Nazywają je Miastem Straceńców.

Graleyn nie należy do ludzi. W tym niepozornym miasteczku dzieje się więcej, niż sobie wyobrażasz. W cieniu starych murów kryją się istoty, które nie powinny istnieć. Siedzą w karczmie i piją wino. Prowadzą warsztaty i sklepy. Ludzie nie mają nic przeciwko… Głównie dlatego, że nie wiedzą o tym, iż miasteczko jest stolicą świata nadnaturalnego. A to, że czasem ktoś zniknie...

No cóż, zdarza się.


wtorek, 24 lipca 2012

Mrok zawsze chowa się przed światłem część pierwsza

Na wstępie pragnę poinformować iż pierwsze opowiadania nie będą wiązać się z blogiem są one tylko po to by wyjaśnić co postać robiła przed przybyciem tu. Miłego czytania

~dwieście pięćdziesiąt lat po wielkiej bitwie~


Chłopak o srebrzystych włosach biegł przez pola i lasy. Słońce kroczyło ku zachodowi wywołując na niebie znajome kolory purpury i pomarańczu. Widok ten zawsze zachwycał Dantego lecz nie teraz, miał przed oczami coś ważniejszego niż oglądanie malowniczego krajobrazu, bo oto przed nim stawała niezwykle ważne zadanie. On jako demon miał się stać łowcą tych którzy zapuścili się na tereny świata ludzi. Przyjęcie do bractwa łowców było z pozoru proste, wystarczyło odnaleźć głowę bractwa i pokonań go w równej walce. Teraz chłopak biegł w kierunku w którym był pewien że odnajdzie obozujących łowców. Nie mógł on jednak przywoływać swego miecza więc zrobił to zanim ruszył oraz zmniejszył go na tyle by wyglądał jak zwykły obusieczny oręż. Miał on na sobie skórzaną zbroję która była na tyle lekka i na tyle nie krępowała ruchów iż mógł bez problemów zwinnie poruszać się po terenie leśnym. Zatrzymał się nagle gdyż zobaczył w oddali mały płomyk. Przyjrzał się cieniowi który poruszał się po obozowisku. Był on jednak za daleko by być wyraźnym więc chłopak ruszył znów lecz tym razem każdy krok stawiał ostrożnie. Lekko przygarbiony ze czerwonymi tęczówkami o źrenicach kocich i czarnych białkach mógł przypominać wielkiego wilka który właśnie zobaczył swą ofiarę. Skradał się zwinnie a kroki stawiał niezwykle ostrożnie i cicho Gdy w końcu był blisko obozowiska przez myśl przeszło mu soczyste przekleństwo. W obozie była tylko kobieta niezwykłej urody i najwyraźniej czekała na niego. Dante splunął przed siebie po czym wszedł w krąg światła. Kobieta miała rude włosy ładna delikatna twarz i zielone tęczówki mogły by poruszyć nie jednego chłopa. Dante stojąc w świetle przypominał bardziej drapieżnika niż człowieka. Nie zrobiło to większego wrażenia na kobiecie wręcz przeciwnie uśmiechała się zadziornie, pewna iż nic jej nie zrobi.
-Witaj Demonie- Powiedziała pewna siebie. Chłopak pobladł, nikt od czasu wielkiej bitwy, którą w legendach ochrzczono walką bogów nie rozpoznał go po samych demonicznych oczach. Nie miał on w tedy bowiem ludzkich oczu. Nie potrafił tak dobrze kształtować swej ludzkiej powłoki.
-Kim żeś jest pani?- spytał twardym akcentem jak by on sam był wyuczony innego zupełnie obcego języku. Kobieta jednak się roześmiała a jej oczy rozbłysły, w tym samym momencie przed kobietą stanęła prawdziwa postać Dantego. Kobieta zrobiła krok do tyłu a jej oczy jak by rozbłysły z zachwytu. Miecz którzy przed chwilą był dopasowany do ręki ludzkiej już po chwili stał się ogromną czarną klingą dopasowaną do ogromnej łapy demona.
-Jak śmiesz wywoływać mą postać wiedźmo- Zatoczył okrąg mieczem niszcząc przy tym sporo drzew by już po chwili ostrze ze świstem sunęło w stronę kobiety jednak to nie dotknęło jej. Zatrzymało się parę cali od jej głowy.
-Rzeźnik z Azgardu- powiedziała jak by do siebie po czym odsuwając się puściła miecz który wzbił w powietrze obłoki dymu. Dante nie podnosił swej broni, po prostu posłał wielką łapę w jej stronę i pochwycił ją by zbliżyć do jego głowy.
-Skąd niby mnie znasz? Już dwa stulecia minęły od kąt jakikolwiek śmiertelny mnie rozpoznał- Odezwał się podwójny gardłowy głos.
-Żartujesz sobie czy jak? To ty nauczyłeś licznych kowali jak zaklinać klingi by walczyć z demonami- powiedziała z urazem dziewczyna w tym momencie Dante odstawił ją a sam zmienił swa postać w ludzką. Wciąż jednak oczy pozostawał demoniczne. Miecz wciąż miał swe oryginalne rozmiary, chłopak spojrzał na niego i wypowiedział formułę która była wyryta na mieczu. Dźwięk mowy demonicznej, był niezwykły, tajemniczy i jak by się w niego słuchać to wszystkie włosy na karku stawały dęba. Runy na mieczu rozbłysły i już po chwili miecz był dopasowany do ręki ludzkiej postaci. Kobieta patrzyła przez chwilę na runy podchodząc bliżej/
-A więc to są te słynne runy demoniczne, cóż one znaczą?- spytała wyraźnie zainteresowana
-Na pohybel skurwysynom!- Powiedział poważnym tonem głosu po czym roześmiał się, lecz żart w ogóle nie śmieszył kobiety. Zrobiła nadąsaną minę a chłopak tylko włożył miecz do pochwy na plecach.
-Twa matka była czarownicą. Nieprawdaż?- spytała lekko oschłym głosem.
-Tak lecz skąd ty możesz o tym wiedzieć?- zmierzył ją wzrokiem po czym podszedł do ognia by ciepło bijące od niego delikatnie smagał go policzkach.
-Mam od ciebie więcej lat. Chłopczyku- powiedział i to ona tym razem się roześmiała.
-Dla demona taka różnica to jak trzy lata między ludzkimi szczeniętami- prychnął.
-Oj już dobrze skończmy się licytować- Kobieta podeszła do Dantego, położyła bezceremonialnie obie ręce na skroniach i wyszeptała formułę czaru który po chwili już zaczął działać, jego oczy stały się ludzkie lecz kolor tęczówek nie był spotykany u żadnego człowieka. Noc już zapadła a Dante zapomniał o swej misji, Usiedli razem przed ogniskiem, kobieta przedstawiała się jako Callista i poprosiła Dantego by ten opowiedział jej o swej historii, historii o braciach o których śpiewało się ballady w karczmach.

C.D.N

~~~x~~~
Dante
~~~x~~~

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz