Nazywają je Miastem Straceńców.

Graleyn nie należy do ludzi. W tym niepozornym miasteczku dzieje się więcej, niż sobie wyobrażasz. W cieniu starych murów kryją się istoty, które nie powinny istnieć. Siedzą w karczmie i piją wino. Prowadzą warsztaty i sklepy. Ludzie nie mają nic przeciwko… Głównie dlatego, że nie wiedzą o tym, iż miasteczko jest stolicą świata nadnaturalnego. A to, że czasem ktoś zniknie...

No cóż, zdarza się.


niedziela, 22 lipca 2012

Ze świata tego każdy ma tyle, ile sam sobie weźmie.



Aileen


Czas obchodzi się z elfami inaczej niż z ludźmi, wiele więcej lat potrzeba im, by dojrzeć, usamodzielnić się oraz zestarzeć, to właśnie, a nie szpiczaste uszy, jest główną różnicą, która nie daje tym dwóm tak podobnym rasom dojść do porozumienia. Aileen, jako doskonały przykład czysto-krwistego elfa, nawet mimo ponad dziewięćdziesięciu lat na karku wciąż często zachowuje się jak mała dziewczynka, humorzasta i impulsywna. Nie sposób przewidzieć, ile czasu świat jeszcze będzie musiał się zmagać z jej po dziecięcemu wybujałą wyobraźnią czy skłonnością do przesady, choć nikłe przebłyski odpowiedzialnego zachowania dostrzec już można.
Jak jednak może skończyć bachor w ciele kobiety? Nie najlepiej, szczególnie ze względu na to, że ten konkretny przypadek całkiem długo, jak na ludzkie kryteria, błąkał się sam po Europie, bez wsparcia rodziny czy rozważniejszych znajomych. Wprawdzie na początku wcale nie było źle, osierocona dziewczynka została znaleziona w wieku sześciu lat przez teatr wędrowny o nazwie „Kołysanka” i, mimo faktu, że miała mentalność niemalże noworodka, od razu zaczęła zarabiać na swoje utrzymanie, wabiąc klientelę dziecięcą słodyczą, a urocze uszy traktowane były z przymrużeniem oka nawet przez Inkwizytorów, bo i przed takowymi zdarzało się jej występować. Cóż złego może zrobić tak śliczna istota?
I tu akurat mieli rację, nic.
To właśnie aktorzy zapewnili jej przeżycie, nauczyli fachu i obdarzyli miłością, dając nowy, przenośny, dom. Niedziwne, że Aileen szybko zapomniała, jak wyglądali prawdziwi rodzice oraz gdzie się urodziła, nawet jej imię przetrwało wyłącznie dzięki haftom na koszuli, jedynej pamiątce z domu, która nie zapodziała się podczas późniejszych podróży. (Teraz spoczywa ona w efektownej, rzeźbionej szkatułce zdobionej złotem oraz rubinami, którą elfka nabyła tuż po przyjeździe do Miasta Straceńców).


Długo nie trzeba było czekać, by los ponownie się od niej odwrócił. Starsi członkowie, serce i dusza trupy, powymierali, wszak byli tylko ludźmi, zmogły ich choróbska bądź, zapewne u większości, hulaszczy tryb życia, a reszta rozpierzchła się, gdy tylko zyski zmalały; do tej grupy zaliczała się również Aileen, choć wybyła i tak jako jedna z ostatnich. Sporo czasu jej zajęło, by pogodzić się ze stratą, wspomnienia wspólnych biesiad oraz zabaw w miastach całego Starego Kontynentu pozostawiły wyraźny ślad w jej charakterze, ustanawiając niepodważalne priorytety i znacząco wpłynęły na jej dalszą historię.
Pierwszym, o czym dziewczyna pomyślała, była szlachetna chęć rozpowszechnienia aktorstwa poprzez stworzenie nowej, fantastycznej grupy podobnej „Kołysance”, która podróżowałaby po całym świecie (a co się będziemy ograniczać!), tworzyła własne sztuki, by nauczać i zabawiać wszystkich, od wynędzniałych wieśniaków po rozpieszczoną szlachtę. Ostatecznie jednak samo zwieranie nowych znajomości i formowanie trupy okazało się tak miłym zajęciem, że przesłoniło Aileen pierwotne zamierzenia, a dziewczynę do reszty pochłonął świat wiecznej zabawy.
Całkiem łatwo niebrzydkiej elfce znaleźć kompanów, mimo że klasyczną pięknością zdecydowanie nie była, uśmiech miała naprawdę uroczy, zatem przez większość czasu nie musiała się martwić o dach nad głową, a i okazje do występów nietrudno było znaleźć, mając przyjaciół w niemal każdym państwie Europy. Tak więc Aileen lubiła swoje życie, czuła się dobrze, spędzając długie noce na ucztach, a dnie na kolejnych podróżach, gdy każda chwila zachwycała nowymi doznaniami. Było tym łatwiej, że wszelki bardziej lub mniej niemoralny występek usprawiedliwiała sobie wyższym celem, który, wbrew kompletnej zmianie priorytetów, wciąż dawał o sobie znać.


Właściwa dzieciom (i głupcom) ufność nie pozwoliła Aileen długo żyć w beztrosce, szybko jeden z „przyjaciół” wykorzystał jej niefrasobliwość, by ograbić z całego majątku, przez co elfka znalazła się na ulicy bez grosza przy duszy. Był to tylko początek nieszczęść, zaraz potem w tłumie przeciętniaków jeden ze sługusów pewnego majętnego szlachcica, lorda Diyrotha, wyłapał młodą żebraczkę i porwał w celu uczynienia z niej prezentu. Doprawdy, dziwni byli mieszkańcy ów miejsca.
Zniewolona dziewczyna ze swoją impulsywnością oraz naiwnością spodobała się możnowładcy, tak że szybko stała się jego ulubioną dwórką, co z kolei wzbudziło niechęć reszty dworu, podsycanej jeszcze przez zazdrosną małżonkę. Lord często wyjeżdżał, rzadko więc wykorzystywał swoją wyjątkową niewolnicę, lecz sama jej pozycja sprawiła, że Aileen natychmiast wpadła w głęboką depresję. Zewsząd sypały się obelgi, a z rosnącej w siłę aktorki stała się kurtyzaną! Przykrości dziewczyna próbowała zagłuszyć mnogością zajęć, jakich się podjęła. Przede wszystkim korzystała z bogatych zbiorów lorda obfitujących w przeróżne woluminy, by w końcu nabyć trochę wykształcenia, a w wolnych chwilach szkoliła się w haftowaniu oraz pisaniu, co później okazało się niezwykle przydatne w jej fachu.
Po kilku ciągnących się w nieskończoność latach Diyroth zmarł na jednej z wojen, które z zadziwiającym wręcz zapałem, jak na jego podeszły wiek, prowadził. Cały dwór popadł w żałobę, a żądna sprawiedliwości elfka wykorzystała chwilę zamieszania oraz gorączkowe kłótnie, komu należą się dobra nieboszczyka, by znacząco uszczuplić zawartość skarbca, po czym uciec z pomocą jednej ze służek. Ta kradzież jest jej największym sekretem, a nie wie o niej nikt, bowiem Aileen otruła tą kobietę tuż przed wyjazdem.
Od tego czasu ponowiła samotną wędrówkę, szukając odpowiedniego miejsca, by odpocząć i osiedlić się choć na chwilę, a przywłaszczony majątek pozwolił jej żyć w dostatku, dzięki czemu jedynym problemem stały się wspomnienia oraz wyrzuty sumienia, jakich mimo wszystko doświadczała. Do Graleyn sprowadziły ją opowieści znajomego krasnoluda, jedynej istoty nieludzkiej, z jaką Aileen się serdecznie zaprzyjaźniła przed pobytem na dworze, to właśnie ich niegdysiejsza zażyłość nie pozwoliła wątpić w rekomendację ów miasta.
Wbrew pozorom porwanie nie zmieniło jej aż tak bardzo, co prawda stała się zdecydowanie ostrożniejsza i zaczęła wystrzegać samotnych spacerów bądź spijania w karczmie do nieprzytomności, lecz serce zachowało wrażliwość, a w błękitnych oczach wciąż można dostrzec otwartość. Nawet mimo, wrodzonej zapewne, wyjątkowej pamięci, nie jest mściwa, zemsta raczej pogarsza niż poprawia jej nastrój. Również pieniądze nie wpłynęły ani na osobowość ani drobną, kościstą sylwetkę, która niezmiennie daje wrażenie, jakby elfka mogła odfrunąć wraz z każdym silniejszym porywem wiatru. Nie wspominajcie jednak o tym, źle znosi wzmianki o swojej słabości fizycznej. Aż nazbyt jest jej świadoma.
Aileen nauczyła się posługiwać kilkoma językami oraz posiadła bogatą wiedzę na temat nie tylko swego fachu, ale i innych kunsztów, choć rzadko o tym komukolwiek wspomina. Ponadto kiedyś zdobyła przepis lekarstwa na ból głowy, nad wyraz przydatny po zbyt dobrej zabawie, lecz na tym kończą się jej umiejętności, ma oczywiście perfekcyjny wzrok oraz całkiem szybko biega, lecz to tylko charakterystyka rasy. Dziewczyna jest niezdolna do wykonywania zarówno prac fizycznych jak i naukowych, zatem w gruncie rzeczy nie miała innego wyjścia, po prostu musiała skończyć jako artystka.
Cóż, codzienne życie Aileen jest dość nudne i monotonne, nie posiada stałego źródła dochodów, dnie zazwyczaj spędza na spacerach, w poszukiwaniu inspiracji, jak to sobie i innym wyjaśnia, a także sporadycznym przesiadywaniem w karczmie Elhyr, która wyjątkowo przypadła jej do gustu już od pierwszego dnia w mieście. Oczywiście żadna z tych czynności nie przynosi pieniędzy, zatem pojawiły się epizody i na targu i w sklepie, raz nawet została gońcem, lecz z każdego zajęcia szybko rezygnowała, gdy pojawiały się pogłoski o większym jarmarku w okolicy, wówczas porzucała wszystko i wszystkich, byleby tylko tam dotrzeć.
Jedyne bowiem, za czym prawdziwie tęskni to scena.


Podsumowując:

Imię: Aileen
Płeć: Kobieta
Rasa: Elf
Wiek: 97 lat
Zawód: Aktorka


125 komentarzy:

  1. [Dobry. Ciągniemy stary wątek? Jeśli tak, to Twoja kolejka.]

    OdpowiedzUsuń
  2. ( Kontynuujemy dalej? Twoja kolej swoją drogą :P )

    OdpowiedzUsuń
  3. Spojrzał na nią spod byka, ale po chwili i tak się uśmiechnął. Dziwnym byłoby gdyby tego nie zrobił, prawda? Cholernie dziwnym. Cóż, wierzył w swoją zdolność przekonywania, głęboko ukryte pokłady dobrej woli obydwojga, przekonanie (w sumie słuszne) Hesh, że Wynn nigdy nie kłamie i zwykłe szczęście. W to ostatnie wierzył wyjątkowo naiwnie, bo los co chwila go uświadamiał, że on nigdy szczęścia mieć nie będzie. Może Aileen miała rację twierdząc, że tenże każe go za swoje postępki? Może rzeczywiście tak było? Cholera wie. Wynn nie miał sił na rozważania na tematy natury religijno-egzystencjonalnej. Za bardzo kojarzyły mu się z gotyckimi wierszami i Rewanem. A to skutecznie psuło humor. Wynn nienawidził psuć sobie humoru i z uporem tego unikał.
    Dlatego nawet nie dopuszczał do siebie myśli, że mogłoby się nie udać.
    - Jeśli nie wyjdzie obiecuję skonfiskować. Lecz... czy czasem aby nie mówiłaś, że nie potrzebujesz mojej pomocy? - zaśmiał się cicho.
    Na chwilę odwrócił wzrok, jednak szybko do niej wrócił, gdy spostrzegł jak pochyla się nad stołem. Zdawał sobie sprawę, że z niego kpi, aż tak głupi nie był. Gdy dotknęła jego ręki cudem powstrzymał się przed chwyceniem jej za dłoń, jakąś próbą wystraszenia jej, odstraszenia jej od dalszej gry. Boleśnie zdawał sobie sprawę, że ową grę mógłby przegrać, pogubić się i zrobić z siebie debila.
    Zgrozo, większego debila niż był w rzeczywistości!
    Nie zrobił jednak nic z tych rzeczy, odpowiedział jedynie po sekundzie wahania, której, jak miał nadzieję Aileen nie miała szans dojrzeć.
    - Zwyczajnie nie śmiem nawet marzyć i sobie wyobrażać niczego. - odpowiedział swobodnie. Po chwili dopowiedział - Zaś jeśli o wino chodzi to częstuj się do woli.

    OdpowiedzUsuń
  4. Praca i mieszanie kolejnych porcji składników eliksiru było czasochłonnym zajęciem, ale raczej dość łatwym, skoro nie musiał szukać nowych składowych dla mikstury, a tylko dobierał odpowiedni ich współczynnik. Same eksperymenty też były dość proste, bo nie potrzebował prawdziwego wampira, a tylko stworzenie pijące krew. Byle szczur się do tego nadaje i niedługo mógł już uzyskać efekty. Gdy dla pewności powtórzył cały przebieg zajścia że zdumieniem stwierdził, że szczury kompletnie nic nie pamiętają. Musiały widocznie zostać wprowadzone natychmiast po spróbowaniu napoju wymieszanej z krwią elfki zostać ogłuszone. Sam eliksir nie zmieniał ich zachowania, czyli osiągnął połowiczny sukces, ponieważ żaden krwiopijca nie ugryzie Aileen, a w każdym bądź razie nie wypije jej krwi i o tym zapomni, ale nie uzyskał toksyny paraliżującej innych. W każdym bądź razie efekt jak na razie był zadowalający i mógł po prostu sprzedać elfce więcej eliksirów. Ten nowy i któryś paraliżujący. Poszedł na górę poinformować dziewczynę o wszystkim.
    - Gotowe. Mikstura przeszła nawet moje oczekiwania, więc jej zasady działania są lepsze niż można byłoby przypuszczać.

    OdpowiedzUsuń
  5. Aileen niewątpliwie świetnie się bawiła. Widział to po niej i trochę był zły, że mimo wszystko nieubłaganie i tak dał się wmanewrować w tą grę. Nie na tyle jednak zły, by mieć z tego powodu jakiś specjalny żal do siebie. Trudno, najwyżej będzie miała trochę zabawy.
    Nie dawał po sobie poznać, że widzi jej prowokacyjne gesty. Aileen dobrze zdawała sobie sprawę z tego, że przyczepił się do niej dlatego, bo mu się podobała. Bo była niezwykle ładną kobietą z swoją delikatnością i urokiem ciężko było przejść obok niej obojętnie. Dwa rodzaje pożądania mieszały się zawsze nieubłaganie ze sobą. Zabić. Posiąść. Cokolwiek. Tak już było, powiedzmy, że taki defekt perwersyjnych bestii. I o tym też okrutna kobieta wiedziała. No, ale nie samym bezmózgim instynktem człowiek (wampir?) jest napędzany, to i daleko, daaaleko było do wywołania w nim czegoś więcej jak tylko zainteresowania jej dalszym postępowaniem i co najwyżej niewielkiej choć niezwykle kuszącej myśli, aby wyciągnąć ją do jednego w wyżej wymienionych pokoików.
    - Nie? To dobrze, bo mi się tam wcale nie śpieszy. Zresztą co to za pomysł rozmawiać o niej? - westchnął tak teatralnie jak tylko potrafił.
    Jakoś głupie się mu wydawało rozmawianie o jednym z niewielu (dwóch przez 60 lat życia...) jego normalnych związków z inną kobietą, która "wyobrażała sobie, że on sobie wyobraża".
    A tak swoją drogą, to ciekawe, jeśli ona sobie "wyobraża, że on sobie wyobraża" to czy ona sobie wyobraża? Teraz i on sobie zaczął wyobrażać to co ona może sobie wyobrażać. Było to niezwykle pasjonujące zajęcie. Naprawdę.
    Widząc, że darowała sobie kpienie z niego i te jawne prowokacje zaśmiał się na głos. Musiała stchórzyć. Czy to oznaczało, że to jednak on wygrał?

    OdpowiedzUsuń
  6. Westchnął. Chyba tysięczny już raz na jej reakcję. Po prostu jej reakcje zawsze go osłabiały, bo była jak dziecko.
    - Lepsze, znaczy, że wampir jak cie ugryzie, to znieruchomieje i nie powinien nawet pamiętać, że chciał cię ugryźć.
    Teraz to on poszedł przodem i pociągnął dziewczynę do piwnicy, by ukazać jej swoje odkrycie. Płyn miał srebrny kolor i odbijał płomień świecy w barwach tęczy.
    - Masz już może nazwę dla tego specyfiku?

    OdpowiedzUsuń
  7. - Czasem mi się zdarza. - posłał jej zwyczajowy uśmiech. - Wybacz mi, czasem nie mogę powstrzymać moich napadów wesołości. Jakbyś była na moim miejscu to byś rozumiała. - machnął ręką.
    Popatrzył na nią z ciekawością. Momentami ta rozmowa go bawiła, momentami ciekawiła. Przestało mu się nawet żałować, że nie wyssał do końca elfki, że pozwolił jej żyć. Co by teraz robił, gdyby panienka Aileen nie żyła? Nudziłby się. Nudziłby się jak cholera i kompletnie nie miał co ze sobą zrobić. A tak miał zajęcie co najmniej ciekawe.
    Kulturalnie (no bestia dżentelmen, psia jego mać, pomyślałby kto?) czekał aż wyjdzie z zamyślenia, czas zabijając debilnymi skądinąd myślami pod tytułem "ciekawe nad czym się tak zastanawia", które z gruntu żadnego sensu nie miały... Ale chyba właśnie o to w nich chodziło. By zabić czas i już. Wynn z natury brzydził się zastanawianiem nad rzeczami sensownymi.
    W gruncie rzeczy cieszył się, że elfce poprawił sie humor. Jej pełne niechęci komentarze może czasami bywały zabawne, ale na dłuższą metę to robiło się nużące. Gdy po części mimowolnie poprawił jej humor, rozmowa robiła się całkiem znośna. Oczywiście takie pseudo przyjazne gadanie podobało mu się znacznie mniej od straszenia jej do tego stopnia, że jej serce zaczynało bić jak szalone, albo zabawy jaką urządzał sobie krótko przed pierwszym jej ugryzieniem. Nie można mieć wszystkiego. A takie sytuacje... będzie miał okazję jeszcze powtórzyć, prawda? Miał nadzieję, że wielokrotnie. Wszak nie miał najmniejszego zamiaru kończyć tak ciekawie zapowiadającej się znajomości.
    Uniósł na nią wzrok. Brązowe oczy zatrzymały się na jej twarzy. Zmiana tematu mu odpowiadała. NIe chciał rozmawiać przecież o Heshtje.
    - Na klawesynie. - odpowiedział bez zastanowienia. - Klawikordzie, lutni i skrzypcach... - dopowiedział cicho. - Gram na klawesynie. Czasem. Rzadko. Kiedyś grywałem. Dawno temu. - znów głośniej. Czy w jego głos wkradła się melancholia? Chyba tak. Jak najszybciej pozbył się tego paskudnego cienia w głosie.
    - A co Cię nagle wzięło na takie pytania?

    OdpowiedzUsuń
  8. Oh, on się nie przejmował znowu aż tak bardzo, że nie pamiętała. Będzie miał okazję jej przypomnieć. Wielokrotnie i dokładnie. Teraz jednak nie chciał psuć jej humoru, chociaż wcale nie miał zamiaru zaprzestać przypominania jej, że jest jedynie zabawką w jego rękach, której w każdej chwili może odebrać życie. Że zostawił ją żywą tylko po to, by nadal móc żerować na jej elfiej krwi, by móc się z nią droczyć. To przypomni jej w swoim czasie. Lecz czy to wszystko aż tak bardzo przeszkadzało w prowadzeniu rozmowy jak dwójka cywilizowanych ludzi? Najwidoczniej nie. I dobrze.
    Przez chwilę wpatrywał się w stół. Melancholia uderzyła go znów, choć bez problemu dała się stłamsić i zadusić w zarodku. Nawet nie dała się poznać tak bardzo na jego twarzy. Zniknęła tak szybko jak tylko się pojawiła. Niedostrzegalnie.
    - Biorąc pod uwagę, że jestem bezdomnym, spędzającym większość życia w Elhyr człekiem? Zwyczajnie nie mam gdzie i na czym. - Aileen parsknęłaby śmiechem gdyby usłyszała jego wewnętrzne rozterki, które dręczyły go co jakiś czas. Boże drogi, każdy przy zdrowych zmysłach zaśmiewałby się do rozpuku. Niechętnie przyznawał się do umiejętności gry na tych instrumentach. Wydawało mu się to trochę głupie, ale gdzieś po głowie kołatała mu się myśl, że mógłby zostać uznany za zniewieściałego; nadmierna miłość do wszelakich ozdób, dziwne "artystyczne skrzywienia", ciągota do wszelakich instrumentów połączone z absolutną niechęcią do wymachiwania ostrzem. No baba!
    Lecz nie to było powodem owej melancholii, lecz wspomnienia z dworku swego... - tu w myślach Wynn westchnął. - pana. Bo inaczej Rewana nazwać nie umial. Wziął go pod opiekę, uchronił młodzika przed klanem, spróbował nauczyć podstaw życia w świecie ludzi. Za to wszystko wymagał posłuszeństwa. Trzymali sie ze sobą zaledwie rok, ale od tamtego czasu Wynn musiał zawsze być na każde jego skinienie. Dobijająca sprawa. Tu tez Aileen by się śmiała.
    - Nie mam więc grać na czym, ani gdzie. Nauczył mnie grać pewien wampir, który niegdyś mnie uratował i przez jakiś czas pomieszkiwałem w jego dworku. - powiedział to wszystko w wersji wyjątkowo okrojonej.
    Uniósł głowę by spojrzeć na Aileen i uśmiechnął się lekko.
    - Nie mogę się nadziwić, że zeszliśmy na ten temat. Boże drogi, robisz ze mnie sentymentalnego durnia. - zaśmiał się cicho pod nosem. Ledwie skończył się śmiać i przypomniał sobie coś. Tak cicho, że prawie niesłyszalnie wymruczał (bo tego śpiewaniem nazwać nie było można) kilka wersów kolendy, której rytm Aileen wcześniej wybijała na stole, by po chwili, kiedy skończyły mu się słowa przerzucić się na jakąś ckliwą piosnkę, której słów nie pamiętał, więc charakterystyczną melodię ubawiał wymyślonym na szybko tekstem zmieszanym z tym co pamiętał. Wyszło coś o wielkiej miłości szalonej marchewki do naćpanego selera. Miał naprawdę ładny głos. Taki, co to może za wiele setek lat mógłby mu posłużyć w jakimś zespole, na chwilę obecną wykorzystywany jednak głównie w durnych, zasłyszanych w karczmach pioseneczkach. Potem parsknął śmiechem. Dobrze, że jego nucenia nikt inny nie słyszał. I bez tego traktowany był jak dziwak.
    - Udaj, że tego nie słyszałaś. - stwierdził wesoło - Czasami mi odbija.

    OdpowiedzUsuń
  9. - Od godziny do trzech. Wystarczy byś nie została żywicielką i nikt kolejny raz nie uszczuplił twojego zapasu krwi.
    Sięgnął po płyn z dużej butli i zaczął go przelewać do mniejszych butelek. Jego produkcja była podobna do produkcji Krwawej Pełni, acz różniła się w podstawowych kwestiach. Ten wywar nie miał zmieniać wampira, a go wręcz zamrozić na jakiś czas. Łącznie wyszło mu pięć fiolek.
    - Jedna butelka jest darmo, bo to jest w ramach dalszych eksperymentów, a pozostałe kosztują po dwie złote monety każda. A nazwę zostawiam tobie, bo tylko ty będziesz korzystać z tego wywaru. Na innych będzie źle działać.
    Wszystko zapakował do skórzanej torby za srebrnika i podał elfce. Aurora pewnie dalej będzie za nią latać, ale to sprawa między nimi. Alchemik nie miał zamiaru się w to mieszać. Przy najmniej na razie.

    OdpowiedzUsuń
  10. ( Kończymy wątek? Coś powoli to idzie, a opo miało wyniknąć z tego...)

    OdpowiedzUsuń
  11. [Pozwolę sobie kontynuować stary wątek.]

    Oparła się o blat stołu za sobą, krzyżując ręce na piersi. Nawet na moment nie odrywała wzroku od Elfki, poddając się czystej, chorej niemal ciekawości. Zachowywała się teraz jak alchemik oczekujący skutków, jakie wywołają jego eliksiry, jak czarownik wpatrujący się w stworzone przez siebie magiczne stworzenie, które za moment może się obudzić, włączyć do życia.
    Kiedy Aileen opadła na krzesło, zmarszczyła lekko brwi. Obie nie odwracały od siebie wzroku, a ich spojrzenia, przynajmniej w odczuciu Raishy, stawały się coraz cięższe. Jako wiedźma była odporna na działanie podobnych uroków, jednak uderzyło w nią nagłe podejrzenie, że uwaga Aileen nie musi koniecznie skierować się na płeć brzydką. Odchrząknęła cicho, nie mogąc powstrzymać lekkiego rozbawienia.
    -Więc? - Powtórzyła, zagryzając dolną wargę.

    OdpowiedzUsuń
  12. - Ależ pewnie! Ochroniarz, szpieg, przyjaciel w jednym! - powiedziała dobitnie akcentując. Spoglądała na Aileen nieprzychylnym wzrokiem.
    - Do niczego nawet nie namawiam! Zwłaszcza śledzenia poczynań ludzi, bliskich.

    OdpowiedzUsuń
  13. Cóż niby miałaby chcieć osiągnąć? Jedynie wytknąć jej to i owo. Wciąż była okropnie na nią zła. Wiadomo przecież z jakiego powodu...
    Heshtje chciała powiedzieć coś kąśliwego, aż iskierki pojawiły się między palcami, ale zaraz poczuła na sobie silny dotyk mężczyzny.
    - Spokojnie, wariatko - mruknął nad jej uchem. Zgasił ją totalnie.
    - Cóż tak drepczesz niespokojnie? - zwróciła się do Andrei odrobinę spokojniej.

    OdpowiedzUsuń
  14. Pod tym względem, to każdy powinien się obawiać, gdyż Drawen był paplą. Zwłaszcza, kiedy informacje przynosiły mu korzyści zazwyczaj pieniężne.
    Rudowłosa spoglądała to na mężczyznę, to na Andreę. Zerknęła na niebo.
    " Przez tą uroczą pogawędkę nie zauważyłam, kiedy zapadł zmrok" mruknęła w myślach widząc ciemne niebo.
    - Draw, idź i przyleć jako smok - zwróciła się do przyjaciela. Bez sprzeciwów pobiegł jak najdalej.
    - Masz jakąś mapę ? Ja mam tylko kompas.

    OdpowiedzUsuń
  15. Necro jako Grabarz kochający swój cmentarz niczym swoje dziecko, jedyne i najwspanialsze bardzo o niego dbał.
    Kwiaty sadził, stare nagrobki naprawiał, albo wymieniał, zapach śmierci jakoś usuwał... Chciał by była tu idealna atmosfera.
    Jednocześnie regularnie odwiedzał grób brata.
    I tam właśnie zmierzał, swoim wyjątkowo tanecznym krokiem, gwiżdżąc cichutko.
    Widząc przed grobem jego brata jakąś osobę nieco zwolnił, ale nie zmienił kroku.
    Podszedł do niej swobodnie.
    - Zgubiła się pani?- zapytał, kładąc świeże, białe na grobie brata... Białych kwiatów na całym cmentarzu było mnóstwo.

    OdpowiedzUsuń
  16. - No dobrze. Będziesz siedzieć bliżej jego łba. Potrafisz się porozumiewać telepatycznie? MAłe ułatwienie by było... - mówiła powoli z opanowaniem, chociaż w głowie miała głupie, dziecinne pomysły. Wyobrażała sobie jak zrzuca z grzbietu Aileen, jak Amon traktuje ją ogniem.
    Po dłuższej chwili przylazł Drew w swej złotej postaci. Ciągle nie spuszczał z Andrei przenikliwego wzroku.
    (MAły szantażyk między tajemniczymi postaciami?)

    OdpowiedzUsuń
  17. - Och, tęskni pani za nim?- jego twarz przyozdobił szaleńczy uśmiech.- A kim on dla pani był?- jego uśmiech jeszcze się powiększył.- Bo dla mnie był bratem, i z tego co wiem siostry nie mieliśmy, a i on żadnej kobiety nie miał.- powiedział ze śmiechem.
    Był pewny co do kobiety.
    Znał swego brata jak nikt inny i byli ze sobą bliżej niźli mogłoby się sądzić.

    OdpowiedzUsuń
  18. Prężył się i pozował. Chociaż raz ktoś spogląda nań z zachwytem. W somczej postaci... Gdyby przed przemianą zsunął kaptur, spojrzenie zmieniło by się w pełne obrzydzenia, czy przestrachu.
    " Jeżeli nie obedzresz mnie złusek, by przerobić na torebke, będzie mi miło " przekaza telepatycznie elfce.
    Spojrzał przenikliwie na blondynkę. W gadziej skórze czuł się pewniej.
    " Jak tam twoja mała kochaneczka, hm? Dalej liżecie się w zakątkach? Ojczulek już o tym wie? Grzeszy panienka, grzeszy... z taka młodzinką ... no, no" zabrzmiał głos w głowie Andrei.
    - Ej! To na co czekacie? PRzestańcie się na siebie gapić i wyruszajmy w końcu; nim świt nastanie - ponaglała Heshtje krzyżując ramiona na piersiach.

    OdpowiedzUsuń
  19. - Skoro pani go znała, to na pewno musi pani wiedzieć ile lat temu zmarł i ile miał wtedy lat.- lekko skrzyżował ręce na klatce piersiowej.
    Nie lubił, gdy nieznajomi twierdzili że znali jego kochanego braciszka. Znał wszystkich, którzy znali jego brata. Ufali sobie i nigdy się nie okłamywali. Spokojnie usiadł na grobie jednej z osób, które leżały naprzeciwko grobu brata, zakładając nogę na nogę.

    OdpowiedzUsuń
  20. " To ty nie znasz potęgi plotki? Ha! Zniesławię cię kochanie w kochanym miasteczku, czy dalej. Chłopi będą wiedzieli co z tobą zrobić. Jeszcze powiemy, że rozgłaszasz, iż Bóg jest kobietą. Inkwizycja się zapewne zainteresuje tym.. a zresztą! Co ja się będę zdradzał ze swymi planami" cisnął do Andrei.
    Spojrzał rozbawiony na elfkę i wyciągnął do niej swój ogon.
    - HALO! Ludzie, czy tam NIELUDZIE! - krzyczała Hesh lekko zdenerwowana.

    OdpowiedzUsuń
  21. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  22. - No to żyj ze świadomością, że masz na karku nie dojrzę sadystycznego, to jeszcze walniętego na umyśle wampira, bez talentu wokalnego. – Wyszczerzył się w uśmiechu. Nie przejął się jakoś specjalnie tym, że słyszała jego wygłupy. Wynn to błazen w najczystszej postaci, zajmujący się głównie wygłupami. Ludzie różnie go traktowali, a mu wcale nie przeszkadzało branie go za wioskowego głupka. Przyjemność sprawiało mu to, gdy ludzie się śmiali i wcale nie raziło go to, że śmieją się z niego.
    - Na me nieszczęście osoba ta sama. – przyznał, skinąwszy jej głową. – Jedyny wampir z jakim w sumie miałem większy kontakt przed przybyciem do tego miasteczka. Jestem samotnikiem i nie lubię za bardzo klanów. – wytłumaczył, chcąc zamaskować to, że jego małe kontakty z innymi przedstawicielami gatunku wynikają głównie z młodego wieku i faktu, że nikt nie umie z nim wytrzymać, a większość starych wampirów reaguje na Wynna atakiem złości i pragnieniem pozbycia się irytującego młodzika. Wynn zresztą naprawdę nie szukał kontaktu. Wszak były to bestie wobec siebie samotnicze i tu denerwujący młodzik wcale nie chciał się wyróżniać. Uważał wszystkie za stado mniej lub bardziej chorych na umyśle idiotów, czego idealnymi przykładami był on i Rewan.
    Na Rewana był jednak skazany. I Wynn nie mógł nic poradzić na to. Gdyby próbował się go pozbyć, bądź przestał zachowywać się jak „uniżony sługa” nie miałby nawet szans umrzeć przyjemną śmiercią od kołka (w porównaniu z tym co zgotowałby dla niego starszy wampir).
    - W istocie, jestem bezdomny. Nie potrzeba mi własnego zamku z wieżyczką do straszenia i szczękania łańcuchami. Przyzwyczajony jestem do takiego życia i nie marudzę. Swoje rzeczy sobie pokryję, spać i tak w własnym domu bym nie spał, głupi nie jestem. Chałupa mi nie potrzebna, prawdę powiedziawszy. Wygodniej bez niej. I podatku nie płacę. – Zachichotał. Tak, po części nie kupując żadnego mieszkania w mieście kierował się też zwykłym skąpstwem. – Nie próbuj tylko mi współczuć. Zresztą, tfu, co ja sobie wyobrażam! – kolejny śmiech – Stać mnie i na dworek pod miastem. Ale po co mi to? By siedzieć tam całymi nocami i grać smętne melodie? Na zimę pewnie się gdzieś zadekuje, ale to też różnie bywa. Zależy. Nienawidzę zimy, ale też się idzie przyzwyczaić do siedzenia na ulicy. Tak jak do spania pod lodem. – wywrócił oczami. – Do wszystkiego.
    Nie spodziewał się nigdy, by Aileen mogła kiedykolwiek w swym długim życiu wylądować na ulicy jako żebraczka. Wiedział, że jej przeszłość nie mogła być kolorowa, przecież rozdrapał tak niedawno jej stare rany. Lecz nie podejrzewał, by mogła kiedykolwiek mieć taki rozdział w życiu. To do niej nie pasowało.

    OdpowiedzUsuń
  23. Westchnęła pod nosem. Czyli jednak na Elfy musiała poszukać czegoś innego. Czegoś, co zadziałałoby w identyczny sposób, co na ludzi. Może nawet Aileen zgodziłaby się na bycie jej obiektem doświadczalnym? Obiecała sobie, że zapyta ją o to przy najbliższym spotkaniu, bowiem najpierw musiała zastanowić się nad czymś, co musiało różnić organizmy obu tych ras. I nad znalezieniem "odtrutki".
    Uśmiechnęła się dość głupio, nie mogąc jednak tego powstrzymać, kiedy Elfka objęła ją, oczywiście, naturalnym hestem. Przyjacielskim. Nie zatrzymywała jej, widząc lekkie oburzenie i smutek, że eliksir nie zadziałał.
    Zamknęła za nią drzwi i w zamyśleniu postukała opuszkami palców w drewno. Przeszło jej przez myśl, że mogłaby dla zabawy podążyć za Aileen i poszpiegować, jednak w końcu z czystego lenistwa zrezygnowała wróciła do salonu, z miejsca nalewając sobie do kieliszka wytrawnego trunku.

    OdpowiedzUsuń
  24. "Och czyżby? Pewien chochliczek zdechł dzięki inkwizycji. Wystarczy wcisnąć bogobojnym ludzikom bajeczkę, że chorobę nasyłasz i uprawiasz czary. Ma sie też swoich ludzi.. znowu mnie ciągniesz za język!" smok przymrużył oczyska. Nie drgnął, jedynie ogon niespodziewanie począł oplatać Aileen.
    - HALO! Andero... Rany. Amon zaczarowałeś ją czy co?

    OdpowiedzUsuń
  25. " Wybacz, ale moi znajomkowie, to większość smoki, takie jak ja. Ciekawe jak byś dowiodła, że jestem gadem po części, hm?" Dalej nie odrywał odeń spojrzenia. Ogon zacieśniał się wokół Aileen. Odwrócił wzrok od blondynki i zniżył łeb, by Hesh wdrapała się po jego szyi. Nie zauważyła co wyprawia z elfką.

    OdpowiedzUsuń
  26. Ostatecznie, nawet jeśli nie jest się pełnoprawnym medykiem, czy nawet alchemikiem z tytułem, posiada się pewne poczucie... odpowedzialności. Nie za każdego klienta, naturalnie, ale jeśli któregoś zna się nieco lepiej i zdołał on zdobyć pewną dozę sympatii, to automatycznie po całej dobie milczenia rodzą się podejrzenia.
    Ostatecznie, Aileen właśnie tak długo milczała. W połączeniu ze zwykłym kobiecym przeczuciem zrodziło się w Raishy nieprzyjemne uczucie, że może jej eliksir miał jakieś skutki uboczne w działaniu na Elfi organizm?
    Zaklęła pod nosem. Nie miała pojęcia, gdzie szukać Aileen. Wysyłanie mentalnego przekazu także mogło się nie udać bez dokładniejszej lokalizacji, poza tym, jakże Elfka miałaby odpowiedzieć?
    Wyszła więc z domu, by bez celu i bez jakiegokolwiek zastanowienia pokrążyć po uliczkach miasta w poszukiwaniu wielkookiej.

    OdpowiedzUsuń
  27. Słysząc jej słowa pokręcił głową i zaśmiał się cicho.
    - Alkohol to taki piękny wynalazek. – pstryknął palcem w jej kielich, a pierścienie na jego palcach zachrzęściły o siebie. – Rozwiązuje ludziom języki. I elfom. – dodał po chwili zastanowienia. Nikt ich rozmowy nie słuchał i Wynn czuł się wyjątkowo swobodnie. Już dawno nauczył się, że nikt nieznajomy na niego nie zwraca uwagi i może robić co chce. Ludzie rzadko patrzyli w kierunku osoby tak cichej i niepozornej jak Wynn. Miał w mieście opinię nadmiernie radosnego ekscentryka i to mu pasowało. Jeśli chodzi o łatwość wyciągania informacji… to on po prostu to mówił sam z siebie i już. Niech Aileen sobie nie pochlebia! Zwyczajnie trafiła na wyjątkowo gadatliwą i otwartą bestię.
    - Mówiąc o samotnictwie mam na myśli to, że wampiry nie pragną swojego towarzystwa. Nawzajem. Wolę ludzi. Z powodów, które właśnie wymieniłaś. – śmiech. Głośniejszy niż zwykle, radosny wręcz.
    Aileen miała rację. Nic dodać nic ująć. Obydwoje o tym wiedzieli. On się nawet nie wstydził. Przecież jego zachowanie było w sumie zrozumiałe.
    - Prędzej czy później znajdę sobie jakąś chałupkę w Graleyn. Tylko mi nie przeszkadza jej brak. Nigdy nie byłem domatorem i raczej nie zostanę. Już wolę sobie pospacerować po uliczkach, albo włóczyć się po lesie. No, chyba, że pada. Wtedy jest koszmar. Ale zawsze jest – stuknął w stół – Elhyr. Można się tu schować. Zawsze jakoś jest. Jeśli idzie o pracę… To ja jej nie mam. Nie wiem. Nie interesuje się. Jak potrzebuję pracy to zawsze się znajdzie. Robię – uniósł palec – wszystko i nic. I paradoksalnie zawsze jest dla mnie robota. Nie wiem co by Cię interesowało. Ponoć robisz teraz na targu. I… Twoja sztuka na Ciebie nie zarabia?
    Nadal okazywał swoją nadmierną wesołość. Po prostu. Miał dobry humor.
    - Mówisz, że życie nie polega na dostosowywaniu się do sytuacji – jego uśmiech stał się bardziej złośliwy – Na czym więc? Masz jakiś cel? Pofilozofujmy.

    OdpowiedzUsuń
  28. Westchnął.
    - Tak, w sumie masz rację. Ale proszę mi wybaczyć, jestem świrem, czasem zdarzają mi się takie głupie wpadki jak ta.- powiedział z tak typowym dla niego, szerokim, szaleńczy uśmiechem.
    Jedną ręką przeczesał włosy, chcąc odgarnąć je do tyłu, jednak białe kosmyki z powrotem wróciły na swoje miejsce, a zrezygnowany Grabarz potrząsnął tylko głową, chcąc, by włosy rozeszły się na boki jego twarzy i nie wpadały mu do oczu.
    - W takim razie...- zamilkł na chwilę szukając w głowie odpowiedniego pytania. Pytania o informację, której na nagrobku na pewno nie było.
    - Na jaką chorobę zmarł?- zapytał w końcu, nieco wygodniej usadawiając się na grobie.

    OdpowiedzUsuń
  29. - Och, z chęcią pani powiem, jeśli tylko odpowie mi pani na dwa ostatnie pytania.- uśmiech nie zniknął z jego twarzy, co więcej! Zdawać by się mogło iż jeszcze bardziej się poszerzył.
    - Pierwsze pytanie: Kiedy ostatni raz widziała pani mego brata żywego...?- zapytał spokojnie.- I skoro go pani znała, musi pani wiedzieć jaki był jego ulubiony kolor?
    Wszyscy, którzy kiedykolwiek znali Cerona, musieli wiedzieć jaki jest jego ulubiony kolor. Jego brat zawsze się z tym obnosił.

    OdpowiedzUsuń
  30. " Nie, kochaniutka" zaśmiał się ochrypły głos w jej głowie. Rana nie była za wielka, ot małe draśnięcie, więc nie zwrócił nań większej uwagi. Zacisnał ogon bardziej wokół szyi, a teraz nawet tułowia Aileen, potem rzucił ją sobie na grzbiet nie wyrządzając krzywdy.
    Rudowłosa dziewczyna spojrzała na Andreę z lekkim niedowierzeniem. " O co jej chodzi.." zastanawiała się w duchu pomagając elfce się utrzymać.
    " A ty? Nie dołączasz do nich? " zwrócił się znów do blondynki i chwycił ją zębiskami za ubranie.
    " Dla każdej coś innego" roześmiał się.

    OdpowiedzUsuń
  31. [Tak cichutko zapytam czy chcesz wgl kontynuować wątek? Odpisujesz mi dwa razy rzadziej niż reszcie i zastanawiam się czy wynika to z faktu, że piszemy dwa razy dłużej niż reszta czy z tego, że wątek jest dwa razy nudniejszy niż reszta, a Wynn dwa razy głupszy {z tym się zgodzę}...
    Jeśli nie chcesz kontynuować, chcesz przejść do następnej wizyty wkurzajki, albo wgl stwierdzasz, że masz dość jako autorka mojej grafomanii to śmiało, mów. ]

    OdpowiedzUsuń
  32. [ Cóż, o inteligencje nie mam się co obrażać. Taka postać :P
    Byłoby mi miło. I wiesz co przeżywałam pisząc z telefonu przez trzy tygodnie początku tych dziwnych wątków.
    I wybacz, że tak się nudnawo zrobiło. Nie zawsze mam głowę i potem wychodzą takie dysputy o niczym. ]

    OdpowiedzUsuń
  33. Wiedźma rozglądała się więc uważnie, zaglądając do wąskich uliczek i pytając niektóre mijane osoby, czy aby napewno nie spotkały się ze śliczną, wielkooką Elfką. Nie spotkały. Tylko jeden mężczyzna obrzucający wszystkich złym spojrzeniem, z ramionami pokrytymi nieumiejętnie wykonanymi tatuażami burknął coś w stylu: "u ku.rew", jednak powtórzyć nie raczył. A i Raisha nie nalegała długo, owiana kwaśnym smrodem alkoholu i wielką łapą znacząco sięgającą po zatknięty za pas nóż.
    Westchnęła cicho, bezradnie opierając się o mur jakiejś starej kamienicy. Spojrzała w niebo. Czy je też miała przetrząsnąć, aby ją znaleść? Cóż, pomyślała ponuro. Poczekam do jutra i poproszę kogoś o pomoc.
    Otuliła się szczelniej płaszczem, by osłonić się od wiatru, który od rana dął jakoś nieprzyjemnie. Jesienno. Odkleiła się od ściany, jednak drogę przebiegł jej ciemny kształt. Zmrużyła oczy, przyklękając i wyciągając dłoń ku kotce.
    -Milva? - Mruknęła. - Kici kici. Powinnaś siedzieć w domu. Eja, co jest? - Zmarszczyła brwi. Kocica zamiast swoim zwyczajem łasić się do dłoni i mruczeć, pomiaukiwała nerwowo, raz po raz podbiegając i oddalając się. -Mam iść za tobą? - Spytała cicho, patrząc w złote oczy Milvy.
    -Miau! - Prychnęła kotka, i widząc, że rudowłosa wreszcie podąża za nią, puściła się biegiem po labiryncie uliczek. Tym sposobem kobieta musiała przebiec spory kawałek, by dostrzec górną część tułowia Aileen wystającą z jakiegoś miniaturowego okienka. Uniosła brwi, patrząc na nią.
    -Na potęgę Odyna - powiedziała cicho i wybuchnęła dzikim, niemożliwym do pochamowania śmiechem.

    OdpowiedzUsuń
  34. Nawet nie poruszył się po to, by uścisnąć jej dłoń. Dalej siedział nieruchomo przyglądając mu się.
    - Ja pamiętam wszystko co związane z Ceronem. Jego głos, oczy, włosy, wzrost... I jego ulubiony kolor też.- zaśmiał się szaleńczo.- Popełniła pani gafę. Mój brat nie zmarł na chorobę. Mój brat został zamordowany, brutalnie. Poza tym, mój brat prawie cały czas przebywał ze mną. W tamtych czasach potrzebowałem ciągłej ochrony... Na pewno kojarzyłbym panią. Szczególnie iż zapewne nie jest pani człowiekiem.- Powiedział. Necro jako jeden z Nekromantów mógł jako tako wyczuwać nienormalność. Co prawda mógł to najlepiej robić z magami... Ale co poniektóre rasy też dawały radę.
    - Tak, jam jest Szalonym Grabarzem, którym przed snem straszą dzieci, przed którym ludzie drżą ze strachu. Inaczej: Necro Green.

    OdpowiedzUsuń
  35. Jak można znaleźć taką osobę? Widać ciężko.
    Szczególnie, jeśli ta osoba właśnie dostaje w swoje łapy opisy działania mechanizmów zegara i od dwóch nocy właściwie nie wychyla głowy z ratuszowej wieży, na zmianę biegając do szkiców zębatek i samego zegara, by wszystko porównać. Osoba taka świata nie widzi i żyje przez ostatnie noce jedynie sprężynami i zębatkami, oraz planami skonturowania małego zegarka kieszonkowego. Całkowicie nierealnymi, choć kuszącymi planami, oczywiście.
    Czasami owa osoba jednak musi wyleźć z wieży, bo przecie księżniczką z bajki nie jest i jeść coś musi.

    Tego dnia odpuścił sobie mordowanie (a co, co jakiś czas trzeba być tfu, tfu, dobrym człowiekiem i obywatelem), więc starczyło mu to, co mógł zdobyć nie zabijając. Wizyta u swego „znajomego” sprawiła, że głód przestał przejmować nad nim kontrolę i mógł jakoś normalnie funkcjonować. Wracał do swej wieży (jeszcze kilka dni, a naprawdę poczuje się jak księżniczka!) gdy wyczuł znajomy zapach. Słabszy niż ludzki, słodszy. Subtelniejszy i absolutnie znajomy. Gdzieś tu w okolicy… Gdzie? Rozejrzał się wokół siebie, lecz oprócz świateł latarni odbitych na mokrym bruku nie zobaczył nic. Cofnął się uliczkę wcześniej. No tak. W głębi, daleko od niego siedziała na skraju ulicy. Wiatr przywiał jej zapach, a pobudzone zbyt małą dawką krwi zmysły z łatwością przechwyciły i potraktowały jako zapowiedź kolejnej uczty.
    Stał w tej uliczce i przyglądał się jej tak długo, aż go nie dojrzała. Skłonił się teatralnie i podszedł do niej nie śpiesząc się i szczędząc sobie głupich sztuczek. Zębatki zadziwiająco szybko wyparowały mu z głowy, przypominając o sobie tylko przyjemnym dźwiękiem złożonych kartek schowanych głęboko w kieszeniach.
    - Dobry wieczór, Aileen. – powiedział, gdy zbliżył się już wystarczająco, by nie musieć podnosić głosu ponad jego zwyczajowy, cichy głos. – Dawno Cię nie widziałem. Stało się coś? Prócz oczywiście natknięcia się na mnie w ciemnym zaułku, choć może zbytnio sobie pochlebiam, by nazywać to „czymś”.

    [ Długie komentarze są fajne ;D Co tam, że czasami po drodze gubią sens, szczególnie, gdy ja je piszę...
    Lubię sobie popisać. Na telefonie też to zawsze jest jakieś zajęcie. Szczególnie, kiedy odpisuje się już drugą godzinę, ilość tekstu niebezpiecznie zbliża się stronie a4 a tu nagle pada Ci przeglądarka. Niezapomniane przeżycie.]

    OdpowiedzUsuń
  36. Spojrzał na nią z lekkiego ukosa. Pieniądze rzadko się dla niego liczyły, ponieważ miał jeszcze dość sporo bogactw z dawnych przygód, a i obecna praca była dobrze opłacalna.
    - Alchemia przynosi bardzo duże dochody, gdy wie się jak działa handel, potrafi zawiązać korzystną umowę i na się odrobinę szczęścia. Widzisz, do miasta przybyłem, gdy zniknął poprzedni alchemik, a dookoła szalało ciężkie przeziębienie. Wszyscu rzucili się wręcz na moje wyroby i ledwo nadążałem z produkcją nowych mikstur. W końcu też udało mi się podpisać umowę na dostarczanie leków do pobliskiego lazaretu prowadzonego przez kilku uczonych i zakonników. Dzięki temu nie muszę już narzekać na brak złota w kiesie.
    Uśmiechnął się szeroko do elfki. Szczerze powiedziawszy mógłby żyć pewnie nawet jak baron albo książę, gdyby chciał. Jednak praca pozwalała mu się zrelaksować, a obnoszenie się majątkiem nie było w jego stylu.

    OdpowiedzUsuń
  37. Heshtje przywarła do łuskowatego ciała smoka trzymając z całych sił. Amon począł machać potężnymi skrzydłami, które wywołały wręcz potężny wiatr.
    - Trzymajcie się dziewczyny! - krzyknęła, kiedy stwór oderwał się od ziemi i wystrzelił w górę jak strzała. Kiedy znaleźli się w dość dużej odległości nad polaną, zwolnił oraz począł kierować się w danym kierunku.

    OdpowiedzUsuń
  38. [ Swego czasu wywieźli mnie na Mazury, gdzie jedynym moim pocieszeniem po przeczytaniu ośmiu książek w ciągu tygodnia był Internet w telefonie. Pewnie wtedy powstały te komentarze – monstra. Chociaż zresztą, nie pamiętam ich już zbytnio. Dawno to było i zostało w czeluściach dziadka Onetu.]
    Podszedł do niej powoli, obserwując jej twarz uważnie. Jak na aktorkę kiepsko sobie radziła, bo nadmierny entuzjazm wręcz z niej wyciekał. Nie przejmował się tym jednak… Za długo siedział sam. W samotności zawsze mu odbijało. I tak dobrze, że tym razem miał zajęcie, bo inaczej kompletnie dziwacznie by się zachowywał.
    - Mam dziwne wrażenie, że mój widok Cię raduje. Czy powinienem się bać? – zapytał żartobliwie, nie podejrzewając zasadzki. Albo wyczuwając ją instynktownie, mimo, że informacja nie dotarła do jego świadomości blokując się gdzieś w podświadomej, przepełnionej piskliwymi głosami i przeczuciami części umysłu.
    Obszedł ją kołem, przyglądając się jej badawczo. Brązowe oczy lśniły lekko w ciemności upodobniając go do kota. Chyba zbyt przejęty i skupiony był na pomyśle jak zmniejszyć mechanizmy do kieszonkowego rozmiaru, by potem móc zachowywać się jak zawsze bezmyślnie i na lewo i prawo okazywać swoją naturę lekkoducha.
    - Nie pachniesz perfumami. Nie sprzed kilku ostatnich godzin. Może z rana. Teraz pachniesz sobą. Wiesz, że to przyjemny zapach? Tak uroczo słodki. Inny niż ludzki. Ludzie pachną głównie potem i rozkładem. Czemu mówisz, że zbiłaś flakon wampirowi? Nie jest to trochę głupie? – zapytał cicho, zatrzymując się obok niej.
    Wpatrywał się w nią głównie z zaciekawieniem, nie z podejrzliwością.

    OdpowiedzUsuń
  39. Nic z tego. Wiedźma na dobre wpadła w wir rozbawienia, a uwaga Elfki tylko popchnęła ją w jego głąb. - Dziękuję - wykrztusiła, mimowolnie spoglądając na wysokie, skórzane buty. Wreszcie jednak odchrząknęła, by stłumić śmiech i z chichym chichotem zbliżyła się do Aileen, krytycznym wzrokiem oceniając sytuację. Nie wyglądało to najlepiej. Było źle. Tragicznie.
    -Rozumiem, że masz już dość usług owego młodego mężczyzny, ale... nie dasz rady się cofnąć i wyjść drzwiami? - Spytała zatroskanym tonem, przyklękając naprzeciwko niej. - Nie? - Westchnęła, odgarniając włosy za ucho. - Pociągnę cię za ręce. Spróbuj się odepchnąć od ściany, podłogi, stołu. Czegokolwiek - poradziła, chwytając ją za nadgarstki. Podniosła się i przechyliła w tył, ryjąc obcasami w kurzu pokrywającym podwórze. Po chwili z cichym sapnięciem usiadła, a właściwie poleciała w tył, kiedy ręce Aileen wysunęły jej się z dłoni. Zagryzła wargę, bystłumić śmiech, chociaż iskierki tańczące w jej oczach zdradzały, ak bardzo jest rozbawiona.
    -Miau? - Spytała zdumiona Milva, obserwując kobiety z odlgłości, którą uznała za bezpieczną.
    -Elfko - jęknęła rudowłosa. - Nic się nie przesunęłaś?

    OdpowiedzUsuń
  40. " A nie wolisz polecieć, czy pobiec przed nami?" Zaśmiał się.
    Smok nagle ostro zakręcił i zniżył lot, by zaraz wystrzelić w górę.
    - Hej! Odbiło ci?! - wrzasnęła Heshtje zaciskając powieki.

    OdpowiedzUsuń
  41. - Zadziwiasz mnie, Aileen.- stwierdził z pewnym rozbawieniem, zbliżając się do Elfki, nie jednak w celu wystraszenia jej, jedynie trochę zaczepnie.- Nie spodziewałem się byś pragnęła kiedykolwiek mojego towarzystwa.
    Zauważył, uśmiechając się lekko. Jeśli chciałoby się rozszyfrować emocje czające się w jego oczach, Aileen ze swym planem powinna być zadowolona. Choć głównym, najbardziej widocznym na jego twarzy uczuciem było zainteresowanie osobą elfki, tak głębiej wyczuć można bylo lekkie podniecenie, które nie wpływało jeszcze znacząco na jego zachowanie, choć w każdej chwili mogło zacząć.
    - Czy powiedzialem, że mnie odrzuca? - pokręcił głową - Nie jest tak. Myśląc obiektywnie nie jest tak przyjemny jak elfi, lecz nie mniej pociągający. Odbieram to w trochę inny sposób. Myślisz, że krew nagle, specjalnie na me życzenie zaczyna smakować jak miód? Choć Twoja... Rozpędzam się, wybacz. To nie smak ani zapach mnie nie pociąga tylko uczucia temu towarzyszące. Nie wiesz co to jest. To co odczuwałaś to jedynie ułamek tego co czuję każdej nocy.- mówił cicho, wzrokiem wędrując od otaczających ich kamienic do jej osoby, po strzechowych i gontowych dachach, po jasnych ścianach i zamkniętych okiennicach, by wkrótce móc przenieść spojrzenie na jej różowe policzki, długą szyję i zgrabną sylwetkę.
    - Jak sprowadziłaś mnie na ten temat? - zapytał w rozbawieniu.- Budzisz to czego nie chciałbyś budzić.

    OdpowiedzUsuń
  42. " Wolisz bym spalił? Heshtje nie będzie zapewne mi miała za złe " warknął obierając już właściwy kierunek.
    Zmęczona Heshtje miała już kompletnie dosyć tego latania. Przez te smocze wygibasy, miała wrażenie, że zgubi żołądek.

    OdpowiedzUsuń
  43. Podniosła się z ziemi, odruchowo otrzepując zakurzoną suknię. Wyraz twarzy i ton głosu wielkookiej przywrócił Raishy powagę, jakby dopiero teraz zdała sobie sprawę z położenia Elfki. JA mam tam wejść? pomyślała w pierwszej chwili, jednak sama musiała przyznać, że nie było innej rady.
    -Zaraz się spotkamy - sapnęła, puszczając się biegiem ku bramie, by obejrzeć budynek od drugiej strony.
    Naturalnie, nie był to bunkier, tylko zwykła kamienica, która drzwi posiadała. Drzwi zamknięte od środka. Naturalnie.
    Wysyczała pod nosem kilka przekleństw, po czym położyła dłoń w okolicach zamka i mruknęła kilkanaście na pozór niezrozumiałych słów. Zastawki unioły się z cichym szczękiem. Wiedźma, zadowolona z sebie, pewnie nacisnęła klamkę i pchnęła drzwi tylko po to, by napotkać niespodziewany opór. Czyli jednak nie ma co marzyć o pozostaniu incognito, droga Aileen, pomyślała ponuro i po cofnięciu się kilka kroków posłała ku drzwiom silną falę uderzeniową. Tak silną, że trzask łamanego drewna i huk Elka z pewnością doskonale usłyszała, podobnie jak domniemani domownicy.
    Nie tracąc ani chwili dłużej, Wiedźma przeszła przez małe pobojowisko i ruszyła szybkim krokiem w kierunku, w którym powinna znaleść piwnicę. Gdzieś przed nią rozległo się ciche trzaśnięcie drzwi, które jednak zignorowała. Niestety.
    Pokonała ostatni zakręt i kilka schodków w dół, po czym pchnęła ramieniem napotkane drzwi.
    -Ai... - zaczęła, wchodząc do środka. Resztę jej wypowiedzi zagłuszyło potworne szczekanie i głuchy odgłos uderzenia. Raisha warknęła gardłowo, zataczając się na ścianę i rozglądając. Sama miała idealny plan cichego wyciągnięcia Aileen i otumanienia napotkanych osób. Trochę trudniej zrobić, będąc otoczoną przez cztery psy i dwóch mężczyzn, w tym jednego całkowicie przytomnego.
    -Wybaczcie, panowie - mruknęła, wykonując dłonią nieznaczny gest. Domownicy natychmiast polecieli na przeciwległą ścianę, przewracając stół i jedno krzesło. Nie chciała zrobić im krzywdy, dlatego podpalenie lub zmiażdżenie nie wchodziło w gre. - Na siłę Thora! - Wykrzyknęła nagle, osłaniając się przed atakiem jednego z psów. Upadła na ziemię, chwyciła go za pysk i posłała impuls elektryczny. Zwierzę ze skowytem poleciało w bok popędzone kopniakiem. Na chwilę powstrzymało to jego pobratymców, którzy tylko szczerzyli teraz kły. Jeden z mężczyzn wyglądał, jakby spał,natomiast drugi skoczył ku niej z obnażonym sztyletem.

    OdpowiedzUsuń
  44. Pokręcił głową, przykucając na krawędzi ulicy. Nie do końca rozumiał jej zachowanie, choć nie zdziwiło go to z powodów różnorakich, na przykład dlatego, że często zdarzało mu się nie rozumieć innych. Mogło to wynikać z wrodzonej głupoty na przykład.
    - Czy Twoja ciekawość jest tak duża, że ryzykujesz ze mną tą rozmowę? – zapytał, zerkając na nią kątem oka i mechanicznym ruchem ręki ścierając nie istniejącą śniedź z obrączki sygnetu z bazyliszkiem na drugiej dłoni. – Nie zastanawiam się nad smakami, to nie o nie chodzi. Nie jestem mówcą, ani poetą i nie powiem Ci pięknymi słowami o tym.
    Pochylił głowę, pozwalając, by włosy spadły mu na twarz, zasłaniając ją na chwilę. Ciągle ją obserwował, znów starając się przeniknąć jej myśli. Lekko otwarł usta czując nacisk kłów na wargach i zaraz je schował.
    - Zapomniałaś już? Mogę z łatwością Ci przypomnieć. – zaśmiał się cicho.
    Wstał i podszedł do niej, nie dając dziewczynie czasu na protesty. Z tonu i zachowania znudzonego gawędziarza irytującego się niedoborem słów nie pozostało nic. Rzeczywiście coś się obudziło. Nieludzka natura, kocie ruchy i niepokojący błysk w oku. Lekki uśmiech na twarzy. Znów ją oczarowywał. Próbował wciągnąć w swoją sieć.
    – Nie cofaj się.

    OdpowiedzUsuń
  45. "Ja? Nawet palcem nie kiwnę. Nie muszę, ale moja kochaniutka przyjaciółeczka i owszem " gromki śmiech rozległ się w głowie blondynki.
    Drawen był manipulantem, co dało się zauważyć. Przecież to on doprowadził do kłótni pomiedzy Hesh a Aileen.
    - Daleko jeszcze?

    OdpowiedzUsuń
  46. Działał całkowicie instynktownie, tak jak sam jeszcze chwilę temu mówił. Musiał się pożywić, więc to robił. Chciał jej krwi. Że przy okazji mógł się trochę pobawić? Mu też co prawda matka wrzeszczała przy nielicznych obiadach, które udało mu się zjeść jako dziecko, żeby nie bawił się jedzeniem, ale jak widać nie wziął sobie specjalnie do serca jej słów. Może zwyczajnie nie chciał by Aileen przy tym cierpiała? Tak naprawdę lubił słyszeć te reakcje, westchnienia… To sprawiało mu zwyczajnie przyjemność. Jeśli chodziło o ofiarę, to na pewno nie był to jedyny powód.
    Zbliżył się do niej i wyciągnął rękę by dotknąć jej włosów. Uśmiechnął się delikatnie, jakby chciał ją uspokoić. Właściwie tak było. Owładnięci czarem nie powinni się bać. On nie wyczuwał strachu, nie w tym sensie w którym się go spodziewał… jednak coś podobnego. Niepewność, albo inny strach. Gdy ona w panice rozmyślała o skutkach eliksiru tempo jej serca przyśpieszyło. Mimowolnie zamruczał cicho słysząc ten, w jego mniemaniu wspaniały dźwięk.
    - Nie przesadzaj, Aileen. Wiesz, że to nic takiego znowu strasznego. Nie chcę Cię zabić, wiesz, że tego nie zrobię, prawda?
    Jej zachowanie wcale go nie zdziwiło, nie włączyło żadnej lampki bezpieczeństwa w jego głowie. Uznał jedynie, że była bardzo zdesperowana by obronić się przed jego czarami i bardzo, bardzo niechętna temu co chciał zrobić. Przecież nikt nie chce stać się ofiarą… Przynajmniej nikt, któremu jeszcze wampirza magia nie odebrała zdrowego rozsądku i zdolności logicznego myślenia.
    Za to czemu chciał ją uspokoić… Sam nie wiedział. Chyba mu coś odbierało mózg, jeśli starał się naprawdę dbać o jej samopoczucie. Chore.

    OdpowiedzUsuń
  47. Zaśmiał się. Przerażająco i złowrogo.
    - Mogę zawsze wezwać duszę mego brata zza grobu.- powiedział spokojnie.- Dla mnie to nic trudnego. Kilka kropelek mojej krwi i dowiem się wszystkiego, czego potrzebuję o waszej znajomości. Ceron nigdy nie okłamał mnie i z pewnością nie zrobi tego po śmierci... Chciałaby pani zobaczyć mojego brata?- zapytał i z kieszeni płaszcza wyciągnął sztylet.
    Zawsze go miał ze sobą, gdyby nagle trzeba by było przyciąć jakąś niewielką, zeschniętą gałązkę.

    OdpowiedzUsuń
  48. Ciął szybko w dół, lecz przed trawą, zwolił lecąc bardziej równolegle.
    - Rany boskie... nie zejdę! - marudziła Heshtje, kiedy wylądowali.

    OdpowiedzUsuń
  49. - Rozkazujesz…? – powtórzył jej słowa, uśmiechając się lekko, w sposób, który mogła zaobserwować już miliony razy; skrzyżowanie odrobiny złośliwości, kpiarstwa i rozbawienia.
    Nie odsunął się ani na krok, patrząc na nią w skupieniu. Potwornie się denerwowała, co go nieco zdziwiło i zbiło z pantałyku. Coś nie grało? Czy nareszcie poczuł się mniej-więcej oświecony? Nie do końca. Nie wystarczająco by zdecydować się, żeby się odsunąć. Jedynie zauważył, że coś jest nie tak. Owładnięty głodem morderca nie zawsze myśli trzeźwo i nie roztrząsa protestów swojej ofiary. Zwykle to do niczego nie prowadziło.
    Dopiero następne jej słowa trochę go zahamowały. „Każdej cholernej nocy, tylko nie teraz?”.
    Momentalnie się odsunął.
    - Zastawiłaś na mnie pułapkę! – powiedział jednako zdziwiony, zaskoczony, poirytowany i rozbawiony. – Znów chciałaś mnie powalić eliksirem? Opiłaś się tym, a potem wyszłaś licząc, że Cię znajdę?
    Może nie był aż takim debilem jeśli nareszcie to zrozumiał?

    OdpowiedzUsuń
  50. Zaśmiał się widząc jak się cofa.
    - Spokojnie, nie zrobię Ci krzywdy. Wbrew wszystkim plotkom jestem groźny tylko w kilku sytuacjach... A ta do niej nie należy. Wbrew pozorom jestem chorym na głowę Samosadystycznym świrem o pacyfistycznym nastawieniu. Naprawdę.- Spokojnie schował sztylet.- A to cacuszko, jedyną osobą jaką skrzywdziło, było kilka drzew i ja.
    Necro wbrew wszelkim plotkom, na prawdę nikogo ot tak, by nie skrzywdził.
    Osoba musiała nieźle podziałać mu na nerwy, ubliżając Ceronowi by zaatakował. Jednak wiedział, że nikt mu nie wierzy. Był w końcu szalonym świrem, zwykłym chorym na głowę wariatem...

    OdpowiedzUsuń
  51. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  52. Kątem oka zobaczyła upadającą na podłogę Elfkę. Chociaż tyle, pomyślała. Odwzajemniła jej spojrzenie jednocześnie starając się nie spuszczać z oczu psów i mężczyzny. Pytanie w rozszerzonych ze strachu oczach było aż nazbyt wyraźne. Uciekamy?!
    Obrzuciła wzrokiem pomieszczenie, powolnym ruchem wyjmując sztylet z pochwy zawieszonej u pasa. Dosyć czarów. Nie chciała skrzywdzić mężczyzn i psów, jednak jeszcze bardziej zależało jej na życiu swoim i Aileen. Ściany nie wyglądały na zbyt stabilne, ze sklepienia sypały się co chwila małe kamyczki. Śmierć pod gruzami nie była z pewnością szczytem marzeń obu kobiet.
    -Chcemy wyjść - wycedziła. Może dyplomacja miała w tym domu miejsce bytu? - Wypuść nas, albo będę zmuszona cię skrzywdzić, mężczyzno - dodała, zaciskając dłoń na rękojeści sztyletu.
    -Chyba śnicie, czarcie pomioty! - Wydarł się domownik, doskakując do drzwi w towarzystwie jednego z psów i zagradzając je. Nie chcesz pod dobroci? Wedle życzenia.
    Rzuciła Aileen krótkie wymowne spojrzenie. Uciekamy. Mogła mierzyć się z pułkiem mężczyzn czarami, ale nie żelazem.
    Rzuciła się ku domownikowi, posyłając ku jego twarzy drobną ognistą kulę. Tym mogła zaryzykować, energia z tak drobnego ładunku nie powinna... Cóż. Nie powinna zaszkodzić budynkowi. Jednak zaszkodziła. Żwir posypał się gęściej na ich głowy, podczas gdy mężczyzna zaryczał i cofnął się, odsłaniając przejście.
    -Aileen! - Krzyknęła, odgradzając drzwi od psów, jednak Elfka już śmignęła obok niej. Przeskoczyła próg, by puścić się za nią biegiem, jednak coś, a raczej ktoś, chwycił ją za włosy i silnie pociągnął w tył.

    OdpowiedzUsuń
  53. Cofnął się jeszcze i odwrócił do niej bokiem. Niewiele brakowałoby, żeby zaczął warczeć jak zwierze. Nie był wściekły (zdaje się, że w spisie emocji odczuwanych przez Wynna ta akurat nie została uwzględniona), lecz jedynie zirytowany zaistniałą sytuacją. No dobrze, trochę wkurzony. Ale głównie poirytowany.
    Słuchał jej z uwagą, cudem powstrzymując się od kąśliwych uwag (jak już kąsanie nie wchodziło w grę…). Potem odwrócił się w jej stronę. Nie chciał wyglądać na zawiedzione, obrażone dziecko i na całe szczęście chyba mu to wyszło. Umiejętnościami ukrywania swoich emocji nie dorównywał prawdziwej aktorce, mimo, że te wspierane były jego naturą, w której leżały od zawsze kłamstwo i ukrywanie niektórych rzeczy.
    - Coś wymyślę, o to się nie martw, Aileen. – powiedział cicho. – Jeśli jednak nie, zawsze pozostają jeszcze tętnice w mniej osłoniętych miejscach, gdzie, jak podejrzewam nie pomyślałaś się wysmarować tym specyfikiem. Musiałbym znaleźć tylko jakieś ustronne miejsce. – powiedział z absolutnie poważną miną, a po jakimś czasie, gdy już nie mógł utrzymywać maski uniósł jedynie brew.

    OdpowiedzUsuń
  54. Przybliżył głowę do wciąż siedzącej Heshtje. " Właź, właź" Dźgnął ją delikatnie ponaglając.
    Kiedy zniżył pysk aż do ziemi, a Hesh zeszła zeń, odezwał się do Andrei " Będę tu potrzebny jeszcze wam?"

    OdpowiedzUsuń
  55. Zachichotał.
    - Bo wiele osób nie rozumie, że nie każde szaleństwo jest groźne.- powiedział spokojnie.- Jestem niegroźny, bo Ceron nie chciałby bym stał się mordercą i psychopatą. Zawsze chciał bym był spokojnym pacyfistą. Więc jestem spokojnym pacyfistą i krzywdę robię tylko sobie i osobom, które mu ubliżają. Proste.- powiedział spokojnym tonem i spojrzał na niebo.
    - Nie krzywdzę bez powodu. Taka moja natura.

    OdpowiedzUsuń


  56. Z najwyższą przyjemnością obserwował jej reakcje, a lekki uśmiech czy chciał czy nie pojawiał się na jego twarzy. Dał jej czas na dokładne przemyślenie jego słów, kulturalnie czekając aż skończy sobie wyobrażać…
    Przy okazji wyobrażał sobie to co ona wyobrażać sobie mogła, co Wynn teraz powiedział, że sobie wyobraża. Ah, ta wyobraźnia!
    Naprawdę, daleki był od jakiegokolwiek czarowania, no chyba, że nie świadomie, a urokiem to chyba tylko prywatnym, własnym i osobistym. Bo nic innego nie robił, choć zapewne pochlebiałoby mu to, że potraktowała tą sytuację jako wynik jego magii.
    - To Twoja opinia. „Lubić” to takie niewdzięczne słowo. Obdziera z całego swojego uroku naszą relację. – stwierdził powstrzymując się od ponownego wyciągnięcia do niej ręki. – Zaś jeśli chodzi o moją odwagę to złym pomysłem z Twojej strony jest jawnie wyrazić swoje powątpiewanie w nią. – Ponownie zrobił krok w jej stronę. –Czemu sądzisz, bym miał się hamować? Niewątpliwie idealizujesz sobie w głowie moją osobę, jeśli myślisz, że miałbym opory. Ta wizja jest tak kusząca…
    Kroczek w tył. Okrążył ją kołem stając blisko jej boku, przodem do niej.
    - Nie uwolnisz się ode mnie tak łatwo. – powiedział łagodnym gestem odgarniając jej włosy z twarzy, a potem przesuwając chłodną, choć nie lodowato zimną ręką po linii brody aż do szyi i zatrzymując się na obojczyku. Pochylił się w jej stronę. – Nie pozbędziesz się mnie.

    OdpowiedzUsuń
  57. - Tak jest! Prowadź - ożeźwiła się rudowłosa.
    " Idźcie. Potem do was dołączę na dwóch nogach" mruknął.
    Smok ziewnął i z rozleniwieniem wybrał się do lasu.
    - Cóż teraz mamy w planie?

    OdpowiedzUsuń
  58. W takiej sytuacji najlepiej było poddać się osobie, która znajdowała się na o niebo lepszej pozycji. I tak nie było najmniejszych szans na wyrwanie włosów z mocnego, umiejętnego chwytu. Tym bardziej, że były na tyle długie, że mężczyzna owinął je wokół nadgarstka czyniąc ból jeszcze silniejszym.
    Tak więc Raisha z cichym jękiem skoczyła w tył, i nie czekając aż domownik przesunie się za nią, cięła sztyletem. Zawył, a rozcięta koszula na boku zabarwiła się na czerwono. Cóż, planowała nie tylko go drasnąć, ale nabić na ostrze. Co prawda uczyła się fechtunku dość długi czas, jednak nigdy nie była to jej pasja. A i wymierzenie ciosu na oślep nie należało do najprostszych.
    Złapała się za włosy, szarpiąc się z mężczyzną. Wtedy mignęła jej jakaś drobna sylwetka, która wbiła się między nią a mężczyznę i, sądząc po jego głośnym jęku i uwolnieniu rudych włosów, trafiła w czuły punkt.
    Wiedźma splunęła pod nogi mężczyzny, chwytając Elfkę za rękę i posłusznie ruszyła za nią biegiem, z ulgą opuszczając coraz bardziej niebezpieczną izbę. Goniło je tylko cichnące szczekanie psów i złorzeczenie rannego. Gdy wypadły na ulicę, Raisha nie pozwoliła im się zatrzymać, przezornie odbiegając kawałek dalej. Wtedy dopiero oparła się o mur, oddychając szybko i spojrzała na Aileen.
    -No - powiedziała po prostu i zaśmiała się, opierając ręce na kolanach.

    OdpowiedzUsuń
  59. Westchnął cicho.
    - Dokładniej nekromancją. Taki odziedziczony talent po mojej mamie.- powiedział ze spokojem, obserwując niemal ze znudzeniem paznokcie prawej dłoni.
    -Ciemna,mroczna sztuka, zakłócająca normalny przebieg życia ciała. Dająca mi kontrole nad hordami żywych trupów oraz pozwalająca wzywać innych zza grobu... Wbrew pozorom trudna i delikatna sztuka, opierająca się na granicy życia i śmierci.

    OdpowiedzUsuń
  60. Kiedy dziewczyna zrzuciła jego rękę z swojego ramienia, kiedy powiedziała te (trafne, niestety) słowa, złapał ją za nadgarstek z iście wampirzą szybkością. Chwycił ją mocno, w kompletnie inny sposób niż jej wcześniej dotykał, na szczęście jednak nie czyniąc jej żadnej krzywdy. Spojrzał jej w oczy, jednak absolutnie bez wrogości.
    - Może dam Ci odejść, a może i nie… Nie dam rady trzymać Cię przy sobie na siłę, jak właśnie przytomnie zauważyłaś, jednak zakładając możliwość, że mam na tyle dumy, by nie chcieć wypuścić Cię z rąk, co powstrzymywałoby mnie przed powstrzymanie Cię w trochę bardziej… stały sposób, tak, że nie opuściłabyś już tego miasteczka… już nigdy? Naprawdę nie mam oporów, jeśli chodzi o mordowanie.
    Właściwie nie chciał jej zastraszyć. Jedynie uświadomić inne możliwości jak wyglądałyby ich relacje. Mniej barwnie, stanowczo.
    - Możemy robić wzajemnie na siebie podchody i robić sobie problemy. Możesz też zaakceptować moje wizyty raz na jakiś czas i darować sobie te eliksiry. Bez padania nieprzytomnej na bruk. Bez bólu. Wiesz, że mogę Cię zabić. Teraz. Albo ewentualnie rzeczywiście zaciągnąć siłą w owe ustronne miejsce i też zabić.
    Wypuścił jej nadgarstek z uścisku.

    OdpowiedzUsuń
  61. Chciała wspomnieć, że ma kompas mosiężny w kieszeni, ale dotarły jednak na miejsce.
    - Masz na myśli, że ja i Draw w pokoju jednym? - zapytała się spoglądając nieprzychylnie na elfkę.
    - Ja nie potrzebuję pokoju. Sypiam w ... ustronnych, jak na smoka przystało, miejscach - wyznał, kiedy podbiegł do kobiet.

    OdpowiedzUsuń
  62. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  63. Każdy się czasem myli. Elfie aktorki też, choć zapewne swe pomyłki ukrywają skrupulatniej niż inni.
    Wynn był troszeczkę nieobliczalny…
    To były ułamki sekund… Ciekawe czy Aileen się zdziwiła, gdy trafiła plecami o ścianę. Nie, nie została o nią rzucona, bo ciśniecie jej drobnym ciałem o powierzchnię kamienicy z siłą wampira spowodowałoby, że ewentualni bliscy musieliby zdrapywać elfkę z pomiędzy kamieni jeszcze długie tygodnie.
    Została zwyczajnie do niej dociśnięta w ekspresowym tempie. Dłonie wampira chwyciły ją w prawie stalowym uścisku, za brodę i ramie. Wynn przysunął głowę do jej twarzy, a jego oczach nie było widać żadnej zapowiedzi, by były to żarty.
    - Naprawdę? Chcesz, by taki był Twój koniec? Myślałem, że chcesz dożyć chociaż tej setki, a nie umrzeć z skręconym karkiem, albo rozszarpana jak przez zwierze. – Powiedział cicho, przekrzywiając odrobinę głowę. W jego ustach było widać kły.

    OdpowiedzUsuń
  64. - Jak uważasz. W sumie.. sama jestem przyzwyczajona do spania nawet na ziemi - wyznała odwracając wzrok od Aileen.
    Mężczyzna nie potrafił powstrzymać dłużej dławionego smiechu.
    - I kto tu jest szaraczkiem, hm? - rzucił stojąc za Andreą i wbijając weń przenikliwe spojrzenie, choć nie było zbyt widoczne przez kaptur, który zaciągnął jak najmocniej.

    OdpowiedzUsuń
  65. - Kilka osób rzeczywiście mnie o to oskarżyło, ale szybko wycofali swoje słowa, gdy potrzebowali moich lekarstw. Dostali je nawet po obniżonej cenie, co pozwoliło mi na zrobienie małej reklamy mojego sklepu.
    Przez chwilę drapał się w głowę, zastanawiając się nad pewną rzeczą. Aurora wyraźnie kazała przekazać te słowa elfce, bez zdradzania tego, że sowa umie mówić. Jednak jak wyjaśnić, że Aileen ma od tej pory wiecznego strażnika? I to w dodatku tego samego co on? No cóż... Raz kozie śmierć.
    - Posłuchaj mnie, Aileen, teraz bardzo dokładnie. Aurora została twoją opiekunką. Nie pytaj się mnie jak i dlaczego, bo tego nie wiem, ale wiem, że moja, nasza, sowa od początku sprawowała specjalne usługi względem ciebie. Od jakiegoś czasu stara się ułatwić trochę twoje życie i pilnuje byś tego życia nie straciła. Jednak jeśli kiedykolwiek będziesz w niebezpieczeństwie, a nie będzie w pobliżu, wypowiedz jej imię na głos. Przybędzie w ciągu sekund i użyje swojej usypiającej magii. Jednak musisz też pamiętać, że tygodniowo Aurora jest w stanie użyć jej tylko dwa razy. Dlatego też... - Wyciągnął z kieszeni ostatnią fiolkę, którą zrobił. Płyn wewnątrz był czarny i gęsty, niczym zaprzeczenie wszystkiego co do tej pory tworzył. - dostaniesz to. To jest Czarne Oko. Eliksir wyjątkowy, ponieważ tylko ty możesz go wypić i tylko tobie pomoże w ciężkiej chwili. Jest niemal taki sam, jak tamte, to znaczy możesz go wypić, tak jak tamte, i nie zrobi ci krzywdy, a każdy inny padnie trupem.

    OdpowiedzUsuń
  66. Pokręcił przecząco głową.
    - Jedynie sztyletu i silnie przepełnionej magią krwi, jeśli chce wzywać duchy. Na szkielety nie potrzebuję nic, wystarczy dobry zapas energii.- powiedział spokojnie, nie ruszając się nawet o milimetr.
    - Jednakże nie mam zamiaru nic przyzywać, dopóki nie zostanę do tego zmuszony z oczywistych dla mnie przyczyn. Nie będę niszczył swojego cmentarza bez wyraźnego powodu, My Lady.

    OdpowiedzUsuń
  67. Kły pojawiły się, bo myślał o śmierci. Nie miał czasem wpływu na to kiedy je wysuwa, było to po części od niego niezależne. Nie chciał na własnej skórze sprawdzać działania szatańskiego wywaru.
    Nie to, żeby Wynnowi jakoś specjalnie zagrażało zjawisko zwane wyrzutami sumienia. Właściwie owych nie miewał. Tylko raz, jak dobrze sobie przypominał żałował morderstwa, nie z faktu, że w ogóe do niego doszło, tylko dlatego, że zostało wykonane z niezwykłą jak na niego brutalnością. Jeśli chodzi o samą śmierć to się akurat wtedy należała.
    A teraz? Bez przesady. Śmierć z dziecinnej złośliwości? Wypuścił ją i odsunął się kilka kroków do tyłu.
    - Niezależnie jak to Ci teraz zabrzmi nie uważam się za mordercę. – powiedział patrząc na nią z uwagą. Spodziewał się parsknięcia śmiechem, wcale by się nie zdziwił. Brzmiało rzeczywiście dziwacznie. Wynn jednak tak jak uważał się za pacyfistę, tak rzeczywiście nie lubił pozbawionej sensu śmierci. A ta właśnie nie miałaby najmniejszego sensu. Nawet nie sprawiłaby mu satysfakcji.
    - Nie chcę uczynić Cię niewolnicą, ani zabrać Ci wolności. Lecz jeśli wracamy do starego układu… Cóż. Ah, pytałaś mnie o różnice pomiędzy sobą a ludźmi? Gdy spróbuje się elfie krwi, nie koniecznie chce przestać się jej próbować. – Powiedział z lekkim uśmiechem na twarzy, cofając się i zbierając powoli do odejścia.

    OdpowiedzUsuń
  68. Uniosła lekko brwi, obserwując zdenerwowane zachowanie Elfki. Co prawda, po pewnym czasie zaczęła się niepokoić, a nawet bać, jednak kiedy tylko łapa mężczyzny dotknęła jej włosów, wszystkie uczucia zmieniły się w czystą frustrację. Cóż, była to jej niemała obsesja. Rudych puklów mógł dotykać tylko jej mężczyzna i nieliczne przyjaciółki, nikt więcej. Zresztą, jak zdążyła się już przekonać, po zażyciu takiej dawki adrenaliny i wyjściu z takich sytuacji bez szwanku, zawsze nachodziła ją fala rozbawienia. Dlatego, ignorując zachmurzenie Aileen, wyprostowała się i pokiwała głową.
    -Pewnie. Nie mam nic innego do roboty - zgodziła się, podążając za wielkooką. Bała się, że zakręci jej się w końcu w głowie. Poza tym wyglądała naprawdę strasznie.
    -Aileen - powiedziała, poważniejąc i patrząc na nią uważnie. - Źle się czujesz? Co tam się w ogóle stało? - Spytała, dotykając delikatnie ramienia przyjaciółki.

    OdpowiedzUsuń

  69. Słysząc jej pierwsze słowa wywrócił oczami. Nawet dla niego to cholernie dziwnie brzmiało, nie dało się ukryć…
    - Ten kto wiele obiecuje, często okazuje się kłamcą. – Powtórzył ulubione słowa swojej siostry, lekko przekrzywiając głowę. Niezwykle trafne słowa. – Jeśli będę mieć okazję, znów do Ciebie przyjdę. Więc pilnuj się.
    W jego głosie nie było słychać ani żalu, ani groźby rozbawienia. Nie była to też bezbarwna maska zakładana, gdy nie chciał okazywać żadnych emocji. Ciężko było stwierdzić jakie uczucia kryły się w jego słowach. Kiedy się cofnął, ścisnął w ręce papiery, jakie od kilku dni nosił w kieszeni. O czym on myślał? O produkcji maleńskich sprężynek?
    Już chciał odejść, gdy odwrócił się do Aileen.
    - Cieszy mnie myśl, że Ci się podobam. Zapamiętam. – Skłonił się przed nią najbardziej wydziwionym, idiotycznym dworskim ukłonem, a na jego twarzy pojawił się szeroki pełen rozbawienia i odrobiny złośliwości uśmiech.
    Potem już grzecznie się wycofał i ruszył wolnym krokiem w górę uliczki.

    OdpowiedzUsuń
  70. Pokręcił głową przecząco.
    - Nigdy. Nie jestem jednym z tych Nekromanów o ilości mocy magicznej wielkości mrówki i jeszcze mniejszym móżdżku.- powiedział spokojnie.- Nie używam też zbyt często tych mocy, wiem do czego to może doprowadzić.- dodał spokojnie i spojrzał w niebo.
    Był ciekaw, do czego zmierza ta rozmowa. Miał nadzieje, że owa dziewczyna nie zacznie go namawiać do tego, przy ożywił jakiegoś truposza... Nie chciał, by ktoś zobaczył chodzącego, bezmózgiego truposza... Mogłoby to zaprowadzić go na stos... A tego nie chciał.

    OdpowiedzUsuń
  71. Mimo, że nie odezwała się ani słowem w głowie miała wciąż niecne plany.
    - Ej! Zaczekajcie - wrzasnęła i pobiegła za dziewczynami obok Drawena.
    Czasem zastnanawiała się co może się stać, kiedy straci nad sobą kontrolę, a moc przejmie stery.
    (Jak będziesz na gg, daj znać ^^)

    OdpowiedzUsuń
  72. - Szczerze? Nie wiem. Aurora wciąż ma mnóstwo sekretów i chadza własnymi drogami, mimo tego, że spędziłem z nią już trzy wieki. Jej moc jest dla mnie wciąż nieodgadniona.
    Wzruszył ramionami, chcąc w ten sposób zejść z tematu. Rzeczywiście Aurora, jako córka boskiej sowy Ateny, miała sporo mocy. Jednak jedna sprawa była dla niego kompletnie jasna. Sowa potrafiła się przemieszczać z naprawdę ogromną prędkością, jakby używała zaklęcia teleportacji. Może zresztą i tak było, choć alchemik nigdy nie widział tego procesu.
    - Zresztą o nią nie musisz się zbytnio martwić. Czasem z nią tylko porozmawiaj i uważaj na jej dziób. Lubi ugryźć, choć chyba tylko ja jej zasmakowałem.
    Uśmiechnął się. To prawda, że Aurora bardzo często go dziobała, jednak mu to nigdy nie przeszkadzało. Miał na to zbyt odporną skórę.

    OdpowiedzUsuń
  73. Mruknęła pod nosem parę niezwykle szpetnych przekleństw. Każdy stary marynarz poczułby się teraz jak na pokładzie by zalanych w pień kolegach. Przecież to była jej wina! Nie tylko dlatego, że podała Aileen eliksir. Jeszcze większą głupotą było wypuszczenie jej samej z domu po zaledwie kilku minutach, bez pewności, jak owy płyn zadziała na elfi organizm! Mało co nie uderzyła się w ten głupi, pusty łeb, patrząc na towarzyszkę z ciążącym poczuciem winy.
    -Przepraszam - bąknęła, pokonując zaciśnięte gardło. Biedaczka, narażona na niebezpieczeństwo przez jej głupotę. Nie wiedziała nawet co się z nią działo. I co działoby się, gdyby nie znalazła jej Milva.

    OdpowiedzUsuń
  74. Siedziała własnie na starym krześle delektując się ciszą i spokojem. Smukłymi palcami masowała skronie, gdyż dzisiejsza podróż nie była zbyt przyjemna.
    "Ciekawe o co im poszło " zastanawiała się nad konfliktem między Andreą i Amonem. Miała na uwadze, że przyjaciel nigdy się tak nie zachowywał.

    Wstała leniwie, kiedy usłyszała pukanie do drzwi.
    " Ciekawe kogo teraz niesie, kurka" mruknęła w myślach chwytając za klamkę. Zdziwienie wymalowało jej się na twarzy, kiedy ujrzała Aileen.
    - Co chcesz?

    OdpowiedzUsuń
  75. [ Na to wygląda.
    Może Cię jeszcze kiedyś powkurzam. Kieeedyś.
    Albo jak przyjdzie Ci coś do głowy...]

    OdpowiedzUsuń
  76. ( Nie chcę być męcząca, więc jeśli kiedykolwiek będziesz miała ochotę na wątek pomiędzy nimi to napisz i już.)

    OdpowiedzUsuń
  77. Również przystanęła. Nie znała Aileen zbyt długo ani szczególnie dobrze, jednak spodziewała się tego, że Elfka nie skończy szybko mówić.
    Spojrzała na nią z tym samym wyrazem malującym się na twarzy, krzywiąc lekko usta w dziwnym grymasie.
    -Nie, droga Aileen! - zaprotestowała, kręcąc głową tak mocno, że jej włosy zafalowały niczym istne płomienie. - Dałam ci ten eliksir nie mając najmniejszego pojęcia jak zadziała. Powinnam więc się tobą zająć, a nawet jeśli uparłaś się, żeby wyjść, to cię odprowadzić - wyrzuciła z siebie szybko, by wielkooka nie zdążyła jej przerwać. Wreszcie ucichła, przyglądając jej się z uwagą i zmusiła usta do przepraszającego uśmiechu. - To nie tylko wina alkoholu, ale także moja. Och, chodźmy już. I tak do niczego nie dojdziemy - zaproponowała, mrużąc oczy.

    OdpowiedzUsuń
  78. [Postać bardzo mi się spodobała. Przede wszystkim za piękną i dobrze napisaną kartę, ciekawą i przemyślaną historię oraz odwieczne zamiłowanie do Artystów wędrownych <3 Dlatego namawiam na wątek :D
    Piszę dwie postaci więc tak:

    Calsei - mogłaby być jedną z tych służek, co pomogła twojej elfce uciec. Potem ich drogi się rozeszły, ale kiedy obie trafiły do miasta ich relacje mogły się odnowić.
    Yakar - jako nauczyciel żywiołów, mógłby od czasu do czasu uczyć elfkę jak wykorzystać żywioły w teatrze, jako ciekawe widowisko. Czyli on jej nauczycielem, ona jego uczennicą. Nie musiałaby za to płacić. ]

    OdpowiedzUsuń
  79. Uśmiech na jego twarzy poszerzył się znacznie.
    - Mogę wpaść w taki obłęd iż zapragnę władzy nad światem. Dosłownie. Zacznę wzywać potężną armię, która będzie mordować mężczyzn, kobiety i dzieci. Ludzi i nieludzi... Byle tylko zadowolić zeschizowaną satysfakcje swego właściciela... Zapanował by chaos, armagedon, apokalipsa... To był by koniec świata. Chyba nie chcesz takiej przyszłości, prawda?- spojrzał na nią przenikliwym, szaleńczym spojrzeniem.

    OdpowiedzUsuń
  80. [ Jestem na jego punkcie przeczulona, bo niektórych strasznie wkur*iał i kiedy wątki nie dają możliwości na wycofanie się i danie mi do zrozumienia "odpiernicz się" wolę co cztery sekundy się pytać czy nie wkurzam za bardzo xd]

    OdpowiedzUsuń
  81. - Dobry wieczór, kochanie! - prawie krzyknęła z sarkazmem.
    - No wchodź. Ciekawe o czym niby mamy rozmawiać? A może jednak ... o kim? Dobrze wyczuwam? - jej ton głosu nie był zbyt przyjemny, raczej wrogi. Odeszła jednak od drzwi i przestała się pierać o framugę robiąc jej miejsce, by weszła.

    Po chwili obok Andrei pojawił się mężczyzna w kapturze naciągniętym na twarz. W dłoni trzymał kufel z piwem.
    - Można? - spytał ochrypłym głosem wskazując na miejsce obok niej.
    ( @ postaci na raz? :D)

    OdpowiedzUsuń
  82. Pokręcił głową.
    - Możesz wierzyć albo i nie. Ja Ci nie pokażę, bo cienka linia między popisywaniem się a koszmarnym obłędem, w którym już nie będzie mnie, a żądna krwi bestia.- powiedział i podniósł się z gronu.
    - Z resztą wzywanie trupów zniszczy groby, nad którymi tak ciężko pracowałem. Czy ty zniszczyłabyś coś, nad czym pracowałaś wiele godzin? Raczej nie.- stwierdził i zaczął chodzić w tę w we w tę.

    OdpowiedzUsuń
  83. - Po prostu straciłam do ciebie szacunek - powiedziała ot tak, jaby to nie było nic wielkiego. Wzruszyła ramionami.
    Wciąż kochała Wynna i nie potrafiła o nim zapomnieć. Kiedy Amon zrelacjonował spotkanie elfki z wampirem, kipiała ze złości. Jak mogłaby być ufna tej, którą oskarża o rozstanie?

    Usiadł obok i położył, wręcz trzasnął kuflem o blat.
    - Miałem taki mały wypadek, jak starałem się opanować ogień - mruknął.
    - Teraz to takie.. przyzwyczajenie.

    OdpowiedzUsuń
  84. - Oh! Przecież wiesz o co mi chodzi. Uważam, że omotałaś delikwenta tak jak innych, którzy przewinęli c się przez palce. Mój przyjaciel was widział - wysyczała.
    - Zapewne dlatego mnie zostawił - westchnęła. Oprócz złości, na jej twarzy pojawił się też smutek.

    - To nic dziwnego, skoro pamiętają mnie sprzed lat - mruknął i wzruszył ramionami.
    - Aż tak ci zależy, by mnie ujrzeć? - zasmiał się.

    OdpowiedzUsuń
  85. Milczenie udzieliło się także rudowłosej. Wiedźma wbiła wzrok w ziemię. jakby kurcząc się w sobie i poddała się ponurym myślom. Raz po raz roztrząsała różne wyjścia z sytuacji, jednak żadne za cholerę nie wydawało się odpowiednie. Wyrzucała sobie, że nie zatrzymała Aileen u siebie, i że nie poszła za nią. A przecież przyłapała się na takiej myśli. Przeczuciu wręcz. Przecież Elfka mogła już nawet nie żyć, na bogów! Przez nią! Przeklinając w myślach siebie i swoją głupotę doszły do domu wielkookiej.
    Podziękowała jej krótko, wchodząc do środka i rozglądając się.
    -Bardzo ładnie wszystko urządziłaś - powiedziała. Nie tylko po to, żeby rozładować atmosferę. Naprawdę tak sądziła. Wnętrze nie było tak przytłaczające jak w jej domu... a właściwie dawnym mieszkaniu. Tętniło lekkością.
    -Nie pogardzę żadnym trunkiem - odparła, nieco wbrew sobie. Westchnęła. - Jak tak dalej pójdzie, to wpadnę w alkoholizm - mruknęła jakby do siebie, całkowicie nieświadoma słabości Aileen.

    OdpowiedzUsuń
  86. - Oj.. dobra! Jestem głupia, zła i tak dalej. Przyszłaś po to, by mi o tym powiedzieć? - wygarnęła.
    - Skoro taka jestem, to nie wiem czemu się ze mną zadajecie.

    - Jestem smokiem, przecież. Szczęśliwi czasu nie liczą. Co do mojej twarzyczki, to... - zrzucił kaptur. Brunet spojrzał na nią złotymi oczami.
    - Prawie uleczony - mruknął wskazując na lewy policzej, gdzie widniała popaezona skóra.

    OdpowiedzUsuń
  87. [Dobrze, więc wszystko mi pasuje i dziękuje za zaczęcie <3 Zapowiada się super *.* :)]

    Yakar już tam był. Ubrany jak zwykle w swoje szykowne odzienie w kolorze głębokiej czerni. Jego biodra zdobił złoty pas, który zdawał się być bardzo ciężki, ale sprawiał wrażenie bogactwa i dobrobytu i chyba właśnie w takim celu stanowił element garderoby.
    Ciemne włosy nigdy nie miał w zwyczaju poskramiać fryzurą toteż w chwili obecnej były cudowną pokrzywką dla wiatru, który targał je na wszystkie, możliwe strony.
    Yakar nie miał sympatycznej twarzy. Jego młodzieńcze, nieco chłopięce oblicze wyrażało grymas i odwieczne niezadowolenie. Brązowe oczy były zazwyczaj pełne zniechęcenia i boleśni nad czymś utraconym, czego nigdy nie wyraził słowami.
    Kiedy zobaczył Aileen uniósł jedną brew, skrzyżował silne ramiona na torsie i westchnął, kręcąc głową.
    - Znowu? - jego głos miał czystą barwę, niczym szum rwącego strumienia - Aileen, powiedz mi proszę, który to już raz? - kiedy mówił nie było wiadome czy jest naprawdę zły czy po prostu zwyczajnie ją karci. Właściwie można było rzecz, że Yakar nigdy nie popadał w stan skrajnych emocji. Nigdy nie był ani naprawdę szczęśliwy ani naprawdę wściekły. Ale w jego ciągłym opanowaniu czaiła się większa groza niż gdyby ciskał piorunami.

    OdpowiedzUsuń
  88. Westchnął.
    - Jam nie z tych, którzy swe prace wyrzucają. Jestem raczej z tych, którzy cenią ponad wszystko. Głównie dlatego, że nie da się jej wyjąć z kosza. Jak raz trafi na śmietnik...- westchnął i rozejrzał się spokojnie.
    - I nie. Takie okropne myśli my na myśl nie przyszły i jestem z tego faktu całkowicie zadowolony. Nie mam ochoty podróżować kupę czasu by znaleźć odpowiedni cmentarz by wezwać kilka trupów. To głupie i nierozważne a ja na szczęście nie zaliczam się do takich osób.

    OdpowiedzUsuń
  89. - Ile razy mam ci powtarzać, że nie zabrałam twojego przeklętego wisiorka? - Calsei wrzeszczała na jakiegoś młodzieńca, który upodobał sobie wbijanie w nią swojego nachmurzonego i spojrzenia i widać wcale jej nie wierzył.
    Calsei zamilkła dokładnie w tym samym momencie kiedy usłyszała swoje imię. Otworzyła usta, żeby zaraz je zamknąć i założyła ciemny kosym za ucho, uważnie lustrując znajomą twarz Elfki.
    - Kojarzę cię... Ach tak! - Klasnęła w dłonie i jej oczy zaświeciły się promienie - Aileen, zagradza się?

    OdpowiedzUsuń
  90. - No to czego ty chcesz?! Przyznałam się do swoich wad, no i co? Ah! Boisz się o swój tyłek, tak? - mówiła przez zęby. " Ta rozmowa nie ma sensu" westchneła w myślach.

    Uniknął dotyku. - Wcześniej było gorzej. Jutro może zniknie - mruknął spoglądając na kobietę uważnie. Zaczynał się czuć w jej towarzystwie niezręcznie, nieswojo.

    OdpowiedzUsuń
  91. - Aha. Jestem psychiczna. Teraz to zauważyłaś? Postaw się na moim miejscu, ciekawe jak byś się zachowała. Kochałaś ty kogoś, czy tylko... no.. - mówiła głośno, prawie krzycząc. Nie zaszczyciła ją wzrokiem.

    Westchnął cicho przez chwilę wpatrując się w kufel. Wypił zawartość duszkiem i szybko naciągnął kaptur na głowę. "Od razu lepiej"

    OdpowiedzUsuń
  92. -Jeśli potrzebujesz pomocy, tylko powiedz - zaoferowała. W sumie sama ostatnio miała dużo roboty, może nawet szykowała się przeprowadzka... ale nie miała nic przeciwko poświęceniu Elfce więcej czasu, jeśli tylko by tego chciała. - Dziękuję - wzięła od niej kubek herbaty. Natychmiast uderzył ją przyjemny zapach ziół. - Rozumiem. Nie występowałaś jeszcze w Graleyn, prawda? - pociągnęła temat. Nie mogłaby sobie wybaczyć, gdyby przegapiła jej pierwszy występ! Westchnęła, przejmując od niej flakon wypełniony trunkiem o pięknym kolorze. Posłusznie, o ironio!, dolała go do herbaty, śmiejąc się pod nosem z jej ostrzeżenia. Upita wiedźma? Niezbyt bezpieczne towarzystwo, chociaż na pewno bardziej niż mężczyźni w tamtej dziwnej kamienicy, którą opuściły. Rozsiadła się wygodniej na krześle, ujmując kubek w dłonie i zanurzając wargi w naparze. Roztarła go językiem na podniebieniu, starając się rozpoznać zioła, ale też i po to, by jeszcze bardziej delektować się smakiem trunku.

    OdpowiedzUsuń
  93. - Prędzej jest mi uwierzyć Drawenowi, którego znam dość długo, niźli tobie. Niech ci będzie, ale i tak trudno będzie mi... będzie mi... nie ważne - nie potrafiła myśli ubrać w słowa. Mówiła coraz to ciszej.

    - Co masz na myśli? - rzekł. Miał tendencje do kopania w czyjejś głowie, a co dopiero prowokowania do jakejś kłótni.

    OdpowiedzUsuń
  94. - Sądzę, że niczym mnie już nie zaskoczysz - pokręcił głową, drapiąc się w czoło - Jednak twoja przyjaciółka nie nauczy cię tego, czego dowiesz się ode mnie. Jeżeli naprawdę chcesz wrócić na scenę, musisz przestać zachowywać się jak dziecko - podszedł do niej i obejrzał sobie dokładnie jej wygląd - Ta sukienka chyba niezbyt się nadaje na dzisiejszy pokaz ognia - mruknął - I... um... czy ty masz na obie spodnie? - zdziwił się, podnosząc dół jej sukni.

    OdpowiedzUsuń
  95. - Jeszcze się policzymy, diablico - warknął ciemnowłosy mężczyzna i oddalił się, mierząc gniewnym spojrzeniem elfkę. Kiedy zniknął w targowym tłumie, Calsei westchnęła i pokręciła głową.
    - W zasadzie to już sama nie pamiętam odkąd tu jestem, chyba zebrało się jakieś trzy lata - powiedziała, wyciągając z małej sakwy kilka monet. Powinny wystarczyć na zakup tego i owego - Tylko tu jestem bezpieczna, wiesz jak to jest. Nie tylko mnie to dotyczy - uśmiechnęła się lekko - No a ty? Boże, nawet nie wiesz jak się martwiłam kiedy uciekłaś, mogło ci się przydarzyć niemal wszystko - niespodziewanie przygarnęła ją do siebie i przytuliła pośpiesznie - Zawsze byłaś lekko roztrzepana, ale widzę, że masz się świetnie.

    OdpowiedzUsuń
  96. Parsknął śmiechem.
    - Wiesz, normalny to ja jednak nie jestem.- mruknął i odruchowo oblizał wargi.- Gdybym był, z całą pewnością nie bylibyśmy sami...- mówił już teraz szalonym szeptem, powoli się podnosząc.
    - Wiesz co najlepiej poprawia mi humor? Jak moja krew kapie... Przecinam sobie prawą dłoń i patrzę jak moja krew spada na ziemię... Po kropelce... Kap...Kap...Kap...- zmienił zupełnie temat i zaśmiał się szaleńczo... Takim śmiechem, który mroził krew w żyłach nawet tych najsilniejszych ludzkich mieszkańców Graleyn.

    OdpowiedzUsuń
  97. - Aha - mruknęła. Przytupywała prawiezauwaalnie nogą jakby zniecierpliwiona. Ta rozmowa męczyła ją i nudziła okropnie.
    - No więc? Czego chcesz?

    Dopiero teraz zerknął na zwaśnionych mężczyzn zrezygnowany. Prawa dłoń zniknęła pod kapturem, gdyż podparł nią głowę.
    Miał nadzieje, że chodzi jej o spór między Hesh, a Aileen. A gdyby tak do tej kłótni dołączyła Andrea i polała się krew...

    OdpowiedzUsuń
  98. Kiedy tylko elfka wyszła z jej pokoju, zaczęła sie śmiać przeraźliwie, histerycznie i wróciła do zajecia, które przerwała wizyta Aileen. Nicnierobienie. W głowie miała całkowity chaos.

    Mruknął niby przytakując. "Ta... a kto chciał mnie zabić jednym spojrzeniem, co? " cisnał w jej stronę głosem bez emocji. Nie obchodziła go zbytnio bijatyka, co działa się nieopodal. Spoglądał jednak z zainteresowaniem na andreę. Dziwne...

    OdpowiedzUsuń
  99. - Graleyn jest małym miasteczkiem, ale ja i tak mam w zwyczaju przesiadywać w dwóch miejscach - uśmiechnęła się z dumą nie mającą nic wspólnego z rozpowszechnioną wśród burżuazji pychą - Jest to albo zamek Everwood w którym mieszkam albo uzdrowisko w którym pracuje - naciągnęła na łokcie ciężkie rękawy sukni i westchnęła - Bywały takie dni, kiedy wracałam myślami do ciebie i zastanawiałam się jak ci się wiedzie, ale teraz kamień spadł mi z serca i mam ochotę cię uściskać - roześmiała się, jakby jej zamiar był najzabawniejszą rzeczą na świecie - Jeżeli pytasz czy potrzebuje czegoś z targu to owszem, Yakarowi przyda się nowa koszula, stara całkiem się spruła toteż noszę się z zamiarem znalezienia jakiejś mocnej tkaniny.

    OdpowiedzUsuń
  100. - Tylko mnie przy okazji nie pobij, proszę cię - pozwolił sobie na sarkastyczny ton i westchnąwszy przeciągle wyraził swoje zrezygnowanie nad jej wybrykami. Od wielu miesięcy jakie ze sobą spędzili nie wiedział czy dziecięca dusza elfki zaprowadzi ją ku zwycięstwu czy porażce na scenie. Jedno zaś było pewne - Aileen miała talent, była pojęta i uparta by dążyć do swego. Gdyby dodać do listy zalet punktualność, nosiłby ją na rękach.
    - Skoro masz dziewczyno spodnie, to jakoś to wykorzystajmy - powiedział, obracając się ku niej niespodziewanie - W spodniach będzie ci lepiej wykonywać niektóre akrobacje, zgadzasz się?

    OdpowiedzUsuń
  101. Nieznacznie rozciągnęła usta w czymś, co z pewnością nie było uśmiechem. Raczej grymasem czegoś na kształt... niezadowolenia? Widząc niechęć Aileen do drążenia tematu, otoczyła kubek dłońmi niemal opiekuńczym gestem i zbliżyła go do ust. Potrafiła zauważyć, kiedy trzeba skończyć mówić i pytać, chociaż często było to trudne. Wnioskując jednak po zainteresowaniu Elfki jej wywarem, z występem było coś nie tak. Cóż, może kiedyś jeszcze o tym porozmawiają.
    -Oczywiście - odpowiedziała, posyłając jej lekki uśmiech. - Bardzo. - Lekko pochyliła głowę, wbijając wzrok w noski swoich skórzanych butów, jakby dostrzegła na nich coś niezwykle ciekawego. W rzeczywistości potrzebowała jednak kilku sekund milczenia. Kiedy minęły, podniosła wzrok na wielkooką, odgarniając za ucho kosmyki włosów które opadły jej na oczy. - Nie masz żadnego zwierzęcia, Aileen? - spytała nagle, przygryzając wargę.

    OdpowiedzUsuń
  102. Pokręcił głową.
    -Ma... Otóż jesteśmy tu sami, bo ludzie boją się tu przychodzić... Przeze mnie... Boją się niebezpiecznego, Szalonego Grabarza...To takie smutne...- znów się zaśmiał i zakręcił się wokół własnej osi.
    - I pomyśleć że jestem Samosadystą i pacyfistą! A oni tchórze trzęsą portkami na sam mój widok!
    Mruknął i znów wyjął sztylet. Przejechał jego ostrzem po wewnętrznej stronie prawej dłoni. Krew po chwili skapywała na ziemię, na płatki kwiatków...
    - Krew... To ona ma w sobie wielką moc..- odszedł od tematu...

    OdpowiedzUsuń
  103. Pokręcił głową.
    - Jesteś naiwna, sądząc że to przez mróz. Tutaj jest tak przez cały rok.- powoli przejechał językiem po dłoni zlizując krew.
    - Potrafię logicznie myśleć. Czemu utarło się że świry nie myślą logicznie.- zachichotał.- Ostatnio pewna osoba też przez moje logiczne myślenie zwątpiła w moje szaleństwo... Dopóki czegoś nie zrobiłem... Tylko co to było... A z resztą nie ważne!- stwierdził i ponownie usiadł na grobie.

    OdpowiedzUsuń
  104. -Czyli zaraz możemy zacząć się dusić? - Posłała Aileen lekki, acz tym razem prawdziwy uśmiech. Odchrząknęła, po chwili milczenia, stawiając na stoliku swój kubek. - Mogę dostarczać ci zioła, jeśli gustujesz w podobnych wywarach - zaoferowała, wskazując podbródkiem parujący napar. - To zawsze mniej ryzykowne niż... - odchrząknęła. - ... niż kupowanie ich u jakiegoś krętacza z obwisłą wargą. - Zamilkła na moment, po czym rozkaszlała się nagle, pochylając w przód. Wyglądała by nawet przekonująco, gdyby nie uniesione nieznacznie kąciki ust, brak załzawienia w oczach oraz szybkie przejście 'ataku'. Oczywiście nie w oczach urodzonej aktorki, za jaką miała Elfkę siedzącą naprzeciwko.
    Spojrzała w okno, podobnie jak ona popadając w zamyślenie. Wyobraziła sobie ją na owym żwawym, radosnym siwku, przemierzającą gościńce i rozbawiającą swoim urokiem ludzi w karczmach przy trakcie. Przed oczyma przemknęły jej wszystkie zwierzęta, które posiadała sama. Liczne przybłędy, które jakoś tak... zawsze pałętały się koło jej nóg. A ona nie miała serca, by je odrzucić, co zawsze skutkowało tym samym. Płonie na stosie czarownicy pies, usłyszała znów w swojej głowie, wraz z przygrywką trzasku płomieni i skowytu. Potrząsnęła głową, wracając spojrzeniem do wielkookiej. Teraz miała spokój. Milva i Tułacz, koń, za którego zapłaciła majątek i który zwyczajnym zwierzęciem wcale nie był, wystarczały jej w zupełności. Chociaż pojawiła się niespodziewana gromadka, z którą nie miała co zrobić. Chyba że...
    -Umiesz jeździć konno po męsku? - pociągnęła temat.

    OdpowiedzUsuń
  105. Jego pełen zainteresowania wzrok stał się przeładowany niechęcią do niej. Wstał i zabrał ze sobą kufel, mówiąc - Uciekam już na żer, do jakiejś jaskini. Bywaj.

    Rudowłosa nie spała dobrze. Co chwila wybudzała się ze snu z przestrachem. Przewracała się w łóżku, ale to nic nie dawało. W dodatku księżyc świecił jej na twarz. Ucieszyła się, kiedy niebo stało się bledsze. Jasne.
    Nastał poranek.

    OdpowiedzUsuń
  106. Stanęła przed drzwiami Andrei z podkrążonymi oczami i rudą szopą, zamiast włosów. Ziewnęła ukradkiem. " Dziś zbyt wielkiego pożytku nie będziecie chyba ze mnie mieć..."
    Zastukała energicznie nawet nie patrząc gdzie.
    - Spokojnie.. drzwi wyważysz - mruknął Drawen znad jej ramienia.

    OdpowiedzUsuń
  107. - Pożarłem ją sobie na... - "śniadanie" chciał dokończyć, ale zaraz dostał kuksańca w bok. Mruknął coś pod nosem.
    - Nie wiemy gdzie jest. Ostatnio widziałam ją wieczorem. Była u mnie. Coś się stało?
    - Rany.. jest dorosła. Nic jej pewnie nie jest. Poradzi sobie. To cóż mamy dzisiaj w planach? - rzekł lekko poddenerwowany mężczyzna.

    OdpowiedzUsuń
  108. Z dużym... ogromnym wręcz zdumieniem dostrzegła coś jakby przejęcie w wielkich, błękitnych oczach. Mimowolnie zaczęła się uśmiechać, coraz szerzej, jak to zwykle bywa, kiedy uda się kogoś nastraszyć lub zrobić mu psikusa. Ot, zwyczajna, czysto szczenięca duma.
    -O, przepraszam - żachnęła się, słysząc jej kąśliwą uwagę. Jednak jej oczy na powrót rozbłysły, rozświetlone żartobliwymi iskierkami. - To Twój organizm tak zareagował! - wyrzuciła jej, oskarżycielsko unosząc palec. W tym momencie uśmiechała się już tak szeroko, że każda dworska etykieta skazywałaby ją na wychłostanie.
    Odepchnęła od siebie ponure myśli. W tej chwili nie mogła już niczemu zapobiec, roztrząsanie ran z przeszłości nie miało sensu.
    -Nie potrafisz? - Spytała, unosząc brwi. Jej słowa dotarły do niej nieco stłumione przez jej zadumę, nie była więc pewna, czy dobrze słyszała? - I po damsku, i po męsku? - Zdziwiła się niesamowicie po raz drugi tego popołudnia. Kto jak kto, ale aktorka taka jak Aileen... Nie przypuszczałaby. Rękę, ba, głowę, dałaby sobie uciąć, że potrafiła jeździć po damsku. Po męsku może nie, jedynie na palec... Niesamowite.
    Pokręciła głowę z niedowierzaniem. - Trzeba cię nauczyć.

    OdpowiedzUsuń
  109. Odsapnęła. Szczęście, że źle ją zrozumiała.
    -Chociaż tyle - mruknęła. Sama uznawała jazdę po damsku za idiotyzm i nie potrafiła się tak utrzymać w siodle. W kłusie, nie wspominając już o galopie. Ale do Elfki nadal jej to nie pasowało. Zastanowiła się nad swoim przekonaniem, nie znajdując konkretnego powodu. Może kojarzyła ją z dworem?
    Miała ochotę na małe przekomarzanie. Ostatnimi czasy jakoś często jej się to przytrafiało. Napuszyła się więc, z rozmachem odstawiając kubek na stół. - Chcesz mi wmówić - przedrzeźniła wielkooką okrutnie - że to ja sprzedałam Ci wadliwy eliksir? No nie! - powiedziała podniesionym nieco głosem. - Żeby takie coś mi zarzucać. MI! Uczciwej, skrupulatniej i doświadczonej zielarce! - Potrząsnęła głową, tak że rude kosmyki opadły jej na twarz. - Śmiesz jeszcze poddawać moje słowa przypuszczeniom? - Spytała, celowo przeciągając samogłoski w ostatnim zdaniu. Dyskretnie zagryzła wargę, by stłumić złośliwy uśmieszek.

    OdpowiedzUsuń
  110. - Nie, nic jej nie zrobiłam. Wyglądało to bardziej, jakby ona chciała mi coś uczynić... Nie mówiła, że gdzieś wychodzi. Kompletnie nic nie wspominała - odpowiedziała zgodnie z prawdą dziwiąc się. " Przecież Aileen nigdy nigdzie nie uciekała..."
    - Draw, czy nie mógłbyś ją namierzyć? Wznieść się jako smok i szukać? Z góry to chyba lepiej jest kogoś znaleźć. No wiecie o co mi chodzi. Co do naszego udziału, to zapewne się czoś wymyśli. Możemy użyć mocy? Czy ten atak będzie za dnia?

    OdpowiedzUsuń
  111. - Widzisz, Hesh? Niem yślisz - prychnął krzyżując ramiona.
    - A weź się zam.. ech.. szkoda słów. Wyśledź ją, tak jak masz czelność mnie, panie Wscibski Plotkarzu - mruknęła i spiorunowała go wzrokiem.
    - A co będę za to miał, hm?
    Nie zwracała już na Drwaena uwagi. Machnęła na niego dłonią - Zgodzi się zaraz.
    - Jarmark.. trzeba wtopić się w tłum. Ja nie mam z tym problemy, ale Łuskowaty wygląda jak śmierć w tym płaszczu - westchnęła mierząc mężczyznę wzrokiem.
    - Nie możesz się kurczę chociaż raz normalnie ubrać?

    OdpowiedzUsuń
  112. Odetchnęła głęboko, na dłuższą chwilę zatrzymując powietrze w płucach. Wpatrywała się w Elfkę z podobnym rozbawieniem i złośliwością co ona. Aktorka wybrała rolę spokojnej, skrzywdzonej domowniczki. Jej przypadła rozwrzeszczana, oburzona zielareczka. Nie przeszkadzało jej to zbytnio. Raczej śmieszyło jeszcze bardziej.
    -Widzisz tutaj gdzieś jasnowidza? - spytała, złośliwie mrużąc oczy. Zatoczyła ramieniem krąg. - Bo ja nim nie jestem! - Na wzmiankę o domostwie drgnęła i pochyliła nieco. - A ty zważ na to, że oskarżasz mnie o celowe podanie ci wadliwego eliksiru! Jak mam nie podnosić głosu? - rozjazgotała się, potrząsając głową jakby w istnym napadzie szału. - Jeśli coś ci nie pasuje, to wyjdź! - wypaliła, co całkowicie wykreśliło ją ze scenariusza scenki, w której jakimś cudem brała udział. Roześmiała się nagle, ponownie opierając o oparcie krzesła.

    OdpowiedzUsuń
  113. Przez chwilę śmiała się równie serdecznie. Wcześniej zbyt długo powstrzymywała napady wesołości, żeby teraz móc się tak szybko opanować. Wreszcie również upiła łyk naparu, nie biorąc do siebie uwagi Aileen.
    -Od razu na scenę - mruknęła w końcu, machnąwszy ręką. Jej oczy błyszczały nadal tak samo, jak wcześniej. Może nawet więcej. - Ale Ty - powiedziała, posyłając Elfce chytry uśmieszek - jesteś urodzoną aktorką. Tak, jak myślałam. Nie myliłam się - podsumowała, bujając się na krześle jak gówniara, której rodziców było stać na wysłanie jej do szkoły. Miała w sobie dużo z dziecka, co czasami jej się udzielało, tak jak w tym momencie.

    OdpowiedzUsuń
  114. -Masz rację - przytaknęła. - Ja także mam zamiar się wynieść, aczkolwiek nieszczególnie daleko... - odrzuciła włosy na plecy. Pokręciła lekko głową, słysząc wzmiankę o sztuce Aileen. - Oczywiście, że pamiętam. Na ogół wywiązuje się z podobnych obietnic, dodatkowo aż nader przyjemnych... - urwała nagle. Jej źrenice rozszerzyły się jak u kota, kiedy wbiła wzrok a Elfkę. Nogi krzesła na moment zawisły w miejscu, zanim niesamowicie spokojnie opuściła je na podłogę. - Cóż - odchrząknęła, otulając kubek dłońmi. Upiła łyk wywaru, skończywszy mówić. Przynajmniej na kilka chwil.
    Nigdy nie występowała publicznie jako aktorka. Nawet się nad tym nie zastanawiała, uważając siebie za kompletne beztalencie w tej dziedzinie. Dlatego propozycja, którą nagle złożyła jej Ali była tak zaskakująca, że Wiedźma straciła rezon. I to nie na krótki moment. - Tylko na tym stracisz - powiedziała w końcu, lekko ochrypłym tonem. - Kunszt, wymowa, gestykulacja- to twoje atuty.

    OdpowiedzUsuń
  115. Pokręcił głową.
    - Stereotypy to najgorsze co nawiedza umysł moja droga.- oblizał swoim nieodmiennym zwyczajem wargi.
    Patrzył na nią spokojnym, ciepłym spojrzeniem swych jasnoniebieskich, dużych oczu.
    Wiatr, który niespodziewanie w sumie zerwał się, bawił się jego długimi, białymi włosami jakby była to najlepsza zabawa na świecie.
    - Świr, czasem może myśleć logicznie, tak jak zdrowy psychicznie człowiek, może myśleć irracjonalnie, głupio, nienormalnie. Taka jest natura ludzka: Nieprzewidywalna. Nie kieruj się stereotypami My Lady, bo zgubi Cię to prędzej niż sądzisz. Szczególnie, jeśli masz zamiar doczepić się do mnie.- oznajmił z poważną miną, która jednak po chwili na powrót przyjęła żartobliwy odcień.- Kocham łamać stereotypy. To świetna rozrywka na długie, samotne wieczory.- zażartował, po czym zaśmiał się szczerze i melodyjnie.
    Można by pomyśleć że tak melodyjnym śmiechem obdarzona jest jakaś piękna kobieta. Och, jak Necro potrafił zmylić człowieka nieświadomie, samą urodą odziedziczoną po swojej świętej pamięci matce.

    OdpowiedzUsuń
  116. - Dobrze. Co, co? Jakie ubranie? - jęknął mężczyzna idąc za blondynką. Wizja przebieranek niezbyt mu się podobała.
    Heshtje ruszyła posłusznie za nimi zastanawiając się nad zniknięciem Aileen. Miała nadzieję, że wszystko pójdzie zgodnie z planem.

    OdpowiedzUsuń
  117. Wynn tego wieczora siedział spokojnie w karczmie, o dziwo i dla odmiany sam, co nie zdarzało mu się wcale tak często. Zwykle z łatwością znajdował w wieczornym tłoku jakiś towarzyszy, lecz teraz…? Nikogo. Nudził się jak mops, bawiąc się w rękach szklanką pełną wody. Wtem do karczmy wpadła elfka, przypominając przy tym huragan, a nie drobną niewiastę. Przez chwilę myślał, że dojrzawszy go w tłumie, wycofa się z powrotem do wyjścia, ale ku Wynnowemu zdziwieniu ruszyła prosto w jego kierunku. Łatwo też zarejestrował to, jak zmieniła się przez ten cały czas, kiedy jej nie widział. Przez ostatnie miesiące czasem o niej słyszał i widywał na uliczkach, choć zawsze z daleka. Teraz jednak dobrze widział każdy szczegół jej osoby, rozpoczynając na brudnym ubraniu, przez okropną chudość…
    Gdyby nie była to Aileen, zdenerwowałby się i pomyślał, że to żebraczka. Ale Aileen już trochę znał i nigdy by w to nie uwierzył…
    - Witaj, Aileen. Coś się stało? – zapytał po prostu.

    OdpowiedzUsuń
  118. - Bo zwykle mnie unikasz – zauważył, nie przestając bawić się szklanką. Przez myśl przeszło mu zaproponowanie jej czegoś do jedzenia, ale jak podejrzewał, jedynie by ją rozzłościł, a był wyjątkowo ciekaw powodu jej niespodziewanej wizyty. Uniósł spojrzenie ciemnych, skrzących się oczu i zatrzymał je na jej twarzy. Milczał przez jakiś czas, a kiedy odezwała się, pozwolił sobie na słaby uśmiech. Pytanie o powód nie miało sensu, przynajmniej nie tutaj, co rozumiał doskonale i nie miał najmniejszego zamiaru, by bezsensownie pytać, wiedząc, że nie uzyska się odpowiedzi.
    - Mogę iść. Jak słusznie zauważyłaś, nie mam zbyt wiele zajęcia… Nie chcesz może jeszcze trochę posiedzieć? Jest jeszcze wcześnie, noc nam nie ucieknie jeśli dopiję wodę – nie zaczętą, której nie miał zamiaru zaczynać – a Ty coś zjesz. Co Ty na to? – zapytał, siląc by propozycja nie brzmiała tak, by mogła czuć się urażona. W pewnym sensie czuł się zobowiązany pomagać Aileen. Możliwe, że uratowała mu życie, wyciągając go ze słońca, na którym mógłby się spalić bez jej interwencji. Chociaż tak naprawdę nie to było powodem, lecz jedynie głupawą wymówką.

    OdpowiedzUsuń
  119. Wiedźma, siedząca przed Aileen, rudowłosa, o imieniu Raisha... zmieszała się. Właśnie ona, której zdarzyło się t w życiu raz, w zapędach do dwóch. Przesunęła językiem po dolnej wardze, walcząc o to, by nie odwrócić spojrzenia, chociaż kosztowało ją to bardzo wiele. Postanowiła odmówić. Kategorycznie. Odmówić, chociaż pokusa była wielka.
    -Kogóż niby miałabym zagrać? - Usłyszała i zmarszczyła brwi. To były jej słowa? Niesamowite. Przecież chciała powiedzieć "nie, Ali. Przykro mi, muszę odmówić." No cóż. Westchnęła, przymykając błyszczące oczy. - Nie mogę pokazywać się aż tak publicznie, to niebezpieczne - zaoponowała, zupełnie bez sensu. Elfka z pewnością ją przejrzała, bez problemu.

    OdpowiedzUsuń
  120. Masz rację, cholera, pomyślała i była bardzo bliska wypowiedzenia tego na głos. Wciąż przeklinała w myślach słowa, które skierowała do Elfki chwilę wcześniej. Z jednej strony cieszyła się, że zadała owo pytanie, nawet nieświadomie, z drugiej była z tego faktu niezadowolona. Wolała mieć kontrolę nad sytuacją i sobą. Traktowała to niemal jak uderzenie Aileen w jej śliczną facjatę. Bezwiedne, ale w skutkach takie samo, jak zamierzone.
    -Rozumiem - odpowiedziała. Zabrzmiało to niemal pokornie. Spojrzała z wyrzutem na prawie pusty kubek, zrzucając całą winę na trunek, którego dolała do wywaru. - Zawsze unikałam publicznych wystąpień - dodała, tym razem normalnym tonem. - Wrodzona ostrożność. - Mimo wcześniejszych oskarżeń dopiła napar i odstawiła naczynie na stolik. - Anioła? - uniosła brwi. I uśmiechnęła się, uśmiechem z pomieszaną goryczą i rozbawieniem. - Doskonały pomysł. Trzymam sztamę z Aniołami - mruknęła, nie szczędząc sobie ironii. Przy okazji wykonała znaczący gest ręką, podążając wzrokiem ku kufrowi, który wskazała Aileen.

    OdpowiedzUsuń
  121. Wynn nie lubił okazywać nadmiernej dobroci. Po pierwsze była głupia, a po drugie piekielnie niepraktyczna. I sensowna tylko w przypadku prób wyplątania się z kłopotów i to w połączeniu z wzrokiem zbitego zwierzątka, kiedy ma się szesnaście lat. Nie sześćdziesiąt.
    Jako, że żadna z owych, wymienionych sytuacji nie występowała, z nadmiarów dobroci zrezygnował bardzo szybko, nie widząc w nich najmniejszego nawet sensu.
    - W sumie to nie zamierzam, o czym obydwoje wiemy – rzekł leniwie, wstając powoli i narzucając na grzbiet ciemnoszary, gruby płaszcz. Ziąb ostatnich dni doprowadzał go do szału i zaganiał do ciepłych karczm i ludzkich domostw. Mimo oczywistej niewrażliwości na chłód, nienawidził tej pogody bardziej niż zimowej zawiei. Chociaż nie. Zawiei też nienawidził. Podzielił się w kilku słowach swoją niechęcią do jesiennego chłodu z elfką i zaczekał na nią przy drzwiach, ziewając cicho. Wcześnie jeszcze było. Odkąd się obudził, jakieś pół godziny temu, zdążył jedynie posiedzieć chwilę w karczmie
    - Wyjątkowe uczucie powiadasz? Pociąg do lasu i Aileen? A nie wynika on czasem z spożycia jakiś leśnych grzybków? Bo w inny powód nie uwierzę. – Jego śmiech poniósł się uliczką, gdy zmierzał wraz z Aileen ulicą prowadzącą do bram miejskich, a dalej - do lasu.

    OdpowiedzUsuń
  122. - Ale.. ja się wspaniale wtapiam w tłum i nie będę się musiał przebierać.. - próbował się wymigać gestykulując przy tym.
    - No własnie o ciebie chodzi.. Cymbale. Idź szukać naszej elfki. Później pomarudzisz - mruknęła popychajac mężczyznę przed siebie.
    - Jakoś sobie poradzimy - westchnęła spoglądając, jak Drawen się oddala.

    OdpowiedzUsuń
  123. Powróciła wzrokiem ku Aileen, czując na sobie jej badawcze spojrzenie. Odwzajemniła je, z podobną intensywnością, nie mając pojęcia, jak komicznie musiały wyglądać, mierząc się nawzajem badawczym wzrokiem. Wypuściła powietrze przez nos, chcąc dać upust swojemu niezadowoleniu z własnej "porażki", czy raczej pokusy, której uległa.
    -O, proszę - powiedziała, rozkładając ręce. - Męskie postacie. Toż to będzie zniewaściały Anioł - podsumowała, kładąc dłonie na kolanach, co zmusiło ją do delikatnego pochylenia się w stronę Elfki, a jej ton stał się niemal konspiracyjny. Roześmiała się. - Czy widzisz, do czego mnie zmuszasz? - żachnęła się, starając się zachować całkowitą powagę. - Uległam ci, wiedźmo!

    OdpowiedzUsuń
  124. Radiowóz zatrzymuje się przed wielkim, grubym murem. Nad nim widzisz dumnie wznoszący się budynek. Funkcjonariusz policji otwiera tylne drzwi samochodu. Wyciąga Cię na zewnątrz. Nadal masz zakute w kajdanki ręce. Rozglądasz się wokoło. Zupełnie nie wiesz gdzie jesteś. To miejsce nie przypomina tego, w którym byłeś ostatnio, nawet płyty chodnikowe wyglądają inaczej. Według niektórych służb taka terapia szokowa ma nakłaniać do zmian.
    Jeden z policjantów pchnął cię do przodu. Idziesz przed siebie. Zbliżasz się do czarnej, żelaznej bramy. Przy niej zatrzymuje Cię drugi funkcjonariusz. Za bramą stoi dwóch mężczyzn o szerokich barkach ubranych w granatowe mundury. Na piersi po prawej mają małe tabliczki z nazwiskami. Gdzieś z oddali idzie mężczyzna w czarnym garniturze. Poważny i wyprostowany. Brama się otwiera i wpuszczają Cię do środka. Policjanci ściągają ci kajdanki. Jeden z nich życzy Ci miłej zabawy w Szkole dla Trudnej Młodzieży.

    Szkola-Dla-Trudnej-Mlodziezy.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń