- Masz wrócić przed zmrokiem!
- Oj tatku… - Jęknęła dziewczyna stojąc w progu ubogiej, jednak zadbanej chaty i patrząc na ojca prosząco. Widząc, że to nic nie daje podbiegła do ojca i usiadła mu na kolanach. – Proszę!
Młoda kobieta stojąca przy palenisku odgarnęła gęste, czekoladowe loki które wysunęły się z warkocza i obejrzała na nich. Mężczyzna podrapał się po szorstkim policzku. – No dobrze… Ale wracaj jednak szybko. Żebym nie musiał potem cię szukać, zrozumiano? – Spojrzał na córkę. Miał być to srogi wzrok, który mówił, że nie żartuje, jednak nie potrafił tak patrzeć na tą dziewczynę. Ta skinęła ochoczo głową i zeskoczyła z jego kolan. Wybiegła z domu, nim jej ojciec zdążył jeszcze cokolwiek dodać.
Westchnął ciężko a Mavelle roześmiała się. Podeszła do Darrena i objęła go.
- Tak szybko dorasta. – Mruknął niepocieszony Darren. Przytulił do siebie żonę patrząc jeszcze na znikającą za wzgórzami córkę. Mavelle skinęła głową uśmiechając się łagodnie.
- To prawda. Jednak wyrośnie na piękną i mądrą kobietę. – Darren uwielbiał jej spokojny, mocny głos. Mavelle właściwie nigdy się nie denerwowała. Mężczyzna nigdy nie spotkał tak spokojnej i dobrej kobiety. Nigdy nikomu nie odmówiła pomocy. Znała się na zielarstwie, potrafiła leczyć. Uwielbiali ją wszyscy we wsi jednak nikt tak bardzo jak jej mąż, który niemal całował ziemię po której ona stąpa. Tylko ona potrafiła ujarzmić i uspokoić tego rozbójnika, którym kiedyś był.
- To prawda. Jest bardzo do ciebie podobna. – Uśmiechnął się i pocałował ją. Kiedy ich córka się urodziła byli o wiele za młodzi na dziecko. Jednak kochali się bardzo. Pobrali się. Mieli dwóch synów i córkę. Rządny przygód Darren nigdy nie sądził, że wszystko czego mu trzeba znajdzie w małej wiosce, w objęciach Sili. Najcudowniejszej kobiety jaką kiedykolwiek spotkał.
- Oj tatku… - Jęknęła dziewczyna stojąc w progu ubogiej, jednak zadbanej chaty i patrząc na ojca prosząco. Widząc, że to nic nie daje podbiegła do ojca i usiadła mu na kolanach. – Proszę!
Młoda kobieta stojąca przy palenisku odgarnęła gęste, czekoladowe loki które wysunęły się z warkocza i obejrzała na nich. Mężczyzna podrapał się po szorstkim policzku. – No dobrze… Ale wracaj jednak szybko. Żebym nie musiał potem cię szukać, zrozumiano? – Spojrzał na córkę. Miał być to srogi wzrok, który mówił, że nie żartuje, jednak nie potrafił tak patrzeć na tą dziewczynę. Ta skinęła ochoczo głową i zeskoczyła z jego kolan. Wybiegła z domu, nim jej ojciec zdążył jeszcze cokolwiek dodać.
Westchnął ciężko a Mavelle roześmiała się. Podeszła do Darrena i objęła go.
- Tak szybko dorasta. – Mruknął niepocieszony Darren. Przytulił do siebie żonę patrząc jeszcze na znikającą za wzgórzami córkę. Mavelle skinęła głową uśmiechając się łagodnie.
- To prawda. Jednak wyrośnie na piękną i mądrą kobietę. – Darren uwielbiał jej spokojny, mocny głos. Mavelle właściwie nigdy się nie denerwowała. Mężczyzna nigdy nie spotkał tak spokojnej i dobrej kobiety. Nigdy nikomu nie odmówiła pomocy. Znała się na zielarstwie, potrafiła leczyć. Uwielbiali ją wszyscy we wsi jednak nikt tak bardzo jak jej mąż, który niemal całował ziemię po której ona stąpa. Tylko ona potrafiła ujarzmić i uspokoić tego rozbójnika, którym kiedyś był.
- To prawda. Jest bardzo do ciebie podobna. – Uśmiechnął się i pocałował ją. Kiedy ich córka się urodziła byli o wiele za młodzi na dziecko. Jednak kochali się bardzo. Pobrali się. Mieli dwóch synów i córkę. Rządny przygód Darren nigdy nie sądził, że wszystko czego mu trzeba znajdzie w małej wiosce, w objęciach Sili. Najcudowniejszej kobiety jaką kiedykolwiek spotkał.
~*~
Tej nocy było wyjątkowo ciepło. Dzieci leżały w łóżkach
pogrążone w spokojnym, sprawiedliwym śnie, podobnie jak Mavelle. Darren
obejmował ją przyglądając się jej pięknej, spokojnej twarzy. Nie mógł zasnąć.
Dręczyło go dziwne uczucie, że coś się święci. Jego intuicja nigdy nie
zawiodła, toteż ciężki, kowalski młot spoczywał obok łóżka.
Drgnął, kiedy usłyszał łomot do drzwi. Przez okna przebijał blask ognia, który nie wróżył nic dobrego.
- Darren? – Szepnęła zaspana, zaniepokojona Mavelle.
- Pilnuj dzieci. – Odpowiedział jej wstając z łóżka i chwytając młot. Podszedł do drzwi. Nim zdążył je otworzyć rozpadły się na drzazgi. Nieco zdezorientowany przepuścił w drzwiach tych, których kiedyś miał za braci. Przynajmniej w pewnym stopniu, ponieważ jako jedyny wśród nich był człowiekiem. Aby go przyjęli musiał się wykazać. I wykazał. Był naprawdę silny. Na tyle silny, by zyskać szacunek u wampira.
Wiedział, po co przyszli. Walczył z nimi jednak przyszło ich zbyt wielu. Silny cios w głowę powalił go na ziemię. Pozbawił przytomności. Blada twarz i czerwone oczy wampira znikały za mgłą.
- Będziesz żył. Będziesz żył ze świadomością, że zabiłeś własną rodzinę…
Drgnął, kiedy usłyszał łomot do drzwi. Przez okna przebijał blask ognia, który nie wróżył nic dobrego.
- Darren? – Szepnęła zaspana, zaniepokojona Mavelle.
- Pilnuj dzieci. – Odpowiedział jej wstając z łóżka i chwytając młot. Podszedł do drzwi. Nim zdążył je otworzyć rozpadły się na drzazgi. Nieco zdezorientowany przepuścił w drzwiach tych, których kiedyś miał za braci. Przynajmniej w pewnym stopniu, ponieważ jako jedyny wśród nich był człowiekiem. Aby go przyjęli musiał się wykazać. I wykazał. Był naprawdę silny. Na tyle silny, by zyskać szacunek u wampira.
Wiedział, po co przyszli. Walczył z nimi jednak przyszło ich zbyt wielu. Silny cios w głowę powalił go na ziemię. Pozbawił przytomności. Blada twarz i czerwone oczy wampira znikały za mgłą.
- Będziesz żył. Będziesz żył ze świadomością, że zabiłeś własną rodzinę…
~*~
Ocknął się ze straszliwym bólem głowy. Nad nim unosiły
się twarze przyjaciół, patrzących na niego ze smutkiem i troską.
- Gdzie… gdzie Mavelle? Dzieci? – Spytał zachrypniętym głosem. Gardło miał suche jak pustynia, w głowie huczało, jednak jedyne co go obchodziło, to jego rodzina.
- Przykro mi, Darren. – Szepnął mężczyzna, stojący u jego boku. Darren zerwał się z miejsca. Nie bacząc na ból pobiegł do domu. A przynajmniej na zgliszcza, które kiedyś były jego domem. Widział, jak niosą ciała jego żony i dzieci. Rozepchnął tłum. Przytulił ciało swojej żony. Zanurzył twarz w jej włosach, ostatni raz wdychając ich delikatny, ziołowy zapach.
- Wybacz… - szepnął cicho. Zacisnął pięści z gniewu i poczucia winy.
- Gdzie… gdzie Mavelle? Dzieci? – Spytał zachrypniętym głosem. Gardło miał suche jak pustynia, w głowie huczało, jednak jedyne co go obchodziło, to jego rodzina.
- Przykro mi, Darren. – Szepnął mężczyzna, stojący u jego boku. Darren zerwał się z miejsca. Nie bacząc na ból pobiegł do domu. A przynajmniej na zgliszcza, które kiedyś były jego domem. Widział, jak niosą ciała jego żony i dzieci. Rozepchnął tłum. Przytulił ciało swojej żony. Zanurzył twarz w jej włosach, ostatni raz wdychając ich delikatny, ziołowy zapach.
- Wybacz… - szepnął cicho. Zacisnął pięści z gniewu i poczucia winy.
~*~
Potężny koń dźwigał Darrena, oraz cały dobytek, jaki mu
pozostał. Kowalski młot. Nie mógł dłużej zostać w rodzinnej wsi. Nie mógł
znieść poczucia winy i współczujących spojrzeń bliskich. Chciał uciec od tego.
Koń zatrzymał się przed bramą miasta i parsknął cicho, jakby chciał oznajmić, że są już na miejscu. Darren uniósł umęczoną twarz.
- Graleyn… - Mruknął do wierzchowca. – Jak myślisz, może potrzebują tu kowala? – Wierzchowiec potrząsnął jasną grzywą. Darren wjechał do miasta. Rozglądał się dookoła, wypytywał ludzi. Dowiedział się, że owszem. Jest tu kowal, jednak kilka lat wcześniej było dwóch. Jeden z nich zmarł ze starości, a kuźnia popadła w ruinę. Odnalazł ją. Zeskoczył z wierzchowca i przyjrzał się budynkowi. Zakasał rękawy, aby wziąć się do pracy….
Koń zatrzymał się przed bramą miasta i parsknął cicho, jakby chciał oznajmić, że są już na miejscu. Darren uniósł umęczoną twarz.
- Graleyn… - Mruknął do wierzchowca. – Jak myślisz, może potrzebują tu kowala? – Wierzchowiec potrząsnął jasną grzywą. Darren wjechał do miasta. Rozglądał się dookoła, wypytywał ludzi. Dowiedział się, że owszem. Jest tu kowal, jednak kilka lat wcześniej było dwóch. Jeden z nich zmarł ze starości, a kuźnia popadła w ruinę. Odnalazł ją. Zeskoczył z wierzchowca i przyjrzał się budynkowi. Zakasał rękawy, aby wziąć się do pracy….
Charakter: Darren to spokojny mężczyzna, który przede
wszystkim ceni sobie uczciwość. Jest gotów nieść pomoc każdemu, kto tylko jej
potrzebuje i o nią poprosi. Zawsze chętnie porozmawia, jednak trudno mu
wykrzesać dobry humor, mając w pamięci obraz zniszczonego domu, ciał swoich
najbliższych. Jest honorowy, dość łatwo go urazić. Pozostała mu część tej dumy
rozbójnika. Stara się nie denerwować, jednak tej sztuki nie udało mu się do
końca opanować i bywa wybuchowy.
Taki stał się odkąd poznał Mavelle. To ona nauczyła go tego wszystkiego, pokazała, że bycie dobrym i uczciwym może być piękne. Wcześniej należał do bandy rozbójników, którzy o zasadach moralnych słyszeli tylko legendy. Poprzysiągł sobie zemstę na tych, którzy odebrali mu wszystko, co kochał.
Taki stał się odkąd poznał Mavelle. To ona nauczyła go tego wszystkiego, pokazała, że bycie dobrym i uczciwym może być piękne. Wcześniej należał do bandy rozbójników, którzy o zasadach moralnych słyszeli tylko legendy. Poprzysiągł sobie zemstę na tych, którzy odebrali mu wszystko, co kochał.
Wygląd: Jak na kowala przystało Darren to postawny
mężczyzna, który przy węższych drzwiach ociera szerokimi ramionami o framugi.
Ma spokojne, brązowe oczy, ciemną skórę. Koło oka i na ramieniu ma tatuaż. Twarz
porasta czarna broda przetykana nitkami siwizny, podobnie jak długie włosy,
zwykle związane, aby nie przeszkadzały w pracy.
Przejeżdżała nieopodal kuźni, gdy spostrzegła w owej ruinie iskierkę światła. Postanowiła zobaczyć któż tam się zatrzymał. Docierając do bram kuźni , zobaczyła dobrze zbudowanego mężczyznę. Ze skoczyła z klaczy i podeszła do mężczyzny.
OdpowiedzUsuń-Witaj Panie.Czy kuźnia już otwarta.
-Oj nie trzeba, póki co moja klacz i parę innych wierzchowców mają w porządku podbicia kopyt.
OdpowiedzUsuńUśmiechnęła się do mężczyzny. Obejrzała dookoła całą kuźnię. Zaczęła powoli okrążać całe wnętrze gładzić dłońmi po nowo wyszlifowanych belach.
-Widzę Panie iż robisz postępy w odnowieniu kuźni. Już dawno nie zarabiała na siebie. Szkoda, bo to interesujący budynek.
Usiadła na stercie beli, delikatnie je dotykając.
-Ale Panie ja potrafię pomóc Tobie, sama zbudowałam wiele domów i mam coś co tobie się przyda
Wampir rzadko dostawał listy od swojego pana, zamieszkałego aktualnie w stolicy. Rewan był potężnym wampirem, który wiedział o wszystkim co dzieje się w królestwie i poza nim, z perspektywy podziemnego świata istot nocy. Czasami miewał interesy do Wynna. Niechętnie ze sobą rozmawiali, a każdy kontakt Wynn ciężko odchorowywał. Mimo to czasem nazywał go przyjacielem... Ale i tak, gdy dostał list z charakterystyczną pieczęcią zaklął i wyklął dzień w którym mnisi z przykościelnej szkoły nauczyli go pisać.
OdpowiedzUsuń„(…) przyjedzie wkrótce do miasteczka. Kilku ludzi, którzy mi służą widziało jak zmierza niezmiennie traktem prowadzącym do Graleyn. Jest to zadziwiające, ze względu na to, że miewał problemy właśnie z nieludźmi, a jednak zmierza do waszej enklawy. Miej go na oku, czytałeś co wcześniej Ci o nim napisałem… Wampiry, cuda niewidy, szkoda gadać. Nie wiem czy wie, gdzie się pakuje.
Rewan ”
Wynn od jakiegoś czasu siedział na dachu domu, który stał naprzeciw starej kuźni, której odnowienie za cel wziął sobie Darren. Nie było to wcale dobre miejsce na przesiadywania, ale Wynn wziął sobie do martwego serca słowa przyjaciela i postanowił przyglądać się nieznajomemu. Kowal, którego rodzinę zabiły wampiry w Graleyn. Szaleństwo. Szukał zemsty? Nie, raczej nie. Może wpakował się tu przez przypadek? Wynn nie znał wampirów, które zabiły jego rodzinę, tak jak Rewan, który jak zawsze miał informacje z drugiej (albo i ósmej) ręki. To wszystko było wyjątkowo ciekawe. Wynn nie należał do ludzi szczycących się subtelnością, więc gdy tylko Darren wyszedł z zniszczonego budynku kuźni, odezwał się cicho, nie kłopocząc się wcale, aby zejść z dachu.
- Witaj w Graleyn. – dało się słyszeć cichy, pełen rozbawienia głos o miłej dla ucha barwie. –Witam pana w Mieście Straceńców. Cóż sprowadziło tutaj pańską osobę? – Wynn lubił być widać bezpośredni.
Nie poruszył się wcale, ale jego sylwetka, kiedy wiedziało się gdzie szukać po głosie, była mocno widoczna na tle jasnego księżyca. Dość wysoki mężczyzna w niskim cylindrze i ciemnym płaszczu siedzący na dachu. Z założoną nogą na nogę i cylindrem spuszczonym na oczy, tak by zasłaniał ich koci błysk.
Osobnik, który siedział na dachu, poruszył się minimalnie, zerkając na kowala spod cylindra. Ciemności nie za bardzo było widać było jego twarz, w tym kpiarski uśmieszek, ale ciemne, brązowe oczy wydawały się lśnić aż w ciemności. Raz błysk był mocniejszy, raz niezauważalny. Zależy jak patrzeć.
OdpowiedzUsuńDługo się nie odzywał, patrząc jedynie na nieznajomego (Darrenem Wolfem zwanego, według listu) z swoim charakterystycznym na wpół złośliwym na wpół przyjaznym uśmieszkiem. Dopiero po jakimś czasie zaśmiał się w odpowiedzi na słowa kowala.
- Jakież proste słowa. Cóżem się spodziewał, spowiedzi? – pokręcił nieznacznie głową. – Kiepskie miejsce żeś sobie panie wybrał, oj kiepskie. – powiedział z cichym śmiechem. - Jeśli schowasz to cholerstwo będę Ci wdzięczny. Chcę zejść na dół, średnio wygodnie na strzesze. Nie musisz we mnie tym celować.
Jak zawsze w jego głosie było słychać przede wszystkim rozbawienie tą sytuacją. Wynn czasami zachowywał się jakby cały świat był przygotowanym dla niego teatrzykiem; stworzonym po to, by tylko go zabawiać. Nie mógł nic poradzić na to, że to wszystko go tak śmieszyło. Ludzie. Świat. Wszystko.
Jeszcze nikt w Graleyn nie dowiedział się ,że jeden praktycznie nic nie znaczący astronom miał jakiekolwiek związki z kobietami, prócz swej gosposi Favi.
OdpowiedzUsuńNikt też nie mógł przypuszczać ,że zakocha się w nim syrena i ,że z tego związku powstanie, taka delikatna i urodziwa dziewuszka.
Ba!
Przed to syrena w połowie.
Nazwana Emina.
I właśnie ,ów Emina zamieszkała u swego ojca.
Razu pewnego, Emina ubrana w zieloną, prostą suknie z zwyczajowym dla siebie warkoczem, zarzuconym na plecy, przechodziła przez rynek z wiklinowym koszykiem.
Zatrzymała się u początku lasu i zobaczyła zająca.
Lecz, nic nie mogła dla niego zrobić.
Zaszła za drzewa, gdy usłyszała kroki.
Schowana tak, patrzyła jak jakiś niezmiernie dobry mężczyzna pomaga szarakowi.
I gdy ten już miał odejść, Emina wyłoniła się.
-Zaczekajcie panie!Widziałam pański czyn...Sama chciałam mu pomóc ,ale nie umiałam-odparłam uśmiechając się lekko.
- Patrzysz na mnie wilkiem, choćbyś tylko szukał powodu, by mnie zdzielić tym złociszem. Uspokój się. Zwady nie szukam. Przyszedłem tu, bo ktoś mnie poinformował o przybyciu Twojej osoby. Jeśli szukasz zemsty, to szukaj jej gdzie indziej. Zwady nie chcę. – powtórzył, cierpliwie niczym do dziecka. Bez większego zastanowienia zeskoczył z dachu, z wysokości drugiego piętra, nawet przy tym za bardzo nie przykucając i nie robiąc żadnego hałasu. Lubił łazić po dachach, taki nawyk.
OdpowiedzUsuńPokazał mu ręce, w których nie było broni. Długi, ciemny płaszcz chronił przed wzrokiem kowala cienki sztylet w rubinami w rękojeści, ale w rękach nic nie miał. Właściwie jakby nie patrzeć i sztylet był zaledwie ozdobą. Czasem też służył jako mizerykordia, gdy zaatakowany delikwent nie chciał zbyt szybko umrzeć. Tylko ozdobą… Tak, niewątpliwie Wynn wyglądał przy Darrenie jak jego idealne przeciwieństwo. Chudy, w ciemnym ubraniu, śmiesznym kapeluszu na głowie, na twarzy z uśmiechem i milionem błyskotek. Na palcach miał różnorakie pierścienie, a na piersi, na koszuli widać było ciemny metal dużego, ciężkiego medalionu z zniszczonym wieczkiem. Nie wyglądał na nikogo groźnego. Nie umiał walczyć jak człowiek. …ale nie widział powodu, by bać się kowala i jego młota.
- Za często mam problemy z powodu Klanów. Więc uprzedzam. – powiedział powoli.
Patrzyła na niego swymi niebieskimi, jak niebo oczyma.Wydawał jej się całkiem ciekawym osobnikiem.
OdpowiedzUsuń"Pewnie, ja mu też wydałam się dość ciekawa" pomyślała.
Mężczyzna nie mógł wiedzieć ,że Emina to wpół syrena, pół człowiek.
Choć, jak zawsze mówiła gdy była sam na sam z matką ,że więcej z niej z człowieka niż z okrutnej syreny.
W przeciwieństwie do syren ,Emina bardzo kochała i szanowała inne stworzenia.
Uważała ,że każdej istocie należy się szacunek i choć odrobina miłości.
-Tak, jeszcze robią z tego widowisko.Przecież, zwierzętom też należy się miłość i szacunek nieprawdaż?Ja uważam ,że jeżeli już mamy je jeść to zabijać tak by nie cierpiały zbyt długo-odparłam uśmiechając się- To dobrze już się bałam ,że biedaczek skona w męczarniach-odparła lekko dramatyzując, jak to ona
-Ja i tak nie popieram zbytniego zabijania zwierząt i staram się tego uniknąć-odparła - Emina.Emina Lamerielle.A ty?-spytala zciekawiona Emina
OdpowiedzUsuń-Jakże, miło mi poznać, Cię Darrenie.-odparła również się skłoniwszy - Czy nie przeszkadzać Ci będzie, jeśli zwracać się będę po imieniu do ciebie?-spytała uprzejmie Emina.
OdpowiedzUsuńNa chwile coś w nim dostrzegła.
Coś, jak by smutek?
Już chciała coś, powiedzieć ,lecz powstrzymała się.- I z chęcią miło będzie, mieć towarzysza-odparła obdarzając go szerokim uśmiechem
[ Chamidło i burak w ogóle ze mnie, bo nie przywitałam się w ogóle! Powinni mnie kiedyś za to chamstwo zlinczować. Zaczęłabym, ale niestety: Wena mi ostatnio ucieka. Więc zapytam się o wątek tak leciutko rękę podnosząc, takim cieniutkim głosikiem :3]
OdpowiedzUsuńMiała trochę odwagi choć tak praktycznie rzecz biorąc była tchórzem.
OdpowiedzUsuń-Ależ oczywiście czyż tak nie mówiłam?Hm pewnie to pominęłam ale to chyba oczywiste?-również zaśmiała się
Fakt była niska i delikatna ale ten człowiek to istna góra. Przemknęło jej przez myśl gdy przyglądała mu się po raz kolejny.
Wszedł za nim do budynku, rozglądając się po wnętrzu z dziecinną wręcz ciekawością. Nie było go tu jeszcze, gdy kuźnia jeszcze działała. Zawsze pamiętał ją jako zrujnowany budynek.
OdpowiedzUsuń- Szybko Ci idzie. – zauważył, wychwytując mnogość niewielkich zmian. – Rzeczywiście, dobrze sobie radził z odbudową.
Milczał przez chwilę, szukając szczegółów, które na początku mu umykały. Dopiero po jakimś czasie się odezwał drugi raz.
- Jeśli ludzie wiedzą co ich atakuje, to dziwnym byłoby, gdyby wampiry o tym nie wiedziały, prawda? Mam swoje kontakty. Mój stworzyciel mnie ostrzegł, podejrzewał, że jesteś kolejnym z tych szaleńców, którzy będą toczyli swoją prywatną wojnę z wrednym światem i latali jak idioci z młotkiem i kołkiem. – zaśmiał się cicho. Jako, że Wynnowi słowa w rodzaju „pan” nie przechodziły przez gardło, nazywał Rewana swoim stworzycielem. Bowiem jak on się zachowywał i podobną miał nad nim kontrolę. Mimo, że nie wiedział wszak kto go przemienił.– Nie znam tamtych. Wiem niewiele. To było zwyczajne ostrzeżenie.
Wzięła psiska na spacer, gdyż tego dnia Drawen nie miał czasu. Szła spokojnym krokiem jedna z leśnych dróżek rozmyślając nad różnymi sprawami.
OdpowiedzUsuńU jej prawej nogi grzecznie człapał duży, brązowy wyżeł, kiedy łaciaty szczeniak skakał wręcz pomiędzy drzewami, krzewami merdając z radości ogonkiem.
Amon zawsze prowadził je na lince, więc nie miały takiej swobody jak z Hesh, która jak zwykle miała głowę w obłokach. Łaciaty barak brał wszystko do pyska, co się nadażyło i było ciekawe. Raz przyniósł patyk, więc przełamała na dwa, później rzuciła przed siebie. Czworonogi rzuciły się pędem. Nie było po nich widać, że jeden z nich miał kontuzję łapki, a drugi męczył się długo z raną w boku.
Po chwili przybył starszy trzymając triumfalnie badyl w pysku. Drugi już był blisko i zmirzał do dziewczyny, jednak wypluł patyk. Uciekł widząc szarego zająca. Oczywiście wyżeł pobiegł za nim, by go chronić.
- Hej! Psiury jedne! - krzykneła i poczęła gonić za zwierzakami ile sił w nogach. Starała się, by dwie plamki nie zniknęły jej z oczu.
Zajechała przed Kuźnię. Roo zatrzymał się posłusznie, by Dil mogła zeskoczyć z jego grzbietu. Stanęła w wejściu. Buchnęło na Nią gorące powietrze, ale nie cofnęła się. Ogień był Jej sprzymierzeńcem, więc się go nie bała - Vaylah...jest tu ktoś? - odezwała się. Wśród pary nie widziała żadnego ruchu.
OdpowiedzUsuńPodbiegła do mężczyzny i pochyliła się ciężko dysząc. Lekkie rumieńce zdobiły jej zawstydzona twarz.
OdpowiedzUsuń- Prze... przepraszam pana - wydusiła z siebie spoglądając na niego i zadowolone z siebie czworonogi.
- Oodi puść - rzekła próbując zabrać psa, ale by nie rozszarpał (jak to ma w zwyczaju) nogawki.
Barak uwielbiał pastwić się nad spodniami, skrawkiem jej sukienki. O butach, czy kapciach już nie wspominając.
Widząc, że zwrócił uwagę Hesh, wczepił się bardziej machając zadowolony ogonem.
Wyżeł, gdy zobaczył rudowłosą, rzucił się na nią dwoma łapami na jej bok oraz liznął dłoń.
- Bestie z was...
-Ach, nie wiem Drogi Darrenie, pewnie ciekawość mnie tam sprowadziła.Może, to przeznaczenie sprawiło ,że odnalazłam biedne zwierze ,a ty je zaraz uwolniłeś.-odparła zamyślona- Hm, Wierzysz w przeznaczenie?Bo, ja jakoś tak chyba nie za bardzo...Przecież to nie jakieś przeznaczenie nami kieruje tylko my sami-odparła spoglądając na niego z uśmiechem - A, ty Darrenie?Co robiłeś w lesie?-zapoytała z nadal niesłabnącym uśmiechem
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez administratora bloga.
OdpowiedzUsuń- I dlatego właśnie się cieszę, że jestem kim jestem i robić nie muszę. Leniem jestem, nie chciałoby mi się. – stwierdził wesoło, kończąc wywód czymś w rodzaju „sialalala” i szerokim uśmiechem. - Jak pieniędzy potrzebuję to księgi przepisuje, albo pod kościół pójdę – zachichotał, rozbawiony tym jak to zabrzmiało – Pod kościół pójdę zapytać księży czy nie trzeba im czegoś. Figurki świętych, pierdółki, ozdóbki. Prawie, że kościelny biznes! Ale jak się potrzebuje to złoto jest od tak! – pstryknął palcami, a pierścienie, których tego dnia włożył na palce jeszcze więcej niż zwykle zachrzęściły o siebie. Dziwne to połączenie było z niechlujnym strojem i chłopską koszulą na tym chudym, niepozornym mężczyźnie.
OdpowiedzUsuń- Dmucham na zimne, tyle. Nie chcę któregoś dnia się obudzić z kołkiem w piersi. To znaczy nie obudzić. To znaczy nie ważne. – parsknął śmiechem. – Życie takie, trzeba mieć oczy dookoła głowy, kiedy każdy dybie na biednego, niewinnego człowieka. – Powiedział odrobinę ukazując kły.
Niewinny jak cholera.
Znów rozejrzał się po kuźni. Tak rzadko je odwiedzał. Jego jedynym orężem były „czerwonnokie” sztylety, jak mówił ze śmiechem o dwóch pięknie zrobionych tulichach z rubinami w głowicach. Służyły tylko ozdobie. Wynn był pacyfistą.
Pacyfistycznym masowym mordercą. Jakkolwiek to brzmiało.
Vaylah Panie - skłoniła się lekko - mam prośbę. Potrzebuję 20 grotów do strzał. Srebrnych - ściągnęła z Roo sakwę - tu masz kilka rzeczy do przetopienia - uśmiechnęła się miło.
OdpowiedzUsuń-Zapewne Panie jak spostrzegłeś nie jestem czlowiekiem, ale nieznaczy to że trzeba się mnie bać wręcz przeciwnie.
OdpowiedzUsuńUśmiechnęła się do niego i podeszła bliżej, kładząc swoją dłoń na jego ramieniu.
-Mogę pomóc ci odnowić to miejsce i doprowadzić do ponownej świetności.
Jak zawsze gdy mogła pomóc innej osobie, jej lazurowe źrenice błysły szczęściem.
-Mam parę kowadeł w starej szopie które ukradła z podziemia ojcu. Po za tym pomogę tobie odbudować paleniska i piece
[Witaj. Moze jesteś chętny na wątek? :) ]
OdpowiedzUsuń[Uwielbiam postacie takie, jak twój kowal. Po pierwsze niezmiernie się ciesze, że to nie kolejny dupek, bo takich facetów się lubi tworzyć. Po drugie wygląda super *.*
OdpowiedzUsuńMój pomysł wygląda tak: Bo Calsei lubi się "bawić" mieczem i ogółem stara się zrobić jak najbardziej niezależna. Mogłaby przyjść do niego, żeby wyrobił jej jakiś kobiecy, lżejszy miecz, dostosowany do jej dłoni. Co ty na to? :)]
[Halo żyjesz jeszcze?]
OdpowiedzUsuń~Emina Lamerielle