Assibiell Luccia Navarre
Assie, Asbie, Ass
Sibie, Biell, Luce
“Zmora” | 19 lat ; 17 listopada 1403 | dhampir
Malarka
Cicha, często
małomówna kobieta, z reguły przesiadująca z boku. Nie odnajduje się w tłumie, w centrum zainteresowania, nie przepada za hałasem. Twierdzi, że nie
umie rozmawiać z ludźmi, jednak jakoś jej idzie. Zazwyczaj otacza ją samotność,
lecz nie pogardzi towarzystwem - mimo wszystko lubi przesiadywać w obecności
innych ludzi, choć niekoniecznie wdaje się w jakiekolwiek kontakty z nimi.
Ostatnimi
czasy się zmieniła. Zniknęła nieśmiałość (albo w większej części), bojaźliwość,
pojawiła się natomiast ignorancja i przejawy wredności. Nadal patrzy na świat z przymrużeniem oka i dystansem, niewieloma rzeczami się przejmuje, niewiele
bierze do serca, niewiele bierze na poważnie. Jakby stała się bardziej nieufna
i ostrożniejsza. Podejście niby olewcze, luźne. Kiedyś na słowo „wampir” kuliła
się i ogarniała ją panika, władzę przejmował strach. Dziś te słowo jest dla
niej takiej samej wartości jak na przykład pojęcie „dzień” czy choćby „budynek”.
Jakby przestała się przejmować niebezpieczeństwem, tym, że tak bardzo
nienawidzi krwiopijców, jak bardzo się ich boi. Widocznie postanowiła to
zmienić, względnie zapomniała. Albo za dużo towarzystwa wesołego paplajły
Wynna.
Została
dhampirem w niecodzienny sposób. Podczas napadu na jej rodzinną wioskę była
uwięziona w domu, głównie za sprawą miłego pana z wystającymi zębami. Assibiell
byłaby teraz albo martwa, albo martwo-żywa (wampirem), ale kolejny miły pan,
tym razem bez wystających zębów i o dźwięcznym imieniu Gabriell, postawił ją
uratować. Toteż dziewczyna jest pijawką tylko w jakiejś części, sama nie wie,
jak dużej, i okrzyknęła siebie dhampirem.
A odnośnie inkwizytora, jej
dalsza historia była z nim bardzo powiązana – Gabriell stał się dla niej
opiekunem, mentorem i jedynym przyjacielem, osobą, której naprawdę bardzo
zaufała i z którą się zżyła. Razem zawitali w Graleyn. I tutaj dużo by
opowiadać, ale obejdzie się bez tego: wystarczy wspomnieć, że zdarzyło się coś,
po czym Gabriell wyjechał z miasta, zostawiając swoją podopieczną samą. Dała
sobie jakoś radę, daje nadal, mimo że jego wyjazd bez słowa był wielkim ciosem,
po którym miała swojego rodzaju załamanie. Głównie dlatego się zmieniła.
Niechęć do wampirów została odsunięta, nauczyła się ich sztuczek, samodzielnie
zdobywać krew (wcześniej dostawała ją we flakonikach od inkwizytora), ogólnie
stała się bardziej samodzielna niż wcześniej.

Nie lekceważy złego przeczucia,
nie ryzykuje, chociaż jest w jakimś stopniu odważna, jak każdy. Najpierw stara
się poznać człowieka, a dopiero potem mu zaufać. Pracuje nad tym, by nie być
tak naiwną i głupią. Zwykle nie odstaje od normalnych, szarych ludzi, nie
wyróżnia się. Po prostu nie zwraca na siebie uwagi – normalnego wzrostu
dziewczyna (ok. 177 cm
wzrostu) o długich, kruczoczarnych włosach, wesoło pobłyskujących w promieniach
słońca. Szare oczy zwykle są przymrużone, na policzki padają cienie z ciemnych,
długich rzęs. Dla Assibiell natura była raczej skąpa, nie obdarzyła jej
niewiadomo jakimi krągłościami, jednak jej to nie przeszkadza: ma nieduże
piersi, odpowiednio szerokie biodra
i długie nogi, szczupła. Nad biustem, na obojczykach, spokojnie leży granatowy kryształ okalany złotą ramką. Po prostu zwykła kobieta.
i długie nogi, szczupła. Nad biustem, na obojczykach, spokojnie leży granatowy kryształ okalany złotą ramką. Po prostu zwykła kobieta.
Korzystając z własnego
doświadczenia, przejrzenia na oczy, zobaczenia, jaki świat jest naprawdę, stała
się twardsza i teraz trudniej ją złamać. Prędzej doprowadzi się ją do złości, a w efekcie do starego nawyku rzucania deskami i płonącymi świeczkami,
względnie sztyletami. Assibiell tłumi w sobie bardzo dużo emocji. Typ „dużo
myśli mało mówi”. Można powiedzieć, że
jest nieprzewidywalna – kiedy sytuacja wskazuje, że dziewczyna zaraz wybuchnie,
ta zamilknie i wpatrzy w ziemię. Za przezwisko Wynn wymyślił jej „Zmorę” i „Śmiertkę”. Ona zrewanżowała się
„Wonsem”, „Kotem” i „Zębakiem”. Swoją drogą Assibiell może nazwać Wynna
przyjacielem, jedynym przyjacielem, mimo że ten jest wampirem. W jakimś stopniu
zżyła się z nim i naprawdę lubi przesiadywać w jego towarzystwie.



Ciemną nocą, gdy wszyscy normalni śpią inni się nudzą. Nudzą się okropnie i nie mają najmniejszych pomysłów co zrobić z tak zwanymi "nadmiarami czasu". Gdy człowiek się nudzi i nie ma kompletnie nic sensownego do zrobienia, żadnych obowiązków i problemów, które mógłby rozwiązać, zostaje mu rzecz jedna;
OdpowiedzUsuńZajęcia absolutnie bezsensowne - zajęcia przez Wynna ukochane.
Jednym z takich zajęć, swą bezsensownością i głupotą przyćmiewającym inne było denerwowanie tych, którzy w nocy zajmują się spaniem i nie dawanie im spać. A kogo najlepiej się w Graleyn denerwuje? No kogo? Tak! Zgadliście.
Skrobanie w szybę. Jak w kiepskim horrorze, naprawdę. "Skrob, skrob, skrob..." A ta wredna Ass nadal śpi! "Skrob..." Szkoda, że w horrorach nikt nie wspominał, że siedzenie na pokrytym strzechą dachu, który w każdej chwili może się załamać jest takie niewygodne. A ofiara straszenia i wygłupów może po prostu przewrócić się na drugi bok i zakryć głowę poduszką. To wcale nie było zabawne. Szczególnie, że jakaś belka bezlitośnie gniotła straszącego w tyłek. Dachy wcale nie są wygodne.
"Skrob, skrob, skrob..."
Nic do pokoju wpadło, bo nie mogło. Kulturalnie czekało, aż zaspana Ass zorientuje się kto gniecie sobie tyłek na belce podtrzymującej strzechę. Byle żeby szybko zdała sobie sprawę, bo to było naprawdę okropnie niewygodne.
OdpowiedzUsuńRoześmiał się, a przez nieszczelne okno sprawiło, że było dobrze to słychać.
- Nie wydłub sobie oka tym ostrzem, Zmoro. - zaskrobał znów w okno, informując ją skąd dobiegał ten dźwięk. Zbliżył się bardziej, by widziała, że to "tylko" on.
- Wpuść mnie, do diabła. Zaraz zlecę i będziesz mnie miała na sumieniu! - zagroził szczerząc się w uśmiechu.
Wampir westchnął tak teatralnie jak tylko umiał i spojrzał na Zmorę wzrokiem pełnym jednocześnie przygany jak i zirytowania. Wątpił, by zapomniała go zaprosić. Prędzej się z nim drażniła. Usiadł bokiem na parapecie i gestem równie teatranym co poprzedni założył sobie ręce za głową, czekając na zlitowanie, względnie nagłe oświecenie.
OdpowiedzUsuńCoś czuł, że sobie poczeka.
- Nawet nie wiesz jak bardzo, madame. - zachichotał w odpowiedzi. Przeniósł na nią spojrzenie, dokładnie, a nawet bardzo dokładnie lustrując ją wzrokiem. Potem uśmiechnął się tak złośliwie jak tylko umiał.
- Dobry wieczór, tak poza tym.
- Spróbuj tylko. - Zachichotał w odpowiedzi. - Tylko spróbuj, a poczekam aż stamtąd wyjdziesz i ukręcę Ci łeb, jak matkę kocham. - zagroził, patrząc na nią sztucznie groźnie.
OdpowiedzUsuń- Wpuścisz mnie nareszcie, czy będziemy tak tu stać?
Nareszcie mogąc wejść do pokoju, rozsiadł się wygodnie na łóżku.
OdpowiedzUsuń- Smutne, że nigdy nie miałem jeszcze okazji tu być. Miałaś mnie nie wpuszczać. - zachichotał. - Teraz się już przede mną nie ukryjesz. - powiadomił ją ze śmiechem. - Coś czuję, że za dużo sobie nie pośpisz, Zmoro.
Świece mu nie przeszkadzały, ani wcale nie pomagały. Do czasu, gdy światło nie było zbyt mocne, było mu obojętne. Przyglądał się jej. Właściwie nie wiedział co dalej. Nudziło mu się, więc wpadł na genialny pomysł wkurzania Assibiell. I więcej pomysłów nie miał.
- No jak to co? Teraz Cię zabiję. - stwierdził po chwili namysłu.
- Męczenie Ciebie jest fajne. – stwierdził wesoło, opierając się plecami o jej prywatne poduszki. Biedna Assibiell, jakiś chłop wpakował się jej przez okno do domu a potem wylegiwał się jej w łóżku. No boże drogi… Ciekawe czy już przestały ją dziwić takie wyskoki ze strony starego Wonsa?
OdpowiedzUsuńNie wiedział co będzie robić. Ważne, że na chwilę obecną nuda została zabita. Cóż i na razie tyle śmierci wystarczy.
- Idę, idę… - wstał powoli z łóżka i poczłapał za nią. – Ładne masz to domiszcze, wiesz? – powiedział rozglądając się wokół siebie. – Duże. Przygruchaj sobie chłopa, już widzę tą ósemkę dzieci latającą po pokojach… - zachichotał pod nosem.
- Wiem, że nie lubisz. Dlatego to powiedziałem. - zaśmiał się cicho pod nosem i oparł się o ścianę.
OdpowiedzUsuńPokój wypełniała przyjemna woń soku świeżego owocu, zmieszany z innymi, typowanymi dla zamieszkanych domów zapachami. Też przyjemnymi i tak innymi od tego, co wypełniało powietrze w jego kryjówkach; opuszczonych ruderach i wstrętnych piwnicach. Pewnie ktoś z boku powiedziałby, że jej zazdrości i że ma paskudne życie, chociaż nie było to prawdą. Mimo wszystko. Przecież nigdy nie potrzebował i nie będzie potrzebować własnego domu. Wynn rozglądał się ciekawie po pomieszczeniu, przez chwilę jeszcze nic nie mówiąc. Dopiero po dłuższym czasie odezwał się z pewnym wahaniem.
- Nie gniewasz się na mnie, że tak pakuję Ci się tu z buciorami, budzę Cię i męczę tylko dlatego, że stary dziadyga nie ma co robić po nocach?
Charon nie lubił towarzystwa. Zwłaszcza tak wielkich tłumów jakie były na targowisku. Nie to, że nigdy nikogo nie potrzebował. Przecież każdy potrzebuje czasem poczuć, że nie jest sam na tym świecie. Inaczej prędko by zwariował. Jednak Charon uważał, że jego samotność jest bezpieczeństwem. Nie tylko dla niego samego, ale również dla wszystkich wokół.
OdpowiedzUsuńNieśmiertelność bywa ciężkim brzemieniem.
Jednak na targowisko przyjść musiał. Nawet on miał potrzeby takie, jak reszta społeczności. Mógłby wysłać któregoś ze służących? Owszem, mógłby, ale oprócz zwykłych zakupów często można było trafić na ciekawe przedmioty, poszukiwane zarówno przez demony jak i Artemidę. Nie raz uważał, że sama mogłaby pofatygować tu swój tyłek, jednak każdy, kto znał ją choć trochę dłużej wiedział, jaka jest. Największą przyjemnością dla niej było dręczenie tych, którzy nie mogą się jej sprzeciwić.
Charon mógłby. Jednak złożył przysięgę. Gdyby ją złamał, musiałby umrzeć.
Tym razem jednak nie znalazł niczego ciekawego. Nie poczuł z tego powodu żadnego żalu, można powiedzieć, że nawet w pewnym stopniu ulgę. Naciągnął kaptur czarnego płaszcza głębiej na twarz i zaczął przeciskać się w kierunku wyjścia z targu. Ową czerwoną plamką, którą wszyscy tak żywo się interesowali mogły być błyszczące w ciemnościach oczy mężczyzny.
Nie trzeba było długo czekać, aby wyczuł, że ktoś za nim idzie. Długie lata polowań nauczyły go wychwytywać takie rzeczy w jednej chwili.
Nie zatrzymał się jednak. Jedną dłoń oparł na rękojeści miecza. Nie znał intencji osoby, która za nim szła.
Skręcił w inną uliczkę i ukrył w mroku. Czekał, aż przyklejona do jego pleców istota go wyminie.
Nie obserwował jej zbyt długo. Musiał wiedzieć, o co chodzi. Wiedział, że ona, bo jak się okazało, była to kobieta, nie śledzi go przypadkiem.
Zza pasa dobył sztylet. Nauczył się już, że tu, w Graleyn większość mieszkańców kieruje się zwykłą ciekawością, jednak mimo wszystko postanowił nie ryzykować. Stanął za nią tak, aby w każdej chwili móc zaatakować pierwszemu.
- Czemu za mną idziesz? - Spytał. Głos miał jak zwykle opanowany, nie przejawiał żadnego napięcia czy gniewu.
Charon
- Za każdym razem jak mnie o coś zapytasz sto razy zastanów się czy chcesz znać odpowiedź. - stwierdził wesoło i schował ręce do kieszeni spodni. Było tak ciepło, że nie nosił już ciężkiego płaszcza, tylko kremową chłopską koszulę i jasne spodnie. Krótko mówiąc; ubrany jak zawsze. W cokolwiek. Zaczął zdrapywać jakąś brązową plamę z rąbka koszuli. Taką malutką, jak po kropelce krwi. - Co ja mogę robić? Podpowiem, że akurat cudem nie byłem w karczmie, ani w burdelu. - roześmiał się. Miewał oczywiście również inne, nawet czasem nierzadko sensowniejsze zajęcia niż to, ale właściwie lubił przedstawiać się tak jak się przestawiał, jako kompletny swawolnik i idiota.
OdpowiedzUsuńRuszył za nią do pokoju grzecznie i bez słowa.
- Co Ty byś beze mnie zrobiła, Assibiell? W kocu zanudziłabyś się na śmierć swojego dręczyciela... Na pewno. - stwierdził wesoło.
- A Ty? A Ty chcesz, żebym Ci przypomniał o moich prywatnych niedoborach kultury i zdzielił przez łeb? - uniósł brew. Jako, że akurat postanowił się znów walnąć na jej łóżku, wycelował w nią poduszką i rzucił przez cały pokój.
OdpowiedzUsuńNo dobrze. Wynn był dziecinny. Cholernie dziecinny, ale przy Assibiell robił się jeszcze gorszy. Pomyśleć, że spokojnie mógłby być jej dziadkiem... Szkoda gadać.
- Mogłabyś. - wyszczerz.
- Ty będziesz mnie zmuszać do sprzątania to ja się będę na Ciebie bezczelnie gapić. - powiedział wesoło.
OdpowiedzUsuńOdchylił głowę do tyłu, padając plecami na to łóżko i zgniatając poduszkę razem z jej ręką. Wyszczerzył się w wesołym uśmiechu.
- Nie pozbędziesz się mnie dzisiaj. Dobrze mi tak, wstawać się nie chce. Pal licho co Ty byś zrobiła bez prywatnego dręczyciela. Co ja bym zrobił nie mogąc Ciebie wkurzać, to mnie zastanawia. Zanudziłbym się na śmierć.
Rozejrzał się po pokoju, nadal rozwalając się na poduchach.
- Kurcze, duże to domiszcze. Co Ty właściwie w życiu robisz, prócz włóczenia się bezcelowo po mieście i machaniu kijaszkiem w lesie?
- A pokażesz mi CO malujesz? - zapytał niewinnie, zabierając głowę.
OdpowiedzUsuńJego wzrok powędrował po ścianach, by zobaczyć czy aby w tym pokoju nie wisi nic wartego uwagi. Dziwiło go to, że z owego malowania da się wyżyć, ale najwidoczniej... Kto by pomyślał, że w miasteczku ceni się sztukę, prawda? Zadziwiające.
- Nie jesteś niezbyt ciekawa. Wręcz przeciwnie, Ass.- zaprotestował wstając. Przeniósł na nią swoje spojrzenie.- Pokażesz więc? Jestem niezwykle ciekaw, choć znawcą sztuki nigdy nie będę.
Zobaczywszy Ją w Elhyr uśmiechnęła się nikle - dawno Cię nie widziałam Assibiell. Gdzie się podziewałaś ostatnimi czasy? - przyglądała się Jej.
OdpowiedzUsuńNie zdziwiło go to nawet. Przyzwyczaił się do nietypowych reakcji na jego widok, czy to ze strony ludzi czy też innych istot. Jak na ironię łudząco przypominał tych, których miał rozkaz niszczyć. Błyszczące krwistą czerwienią oczy nie potrafiły patrzeć z łagodnością. Ten, kto go nie znał wiecznie widział w nich surowość i gniew.
OdpowiedzUsuńOdsunął się o krok. Przecież nie chciał jej wystraszyć... No, może trochę. Jednak czy nie było to na swój sposób uzasadnione?
- Więc? Czemu mnie śledziłaś. - Spytał ponownie, starając się, aby zachrypnięty głos brzmiał jak najprzyjaźniej. Nigdy nie miał złych zamiarów co do mieszkańców tego miasta. Jako pierwsi przyjęli go tak serdecznie. Poza tym miał ich bronić.
Charon
- Chcesz się kłócić? - zachichotał idąc zaraz za nią grzecznie jak trusia. Przecież nie przyniosłaby wszystkich obrazów tutaj. Toteż poszedł.
OdpowiedzUsuńKiedy wszedł do pomieszczenia, zaśmiał się cicho pod nosem.
- Teraz już wiem czemu tyle czasu spędzasz w domu. Życia by mi nie starczyło, żeby to wszystko namalować. Omijając fakt, że nigdy nie udałoby mi się skopiować ani jednej z tych scen. Mam nadzieję, że nie masz przed sobą perspektywy wieczności, bo inaczej wkrótce skończy się farba na całym świecie z Twojego powodu.
Podchodził do kolejnych obrazów, oglądając je dokładnie. Wszelkiego rodzaju pejzaże ignorował. Uroczych przedstawień krajobrazów miał dość na najbliższe 17845839486573456345424405680 lat. Za bardzo mu się kojarzyły z czymś...kimś... Dobra, nie ważne.
Na widok ławki uśmiechnął się szeroko, a potem zerknął na watahę wilków i gigantyczny księżyc.
- Brakuje tylko nietoperza do kompletu - uniósł brew.
Miło Cię w takim razie widzieć po tak długiej nieobecności - przystanęła nieopodal stolika, który zajmowała Assibiell - mnie też jakiś czas tutaj nie było. Teraz pojawiam się na jeden dzień i znikam. Od taka profesja, jaką wykonuję. Dużo zgłoszeń mam i sporo pracy na głowie. Trzeba `sprzątać`...by plugastwa było coraz mniej.
OdpowiedzUsuń- Z tym nietoperzem żartowałem. Nic nie domalowywuj. - roześmiał się cicho, patrząc na nią z uwagą, co jakiś czas mimo to przerzucając wzrok na jej dzieła. Po jakimś czasie patrzenia na jego z nich, duży pysk wilka nie powstrzymał się i wyciągnął dłoń by dotknąć skrzącego się jasną żółcią oka. Uśmiechnął się do siebie pod nosem.
OdpowiedzUsuń- Mówiłem Ci, ze masz prawdziwy talent? Naprawdę dobrze Ci to idzie. - spojrzał na nią. - Sprzedajesz je?
Przysiadła się do stolika i gestem dłoni przywołała do siebie Aarona. Zamówiła u Niego kufel miodu - nie narzekam. Lubię to co robię, choć dla niektórych może wydać się to męczące - uśmiechnęła się nikle - nie lubię siedzieć w miejscu i to w dodatku bezproduktywnie Moja Droga. Więc jakoś daję radę - zarzuciła włosy na lewe ramię i oparła się wygodnie.
OdpowiedzUsuń