There's a devil waiting outside your door.
Imię: Vivien
Nazwisko: Lassila
Pseudo: Viv
Wiek: 20 lat
Rasa: Człowiek z domieszką
Jesteś tak samo zła, jak matka...
Ta Moc to Instynkt - czujesz zagrożenie, rozumiesz?
..tak samo popieprzona, jak twój braciszek..
Już nigdy nie poczujesz spokoju duszy...
Zielone oczy, zacięte usta, wyzywający uśmiech..
Jesteś pewna, że tego chcesz?
Czarownica! Wiedźma! Strzyga! Diablica!
Nie będziesz mogła wrócić do domu...
...Wynoś się, rozumiesz?! Wynoś się!
Możesz oddziaływać na emocje innych...
Znajdźcie ją... I zabijcie.
Tak, to Ona.
Profesja: wolny strzelec (ima się każdego zajęcia)
Moce: - Instynkt, ultrawrażliwy na każde niebezpieczeństwo
- potrafi wpływać na emocje innych ludzi, widzi ich aury
Zwierzęta: - czarne motyle, pojawiające się, gdy tylko użyje Instynku
- czarny wilk Vorx, trzymający się z boku, lecz zawsze w zasięgu wzroku pani
Dodatkowo:
- od pewnego czasu, po spotkaniu z tajemniczym magiem Vorx towarzyszy Vivien nie tylko w wilczej postaci, ale także jako człowiek; okazało się bowiem, że został on dawno temu zamieniony w wilka za karę za krzywdy, które wyrządził innym
Dodatkowo:
- od pewnego czasu, po spotkaniu z tajemniczym magiem Vorx towarzyszy Vivien nie tylko w wilczej postaci, ale także jako człowiek; okazało się bowiem, że został on dawno temu zamieniony w wilka za karę za krzywdy, które wyrządził innym
[Witam! Pierwszy raz na takim blogu, nie pierwszy raz w takim świecie. Wybaczcie, że krótko. Vivien nie lubi mówić o sobie, zdradzać swojej przyszłości. Ale lubi siebie.]

Siedziała pod swym ulubionym dębem wsłuchana w leśne odgłosy, które były dla niej ukojeniem.
OdpowiedzUsuńRozluźniła się i przymknęła powieki. Niespodziewała się nikogo, to też czuła się raczej bezpiecznie.
Ułożyła się wygodnie na trawie. Suknia zlewała się z jej kolorem, natomiast płomienne włosy kontrastowały.
Dziewczyna wuielbiała zaciszne miejsca.
Słysząc czyjeś kroki, podparła się na łokciach. Dostrzegła dziewczynę w czerni, więc czym prędzej wstała i przeciągnęła się leniwie.
OdpowiedzUsuń- Witaj nieznajoma. Cóż tak błądzisz wśród tych pięknych drzew? - odezwała się po chwili. Uniosła kątki ust w lekkim uśmiechu.
Przechadzała się właśnie między drzewami. Taki samotny spacer po lesie. Nagle kilka metrów przed nią przemknęła czarna sylwetka. Uśmiechnęła się nikle. Wilki w tej okolicy nie były nowością. Ale czuła, że ten nie był jakiś zwyczajny. Tuż za nim szła Kobieta. Zapewne jego Pani. Podeszła do Niej bezszelestnie - nie boisz się po obcych terenach chodzić całkiem sama? - głos Dilexi lekko zawibrował w powietrzu. Był słyszalny tylko dla Dziewczyny.
OdpowiedzUsuń- Rozumiem. W końcu to piekne miejsce. Mieszkasz w Graleyn? Nie miałam okazji cię jeszcze spotkać - wyznała cicho.
OdpowiedzUsuń- Jestem Heshtje, Hesh - przedstawiła się i od razu ścisneła delikatnie jej dłoń.
Jak zwykle przedstawiła się swym przydomkiem. Po co komu znać jej prawdziwe imię? Wydawało jej się zbyt wyniosłe oraz miała wrażenie, że do nie nie pasuje.
Prawdę mówiac wcześniej nie znała wcześniej swego nazwiska, więc nadala sobie sama. Heshtje - to nie znaczy nic innego, jak cisza po albańsku bodajże. Oczywiście dziwnie to brzmi, kiedy ujawnia swe pochodzenie.
Nie ufała bym tak miejscom,których nie znasz - uśmieszek nie znikał z Jej twarzy - bo różnie może bywać. Człowiek lub nie człowiek nigdzie nie powinien czuć się bezpiecznie. No chyba, że we własnym domu, ale i to czasami zawodzi - oparła się o drzewo - a ten, kto się niczego nie boi, jest po prostu głupcem.
OdpowiedzUsuń- Więc skąd przybyłaś? - dopytywała się z ciekawości.
OdpowiedzUsuń- Jestem Polską, która przybyła tutaj kilka miesięcy temu, a czuje się, jakby mieszkała wieki. To tak po króce - wyznała.
Rudowłosa nie zaliczała się do zwykłych ludzi. W niej drzemie moc maga elektryczności.
- Francja... Sekwana hm... - rozmarzyła się, ale zaraz powróciła na Ziemię - Byłam!.
OdpowiedzUsuń- A no tak. Graleyn, to miasto cudaków. A ty kimże jesteś? Wybacz, że tak bez ogródek. Jestem po prostu ciekawa.
Uśmiechnęła się łagodnie.
- Jestem dość kiepskim magiem elektryczności - w dowód tego pstryknęła palcami. Pojawiły się figlarne iskierki
OdpowiedzUsuń- E... przesadzasz - mruknęła i wytarła ręce o sukienkę, by błyski zniknęły.
OdpowiedzUsuń- Rany ... Potrafisz też przyszłość przepowiadać? Podróżować w czasie? - rzucała pytaniami podekscytowana.
- Wiem.. mam dzisiaj głupawkę.. taa...
Uspokoiła się trochę i spojrzała przed siebie.
- Jakaż jest twa profesja?
- Szkoda... albo nie! Czasem jest jednak ciekawiej, kiedy nie zna się przyszłości - wyznała cicho.
OdpowiedzUsuńastanowiła się dłuższą chwilę, nim odpowiedziała - jestem malarką. Kiedy jest krucho z pieniędzmi, podejmuję się zadania. Mianowicie.. zabicia kogoś - mówiła powoli spoglądając na nią uważnie. Obawiała się jej reakcji.
- Zależy od ofiary. Jeśli była jakąś.. szychą z szlachty, to owszem. Wyznam, że do tej pracy mam mieszane odczucia. Miałam z tym skończyć, ale było przez moment krucho, no i mam swoje dziwadztwa - wyznała. Później dziwiła się długo temu, że zwierzyła się dopiero poznanej osobie.
OdpowiedzUsuńUśmiechnęła się niemrawo.
- Wyrzuty sumienia? Skąd! Dobry, czy niedobry człek.. Wszystko jedno, tylko żeby nie należał do kręgu moich znajomych. Przed przyjazdem tutaj, było mi łatwiej. Nie zawierałam znajomości, byłam odludkiem. Nic mnie nie krępowało oraz nikt się o mnie nie martwił. Wyznam, że lubię zapach krwi, ból, strach ofiary, chłód ostrza w ręce ... Takie moje dziwactwa, których nie potrafię się pozbyć. Za bohatera się ne uważam, tylko pokrakę - rozgadała się.
OdpowiedzUsuńSpojrzała na srbrny glob i gwiazdy towarzyszące z lekkim uśmiechem.
- Mam wrażenie, że się na mnie gapią...
- Nie, nie.. dziękuję. Nienawidzę chmielu i alkoholu też nie piję, chociaż... na wino się parę razy skusiłam - mówiła machając energicznie ręką w geście protestu.
OdpowiedzUsuń- Tyle się napaplałam, to teraz twoja kolej...
- No to jak uważasz. Też mam czasem problem z mówieniem o sobie, ale jakoś... przy tobie paplam i paplam - zachichotała.
OdpowiedzUsuń- Może się gdzieś przejdziemy? Co ty na to? Zwiedziłaś już całe Graleyn?
- Pewnie. Z odludnych miejsc, to ja sobe upodobałam jezioro, dzikś plażę nad morzem, wąwozy, góry, lasy. Jeżeli wolisz gwar i chcesz się spotkać z innymi nadludziami, to zapraszam do karczmy Elhyr - wyliczała na palcach.
OdpowiedzUsuń- No ... dość daleko, ale można na to znaleźć sposób. Lubisz, czy miałaś kiedykolwiek styczność ze smokami? - mówiła powoli przemyślając każde słowo. Ruszyła w stronę polany.
OdpowiedzUsuń- No ... nie. Przyjaźnię się, choć nasze relacje są pokręcone jak nie wiem ... - zachichotała.
OdpowiedzUsuń- Kręci się gdzieś tutaj, w pobliżu - oznajmiła rozglądając się dookoła, kiedy weszły na polanę.
- Zawołać?
Tchórzem nie jestem - mruknęła ochryple - ale są rzeczy, może nie których się boje, ale o które - bawiła się ozdobą w wardze. - Mnie zwą Dilexi. I mieszkam tu, w lesie. No może nie dokładnie w tym miejscu, ale wolę zaciszne lokacje. Nie lubię mieszkać wśród ludzi - potarła kącik oka.
OdpowiedzUsuńZagwizdała z całej siły. Po krótkiej chwili powstał potężny wiatr, a słońce zasłoniło wielkie, złote cielsko.
OdpowiedzUsuńAmon powoli wylądował na polanie. Złożył skrzydła oraz uchylił łeb do dziewczyn.
- A otoż i Amon w swej gadziej postaci - powiedziała radośnie się usmiechając.
" A dzięki, dzięki " odpowiedział jej telepatycznie. Spoglądał na dziewczynę z rozbawieniem w oczach. Otworzył pysk ukazując ostre kły.
OdpowiedzUsuńCiekawe czy Vivien zdawała sobie sprawę, że Amon jest w części też człowiekiem.
Zaśmiała się cicho widząc jej reakcję.
OdpowiedzUsuń- W ludzkiej postaci i owszem - powiedziała.
Gromki śmiech zabrzmiał w głowie Vivian. Smok zniżył głowę aż do ziemi, by dziewczyny mogły wdrapać się nań.
- Jak dolecimy na miejsce, to z nami trochę pobędzie - powiedziała spokojnie. Chwyciła liny z całej siły.
OdpowiedzUsuń- Trzymaj się. W górę!
- Uważaj! Nigdy nie wiadomo co.. - chciała dokończyć, ale gad specjalnie zaczął nurkować w powietrzu, a przed czubkami drzew znów leciał w górę.
OdpowiedzUsuń" Proszę bardzo" mruknął do rudowłosej w myślach.
- Czasami zachciewa mu się wygłupów - westchnęła i w tym momencie rozległ się głośny pomruk.
OdpowiedzUsuńPod nimi powoli zaczynało ukazywac się morze.
- Gdzie znajdziesz? A ja wiem? Zaprzyjaźniliśmy się, kiedy żem nie wiedziała o jego łuskowatej postaci. Jest wolny przezież... - wytłumaczyła.
OdpowiedzUsuń" Tak, już niedaleko" zaśmiał się głos w głowie Vivian.
- Teraz się mocno trzymaj -rzekła i sama przywarła do szyi smoka, kiedy mieli zaraz ostro lecieć w dół.
" Skoro ludzie są wolni, to i mnie coś się należy, co nie?" zwrócił się do Vivian. Wylądowali na plaży, gdzie burzące się fale uderzały niespokojnie o brzeg.
OdpowiedzUsuń- No to ... Draw, dołączysz do nas jako człowiek? - zwróciła się do smoka, po czym uśmiechnęła się do dziewczyny.
OdpowiedzUsuńGad skinał łbem i poczłapał w stronę lasu. Heshtje bez namysłu wparowała do morza, ale wcześniej odkasała sukienkę.
Spojrzała na Vivien i wybiegła z wody. Chwyciła ją za rękę oraz pociągnęła w stronę morza.
OdpowiedzUsuń- Chodź. On zaraz dołaczy...
- A kto tu jest normalny? - zapytał Drawen ochrypłym głosem.
OdpowiedzUsuńSiedział na plaży w czarnym płaszczu. Twarz przysłaniał kaptur.
- O! No i masz delikwenta... - zaśmiała się Hesh.
- Czasami ... - szepnął.
OdpowiedzUsuń- No idę, idę - powiedziała niedbale Hesh, która nie potrafiła sie rozstać z morzem.
- Nie, skąd! Tylko ... przyjaciółmi. Mam ukochanego - rzekła zgodnie z prawdą siadając obok nich.
OdpowiedzUsuń- Draw panuje nad ogniem - powiedziała spokojnie, na co Amon skinął głową.
- Mógłbyś pomóc?
Wstał i polazł w stronę lasu. " Ognisko, ale przenieście się bardziej na trawę" odpowiedział w myślach niosąc suche gałęzie.
OdpowiedzUsuń- Pomóc ci jakoś? - zapytała się rudowłosa układając drewno na stos.
OdpowiedzUsuń- Nie,nie. Zaraz się ogrzejemy - mruknął. Wprawdzie on sam nie zwracał uwagi na temperaturę.
Przykucnął jak najbliżej gałęzi oraz odchylił lekko kaptur, jednak twarz wciąż była w cieniu. Nie chciał by ją dostrzegły. Położył dłoń zakończona czarnymi pazurami na kawałku drzewa i szybko ją zabrał, gdy pojawił się ogień.
- Gotowe.
(Piszmy dłuższe komentarze, oki? :))
- Świetnie - rzekła zadowolona Heshtje przybliżając się do ogniska nad którym wzniosła ręce.
OdpowiedzUsuńSłysząc myśli Vivien, odwrócił się do niej. " A cóż by miało się dziać?" zabrzmiał jej głos w głowie przepełiony niekrytym zdziwieniem. Nie miał złych zamiarów.
"No.. jasne. Im częsciej będziesz to powtarzać, tym dłużej będę pamiętać. Cos się stało? Pomóc jakos?"
OdpowiedzUsuń- Y... tutaj? Przy plaży? Chyba nie. Radzę wynająć sobie pokój w karczmie, czy w jakiejs gospodzie. Nie jest drogo. To tak na początek - odpowiedziała siadając wygodniej. Szum morza nakłaniał ją do zapadnięcia w błogi sen.
"Jeśli będzie padać, to się zamienię w smoka i rozłożę skrzydła" zaśmiał się.
OdpowiedzUsuń- Jeżeli potrafisz taki wykonać, to nie ma problemu. Ja nigdy nie robiłam szałasu, choć podróżowałam sobie po Europie. To bierzemy tyłki w kroki i bierzemy się za ten nasz skromniutki domeczek..
- Szerokie liście? A skąd ci je tutaj wezmę? Nie jesteśmy w tropikach - mruknęła.
OdpowiedzUsuń- Będzie trzeba spleść strzechę - wypowiedziała swe mysli na głos zbierając, bądź urywając gałęzie wierzb.
- Te duże to.. e.. można na ściany - odezwał się mężczyzna.
- Iglaki... Palce mozna sobie nieźle pokłuć. Musza to być gałązki - wytłumaczyła stojąc pod wierzbą.
OdpowiedzUsuń- Ona ma dość cienkie i długie. Jakoś sobie poradzimy przecież.
- No pewnie, że delikatna! Wiesz jakie mam odciski od przymusowej pracy chwilowej w kopalni? - mówiła oburzona machając dłonią przed jej nosem.
OdpowiedzUsuń- No to .. szałas gotowy - mruknęła spoglądając na stertę zwalonych drzew i splecione gałęzie, co miały przypominać strzechę.
Odwrócił się w stronę dziewczyn, kiedy o nim wspomniały.
- Jak to się nie zawali na moim łbie, będzie pięknie - mruknęła wchodząc ostrożnie do szałasu.
OdpowiedzUsuń- A to sobie posłucham tym bardziej. Lubię plotki, ot co - zasmiał się mężczyzna, który wolnym krokiem zmierzał do morza.
- No masz! Mój pierwszy w życiu szałas i od razu się zapada, kurka! Lepiej chyba by bylo spać pod gołym niebem ... z komarami - marudziła okropnie.
OdpowiedzUsuń" Zależy czy mi się chce. Uwielbiam wbijać się i czytać wszystko z waszych myśli. Wiem, że to.. pogwałcenie prywatności, ale no cóż" Śmiał sie gromko głos w głowie Vivien.
"Z twojej głowy.. na przykład to, że się mnie obawiasz? Jakiś dziwny lęk od ciebie bije, moja droga" jego głos stał się chłodny, zimny jak lód.
OdpowiedzUsuń- Pomógł mi. Załatwił mi profesję - odpowiedziała szybko. Nie zamierzała zdradzać całej historii znajomości, poczynając własnie na poznaniu, a kończąc na odkryciu jego brawdziwej postaci.
- Tak, taaak... - potwierdził powstrzymując się od ziewnięcia.
- Taa.. zaraz się zmienię w smoczysko, pożrę cię i wypuję kości - powiedział śmiertelnie poważnie, po czym parsknął śmiechem.
OdpowiedzUsuń- Choćbym chciał, ona mi nie pozwoli - wskazał palcem na rudowłosą.
- Co, co? - odwróciła się Heshtje. Uniosła brew spoglądając to na Vivien, to na Drawena.
- Y... z tym to długa historia. Po króce jedynie wspomnę. Na początku myślałam, że jestem ot takim zwykłym człowiekiem. Kiedy przyjechałam do Graleyn, napadli mnie jacyś mężczyźni. Uratował mnie Marchewka. dowiedzielismy się, iż tych ludzi nasłał na mnie mag elektryczności - mój przeklety ojciec. chciał mnie zabić, by zmocnić siłe klejnotu. Zbiegem czasu moc pierścienia em... no.. po prostu wniknęła we mnie.
- Magia krwi, kochana. Nie zdziwię się, jeśli powybijał przez to całą moją rodzinę. Zresztą.. nic o nich nie wiem. Vito spalił wszystko co miał mój ojciec, zresztą jego też. Może w jego rzeczach by się coś znalazło... - wyznała spoglądając na pierścionek.
OdpowiedzUsuń- Ciekawe gdzieś ty był, panie Łuskowaty... - odezwała sie do meżczyzny.
- A to już moja... tajemnica.
- Ot co! Nie myślcie sobie, że podam wam się jak na tacy - parsknał śmiechem.
OdpowiedzUsuń- Ruszcie się dziewczyny cos robić... na prawdę teraz przy was czuje się staro. Wiem, że mam ponad sto lat, ale zlitujcie się! Chodźcie gdzieś albo co.. gonić się czy coo... - zaczał marudzić.
Odszedł od nich na pare metrów i zaczął sypać piaskiem.
- A! Nie! Ty... ty POTWORZE! - wydarł się, kiedy nie mógł dalej biec. Przyciągnął ją do siebie i objął.
OdpowiedzUsuń- Na to czekałaś?
Rudowłosa szła sobie za nimi powoli spoglądając to na nich, to na zburzone fale morza.
- Jak dzieci, jak dzieci.. - marudziła pod nosem kręcąc głową.
(Złote, kochana. Możesz jeszcze dodać, że brunet xD)
OdpowiedzUsuń- Za parę dni zniknie i będzie cacy. W końcu żem jest gad, no nie? - zaśmiał się cicho. Zabrał delikatnie jej dłoń z twarzy.
- Kusisz.. - szepnął zbliżając się na tyle, by czuć na sobie jej doddech i bicie serca. Wplątał palce w miękkie włosy, potem przechylił nieco głowę, aby pocałować.
- Gruuuu gruuu - próbowała nasladować gołębia.
[Na gorące piwo zawsze znajdzie się czas. ;>]
OdpowiedzUsuń[Mogą też przed karczmą, kiedy Agaton będzie wiązał konia.]
OdpowiedzUsuń- Gruuuu, gruuuu - darła się nadal. Zgięła ręce w nibyskrzydła i latała wokół nich.
OdpowiedzUsuńDrawen spojrzał na nią niepewnie, potem na Heshtje.
- A co z tą wariatką? Ciotkę przyzwoitkę bdziemy mieć? - zapytał śmiejąc się cicho.
- A ty mnie przecież prawie nie znasz... - szepnął, choć wyciągnął do niej ramiona spragnione jej dotyku.
To był długi dzień. Bardzo długi. Przerzucił nogę nad umięśnionym zadem ogiera i wylądował miękko na ziemi. Wysokie, skórzane buty wzbudziły obłoczek kurzu. Chłopak pogłaskał przyjaciela po chrapach uśmiechając się nikle pod nosem. Nie przypuszczał, że drugi dzień będzie cięższy od pierwszego. Dzieciaki w szkole zwracały większą uwagę na bójki niż na odpowiednie ruchy. Kiedy któryś robił coś lepiej albo wygrywał, od razu brali się za szmaty i tarzali w gnoju jak świnie.
OdpowiedzUsuńKlepnął dwa razy smukła szyję i zaczął przywiązywać wodze do pachołka. Zamarł słysząc kobiecy, nieco bełkotliwy głos. Pijana. Albo wstawiona. Obrócił się powoli i zlustrował dziewczynę uważnym wzrokiem. Zmrużył nieznacznie niebiesko-zielone oczy, a okrągłe źrenice rozszerzyły się nieznacznie, przez co tęczówki chłopaka pociemniały.
- Wydaje mi się, że to raczej ty Pani potrzebujesz pomocy - odparł uprzejmie prostując się.
- Gołąbciu.. możesz nas samych zostawić? Plażą połaxic czy coś... - zasugerował z trudem uciekając wzrokiem od Vivien.
OdpowiedzUsuń- Aaaa... No dobra, dobra.
Szczerząc się w szerokim uśmiechu splotła za sobą palce i zaczęła zmierzać w stronę szałasu.
- Małe dzieci idą grzecznie spać! Nie chałasować!
Westchnął z ulgą, kiedy się od nich oddaliła. Delikatnie palcami musnął jej policzek.
- Możemy tu i teraz, ale bez balastu - parsknął śmiechem ściągając płaszcz.
[Zawsze i wszędzie]
OdpowiedzUsuńPrzyjrzał jej się uważnie. Dla niego to wcale nie było "w porządku", ale stwierdził, że nie będzie się sprzeczał. W końcu to ona powinna wiedzieć najlepiej czy jest w porządku czy też nie. Poklepał konia po szyi, a ten parsknął przyjaźnie w jego stronę. Smagnął ogonem, a jego końcówka chlasnęła spiżową zbroję.
OdpowiedzUsuń- Wolałbym nie mieszać w to Orkana - stwierdził. Dobrze wiedział, że ogier przepada za obcymi tak, jak Wampir za słońcem. Poczuł kolejne smagnięcie ogonem, tym razem w okolicy bioder. - Ale jeśli nie masz nic przeciwko, możemy się przejść - zaproponował. W sumie tutaj piwo i tak nie należało do najwyborniejszych. Za wcześnie zdejmowano je z rondla, więc równie dobrze mógłby poprosić o gościnę Strzygę.
[Mówiąc szczerze to ostatnio ciężko u mnie z pomysłami, ale jeżeli ci coś świta, to ja to bardzo chętnie podłapię]
OdpowiedzUsuń- I tak już na mnie siedziałaś - parsknął smiechem.
OdpowiedzUsuń- Mam nadzieje, że nie. Sama przecież nie jest święta.
Zerwał z siebie koszulę i pochylił się nad nią. Przyklęknął przy niej spoglądając w oczy. Dłonią musnął jej policzek, a kosmyki włosów odgarnął do tyłu.
Przyjrzał jej się uważnie. Podtrzymał ją, by nie upadła spoglądając ponad jej ramieniem na wierzchowca. Zapewne, gdyby potrafił posłałby mu pełne wdzięczności spojrzenie. Nie mógł, więc tylko zastrzygł uszami i skubnął pojedyncze źdźbła trawy wyrastające przy pachołku, do którego był przywiązany.
OdpowiedzUsuńRuszył wolno ścieżką zastanawiając się nad odpowiedzią.
- Sporo - przyznał w końcu po chwili milczenia. Nie lubił wiele o sobie opowiadać. To było niepotrzebne.
Spojrzał na nią i uśmiechnął się subtelnie pod nosem. Przywykł do różnych określeń ogiera, jednak te pochlebne spotykał bardzo rzadko.
OdpowiedzUsuń- Cóż może i jest piękny, jednak w dalszym ciągu to tylko zwierzę. - Westchnął ciężko. Zamyślił się na chwilę, po czym wzruszył ramionami. Nie miał pomysłu, gdzie mógłby ją zaprowadzić, więc postanowił improwizować.
- Na razie przed siebie, a później się coś wymyśli. Co ty na to?