho powiedziała "wolne" po czym wślizgnęła się do łóżka
O nie! Tylko nie burza! - myślała Emina bowiem straszliwe bała się burzy.Mimowolnie zaczęła drżeć ze strachu.
OdpowiedzUsuńPrzytulił ją była mu za to wdzięczna więc wtuliła się w niego mocno.I stwierdziła że musi mu powiedzieć
-Jack...Ja...Ja-musi mu powiedzieć choć to trochę wstydliwe - Ja boję się burzy-wyznała cicho
Zagrzmiało dziewczyna poruszyła się nerwowo bała się że zaraz zacznie płakać.Przywarła do niego mocniej i pierwsze łzy skapnęły z jej oczu...Tak bardzo bała się i nienawidziła burzy...
OdpowiedzUsuńNieświadoma tego jak na niego działa?
Starała się nie płakać i być dzielną lecz wychodziło jej to z trudem.
OdpowiedzUsuń-Ale ja się tak bardzo boję...-odparła i przytuliła się bardziej do jego torsu. - Dziękuje ci że...że jesteś -odparła
Jego gest zaskoczył ją ale i trochę uspokoił.
OdpowiedzUsuńJęknęła to prawda ale na jego pytanie przecząco pokręciła głową.Uśmiechnęła się lekko do niego aczkolwiek nieśmiało i troszeczkę zarumieniona była
Przywarła do niego mocniej jeżeli jeszcze było to możliwe.
OdpowiedzUsuńZ zarumienionymi policzkami pomału oddawała mu się...Przez to oszołomienie nie wiedziała kompletnie co siędzieje na zewnątrz
-I jak?- zapytał mężczyzna - Czy mogę już szykować posag i wyprawiać swą córkę za mąż?-spytał
OdpowiedzUsuń-No więc dobrze ślub odbędzie się za dwa dni-odparł po czym odszedł a Favia rozpromieniła się i uściskała młodzieńca po czym zaczęła przytulać Eminę.
OdpowiedzUsuńŚlub był skromny i odbył się jak powiedziane było.
Emina i Jack byli już małżeństwem.
Po wszystkim dano młodym możliwość cieszenia się sobą.
Była zaskoczona tym że kupił nowy dom.
OdpowiedzUsuńRzuciła mu się wręcz na ręce i po raz pierwszy to ona go pocałowała po czym zarumieniła się lekko.
-To ja się przebiorę w ślubną koszulę (?) -odparła i poszła się przebrać
A gdy wyszła w białej ledwo za kolana koszuli z delikatnym i miłym dla oka wzorze usiadła na łóżko zarumieniona.
Zarumieniła się jeszcze bardziej.
OdpowiedzUsuńWiedziała że teraz nastąpi skonsumowanie ich związku.
Że on teraz pozbędzie ją dziewictwa i ona będzie należeć do niego.
Lecz nie bała się była bowiem poślubiona człowiekowi którego kocha.
Od czasu do czasu pojękiwała.
OdpowiedzUsuńByło to dla niej nowe przeżycie nigdy nikt przed nią nie widział jej nagiej ani nie dotykał.Nagle poczuła jak by ucisk po czym krzyknęła głośno.
Oto właśnie została pozbawiona dziewictwa.
Zacisnęła powieki by nie zacząć płakać.Nigdy nawet nie myślała że to tak boli ale stopniowo ból zaczął się zmniejszać ustępując przyjemności która ograniała ją z każdą chwilą coraz bardziej.
"Boże jak dobrze" myślała choć nadal trochę bolało i nie mogła powstrzymać paru łez nie chciała go zawieść w tym jakże słusznym obowiązku.
OdpowiedzUsuńByła zaskoczona jego brutalnością ale raczej chyba mile zaskoczona.
W pewnej chwili znów krzyknęła i poczuła jak napełnia ją fala niesamowitej przyjemności czego czego nigdy wcześniej nie doznała.
Było to cudowne ale i przerażało ją to bowiem nigdy nie podejrzewała by się o coś takiego.
Są już prawdziwym małżeństwem.Po tym całym przyjemnym niezwykle zdarzeniu zarumieniła się i objęła go mocno.
OdpowiedzUsuńKochała go całą sobą mimo tego że jeszcze nigdy nie powiedziała mu tego w prost teraz postanowiła to zrobić.
-Jack ja...Kocham cię-wyznała i pozwoliła sobie by cmoknąć go w usta po czym zamknęła oczy i niepamiętała już kiedy zasnęła.
Obudziła się chwilę potem i ze zdziwieniem spostrzegła że nie ma przy niej Jacka.Rozejrzała się jeszcze raz po domu gdyż nigdy niewiadomo.
OdpowiedzUsuńNiechcący przywołała wspomnienia z poprzedniej nocy na co zarumieniła się okropnie.
W końcu może do niej doszło że Jack musi pracować ale ona nigdy niewiedziała gdzie pracuje.Postanowiła że jak wróci to go oto zapyta choć nadal ogarniał ją malutki lęk.
Niewiedziała bowiem kiedy wróci a to przyspażało jej lęku.
Ogarnęła się i ogarnęła dom po czym zaczęła szyć i czekać na swojego męża.
Czekała na niego trzy dni.Za każdym razem wstawała wcześnie i do późna wypatrywała go czy już może jest czy może się pojawi.
OdpowiedzUsuńMartwiła się strasznie o niego nie wiedziała bowiem czy coś mu się stało czy żyje i co o zgrozo jej nie zostawił.
Przez trzy dni wieczorami płakała rzewnie że jeszcze go nie ma.Bała się tak strasznie i jeszcze przypuszczała że możliwe może być że nosi coś pod sercem lecz było jeszcze za wcześnie by to stwierdzić ona po prostu czuła że może coś tam już jest.
Tego oto wieczoru smutnie spoglądała za okno cała we łzach.
Nagle usłyszała coś jak by skradanie przerażona tym nasłuchiwała to coś a raczej ktoś zmierzał do sypialni.
Przestraszona wzięła do ręki świecznik i wyszła z sypialni natrafiając na przybysza którym okazał się Jack.
Rzuciła mu się na szyję zapłakana przytulając go jak najmocniej umiała.
Zdezorientowało ją jego pytanie ale szybko pojęła o co mu chodzi.
OdpowiedzUsuńOdwzajemniła jego pocałunek tak bardzo za nim stęskniona.
Wzięła jego twarz w swe drobne dłonie - Proszę nie rób mi tego więcej tak bardzo się martwiłam o ciebie-odparła uśmiechając się do niego lekko - Bałam się tak bardzo o ciebie ale nic ci nie jest jak dobrze!-odparła teraz ona całując go.
-To dobrze-uśmiechnęła się - Bo niedługo może będę potrzebować pomocy-odparła z figlarnym uśmiechem - Może ale może pewna co do tego nie jestem ale coś tak czuje intuicja mi podpowiada choć jeszcze na to o wiele za wcześnie że...Noszę coś pod sercem choć jak mówiłam pewna nie jestem tylko tak jakoś czuje intuicja może...Więc nie zawiedź się jeśli jednak nie okaże się że to prawda-odparła
OdpowiedzUsuńMomentalnie zrobiło jej się smutno - Nie cieszysz się że może będziemy mieli dziecko?-spytała ze strachem i smutkiem w oczach. - A co do pracy czy liczy się spisywanie różnych rzeczy czasem liczenie?-spytała nadal trochę przygnębiona.
OdpowiedzUsuńUśmiechnęła się i dała mu buziaka w policzek. -To dobrze ale muszę ci coś wyznać ja...Troszeczkę się boje-dodała cichutko - Boję się że coś się stanie dziecku że przez przypadek coś zrobię źle oraz że jednak okaże się to fałszywym znakiem i jednak nie dam ci dziecka a tak bardzo chce urodzić ci...zdrowe dziecko -odparła ze spuszczoną głową.-A nie chcę cię zawieść -dodała.
OdpowiedzUsuńUśmiechnęła się do niego. - Cieszę się że tak sądzisz -odparła z uśmiechem
OdpowiedzUsuńI tak minęły 3 miesiące i potwierdziło się przypuszczenie że Emina jest w ciąży.
Miała jak na razie mały krągły brzuszek i wykonywała jakieś drobne prace by się nie przeciążać.Bardzo bała się bowiem o dziecko.
Pewnego dnia znaczy już wieczorem Emina usiadła przy kominku obok Jacka i ręką delikatnie gładziła brzuch.
-Jack...-szepnęła przysuwając się do niego bliżej - Trzeba pomyśleć nad imionami -odparła - Więc może jakieś propozycje?-spytała
Spojrzała na niego - Ja już trochę nad tym myślałam...-przyznała się lekko rumieniąc.
OdpowiedzUsuń-Och i znów mi uciekasz!Tylko wróć szybko dobrze?Źle znoszę kiedy nie ma cię przy mnie...Sądzę że to będzie duży silny chłopiec-odparła - Tak przystojny jak jego tatuś...I taki sam...Cudowny-powiedziała rozmarzona Emina - Jack tak bardzo boję się że coś pójdzie nie tak
~Emina Lamerielle
UsuńNawet nie pamiętała kiedy zasnęła.
OdpowiedzUsuńObudził ją straszny ból w brzuchu jak by coś ją gryzło od środka.
Krzyknęła i złapała się za brzuch.Nie mogła wstać.
poczuła łzy spływajace jej po policzkach
Radiowóz zatrzymuje się przed wielkim, grubym murem. Nad nim widzisz dumnie wznoszący się budynek. Funkcjonariusz policji otwiera tylne drzwi samochodu. Wyciąga Cię na zewnątrz. Nadal masz zakute w kajdanki ręce. Rozglądasz się wokoło. Zupełnie nie wiesz gdzie jesteś. To miejsce nie przypomina tego, w którym byłeś ostatnio, nawet płyty chodnikowe wyglądają inaczej. Według niektórych służb taka terapia szokowa ma nakłaniać do zmian.
OdpowiedzUsuńJeden z policjantów pchnął cię do przodu. Idziesz przed siebie. Zbliżasz się do czarnej, żelaznej bramy. Przy niej zatrzymuje Cię drugi funkcjonariusz. Za bramą stoi dwóch mężczyzn o szerokich barkach ubranych w granatowe mundury. Na piersi po prawej mają małe tabliczki z nazwiskami. Gdzieś z oddali idzie mężczyzna w czarnym garniturze. Poważny i wyprostowany. Brama się otwiera i wpuszczają Cię do środka. Policjanci ściągają ci kajdanki. Jeden z nich życzy Ci miłej zabawy w Szkole dla Trudnej Młodzieży.
Szkola-Dla-Trudnej-Mlodziezy.blogspot.com