Nazywają je Miastem Straceńców.

Graleyn nie należy do ludzi. W tym niepozornym miasteczku dzieje się więcej, niż sobie wyobrażasz. W cieniu starych murów kryją się istoty, które nie powinny istnieć. Siedzą w karczmie i piją wino. Prowadzą warsztaty i sklepy. Ludzie nie mają nic przeciwko… Głównie dlatego, że nie wiedzą o tym, iż miasteczko jest stolicą świata nadnaturalnego. A to, że czasem ktoś zniknie...

No cóż, zdarza się.


sobota, 28 lipca 2012

Raisha.


 Długie, oplecione uwydatnionymi mięśniami nogi karego ogiera zawisły w powietrzu. Kosmyki rudych włosów dosiadającej go kobiety wymknęły się spod kaptura ciemnozielonego płaszcza. Przez rozchylone, pełne wargi wciągała powietrze. Jej powieki zdawały się niezwykle długo opadać, nim całkowicie przykryły jarzące się czerwienią tęczówki. Na ułamek sekundy jak gdyby wierzchowiec zawisł w powietrzu, zanim czas na powrót stał się pełen dynamiki. Jego kopyta dotknęły ziemi, zapadając się głęboko w leśnej ściółce, nim zahamował.

 Kobieta, nie otwierając oczu, uniosła dłoń do twarzy i zamarła, nasłuchując. Trwała tak, wyczulona na każdy niepokojący dźwięk. Trzask nadepniętej gałązki.  Przytłumiony stukot kopyt. Warkot psa. Świst wypuszczonej z cięciwy strzały… Zamiast tego słyszała skrzypienie bezlistnych jeszcze gałęzi drzew i nieśmiałe poćwierkiwanie ptaków. Jakby ostrożnie poklepała po szyi zdyszanego ogiera, starając się ustabilizować swój oddech i uniosła powieki, spoglądając przed siebie zielonymi już oczyma. Jej wzrok padł na przydrożny, stary drogowskaz. Farbę na nim niemal całkowicie zatarł czas, jednak doczytała się dziwnie znajomej nazwy: Graleyn. Zmarszczyła brwi, sięgając do jednej z sakiewek. Wymacała małą, zmiętą kartkę papieru pośród ususzonych liści i wyciągnęła ją. Jej usta rozciągnęły się w uśmiechu, widząc na niej nabazgrane tylko dwa słowa:  Graleyn – Elay.
-Należy nam się mały postój, co? – Mruknęła cicho, delikatnie dokładając do boków konia łydki. Raz jeszcze obejrzała się za siebie, lustrując czujnym wzrokiem okolicę. Dziwne, na pozór bezładnie rozmieszczone znaki na ciele ogiera żarzyły się błękitem.



Imiona: Raisha Fitris
Nazwisko: Anneroth.
Wiek: Podaje się za 21-latkę.
Rasa:  Człowiek.
Profesja:  Przede wszystkim wiedźma, czego nie lubi ujawniać. Poza tym posiada szeroką wiedzę na temat uzdrowicielstwa i zielarstwa.
Pochodzenie:  Urodziła się w dzikich, północnych krajach i to je uważa za swój dom, mimo ciągłych podróży do jakich zmusiły ją prześladowania.
Wizerunek: Wysoka, obdarzona atrakcyjnymi kształtami, których nie jednokrotnie musiała używać by wymknąć się strażnikom lub ich omamić. Długie, lekko falowane rude włosy nigdy nie związane- z dumą okazuje swoją niezależność. Duże, otulone długimi rzęsami oczy, na ogół zielone, w przypadku zbyt dużej dawki strachu lub gniewu zmieniające barwę na czerwone. Jasna cera, na skroni jeden pieprzyk.
Zazwyczaj narzuca na siebie ciemnozielony, długi płaszcz z kapturem, pod którym skrywa strój kobiety, której dość dobrze się wiedzie- gorset, ciasno ściągnięty i spódnica.  Często do skórzanego pasa noszonego na biodrach przypina sztylet i masę rozmaitych sakiewek.  Nosi wysokie, skórzane buty. Zawsze ma przy sobie dużo poukrywanych w różnych miejscach przydatnych… gadżetów.
Na szyi na ogół nosi pentagram z czerwonym oczkiem w środku, zawieszony na grubym łańcuchu.
Charakter: Trudny do opisania. Każdy ma o niej inne zdanie. Potrafi być miła i uwodzicielska, ale także szorstka i brutalna. Na ogół jednak widać po niej, pod maską podejrzliwości i czujności, sympatyczną towarzyszkę, lubiącą jak każdy się pośmiać i użyć przyjemności. Nie można jednak nazwać jej wylewną.

Historia:  Typowy żywot prześladowanej wiedźmy. Początkowo uczyła ją matka i kobiety z osady, dla których magia była nie przekleństwem, a darem. Chlubą. Po pamiętnej nocy, podczas której sama w nastoletnim wieku niemal spłonęła we własnym domu, a jej matkę wywieziono w żelaznej klatce, zdana była tylko i wyłącznie na swój spryt i talent. Dlatego przez wszystkie kolejne lata podróżowała z wioski do wioski, nigdzie nie pozostając na dłużej.

[Przepraszam za dość długą nieobecność. Uroki wakacji.]

120 komentarzy:

  1. ( Witaj. Kończymy, coś nowego zaczynamy, czy jak? :D)

    OdpowiedzUsuń
  2. (Witam ponownie ;) Pozwól, że zacznę coś nowego :))

    Charon zawsze miał się za twardego... hmm... powiedzmy, że człowieka. Zbyt ciężko pracował, aby teraz narzekać na brak sił.
    Jednak nie dało się ukryć, że ta kobieta zwyczajnie go wykończyła. Jednak czy było w tym coś złego? Absolutnie nie. To był najpiękniejszy wieczór, jaki kiedykolwiek przeżył.
    Przez ciemność panującą w pokoju przebijały się dwa czerwone punkty. Spod przymrużonych oczu przyglądał się śpiącej w jego ramionach kobiecie. Palcami gładził jej ramię i plecy, wsłuchując się w spokojny oddech i rytm serca. Zaciągał się jej zapachem, od którego już dawno zdążył się uzależnić. Miękka pościel cudownie opływała jej kształty, na które mógłby patrzeć bez końca.
    Po raz kolejny żałował, że nie może zobaczyć jej w blasku słońca. Pokój celowo nie miał okien, żeby pewnego ranka Charon nie spłonął we własnym łóżku.
    Czuwał przy niej, dopóki się nie obudziła. Odgarnął kosmyk z jej policzka i musnął wargami miękką skórę.
    - Witaj. - Mruknął swoim głębokim, zachrypniętym głosem i uśmiechnął się delikatnie. Być może jej ciężko było cokolwiek zobaczyć przez mroki panujące w pokoju, jednak nie mógł się powstrzymać od tego gestu. Tylko przy niej zdobywał się na uśmiech czy spojrzenie pełne czułości, radości. Tylko ona potrafiła to wywołać.

    ~Charon

    OdpowiedzUsuń
  3. - Tak naprawdę, to każda informacja była by dla mnie bardzo cenna. Nie wiem kompletnie nic, oprócz tego, co doświadczyłam - wyznała wgłębiając się w oparcie fotelu.
    - Teraz obrałam sobie zadanie, by chociaż troszkę okiełznać tą moc, nim ona zawładnie nade mną. Pragnę to jakoś opanować, ale muszę wiedzieć co to jest -ciągnęła dalej. Wbiła wzrok w podłogę, po czym skomentowała uśmiechając się nikle - panna Hesh zawsze się wpakuje w jakieś bagno.
    - W ogóle.. skad się to bierze.. te całe ceregiele.. no i jak niby powstał ten mały wampirek, którego się ujarzmiło - wskazła na pierścionek.
    Była bardzo ciekaw. Świat wciąż nie przestawał ją zadziwiać oraz nie przestawał być coraz to bardziej niebezpieczny, ale tajemniczy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. (Odpowiadam tak, bo znowóż ramka nie nie chce mi się pokazać...)

      Zamruczał cicho czując jej słodkie usta na swoich wargach. Odwzajemnił pocałunek obejmując ją i przyciągając do siebie, póki nie poczuł jej ciała na sobie. Uwielbiał je czuć. Było takie ciepłe, skutecznie odganiało wszelki chłód, który zalegał na jego sercu.
      A słysząc jej słowa, ostatnie okruchy lodu odeszły w zapomnienie.
      - Jakże cudownie obudzić się u twego boku i usłyszeć takie słowa od kobiety którą... - Urwał na chwilę. Aby zapełnić ten pełny wahania czas pogładził jej policzek. Nigdy wcześniej jej tego nie mówił, ale od jakiegoś czasu był już niemal stuprocentowo pewny. Uśmiechnął się lekko i zwalczając wszelkie opory w końcu wykrztusił to z siebie. - Którą się kocha. - Wypowiedział te słowa ciszej. Aż nie był pewny, czy aby je usłyszała. Miał nadzieję, że tak, bo nie był pewny, czy zdobyłby się na to po raz drugi. Uśmiechnął się niepewnie. Czy przez to odsunie się od niego? Wcale nie był pewny, że nie. Miał nadzieję, że nie odejdzie od niego po tym wyznaniu.

      ~ Charon

      Usuń
  4. Mimo, iż Charon zwykł narzekać, że dni mijają mu tak szybko z powodu nieśmiertelności, którą został przeklęty, te parę sekund ciągnęło mu się niemal jak godziny. Ta niepewność mało go nie zabiła, jednak gdy w końcu usłyszał te upragnione słowa bezwiednie spuścił powietrze z płuc z uczuciem ogromnej ulgi. Jeżeli kiedykolwiek były takie chwile, kiedy mówił, że jest szczęśliwy, to uczucia, które ogarnęło go w tym momencie nie potrafił nazwać.
    Więc jednak jest godzien miłości. Jest ktoś, kto był w stanie go pokochać takim, jakim się stał przez swoje pomyłki i błędne decyzje.
    - Kocham Cię, moja Raisho. - Powiedział raz jeszcze, jakby chcąc się upewnić, czy aby na pewno to potrafi. Potrafił. Uśmiechnął się szeroko i przyciągnął ją bliżej, aby móc sięgnąć jej ust. Objął dłońmi jej policzki i przeczesał palcami miękkie włosy. W końcu była jego. Tylko jego. Wcześniej wcale nie był tego taki pewny, jednak po słowach, które usłyszał wiedział już, że należy do niego. A on do niej.
    I mimo, że wciąż gdzieś na dnie serca czaiły się wątpliwości w tej chwili nie zwracał na nie uwagi. Wiedział, że gotów jest poświęcić swoje życie aby tylko była szczęśliwa.
    - Moja księżniczka. - Wymruczał składając na jej ustach kolejne pocałunki, coraz bardziej namiętne.

    ~ Charon

    OdpowiedzUsuń
  5. Zamruczał cicho z zadowolenia. Słowa, które do niego wypowiedziała sprawiły, że pragnął jej jeszcze bardziej.
    Uśmiechnął się lekko czując dokąd wędrują jej dłonie. Zastanawiał się ile ta kobieta ma energii. Nie to, żeby mu to przeszkadzało a wręcz przeciwnie.
    Przesunął dłońmi po jej łopatkach, palcami muskając delikatnie linię kręgosłupa. Językiem penetrował jej usta, smakując jej po raz kolejny z taką samą przyjemnością jak odbywało się to za pierwszym razem. Ułożył dłonie na jej biodrach wbijając palce lekko w jej miękkie ciało. Wszystko robił ostrożnie i delikatnie, nie chcąc zrobić jej krzywdy.
    Zareagował od razu, kiedy tylko jej dłonie znalazły się na jego ciele a usta żarliwie oddawały każdy pocałunek. Otarł się lekko o jej aksamitne ciało pomrukując z zadowolenia.

    ~ Charon

    OdpowiedzUsuń
  6. Ból w głowie. Niezbyt silny, ani nachalny, ale należący do tego gatunku, którego się nie ignoruje. Kontakt myślowy od kogoś.
    - Cholera. Kiedy się nauczą, że nie można ze mną nawiązać myślowego kontaktu?
    Był to umysł Raishy, więc bez trudu ją namierzył w jej nowym domu. Jej aura nie poruszała się, więc raczej była bezpieczna, ale warto by to sprawdzić. Już po chwili pukał do drzwi.

    OdpowiedzUsuń
  7. W pierwszej chwili warknął cicho, niezadowolony, że w ogóle się od niego na ten moment odsunęła. Niczym rozpieszczony szczeniak, który domaga się uwagi i pieszczot. Bliskości.
    Jednak mimo to poddawał się jej gestom, robiąc to co mu kazała. W pierwszej chwili obudził się lęk. Jednak już po sekundzie zniknął, jakby nigdy się nie pojawił. Ufał jej, wierzył. Kochał ją bezgranicznie. W tej chwili nie mogło stać się nic złego. Kochali się.
    Syknął z podniecenia, kiedy poczuł jej dłonie na swoim sztywnym członku, który teraz stwardniał jeszcze bardziej. Rozkoszny dreszcz przeszył jego ciało wywołując gorąco i gardłowy warkot. Zacisnął dłonie na pościeli, kiedy dotknął go jej język. Materiał zatrzeszczał niebezpiecznie, jakby zaraz miał rozedrzeć się na strzępy. Do tej chwili obserwował ją. To jak przed nim klęczy, jej ruchy, kołyszące się w rytm poruszania rękami piersi. Teraz przymknął oczy i odchylił lekko głowę z kolejnym głośnym pomrukiem. Jedną z dłoni odgarnął włosy z jej twarzy i przeczesał je palcami. Nie naciskał. Chciał by robiła z nim to, co tylko zapragnie.

    ~ Charon

    OdpowiedzUsuń
  8. - To to wiem, że wchłoną krew mej rodziny, ale teraz chyba jest bezużyteczny, prawda? Skoro Amon pomógł mi jego moc połączyć z sobą... Przyznam się, że trudno mi po prostu nad tym zapanować - mówiła jakby rozważała każde słowo wpatrując się w klejnot.
    - Rany... jakie to wszystko jest dziwne - westchnęła.
    - Jak wpływało? Było ogniskiem całej mocy i równeiż mogło mą krew wyssać, jak się przekonałam - odpowiedziała wspominając sobie, jak z początku miała biały, wręcz siny palec oraz prawą dłoń.

    OdpowiedzUsuń
  9. Sam sobie się dziwił, że był w stanie to zrobić. Choć może akurat nie w tej chwili. W tej chwili jego myśli zaprzątało zdecydowanie coś innego. Jednak z drugiej strony każde jego zachowanie w stosunku do Raishy zaskakiwało go i przeczyło zdrowemu rozsądkowi. Czy było mu z tego powodu źle? Z pewnością nie. Gdyby dało się cofnąć czas, na pewno postąpiłby tak samo. Pozwolił swojemu sercu na nowo kogoś pokochać. Mimo wszystko tęsknił za uczuciem, że ma dla kogo żyć. Dla kogo walczyć.
    Jednak w tej chwili jego myśli zaprzątało zdecydowanie coś innego.
    O ile jakakolwiek kropla krwi jeszcze została w górnej części ciała, bo wcale nie był tego taki pewny.
    Zadrżał, kiedy jęknęła, a jego dłoń mocniej zacisnęła się na jej włosach, choć cały czas pilnował się, aby nie sprawić jej bólu. To, co z nim robiła sprawiało, że coraz trudniej było mu zachować nad sobą kontrolę. Odzywały się demoniczne cechy. Pragnienie jej krwi. Pragnienie jej ciała.
    Jednak wciąż trzymał je w ryzach. Nie skrzywdziłby jej nigdy. Nie wybaczyłby sobie tego.
    Jego oczy, kiedy tylko je otworzył lśniły czerwienią jeszcze bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. Rozchylone usta łapały powietrze, a wewnątrz jego ciała płonął żar, kiedy czuł jej wilgotne, gorące usta na swoim członku. Zacisnął zęby wstrzymując kolejne jęki. Drżał od pożądania, a jej spojrzenie paliło go żywym ogniem, odganiając chłód jego ciała.
    - Uważaj... - Wykrztusił jeszcze bardziej zachrypniętym z podniecenia głosem czując jak zbliża się do końca.

    ~ Charon

    OdpowiedzUsuń
  10. W odpowiedzi na jej pytanie pstryknęła palcami. Od razu pojawiły się figlarne iskierki.
    - O błyskawicę nie proś, bo będzie krucho. Ostatnio próbowałam właśnie jedną uderzyć w drzewo, zamiast tego, powstała nawałnica. Na szczęście ustopowało i znikło. Uważam, że moc po prostu chce przejąć nade mną kontrolę. Czasem mam wrażenie, że chce tak.. jakby... e.. wyjść ze mnie i żyć własnym życiem. - wyznała gestykulując

    OdpowiedzUsuń
  11. Zacisnął pięści na pościeli, zabierając dłoń z jej włosów. Jęknął dochodząc w jej ustach. Odchylił głowę z trudem chwytając oddech. Drżał od napięcia, które w nim wywołała, trwał tak, póki nie poczuł, jak powoli się uspokaja.
    Wciąż z trudem łapiąc oddech chwycił ją lekko za ramiona i pociągnął w górę sadzając na swoich kolanach. Oparł głowę na jej ramieniu palcami gładząc jej plecy, ramiona, brzuch i piersi. Chłód jego ciała stłumiło gorąco, które w nim wywołała.
    Z przymkniętymi oczami pieścił palcami jej ciało, jakby zapoznając się z jej cudownymi kształtami na nowo. Z aksamitną, rozgrzaną skórą którą tak uwielbiał.
    Kiedy jego oddech wyrównał się z cichym pomrukiem pocałował jej szyję. Chwycił palcami jej podbródek i pocałował namiętnie w usta. Czuł na nich swój smak, jednak nie przeszkadzało mu to. Nic nie przeszkodziłoby mu w całowaniu tej kobiety.
    - Jesteś wspaniała... - Wymruczał cicho. Nigdy wcześniej nie spotkał kogoś takiego. Nigdy wcześniej nie kochał nikogo tak bardzo jak ją. Spojrzał jej w oczy, z czułością gładząc palcami jej policzek. Przy niej na nowo poznawał uczucia, o których dawno już zapomniał.

    ~ Charon

    OdpowiedzUsuń
  12. - Wybieram to ostatnie rozwiązanie. Byłam też po porady do Namora, który zalecił mi na początek się uspokoić medytując. Kiedy ja jestem spokojna.. to.. zasypiam - wyznała. Spojrzała na nią, po czym szybko dodała unosząc palec - ale się staram!
    - Wciąż jednak czuję, że jestem cały czas "zielona" w tej sprawie - wyznała. Znów wbiła się w fotel, jakby chciała w nim zatonąć robiąc przy tym dziwną minę mędrzca.

    OdpowiedzUsuń
  13. - Witaj.
    Obejrzał wisior w jej dłoni. Magia smoków zawsze była problematyczna, a on nie potrafił się posługiwać jej czystym aspektem. Pieczęć była pewnie chroniona siłowni czarami Aresa lub Jishina, dlatego też do tej pory nie udało się wiedźmie jej zniszczyć.
    - Nie wiem. Mogę spróbować ją stopić, ale będzie ciężko. Masz może trochę Blekotu? Potrzebuję go do wzmocnienia siebie.
    Wszedł do jej domu i przyjrzał się nowemu mieszkaniu. Różniło się dość widocznie od poprzedniego, choć może to pamięć dragonity sprawia mu teraz drobnego psikusa.

    OdpowiedzUsuń
  14. Zaśmiał się cicho słysząc jej przekomarzanie. Odwzajemnił pocałunek i wciągnął ją z powrotem na łóżko, kładąc się na boku. Podparł głowę na ręce i spoglądał na nią z uśmiechem na twarzy.
    - Mała złośnica... - mruknął rozbawiony. Pochylił się i pocałował ją raz jeszcze. Odgarnął z twarzy włosy, które ciągle mu przeszkadzały. - Nie musisz się obawiać. Nigdy cię nie zostawię. Chcesz czy nie, jesteś na mnie skazana. - Zaśmiał się i pogładził ją po policzku, schodząc dłonią niżej, aż zamknął ją na jej piersi.
    Nie wyobrażał sobie życia bez niej. Teraz przynajmniej miał dla kogo uważać na siebie. Śmierć przestała być tak kuszącą perspektywą, jak była wcześniej. Przynajmniej w końcu miałby święty spokój.
    Jednak gdyby tylko trzeba było, oddałby za nią swoje życie bez najmniejszego zawahania. Zabiłby każdego, kto tylko ośmieliłby się skrzywdzić jego ukochaną. Nic by go nie powstrzymało.
    - Całe swoje... drugie życie przeklinałem się za błędną decyzję. Nie raz myślałem, że lepiej byłoby odejść wtedy, tamtego dnia kiedy mnie ukrzyżowali. Teraz już jestem pewny, że postąpiłem dobrze. Inaczej nigdy bym cię nie poznał. Mam wrażenie, że tylko o to w tym wszystkim chodziło. - Powiedział cicho z uśmiechem na ustach.

    ~ Charon

    OdpowiedzUsuń
  15. W pierwszej chwili doznał szoku. Ona pragnęła śmierci? Kto mógł ją aż tak krzywdzić, że pragnęła takiego losu... Nie osądzał jej, że nie wie na co się porywała. Sądził, że doskonale zdawała sobie z tego sprawę, zwłaszcza po tym jak powiedziała, że długo się nad tym zastanawiała.
    - No proszę, ocaliłem damę w opresji. - Zaśmiał się cicho. Okrył ją, aby nie zmarzła. To stało się dla niego niemal obsesją. Pragnął, aby nigdy nie zaznała chłodu, którego on sam serdecznie nienawidził.
    - Proszę... powiedz mi kto tak bardzo cię skrzywdził, że pragnęłaś śmierci. - Poprosił cicho. Chciał to wiedzieć. Wręcz musiał to wiedzieć. Przytulił ją do siebie. Nie chciał naciskać, jednak nawet gdyby teraz mu o tym nie opowiedziała, z pewnością poprosiłby o to kiedy indziej. - Czy jest ktoś, kogo się obawiasz? - To było ważne. W końcu przysiągł sobie, że będzie jej chronić. Chciał wiedzieć przed czym. Zdawał sobie sprawę, że to ludzie mogą sprawić najwięcej bólu. I on sam musiał wiele znosić z ich strony, jednak chciał wiedzieć, czy za tym wszystkim kryje się coś większego.

    ~ Charon

    OdpowiedzUsuń
  16. - Chyba kołki sobie włożę, by powieki trzymały - mruknęła. Podążyła dłońmi po oparciach na łokcie i znów pełna emocji wyprostowała się dynamicznie; jak poparzona.
    - Dobra! Będziesz moją e... jak to.. się ten.. mentorką! - mówiła, wręcz krzyczała pełna optymizmu z szerokim, szczerym uśmiechem.
    - Kiedy zaczynamy? Będę pilną uczennicą, tak.. taak!
    Wierciła się podekscytowana.

    OdpowiedzUsuń
  17. (Cieszę się, że Cię tu widzę. No to jazda. Kontynuuję wątek ze starego bloga).

    Dokończyła swój trunek i wstała - to co? Może pójdziemy do mnie. Dam Ci wszystko, czego potrzebujesz - uśmiechnęła się przyjacielsko do Rai.

    OdpowiedzUsuń
  18. - Tego wina nie wypiję ... Jestem przecież abscynentką. Tylko raz się napiłam z Shanonem.. brr! - wyznała. Pamiętała dokładnie, jak po kilku wypitych kieliszkach obraz stawał się zamazany, a kolory intensywne. Dziwne uczucie...
    - Jak to znikasz? To ja pójdę do swego domku - uniosła brwi w zdziwieniu. Chciała Hesh zostawić w swoim domu?
    - Mam się stać flegmatykiem? - zapytała udając takiegoż : patrzyła spod przymrużonych oczu i pochyliła się.

    OdpowiedzUsuń
  19. - Iiiidę ... - mruknęła człapiąc w stronę wyjścia przygarbiona, choćby ktoś niewidzialny siedział na jej plecach.
    Podsłuchiwacz w czarnym płaszczu spoglądał ciekawski przez okno. Czekał aż Hesh łaskawie wylezie.

    OdpowiedzUsuń
  20. Słuchał tego w milczeniu i pozornym spokoju, choć tak naprawdę w środku gotował się ze złości. Gładził palcami jej włosy i ramiona, przytulał ją do siebie. Nie chciał przywoływać bolesnych dla niej wspomnień, jednak musiał wiedzieć. Chciał wiedzieć o wszystkim. Chciał ją bronić i nie pozwolić aby więcej cierpiała.
    Przygarnął ją do siebie mocno i ucałował w czoło.
    - Już nikt więcej cię nie skrzywdzi. Przysięgam ci na własną duszę, którą wydrę z łap Artemidy, że już nikt więcej cię nie tknie. - Sama świadomość, że ktokolwiek brał ją wbrew jej woli sprawiała, że gotował się ze złości. - Pieprz.yć tą chol.erną sukę. Teraz ty jesteś moją panią i postaram się, aby moje słowa miały potwierdzenie. - Szepnął patrząc jej w oczy. - Choćbym miał oddać swoje życie za twoje szczęście zrobię to bez względu na konsekwencje. - Oboje wiedzieli co go czeka, jeżeli umrze pozbawiony duszy. Będzie krążył po świecie jako widmo, wiecznie spragnione i głodne. Jednak gdyby widział, że jej nic nie jest, to wynagrodziłoby mu wszystko.
    - Nikt więcej cię nie tknie... - Powiedział cicho przytulając ją do siebie. - Oczywiście z wyjątkiem mnie. - Uśmiechnął się lekko. Ucałował jej czoło i dłoń, którą zamknął w swojej dłoni. - Przysięgam ci.

    ~ Charon

    OdpowiedzUsuń
  21. Pokręcił głową. Sam obawiał się tej próby. Do tej pory nie wierzył, że jest to w ogóle możliwe, aby się powiodła. Jednak teraz zaczynał ufać, że może się udać. Nawet gdyby się nie udało, musiał spróbować.
    - Chcę mieć pewność, że będę mógł być przy tobie zawsze, kiedy tylko będziesz mnie potrzebować. Wiesz przecież, że Artemida potrafi odciąć mnie od ziemi na długi czas tylko z czystej złośliwości. Gdyby się dowiedziała, że w moim życiu jest ktoś ważniejszy niż ona byłoby jeszcze gorzej. - Uśmiechnął się lekko. - Na szczęście darów nie można odbierać. Moja siła pozostanie. Będę mógł cię chronić. - Pochylił się, by musnąć wargami jej usta. Oparł swoje czoło o jej i spojrzał znów w oczy. - Nic nie sprawia mi bólu bardziej niż świadomość, że możesz cierpieć a ja nie będę mógł ci pomóc. Chcę być przy tobie zawsze, kiedy będziesz mnie potrzebować. Dałaś mi powód, aby żyć. - Uśmiechnął się i przytulił ją. Nigdy nie czuł takiego ciepła jak teraz. Odważył się zaufać i nie żałował tego. Kochał tą kobietę i zrobi wszystko, aby była szczęśliwa. - Chcę być szczęśliwy a stanie się to dopiero wtedy, kiedy i ty będziesz szczęśliwa.

    ~ Charon

    OdpowiedzUsuń
  22. Skierowały się w stronę Południowej Bramy. Chwilę szły traktem, by zaraz potem z niego zboczyć i wejść w gęsty bór - czy dobrze pamiętam, że miałaś gdzieś wyjechać? - odpowiedź padła nagle - i przywieźć mi jakąś niespodziankę z podróży? Czy też Mój umysł płata mi figle? - zaśmiała się pod nosem.

    OdpowiedzUsuń
  23. Odwzajemnił pocałunek, pomrukując cicho. Przygryzł lekko jej wargę i uśmiechnął się.
    - Chciałbym to zobaczyć. - Zaśmiał się cicho. - Dwie złośnice które się o mnie wykłócają. Kusząca wizja. - Uśmiechnął się do niej. - Mam tylko nadzieję, że wasza dyskusja nie odbywałaby się w moim domu. Jest solidny, ale takiego natężenia by nie wytrzymał i rozsypałby się do samych fundamentów. A ja lubię ten dom. - Uśmiechnął się łobuzersko i spojrzał na nią. Pochylił się i przygryzł lekko jej ramię. - Smaczna jesteś, wiesz? - Zamruczał cicho. - Zjem cię. - Zawarczał jak dzikie zwierzę i zaczął ją kąsać delikatnie tak, aby sprawić przyjemność, a nie ból. Aby ją trochę rozbawić. Widział wyraz jej twarzy, przemykające przez nią uczucia. Nie chciał dłużej o tym rozmawiać. Na to jeszcze przyjdzie czas. Chciał spędzić ten poranek beztrosko, nie myśleć ani o Artemidzie ani o innych problemach.

    ~ Charon

    OdpowiedzUsuń
  24. - A no ... taaaak. Długi szmat drogi znów na moich biednych nóżkach. Kiedyś umiałam łazić prawie bez przerwy, ale teraz... teraz się poprostu rozleniwiiiiłam - wyznała szczerze. Flegmatyczny ton coraz bardziej zaczynał jej się podobać.
    - Może się przelecimy? - zapytała machając powoli dłonią do Drawena.
    - Szpieguje nas, gdy mu się nudzi...

    OdpowiedzUsuń
  25. - Hm... możesz mnie wziąć na barana! - odpaliła znów pełna entuzjazmu. Bycie flegmatykiem na dłuższą metę było męczące i nużące okropnie.
    - Jakoś podreptam, spokojnie. Szpieguje, a potem całe Graleyn aż huczy od plotek, eh... Dziwna nasza przyjaźń, przyznam.

    OdpowiedzUsuń
  26. - Racja.. jeszcze ci dysk wyskoczy - powiedziała tonem staruszki.
    - Ta... taka duża, co mi wymyka się spod kontroli kula, albo zwykła błyskawica.

    OdpowiedzUsuń
  27. Zamruczał cicho przesuwając językiem po jej szyi. On w tej chwili nie myślał o żadnych problemach. Rzadko kiedy o nich myślał, kiedy obok była Raisha. Skutecznie odganiała wszelkie troski. Uśmiechnął się lekko słysząc jej ostrzeżenie. - Grozisz mi? - Szepnął, podgryzając lekko jej skórę. Przerwał pieszczoty by spojrzeć jej w oczy z łobuzerskim uśmiechem. - I tak się ciebie nie boję. - Ugryzł ją w nos i zaśmiał się. Powrócił do przerwanych wcześniej pieszczot. Przesunął językiem po wgłębieniu nad obojczykiem i zsunął się niżej, całując jej piersi. Przesunął między nimi schodząc niżej, do bioder. - Lubię gdy się śmiejesz. Nie często słyszę śmiech w swoim towarzystwie. - Wyznał całując jej biodra i łono.

    OdpowiedzUsuń
  28. Kto jak kto, ale ona mogła mu grozić ile tylko zapragnęła. Zdecydowanie nie miał nic przeciwko. Nie wierzył w to, że mogłaby go w jakiś sposób skrzywdzić. Nie ona. Gdyby tak się stało, nie przeżyłby. Raz to już zbyt wiele, co dopiero, kiedy dopiero co nauczył się ufać drugiej osobie.
    I on nie należał do tych, co lubią żartować czy się śmiać. Tak działo się tylko przy niej. Inni się go bali i nie można było powiedzieć, że nie przykładał do tego ręki osobiście. Do tej pory sądził, że samotność, która była jego przekleństwem, jest też wybawieniem od cierpienia.
    Zamruczał cicho i rozchylił nieco jej uda, przesuwając po ich wnętrzu dłońmi. Ciepło bijące od jej skóry mrowiło jego palce. Przesunął nimi w górę, muskając jej kobiecość wolnymi ruchami.
    - Mam chyba sposób na tą złośnicę. - Mruknął. Pocałował wewnętrzną stronę jej uda, palcami rozchylił wargi sromowe i wsunął w nią dwa palce. Po chwili wziął ją w usta.

    OdpowiedzUsuń
  29. - Ciekawe jak... - mruknęła widząc jak znika z pola jej widzenia.
    Odwróciła się w stronę krzaków, które miały ręce i nogi!
    - Amon, wyłaź - westchnęła, po czym spojrzała na niego błagając - podrzucisz mnie?
    Pokręcił głową wyłażąc spomiędzy gałązek.
    - No wiesz?!

    Słońce schowało się na szczęście za chmurami, kiedy rudowłosa dotarła nad jezioro. Przycupnęła na jego brzegu ze skrzyżowanymi nogami. Przymknęła oczy." Skup się!"

    OdpowiedzUsuń
  30. Zamruczał cicho. Wolną dłonią przytrzymał ją delikatnie, aby nie wiła się za bardzo, pieszcząc językiem jej kobiecość. Wysunął z niej palce i zacisnął dłonie na pośladkach, unosząc nieco jej biodra.
    Chciał jej dać przyjemność równie intensywną, jaką ona dała jemu. Nie miał zamiaru pozostać dłużnym na pieszczoty, którymi go obdarzyła.
    W zasadzie, to najchętniej spędziłby cały ten dzień razem z nią w tym łóżku, w ogóle nie wychodząc. Tulić ją, pieścić, słuchać jej głosu, śmiechu. Pomruków i pojękiwań, kiedy ją dotykał.
    Nie dało się ukryć, że były przed nią inne kobiety. Dawno temu, jednak tak właśnie było. Żadna jednak nie potrafiła mu dać tego, co dawała mu Raisha. Z każdą chwilą wielbił ją coraz bardziej.
    Ssał lekko i znów drażnił językiem. Rozchylił powieki spoglądając na nią lśniącymi z podniecenia czerwonymi oczami.

    OdpowiedzUsuń
  31. Siedziała cały czas w pozycji lotosu. Nie poruszyła się, choć jakiś bodajże komar latał obok niej.
    " Skup się, skup się, skuuuuuup..."
    Zamknęła oczy i odchyliła głowę do tyłu.

    OdpowiedzUsuń
  32. - Aaa?! - krzyknęła zaskoczona i w efekcie padła na plecy.
    " Rany boskie... Czy ja mam urojenia? Głosiki w mojej głowie? Oj źle z tobą Hesh..." marudziła w myślach. Przecierała gorączkowo swe oczy.
    "Albo śpię".

    OdpowiedzUsuń
  33. - Dość! - warknęła. Wstała gwałtownie i ruszyła zezłoszczona do swego domu w mieście.
    - Przez te durne medytacje, przewraca mi się w głowie!

    OdpowiedzUsuń
  34. Wydawało mu się, że po raz pierwszy pokochał kogoś tak naprawdę. Że to nie jest zwykłe zauroczenie, które przeminie sprawiając ból. Zwykle tylko jednej stronie. Przekonał się o tym na własnej skórze.
    Nadal w jego sercu tkwiło wiele obaw. Nie dało się ukryć, że jednak zmieni się, gdy odzyska duszę. Czy ona będzie gotowa pokochać tego nowego człowieka, który przed nią stanie?
    Z jednej strony nie wyobrażał sobie, aby mogło być inaczej. Z drugiej brał pod uwagę taką ewentualność.
    Poruszył szybciej językiem, dłonie zaciskając na jej pośladkach, trzymając jej biodra nieco uniesione. Warknął cicho, słysząc jej jęk. Uwielbiał go słuchać. Uwielbiał patrzeć na wije się pod jego dotykiem, czuć jak rozgrzewa się jej ciało.
    Z niemal zwierzęcym pomrukiem przesunął jedną rękę wyżej, ujmując w dłoń jej pierś i pocierając palcem nabrzmiały, twardy sutek.

    OdpowiedzUsuń
  35. Cieszę się, że nie zapomniałaś o mnie - puściła Jej oczko - a co tam jeszcze w ogóle u Ciebie słychać, oprócz tego, że podróżujesz - doszły do wielkiego drzewa. Dało się w jego koronie słyszeć chichot. Dilexi powiedziała coś w swym języku i śmiech ucichł - jako jedna z niewielu zobaczysz jak mieszkam - dotknęła kory drzewa i otworzyło się przejście. Kobieta weszła do tunelu i ruszyła nitką korytarzy.

    OdpowiedzUsuń
  36. {Aileen}


    - Zdaje się, że nie zmieniło się absolutnie nic - odparła bez zastanowienie, zerkając przez okno, święcie przekonana, że jej odpowiedź nie urąga prawdzie. No, może pomijając nagły przypływ poetyckiego natchnienia i fakt, że wszystko nagle stało się nieco intensywniejsze, od zapachu przeróżnych eliksirów Raishy aż po kolor jej włosów. Łatwo na szczęście było te drobiazgi zignorować.
    Zamrugała, otrząsając się z zamyślenia, niczym pies z wody z brudnej kałuży, równie obrzydzona i zniesmaczona faktem, że wywar nie zadziałał, co ów zwierz, że musi kończyć zabawę. Aileen wstała z ociąganiem, by zbliżyć się do wiedźmy i objąć ją zadziwiająco normalnym gestem, po czym uśmiechnęła się dziwnie, pożegnała i wyszła, nie dając szansy się zatrzymać.
    W drodze do domu przyglądała się wszystkiemu jeszcze uważniej niż zwykle, po pewnym czasie, co absolutnie było do przewidzenia, urok świata zaczął ją męczyć, zatem postanowiła przytępić rozochocone zmysły alkoholem - każda wymówka była dla niej dobra, by się napić. Zaduch karczmy sprawił, że zakręciło się elfce w głowie, lecz tylko w pierwszej chwili, bowiem wraz z każdym kolejnym kielichem wina i słowem wymienianym z nowopoznanym (a także niezwykle urodziwym) młodzieńcem poprawiało się jej samopoczucie.

    OdpowiedzUsuń
  37. [Aileen]


    Obudziła się w jakimś śmierdzącym twardym i brudnym miejscu. Ponadto, wtulony w nią był jakiś brzydal, a u stóp leżało kilka kundli, to właśnie od nich wionął nade przyjemny zapaszek, niczym powiew morskiej bryzy ich odór uderzał w elfie nozdrza Aileen, cucąc ją skuteczniej od soli trzeźwiących.
    - Gdzie ja jestem? – wybełkotała nie do końca przytomnym głosem, choć za chrypką alkoholika krył się bystry już umysł, a najlepiej było to widać właśnie w lśniących w półmroku błękitnych oczętach, w tym akurat momencie nieco mniej radosnych niż zwykle.
    Wstała powoli, próbując się nie przewrócić, po czym oparła się o ścianę, by móc przyjrzeć się izbie bez obaw, że ktoś zajdzie ją od tyłu; tego typu środki ostrożności stały się od początku pobytu w Graleyn nawykiem, niemal mechaniczną czynnością w nieznanym otoczeniu.
    Z niemałym trudem dostrzegła niewielkie okienko po drugiej stronie pomieszczenia i rzuciła się w tamtym kierunku, mając nadzieję, że zdoła przecisnąć się przezeń, zdawało jej się bowiem, że to najszybsza droga ucieczki.
    Ostatecznie, mimo wielu prób i przekleństw, w nim utknęła.

    OdpowiedzUsuń
  38. (Ej,ej! A Heshu psychiczna? )

    OdpowiedzUsuń
  39. Zatrzymała się gwałtownie. Głową powoli odwracała się do Raishy.
    - Ty... - chrypnęła wbijając pseudozłe spojrzenie w kobietę.

    OdpowiedzUsuń
  40. Nie przestawał jej pieścić, do póki nie poczuł, jak się rozluźnia. Uniósł się wtedy lekko i przesunął wyżej całując jej brzuch i dekolt. Położył się obok przyciągając ją do siebie. Jak zwykle zafascynowany dotykał jej rozgrzanej skóry. Splótł jej palce ze swoimi i pocałował w ramię.
    - Jak tak dalej pójdzie spędzimy cały dzień w łóżku. - Mruknął rozbawiony bawiąc się jej włosami. Pocałował ją w policzek i wstał z łóżka. Nie ubierał się. I tak byli sami w całym domu a jemu nagość nie robiła żadnej różnicy. Wyszedł z sypialni upewniwszy się, że wszystkie okna są szczelnie zamknięte. Zszedł do kuchni i zabrał ze sobą trochę chleba, sera i owoców. Wrócił na górę.
    - Zdaje się, że wy, ludzie, musicie jeść trochę częściej. Uśmiechnął się stawiając wszystko na skrzyni w nogach łóżka.

    OdpowiedzUsuń
  41. Zaśmiał się i usiadł za nią obejmując ją ramionami i splatając dłonie na jej brzuchu. Ucałował jej nagie ramię i potarł je lekko brodą. Sięgnął po jeden z owoców. Sam odczuwał lekki głód, choć nie musiał jeść tak często jak ludzie.
    - Może wybierzemy się na spacer kiedy zajdzie słońce? - Zapytał i wgryzł się w jabłko. Nie znosił być tak uziemiony, jednak nie miał wyjścia. Nie chciał też, żeby kobieta chcąc spędzić z nim czas musiała poniekąd przestawiać się na nocny tryb życia. W końcu z pewnością miała tu przyjaciół, którzy w przeciwieństwie do niego mogą cieszyć się wraz z nią słońcem. Czuł z tego powodu lekką zazdrość. Chciał jej towarzyszyć w każdej chwili. Z pewnością pragnęła wyjść teraz na słońce. Sam tego chciał.

    OdpowiedzUsuń
  42. Możesz czuć się zaszczycona - zaśmiała się wychodząc po drugiej stronie drzewa.

    OdpowiedzUsuń
  43. [Aileen]


    Przekleństwa wirowały w głowie, skutecznie zagłuszając wszelkie inne myśli, a z każdą kolejną chwilą stawały się coraz dosadniej wypowiadane, lecz małe były szanse, by ktoś je zrozumiał – Aileen wykorzystywała każdy znany sobie język, prócz tego, którym posługiwało się Królestwo. Szczególnie, że wciąż głosu nie podnosiła, a potok wyzwisk zlewał się w jedno, wtapiając rytmem w radosny szczebiot ptaszków oraz lekkie zrywy wiatru. Doprawdy miłe zajęcie takie komponowanie, jednak elfka nie czuła żadnej przyjemności, okiennica wżynała się bowiem dość mocno w tułów, a wraz ze wstającym słońcem rosła możliwość, że jej były towarzysz, wciąż kiszący się wewnątrz pomieszczenia, z którego próbowała uciec, obudzi się i postanowi zrobić coś niekoniecznie dobrego z dolną połową jej ciała.
    Szarpała się bezsensownie długie minuty, robiła głębokie wdechy, by zmniejszyć obwód talii, w końcu ośmieliła się nawet wrzasnąć, by sprowadzić pomoc, lecz to wszystko na nic. Pozostało jej czekać.

    - Milva?! – szepnęła zszokowana Aileen, widząc znajomy pyszczek tuż przy bezwładnie zwieszonymi rękami i spróbowała dłonią sięgnąć ją, by pogłaskać, na co kocica zamruczała, ocierając się coraz bardziej ochoczo. – Idź po Raishę, błagam, przyprowadź tutaj panią. Zasypię cię smakołykami, tylko przytargaj ja tu, dobrze, Milvo? Dobry kotek… - szeptała słodkim głosem usatysfakcjonowana, gdyż zwierzę wystrzeliło jak z procy z wyraźnym celem. Tak przynajmniej się elfce zdawało.

    OdpowiedzUsuń
  44. - Raczej tutaj. Wszystko czego potrzebuję mam tutaj, a im szybciej uda mi się to zniszczyć, tym lepiej.
    Poszukał wzrokiem miejsca na wytworzenie dość wysokiej temperatury. Nie liczył zresztą na sukces przy pierwszym podejściu, ale może uda mu się uszkodzić chociaż pieczęć.
    Podszedł do stołu i wyciągnął z torby kamień o lekko wypukłym kształcie. Normalnie używał go do mielenia ziół, ale tym razem powinien zapobiec ewentualnemu pożarowi. W dłoni alchemika pojawił się płomienie i zaczął stopniowo podnosić temperaturę naszyjnika. Blekot będzie mu potrzebny na niemal sam koniec.

    OdpowiedzUsuń
  45. [Aileen]


    - To niezbyt miłe - burknęła elfka, włosami zasłaniając szeroki uśmiech, który wpłynął mimowolnie na pobladłe wargi, po czym zerknęła na Milvę z wdzięcznością. Jeszcze nie była pewna, skąd i za co wytrzaśnie dla kotki obiecane przysmaki, lecz i tak bez wątpienia się odwdzięczy. Później.
    Kiedy jednak wisiała, czekając na ratunek i dziękując za fakt, że nie znalazł jej nikt prócz Milvy, wpadła jej do głowy dość niepokojąca myśl. Czy Raisha w ogóle wiedziała, że pupila nie ma w domu? Z pewnością porozmawiają o tym, gdy tylko elfka stanie na nogach, to w tej chwili było dla niej niewątpliwie priorytetem.
    - Nie wiem, jak zamierzasz mnie stąd wyciągnąć, a mam nadzieję, że masz na to chęć, ale tam po drugiej stronie jest młody mężczyzna, który niedługo może się obudzić. Bardzo bym nie chciała zasłaniać mu widok z okna, ufam, że wiesz, o co mi chodzi – ponagliła wiedźmę po chwili normalnym już tonem, ale wciąż pobrzmiewało w nim rozbawienie. – Ładne buty.

    OdpowiedzUsuń
  46. W ciszy przerywanej jedynie nielicznymi stęknięciami elfka próbowała odepchnąć się od podłogi, ściany, a w końcu i jakiegoś mebla, który wyczuła w zasięgu nóg, jednak jak szybko się nań oparła, tak ten odsunął się z niemiłym zgrzytem. Zgrzytem, który zbudził jakiegoś kundla w środku; tenże osobnik od razu postanowił zbadać sytuację, trącając wilgotnym nosem odsłonięte kostki przestraszonej nieco już Aileen. Skoro ten się ocknął, reszta pewnie też, długo nie będzie trzeba czekać, by któryś szczeknął lub przeszedł po pogrążonym we śnie mężczyźnie. A wtedy on się obudzi.
    - Nie, wiedźmo, ale czas nam się kończy - sapnęła przerażona i oburzona jednocześnie poprzednią wypowiedzią Raishy, szczególnie dlatego że, choć mało pamiętała, wydawało jej się aż nazbyt oczywiste, iż do czegoś w niewielkiej izbie doszło. W asyście psów. I w ubraniach. Niech ją szlag, jeśli kiedyś ponownie łyknie jakiś wywar miłosny! - Spróbuj obejść ten budynek i znaleźć jakieś drzwi - poradziła, próbując wyklarować w głowie jakiś sprytny plan. Gdyby Raisha weszła do pomieszczenia, mogłaby ogłuszyć eliksirem od Aileen mężczyznę, tak, by załatwić im więcej czasu, po czym udać się po pomoc, najlepiej jakiegoś ślusarza.

    OdpowiedzUsuń
  47. - Tak ty... Ty wredny głosiku w mojej głowie! - ofuknęła i skrzyżowała ramiona na piersiach.
    - Nigdy się nienauczę medytacji - zaczęła marudzić.
    - zgwałciłaś mój umysł!

    OdpowiedzUsuń
  48. Tak. Właśnie tutaj mieszkam i jest mi tu bardzo dobrze - potarła kącik oka. Kierowała się do ogrodu na tyłach domu.

    ~Dilexi

    OdpowiedzUsuń
  49. - Nie! Ja już jestem złamana! - marudziła dalej gestykulując. Ręce jej latały co chwila przy tragicznej minie.
    - I psychiczna - sapnęła garbiac się.

    OdpowiedzUsuń
  50. - Lubię dramatyzować - mruknęła, ale kiedy zauważyła, że Raisha się ulotniła - Ej! Zaczekaj!
    Podbiegła. - Gdzie się wybierasz?

    OdpowiedzUsuń
  51. Kiedy Raisha odeszła, Aileen próbowała się uspokoić. Wdech, wydech, wdech, wydech… Zaraz się wydostanie, jeszcze tylko moment i będzie mogła wrócić do domu, kilka chwil do postawienia stóp na ziemi! Nie miała absolutnie żadnych wątpliwości, co do tego, że zaraz będzie po wszystkim, choć po dłuższym zastanowieniu stwierdziła, że może wysyłanie przyjaciółki samej do miejsca wypchanego agresywnymi dość psami oraz niezbyt serdecznie nastawionymi ludźmi nie jest najmilsze z jej strony… Ale jaki miała wybór? Poza tym to wiedźma, na pewno sobie poradzi.
    Prawda?
    I w tym momencie usłyszała huk. Zaraz potem kolejny, jednak cichszy, coś jakby trzaśnięcie drzwiami, który sprawił, że Aileen aż zaskomlała cicho z nerwów. Zaraz potem czyjeś kroki, najpewniej jakiejś kobiety, zagłuszone nieco przez wycie tych cholernych kundli. Odgłosy walki, szarpaniny, a po chwili i głuchy dźwięk ciała upadającego na podłogę przyprawiły ją niemal o drgawki. Tylko, kto upadł: przyjaciel czy wróg…? Do licha, jakże męcząca była ta niepewność!
    Gdy coś (lub ktoś…) huknął w ścianę tuż koło okienka, w którym utknęła, Aileen aż krzyknęła cicho z zaskoczenia i zaczęła się szarpać się jeszcze zacieklej niż dotychczas. Jako że była wciąż skulona ze strachu szło jej o wiele sprawniej. I udało się. Wyszła. Tylko niekoniecznie tą stroną, którą chciała.
    - Raisha! - zawołała , od razu podrywając się z brudnej podłogi, po czym rozejrzała się nieco oszołomiona po izbie. I wtedy zobaczyła trzy warczące psy oraz jednego uzbrojonego mężczyznę.
    Pięknie.
    Gdy już uporała się z szokiem, zaczęła grzebać po kieszeniach w poszukiwaniu miksturek ogłuszających, jednak żadnej nie znalazła, musiały wypaść, gdy wydostała się z okna-pułapki. Zerknęła niepewnie na rudowłosą, jakby pytając się, czy nie powinny zacząć już uciekać.

    OdpowiedzUsuń
  52. - Prowadź, kobieto! - rzekła poważnie, prawie salutując. Machnęła ręką przed siebie.
    - Ja znam.. e... mało, chyba. Nie wazne zresztą...

    OdpowiedzUsuń
  53. [Rai, Rai, Rai.
    Nie masz ochoty może na jakiś wątek?
    Tylko, że hum.... Nie mam pomysłów. Wcale.]

    OdpowiedzUsuń
  54. Uniosła wysoko brwi, widząc sztylet w dłoniach Raishy, niespecjalnie chętna zobaczeniu tego, co rudowłosa zamierzała nim uczynić. Cofnęła się tylko o krok, obrzucając nieco niepewnym spojrzeniem obu mężczyzn, które zaraz nabrało wzgardy, gdy jeden z nich użył określenia „czarcie pomioty”. Do licha, dawno już nikt jej tak nie nazwał!
    Szybko jednak porzuciła zainteresowanie tematem, wyłapując polecenie z oczu Rai - uciekać. A ponieważ bardzo jej się to spodobało, biorąc pod uwagę również fakt, że w bieganiu mało kto się z nią mógł równać, uśmiechnęła się do niej słabo. Cóż, w zamierzeniu miał być to pokrzepiający gest…
    Krzyk przerażenia zamarł na pobladłych ustach, gdy ujrzała wiedźmę rzucającą się na uzbrojonego mężczyznę, lecz szok nie trzymał jej w skamienieniu zbyt długo - zaraz ogień błysnął między walczącymi, wybudzając Aileen z letargu. No i, tak przy okazji, dewastując domostwo.
    Oglądając się co chwila za rudą czupryną Raishy, elfka biegła ku drzwiom, przeskakując nad psami, przewróconymi meblami oraz każdą inną przeszkodą. I wybiegła! Udało się! Obejrzała się szczęśliwa przez ramię, by z przerażeniem stwierdzić, że dziewczyny za nią nie ma. Nie namyślając się, wbiegła z powrotem do walącej się izby, próbując dostrzec zielonooką, co trudne nie było. Rzuciła się na walczących, próbując rozdzielić ich, by móc razem z wiedźmą w końcu opuścić paskudne miejsce. Mężczyzna był silny, bardzo silny, a wątłe ciało Aileen wyglądało, jakby mógł ją zgnieść jedną ręką. Co też próbował uczynić, lecz z tymi, nieśmiałymi wręcz, próbami elfka wygrała solidnym kopniakiem w krocze - coś, co ćwiczyła jeszcze lata temu.
    Złapała Raishę za rękę i pociągnęła, dziękując wszelkim znanym sobie bóstwom, że rudowłosa ma więcej krzepy od niej. Inaczej bowiem byłaby już tylko plamą na podłodze izby.

    OdpowiedzUsuń
  55. - Co ty robisz ... ty sadystko! - wytknęła. Uniosła brwi w przerażeniu.
    - Nie mów, że tak i ze mną postąpisz... - powiedziała z udawaną paniką w głosie.

    OdpowiedzUsuń
  56. Las był cudowny o tej porze roku. Złote promienie słońca przenikały przez gęste korony drzew rozświetlając puszczę i sprawiając, że wyglądała jak niemalże magiczna kraina. Śniąca szła żwawym krokiem przez gęstwinę, trzymając w dłoni płaski kosz na zioła, a przez ramię mając przewieszony zwinięty koc. Miejski aptekarz płacił słono za egzotyczne rośliny, które można było ponoć znaleźć w tym lesie. Dziewczyna rzecz jasna nie zamierzała zdzierać butów w poszukiwaniu konkretnych kwiatów, ale chciała je przywołać z Krain Snów. I połączyć to z wyprawą do lasu - z dala od ludzi i miejskiego hałasu. Czyż nie był to świetny pomysł? Cień hasał wesoło wokół niej, merdając ogonem i przystając co jakiś czas by węszyć. Nie, tego dnia nic nie mogło zepsuć.

    OdpowiedzUsuń
  57. (Nie)życie Wynna toczyło się utartym rytmem, pozbawionym jakiś szczególnych nowości czy dużych zmian. Kolejne noce podobne były do siebie jak dwie krople wody kapiące mu na plecy z daszku pod Krym w cieniu skrył się wraz z zaatakowaną kobietą. Nie zmusił jej początkowo do utraty własnej woli i teraz ponosił tego skutki. Chwilowo wyrwała mu się i szamotała w ramionach, obryzgując suknię krwią. Na szczęście w momencie opanował sytuację, znów zamykając ją w swoim uścisku. Na obserwatora powinien zareagować instynktownie, lecz tego nie zrobił. Może Raisha była za daleko, może jakoś, jako czarownica umiała ukrywać swoją obecność. W każdym razie skończył bez pośpiechu posiłek i odsunął się na krok od ogłuszonej, prawie nieprzytomnej kobiety. Zerknął na swoje i jej odzienie. On się nie pobrudził, ona jednak…
    Westchnął cicho pod nosem.
    - Jak Ty to wytłumaczysz w domu? Odesłałbym Cię, ale… - powiedział cichutko i przechylił głowę, by ponownie wbić kły w jej szyję. Gdyby teraz ją zostawił, umierałaby wiele godzin, dlatego wyciągnął tulich i fachowym ruchem zamarkował poderżnięcie gardła. Krwi było na tyle, że nikt nie powinien zorientować się, że jest jej jakby za mało. Potem unikając pobrudzenia się, mechanicznymi ruchami obszukał ją, ściągając zeń całą biżuterię i zabierając pieniądze. Miała żyć, ale coś nie wyszło. Trudno.
    Zakończywszy całe to przedstawienie, starłwszyszy krew z ust, zostawiwszy ciało w cieniu daszku odwrócił się na pięcie i przeraził się nie na żarty. Ktoś go obserwował. Wmurowało go. Zrobił krok w tył, a potem jeszcze jeden, klnąc siarczyście pod nosem. Przez dosłownym zniknięciem obserwatorowi z oczu uchroniło go tylko to, że poznał opartą o drzewo osobę. Nie wiedział czy uciekać czy też nie.

    OdpowiedzUsuń
  58. Aileen skrzywiła się nieznacznie, widząc, jak tamta dyszy, nawet nie próbowała udawać, że odwzajemnia pozytywne nastawienie Raishy. Właściwie to było jej po prostu cholernie głupio, że wciągnęła ją w to bagno. Do licha, ten mężczyzna prawie urwał jej te piękne rude włosy, a to wszystko przez lekkomyślność elfki! Jak zwykle, pomyślała ponuro, nie odzywając się jeszcze przez chwilę. Jak zwykle upiła się i coś spieprzyła, czy to nie było do przewidzenia?
    - Mieszkam niedaleko… Może wstąpisz do mnie na chwilę, chyba przyda nam się trochę gorącej herbaty - zaproponowała w końcu, siląc się na uśmiech, choć wyszło jej to dość mizernie. - Lub wina.
    Co prawda nie czuła zmęczenia, właściwie ta przebieżka w ogóle nie wpłynęła na jej organizm, lecz była tak zawstydzona i wściekła na samą siebie, że wyglądała, jakby miała zaraz zemdleć. Blada, drżąca i tak poważna, jak nigdy dotąd przy Raishy. Wcześniej nie było szansy się nad tym porządnie zastanowić i dopiero teraz docierał do Aileen pełny obraz zdarzeń, a jedyne co była jeszcze z siebie w stanie wykrztusić to zbolałe ”dziękuję”, które zaraz porwał wiatr, nawet nie pozwalając wiedźmie dosłyszeć tego słowa.
    Z nerwów nie mogła ustać w miejscu, zaczęła więc poruszać się, a to krok w tę stronę, zaraz w drugą. Już po chwili bez krępacji łaziła w kółko z zaplecionymi na piesi rękami, czekając na odpowiedź Raishy.

    OdpowiedzUsuń
  59. - Litości o pani! Litości! - padła na kolana składając dłonie.
    - Ej.. ale i tak nikt by nie tęsknił, no oprócz pewnego pana...

    OdpowiedzUsuń
  60. Tam masz kosz i nożyk. Weź sobie ile potrzebujesz i jakie potrzebujesz. Jak będziesz chciała sadzoneczki, to nie krępuj się - uśmiechnęła się do Niej i usiadła na drewnianej huśtawce.

    OdpowiedzUsuń
  61. Nakusił ją Shanon na odrobinę wina, no i tegoż to są skutki.
    - Dobra, dobra - wyprostowała się. - To co to za miejsce? Jaskinia ?

    OdpowiedzUsuń
  62. Wpatrywał się w Raishę z uwagą. Bardzo nie podobało mu się, że ktoś to widział, jednak szybko zorientował się, że wiedźma nie ma zamiaru robić nic głupiego. Albo niebezpiecznego dla jego osoby, ściśle mówiąc, bo o tym właśnie myślał. Jak zawsze pierwszą myślą było pytanie, czy nie oberwie. Odkąd mieszkał w Graleyn stał się jeszcze bardziej tchórzliwy pod pewnymi względami. Wiedział, że z większością istot zamieszkujących to miasteczko nie wygra. Że jest absolutnie i całkowicie bezbronny wobec magii na przykład.
    - Cieszę się, że nie mogę dostać ataku serca, wiesz, Raisha? – uśmiechnął się lekko, idąc również w jej stronę. Instynkt podpowiadał mu, by najszybciej oddalić się od trupa. Obydwoje powinni stąd iść. Nikt nie chciał być oskarżony przez chłopów o morderstwo i kradzież. Nawet jeśli mogło się ich wszystkich pozabijać w kilka sekund. Kula światła dość skutecznie zatruła mu życie robiąc solidne problemy z wzrokiem i starał się obracać głowę tak, by promienie nie padały bezpośrednio mu w oczy. Ta nadwrażliwość potrafiła być denerwująca.
    - Nie ma to jak przeszkodzić komuś w posiłku, prawda? – zapytał zadziwiająca wesoło, pochylając jednocześnie głowę i zsuwając kapelusz na oczy, tak, że razem z opadającymi na twarz ciemnymi kosmykami tworzył zadowalającą osłonę.

    OdpowiedzUsuń
  63. - Cholera, trąd i syf... - Alchemik po wstaniu z ziemi klął przez chwilę, próbując się doprowadzić do jako takiego porządku. Medalion miał rzeczywiście mnóstwo zabezpieczeń i używając ognia, dragonita aktywował jedno z nich. Płomień w jego dłoniach nagle spotęgował się stokrotnie, wywołując niewielki wybuch. Gdyby szybciej podnosił temperaturę, wybuch mógłby zmieść pół miasta.
    - Nic ci nie jest? To zabezpieczenie mnie zaskoczyło.

    OdpowiedzUsuń
  64. Chwycił medalion w dłonie i uaktywnił swoje smocze spojrzenie. Przez chwilę czerwone oczy z czarnymi szparkami wlepiały się w kunsztownie wykonany wisiorek, próbując odgadnąć jego tajemnicę.
    - Niestety musimy błądzić. - Oczy wróciły mu do normalności. - Nie jestem w stanie dojrzeć magii w nim zawartej i wiem stanowczo za mało o smoczych zaklęciach, by móc przeciwdziałać im. Jednak powinniśmy wybrać miejsce, które nie narazi aż tylu osób na śmierć i będące również bardzo daleko stąd. Przychodzi ci coś na myśl?

    OdpowiedzUsuń
  65. Kapka wina zawsze w dobry humor wprawia, ale czy to tylko zasługa alkoholu? Jest po prostu radosna, że ten, którego kochała, wrócił do niej.
    - Tak, taak. Ej.. mam medytować, czy się wyżywać na polanie ...?

    OdpowiedzUsuń
  66. Wynn pamiętał Raishę głównie z ich spotkania w lesie, kiedy to rozmawiali o zakładach, a on o mało co nie spadł z drzewa. Na całe szczęście miał dobrą pamięć do twarzy i ludzi (i w sumie wszystkiego innego oprócz rzeczy sensownych; biblię cytował z pamięci całymi księgami, ale o obowiązkach nie pamiętał za cholerę) i poznał Wiedźmę od razu.
    Traktował ją przyjaźnie. Jak całą resztę świata, łącznie z Inkwizycją i wszystkim innym, czego normalny nieludź by nie trawił. Wynn jednak dla każdego zachowania szukał wyjaśnienia, zawsze starał się zrozumieć, albo udawał, że rozumie i grzecznie nie oceniał. Chociaż czasami miał ochotę rozszarpać kogoś na strzępy. I to robił. Ale raczej nie z nienawiści. Nie znał tego uczucia. Prędzej z nudy, albo dla przyjemności.
    Jeśli chodzi o wystraszenie wampira… To nie był to żaden wyczyn, jeśli owym wampirem był William Hyantell.
    - Jeśli jest dla Ciebie za ciemno to ją zostaw. Nie za dobrze znoszę płonące kule nad głową o czym wiesz, ale jeśli nie jest to tarcza Swaroga to przeżyję. – Zaśmiał się cicho. – Tak. Na dzisiaj mi wystarczy. W sumie nie musiała umierać… No, ale trudno. Chodź stąd może, bo ja nie chcę mieć na głowie chłopów z pochodniami, ani straży miejskiej. Długo tam stałaś?
    Był ubrany jedynie w jasną, chłopską koszulę z podwiniętymi wysoko rękawami i szerokie spodnie. Nie było mu zimno. Dopiero jak zaczną się ulewy będzie dramatyzować, moknąć, marznąć i dużo marudzić.

    OdpowiedzUsuń
  67. - Rzecz w tym, że ostatnie, co pamiętam to siedzenie z tym nieprzytomnym gościem w karczmie – mruknęła niechętnie, z lekkimi oporami przekopując wspomnienia. Od razu złapał ją ból głowy, gdy badała te nieliczne informacje na temat poprzedniej nocy, a dobijająca ciemność, która okryła jej pamięć, wcale nie miała zamiaru ustąpić. Elfka zaklęła szpetnie pod nosem, ponownie psiocząc nad swą frywolnością. – Ale oprócz tego wszystko jest w porządku –dodała po chwili milczenia z uśmiechem, który może nie był najszczerszy, lecz w miarę udany, a to był już spory krok.
    Droga nie była długa, ale milczenie zazwyczaj rozgadanej elfki sprawiło, że ciągnęła się w nieskończoność. Przynajmniej wspomnianej gadule, która co chwila zerkała na Raishę, nie do końca pewna, czy faktycznie wszystko było z nią samą dobrze, jednak zwaliła wszelkie bóle na kaca – całkowicie zrozumiałą w tych okolicznościach wymówkę.

    OdpowiedzUsuń
  68. Jego oczy przybierały ten paskudny, mętny kolor, gdy patrzył w jasne światło. Ta nadwrażliwość nie była zbyt irytująca. Dopiero w czasach elektryczności stanie się naprawdę okropna. Ale ponoć z czasem stanie się odporniejszy. Cóż, miał taką nadzieję, naprawdę…
    - Niewiele jest w tym celowości… Różnie bywa. Wszystko zależne jest od wszystkiego. Osoby, których zniknięcie byłoby zauważone staram się pozostawiać przy życiu, zabijam głównie bezdomnych i biedaków, którymi i tak się nikt się nie przejmie. Czasami, tak jak dzisiaj, odbiegam od tego. Raz na jakiś czas można… Tak to jest, że tych, których chciałoby się mieć dla siebie zwykle nie można ani porwać, ani zabić, a samo dostanie się do nich jest kłopotem. I… nie patrz tak badawczo na mnie, nie zjem Cię. Możesz pytać do woli. – Wzruszył ramionami.
    Mógł mówić o wszystkim, czemu nie?
    - Ciekawe jak to wygląda od boku dla śmiertelnika... Ah, czasem żałuję, że nie czytam w myślach. Chciałbym wiedzieć co myślałaś.

    OdpowiedzUsuń
  69. Kiedy dotarły na polanę, zaczeła biec przed siebie jak wariatka. Usiadła krzyżując nogi.
    - A więc? Mentorko...

    OdpowiedzUsuń
  70. W tej jednej rzeczy byli do siebie nadzwyczajnie podobni. Wynn chciał wiedzieć wszystko. Dosłownie. Był nie do końca żywą kopalnią informacji o ludziach, miejscach… mieście.
    - Nie chcę byś się obawiała i wątpię w to byś mogła. Jestem pokojowo nastawionym, względnie sytym potworem, a Ty jesteś wiedźmą z groźnym przyszłym mężem. Nie atakuję ani magów ani osób, które ktoś może pomścić. Ani nie zabijam tych, których lubię… Nawet bym się nie odważył. – Wzruszył ramionami.
    - Wiesz czemu nie cierpię kiedy ktoś nazywa mnie artystą? Bo oni wszyscy są nienormalni. Nawet pijany pewnie nie widziałbym piękna w śmierci. – Wywrócił oczami. – No dobra. Może na siłę staram się go nie widzieć, bo się z tym nie godzę. Sam nie wiem.
    Właściwie nie mógł uważać jej za wariatkę… Takich wariatów znał na pęczki, prawda? A i owszem.
    - Czy to normalność? – zapytał cicho, jakby mówił sam do siebie. – To nigdy nie będzie normalność. To zawsze będzie wspaniałe, nowe i niezastąpione. Cholera, piękne. Nie lubię tego słowa. Co masz na myśli mówiąc „rytuał”?

    OdpowiedzUsuń
  71. Aileen zatrzymała się raptownie, patrząc z niedowierzaniem na wiedźmę.
    - Cóż za bzdury wygadujesz?! Chyba nie myślisz, że to przez ten eliksir? – spytała nieco rozgoryczonym tonem, nie mogąc się już powstrzymać. Tak, to jedno ciche „przepraszam” w zupełności wystarczyło jej, by mogła znów paplać. – Och, Raisho, to zupełnie nie było tak! Wyszłam od Ciebie, nieco oszołomiona, po czym od razu skierowałam się do karczmy. Sama wlałam w siebie alkohol, doprawdy, nikt nie musiał mi pomagać, bym się spiła. A każda przykrość jakiej dzisiaj doświadczyłyśmy spowodowana była moim brakiem odpowiedzialności, gdybym choć trochę owej posiadała, bez postojów wróciłabym do domu... – Rozgadała się na dobre, a jej głos z każdym słowem robił się coraz bardziej zapalczywy, aż w końcu musiała zaczerpnąć tchu, by nie zemdleć.

    OdpowiedzUsuń
  72. Jego gadatliwość była uciążliwa dla całego świata. Wynn był świadomy, że mówi za dużo, na każdy temat, ale nie potrafił się powstrzymać… Kochał gadać. Bez sensu, cokolwiek. Byle mówić. Nie przejmował się tym, że nie każdy chce znać opinię wampira. Nie przejmował się tym, że nikogo nie obchodziło to co mówił. Pytali tylko, by jakoś podtrzymać rozmowę… przynajmniej większość.
    - Wyglądasz na zdziwioną – zauważył. Mało co mu umykało. – Cóż Cię tak zdumiało? – zapytał z ciekawością, a potem zamilkł na jakiś czas, unosząc głowę do góry, by spojrzeć w niebo. Dobrze, że było tak wcześnie… Letnie noce tak szybko mijały. Zbyt szybko.
    - Nie, nie do końca… - zamyślił się, starając się dopasować do tego co chciał powiedzieć jakieś w miarę sensowne słowa. Miał z tym nie lada kłopot. To było coś o czym z reguły się nie rozmawia. Mniej więcej dlatego Wynn nie umiał znaleźć słów. Przecież z ludźmi się o tym nie rozmawia, a wampirom tłumaczyć nie musisz. – To trochę jak seks, tylko bardziej… cholera wszystko bardziej. Kiedy się zabija nie ma miejsca na celowość, ani świadomość. Przynajmniej u mnie… Młody jestem. Jak patrzyłem na morderstwa Rewana… Robił z tego teatr dla mnie.
    Potrząsnął głową. Tak, czasami nawet on widział, że gadał za dużo.
    - Wybacz. Pytasz, masz odpowiedź.
    Westchnął, wiedząc, że nie było w tym wszystkim żadnej odpowiedzi na jej pytanie, jedynie świadectwo jego szaleństwa. Spróbował jeszcze raz;
    - Kiedy chcę zabić czynię z tego zabawę ku swojej uciesze, a potem postępuję czysto instynktownie, kierując się swoimi chorymi namiętnościami.
    Normalny, lekki ton wcale nie sprawił, że zabrzmiało to lepiej i normalniej. Cholera.

    OdpowiedzUsuń
  73. - Chyba nie potrafię - szepnęła przyglądając się swej dłoni i iskierkom.
    - To jest najminiejsza forma.
    Przymrużyła oczy skupiając się na błyskach. Parę z nich uciekło z pomiędzy palców. Poczęły formować kulę wirując coraz szybciej i szybciej. Co dziwne, jedna z iskierek zaczęła przypominać twarz dziewczyny.

    OdpowiedzUsuń
  74. Pokaż mi rozmowę z Wynnem, która po krótkim czasie nie staje się absurdalna, a zostaniesz moim mistrzem.
    Sęk w tym, że Wynn krył się ze swoimi myślami całe dziesięciolecia. Ludzi, którzy wiedzieli o jego prawdziwej naturze do zeszłego roku było może trzech. Jego przyjaciel, ksiądz, który na każdą wspominkę o uczuciach targających wampirem reagował wrzaskiem, albo znakiem krzyża i dolaniem sobie wódki (tak, był to bardzo specyficzny ksiądz), mistrz złotników, którego nie obchodziło nic oprócz tego, by Wynn nadal ratował go z tarapatów finansowych oraz jego czeladnik, chłopak, który wiedział, choć nigdy pomiędzy nimi nie padło ani słowo na ten temat. Potem nagle wiedzieli wszyscy, a wszystkie hamulce puściły, tworząc sytuacje takie jak ta.
    - Taki tego urok. Wszystko się może znudzić, ale wampirowi zabijanie nigdy. – Wzruszył ramionami, obiecując sobie zapanowanie nad atakami szczerości. Nie było to łatwe.
    - Jeśli wytrzymasz jeszcze choć chwilę w moim towarzystwie, to mogę iść. W sumie to teraz idę za Tobą. – zaśmiał się wesoło. - I jeszcze raz wybacz mi moje słowa. Dobijam sam siebie, nie mogąc opanować nadmiarów szczerości.

    OdpowiedzUsuń
  75. - Masz rację, tak do niczego nie dojdziemy – oznajmiła po chwili ciszy wciąż nieprzekonana elfka, przyśpieszając kroku, co było dość wyraźnym znakiem na zakończenie dyskusji.
    A milcząc Aileen znów miała okazję, by pognębić się trochę, co było znacznie łatwiejsze aniżeli wyżalanie się Raishy, ponieważ nikt jej nie zaprzeczał i mogła bez przeszkód umacniać się w przeświadczeniu, że jest paskudną pijaczką bez rozumu. Tak wiec, gdy były już przy jej domu, dziewczyna miała humor wręcz tragiczny, lecz godne aktorki opanowanie nie pozwalało jej tego okazać.
    - To tutaj – rzekła z nikłym uśmiechem, otwierając drzwi, po czym wytwornym gestem (który miał na celu zamaskowanie żałości kryjącej się w błękitnych oczętach) zaprosiła rudowłosą do środka. Pośpiesznie zabrała się za przygotowywanie naparu, zerkając tylko co chwila tęsknie na alkohol, choć wiedziała, że nie sama może go teraz ruszyć. – Masz ochotę na wino?

    OdpowiedzUsuń
  76. - E... nie wiem co to? - powiedziała szczerze zdziwiona spoglądając na tą dziwna iskrę. Spróbowała ja jakos strzepać, ale na nic. Na szczęście dołączyła do kuli, która stawała się. coraz to większa. Gdy była rozmiarów jej ręki,pchneła nia w wskazane drzewo.

    OdpowiedzUsuń

  77. - Jeśli mamy się licytować, kto szybciej kogo wnerwi to ja stawiam na siebie trzy sztuki złota. – Powiedział wesoło, nawiązując do ich pierwszej rozmowy o zakładach.
    Trzeba mieć na uwadze fakt, że Wynn nawet nie wiedział czy ma trzy sztuki złota. Nie zaglądał do wziętej od trupa sakiewki.
    - To czarownice latają na miotłach – powiedział wesoło, nie udzielając jej odpowiedzi. – Ja wolę mimo wszystko przejść się kawałek krawężnikiem. – Spojrzał w jej stronę z rozbawieniem i wszedł na owy krawężnik, który wystawał zaraz przy murze z wody.

    OdpowiedzUsuń
  78. - Rai... boje się. A jak przesadzę? - wyszeptała spoglądając na swe dłonie.
    - Ostatnio z Lyn nawałnicę jakoś stworzyłam - wyznała. Nie wspominała tego zbyt dobrze.
    - Zastanawia mnie to coś, co było do mnie podobne...

    OdpowiedzUsuń
  79. - Chciałabyś. – Prychnął w odpowiedzi.
    Szedł po krawężniku, balansując rękami jak dziecko, albo akrobata idący po linie. Właściwie to ciekawe czy potrafiłby przejść po linie i nie narobić sobie kupy złamań… Znając Wynna? Nie powinien próbować. Nie umiał nastawiać sobie sam kości, a takie próby zapewne skończyłyby się w sposób wymagający tej umiejętności. Jak na dziecko nocy to zaliczał wyjątkowo żałosne, chociaż zabawne wpadki.
    … Takie jak wystraszenie się atakującej go wody i wpadnięcie na ścianę i zsunięcie się jedną nogą w kałużę. Widział coś niepokojącego w zachowaniu Raishy, lecz nie przejął się tym zbytnio i w własnej głupocie zignorował… I to był błąd. Niewątpliwie to właśnie był błąd, dzięki któremu był teraz mokry.
    Gdy Wynn już sobie uświadomił co się stało, spiorunował ją parodią groźnego spojrzenia. Rozhisteryzowany dzieciak by się nie wystraszył.
    - Rude jest wredne. – wysyczał jak największą obelgę patrząc jej prosto w oczy. Brązowe, duże ślepia wampira błyszczały w rozbawieniu. Chwycił połę płaszcza niczym skrzydło nietoperza i teatralnym ruchem zatrzepał nią by strącić wodę i trochę pochlapać Raishę. – To nie jest uczciwe. Ja nie mogę sobie pomachać łapkami i sprawić, żeby woda mnie słuchała, albo co. – mruknął tonem dziecka, powrotem włażąc na krawężnik.
    - Jeszcze nie wygrałaś zakładu. – zauważył, kiedy weszli pod jedno z drzew, a Wynn poruszył gałązką nad nią by woda z liści spadła jej na głowę.

    OdpowiedzUsuń

  80. Jej reakcję skwitował szerokim uśmiechem. Złośliwość była jego całkowicie wrodzoną cechą, której zapewne nawet jeśli by chciał, nie umiałby się pozbyć.
    - Cóż, honoru niestety nie mam. I nigdy nie miałem. – powiedział wesoło, chowając ręce w kieszenie, a na oczy mocniej naciągając kapelusz. W ten sposób zajął czymś ręce. Szkoda, że musiał zeskoczyć już z krawężnika i przestać udawać szybującego ptaka. – Jeśli tak dłużej pójdzie, to wiesz, że najpewniej dojdziemy do karczmy cali mokrzy, madmoiselle? – zapytał wesoło.
    Dlatego następny żarcik trzeba wymyślić inny. Mniej mokry.
    Szkoda, że Wynn nie władał magią. To dawało więcej możliwości. Zmaterializowałby wtedy śnieżkę. To byłaby straszna zemsta!

    OdpowiedzUsuń
  81. - Aż się boję zapytać o ten inny sposób - mruknęła. Uklęknęła, by było jej wygodniej i zacisnęła oczy. Poruszała bezdzwięcznie wargami, choćby odmawiała jakieś modły. Uniosła ręce w górę.
    Bała się okropnie, ale no cóż...
    Znów iskierki rosły na sile i formowały wielką, brzęczącą jak stado szerszeni kulę wznoszącą się nad jej głowę.

    OdpowiedzUsuń
  82. - Dziękuję, co prawda jeszcze nie wszystko rozpakowane, lecz na dniach skończę – odparła z nikłym uśmiechem, podając rudowłosej napar. – Jeszcze tydzień temu mieszkałam bliżej targu, było o wiele wygodniej, okazjonalnie bowiem wcielam się w rolę przekupki. Aktorstwo niestety nie jest najlepiej płatnym zajęciem, a coś jeść trzeba – zaczęła, pragnąc odciągnąć myśli od ostatnich zdarzeń, nie tylko swoje zresztą, ale i Raishy. Trudno wszak nie zauważyć, że rudowłosa również zaczęła się tym wszystkim zadręczać. – Tak, wiem, strasznie narzekam, musisz mi wybaczyć. Napijemy się czegoś porządnego i od razu zrobi się weselej – zaśmiała się, podchodząc do ogromnego kufra, by wyjąć z niego niewielki flakon bursztynowego trunku. – Dolej sobie do herbaty, tylko niezbyt dużo, bo mi się jeszcze upijesz. – Podała jej specyfik, po czym usiadła na jednym z trzech krzeseł, by móc zabrać się za swoją herbatę.

    OdpowiedzUsuń
  83. Tak, Wynn niewątpliwie zadanie miał mocno utrudnione, w odróżnieniu do czarownicy. W myślach zastanawiał się nad następnym posunięciem i ciągle powtarzał sobie to, aby uważać, bowiem teraz była „kolejka” wiedźmy, a to nie wróżyło wcale dobrze. Starał się mieć oczy dookoła głowy i ciągle wypatrywał i nasłuchiwał zagrożenia. Nie mógł odwracać się ciągle wokół siebie, bo to zepsułoby pozór całkowitego ignorowania zagrożenia ze strony jej psikusów, więc głównie nasłuchiwał.
    - Jestem abstynent… - nie do kończył i krzyknął cicho, a właściwie wydał z siebie stłumiony jęk, gdy coś go uderzyło. Odwrócił się w momencie, ale widząc gigantycznego psa od razu się uspokoił. Co jak co, ale psów się nie bał… Gdyby to był nietoperz, najpewniej Wynn byłby pierwszym wampirem, który umarł ze strachu, ale psów się akurat (jakimś cudem?) nie bał.
    Kiedy chciał wyciągnąć rękę do psa, ten rozwiał się w powietrzu, a Wynn uniósł spojrzenie na wiedźmę. Starał się nie okazywać swojego zdziwienia i monotonnym tonem dokończył swoją poprzednią wypowiedź;
    - Nie piję alkoholu. Moja dieta jest dość monotonna i tego nie zmienię. Choć nie narzekam.

    OdpowiedzUsuń
  84. Kiedy była dość wielka, wybuchła, a raczej tworzące nią błyskawice rozłączyły się. Zaczęły uderzać gdzie popadnie.
    Bardzo silne światło zmeniło kolor oczu na bardziej blady, może kremowy.
    Zaczęła krzyczeć przeraźliwe trzymając się za głowę. Miała wrażenie, że obdzierają ją ze skóry, jednak tylko z mocy. Wyszła z niej postać podobna do niej, lecz była tylko energią.

    OdpowiedzUsuń

  85. Szedł kawałek za nią. Jego kroków nie było słychać wcale, co robił chyba głównie z przyzwyczajenia. Było mu łatwiej nie hałasować, niż udawać w ten sposób człowieka. Tak przynajmniej się zdawało.
    Powoli zbliżali się do rogu ulicy.
    - Za życia wychlałem tyle – zaczął, nie kłopocząc się cenzurą własnych przeżyć. Raisha dobrze przyjęła jego „nadmiary szczerości” więc i teraz nie powinna marudzić na te wyznania. – Tyle, że niejeden pijak tyle nie potrafił przez całe, pełnowymiarowe życie, umierarając ze starości. Albo na wątrobę, czy coś.
    Za rogiem formowała się armia szczurów.
    -To mi starczy – kontynuował wampir, jak gdyby nigdy nic. - Chociaż… Wiesz czemu uznaję się za potępionego? Bo zabranie człowiekowi przyjemności za przeproszeniem, napierdolenia się jak świnia to największe okrucieństwo, nawet jeśli w zamian dostaje się coś lepszego. To jak nic wstęp do ogni piekielnych!
    Wampir mówił coraz głośniej, coraz bardziej zostając z tyłu. Nie patrzyła na niego, więc mógł się swobodnie oddalać.
    Bo ja, droga Raisho, nie zatraciłem zdolności odczuwania smaku, lecz pomimo to nie mogę napić się głupiego wina, by potem nie rzygać jak kot! Wyobrażasz to sobie?
    Kiedy wyszła zza rogu wpatrzyła się w światła karczmy i w pierwszej chwili nie zauważyła chyba setki szczurów, które zaczynały napierać na nią z każdej strony, zbliżając się półkolem. Głos Wynna zamilkł… I jego samego też nie było. A szczury były jak najbardziej materialne.
    Zbliżały się do niej nieubłaganie, piszcząc jak opętane. Brudne, śmierdzące małe ciałka już miały wdrapywać się jej po nogach, gdy w momencie się rozpierzchły.
    - Moja magia nie gorsza. – rozległ się głos, a Wynn jakbyby nigdy nic wyszedł zza zaułka. – Ciężko opanować takie stado.

    OdpowiedzUsuń
  86. To trzymała się za głowę, to wymachiwała ręce, by złapać istotę. Na daremno... ale po chwili mówiąc coś niezrozumiale, przytknęła dłoń do żywej energi.
    Pochłonęła ją i padła na kolana drżąc jak osika.

    OdpowiedzUsuń
  87. Spojrzła na nią prawie białymi, szeroko otwartymi oczami, które nie miały żadnego wyrazu. Przestała się trząść. Wydała się być pewniejsza. Wstała powoli. Ręce zwisały jej wzdłużciała, ale zaraz wyciągnęła sprawnie dłoń ku niej. Próbowała cisnąć błyskawicami.

    OdpowiedzUsuń
  88. Zachichotał cicho, widząc minę Raishy. Teraz już grzecznie szedł obok niej, ręce trzymając w kieszeniach i momentami cicho pogwizdując pod nosem.
    - Cóż z Ciebie za wiedźma, co się szczura boi? – zapytał z rozbawieniem, przechylając lekko głowę i spoglądając na nią z drwiącym, choć przyjaznym uśmieszkiem. Fakt, że był wąpierzem co się nietoperzy boi wolał przemilczeć.
    Starał się być jak najbardziej czujny… Naprawdę chciał wygrać ten zakład. Choćby dlatego, że nie stać go było na przegranie.
    - Mogę pić wino, ale będzie się wiązało to z pewnymi nieprzyjemnościami, prędzej czy później będę musiał zwymiotować i… nie mogę się upić. Okropieństwo. Jednak w moim położeniu nie jest to aż tak męczące jak myślisz. Smak żadnego z najlepszych trunków świata nigdy nie dorówna krwi.

    OdpowiedzUsuń
  89. - Jakoś się z tym uporam – odparła, machnąwszy niedbale ręką, po czym upiła łyk herbaty, by choć na chwilę odwlec odpowiadanie na kolejne pytanie. Ogólnie rzecz biorąc, przyjmowała swój pierwszy występ w Graleyn, jako incydent niegodny prawdziwego aktora, lecz przeciętnego „artysty” jarmarkowego… Choć w rzeczywistości to nie była jej wina, Graleyn po prostu nie sprzyjało tej sztuce. Przynajmniej w jej mniemaniu. – Występowałam, może dwa miesiące temu – rzekła w końcu z niejakim ociąganiem, wpatrując się kubek z takim zainteresowaniem, jakby pozwalał on jej zgłębić tajemnice wszechświata.
    Aileen nie dolała sobie bursztynowego trunku, choć chęć na to zdecydowanie miała, szczególnie ze względu na uporczywy ból głowy, którego sam napar raczej nie zdusi. Przez myśl jej nawet nie przeszło, by próbować wygrzebać w ogromnym kufrze specjalny napój na tego typu dolegliwości... Za dużo czasu by to zajęło, a i tak najlepszym lekarstwem był sen.
    - Smakuje Ci? – spytała po chwili, wracając spojrzeniem do Raishy.

    OdpowiedzUsuń
  90. "Zniszczyć, zabić ..." powtarzała sobie w myślach przygotowana do posłania kolejnej błyskawicy, ale nie przewidziała cóż zamierzała zrobić Raisha.
    Włosy zakryły jej twarz i osunęła się na kolana, po czym policzkiem uderzyła w ziemię. Rozluźniła się leżąc na boku.

    OdpowiedzUsuń
  91. [ Masz może GG? Chciałam pogadać.]

    OdpowiedzUsuń
  92. - NIE! - wydarła się na całe gardło i przysiadła przez co sykneła z bólu.
    - Moja głowa.. rany.. co jest? Gdzie jestem?
    cieszyła się ogromnie, że już nie otacza ja oślepiajace, białe światło, które pulsowało.
    Zatrzepotała parę razy rzęsami i rozejrzała się dookoła.

    OdpowiedzUsuń
  93. - Wiesz co? Nie kapuję. Jaki wytwór? Komfitury? Od nich mnie tak łeb boli? - paplała sama nie wiedząc co.
    - Ale było jasno, aż oczy paliło. Miałam wrażenie, że się topię, a powietrze gęste.. Nikogo nie było, nie było i dobranoc - bredziła dalej. Padła znów na trawę. Zwinęła się w kłębek. Była okropnie wyczerpana.

    OdpowiedzUsuń
  94. - Miałam nadzieję, że Ci zasmakuje, jeśli wierzyć handlarzowi, a już ja wiem, jakie potrafi być z niego bydlę, sprowadzano te zioła z dalekiego wschodu. Szczerze mówiąc, nigdy jeszcze ich nie próbowałam, modlę się teraz, żeby nas nie otruło. Teoretycznie powinien odprężać i uspakajać skołatane myśli, co by mi się niezmiernie w tym momencie przydało – rzekła z nieznacznym uśmiechem, zerkając na Raishę.
    Kolejna chwila milczenia, tym razem sprowokowana przez elfkę, która miała niezwykłe trudności z pozbieraniem myśli. Może to ten napar dział aż nazbyt kojąco…
    - Nie mam zwierzęcia, nie w tej chwili. Coś czuję, że ciężko by mu było ze mną, jako że ledwo sama się sobą opiekuję, aż strach pomyśleć, co stałoby się z niewinnym zwierzakiem, którego postanowiłabym przygarnąć – oznajmiła, po czym zaśmiała się cicho i upiła łyk herbaty, a jej spojrzenie znów stało się nieobecne. – Kiedyś miałam konia, lecz było to w czasach, gdy jeszcze prowadziłam koczowniczy tryb życia. Potem mi go skradziono i już jakoś… No, po prostu jakoś… Ivellion się nazywał. Ładny był, taki… Biały. Zawsze brudny i z potarganą grzywą, ale podobał mi się, pasował do mnie, sama też bowiem do najschludniejszych nie należałam. Taki mały wariat...

    OdpowiedzUsuń
  95. Śniło jej się te same, białe światło. Niebo? Nie... Towarzyszył jej jedynie mdły ból, który promieniował z potylicy. Nie potrafiła się wcale poruszyć, choć pragnęła krzyknąć, czy wytaraskać sie z tej dziwnej sytuacji.
    Rozchyliła lekko usta i spojrzała przed siebie przez rzęsy. Swiatło zniknęło. Podskakiwała w siodle. W siodle! Szeroko rozwarła oczy. - Boje się!

    OdpowiedzUsuń
  96. - A! Boje się, że zlecę! Jazda na koniu.. nie dla mnie. Boje się, boję - wydarła się i pobladła. Przestała spoglądać przed siebie, a co dopiero na ziemię.. brr!
    Wykręciła jakośramiona, by chwycić mocno Raishę.
    - do domu... no gdzie chcesz! Tylko.. ratunku..

    OdpowiedzUsuń
  97. - Nigdy.. więcej. Zwłaszcza na przodzie - wysapała starając się zejść ze zwierzęcia. Nogi miała jak z waty.
    - skąd wiesz gdzie mieszkam? Draw ci zdradził? - spytała szukając gorączkowo klucza w przepastnych kieszeniach.
    - Jest! - wielki okrzyk radości.
    Otworzyła drzwi. Z domu wyskoczył młody barak jak z procy wystrzelony wprost na Raishę.
    - A to moja bestyja...

    OdpowiedzUsuń
  98. - O tak, ten człowiek, jeśli już miałby z czegokolwiek słynąć, to z obwisłej wargi. – Aileen parsknęła śmiechem, prawdziwym już, czując zbawienne skutki rozluźniającego naparu, lecz zaraz spięła się ponownie, dosłyszawszy kaszel wiedźmy.
    Momentalnie zamarła, skupiając wszystkie zmysły na rzężącej rudowłosej, a dopiero po kilku pełnych napięcia sekundach, dostrzegła, że był to tylko żart. Uśmiechnęła się, biorąc kolejny łyk herbaty, by choć trochę ukryć przejęcie, które tak łatwo można było dostrzec w jej błękitnych ślepiach.
    - Z pewnością mi się zioła przydadzą, choć muszę przyznać, że ostatnie doświadczenie z Twoimi specyfikami…
    Urwała tę myśl, wpatrując się w Raishę z nieco złośliwym uśmieszkiem, jako że była zła na siebie za to, iż tak łatwo dała się w pierwszej chwili nabrać. Pomyślałby kto, profesjonalna aktorka! Może po prostu była zbyt zmęczona, by nie dostrzec te subtelne oznaki zdradzające fałszywość ataku? To chyba najprawdopodobniejsza opcja, oceniła Aileen, choć miała przeczucie, że gdyby to jakiś przechodzień się w podobny sposób zakaszlał, od razu wyczułaby obłudę.
    - Ja po damsku nie potrafię – odparła ciszej, dostrzegłszy zadumę w oczach wiedźmy.
    Cóż za istota! W jednej chwili żartuje, zaraz potem zamyśla się w sposób, jakby świat stracił znaczenie. To było nie tylko intrygujące, ale i wyjątkowo podobne do zachowania Aileen.
    Chyba że rudowłosa była po prostu nieco rozkojarzona.
    Nie, pierwsza wersja podobała się elfce zdecydowanie bardziej.

    OdpowiedzUsuń
  99. - Raisho – zaczęła nieco naglącym tonem elfka, poprawiając się na krześle. – Chodziło mi o to, że tylko po męsku umiem; może nie jestem najpojętniejszym uczniem, ale całe lata w siodle spędziłam i co nieco załapałam. Dawno to było, nie przeczę, jednakże takich umiejętności się nie traci. Chyba – dodała, odstawiając pełny do połowy jeszcze kubek i nachyliła się odrobinę. – Jeśli jest jakiś zamysł ukryty za tymi pytaniami, wyjaw go już proszę. Zaraz się skręcę z ciekawości!
    Przez cały czas się uśmiechała, umiejętnie kryjąc swe zmieszanie przed zielonym spojrzeniem. Wciąż czuła się bowiem trochę głupio z powodu swego przejęcia, co wcale dziwne nie było, elfkę wszak zdecydowanie zbyt łatwo wprawić w zakłopotanie. Jednak jak zwykle skrępowanie szybko znikło, a w jego miejsce pojawiła się stanowcza chęć odwetu podjudzana jeszcze rozbawieniem rudowłosej. Ale to za chwilę.
    - Wracając do eliksiru… Chcesz mi wmówić, że to ja zareagowałam niewłaściwie na dobry wywar? Pierwszy raz słyszę, by tak obwiniać klientów! – zagadnęła, pozorując oburzenie w głosie, które kompletnie przeczyło złośliwym błyskom w zmrużonych nieznacznie oczach. – Poza tym wciąż jestem przekonana, że to nie była wina Tego specyfiku.

    OdpowiedzUsuń
  100. - A chcę! – odparła elfka butnie, zerkając mimochodem na kubek Raishy, by sprawdzić, czy nie odbił się na nim impet z jakim rudowłosa owe naczynie odstawiła. – Skoroś doświadczona powinnaś była przewidzieć, jak Twój eliksir zadziała, stąd właśnie moje wątpliwości, zielarko. Zważ jednak na fakt, że podnosisz głos na właścicielkę tegoż domostwa! – żachnęła się, zaplatając ręce na piersi. Jako aktorka potrafiła panować nad każdym gestem i głosem, potrafiła sprawić wrażenie osoby faktycznie obruszonej, a zdradzały ją tylko psotne błyski w oczach. Im zaradzić nie potrafiła.
    Ona również miała ochotę na przekomarzanie, co tłumaczyła sobie chęcią odreagowania dziwnej sytuacji z rana. Cóż, wciąż zdawała sobie sprawę z tego, że najlepiej wspomnienia zdusiłby alkohol, ale to raczej nie wchodziło w grę, prawda? Prawda, potwierdziła smętnie w duchu, wpatrując się w Raishę wyzywająco.

    OdpowiedzUsuń
  101. - Ale bym nie widziała, że jadę, tylko twoje plecy - jęknęła cicho wchodząc do środka. Zaprosiła ich gestem ręki.
    - Zapomniałam, że masz skłonności do kopania w mojej biednej główce. Zupełnie jak Drawen - jęczała prowadząc do pokoju gościnnego.
    - Mała przestroga... uważaj na buty - zerknęła na nią i Odysa przez ramię.

    OdpowiedzUsuń
  102. - Em... przywiązałabym się do ciebie, czy coś... - dalej trwała w przekonaniu, że lepiej nie spoglądać nigdzie w czasie jazdy, choć wyobraźnia robi swoje.
    - Kłamczuszysz! Ty wredny głosiku w mojej biednej główce! Nie zapomne ci tego - wytknęła jej i przychnęła przeciągle.
    - Dlaczego? Bo.. - wtem skakając pies wokół nich, rzucił się na jej prawy but. Zaczął gryźć i drapać warcząc cicho. - No... no właśnie. Masz odpowiedź. Mogłam go nazwać Kapciozjad!
    - Chcesz coś do zjedzenia, picia?

    OdpowiedzUsuń
  103. - On zawsze musi mieć coś w pyszczku , przepraszam - mruknęła spoglądając na nich.
    - Ej! Tylko go nie przekabać na druga stronę! Jednego podarowałam, ale ten Kapciozjad zostaje ze mną.. - powiedziała poważnie.
    Zniknęła na chwilę w kuchni, by wrócić do rozkosznych stworzonek z troszkę obtłuczonym dzbankiem pełnym wody i kubkami.
    - To... na czym to .. stanęłyśmy? - zagadnęła stawiając rzeczy na stole.
    - A! Zapomniałabym! - pobiegła znowu i przyniosła koś, którą rzuciła w kierunku Odysa. - Trzeba się zabezpieczyć...

    OdpowiedzUsuń
  104. Coraz wyżej unosiły się brwi elfki, gdy słuchała wykrzykiwań Raishy, a twarz nieznacznie poczerwieniała od tłumionego śmiechu. Nie odezwała się jednak ani słowem, ciekawa, na co jeszcze wpadnie rudowłosa. Jej wywody bowiem robiły się coraz bardziej interesujące, szkoda by było jej przerywać.
    Wraz z ostatnim słowem wiedźmy, lub też doświadczonej, uczciwej zielarki, jak to ostatnio się nazwała, nie mogąc się już powstrzymać, Aileen roześmiała się serdecznie.
    - Chyba za dużo sobie, moja droga, nalałaś. A ostrzegałam, że mocne cholerstwo - zganiła nad zwyczaj radosnym tonem, zerkając znacząco na kubek Rai. - Z Tobą to na scenę od razu - dodała, upiwszy niewielki łyk swego bezalkoholowego naparu. Aż gardło jej zaschło od tego wybuchu wesołości!

    OdpowiedzUsuń
  105. Uśmiechnęła się lekko, zacieśniając nieznacznie uścisk na kubku, po czym odstawiła go ponownie, by móc spleść dłonie i ułożyć je skromnie na kolanach.
    - Dziękuję, ale z tym urodzeniem to trochę przesada - odparła nader uprzejmym tonem, kręcąc głową. - Pamiętasz, jak wspomniałam o swojej sztuce? Nic z tego niestety nie będzie, na własne dzieło będę musiała jeszcze trochę zaczekać. Może wyniosę się gdzieś… Graleyn nie sprzyja artystom – dodała z powagą, odchrząknąwszy. – Nie lubię ścigać ludzi ani wypominać im obietnic, mam więc nadzieję, że nie zapomniałaś o zaproponowanej przez siebie pomocy ze scenariuszem. Może jednak skusiłabyś się na choć jedno przedstawienie jako aktorka? Niedługo w miejscowości niedaleko, jak zostało mi doniesione, rozpocznie się jarmark, na którym mogłabym wystąpić. Z Tobą, jeśli się zgodzisz.

    OdpowiedzUsuń
  106. - No własnie sama nie wiem. Wiem, że byłam z sensei Rai na polanie i miałam medytować i.. czarna dziura. Więcej nie wiem - odpowiedziała siadając sobie na krześle.
    Odys był w siódym niebie. Nie zwracał uwagi na żadną z kobiet, tylko na wielką kość.
    - A po czarnej dziurze okropieństwo jazdy na koniu - dodała i pobladła na samą myśl.

    OdpowiedzUsuń
  107. - Szkoła to zło całego świata! Obowiązki, zakazy, rozkazy! To nie dla mnie! - wyrzuciła z siebie z oburzeniem. Kwestii o jakiś klonach nie zamierzała poruszyć. Wolała sobie wmawiać, że to się nie stało i całkiem dobrze panuje nad dziwaczną mocą. Lekkie poddenerwowanie objawiło się nerwowym przesuwaniem palcem po uchu od kubka.
    - Poza tym.. chyba wolę zajęcia inwidualne, sensei Rai...

    OdpowiedzUsuń
  108. - Ale uwierz, że wolę czuć się jakoś wolna i pokładam jako tako w tobie swe całe nadzieje. Czasem mam nawet wrażenie, że nie jestem tym, czym mi się wydaje. A tyś jest po jakiejś szkole? Nauczyć, jak nauczyć... trzeba to opanować, by nie stało się odwrotnie - rozgadała się. Wypusciła powoli powietrze.
    - Potrafisz łacinę?

    OdpowiedzUsuń
  109. Nie mogła powstrzymać uśmiechu, widząc unoszącą się nad ziemią Raishę - to by było chyba na tyle, jeśli chodzi o jej iście aktorskie panowanie nad mimiką. A choć z początku chciała wyjaśnić wiedźmie, jak bardzo myli się odnośnie jej rzekomego talentu, w końcu ta nawet raz jej na scenie nie widziała, ostatecznie zdecydowała, że może to wykorzystać. Uśmiechnęła się więc słodko, podziękowawszy cicho za komplementy.
    - Skoro wiesz, że się na tym znam i nie jestem nowicjuszką, dlaczego nie chcesz uwierzyć mi na słowo, że potrafię dobrać sobie trupę? - spytała po chwili, ważąc w dłoniach niemal pusty już kubek, a oczu nie odrywała od rozmówczyni, jakby wierzyła, iż samym spojrzeniem mogłaby ją przekonać. - Według mnie masz zadatki… Poza tym możesz potraktować to po prostu jako nowe doświadczenie.

    OdpowiedzUsuń
  110. Widziała zmieszanie i niepewność w oczach Rai, które to powoli skłaniały ją do zmiany tematu oraz zrezygnowania z propozycji, choć czuła, że mogłoby to być ciekawe doświadczenie również dla niej. No cóż, mówi się trudno.
    Już miała zagadnąć rudowłosą o jakieś specyfiki na zmianę koloru oczu, gdy ta zadała pytanie. Pytanie, dzięki któremu na twarzy Aileen wykwitł szeroki uśmiech.
    - Raisho, zdaje się, że już zdążyłaś zapomnieć, więc pozwolę sobie przypomnieć; ja nie jestem człowiekiem. I występuję przed ludźmi od kilkudziesięciu lat. Tak, wciąż żyję. Czy rozumiesz już, jak małą wartość ma dla mnie argument dotyczący niebezpieczeństwa? – rzekła lekkim tonem, błądząc spojrzeniem po twarzy wiedźmy. – A wystawić chciałam pewien uroczy dialog, a właściwie jego fragment, w którym ja zapewne zagrałabym Chorego, Ty zaś Anioła. Opowiem więcej, jak znajdę tekst – dodała, wskazując dłonią ogromny kufer.

    OdpowiedzUsuń
  111. - Uratowałam dwie księgi mojego przeklętego tatuśka i są zapisane raczej po łacinie. Niedawno temu próbowałam się podszkolić z łacińskiego, ale nic to nie dało. Może tam tkwi podpowiedź? - mówiła powoli spoglądając bezwiednie na Odysa, który łasił się to do niej, to do Raishy.

    OdpowiedzUsuń
  112. Uśmiechnęła się nieznacznie, słysząc to, lecz jeszcze długo się nie odzywała, chcąc uważnie sformułować swoją wypowiedź. Choć i tak była już niemal pewna występu z Raishą.
    Krążyła spojrzeniem po postaci wiedźmy, wyglądając każdej jej zalety oraz wady, która mogłaby wpłynąć jakoś na przedstawienie. I, stwierdziwszy, że nic nie powinno im przeszkodzić, otworzyła usta.
    - Ależ nie ma potrzeby, jarmark ma się odbyć w mieście większym od Graleyn, około dwa dni jazdy na południe, więc, jeśli tam nie byłaś, raczej żaden widz nie będzie zdawał sobie sprawy z Twej… Profesji, czy jakby to ująć. Zainteresowań? A zresztą! Bądźmy szczere, nie wyglądasz przeciętnie, lecz i nie różnisz się wyraźnie od ludzi – oznajmiła elfka, zatrzymując wzrok na twarzy Rai. – Daj spokój, z tymi urzekającymi oczętami doskonale pasujesz do roli Anioła. Wspomniałam już, że obie postacie są… Męskie? – dodała, zagryzając wargę, by się nie roześmiać.

    OdpowiedzUsuń
  113. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  114. Mimo że Galeyn nie było już bardzo popularnym miastem jak kiedyś, jego sława nadal była w świecie odczuwalna. On usłyszał o nim błąkając się bez większego celu po Anglii, unikając ciekawskich spojrzeń tych osób, które jednak znały wizerunek swojego przyszłego władcy i słyszały o jego zaginięciu, a teraz widziały młodzieńca bardzo podobnego siedzącego samotnie w karczmie i wpatrującego się wygłodniałymi oczami w kobietę lekkich obyczajów.
    To miasto było dla niego obietnicą normalności, anonimowości a przede wszystkim - nadzieją na rozwianie pewnych wątpliwości, jakie zaczęły go gnębić wraz z nowym życiem.
    Dotarł do niego w nocy, po dosyć długiej podróży, głodny, bo nie spotkał w ostatnim czasie żadnego człowieka. Na wstępie wydawały mu się być dziwne, szczególnie gdy dostrzegł siedzącą nieopodal kobietę.
    -Byłaby panienka łaskaw wskazać mi drogę do karczmy? -spytał z nienagannymi manierami skłaniając się lekko kiedy podszedł bliżej niej. Zbliżał się poranek i powinien znaleźć sobie miejsce na spędzenie dnia.
    William

    OdpowiedzUsuń
  115. Już miała wygłosić wykład o tym, jakby to po męsku Raisha się prezentowała, gdyby elfka miała dostęp do materiałów, pozwalających wykorzystać wszystkie charakteryzatorskie sztuczki i jakoby jej śliczna buźka miała nabrać typowo męskich cech, na przykład nieco wydatniejszy nos czy odpowiednio ukształtowane czoło. Sama Aileen nie raz i nie dwa przebierała się za chłopa, nie mówiąc już o Aniołach czy innych wymyślnych tworach.
    Naraz jednak zorientowała się, jak bezczelnie by to brzmiało, gdyby próbowała wiedźmie wmówić, że bez problemu mogłaby uchodzić za mężczyznę.
    Uchylone już usta rozciągnęły się w słodkim uśmiechu.
    - Aliści wysublimowany – stwierdziła tylko, zaplatając ręce na piersi. – Do niczego Cię, moja droga nie zmuszam. Po prostu wiem, że nie odmówisz.

    OdpowiedzUsuń
  116. - Tak, tak! Sądzę, że tam winnam szukać wytłumaczenia, albo wskazówek - przyklasnęła spoglądając na nią z szeroko otwartymi oczyma, pełnymi nadziei. Później zerknęła katem oka na SWOJEGO psa.
    - Pieścieju ty! Nie zdradzaj mnie.
    ( Wybacz, że długo czekałaś. Dołączysz do http://basnie-valnwerdu.blogspot.com ? Please :))

    OdpowiedzUsuń
  117. Radiowóz zatrzymuje się przed wielkim, grubym murem. Nad nim widzisz dumnie wznoszący się budynek. Funkcjonariusz policji otwiera tylne drzwi samochodu. Wyciąga Cię na zewnątrz. Nadal masz zakute w kajdanki ręce. Rozglądasz się wokoło. Zupełnie nie wiesz gdzie jesteś. To miejsce nie przypomina tego, w którym byłeś ostatnio, nawet płyty chodnikowe wyglądają inaczej. Według niektórych służb taka terapia szokowa ma nakłaniać do zmian.
    Jeden z policjantów pchnął cię do przodu. Idziesz przed siebie. Zbliżasz się do czarnej, żelaznej bramy. Przy niej zatrzymuje Cię drugi funkcjonariusz. Za bramą stoi dwóch mężczyzn o szerokich barkach ubranych w granatowe mundury. Na piersi po prawej mają małe tabliczki z nazwiskami. Gdzieś z oddali idzie mężczyzna w czarnym garniturze. Poważny i wyprostowany. Brama się otwiera i wpuszczają Cię do środka. Policjanci ściągają ci kajdanki. Jeden z nich życzy Ci miłej zabawy w Szkole dla Trudnej Młodzieży.

    Szkola-Dla-Trudnej-Mlodziezy.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń