Nazywają je Miastem Straceńców.

Graleyn nie należy do ludzi. W tym niepozornym miasteczku dzieje się więcej, niż sobie wyobrażasz. W cieniu starych murów kryją się istoty, które nie powinny istnieć. Siedzą w karczmie i piją wino. Prowadzą warsztaty i sklepy. Ludzie nie mają nic przeciwko… Głównie dlatego, że nie wiedzą o tym, iż miasteczko jest stolicą świata nadnaturalnego. A to, że czasem ktoś zniknie...

No cóż, zdarza się.


wtorek, 24 lipca 2012

"To wszystko było, minęło, zostało tylko wspomnienie."

   To już koniec. Widoczny brzeg wyraźnie staje się coraz bardziej ostry. Lekki uśmiech ciśnie sie na usta chłopca. Nie, nie chłopca. Mężczyzny...
   Już za chwilę jego stopy dotkną ziemi, żywej ziemi. Pożegna morze i powróci do codziennego życia. Zobaczy twarze tych, których nie widział od miesięcy. Jak zareagują? Powitają go z ciepłym uśmiechem, czy może będą mieli za złe nagłe, niewyjaśnione odejście..?
   "To wszystko było, minęło, zostało tylko wspomnienie."
   Słysząc swe imię chłopak odwrócił sie nagle. "Klar na pokładzie" -słyszy komendę. Bez wachania rusza na rufę okrętu. Bierze pierwszą linę i sprawnie buchtuje ją co chwilę jednak zerkając na zbliżający się brzeg.
   Tysiące wspomnień nagle zaśmiecają jego głowę. A przecież uciekł z tego miasta po to by zapomnieć, by wszystko zacząć jeszcze raz. Zdarzyła się ta niesamowita okazja, aby zaledwie dwudziestoletni chłopak bez grosza w kieszeni mógł stanąć na pokładzie najpotężniejszejego okrętu, który kiedykolwiek cumował w Graleynowym porcie.
   Nagle liny zaczęły mi się plątać. Oczy zaszły łzami. Targała nim wielka niepewność, czy to aby dobry pomysł, aby wracać do tego strasznego miasta? Zapewne nie. Ale potrzebował tego. Coś ciągnęło go do tego miejsca, przynależał do niego, nie mógł go opuścić. Chociaż wiedział, że znowu może wsiąść na pokład Starego Bryga i wypłynąć daleko w morze. Tylko co mu da uciekanie..?
   Kiedy już ostatnia lina została zgrabnie zbuchtowana Simon usiadł na jednej pełnych rumu beczek. "Świetnie buchtujesz liny chłopcze. Jeszcze nigdy nie widziałem tak dokładnie wykonanej roboty." - usłyszał kiedyś. Była to pierwsza pochwała, jaką dostał na pokładzie. Tutaj nauczył się doceniać każde słowo. Podczas jednego rejsu nauczył się co to znaczy kochać, co znaczy wybaczać... Załogantom zawdzięczał wiele i był dumny z tego, że mógł na kimś polegać, i że inni polegają na nim.
   "Hej ho, na umrzyka skrzyni i butelka rumu."
   Kiedy tak siedział wpatrzony w ląd nagle coś go zaniepokoiło. Przez cały pokład przeleciał nóż i wbił się między jego nogi w beczkę na której siedział. Spojrzał przerażony w dół. Rum zaczął się sączyć na pokład. Podniósł wzrok. Kapitan.
-Czy mam pieniądze, czy grosza mi brak - ja stawiam.
Czy los mi sprzyja, czy idzie mi wspak - ja stawiam.
Czy mam kompanów dziesięciu, czy dwóch ,
Czy mam ochotę na rum, czy na miód,
Czy mam pieniądze, czy grosza mi brak - ja stawiam.
   Śpiew Kapitana oderwał całą załogę od roboty, którą wykonywali a ten uśmiechnął sie spod wąsów do Simona i skinął głową. Chłopak uśmiechnął się i sięgnął po puchar, żeby rum się nie marnował.
-Czy mam kompanów dziesięciu, czy dwóch ,
Czy mam ochotę na rum, czy na miód,
Czy mam pieniądze, czy grosza mi brak - ja stawiam.
   Powtórzył po nim słowa piosenki z szerokim uśmiechem na twarzy, a kiedy ten podszedł wręczył mu puchar. Cała załoga najwidoczniej zauważyła poruszenie na pokładzie bo obok pojawili się wszyscy z pieśnią na ustach.
   Simon jednocześnie cieszył się i płakał jak dziecko wewnątrz siebie rozerwany między dwa niesamowite światy. Słysząc głosy kompanów czuł, że tu jego miejsce, ale jednocześnie czegoś mu tutaj brakowało.
   "Baby, chłopcze, to niesamowita sprawa, lecz ja i tak wygrałem swoją miłość. Wygrałem morze..." Wciąż miał w głowie słowa Kapitana. Przecież nie był zakochany w kobiecie, przynajmniej tak mu się zdawało. Wszystko przegrał, dlatego znikł. Morze stało się jego miłością, ale czy dawało mu pełnię szczęścia? Tego nie wiedział...
***
   Upojony smakiem rumu przestał zwracać uwagę, na szybko zbliżający się brzeg. Cała załoga z całą uwagą zajmowała się potężnym okrętem, kiedy on siedział na pokładzie z kuflem między nogami i nie myślał o niczym jak o wspaniałym smaku trunku, jakim go upito. Nie było teraz nic wspanialszego niż rum. Nic. Pod nosem nucił piosenkę, którą Kapitan zaprosił go do wspólnego picia. Brzeg był tuż obok, ale on o tym nie wiedział. Nie chciał wiedzieć.

***
   -Już czas Simon!
   Ktoś pociągnął go za ramię i postawił na nogi. Otworzył zaspane oczy. Na prawdę zasnął? Żagle złożone, pokład czysty, liny zbuchtowane. 'Ah te żagle..' uśmiechnął się do siebie. Już szczerze mu zbrzydło łatanie ich.
   Niezgrabnym ruchem dłoni zdjął włosy z twarzy i spojrzał na kompana, który pomógł mu wstać.
   -Panny i piwo bracie! -uśmiechnął się tamten i klepnął go po ramieniu.
   Simon, który jeszcze nie do końca skojarzył co się dzieje poszedł za nim. Zszedł na ląd. Nagle zakręciło mu się w głowie jeszcze bardziej. Wszystko zaczęło falować, nogi się pod nim ugięły i nawet nie zauważył kiedy zwrócił swój ostatni posiłek. Za sobą usłyszał tylko śmiech mężczyzny, który schodził za nim z pokładu.
   -Mamy nowy rekord! -pomógł wstać z klęczek zdezorientowanemu młodzikowi.- Jeszcze nikt tak szybko nie zwracał po zejściu na ląd, zwykle udawało im się przejść kilka kroków...
   Simon spojrzał na niego pytająco.
   -Masz chorobę lądową wilku morski, ale spokojnie jeszcze trochę popływasz i ci przejdzie. Może! -po tych słowach zaniósł się grubowatym śmiechem i ruszył za innymi do tawerny.
   Oniemiały Simon potrząsnął głową. Spojrzał pod nogi i skrzywił się po czym bez słowa zagłębił się w tłum marynarzy powstrzymując kolejny objaw choroby lądowej.
***
   W środku było głośno, duszno i ciasno, czyli tak jak lubił. Wokół unosił się zapach alkoholu, pieczonego mięsa i kobiecych 'perfum'. Zatopił się w tej woni  przymykając oczy. Nie minęła chwila jak do jego uszu dotarł przyjemny, delikatny, kobiecy głos. Smukłe dłonie dotknęły jego ramion, łopatek, piersi... Odwrócił się szybko otwierając oczy. Stanął oko w oko z uśmiechniętą, młodą dziewczyną. Jej długie, kręcone włosy błyszczały złotem w promieniach niknącego za oknem słońca. Mimo zmierzchu Simon był w stanie dostrzec w błękitnych oczach jej zamiary. Objął jej talię delikatnym acz stanowczym ruchem.
   -Tak, właśnie tu przybyłem -odparł na jej pytanie z lekkim uśmiechem.
   Dziewczyna wręczyła mu kufel piwa i pchnęła na krzesło. Sama usiadła na stole prowokująco blisko niego i patrzyła jak zanurza wargi w trunku co chwilę szepcząc mu coś na ucho.
   Niewiele potrzebował, aby się upić. Biorąc pod uwagę wcześniej wypity rum i zapewnienia słodkiej nieznajomej. Kiedy dopił trzeci kufel oczy zaczęły tracić swoją użyteczność. Słyszał wszystko dookoła, czuł zapach i dotyk dziewczyny. Z zamkniętymi oczami pochłaniał każdy moment. Kiedy usiadła mu na kolanach i delikatnie przejechała dłonią po zarośniętym policzku. Kiedy zbliżyła się do niego i poczuł ciepło jej oddechu. Ale nie pocałowała go. Przejechała językiem po jego ustach, a gdy ten otworzył zadowolony oczy ona złapała go za ramię i zaczęła ciągnąć go w stronę pokoi na piętrze. Potem już niemal nic nie pamiętał...
***
Karta postaci:
Godność: Simon Santiago Suarez. Potrójne S, tak zwany Hiru S.
Wiek: urodzony 14 kwietnia. Skończone 20 lat.
Rasa: Nefilim. Charakteryzują go tatuaże na całym ciele, które go chronią, leczą i pomagają w codziennym życiu. Jak to możliwe? Zapytajcie go sami.
Profesja: Łowca, muzyk, od niedawna marynarz.
Charakter: Bywa zmienny. Raz potulny jak baranek, próbujący podporządkować się wszystkiemu i wszystkim, raz wulkan energii i wulgaryzmu niepotrafiący się powstrzymać - niczym morze...
Zainteresowania: Jest ich wiele. Wciąż odkrywa nowe pasje i pomysły na życie. Jest otwarty i zazwyczaj mówi to co myśli, co nie zawsze spotyka się z aprobatą, ale dzięki temu wciąż przybywa mu talentów.
~Jeśli chodzi o inne informacje udziela ich osobiście, jeśli stwierdzi, że powinien.

(Witajcie więc znowu ;) Trochę mnie nie było, ale postaram się poprawić [przynajmniej póki mam wakacje]... Za błędy z góry przepraszam T.T Szczerze mówiąc nowy blog trochę mnie przeraził, ale graficznie jest świetny, więc się nie czepiam. ;p Nie rozpisuję się już, zaczynajcie wątki i mam nadzieję, że będzie wam sie przyjemnie ze mną znów grało.)

31 komentarzy:

  1. [ Witam :3. Ponieważ jestem osobą nudzącą się i z nieco rozbudzoną weną, proponuję wącisza. Chętny/na?]

    OdpowiedzUsuń
  2. [ Szczerze powiedziawszy to nie bardzo lubię zaczynać :3. Robię to tylko w nagłych wypadkach...]

    OdpowiedzUsuń
  3. [ Spoko, wiem jak to jest. Dzisiaj musiałam odłożyć z tego samego powodu pisanie Karty Postaci...]

    OdpowiedzUsuń
  4. [Może jakiś ciekawy pomysł na wątek masz? ;>]

    OdpowiedzUsuń
  5. [W sumie racja, szczególnie jeśli walczysz o kieszonkowe, by móc sobie kupić mangę xd.]

    Obserwowanie było jednym z jego nielicznych zajęć. Czujne spojrzenie jego zielonych oczu często czepiało się jednego człowieka, jakby nie chcąc go wypuścić za wszelką cenę.
    "Obserwowanie i cierpliwość są ważnymi cechami kieszonkowca."- Tak powiedział mu ktoś kiedyś, kilka lat temu, na początku trudnej i niebezpiecznej wędrówki.

    Był szczerze zdziwiony, że ktoś zechciał do niego w ogóle podejść... Do niego, brudnego i zaniedbanego chłopaczka, który pod każdym względem nie wzbudza zaufania.
    - Można tak powiedzieć...- odpowiedział cicho na jego pytanie.
    Nie wiedział czy wałęsanie się po ulicach w poszukiwaniu schronienia w razie deszczu i spanie na ulicy w razie bezdeszczowych nocy, można uznać za "mieszkanie".

    Nie był ufny, to można było domyślić się po spojrzeniu jakim obdarzał nieznajomego mężczyznę. Jego mięśnie były wyraźnie napięte, gotowe do ucieczki, a nawet gdy zajdzie taka potrzeba do obrony, mimo iż Aimtres był bardzo pokojowym stworzeniem, nie szukającym zwady.

    OdpowiedzUsuń
  6. Pokiwał głową lekko.
    - Tak.- potwierdził krótko, lekko drapiąc się po karku.
    Musiał robić to delikatnie, jego pazury były ostre, przez co stawały się niebezpieczne dla samego kotołaka.
    Drugą dłonią przeczesał swoje gęste ciemnobrązowe włosy, lekko zahaczając o uszy.

    Bacznie obserwował mężczyznę. Był gotowy wychwycić każdy gest, każdy ruch, który wydawałby mu się zbyt podejrzany...

    OdpowiedzUsuń
  7. Milczał przez chwilę, jakby zastanawiając się, czy podawać mu swoje imię.
    W sumie jakby chciał i tak w końcu od kogoś mógłby się tego dowiedzieć.
    - Aimtres. W skrócie Aim.- przedstawił się spokojnie. Mimo, że siedział wykonał lekki ukłon.
    Już dawno nikomu się nie kłaniał. Od pięciu lat dokładnie. I musiał przyznać, że było to wspaniałe uczucie.

    OdpowiedzUsuń
  8. Spojrzał na niego zaskoczony tym pytaniem. Jeszcze nikt, odkąd przebywał tutaj nikt nie zadał mu takiego pytania...
    Czemu miałby ujawniać powody przebywania w tym mieście dopiero co poznanemu mężczyźnie?
    Nie wiedział.
    - Szukam kogoś...- powiedział w końcu, z lekkim ociąganiem.
    Taaak. Szukał kogoś... A dokładniej dwóch osób: Swoich rodziców.
    Jednak to nie były jedyne powody. Tu, w Graleyn miał trochę spokoju i zapewnione bezpieczeństwo, że ktoś z Anglii nie pozna go i nie zabierze z powrotem na tę wyspę do tego przeklętego człowieka... I do całej tej przeklętej ludności...

    OdpowiedzUsuń
  9. Prychnął cicho, a dźwięk ten wydawał się bardzo koci...
    - Podróżowałem przez pięć lat, niemal bez przerwy. Należy mi się trochę odpoczynku.- powiedział.
    No tak... Przybył tu w końcu aż z Anglii... I to głównie piechotą...
    Sam spojrzał na kobietę i pokręcił głową.
    Nie wiedział, co w jej zachowaniu czy wyglądzie, wzbudzało takie zainteresowanie Simona...
    Ale on chyba nigdy tego nie zrozumie. Był zdecydowanie inny, nawet pod tymi względami.
    Po chwili zaczął się gapić w niebo, a raczej na dach jednego z budynków, na którym porozsiadały się gołębie.

    OdpowiedzUsuń
  10. - Nie muszę być piękny, instynkt mi wystarcza.- powiedział i nawet leciutko się uśmiechnął, a to to był wyczyn sprawić by Aim się uśmiechnął
    Wziął głęboki wdech i przeciągnął się mocno, z lekkim ziewem.
    - I nie mów do mnie kotku, dobrze?- mruknął jeszcze.
    Nie lubił tego określenia względem siebie. Po prostu zawsze było to według niego podkreślenie jego inności, przez którą niejednokrotnie nie zginął tragicznie...
    Nie raz chciano go podpalić żywcem, czy zadźgać widłami...
    Bo w końcu kotołak to zły omen... Głupoty...

    OdpowiedzUsuń
  11. Mimo iż dotyk był delikatny chłopiec momentalnie odsunął się od towarzysza, widocznie się krzywiąc.
    - Nie dotykaj mnie...- powiedział cicho, nieco szybciej oddychając.
    Uspokoił się po chwili.
    Odwrócił lekko wzrok.
    - To, że jestem Kotołakiem, nie znaczy, że lubię być nazywany "Kotkiem", rozumiesz?- westchnął cicho.- Poza tym, nie musisz podkreślać, że jestem innej rasy. Zdaje sobie z tego sprawę.

    OdpowiedzUsuń
  12. Dojrzała Go wśród tłumu - kogo Moje oczy widzą? - uśmiechnęła się nikle - gdzie Cię na tak długo wyniosło?

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja też na jakiś czas zniknęłam - przyjrzała Mu się dokładnie - i wróciłam nieco odmieniona. Jakieś tam czary i wyszło, jak wyszło - zaśmiała się pod nosem - wróciłam jakiś czas temu. Ale szczerze powiedziawszy niewiele się zmieniło.

    OdpowiedzUsuń
  14. Wzruszył ramionami.
    - Z tym, że jestem wyjątkowy się zgodzę, ale czy to jest powód do dumy?- wbił wzrok tym razem w swoje bose i brudne stopy.
    - Jestem tym, na co inkwizycja poluje jak szalona i nie tylko inkwizycja... Ludzie gdy zobaczą mnie, wpadają w obłęd i rządzę mordu, bo podobno kotołaki to zły omen...- westchnął cicho.

    OdpowiedzUsuń
  15. Późnym wieczorem w Elhyr można spotkać różnorakich dziwaków, rozpoczynając na klasycznych moczymordach, przez tanie dziwki, zagubionych rozbitkach życiowych, nie kontaktujących już po zbyt dużej dawce alkoholu, aż w końcu po nieludzi w różnym stopniu naprania.
    Simon siedział tyłem do drzwi. Sielanka. Nie wiedział, co knuje kto cichutko, na palcach skradający się w jego stronę. Nie wiedział, jakie mroczne plany powstają w głowie seryjnego mordercy. Nie wiedział, że zaraz dozna trwałego uszczerbku na ciele od…
    …Kocich pazurów. Jakiś debil, to znaczy Wynn położył mu białego kota na głowie.
    - Deklu! – roześmiał się – Poznajesz? Dokarmiałem go jak Ciebie nie było, zdechłby z głodu, kurcze.
    Kot zeskoczył Simonowi z głowy na kolana gdzie natychmiast zwinął się w kłębek.

    OdpowiedzUsuń
  16. Dla mnie niewiele się zmieniło. I jest dobrze, tak jak jest - zgarnęła długie, kręcone włosy do tyłu - i Ty zapewne przywykniesz. To wciąż to samo Graleyn. Przekonasz się o tym - uśmiechnęła się do Niego.

    OdpowiedzUsuń
  17. Pani - uśmiechnęła się do Niego - i tak możemy się gdzieś przejść - ruszyła w kierunku Wschodniej Bramy - mówisz, że chcesz zobaczyć coś, czego jeszcze nie widziałeś...? No nie wiem, czy zapewnię Ci takie atrakcje - zaśmiała się.

    OdpowiedzUsuń
  18. Zaśmiał się, gdy widział jak dosłownie padli sobie w ramiona. O ile można tak powiedzieć o kocie. Odczekał, aż czochraniom, glaskaniom, miałkom i drpaniom nastanie koniec, a potem uśmiechnął się do niego lekko.
    - Sam co wieczór przychodził, co zrobić miałem? Dzięki temu pchalarzowi pierwszy raz od piętnastu lat chyba byłem w sklepie. - zaśmiał się, bez pytania siadając na przeciw Simona. Wyciągnął rękę do kota, a ten na niego syknął. Wywołało to kolejny wybuch wesołości ze strony wampira.
    - Zdrajca. Ciebie nie było to się łasił. Dlatego, kurka psy wolę. - powiedział cofając rękę. - Zmieniłem się? Eeee tam, z charakteru niereformowalny, a z wyglądu nawet się nie da. Wytrzeźwiej.

    OdpowiedzUsuń
  19. Wyszła za Wschodnią Bramę - tu może nie jest specjalnie pięknie, bo miejsce to zwie się Pustkami. Ale przychodzę tu co jakiś czas, by spotkać się z Moim Strażnikiem - spojrzała na Simona i usiadła na zwalonym pniu drzewa - ale kawałek stąd jest urocza jaskinia. Założę się, że nie widziałeś takiej - wyjęła z torby mały, kościany flecik i zaczęła wygrywać na nim melodię. Na niebie ukazał się wielki cień. Robiło się już szaro, a Oni byli spory kawałek od miasteczka - mam nadzieję, że nie boisz się Smoków? - szturchnęła Go w ramię.

    OdpowiedzUsuń
  20. Biała pantera powoli, jakby z godnością przemierzała ulice Graleyn. Ludzie różnie reagowali na jej widok, ale ona zdawała się tym nie przejmować. W końcu oni też w jakimś stopniu przywykli, nauczyli się opanowywać ciekawość. To przecież pierwszy stopień do piekła, czyż nie? Może mieszkańcy woleli tylko z daleka pooglądać sobie smukłe zwierzę o białej sierści ozdobionej czarnymi i srebrnymi wzorami, modląc się w duchu, żeby przypadkiem nie zechciało ono zwrócić na nich uwagi.
    Lyn-pantera nawet na nich nie patrzyła. Szukała w tłumie znajomych twarzy. Jedną kobietę musiała widzieć więcej niż raz, twarz tego staruszka też nie była całkiem obca... A tamten...
    Znieruchomiała i zmrużyła oczy. Chwilę potrwało, zanim przypomniała sobie, kim jest człowiek przechodzący po drugiej stronie ulicy. Czy może raczej nie człowiek. Nefilim.
    Simon!
    Wystarczyły jej dwa skoki, żeby znalazła się po drugiej stronie, bliżej niego. Teraz zwolniła, zbliżała się ostrożnie, poruszając ogonem na boki jak kot. Nie chciała go przestraszyć.
    Nie sądziła, że młodzieniec rozpozna ją od razu, ale mógł poznać te upiorne czarne oczka, których raczej się nie zapomina.
    Zbliżała się na ugiętych łapach, pochylając głowę, jakby w każdej chwili mogła położyć się na brzuchu u jego stóp.

    OdpowiedzUsuń
  21. Pokiwał głową.
    - Ludzie są beznadziejni.- wyznał cicho.- Tolerują tylko siebie, uznają się za rasę wiodącą, mimo, że zapewne są istoty które są od nich starsze, mądrzejsze i silniejsze, powstałe tysiące lat przed nimi.- dodał i przymknął oczy.- Sporo ras już przez ludzi wyginęło albo są na wymarciu. To okropne...
    Zamilkł.
    Nawet nie wiedział, czy jest jeszcze jakiś kotołak oprócz niego... Miał nadzieję że tak...
    Inaczej będzie mu strasznie ciężko.

    OdpowiedzUsuń
  22. Wracała z targu niosąc siaty pełne zakupów do domu. Głowę miała w chmurach, więc nawet nie zauważyła, kiedy przed nią pojawił się czarnowłosy mężczyzna, choćby wyrósł z ziemi. Kiedy się na niego natknęła, rozsypała prawie wszystkie rzeczy.
    "Ale z ciebie niezdara, Hesh.." mruknęła w myślach, kiedy odsunęła się i zaczęła zbierać rzeczy.
    - Ja.. e.. przepraszam - wydukała. Przyjrzała się mu z bliska. Wydawał się jej znajomy...

    OdpowiedzUsuń
  23. W ciemnych oczach kocicy błysnęło rozbawienie.
    -Jednak mnie poznałeś -zamruczała -A pantera dlatego, że w tej postaci jestem szybsza, może nie tak jak bez ciała, ale to nie do porównania z postacią ludzką...
    Gdyby miała ludzką twarz, w tym momencie by się uśmiechnęła, ale teraz nie było to tak jednoznacznie.
    -Uczę się czegoś nowego, co zupełnie nie jest w moim stylu. Obserwować innych nie zwracając na siebie uwagi... No, na miano szpiegostwa to jeszcze nie zasługuje. Dokładnie nie wiem, po co mi to, ale mam przeczucie, że jeszcze kiedyś, w przyszłości, może mi się przydać.

    OdpowiedzUsuń
  24. - Simon... - szepnęła. Z wrażenia ciapła tyłkiem na ziemię. Na jej twarzy pojawił się szczery, szeroki uśmiech.
    - Długo cię nie widziałam, a ześ mi skałki obiecywał - powiedziała z udawaną urazą, ale zaraz się roześmiała.
    - Gdzież to cię tak wywiało, hm? Prawie cię nie poznałam.. - paplała dalej.

    OdpowiedzUsuń
  25. Tak Moja sprawka - na Pustkach wylądował potężny złoto - czarny samiec Smoka. Dilexi wstała z zwalonego drzewa i podeszła do niego - poznaj Mojego Strażnika Simonie. Zwie się Graylah. Mam go od jajka - uśmiechnęła się pogodnie - czasami przychodzę tu i się z nim spotykam. Przynosi mi różne wieści. Czasami bardzo pożyteczne - pogładziła łuskowaty gadzi pysk.

    OdpowiedzUsuń
  26. -Witaj Simonie

    Rzekła zatrzymując się za nim na koniu. Zeskoczyła jednym zgrabny ruchem. Przywiązała konia do barierki przy budynku karczmy.

    - Dawno cię przyjacielu nie widziałam, ależ wyrosł z Ciebie przystojny mężczyzna. Zapewne wiele niewieścich serc podbiłeś.

    OdpowiedzUsuń
  27. [Hej masz może chęć na wątek z moją Eminą?]

    OdpowiedzUsuń
  28. Była kolejna noc.
    I kolejny raz Emina wymykała się z domu.Tak bardzo tęskno jej było do księżyca i wody.Tak bardzo lubiła pływać w nocy.
    Ubrana w ciemną suknię i czarny płaszcz niepostrzeżenie wymknęła się z domu i szła między uliczkami aż do lasu.
    Księżyc świecił jasno w towarzystwie miliona gwiazd na niebie.
    Dlatego też nie było tak całkiem ciemno.
    Podeszła do wody rozebrała się i wskakując do jeziora zmieniła swe nogi na ogon.
    Bluskała się beztrosko w wodzie...
    [No mam nadzieje że takie cóś ci odpowiada^ ^]

    OdpowiedzUsuń
  29. Wynn znalazł sobie zabawę w próbach pogłaskania kota i unikania jego pazurków, gdy ten niezadowolony z tego próbował wbić mu je po same poduszeczki w rękę. Kotek był nadzwyczaj szybki, jednak na coś przydawały się wampirze umiejętności. W przypadku takiego pacyfisty jak Wynn głównie do takich pierdół.
    - Simon, niedługo zaczniesz poetyzować, niedobrze mi się robi jak Cię słucham. Ty się zmieniłeś widać i już – wzruszył ramionami. – Nie sprawiał. Fajne to kocisko, grzeczny czort.
    Kot w końcu zrezygnował ze swojej złośliwości i dam się pogłaskać wampirowi. Wynn uśmiechnął się triumfalnie.
    - Wracając do mojej egocentrycznej osoby, to co, wydaje Ci się, że się zmieniło? – zapytał z rozbawieniem.

    OdpowiedzUsuń
  30. [Nefilim...Wątek z anielicą-uciekinierką? Mogłoby być ciekawie.]

    OdpowiedzUsuń