Okrągła, dziecięca buzia nie
wyrażająca żadnych emocji. Długie, smoliście czarne włosy okalająca anielską
twarzyczkę dziewczynki. Huśtawka, na
której siedzi skrzypi miarowo gdy się kołysze. W przód i w tył. Znów w przód i
w tył…
Kawałek dalej bawią się inne dzieci. Śmieją się głośno, nie zauważyli siedzącej na huśtawce samotnej dziewczynki, która nie mogąc się zdecydować mnie w dłoniach lalkę z czerwoną kokardą pod szyją, którą kiedyś znalazła. W końcu zeskakuje z huśtawki i niepewnym krokiem podchodzi do dzieci. Są w jej wieku. Na pewno żadne z nich nie ma więcej niż sześć lat.
- Czy… czy mogę się z wami pobawić…? – Spytała drżącym z niepokoju i obawy głosem.
Dzieci potrafią być okrutne…
Wszelki śmiech ucichł. Na twarzach pozostałych pojawił się grymas strachu i złości.
- To ona… - szeptały między sobą, obrzucając wrogimi spojrzeniami dziewczynkę. W bladych oczach bez źrenic pojawiły się łzy. Ktoś rzucił w nią garścią piasku. Ktoś inny jeszcze krzyknął i zerwali się do ucieczki.
- Proszę, zostańcie ze mną… - Szepnęła – Nie chcę być sama… - W świetle zachodzącego słońca cienie na ziemi malały, kiedy grupka dzieci uciekała w panice.
Kawałek dalej bawią się inne dzieci. Śmieją się głośno, nie zauważyli siedzącej na huśtawce samotnej dziewczynki, która nie mogąc się zdecydować mnie w dłoniach lalkę z czerwoną kokardą pod szyją, którą kiedyś znalazła. W końcu zeskakuje z huśtawki i niepewnym krokiem podchodzi do dzieci. Są w jej wieku. Na pewno żadne z nich nie ma więcej niż sześć lat.
- Czy… czy mogę się z wami pobawić…? – Spytała drżącym z niepokoju i obawy głosem.
Dzieci potrafią być okrutne…
Wszelki śmiech ucichł. Na twarzach pozostałych pojawił się grymas strachu i złości.
- To ona… - szeptały między sobą, obrzucając wrogimi spojrzeniami dziewczynkę. W bladych oczach bez źrenic pojawiły się łzy. Ktoś rzucił w nią garścią piasku. Ktoś inny jeszcze krzyknął i zerwali się do ucieczki.
- Proszę, zostańcie ze mną… - Szepnęła – Nie chcę być sama… - W świetle zachodzącego słońca cienie na ziemi malały, kiedy grupka dzieci uciekała w panice.
And does he notice my feelings for him?
And will he see how much he means to me?
I think it's not to be…
And will he see how much he means to me?
I think it's not to be…
Usteczka dziewczynki zacisnęły się w
wąską linię z determinacji. W drugiej rączce trzymała mały nożyk znaleziony w
szufladzie. Wpatrywała się w drobną piąstkę. Uniosła nożyk, próbując wbić go
sobie w dłoń. Ciemność odbiła ostrze, ochraniając jej białą skórę przed ciosem.
Nożyk upadł na podłogę. Dziewczynka spojrzała na wiszący na ścianie portret
pięknej, ciemnowłosej kobiety. Jej mamy.
- Nie rozrzucaj rzeczy. Gabi. – Próg małej, skromnie urządzonej kuchni przekroczył wysoki mężczyzna o ciemnych włosach. Był bardzo podobny do matki dziewczynki.
- Czy zranienie boli? – Spytała dziewczynka podnosząc na niego wzrok. Przykucnął obok niej i uśmiechnął się lekko.
- Owszem, trochę boli. Jednak z biegiem czasu ból mija, a rana się goi.
Dziewczynka wpatrywała się w mężczyznę słuchając jego słów. Nie znała bólu. Jej skóra nigdy nie została zraniona. Zawsze broniła jej ciemność.
- Jednak są rany, które czasami nie mogą się zagoić.
- Jakie?
- Rany na sercu, kochanie…
- Nie rozrzucaj rzeczy. Gabi. – Próg małej, skromnie urządzonej kuchni przekroczył wysoki mężczyzna o ciemnych włosach. Był bardzo podobny do matki dziewczynki.
- Czy zranienie boli? – Spytała dziewczynka podnosząc na niego wzrok. Przykucnął obok niej i uśmiechnął się lekko.
- Owszem, trochę boli. Jednak z biegiem czasu ból mija, a rana się goi.
Dziewczynka wpatrywała się w mężczyznę słuchając jego słów. Nie znała bólu. Jej skóra nigdy nie została zraniona. Zawsze broniła jej ciemność.
- Jednak są rany, które czasami nie mogą się zagoić.
- Jakie?
- Rany na sercu, kochanie…
And will we ever end up together?
No, I think not, it's never to become
For I am not the one…
Siedząc na murku wysokiej wieży pod
nogami miała jedynie przepaść. Ocierała łzy małą piąstką, trzęsąc się od
wstrzymywanego szlochu.
Ciemność powstała. Odbiła noże lecące w jej kierunku. Wbiły się w pierś napastnika. Gabi obejrzała się. Jej oczy rozszerzyły się z przerażenia i niedowierzania.
Ciemnowłosy mężczyzna opadł na ziemię. Z jego piersi i ust płynęła gęsta krew. Gabi podbiegła do niego i przyklęknęła obok.
- Dlaczego… dlaczego?!
- Tak kazał twój ojciec… - Wychrypiał mężczyzna. – Przyjąłem rozkaz. Sądziłem, że możesz być pamiątką po mojej drogiej siostrze. Chciałem cię pokochać. Jednak zawsze cię nienawidziłem. I zawsze tak będzie.
Odchylił poły kamizelki, którą miał na sobie. Pod spodem tkwiły ładunki wybuchowe które można było kupić u alchemika.
- Umrzyj… proszę. – Szepnął mężczyzna i rozbił jedną z buteleczek. Dachem wieżowca wstrząsnęła eksplozja.
Głośny krzyk i płacz skrzywdzonego dziecka. Nigdy nie kochanego dziecka. Samotnego dziecka….
Ciemność powstała. Odbiła noże lecące w jej kierunku. Wbiły się w pierś napastnika. Gabi obejrzała się. Jej oczy rozszerzyły się z przerażenia i niedowierzania.
Ciemnowłosy mężczyzna opadł na ziemię. Z jego piersi i ust płynęła gęsta krew. Gabi podbiegła do niego i przyklęknęła obok.
- Dlaczego… dlaczego?!
- Tak kazał twój ojciec… - Wychrypiał mężczyzna. – Przyjąłem rozkaz. Sądziłem, że możesz być pamiątką po mojej drogiej siostrze. Chciałem cię pokochać. Jednak zawsze cię nienawidziłem. I zawsze tak będzie.
Odchylił poły kamizelki, którą miał na sobie. Pod spodem tkwiły ładunki wybuchowe które można było kupić u alchemika.
- Umrzyj… proszę. – Szepnął mężczyzna i rozbił jedną z buteleczek. Dachem wieżowca wstrząsnęła eksplozja.
Głośny krzyk i płacz skrzywdzonego dziecka. Nigdy nie kochanego dziecka. Samotnego dziecka….
~*~
- And will we ever end up together? No, I think not, it's never to become. For I am not the one… - Nucąc słowa ukochanej piosenki cichym głosem przypominającym ruch skrzydeł motyla na wietrze obserwowała, jak dwóch mężczyzn znęca się nad innym. Widziała wypływającą z ran krew. Słyszała jego krzyk brzmiący jak muzyka w jej uszach. Ciemność go dotknęła. I w tej chwili oddał swojego ducha krainie umarłych…
~*~
| By Aoi-kochou ~*~ Wiek: 19 lat Rasa: Nieznana Znaki szczególne: Oczy bez źrenic i tęczówek. Całość pokrywa białko. Na plecach tatuaż przedstawiający dwie czarne róże. Charakter: Nie znana jest jej miłość czy jakiekolwiek inne uczucia. Nie rozumie ich i raczej nigdy nie zrozumie. Jest na swój sposób egoistyczna. Cicha, spokojna, rzadko się odzywa. Nie zna bólu, chyba, że chodzi o ból serca. |
(Witam wszystkich :) Na wątki i powiązania jestem jak najbardziej chętna :) Wątki im dłuższe, a powiązania im bardziej poplątane, tym lepiej :D)
(Witaj :). Jestem chętna na wątek, więc mam pytania co do tego; czy nasze postacie się znały i gdzież można twą postać spotkać.)
OdpowiedzUsuń[ Dumam i dumam nad jakimś wątkiem... Hm, albo jakimś powiązaniem, nawet jeśli Gabrielle tak nie za bardzo do ludzi to mogli kiedyś tam na siebie trafić... Kurde. Nie wiem, nie myślę. Ledwo wstałam i mój móżdżek nie pracuje najlepiej jeszcze, a przypadkowe spotkania cosik mnie ostatnio nudzą.]
OdpowiedzUsuńSłońce prażyło niemiłosiernie, gdy ruda dziewczyna przedzierała się między drzewami i krzewami, by dotrzeć do swego ulubionego miejsca na terenach Graleyn. Jezioro. Uwielbiała spędzać przy nim czas, odpoczywać, medytować. Przepiękne miejsce.
OdpowiedzUsuńTego dnia zdawało jej się być zbawieniem. Miała zamiar ochłodzić w nim swe ciało.
Szła powolnym krokiem, a głowę miała jak zwykle w obłokach, więc nie gdziwen, że potknęła się nieraz o wystające korzenie, kamienie.
O czym tak myślała? O wszystkim. Panna Heshtje zawsze się przejmowała nawet małymi drobnostkami. Ostatnimi czasy zaczęła ćwiczyć panowanie nad swą mocą. Ciężka przed nią droga, ale wierzyła, że się uda. W przeciwnym razie stanie się odwrotnie...
Kiedy dotarła w końcu do brzegu jeziora, usiadła na jednym z dużych kamieni. Wcześniej oczywiście podkasała zieloną suknię.
Uwielbiała kolor trawy. Dość często właśnie ubierała się tak, by wtopić się w tło, choć płomienne włosy kontrastowały.
Zdjęła buty, potem zanurzyła bose stopy w wodzie. Jezioro jak lustro odwzorowało jej odbicie, choć drżało ono lekko, ponieważ dziewczyna burzyła delikatnie toń wody. W duchu powstrzymywała się, aby nie zdjąć ubrań i zniknąć w wodzie.
Rudowłosa kochała pływać. Mogłaby spędzić tak cały dzień, aż braknie jej sił.
Westchnęła cicho oraz przymknęła oczy odchylając się troszkę do tyłu, uważając by się nie przewrócić. Zastygła w tejże pozycji długą chwilę.
[ Mogę się zapytać, czy te urywki były czymś inspirowane, bo normalnie przypominają historię jednego bohatera z pewnego anime, które oglądałam kiedyś...
OdpowiedzUsuńA tak poza tym: Witam i błagam o wącisza!
Podpisano:
Szalony Grabarz]
[ Tak myślałam :3. Historia jest strasznie podobna (Jak nie nieco zerżnięta :).]
OdpowiedzUsuńChyba tylko jedna osoba, mieszkająca w Graleyn od urodzenia, była zadowolona z przychodzenia na cmentarz.
Owa osoba zgrabnie, tanecznym wręcz krokiem omijał nagrobki, co jakiś czas wykonując obrót.
Wyglądał jakby tańczył.
Sam widok tego mężczyzny przyprawiał dorosłych o dreszcze, a dzieci o napady histerii. Ludzie twierdzili, że jest szalony, świrnięty i opętany przez diabła, co sprawiało że nie jeden człowiek się go bał.
A on? On się tym nie przejmował.
On dalej z uśmiechem kopał doły na nowe groby, szykował klientów i przygotowywał nagrobki.
Nadal z uśmiechem mijał groby, pogwizdując radośnie a czasem nawet śpiewając cicho ballady.
Nadal patrzył dobrze na świat, przepełniony śmiercią i trupami...
I mimo, że był taki radosny, prawdą było, że był szalony. Z zachwytem patrzył na krew i swoją i innych. Wnętrzności ludzkie wprawiały go w fascynacje. Bez powodu wybuchał niepohamowanym, szaleńczym śmiechem. Nie raz mamrotał do siebie. Atakował, gdy choćby jedno złe słowo powiedziano o jego bracie. Zazwyczaj izolował się od ludzi... Ile to trwało? Około dwunastu lat.
Ale wracając do historii, mimo brzydkiej pogody, nasz bohater zwący się Necro Green, będący miejscowym Grabarzem z dziada, pradziada, tanecznym krokiem mijał nagrobki.
W końcu przy jednym przystanął, zrzucił z niego zeschnięty bukiet kwiatów i położył świeże, białe kwiaty...
[To myśl... Ja też myślę, choć z trudem. ]
OdpowiedzUsuń- No to sobie jednak nie popływam - mruknęła do siebie oraz wyprostowała się na kamieniu.
OdpowiedzUsuńObserwowała wydarzenie ze stoickim spokojem. Może gdyby dziewczyna była jej znajomą, pobiegła by na pomoc, choć na nią samą za praktykowanie magii i inne pierdółki też by wyskoczyli.
Wpatrywała się w mrok zawiedziona, że nie ujrzała żadnej krwawej sceny. Zawsze ekscytował ją widok szkarłatnej cieczy i krzyki przerażonych ludzi. Ludzi!
Jak ich nienawidziła ... za wszystkie wyrządzone krzywdy wszystkiemu, co się od nich pod jakimś kątem różni. Nie dziwne, że zabijanie ich na zlecenie, czy bez, daje satysfakcję.
Nie drgnęła nawet, kiedy nieznajoma podeszła do wody.
Nigdy nie miała kłopotów z nawiązaniem kontaktów, ale dziś ją coś chamowało. Może przez niezwykłe oczy dziewczyny?
"Jak ona kurde widzi? Ciekawe czym jest " zastanawiała się taksując ją wzrokiem.
Wyjęła nogi z jeziora, potem zaczęła iść wolnym krokiem w kierunku dziewczyny. Nie chciała wystraszyć, ani nie miała złych zamiarów, jedynie ciekawość nowych w mieście pożerała Hesh od środka.
Ostrożnie stawiała kroki trochę plącząc się w sukience, która przylegała do mokrej skóry.
- Witaj - szepnęła do nieznajomej. Rudowłosa prawie nigdy nie unosiła głosu, tylko mówiła na skraju słyszalności, zmuszając do skuupienia się słuchacza, albo olania jej zupełnie.