Dane Podstawowe
Imię: Necro
Nazwisko: Green
Wiek: 27 lat
Dzień i miesiąc
narodzin: 7 sierpnia
Zawód: Grabarz z
dziada, pradziada
Rasa: Człowiek
Dodatkowo:
Mag/Nekromanta
Necro Green jest osobą obdarzoną niezwykłym szaleństwem. Nie
raz nazwany był świrem, wariatem, demonem, chociaż i tak najbardziej znane
przezwiska to: „Szalony Grabarz” oraz „Opętany, Cmentarny Skurwysyn”.
Sam Necro mówi o sobie jako o „Samosadystycznym świrze o
pacyfistycznym nastawieniu”
I tego pacyfizmu mu zaprzeczyć nie można. Necro Green bowiem
jest ostatnią osobą jaką można by posądzić o wyrządzenie komuś krzywdy… Nie
licząc samego siebie rzecz jasna, co robi czasem niespecjalnie, a czasem z wyjątkową
premedytacją. Jednak nikomu innemu nie wyrządzi krzywdy… A przynajmniej dopóki
nie zacznie obrażać jego starszego, nieżywego już od dwunastu lat brata.
Nie jest typem osoby towarzyskiej, mimo że do towarzystwa
nic nie ma. W końcu to nie jego wina, że większość ludzi w Graleyn się go boi,
a nieludzi w sumie nie zna?
Ogólnie… Jest raczej radośnie nastawiony do życia, mimo że
dużo już w życiu stracił. Potrafi śmiać się z byle czego, nienormalnie
chichotać tańczyć idąc ulicą… To tylko zwiększa zdanie innych o nim jako o
świrze.
Szalonym, groźnym świrze.
Ale to kłamstwo. Necro nie jest groźny…
Wygląd
Czy widząc tego mężczyznę pierwszy raz, można zobaczyć to iż
jest szalony? Nie… A przynajmniej z wyglądu, bo z zachowaniem różnie bywa.
Nie jest kolejnym wysokim, silnym, postawnym mężczyzną o
krótkich włosach w wiecznym nieładzie, i o klacie jak u jakiegoś herosa.
O nie. Wręcz przeciwnie. Nekromanta jest niskim mężczyzną,
bardzo drobno zbudowanym, niezwykle szczupłym. Waży gdzieś z czterdzieści kilka
kilogramów, co raczej zbyt zdrową wagą dla niego nie jest.
Charakterystyczne w jego wyglądzie na pewno są jego długie,
białe włosy, swobodnie opadające na plecy, zazwyczaj rozpuszczone lub związane
lekko czarną wstążką, byleby tylko nie przeszkadzały mu w pracy.
Jego oczy, jasnoniebieskie, zazwyczaj roziskrzone od jego
szaleńczego, szczerego śmiechu, spoglądają na wszystko i wszystkich raczej
uważnie, jakby bał się, że zaraz wyleci z jakiegoś ciemnego rogu inkwizycja,
posądzając go o bycie opętanym przez demona, albo jakiś dwa razy większy od
niego osobnik z zamiarem zabicia go, w celu zostania bohaterem miasta, za
zabicie niebezpiecznego szaleńca.
Jego rysy twarzy są raczej delikatne, a skóra jego ciała blada i delikatna. Można by go pomylić z
kobietą…
Tak, zdecydowanie jego uroda jest kobieca.
Zazwyczaj ubiera się na czarno, jednak Nikt nie zna tego
powodu. Sam Necro, zapytany o to odpowie „Po prostu lubię kolor czarny, z
resztą bardzo pasuje do moich włosów.”
Nie jest to jednak do końca prawdą, patrząc na to iż kiedyś,
jeszcze przed śmiercią brata ubierał się tylko na biało.
Otóż czarny kolor jego ubrań jest oznaką jego wiecznej żałoby
i tęsknoty za bratem, jednak ludzie, zupełnie tego nie wiedząc, twierdzą że to
tylko kolejna szaleńcza zachcianka.
Jedynym mankamentem jego prosta blizna na wewnętrznej
stronie prawej dłoni. On po prostu lubi patrzeć jak krew z niej kapie
kropelkami… I kapie… I kapie…
Rzeczą, a raczej miejscem o które najbardziej dba Necro jest
cmentarz, zazwyczaj określany przez Necro jako „Jego Cmentarz”. Bardzo kocha to
miejsce, regularnie wyrzuca zwiędłe kwiaty pozostawione na grobach, naprawia
jak się da zepsute nagrobki, a jeśli nie da się naprawić, robi nowe, na całym cmentarzu
sadzi białe kwiaty… Dlaczego akurat białe? Bo jego brat kochał ten kolor.
Jego niespotykane imię wymyśliła mu matka, nekromantka. Imię
raczej oryginalnie i idealnie pasujące do tego ześwirowanego, białowłosego mężczyzny.
Przez lata samotności i stronienia od bojących się go ludzi,
Necro nabrał dziwnego i niezbyt normalnego gadania z trupami.
Mimo iż jest nekromantą nie lubi ożywiać trupów. Jest to
pamiątka z dzieciństwa, po jego okrutnych koszmarach w których W trakcie
okropnej burzy, władał armią szkieletów, sam siedząc na wielkim szkielecie
smoka, przyglądając się trupom mężczyzn, kobiet i dzieci z okrutnym i obleśnym
uśmiechem i żądzą mordu w oczach. Nigdy nie chce się taki stać, a boi się, że
wzywanie trupów może to wywołać… No i oczywiście zniszczyć jego piękny i
cudowny cmentarz.
Jest obdarzony niebywałym talentem artystycznym… Jeśli
chodzi o rzeźbienie. Sam robi wszelkie nagrobki oraz figury, które przybyły na
cmentarz po tym, jak robotę objął po śmierci swego ojca.
Kilkakrotnie już był oskarżany o bycie opętanym przez demona. Za każdym razem wywijał się jakimś cudem.
Historia
Urodził się w Graleyn i tutaj wychował. Jego matka zmarła
przy jego porodzie.
Dzieciństwo miał szczęśliwe, dobre i w miarę normalne,
przynajmniej do czasu aż jego starczy brat, Ceron Green został zamordowany.
Pięć lat po śmierci brata, zagryziony przez "dzikie zwierzęta"
został jego ojciec, czym jednak sam Necro zbytnio się nie przejął. Został sam.




[Nekromanta <3 Wątek być musi koniecznie, koniecznie. W końcu cichym marzeniem mej wiedźmy nadal jest opanowanie sztuki nekromancji, chociaż teraz jest już ona poza zasięgiem. ^^ Jakiś więc pomysł na wątek, czy powiązanie? Zacznę z chęcią.]
OdpowiedzUsuń[ "Białe, sięgające mu do pasa oczy, idealnie współgrają z jasnoniebieskimi tęczówkami jego dużych oczu." - uśmiałam się :P Fajne oczy!
OdpowiedzUsuńDobra, dzisiaj znów mi odbija. Nie ważne.
Witajże! Jakbyś był chętny na wątek z bojącym się nietoperzy i trumien wampirem, to pisz, bo ja pomysłu żadnego nie mam. ]
( Witam :))
OdpowiedzUsuńPopołudniowa pora. W karczmie, jak zwykle zresztą, był tłok i gwar, jednak to nie przeszkodziło w słodkiej drzemce rudowłosej dziewczyny. Heshtje przysypiała skulona na podłodze w cieniu. Niezbyt widoczna dla oka. W dodatku miała na sobie brązową suknię, a siedziała obok jednego z krzeseł, prawie przy przejściu do lady.
Wiedziała, że to nie jest odpowiednia pora na sen, miejsce też.
Akuratnie obudziła się, kiedy czyiś but chciał spłaszczyć jej dłoń. Zabrała ją szybko. Nieznajomy zapewne nie zdawał sobie sprawy z jej obecności.
Mruknęła przeciągle, cicho i strasznie leniwie. Powoli się podniosła, po czym spojrzała na mężczyznę spod rzęs. Powieki były jakieś strasznie ciężkie. Pod oczami lekkie sińce z niewyspania.
OdpowiedzUsuńPrzeczesała palcami rozczochrane włosy oraz strzepała newidzialny kurz ze swego ubrania. Jej ruchy były okropnie mozolne.
- Hę? - wysiliła się tylko na jęknięcie.
No taaak... Trzeba odczekać parę minut, by Hesh całkowicie się zbudziła. Czasem niektórzy w ej towarzystwie mają wrażenie, że dziewczyna śpi z otwartymi oczami.
W sumie życie-nieżycie bywa cholernie nudne.
OdpowiedzUsuńDzięki temu, że tak bywało Wynn zdecydował się odwiedzić miejsce, gdzie można było kupić owe podejrzane rzeczy.
Musiał się bardzo nudzić. Bo takie miejsca jak to, które teraz z lękiem zwiedzał zawsze powodowały w nim ciarki. Trzeba zrozumieć, że nie cierpiał magii. Nie wyczuwał jej, nie rozumiał i nie czuł się z tego powodu pewnie. A czarna magia dopiero go przerażała i brzydziła.
Poza tym magia została wyklęta przez Kościół. A Wynn wbrew pozorom był chrześcijaninem. Nie przeszkadzało mu to mordować bez litości niewinnych, ale cóż. Nikt nie mówił, że jest zdrowy psychicznie, nie? Wielu nawet jawnie temu zaprzecza.
Przyglądał się czemuś co wyglądało jak szczurzy ogon z kolcem na końcu z niemałym obrzydzeniem. Naprawdę nie lubił tego miejsca. Bał się, że ktoś kto kupuje takie rzeczy MUSI, po prostu MUSI go rozpoznać. A to byłaby tragedia. Nienawidził gdy ktoś nie proszony wiedział z czym ma do czynienia. Przywiązał się do swojej maski przyjaźnie nastawionego do świata wioskowego głupka.
Kiedy rozmyślał się nad tym kto i kiedy złapie go w magiczną sieć uniósł wzrok, by spojrzeć na snujących się w ciemności okutanych w czarne łachy ludzi. Nie wyczuwał żadnych dziwnych istot oprócz siebie, ale nie ufał instyntowi. Mógł wyczuć Wilka, wampira albo potwora, ale nie magię.
Jego spojrzenie spotkało sie w wzrokiem nieznajomego. Nie wiedział co w tym spojrzeniu go wystraszyło, ale chciał jak najszybciej uciec. Musiał stąd iść. Jak najszybciej. Koniecznie. Cała atmosfera tego miejsca jednocześnie przerażała go, budziła wspomnienia i oszołamiała. Musiał stąd iść. Nie ruszył się jednak. tamten ciągle na niego patrzył, nie chciał wyjść na idiotę.
- Specjalista od truposzów się znalazł, kurka... - mruknęła. Nie była wrogo, pesymistycznie nastawiona, skąd! Pod naburmuszoną mina skrywała szeroki uśmiech, który powoli przepedził grymas.
OdpowiedzUsuńWstała już z kucków i przeciągnęła się.
- Jak oni się nazywają e... nekrofile? patolodzy? Nie jestem dobra w te klocki - próbowała odgadnąć, przy tym zrobiła dziwną minę.
- Wiem, wiem... wszyscy tak mówią. Nie lubię w domu sama siedzieć. Czasem tylko jestem zdala od zamętu, ale wtedy otaczam się zwierzętami, naturą i tak dalej - paplała.
- Tak gadam i gadam, a się nie przedstawiłam. Jam jest Heshtje, Hesh - przedstawiła się swym pseudonimem, jak to miała w zwyczaju.
Wynn słuchał słów człowieka w, który zbliżył się do nich w milczeniu. A więc miał rację! On naprawdę chciał mu coś zrobić. Nie było to trudne do odkrycia, kiedy wyczuwało się emocje jak pies, ale i tak wzbudziło to coś w rodzaju dziecinnej satysfakcji. Wynn nie zwykł zachowywać się logicznie.
OdpowiedzUsuńNa przykład kiedy ten powiedział mu o planowanym ataku od razu mu zaufał. Jakim prawem ktoś kto ma tyle lat co przeciętny dziadek zachowuje się tak dziecinnie? Wynn wiedział, że powinien unikać tych potwornych nocnych targowisk. Nekromantów. Magów. W gruncie rzeczy każdego kto może zrobić mu krzywdę. Powinien wynieść się z Graleyn już dawno. Gdy tylko Inkwizycja zostawiła go w spokoju i uwierzyła, że nie jest zamieszany w historię kamienia przywracającego młodość, dawno powinien uciec między ludzi. Takich, którzy nie rzucali uroków i takich, którzy nie wierzyli w wampiry. Takich nad którymi miał gigantyczną przewagę.
- Kurwa. - To był najmądrzejszy komentarz na jaki było go stać. - Co on chciał...? - zapytał patrząc na niego z uwagą spod czarnego kapelusza. Nie znał tego człowieka. Albo nie był z Graleyn... Albo nigdy nie wychodził z cmentarza? Wynn nigdy nie był na graleyńkim cmentarzu, mimo, że mieszkał tam osiem miesięcy. Słyszał o szalonym grabarzu, ale nie zwracał uwagi na te opowieści. Cmentarzy nie cierpiał. Zapach trupów doprowadzał go do odruchów wymiotnych, brzydził się tym. To znaczy się tymi, których sam nie zabił, świeże trupy wcale go nie przerażały. Nienawidził tych miejsc. Nienawidził mieć świadomości istnienia swojego nazwiska w rodzinnej krypcie. Nienawidził zdawać sobie sprawy, że miał umrzeć wiele lat temu.
Jego uśmiechem się nie przejął. Przecież go uratował. Poza tym w odróżnieniu do tamtego maga ten człowiek nie wiedział chyba na co trafił. Albo nie okazywał tego po sobie.
- Hm.. niecodzienne imię - stwierdziła wpatrując się w niego z ciekawością.
OdpowiedzUsuń- Taa.. aż żal ich do ziemi chować co nie? W takich ciasnych trumnach w dodatku - powiedziała z udawanym smutkiem.
Przybliżyła się do mężczyzny i szepnęła przesadnie - A wiesz ty co? W Graleyn to prawie wszyscy są żywymi trupami .. tak, tak.
Puściła do niego perskie oczko, potem usiadła na pobliskim krześle.
- Usiądź też. Chyba nie będziesz tak sterczeć, co nie? A skąd w ogóle cię tutaj przywiało? Przybyłeś tutaj niedawno, prawda? - rzucała pytaniami.
Heshtje raczej znała wszystkich mieszkańców, choćby po twarzy.
Wynn jawnie zaczął czuć się niedorozwinięty. Nie to, żeby już nie oswoił się z tym uczuciem, ale było irytujące. Naprawdę irytujące.
OdpowiedzUsuńKątem oka zerknął czy nikt nie słucha, mimo, że wiedział, iż nikt nie zwraca na nich uwagi. Wyczuwał takie rzeczy bez problemu. Rozglądanie się było jedynie nawykiem, którego przez czterdzieści lat nie udało mu się pozbyć.
Bywa.
Musiał uwierzyć w słowa człowieka trzymającego kości. Wiedział, że nawet ten, który wiedział jakie cechy wyróżniają wampiry nie poznałby się na Wynnie. Niedawno zabił, nawet jego skóra miała w miarę normalną temperaturę. To znaczy, była nadal zimna, ale nie lodowata.
"I to i to" - odpowiedział w myślach. Wiedział, że nie powinien tu przychodzić.
- Ktoś o imieniu "Necro" powinien chyba wiedzieć, że trupy rzadko kiedy szwędają się po sklepach. - uniósł brew. Może było to tylko głupie gadanie, ale cóż zrobić? Wynn dobrze wiedział, że jego aura jest czarna jak smoła.
Kiedy ten zaczął go obchodzić jak wyjątkowo ciekawy okaz miał bardzo dużą ochotę pokazać kły i warknąć na niego jak wściekłe zwierze. Albo od razu rzucić o mur. Taki wampirzy atawizm, albo co... Mówił spokojnie, a owa ochota została szybko zwalczona, przeszła prawie niezauważona przez samego wampira.
- A masowi mordercy? Czy ja wyglądam na mordercę? - Prychnął teatralnie.
- No właśnie, że .. nie. Nie przepadam za towarzystwem pospolitych, bogobojnych ludzi - wyznała i wzruszyła ramionami.
OdpowiedzUsuń- A kto tu nie jest szalony? Wszyscy ze Ścieżki Nocy mają swoje dziwactwa - powiedziała zgodnie z prawdą. Miała na myśli wszystkich nadludzi oraz innych cudaków.
- Malarka- sadystka się kłania do usług - wyszczerzyła się w szerokim uśmiechu.
Była ciekaw, czy wyczuł jej magiczne zdolności, w ogóle była ciekaw jego osoby. Jak zawsze, kiedy spotyka kogoś godnego uwagi.
- Tak narzekasz, a ja już cię polubiłam, ha!
- Oj tutaj to chyba wszystko gada. Raz żem chciała pogłaskać lisa, a ten na dwóch nogach stanął i rękę mi podał na przywitanie, więc wiesz. A i dużo mamy śmieszków, co wybuchają chyba bez powodu. Tak, przyznaję, że ma gęba się nie zamyka, choć me miano znaczy cisza. Zresztą to chyba nie jest imię. Aj.. wiecej o sobie nie powiem, bo coś wylewna się robię. Przed przyjazdem do Graleyn stroniłam od ludzi. No prawie.... rozmawiałam z tymi, co miałam zabić - paplała. Nie potrafiła się jakoś uspokoić, wiec szybko wzieła szklankę wody i przytknęła ją do ust. Upiła łyk, by trochę odsapnąć, dopuścić towarzysza do głosu.
OdpowiedzUsuń"Hesh! Ty paplo !" Karciła się w myślach.
Wynn nawet nie wiedział, że grabarz miał jakiegoś brata. Wiedział, że jest szalony, ale nie wiedział czemu. Zresztą mało go to obchodziło. Wszak o nim samym, spokojnym, grzecznym i układnym człowieku mówili tak samo. Cóż za niesprawiedliwość.
OdpowiedzUsuń- Chcesz pogadać to chodźmy stąd. Rzygać mi się chce od zapachu tych preparowanych flaków.
Teraz to on się skrzywił. Graleyn śmierdziało całe. Z wampirzym węchem trzeba było być bardzo wytrzymałym, żeby znieść ten smród.
Bez czekania na odpowiedź mężczyzny o białych włosach ruszył w dół uliczki, z dala od tamtych ludzi. Miał wrażenie, że ktoś jeszcze za nim patrzy. Miał czystą nadzieję, że zwyczajnie to sobie wmawia. Naprawdę nie chciał obudzić się kiedyś w południe na środku placu miejskiego. Dbanie o bezpieczeństwo własnego tyłka było najważniejsze. Nie chciał umierać. Znowu.
- Ty też śmierdzisz trupem. Tylko w pełni fizyczny sposób.
Cóż, pasował do opisu szalonego grabarza. Przynajmniej wiadomo czemu było to czuć.
Kiedy odeszli wystaraczająco daleko, dopiero teraz się odezwał.
- Trafiłeś na samym początku, Necro. Will Hyantell, 40 lat prawie martwy. Wampir. Morderca. Nie ma się co dziwić, że czujesz śmierć. Nią jestem.
Jak mrocznie to zabrzmiało. Aż musiał wywrócić oczami.
- Mów mi Wynn. I nie wpakuj kołka w plecy.
(Ohayo w Graleyn może jakiś wątek?)/ Selune
OdpowiedzUsuń- Jestem z okolic granicy z Niemcami, Necro. To kawałek stąd. Zresztą, za grób mojemu ciału posłużył płytki dołek w lesie. Przynajmniej łatwo było wyleźć. A on cmentarzy trzymam się z dala. Swego czasu się ich naoglądałem. Z każdej perspektywy, jak możesz się domyślić. Z poziomu dolnego też. Tfu, zimno mi się robi jak o tym myślę! Fe.
OdpowiedzUsuńCóż, zapewnienie wydało mu się szczere. Szaleńczy śmiech przeczekał z iście grobową (GROBY!) miną i stwierdził, że na gościa i tak trzeba uważać. Z wariatami trzeba uważać i już.
- Nikomu żadnych powodów nie mam zamiaru dawać. Jestem przyjaźnie nastawiony potwór. - zaśmiał się wesoło. - I jakby co, też potrafię rozerwać na strzępy, nabić na kościelną wieżę, a z jelit zrobić ozdoby choinkowe. - odpowiedział wesoło.
Jak to było z tymi wronami i krakaniem? Jeśli coś tam, to zacznij krakać tak jak one?
Pierwszy wampir ze sklerozą. Brawo.
- Gdzie zmierzamy? Nie wiem. Nie zastanawiam się nad tym. Karczma?
OdpowiedzUsuńNo cóż. Wynn znany był z czarnego humoru i skłonności do błazeństwa. ...I licznych wyskoków w rodzaju dręczenia biednych niewiast, ale nie o to teraz idzie. Pół miasta go znało (te siedzące po karczmach nocą pół) i lubiło. W gruncie rzeczy nie miał wielu wrogów. Czasem komuś nie pasował, bywało i tak... Ale ludzie go lubili, a nieludzie tolerowali. Nie wszyscy i co jakiś czas musiał wiać... Się zdarza.
- Nie przekonasz mnie, że to nie jest wstrętne. Bo jest. Nie jesteś pierwszy. Znałem już jedną taką, co całymi dniami siedziała z trupami, a potem jeszcze na dodatek dorabiała nowych jak akurat nie było! Już mi wystarczy. Na najbliższe tysiąc lat.
- E! No pewnie że tak. Ten zapach krwi, strach ofiary, chłód ostrza ... Ciężko się oprzeć, przyznaję. Ja to człowiek, a co ci wampir naopowiada, ha! Chyba nie myślisz, że zabijają tylko z przymusu - wyznała powstrzymując śmiech.
OdpowiedzUsuń- Tutaj zdarza się i to nie raz, ale kto się tutaj przejmuje...
- Według mnie, momologi są czasem wkurzające mruknęła. Wodziła palcem po brzegu szklanki w zamyśleniu.
OdpowiedzUsuń- Czyli mam się czuć zaszczycona, że ze mną gadasz, a jestem żywa? - odpaliła. Uniosła brwi czekając na odpowiedź.
- Nie masz znajomych, rodziny, przyjaciół?
- Chyba nie chcesz mnie zabić? - zapytała cichutkim głosikiem. Zrobiła smutną minkę żebrzącego pieska pod stołem.
- A jeśli oni nie chcą być w ziemi? Może też mają swe uczucia? Nie próbowałeś kogoś kiedyś ożywić? - rzucała pytaniami. Duchy, umarlaki, taaak.. zawsze ją interesowały.
OdpowiedzUsuńHeshtje nie pamięta swej rodziny, no oprócz wyrodnego ojca. Zabiła go razem z przyjacielem, którego przezywała uparcie Marchewką.
[O rany, wybacz... >.< Wiedziałam, że powinnam karty innych przejrzeć zanim się zdecyduję... ale ja mam taką słabość do nekromantów... ;>
OdpowiedzUsuńA wątek obowiązkowo. I nawet mam pomysł już, więc zacznę ^^ ]
Księżyc w pełni wisiał na gwieździstym niebie wysoko, tak że musiała zadrzeć głowę do góry by na niego spojrzeć. Oświetlał jej drogę bladym, nikłym blaskiem, dzięki czemu mogła omijać co większe przeszkody. Uniosła nieco rąbek sukni, by sobie jej nie przydeptać, kierując się szybkim krokiem w stronę cmentarza.
W mieście rezydowała od niedawna musiała zwiedzić co lepsze i ciekawsze miejsca. Cmentarze nocą miały najlepszy klimat, a może i jakiś miły duch będzie po nich błądził bez celu nie mogąc odnaleźć spokoju wiecznego? Miły kompan do rozmowy zawsze. Tak, wolała czasem rozmawiać z duchami. Wiedziała, że to bezowocna znajomość na tyle krótkotrwała, że szybko o niej zapomni. Czuła się bezpieczniej dzięki temu.
Cmentarz jak cmentarz. Ciemny, ponury, lekko zarośnięty, wszędzie tłoczyły się nagrobki. Duchów nie było. Pewnie za jasno czy coś... Westchnęła z lekkim rozżaleniem jednak nie odeszła. Zaczęła kręcić się po cmentarzu, by w końcu usiąść na ziemi i oprzeć się o nagrobek. Wpatrywała się w gwiazdy, rozpoznając co lepiej widoczne konstelacje. Niektórzy z jej rodziny potrafili jeszcze wróżyć z gwiazd, ale dla niej to zawsze było niezrozumiałe. Przymknęła oczy rozkoszując się śmiercią, która ją otaczała zewsząd.
Dziwna z niej była kobieta, ale miała swój urok. Jakiś tam.
- Nie byłbyś ładną panną - zachichotał, chowając ręce do kieszeni spranego płaszcza. - Wybacz, że to mówię.
OdpowiedzUsuńSpojrzał na niego kątem oka. Cóż, z kobietą raczej by go nie pomylił... Ale ktoś po którejś z kolei kolejce? Tego nie wiedział. Wszak był abstynentem. Z przymusu. Z cholernego, wnerwiającego przymusu. Nienawidził tego, ale cóż poradzić na to, że się nie żyje? Jedyne co mógł wziąć do ust to krew. I to mu bardzo odpowiadało, to prawda... Ale czasami fajnie byłoby się naprać. Tak dla zasady, choćby. Nie marudził jednak. Ważne, że mógł zabijać. To zastępowało wszystkie drobniejsze przyjemności.
- To nie wiem gdzie chcesz iść, Necro. I przepraszam, że Cię stamtąd wyciągnąłem. Po co Ci w ogóle te kości? Taka czysta ciekawość, wybacz mi ją. Nie umiem się jej pozbyć. - zaśmiał się chicho, spoglądając znów w jego stronę.
Nawet nie drgnęła, gdy usłyszała kroki. Właściwie trochę wyglądała jakby spała. Kolana miała podkurczone pod brodę, oczy zamknięte, spokojny oddech... No nic tylko ją popchnąć leciutko by przewróciła się na bok jak z oporem szmacianej lalki.
OdpowiedzUsuńPoruszyła się dopiero, gdy usłyszała jego słowa. Wyprostowała nogi przed siebie, nadal siedząc z zamkniętymi oczami. Odchyliła lekko głowę do tyłu plecami i czubkiem głowy o nagrobek się wciąż uparcie opierając.
- A jesteś owym wykonawcą? - zapytała równie cicho.
Ton głosu miała spokojny, wyprany z emocji. Jeszcze niedawno zaśmiała by się jeszcze przy okazji patrząc na nieznajomego z blaskiem radosnym w zielonych oczętach. Teraz jednak potrzebowała więcej czasu by wykrzesać z siebie ten entuzjazm. Zadowolona była jednak z przybycia rozmówcy. Ostatnio nie miała do kogo gęby otworzyć jakoś tak... Bo ani Willa nie było nigdzie, bo gdzieś tam po niebie latał. A ludzi nie znała w ogóle tutaj, bo nowa całkiem.
Brak konwersacji z pewnością się odbił na Marcii.
Zauważyła, że skłamał. Spoglądała na mężczyznę spod przymrużonych powiek.
OdpowiedzUsuń- A czy ja wyglądam na sadystę? Pozory mylą.. przekonałam się o tym - zaśmiała się cicho.
- A no bez różnicy, skoro zaraz wstaną na równe nogi, chociaż nie... Wstawanie z grobu - bardziej efektowne - paplała dalej.
- Pod kątem nekro.. cos tam mam wiele pytań, ale nie będę nikogo tym zadręczać. Nie musisz się bać.
Tym razem już uniosła powieki, jednak nie by spojrzeć na swego rozmówcę, a na nagrobek o którym mówił. Z tonu jego głosu wywnioskowała, iż mówi całkiem poważnie i nieco się ucieszyła ze swego wyboru.
OdpowiedzUsuń- Ceron Green... - mruknęła pod nosem widząc napis na wspomnianym nagrobku.
Chwilę się jeszcze w niego wpatrywała, jednak w końcu odwróciła głowę, by na nieznajomego mężczyznę. Wyglądał dość ciekawie musiała przyznać. Aż się uśmiechnęła.
- Rozumiem, że był kimś ważnym skoro takie obietnice składasz - powiedziała niezrażona jednak jego słowami.
Właściwie gdyby ktoś zabił jej kruka to pewnie by się również na tym kimś okrutnie zemściła. O taaak... Bardzo okrutnie.
Przyglądała się mężczyźnie z uwagą, mając wrażenie, iż mają ze sobą coś dziwnie wspólnego. I nie wiedziała czy jest to wrażenie dobre, czy ma zaraz zacząć się go obawiać.
- Figurki... Ciekawe w sumie zajęcie. Jeśli chodzi o rzeźbienie to i to przerobiłem. Ino w drewnie. Na zamówienia do kościołów. W sumie nie głupie zajęcie. Lubię się babrać z takimi rzeczami. Tego nie możesz robić szybko i to jest główny plus, zajęcie na całe noce. Moje życie jest w sumie cholernie nudne, tak naprawdę. Trzeba mieć jakieś zajęcie. Teraz nie mam i już głupieje. Niedługo zacznę oswajać piwniczne szczury, psiamać. - zaczął gderać, idąc. Nie ma to jak bezsensowne gadanie.
OdpowiedzUsuń- Co to w ogóle było za towarzystwo? Wyglądali jak skrzyżowanie satanistów z magami. Boże drogi, nawet nie wiedziałem, ze coś takiego w Graleyn mamy. Szlag by trafił, dopiero niedawno jedna magiczna mi uświadomiła, że to miejsce istnieje. Tfe!
Gadał tak bez sensu i gadał i gadał i gadał... Aż w końcu zamknął się na chwilę. Ale tylko na chwilę, zaraz znów się odezwał.
- To gdzie w końcu idziemy?
Marcia Oaksey31 lipca 2012 23:54
OdpowiedzUsuńDwanaście lat temu? I jeszcze na jego grób uparcie przychodzi? Och, jakąż ona była złą siostrą! Normalnie źle by się poczuła, gdyby jeszcze swego braciszka pamiętała jakoś lepiej. Niby żyje, skurczybyk. Ale gdy młodsza była to na wojnę pojechał, Francuzów bić. Zresztą i tak rzadko go widywała, gdy do domu wracał. A potem to i ona uciekła w świat, więc nie miała okazji już go spotkać. Właściwie to był chyba pierwszy rak od dobrych dwóch lat kiedy o nim pomyślała.
- Skoro nadal do niego przychodzisz to musiał być miłym człowiekiem... - odpowiedziała zakładając kosmyk włosów za ucho. - Ja niby brata mam, ale nie miałam z nim nigdy dobrego kontaktu. Pewnie bym nie przychodziła na jego grób. A na pewno nie po takim czasie.
- Nie potrzebuję. Po prostu to jedyne miejsce, które akurat wpadło mi do głowy. Tak jakoś. Często tam przesiaduje. Jest otwarta właściwie całe noce, a ja bardzo lubię przesiadywać w towarzystwie ludzi. Nie jestem odludkiem. Lubię towarzystwo, co nie raz o mało co mnie nie zgubiło.
OdpowiedzUsuńNa jego słowa zaśmiał się cicho pod nosem i znów zerknął nań kątem oka. Wynn mówił tak samo o sobie. Że jest pacyfistą. Powtarzał to wielokrotnie, co niezmiennie budziło rozbawienie rozmówców. Paradoksalnie było jednak prawdą. Może i był mordercą, ale pacyfistą też. Dziwy, dziwy… naprawdę.
- Wiesz o mieście dużo. Mieszkasz tu od zawsze, nie? Tyś jest ten szaleniec którym dziatki straszą, żeby się do cmentarza nie zbliżały? – musiał się upewnić.
[Szlag. Zły logi, się muszę przelogować na Wynna ]
UsuńZachichotała cicho. Właściwie to zawsze interesowała trupami i ich wnętrznościami... takie zboczenie zawodowe. Ze śmiercią miała częste doświadczenia i nie traktowała jej jak strasznego. Ot, kolejny etap w egzystencji.
OdpowiedzUsuń- Nie chodzi nawet o to, że nie lubię mojego brata... po prostu go nie znam. Zawsze był zbyt odległy, miał ważniejsze sprawy na głowie... - Wzruszyła ramionami. - No ale i tak już go pewnie nie spotkam, przynajmniej się o to postaram.
Zamilkła na chwilę. Jej brat był niemal nieznaną jej osobą... i pewnie miała do niego jakiś żal o to. Ale nie miała ochoty się tym z nikim dzielić.
- Rodzinny interes? - powtórzyła. - A jakiż to interes, jeśli mogę spytać? - Spojrzała na mężczyznę z zainteresowaniem.
(Zaiste, zapytać można a ja odpowiedzi udzielę z przyjemnością. Owszem, jest to postać wzorowana nieco na Gaarze, którego uwielbiam :D A i co do wącisza, to ja bardzo chętnie :))
OdpowiedzUsuńTego dnia poranek wcale nie był ciepły, słoneczny. Wcale nie towarzyszyły mu śmiechy dzieci biegających po ulicach, chlapiących się wodą z powodu temperatury. Dorośli nie spacerowali rozmawiając o kompletnych bzdurach. Czasem lepiej by było aby zamilkli na wieki.
Tego dnia pogoda była wyjątkowo paskudna. Ciężkie, ołowiane chmury toczyły się leniwie po niebie, sprawiając wrażenie, jakby chciały zamknąć ludzi w klatce. Przytłaczały, napierały, chcąc zgnieść tych na dole.
Zimny, wręcz jesienny deszcz podnosił kołnierze kurtek. Ludzie przemykali pod ścianami, chcąc jak najmniej zmoknąć, jednak uparte krople i tak wdzierały się pod ubrania, wywołując dreszcze.
Czarna suknia przywarła do białego ciała czarnowłosej dziewczyny. Z zakręconych od wilgoci włosów kapała woda. W przeciwieństwie jednak do całej reszty deszcz jej nie przeszkadzał. A może po prostu był tak mało ważny, że nie zawracała na niego uwagi.
Przekroczyła bramy cmentarza. Splotła szczupłe dłonie za plecami krążąc między grobami.
Dlaczego akurat cmentarz? Jego mieszkańcom przynajmniej było wszystko jedno kto się kręci po ich ziemi.
A z drugiej strony pannę Nox fascynowała poniekąd śmierć. Ilu już wysłała na drugą stronę? Przestała liczyć. Tutaj zastanawiała się, czy umieranie boli. Zastanawiała się, czym właściwie jest ból, którego nigdy nie doświadczyła.
Obojętne, białe oczy śledziły całkiem świeże, ale również już niemal całkowicie zatarte napisy na nagrobkach. Nie była tacy, jak inni. Nie zastanawiała się kim byli ci ludzie. Chciałaby wiedzieć jak umarli i czy sprawiło to im ból. A może było wybawieniem?
Z czasem deszcz przestał padać. Zza chmur wyłoniło się słońce psując cały nastrój. Białe, szczupłe palce przesunęły się po chropowatym kamieniu. Gabrielle uniosła spojrzenie. Ktoś tutaj był. Całkiem niedaleko.
- Najpierw go sobie poćwiartuję, a potem zrobisz co chcesz. Przydałaby się sekcja, ot co - powiedziała uśmiechając się chytrze.
OdpowiedzUsuń- Duchy powiadasz, panie? Myślałem, że cmentarze to ostoja tych zbłąkanych dusz. – przyznał, spoglądając na niego z jawnym zaciekawieniem. - Nigdy nie widziałem żadnego ducha i bez żalu stwierdzam, że nigdy się to już nie stanie. Jedynie demona, gdy został nasłany na moją osobę, by czynić mi krzywdę i zawieść do szaleństwa i śmierci. Większość mojego rodzaju ślepa jest na magię, która pochodzi z innych sfer. Jesteśmy istotami przywiązanymi do ziemi, choć nie tak, jak myślą ludzie przypisując nam sypianie w trumnach z ziemią z rodzinnych stron. To, osobiście, wydaje mi się przerażająco obrzydliwe. – rozgadał się całkiem bez powodu, tak jak zapewne i pan Green ciesząc się możnością znalezienia żywego (choć biedny Necro nie mógł tego powiedzieć o swym rozmówcy) towarzysza rozmów na tematy co najmniej dziwne i z otwartością charakterystyczną dla swej osoby odsłaniał myśli, jakby nie warte były ukrycia przed dopiero co poznanym człowiekiem.
OdpowiedzUsuń- Cisza potrafi zabijać, choć nie ciała, lecz umysły. Nie wytrzymałbym w samotności choć kilku nocy i z przykrością stwierdzam, że ładuje mnie to w nieziemskie kłopoty i ładować będzie po wsze czasy, gdyż właśnie samotność została mi przeznaczona, z czym pogodzić się nie mogę i nie pogodzę. Ty, Necro, nie wyglądasz mi na opętanego choć prawdę powiedziawszy Twoje zachowanie może uchodzić wśród wieśniaków za dziwne. – przyznał szczerze. – Lecz mieszkańcowi Graleyn może być wybaczone. Większych wariatów tu widywałem niż nas dwóch i z radością stwierdzam, że nie musimy się chyba jeszcze martwić o nasze zdrowie psychiczne. Choć mało Cię jeszcze znam, panie.
(Witam na blogu. I przepraszam, że dopiero teraz ;)).
OdpowiedzUsuńBył środek nocy. Dilexi właśnie dotarła do bram cmentarza. Nie wiedzieć czemu lubiła się przechadzać między grobami. Znała każdy z nich na pamięć i wiedziała, gdzie kto jest pogrzebany. Dostojni mieli ładne i zadbane miejsce pochówku, ci biedniejsi tylko pryzmę ziemi i coś wbite w nią, co przypominało krzyż. Poruszała się bezszelestnie. Chłonęła atmosferę tego miejsca. Nagle z myśli wyrwał ją odgłos łamanej suchej gałązki. Rozejrzała się bacznie, choć wzrok na niewiele Jej cię o tej porze przydawał. Ale czuła i słyszała dobrze...nie była sama na cmentarzysku. Zastanawiała się, kto jeszcze o tej porze wybrał się tu na spacer. Odpowiedź przyszła i przystanęła koło Niej. Był to Mężczyzna, którego głowę ozdabiał cylinder - Vaylah Panie. Duchem nie jesteś, to co w takim razie o tak później porze robisz tutaj? - zagadnęła do Niego pierwsza.
- Przesadzasz aby? - uniósł brew, wpychając ręce w kieszenie znoszonego płaszcza, który nosił mimo wysokiej temperatury. - Jeśli miano szalonego Ci się należy, to nie chcę poznawać tej Twojej strony, niezależnie jak ciekawe to mogłoby być, panie. Mogłoby nie być to bezpieczne doświadczenie. Więc poinformuj mnie, gdybyś zechciał mi zaprezentować swe szaleństwo. Abym miał czas uciec. - zaśmiał się pogodnie, wyciągając na chwilę rękę z kieszeni, by naciągnąć kapelusz na oczy, tak, by tęczówki niczym ciemne płomienie całkiem skryły się pod wąskim rondem i kurtyną splątanych włosów.
OdpowiedzUsuń- Wiodę spokojne, senne życie i zajmuję się swoimi sprawami. O ile nie padnie się ofiarą moich spraw, ani nie zechce się mi w nich przeszkadzać, nie pragnę przelewu niczyjej krwi, choć to raczej kiepskie sformułowanie, nie sądzisz? Nie pragnę nikomu wchodzić w drogę i wstępować z nim na wojenną ścieżkę, powiem więc.
Widzę, że mamy w takim razie coś wspólnego. Też lubię spędzać tu swój wolny czas - skierowała się do grobu, który był najbardziej zadbany. Kamienna tablica głosiła, że to miejsce pochówku Lisabeth i Emily Vasmond. W dłoni Dilexi pojawił się piękny bukiet polnych kwiatów. Ułożyła go na płycie i przysiadła przed grobowcem - jak Cię zwą?
OdpowiedzUsuń- Humanitarne, niehumanitarne.. Zabawa musi być - stwierdziła wesoło, potem spojrzała na niego ciekawie.
OdpowiedzUsuń- Jesteś magiem? - zapytała z zainteresowaniem.
- Czy zapytanie o ten powód będzie grozić próbą odcięcia łba łopatą czy mnie oświecisz? - zapytał, zerkając na niego kątem oka. - To zwykła moja ciekawość czym to można zasłużyć sobie na gniewa Szalonego Grabarza. - powiedział z ledwo wyczuwalną nutą kpiny w głosie.
OdpowiedzUsuń- Nie możesz olać Tych zbyt gadulskich? Po co sobie humor psuć, lepiej ignorować tych, którzy nie myślą a mówią. - stwierdził, po sekundze może zastanowienia, znów przerzucając spojrzenie na rozmówcę. W kompletniej ciemności uliczek, którymi szli jego oczy miały dziwny, koci poblask. Nie na tyle intensywny, by mógł być potraktowany jako oznaka nieludzkiej natury, lecz zauważalny i każdą miarą niepokojący.
Pod jeszcze jednym względem się nie różnili.
Obydwaj najwidoczniej byli wesołkami, od których ciężko wymagać byłoby okazywania niechęci czy smutku, o nienawiści już nie mówiąc. Tak przynajmniej wydawało się Wynnowi, stworzeniu nieskończenie wesołemu.
Po dłuższym czasie wstała z ziemi i spojrzała na siebie na Necro - miło mi Cię poznać chichocząca istoto. Mnie zwą Dilexi i mieszkam tu odkąd pamiętam - przymrużyła swoje złote ślepia. - Teraz będziemy się spotykać codziennie, a raczej każdej nocy. Dbam o to, by na tamtym grobie zawsze były świeże kwiaty.
OdpowiedzUsuń- To w pełni zrozumiałe, choć jawnie powątpiewam, by Twojemu bratu zależało na tym, byś bronił nawet po śmierci jego honoru. Lecz, gdyby mógł zapewne czułby się pocieszony tym, że o nim pamiętasz. Zresztą... Skąd ja wiedzieć mam, Necro? Nie wiem. Niewiele lat mam więcej niż na to wyglądam, a moi znajomkowie w większości jeszcze żyją, choć nie zawsze cieszą się dobrym zdrowiem i niedługo, ku mojej rozpaczy pomrą. Jednak staram się o tym nie myśleć. Większość mojej rodziny, łącznie z dwójką braci umarła wiele lat temu, za Zarazy. Ostała się tylko moja siostra, z całego cudownego rodu. I nie wiem co zrobię, jeśli śmierć zapragnie dosięgnąć i jej. Choć wiele lat jej nie widziałem, a ona modliła się za moje zbawienie, wierząc, że jestem martwy, tak będzie mi jej żal, jak i wszystkim, którzy ją znają. Gdy zginęła reszta zbyt młody byłem, a za zarazy człowiek też odbierał śmierć inaczej. Inaczej się patrzy, gdy Czarna Śmierć pochłania wszystkich których znasz, a nad miastem codziennie rozpalane są płomienie mające odegnać morowe powietrze.
OdpowiedzUsuńWestchnął cicho pod nosem. Boże. Nigdy nie umiał powstrzymać wrodzonego gadulstwa.
Zaśmiała się rozbawiona. Grabarz. I jak widać swą pracę bardzo lubił. Miły człowiek jak dla niej. Może lekko walnięty, ale z jakimi ludźmi to już zdążyła się poznać... Jak na razie ten nie odbiegał za bardzo od normy. Jak na razie, jak na razie...
OdpowiedzUsuń- Więc i ja się przedstawię - stwierdziła również wstając i otrzepując szybko suknię. - Nazywam się Marcia Oaksey. - Skłoniła się lekko, acz widać było iż wyuczony to był ukłon. - Zawodu za to konkretnego nie mam. Zajmuję się tym co się trafi.
Rzadko kiedy przyznawała się do tego kim konkretnie jest. A ten kto był dobrze poinformowany rozpoznawał po nazwisku.
- Ciekawość. Muszę się uczyć od starszych, bo wciaż jestem zielona. Cały zasób księg mi potrzebnych Marchewka spalił w domu mego świętej pamięci ojca. Zostało mi tylko się wypytywać obeznanych - wyznała.
OdpowiedzUsuńOj nie ładnie, nie ładnie było się ukrywać całe życie Necro - zaśmiała się ochryple pod nosem - tak jakoś dziwnie czułam się obserwowana, jak tu zachodziłam każdej nocy - nie chciała się zdradzić z tym, że już od dawna o Nim wiedziała. Po co? Widziała, że ten ma niezły ubaw.
OdpowiedzUsuń- Wplątał się w coś, że spotkał go taki okropny los? - zapytał, patrząc na niego z czymś w rodzaju uprzejmego zaintereswowania na twarzy, lub choćby czymś, co miało one udawać. Nie za bardzo potrafił współczuć innym, to uczucie było mu tak samo obce jak kilka innych. Sam nie wiedział czy zachował się odpowiednio i czy Necro nie wyśmieje go za tą parodię. Wszak był "seryjnym mordercą" a i tak odwalał ten cyrk.
OdpowiedzUsuń- Aha. To nie jest jednak moja dziedzina. Mag ze mnie marny i w dodatku jedynie elektryczności - wyznała.
OdpowiedzUsuń" I powoli wychodzi szydło z worka. Kłamczuch, ha.."
- Przejdziemy się moze gdzieś? Jakoś nie umiem wytrzymać długo w jednym miejscu, chyba że śpię.
Wstała od stołu ciągle się śmiejąc cicho. Zmierzyła go krytycznym wzrokiem.
OdpowiedzUsuń- A zdarzyłyło ci się? - odpaliła wyobrażając sobie ową sytuację, przez co szczerzyła się ciągle podążając do wyjścia.
- Hm... przystojny jesteś - mruknęła, kiedy się uspokoiła.
- Nie, skąd. Tak tylko mówię, stwierdzam fakty, albo dostaję głupawki. Coś pomiędzy. Trzeba się do tego przyzwyczaić. Ja mam do każdego dziwaka sympatię - wyznała. Nie chciała go urazić.
OdpowiedzUsuń- Wolisz odludne miejsca?
Mimowolnie, psim odruchem przekrzywił głowę słuchając Necro w skupieniu. Kochał... za bardzo? Wynn nie rozumiał, o czym niezwłocznie poinformował rozmówcę.
OdpowiedzUsuń- Nie rozumiem czemu go zabili. I kto dokładnie tego dokonał, Green. - przyznał, znów poprawiając cylinder na głowie, bardziej po to, by zająć się czymś, niż z faktycznej potrzeby.
Zamilkł na chwilę, oczekując jego odpowiedzi. Wzrok skupił na otoczeniu, jakiejś ciemnej uliczce. Było chłodno i cieszył się, że wziął cienki, materiałowy płaszcz. Nienawidził chłodu bardziej niż ktokolwiek inny. I tak zresztą nie miałby go gdzie zostawić.
- Wybacz, jeśli naciskam.. Pragnę jedynie zaspokoić głupią ciekawość.
- Uprowadzę zasznownego pana do lasu, chyba że ... - wyciągnęła rękę z kieszeni i uniosła na wysokość jego oczu. Zaczęła wyliczać na palcach - ... wolisz jezioro, góry, polany.
OdpowiedzUsuń- Jeżeli masz lepsze pomysły, to się podziel.
Zasmiała się cicho.
Skinął głową. Tego się spodziewał. Nie było dla niego to absolutnie nic dziwnego. Miał już trochę lat i większość czasu spędzał na obserwowaniu ludzi. Dzięki temu mało czemu potrafił się dziwić. Pewnie też na jego zrozumienie sytuacji pewien wpływ miało to, że w jego rodzinie różnorakie dziwne rzeczy często uchodziły płazem. Na przykład to, że jego matka gziła się z teściem. Wszyscy o tym wiedzieli. Mąż musiał tolerować, inaczej zostałby wygnany z dworku, bo jego ojciec nadal pozostawał prawowitym właścicielem Branthli. Wynn miał takich historii na kilogramy. Ile osób krytykowało jego niesamowite oddanie wobec Róży? Nie, Will nigdy jej nie tknął, nigdy nie próbował, lecz plotki zadziwiająco szybko się roznosiły. Szczególnie, że jego młodsza siostrzyczka miała... specyficzny charakter osoby głośnej i pozbawionej wszelkich zahamowań. Oczywiście wszystko to miało być winą biednego, świętej pamięci już wtedy Williama, starszego Hyantella, który ją wychowywał. Albo próbował.
OdpowiedzUsuń- Nie chcę oceniać, bo nie od tego jestem. Szczerze Ci współczuję, powiem tylko tyle. I ojca, który mógł zabić własnego syna i sytuacji w której zostałeś postawiony.
Boże drogi. Wampir psychoanalityk.
Nawisem mówiąc ciekawe czy kłamał, czy potrafił mu współczuć. Bo często to właśnie uczucie wydawało mu się, jak twierdził, czystą abstrakcją.
Zaczęli niebezpiecznie zblizać się do dzielnicy wschodniej, co Wynn zauważył po intensywniejzym smrodzie i jeszcze większej ciemności, toteż postanowił odbić w lewo, by ruszyć w stronę innych ulic.
- Abstrahując od tematu, od kilku miesiecy masz zauważalnie więcej roboty czy nie?
Dzielnica wschodnia zawsze kojarzyła mu się z krwią.
Machnęła dłonią chcąc zbagatelizować fakt tego kim jest. I w jakiej rodzinie zdarzyło jej się urodzić. Musiała przyznać, że zwykle jej to niezmiernie przeszkadzało, chociaż miało też swoje plusy. Jednak teraz... to chyba nie miało znaczenia skoro uciekła, prawda?
OdpowiedzUsuń- Nie ma czym być zaszczyconym - stwierdziła uśmiechając się lekko. - Trudno stwierdzić bym jeszcze należała to tej mojej rodziny. Spotykasz bardziej czarną owcę. - Wzruszyła ramionami.
Właściwie odczuwała coś na kształt dumy. Była zadowolona z tego, że stała się ową czarną owcą. Wiedziała, że w pewnym momencie rodzina i tak ją znajdzie i pociągnie za sobą w tę pajęczynę splecionych ze sobą manewrów, intryg i gierek arystokracji. W końcu do tego Marcia została stworzona.
- Ale skoro wiesz kim jestem to chyba sam masz jakieś zainteresowanie w tej materii? - zapytała.
No tak. Grabarz, nie grabarz, ale skoro wiedział o nekromanckiej rodzinie to musiał się chyba tym interesować z jakiegoś powodu. Może i sam nekromantą był, co by jej za bardzo nie zdziwiło. No i skądś musiał informacje czerpać, a takie źródełka i dla niej by były pomocne.
- Y... to jednak pan mnie uprowadza - stwierdziła i zachichotała po chwili.
OdpowiedzUsuń- Może to dziwne, ale nigdy jeszcze nie byłam na cmentarzu, choć raz chciałam wywoływać duchy. Odradzano mi, bo niby to takież niebezpieczne... Nie przekonałam się, więc nie wiem. Gdyby jeszcze te owe truposze ożyły... Byłoby ciekawie, bardzo ciekawie - paplała.
Czy Wynn chciał coś zrobić Greenowi?
OdpowiedzUsuńHm. Tak. Ale wiedział, że to nie wyjdzie. Najchętniej pożywiłby się jego krwią i zamordował go bez litości w wyjątkowo paskudny sposób. Oczywiście nie mógł tego zrobić, co rozumiał doskonale. Nie chciał wszak paść ofiarą stada ożywieńców. Może i duchy nie mogły mu krzywdy zrobić, ale pieprznięcie go w łeb piszczelą nie powinno być trudne. Nic nie mógł poradzić na to, że uwielbiał zabijać. Nic nie sprawiało mu takiej przyjemności, jak mordowanie. Nic. W powietrzu czuł jego krew, a instynkt mimo zagrożenia kazał mu spróbować, jednak nie poddawał się mu, starając się na powrót zepchnąć pragnienie na granice świadomości, gdzie czekało przyczajone niczym szkaradna bestia i czekało na coś, co znów by je obudziło.
- Ludzie nic o morderstwach nie mówią, ale na cmentarzu góry trupów mogą rosnąć. Interesuje się tym, powiedzmy, z obowiązku.
Uspokajał się. Powoli.
Zatrzymał się, obbserwując jego wygłuoy. Nie skomentował ich, nie poruszył się nawet, patrząc jedynie i obserwując. To było w gruncie rzeczy jego ulubione zajęcie.
OdpowiedzUsuńZaśmiał się w duchu. W sumie sympatyczny świr.
- Bo ja wiem? Nie jestem masochistą i wolę nie wiedzieć kiedy instynkt pokierowałby mną sam. Sądzę, że krócej niż dwa tygodnie. Może dziesięć dni. - odpowiedział bez zawahania. Cholera. Necro wcale mu nie pomagał. Mimowolnie dotknął językiem kłów.
- Głód wcale nie jest przyjemny. Nikt nie chce sprawdzać ile wytrzyma.
Niewątpliwie, gdyby ktoś teraz siedział w umyśle Wynna uznałby, że obydwoje są siebie warci. Wynn jednak nie okazywał chaosu, który powoli pochłaniał resztki (czy resztkami można nazwać coś, co nigdy nie istniało w większej liczbie?) rozsądku i zdolności logicznego myślenia. Tak więc w głowie toczyła się zażrta walka o uwagę pomiędzy następującymi tematami rozmyślań; pytaniem skąd Necro znał tak dokładnie czas swojej głodówki (wszak zegarów w mieście tak mało!), a rozmyślaniami nad szansą na pożywienie się bez oberwania w łeb piszczelą. Same myślenie nad czym myśleć było tak męczące, że szybko go zaprzestał, uważając, że zbyt go wyczerpuje.
OdpowiedzUsuń- Mówisz, że fascynują Cię żywi umarli? - zapytał cicho, robiąc kilka kroków w jego stronę. Jego głos przybrał inną, niepokojącą i jednocześnie przyjemną barwę. Nie panował nad tym wcale. - Chcesz dowiedzieć się czegoś nowego? Wiesz jakie to uczucie znaleźć się w moim uścisku? - Ciemne oczy zabłysły bardziej, a kły stały się widoczne, gdy mówił. Nie całe, choć wystawały znacząco ponad linię zębów, niczym małe ostrza.
Nie dawał mu już szans na żaden znaczący ruch, nie cofając się ciągle.
- Nie zabiję Cię. - dorzucił z cichym westchnieniem, z oczami wbitymi prosto w niego.
- Szkoda. - odpowiedział z pełnym rozbawienia westchnieniem. Odrobinę udało mu się opanować, choć nie na tyle, by zmusić się do ponownego przemyślenia sytuacji. To jak bardzo psychicznie w ludzkich standardach zachowywał się Necro przestało mieć dlań jakiekolwiek znaczenie. Powoli wszystko przestawało mieć znaczenie.
OdpowiedzUsuńKrew. Myśli o niej wypełniały wszystko. Został sprowokowany, ale nawet nie pamiętał czym. Czy w ogóle został.
Nie minęła nawet chwila, a Necro został przyparty do muru i unieruchomiony. Wynn naprawdę nie chciał go zabić... Jedynie uszczknąć część jego życia dla siebie.
Krew. Głód.
Kiedy wbił zęby w jego szyję nie było już innych myśli. Jedynie ekstatyczna świadomość danej chwili. Uczucie było... cudowne i miał świadomość, że nie tylko dla niego. Niedawno nauczył się zsyłać majaki na ludzi i bez przeszkód z tego korzystał, jeśli nie chciał kogoś zabić. Nadal wolał ból i strach swych ofiar, lecz Ci umierający dostarczali mu tej rozrywki w zupełnie wystarczających ilościach.
Wszystkie ludzkie cechy i myśli zniknęły, zastąpione jednym tylko pragnieniem by nie przestawać. Zacisnął palce na jego ramieniu w kurczowym uścisku, a usta trzymał wciąż przy otwartej ranie, spijając całą wypływającą krew. Rozkosz jakiej teraz doświadczał niczym nie różniła się od tego co powtarzało się przez ostatnie kilkadziesiąt lat właściwie codziennie, nie była niczym nowym, lecz zawsze tak samo wspaniałym. Czymś, co pozwalało żyć, zabijało wszystkie wyrzuty sumienia i tęsknotę za słońcem i normalnością. Krew była wszystkim i jedynym co mu zostało. Wynn nie narzekał. Cholernie mu się to podobało, a cichy jęk został wychwycony jako jedyny bodziec z zewnątrz. Zapewne gdyby ktoś zbliżał się do tej uliczki wyczułby go od razu, lecz teraz nikt mu nie przeszkadzał.
OdpowiedzUsuńNie minęła długa chwila, gdy odsunął skrwawione usta od jego szyi nadal nie wypuszczając go z uścisku. Długo zajęło mu powrócenie na ziemię i odzyskanie względnej trzeźwości myśli. Nie wiedział co zrobić z szalonym grabarzem; czy ukryć ranę, tak aby nikt nie miał dowodu na istnienie wampira, czy sprawić aby ten stracił pamięć... Zdecydował się nie robić nic. Necro nie wyglądał na takiego, który zechciałby go wsypać, ani też nikt raczej nie miał szans zobaczyć charakterystycznych ranek na jego szyi. No chyba, że martwe, rybie oczy trupów. Nimi się jednak Wynn nie przejmował.
- Nie ma to jak drobna przekąska.- odpowiedział śmiejąc się cicho. Sam nie wiedział co nim kierowało, gdy korzystając z tego, że nie odsunął się jeszcze od Necro, zbliżyl się doń ponownie i przekrzywiając głowę znów dotknął ustami ranek na szyi. Ciągle go trzymał, tak, że ten nie mógł opasc na ziemię.Nie wbił teraz klow, a jedynie przesunął zimnym językiem po śladach ugryzienia i struzek krwi. Krwawienie ustało niemal całkowicie. Teraz odsunął się już kompletnie, patrząc na niego badawczo, wręcz z zwierzecą przenikliwoscia.
OdpowiedzUsuń- Dasz radę iść? - zapytał, z czymś w rodzaju niezamierzonego chłodu w głosie. Po tych słowach przypomniał sobie że pewnie nie wygląda za ciekawie i otarł usta ręką. Największą krople zlizal ponownie z palca.
- Dobra, dobra... prowadź panie, choć ożywianie zgnielizny byłoby dość spektakularne - stwierdziła.
OdpowiedzUsuńPewnej nocy przechadzając się po okolicach miasteczka spostrzegła mężczyznę. Jego aura nie była jej znajoma. Dziwiło ją iż wędrował do karczmy, która raczej tutejsi mieszkańcy omijali szerokim lukiem, bo życie im miłe. Pogłoski o tym miejscu krążyły różniste.
OdpowiedzUsuńPrzez parę godzin obserwowała, niepostrzeżenie mężczyznę jak to skrytobójcy robią. W końcu gdy wykonywał swoją pracę na cmentarzu , postanowiła do niego zagadać. Gdy weszła na terenu w większości czczonego przez ludzi , miejsca pochówki ich bliskich, oparła się o jego mury.
-Czyż Panie taki zawód, nie jest przytłaczającym zajęciem. Spoglądać jak życie bywa kruche.
podeszła bliżej do mężczyzny.
-Szkoda że umysł ludzki w większości nie wykracza po za to co widzą i mogą dotknąć, Ci biedacy zakopywani w piasku przechodzą katusze w podziemiach.
Reakcje jego ciała i zmieszanie wywołały tylko rozbawienie ze strony wampira. W gruncie rzeczy nie było nic dziwnego w tych na pozór dziwacznych zachowaniach. Tak już było. Miał ochotę bawić się nim dalej, jednak przekonał się, z trudem, bo z trudem do odpuszczenia sobie.
OdpowiedzUsuńOdsunął się od niego na kilka kroków. Wypita krew wyostrzała zmysły i wprowadzała go w stan pijackiej wręcz euforii, która za kilka minut musiała będzie zniknąć. Zmrużył oczy, przyglądając się mu. Przegiął, tego był pewien. Wypił za dużo... Cóż, nie trudno jest się zapomnieć. Nie trudno. Zadziwiająco łatwo.
- Poradzisz sobie. Idź do domu. - powiedział cicho, nie przestając się mu przyglądać. Chyba nic nie wskazywało na to, aby miał paść za jakiś czas, albo dostać gorączki i umrzeć na dniach. To było trochę pocieszające. Nie lubił gdy umiera ktoś, kto miał nie umrzeć.
Bez większego zastanowienia odwrócił się na pięcie i poszedł w stronę centrum miasta, zostawiając go samego. Nie widział powodu, by dalej towarzyszyć grabarzowi, wszak dostał to co chciał, mimo, że początkowo tego nie planował. Ten sam, przypadkowo chyba sprawił, że ten zapragnął go ugryźć.
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuń[Do usług, panie. I wybacz mało ambitny wątek owy, ale nie mam dziś do tego głowy.]
OdpowiedzUsuńKtóregoś dnia, gdy wspomnienie głupiej wyprawy na Czarny Targ już się rozmyło, Wynn naprawdę nie widząc szans na ciekawsze zajęcie, chodził po mieście, w sposób jak zawsze, pozbawiony celu. Nie miał nic do zrobienia, nie miał gdzie się zatrzymać, a do karczmy nie chciało mu się wracać. Normalny by się wściekł. Wynn był przwyczajony. Nogi poniosły go pod bramy cmentarza. Nie zastanawiając się nad tym co robi, szarpnął żelazną klamkę bramy. Zamknięte. Nie przejął się tym zbytnio i bez trudu przeszedł przez płot. Nie sądził, że zastanie kogokolwiek na miejskim cmentarzysku.
Szedł pomiędzy nagrobkami, mechanicznie czytając nazwiska wyryte na płytach nagrobnych, albo wypisane na deskach, gdy rodzina nie miała pieniędzy na prawdziwy grób. Niczego nie szukał. Po prostu szedł. Na cmentarzu podejrzanie mało śmierdziało, choć zapach smierci nadal był wyczuwalny i nieprzyjemny. Ktoś musiał się bardzo starać, by utrzymać tow porządku.
Trwał w zamyśleniu, nie zajmując się tym co go otacza. Jego umysł już od dłuższego czasu nie zauważał miarowego dźwięku ciągnącego się z głębi cmentarzyska. Przesypywania ziemi i uderzania jej o coś drewnianego z cichy łupnięciem. Dopiero, gdy zbliżył sie tam bardziej zdał sobie z jego sprawę.
Kto kopie na cmentarzu? Grabarz.
Kto kopie o tak szalonej porze? Szalony grabarz, rzecz jasna.
Wynn przystanął w cieniu jakiejś figury i przyglądał się jego pracy. Poruszał się bezgłośnie, więc pracujący nie mógł zdać sobie sprawy z jego obecności. Przynajmniej do czasu, kiedy nie obróci się sam z siebie.
- Inkwizycja.. kościelni. Zabić! Nienawidzę ich i zraziłam się do kościoła. W sumie to przestałam się w to bawić, bo wiara wyklucza wszelakie stworki potężiejsze od ludzi. Uznają je za diabły, szatany i tak dalej. Niezdziwię się, jesli przyjdą kiedyś po mnie - mówiła jednym ciągiem.
OdpowiedzUsuńW duchu wyobrażała sobie kary cielesne, jakie mogłaby wyrządzić inkwizytorom.
- Ta ... Daleko jeszcze ? Nie narzekam na nogi, czy coś, ale ciekaw jestem nnieznanego mi miejsca. Może to dziwne, ale lubię czytać napisy na nagrobkach, zamiast się modlić - wyznała. Może i nie była jeszcze na cmentarzu w Graleyn, ale w innych miastach, krajach i owszem.
OdpowiedzUsuń- Nurtuje mnie jedno pytanie co do ożywania trupów. Naszły mnie raz. No więc... jak to jest tak naprawdę? Dusza wstępuje ponownie w ciało, czy demon? Jestem skłonna uwierzyć w to drugie...
- Normalnie strach się bać, po prostu. Energia, co steruje ciałem ... Ciekawe czym jest dusza - zastanawiała się mimowolnie skubiąc podbródek.
OdpowiedzUsuń- Rany! Powstrzymaj mnie! Zaraz zacznę filozofować...
Jak na nieumarłego przystało, był dość cierpliwą istotą, na całe szczęście. Kiedy ten się odwrócił zaszczycił go czymś w rodzaju na wpół złośliwego uśmiechu, czyli miny, którą najczęściej widać było na jego twarzy.
OdpowiedzUsuń- I nawzajem. - powiedział cicho, wpatrując się w niego. - Dobry wieczór. Wiesz, że jestem teraz pierwszy raz w życiu na tym cmentarzu? - zapytał ni z tego ni z owego i usiadł na płycie jednego z nagrobków wpatrując się w człowieka z uwagą.
Nie podszedł do niego, nie zrobił żadnego ruchu. Jedynie tam sobie siedział i wpatrywał się w niego z uwagą.
- Doszedłeś do domu wtedy?
Czysta ciekawość. Nie zmartwienie, jak można byłoby sie spodziewać.
(Też tak myślę, że się nieskromnie wyrażę :))
OdpowiedzUsuń- Taaak. Rany... dziwne uczucie, kiedy znana mi osoba zmarła no i stała się tym czymś. Albo.. nie stała, bo to tylko ciało... Chyba rodzaj magii pomyliłam. Twój jest ciekawszy.
OdpowiedzUsuńUniósł brew, nie skomentował jednak w żaden sposób jego słów. Mimowolnie pokręcił trochę głową.
OdpowiedzUsuń- To normalne, że nie łapię Twojego sposobu myślenia, nie? - uśmiechnął się po jakiejś chwili. - Ja miałem podziękować Ci za ratunek, na tym zasranym targowisku potworności.
Przesunął ręką po nagrobku, odczytując nic nie mówiące mu imię i nazwisko.
- Z nudy. Nie spodziewałem się tutaj Ciebie spotkać. - powiedział bardziej do kamiennego anioła, niżeli opartego o łopatę mężczyzny.
- Nie tą osobę uratowaleś, jeśli jesteś obrońcą niewinnych. - powiedział z pewnym rozbawieniem, gdy usłyszał pierwsze słowa grabarza. Obiektywnie patrząc to Wynn był po tysiąckroć bardziej winny wszystkim złom niż jakikolwiek mag znajdujący się na tym targowisku. Jego ofiary liczyło się w tysiącach.
OdpowiedzUsuń- Moja logika jest kiepska, wiem... Może inaczej; nie spodziewałem się nikogo, łacznie z grabarzem o... - rozejrzał się jakby niebo miało mu zdradzić godzinę. Zauważył jedynie kościelną wieżę i zegar. O! Wiedział już skąd Necro wiedział jak długo głodował. - Pierwszej w nocy. Nawet grabarza bym się tu nie spodziewał. Rozejrzeć się chciałem. Nudę zabić.
Oczywiście jego szept słyszał wyraźnie niczym wypowiedziany zaraz przy uchu.
Tak, stanowczo walnięty. I to bardziej niż się spodziewała. Jednak widywała gorsze przypadki jeszcze w domu rodzinnym. Jej rodzice lubili eksperymentować... a ludzie z pobliskiej wsi zawsze byli pod ręką. Czasem nawet sama Marcia, chociaż wtedy jeszcze młoda Elizabeth, nie chciała wiedzieć co się dzieje w pracowni ojca czy matki. Chociaż gdy o tym pomyślała to obecnie też wolałaby nie wiedzieć. Potem widziała tylko skutki, to jej wystarczyło.
OdpowiedzUsuńTeraz patrząc na Necro... dobrze się trzymała. Bardziej przeszkadzały jej wspomnienia z dzieciństwa.
- Czy ja wiem czy nekromancja jest zła? Zależy z jakiego punku widzenia. Według innych łamiemy tabu, chociaż dla wielu z nas owe tabu nie istnieje. Wychowana zostałam w przekonaniu, że to magia jak każda inna. Dopiero później uświadomiłam sobie, że nie każdemu mogę otwarcie mówić czym się zajmuję. - Westchnęła cicho.
Chyba nigdy nie będzie w stanie postrzegać nekromancji tak jak on. Marcia dorastała wśród czarnoksiężników i nekromantów, dla niej to wszystko było na porządku dziennym.
- Wszystko ma swe dobre i złe strony, przecież. To, co złe jednak bardziej jest intrygujące - zachichotała. Wcisnęła dłonie w kieszenie. Wpatrzyła się na moment w ziemię.
OdpowiedzUsuń- Najwidoczniej zapomniałem. - przyznał z cichym śmiechem. - I mi czasem się zdarza o czymś zapomnieć. O dziwo.
OdpowiedzUsuńMówił cicho. Wynn nienawidził podnosić głosu i nigdy tego nie robił. Nie cierpiał hałasu, wolał spokój... I prawie nigdy nie było słychać jego kroków, ani tego jak się zbliża. Jakby każdy nadprogramowy dźwięk miał zepsuć mu humor i rozsadzić uszy.
- Cóż, jesteś Ty. Może to pomoże mi zabić nudę. - zaśmiał się pod nosem, patrząc na niego kątem oka.
- Hm... ładnie się urządziłeś. Gustowne nagrobki ... - zachichotała.
OdpowiedzUsuńWbiegła na grząski grunt i zaczęła manewrować między grobami przyglądając się z ciekawością napisom, zwłaszcza dopiskom " lekarz"," zasłużony...".
- Przypominają mi jak ostatnio wywlekli mnie do kopalni - mruknęła i zaraz wyciągnęła ręce z kieszeni.
OdpowiedzUsuń- Jeszcze mam odciski od narzędzi .. O! - powiedziała z wyrzutem machając rękami przed jego oczami.
- Wyróżnienie to zaprawdę godne. - odpowiedział we śmiechem.
OdpowiedzUsuńWłaściwie nie przejmował się tym, że Necro był trochę... inny. Psychiczny. Zdążył już go polubić.
- Ty też zapewwne nie spodziewałeś się towarzystwa na cmentarzu o takiej porze, prawda? Czemu właściwie nie pracujesz w dzień? Albo inaczej, bo nie wiem czy pracujesz... czemu przychodzisz tu też w nocy? Nie wiem czy w dzień też robisz. Ledwo pamiętam jak wygląda miasto za dnia.
Skinął głową słuchając jego wyjaśnień. Logiczne. Trupy dzieci? Cóż, Wynn rozumiał, że komuś może być ich szkoda. Mu osobiście umierające dzieci wisiały, ale rozumiał tych, którzy mieli inne podejście. Oczywiście własnego nie miał zamiaru zmieniać. Taki już był. Trudno.
OdpowiedzUsuńPrzeniósł wzrok z napisów na nagrobku i zaczął wodzić wzrokiem za mężczyzną. Gdzieś na granicy świadomości przypomniał sobie smak jego krwi. Czasami wręcz irytowało go, że zachowuje się tak okropnie głupio. Jak głodne zwierze. Westchnął cicho pod nosem.
- Przynajmniej masz towarzystwo. W dzień być go nie miał. Przynajmniej nie moje.
- Ale w kopalni jest ciemno, wilgotno i nie pracowałam z przyjemnoscią. Miałam wrażenie, że kilof wrośnie mi w rękę - marudziła.
OdpowiedzUsuń- Ty dostajesz wprawdzie już dość obrobiony kamień, czy musisz go szlifować? Figury są niezłe...
Usiadła na jakimś grobie i wpatrzyła się w Necro jak w obrazek.
- Musisz mi na każdym kroku wytykać fakt nieżycia? - prychnął, widocznie rozbawiony. Właściwie owe "wytykanie" mu nie przeszkadzało. Jedynie tak sobie gadał. Marudził, aby marudzić, więcej sensu w tym nie było.
OdpowiedzUsuń- A mnie się czepiają, jak czasem mówię sam do siebie. - zaśmiał się cicho. - Jeśli zaś chodzi o samotnosć i jej przypisanie do kruszcu, to dla mnie, osobiście towarzystwo będzie jak srebro. Bowiem srebro cenie sobie bardziej od złota. Wybacz, złotnicze zboczenie. Złotnikiem jestem. Byłem w sumie. Albo i jestem.
- Się rządzą! A może biedny trupek chce inny grób, natomiast rodzinka już inaczej wybrała? Niesprawiedliwe... - prychnęła i skrzyżowała ręce na piersiach.
OdpowiedzUsuń- Nie dość, że dołki kopiesz, to rzeźbirz. Nieźle. Mieć z tego zarobek uciechę - bosko.
- Ta. We łbie mi się plącze już. Sam zapominam co chciałem powiedzieć i jak powinienem to zrobić. - wywrócił oczami. - Nie śmiej się. Będziesz w moim wieku to też będziesz sklerozę miał.
OdpowiedzUsuńOparł się plecami o płytę nagrobną i bardziej z przyzwyczajenia, niż potrzeby ukrycia oczu naciągnął cylinder mocniej na głowę. Spod niego ciągle zerkał na Szalonego Grabarza.
- Nie marudzę. Lubię moje nieżycie. Cholernie lubię. Nigdy bym go nie oddał. - stwierdził, zrywając kawałek jakiegoś kwiatka i miażdżąc go pomiedzy palcami. - Ulubiony trup? Świetnie, kurwa. Zostałem zdegradowany do pozycji zwykłego truchła, tak? - prychnął pod nosem. - Bo pokąsam.
- Bo inaczej odnajdziesz się TU gdzie yyy... - wytężyła wzrok - Jochan ... Co... jakiś tam Jochan i będzie się wąchać kwiatuszki od spodu. Ja się odnalazłam.. wśród względnie żywych w naszym miasteczku i jest dobrze, choć narzekam sobie jak każdy.
OdpowiedzUsuń- Nie przeczę. Na moim miejscu pewnie też byś się tak zachowywał. - odpowiedział, zrywając drugi kwiatek. Zaraz grabarz zacznie mu wypominać niszczenie cmentarza.
OdpowiedzUsuń- Jeśli zaś chodzi o Twoje lubienie mojej osoby... marny masz gust, wiesz? - Teraz to on zaśmiał się wesoło.
- Ale ja sobie zapracuję o dopisek jakiś, by się wyróżniał. Muszę jakiś większy ślad po sobie zostawić, choćby obrazy. - postanowiła sobie.
OdpowiedzUsuń- O ile inkwizytorzy mnie nie spalą, czy coś - mruknęła już bez zapału.
W odpowiedzi roześmiał się wesoło.
OdpowiedzUsuń- Podoba mi się Twoja szczerość. Nigdy nie kłamię i większość ludzi uważa to za dziwaczne, choć nie za bardzo wiem dlaczego. Cóż, ważna rzecz. I świadomość, że naprawdę ma się fatalny gust. - Kolejny pelen wesołości śmiech.
- Psycholi w tym mieście w cholerę. Już się przyzwyczaiłem. Zaś jeśli idzie o morderstwa, to tfu, na mnie nie patrz. Pewnie by to ułatwiło Ci, albo temu, kto zakopywałby Twojego trupa zadanie, ale cóż. Nie, dzięki, jakoś tak dziwnie mordować na poświęconej ziemi. Tfu, o, to poświęcona ziemia. Klecha zaś będzie jęczał, że się pakuję tam gdzie nie powinienem. - po raz setny wywrócił oczami - Pieprzyć to.
- Zadziwiające jak dużo wspólnego mam z szurniętym grabarzem. - Parsknął śmiechem.
OdpowiedzUsuńSiedział spokojnie, oparty plecami o marmur. Ciągle go obserwował. No, jednego nie mieli na pewno wspólnego. Dla Wynna szczytem wysiłku byłoby podniesienie się, a szczytem abstrakcji łażenie bez sensu. Był leniwym stworzeniem. Cholernie leniwym, zakochanym niereformowalnie w nieróbstwie.
- Dziękuję Ci panie. - zaśmiał się. - Mam mimo to nadzieję, że spotkamy się kiedyś poza murami tego miejsca.
- Nie rozumiem jak Ty tu możesz wytrzymywać. Widzę, że wkładasz w to wiele pracy... No, ale ja nigdy nie zrozumiem. Za głupi jestem, by załapać niektóre rzeczy. Większość ludzi boi się śmierci. - Wzruszył ramionami. Każdy chociaż trochę się jej bał. - Też się boję. Mówią, żem potępiony, a tam czekają na mnie wieczne katusze. Przynajmniej jedno wiem, że samobójstwa nie popełnię. Nie jestem przecież wariatem i masochistą. - wywrócił oczami. - Śmierć jest paskudna, a cmentarze są jak jej pomniki. - Zerknął na kamiennego anioła. Wyglądał, jakby się na niego gapił. Wynn posłał mu obrażone spojrzenie.
OdpowiedzUsuń- Masz tak widocznie i już.- powiedział.- W gruncie rzeczy nie moja sprawa - pokręcił głową, znów przenosząc spojrzenie na anioła, który ciągle wyglądał jakby patrzył na Wynna.
OdpowiedzUsuń- Udało Ci się zrobić te upiorne figurki z kości? - zapytał nagle, patrzac teraz znów na Necro.
[Możliwe ze masz jakieś chęci na wątek z moją Eminą?]
OdpowiedzUsuń- No! Sławny żeś już jest, aż się dziwię, że nie usłyszałam wcześniej o tobie. Nie lubię plotek, choć mój przylaciel, to papla okropna - zaśmiała się cicho.
OdpowiedzUsuń- Ciekawe co byście mi dopisali. Ciąg dalszy nastąpi?
Rozejrzała się dookoła. Zatrzymała spojrzenie na jednej z figur.
- Rany... w świetle księżyca wydają się jakieś.. żywe?
(A przynajmniej zrobię co w mojej mocy by tak właśnie było.)
OdpowiedzUsuńOprócz uwodzenia cudzych żon Conn lubił podszywać się również pod księży. Aktorstwo opanował do perfekcji, a spychanie na złą drogę zbłąkane owieczki mogło być bardzo zabawne.
Z rozbawieniem skrytym w niebieskich oczach opowiadał o uciechach cielesnych w sposób, że twarze kobiet przybierały odcień purpury, niektóre, nieco słabsze mdlały, a mężczyźni się pocili. Kazanie było długie, ogniste, potępiające.
Jednak jeszcze przyjemniejszą częścią tego dnia było gromadzenie pieniędzy. Oczywiście w służbie tego, którego wyznawała dana rasa. Conn'owi było wybitnie wszystko jedno.
Wracał właśnie z jednej ze świątyń, podrzucając w dłoni pełną sakiewkę złota. Jego ubranie przybrało typowy dla niego wygląd, aby nie przypominać już duchownego. Chociaż z drugiej strony obcowanie z ułożonymi panienkami było równie przyjemne, dzisiaj postanowił sobie darować. Wolał pozwiedzać stare śmieci, zobaczyć, co się zmieniło.
Nogi same poniosły go na cmentarz. Prosto w miejsce, gdzie sam postarał się o bilet na drugą stronę dla paru magów. Ten ostatni smakował jak kurczak.
Długie, czarne włosy powiewały na lekkim wietrze. Dłonie skrył w kieszeniach czarnego płaszcza, a biała, lniana koszula odsłaniała umięśniony tors. Conn lubił to ciało. Było jednym z najwygodniejszych form jakie zdarzyło mu się przybrać.
W części cmentarza, do której zmierzał, ktoś kopał kolejny grób. Conn przystanął, aż ciekaw, kto załatwił kolejnego maga i kimże ów mag był.
- Kto się wybrał na tamtą stronę? - Spytał grabarza.
Nie wiedząc jak wybrnąć z tej sytuacji nerwowym ruchem znów poprawił cylinder. Mógł być dobrym aktorem, gdyby się postarał, ale przez większość czasu robił z siebie głównie idiotę. Bezpośredniość była cechą dla niego charakterystyczną, ale czasami uznawał, że rzeczywiście nie wypada. To były głupie chwile. Zawsze robił z siebie głupiego.
OdpowiedzUsuń- Zostaw to dla brata. - powiedział po prostu, decydując, że nie będzie robił monologów... i tak nie wyjdzie. - Przekąskę? Tfu, jak to brzmi. Boże. Te hasła zawsze dziwacznie brzmią.
[No to jak są chęci to teraz tylko pomysł.
OdpowiedzUsuńAlekuś to ja Lilcia jak byś nie przeczytała poprzedniej wiadomości.]
[Oj tam dla mnie zawsze pozostaniesz Alekuśem^^.I jak ci się podoba moja Em? I co do pomysłów to może jakoś nie wiem jak zobaczył by Eminkę w wodze z ogonem albo coś w ten desień teraz mam masę pomysłów odnośnie mojej "małej syrenki"]
OdpowiedzUsuń[Oh Alekuś! Moja Em raczej taka nie jest^^]
OdpowiedzUsuńOdnalazła jezioro.
Postanowiła po raz pierwszy od wygnania zamienić nogi na ogon.
Rozebrawszy się do naga wskoczyła do wody z pragnieniem by mieć ogon co też się stało.
Po zmianie zamiast nóg miała błękitny jak swe oczy ogon.
Z wielką radością pluskała się w wodzie i pływała.
och jaka szkoda że nie może powrócić do podwodnego świata!
Myślała Emina beztrosko kręcąc włosy na palec.
Zupełnie nieostrożna i lekkomyślna w tej chwili gdyż powinna się rozejrzeć czy nie ma nikogo w pobliżu.
Emina tego nie zrobiła...
- Po pierwsze; ludzi jest w cholerę, a dziwactw mało. Po drugie... Sam nie wiem. Świat w którym rządziliby nieludzie byłby pojebany i chory. I zapanowałby chaos. I bym głodował. I nie podobobałoby mi się to. tak jest dobrze. W świecie, gdzie by się nie ukrywało, trudniej byłoby przetrwać. Nie podoba mi się ta myśl. - powiedział, patrząc na Necro. - Ty byś tego chciał? To byłby chory cyrk.
OdpowiedzUsuń- Wystraszyć na śmierć od razu - prychnęła.
OdpowiedzUsuń- Żeby wystraszyć, to nie jest lepiej rzeźbić demony i tym podobne? - rzekła przyglądając się aniołowi. Puknęła go w nos, ot tak.
-Drogi Panie dość niespotykane, iż cieszy się wykonywanie owej pracy.
OdpowiedzUsuńUśmiechnęła się do niego, już dawno nie widziała istoty, która cieszyłaby się wykonując swoją pracę.
-Widać iż masz do tego Panie powołanie.
Przysiadła na murku, który stał nieopodal wykopywanego
dołka. Spoglądała jak mężczyzna wykopuje dół.
-Zapewne dobre podejście, po co wiedzieć coś o zmarłych, chyba ,że
- Podli, okrótni! Dzieło sztuki niszczyć! - oburzyła się kręcąc głową.
OdpowiedzUsuń- Że też wszystkiego się uczepią, no... Jak narysuję monstrum, to też się będą rzucać..? Rany... - marudziła.
- Może i jestem trochę naiwny. Nie chciałbym, abyśmy mieli tu Armageddon. Moja aktualna sytuacja w pełni mi odpowiada, naprawdę. Nawet Inkwizycję jestem gotowy ścierpieć, ważne, żeby byli z dala ode mnie. - wzruszył ramionami, jego śmiechy ignorując po prostu. Wiedział, że zwyczajnie będzie musiał się przyzwyczaić.
OdpowiedzUsuń- Większość dziwadeł jest chyba tego zdania co my. Nie chcą rozgłosu, ani świętej wojny. Jedynie spokoju. Teraz mam spokój. Nikt właściwie mnie nie ściga. Zasypiam i wiem, że obudzę się wieczorem... Nie jest źle.
- Nie czepiają się chyba Ciebie za często, nie?
OdpowiedzUsuńZerknął na Necro. Wydawał się być może i zwariowanym wesołkiem, ale nie kimś niebezpiecznym... A że był? Inkwizycja nie musiała wierzyć. Wynn wątpił, by mieli wiele zatrzeżeń do niego. Szczególnie, że miejscowe klechy pewnie zastrzeżeń marudziły na jego pracę.
- Mnie się nie czepiali długo... Było gadanie, żem ekscentryk, dziewak i tak dalej, ale mnie olewali. Podatki płaciłem, byłem blisko księcia naszego kochanego, niech zdechnie, dopiero jak im zapłacono to mnie przegonili aż tutaj. Dobrze, że tych, co nie dybią na dusze raczej tak bardzo nie ścigają, bo już dawno ległbym w piachu. Zaś.
- Ej... wsyzstko jest takie... bezcenne, jak się dużo pracy włoży. Cmentarz miejscem świętym? Cóż tak? To ja, bezbożnik, powinnam się wynosić. Do świętych nie należe, oj nie...
OdpowiedzUsuń- Wiesz, szkielety, łańcuszki z kości, słabość do trupów... Opętaniec jak się patrzy! - zachichotał cicho, spoglądając na niego spod cylindra. - Cóż za pierdoły wymyślają, żeby się człowieka uczepić. Mnie okrzyknęli magiem, żeby móc zacząć swoje, święte, psia ich mać, polowanie. Bo wampir by niefajnie wyglądał w raportach chyba.
OdpowiedzUsuńPokręcił głową, wygodniej rozsiadając się na nagrobku. Odchylił lekko głowę do tyłu by spojrzeć na gwiazdy. Większość z nich zasnuwały ciężkie, ciemne chmury. Jedynie księżyc wyglądał spomiędzy ierónych krawędzi czarnych plam, niby kleksów atramentu.
- Jeśli zdecydujesz się kiedyś popełnić samobójstwo, to możesz wołać. - wyszczerzył się w uśmiechu, ukazując końcówki kłów.
- A... Ciężko mi zrozumieć jednak, bo i tak nie wiem co się stało z rodziną, oprócz szalonego ojca - westchnęła.
OdpowiedzUsuń- Też nie rozumiem tego, że ludzie przychodzą na cmentarz, choć dusz na ziemi już nie ma - wyznała.
- Wiem. Jeśli chodzi o moje powiązania z magią... To sprzątałem kiedyś w sklepiku zielarskim. Jeszcze jako człowiek. Z czterdzieści lat temu jak nic. Innych powiązań... em. Nie. Żadnych. Szczerze powiedziawszy to do teraz lękam się magii. Jedna z niewielu rzeczy wobec których jestem tak idiotycznie bezbronny. - westchnął, teatralnie oczywiście, odchylając lekko głowę do tyłu.
OdpowiedzUsuńCzasami bał się owej magii jak diabeł wody święconej. Nie rozumiał jej. Nie wiedział jak się przed nią obronić. Bał się...
- Czemu miałbym chcieć złamać Ci kręgosłup? Albo kark? Jaką miałbym z tego korzyść? Męczyłbym Cię długo i powoli osuszał z krwi. Jak zawsze tylko o nią mi chodzi. To mogłoby być naprawdę... ciekawe. - roześmiał się. - Nie przejmuj się. Nie jesteś pierwszą osobą, która się nasłuchała z mojej strony takich okropieństw. Przyzwyczajaj się jeśli chcesz ze mną móc umieć wytrzymać.
- Ta... człowiek jest taki, taki.. kruchy i marny. To jest, potem go nie ma, ale w pamięci pozostaje. To dlatego tak się przychodzi i .. ten... Może zamiast strachów trzeba podobizny rzeźbić. Ja już nie pamiętam prawie ojca, a zabiliśmy go niedawno - wyszeptała.
OdpowiedzUsuńPokręcił głową z rozbawieniem. W gruncie mógł się czegoś takiego spodziewać. Bo czemu nie? Gdy wtedy odchodził, słyszał za sobą ten nieco upiorny chichot. Stopień dziwności Necro niepokoił nawet sadystycznych wariatów. Jak widać. To był już wyczyn. Bo jeden z owych sadystycznych wariatów, Wynn nie dziwił się w Graleyn niczemu. I ciężko było go zaniepokoić, albo zdziwić. Necro właśnie pokazał mu, że jednak się da. Upiorne…
OdpowiedzUsuńWynn prędzej potrafił patrzeć na czyjąś, kapiącą po kropelce krew. Przyglądać się temu tak długo zanim delikwent nie zdechnie, albo Wynnowi się znudzi i skróci cierpienia człowieka. Cierpienie i strach były dla niego niczym narkotyk. Tak już było.
Za to nienawidził być ranny. Doprowadzało go to do szału. Czuł się żałosny i widok własnej chwili (no, oprócz sytuacji kiedy specjalnie z jakiegoś powodu jej potrzebował) wywoływał w nim wściekłość. A robił sobie coś właściwie co chwilę. Nie dbał o to, by się nie rozwalić, a potem się wściekał.
- Gdy tak mówisz nie jestem pewny czy bardziej chcę znów cię spróbować czy bardziej wepchnąć w kaftan bezpieczeństwa. Stawiasz mnie w dziwacznej sytuacji.
- Ta... Tylko jego znałam, ale nie cieszyłam się z tej znajomości, skoro chciał mnie zabić. Ma za swoje - szepnęła. Spojrzała z troską na Necro i objęła go lekko ramieniem w geście pocieszenia.
OdpowiedzUsuńHeshtje nienawidziła, kiedy znajomi się smucą, bądź dzieje im się krzywda.
- Powinien się cieszyć, że mnie rozwścieczonej nie spotkał. Nie miał by u mnie tak łatwo - mówiła zakasając rękawy.
OdpowiedzUsuń- Mój powybijał większość osób z mego rodu, zresztą... Rok temu uważałam się za zwykłego, uzbrojonego człowieka. O magii nawet nie mtślałam.
Nadal beztrosko pluskała się w wodzie pod swą syrenią postacią.
OdpowiedzUsuńNie sprawdzając czy nie ma żadnego zagrożenia postąpiła bardzo nierozważnie.
nagle usłyszała jakiś chichot.Przeraziła się z lekka i ukryła pod wodą.
Zauważyła bardzo dziwną istotę nigdy nikogo takiego nie widziała.
W jakiś sposób człowiek ten wydawał jej się przerażający.
Postanowiła mu się przyjrzeć z bezpiecznej odległości tak na wszelki wypadek.
Niestety wywołała plusk taki że na pewno zauważyła to ów istota.
Parsknął śmiechem, słysząc jego słowa i ton, na którego dźwięk ciężko było się nie uśmiechnąć.
OdpowiedzUsuń- Właśnie widzę, że uwielbiasz. - wywrócił oczami, cały czas nie mogąc powstrzymać szerokiego, pełnego wesołości uśmiechu. - Toż mam rozterki. Naprawdę.
I tu doznała szoku.
OdpowiedzUsuńIstota, która wydawała jej się taka przerażająca była taka, taka...Delikatna?
Słuchała jego słów nie rozumiejąc co to za inkwizycja.
Nigdy o czymś takim nie słyszała.
W podwodnym świecie była bezpieczna póki morskie istoty nie wiedziały że jest mieszańcem człowieka i syreny.
Toteż nie wiedząc co to a chcąc się dowiedzieć podpłynęła do nieznajomego.
-Co to inkwizycja?-spytała zaciekawiona
- Racja, ale jaki szkielet? O czym ty gadasz? - uniosła brwi w zdziwieniu Nic nie zrozumiała, oprócz pierwszej jego wypowiedzi.
OdpowiedzUsuń[Wejdź na gg ]
OdpowiedzUsuńSłuchała z uwagą.
-Ale, ale czemu chcą nas zabić?Przecież możemy żyć w pokoju.Nie wadząc nikomu.-odparła a gdy namyśliła się że syreny prędzej zgodziły by się na utratę głosu niż zrezygnowania z polowań na ludzi.
-Em raczej nie ze wszystkimi można żyć w pokoju ale z większością tak!-dodała
- No wiesz... w takim miejscu ciężko mi dostrzec przenośni - ofuknęła.
OdpowiedzUsuń- Wszystko z jednym mi się kojarzy, ot co.
Odwróciła wzrok od mężczyzny udając urażoną.
- Wiesz, że nie głupi pomysł? Tylko, że w psychiatryku się Ciebie wystraszą i nie będą chcieli przyjąć. Jestem tego pewien. Jak im zaczniesz opowiadać… - dalsze słowa przerodziły się już tylko w cichy śmiech. Zadziwiające, że bliskość tych wszystkich trupów właściwie przestała mu przeszkadzać. Może to ze względu na towarzystwo, które niszczyło upiorną atmosferę a’la Rewan i jego wstrętnego zamiłowania do nadmiaru gotycyzmów i wierszy o śmierci i nietoperzach. Cholera wie.
OdpowiedzUsuńSłysząc jego dalsze słowa, prychnął pod nosem i porwał z ziemi kamyk wielkości paznokcia i rzucił w niego.
- Ej, aż taki tępy nie jestem! – parsknął, trafiając go. – Wbrew pozorom… - dodał konspiracyjnym szeptem.
- Do usług. – odpowiedział, podrywając się z nagrobka i wykonując w kierunku Necro teatralny ukłon, zdzierając przy nim cylinder z głowy i wymachując nim w parodii dworskiego ukłonu. Ni usiadł potem, tylko zaczął bezcelowo łazić pomiędzy nagrobkami. Czasami, nawet jemu chciało się podnieść, mimo, że spokojnie mógłby zostać królem wszystkich leni świata. - Śmiech to zdrowie, jak mówią. Chociaż powątpiewam, by chodziło o zdrowie umysłowe. Jeszcze się zastanowię nad tym kaftanem bezpieczeństwa.– zaśmiał się wesoło pod nosem.
OdpowiedzUsuńPokiwała przecząco głową.
OdpowiedzUsuń-Nie wszyscy chcą żyć w pokoju...Na przykład syreny.Najpierw kuszą i zaciągają nad wodę może trochę się jeszcze zabawią a potem wciągają biedaczka pod wodę i zabijają a to sprawia im przyjemność...Nie zrezygnują raczej z tego i tak nikt na nie nie poluje mieszkają w głębinach morskich żaden człowiek tam nie dotrze.Prędzej się utopi-odparła z tajemniczym błyskiem w oku
-Lecz zdażają się wyjątki.Sporadycznie ale zdarzają się-odparła
Wzdrygnęła się.
OdpowiedzUsuńI trochę oburzyła.
Jakiś dziwny z niego człek.
-Nie mów, "wy syreny" nie jestem syreną, przynajmniej czystej krwi.Nie jestem taka jak one-odparłam na obronę
-Nie prawda.-odparła spokojnie-One czerpią przyjemność z zabijania nie kochają...Ja jestem w połowie człowiekiem i gdy się dowiedzieli musiałam uciekać...Jestem wyrzutkiem bo jestem w połowie człowiekiem...Ja mam uczucia.-odparła to nieco smutno
OdpowiedzUsuńZaczęła się śmiać.
OdpowiedzUsuń-Wiesz jesteś nawet całkiem miły.A tak właściwie to jak cię zwą?
- Jakoś, jakbym się postarał… Ale nie będę próbować. Nie chce mi się. Poza tym, nie chcę dostać piszczelą w łeb. – roześmiał się. – Naprawdę możesz przywołać całą hordę żywych trupów? Ale wiesz co? – Podszedł do wyjątkowo okazałego nagrobka i dotknął krzyża na jego szczycie. Przypatrywał się chwilę zdobionym napisom i pokręcił lekko, ledwie zauważalnie głową.
OdpowiedzUsuń– Sądzę, że tego nie zrobisz. Bo musiałbyś zniszczyć te wszystkie groby. A Ty byś nie chciał niszczyć swojego cmentarza, prawda? – uśmiechnął się i zaśmiał wesoło. – Jeśli masz moc by obudzić cały cmentarz umarłych… - zawahał się. Ta myśl mu się bardzo nie podobała. Wolał się już zamknąć, ale w ostatniej chwili zdecydował się i tak wypowiedzieć swoje myśli.
- Mógłbyś jakoś wpłynąć na mnie, prawda?
- No.. no co? Stojąc na cemntarzu trup zapewne nie będzie mi się kojarzył z kwiatuszkami na łące, czy słoneczkiem - mruknęła spoglądając nań ukradkiem.
OdpowiedzUsuń(Aj! Przepraszam, że pominęłam.)
-Miło mi niezmiernie ja jestem Emina Lamerielle-odparła wesoło nie wiedziała czemu ale jakoś tak ta dziwna istota wydała jej się bardzo przyjazna
OdpowiedzUsuń- A może trupek został zamordowany w nocy i nie zobaczył słońca? - mądrzyła się.
OdpowiedzUsuń- Białe kwiatuszki.. hm... jak będę sadzić takież w doniczkach, przyjdę po ziemię, nawóz.
-I co z tego?To niezmienia faktu że mogę poznać!
OdpowiedzUsuń- Zakradnę się może którejś nocy, ale jak sobie życzysz - wyszczerzyła się. Pstrykneła palcami, przez co pojawiły się iskierki. Jedna z nich poczęła przybierać na sile i uformowała z niej kulę.
OdpowiedzUsuń- I dobrze. Na samą myśl o tym zimno mi się robi. Br. Się nasłuchałem takich upiornych historii pełno swego czasu. Od tego mi się wzięła ta pieprzona skłonność do dramatyzowania. – wyszczerzył się w uśmiechu.
OdpowiedzUsuń- Raczej bym nie zniszczył… Chociaż.. Całe życie zbierałem różne pierdoły – mówił o górach złota, różnorakich dziełach złotniczej sztuki, lecz nie do końca lubił się przyznawać do takiej głupiej, jak ma mężczyznę manii. – A potem jednego dnia po prostu to sprzedałem. Nie całe. Ale część. Ale zniszczyć bym nie zniszczył. Zresztą… Sam nie wiem. Problem polega na tym, że ja nad niczym nigdy nie pracowałem. – roześmiał się.
Dopiero teraz zauważył, że na niewielu nagrobkach leżą kwiaty. Czyżby rodziny zmarłych bały się tu przychodzić z powodu szalonego grabarza? Pod jednym z nagrobków leżały jednak świeże, białe kwiaty. Wynn podszedł do niego. Znajome nazwisko. Spojrzał na Necro pytająco, jakby chciał zapytać „To on?”. Mimowolnie przy tym przekrzywił głowę. Głupi nawyk, dzięki któremu dostał swego czasu przezwisko Kundla. O dziwo wcale tym, którzy go tak przezwali nie chodziło o polimorfię, jedynie o ten nawyk.
- Oj kochanie, ja się tylko wydurniam. Święta jestem, widzisz? - powiedziała przesadnie akcentując. Kulę uformowała w krążek i przesuneła nad swą głowę. Wyszczerzyła się w niewinnym uśmiechu.
OdpowiedzUsuńWampir milczał przez jakiś czas, słuchając jego słów. Nie za bardzo wiedział co powiedzieć. Spojrzał najpierw na nagrobek, a potem na Necro.
OdpowiedzUsuń- Przykro mi. – Niezbyt dobrze to zabrzmiało, ale nic nie mógł poradzić na to, że nie za bardzo wychodziło mu pocieszanie ludzi. Miał cichą nadzieję, że mężczyzna tego po nim nie oczekuje. Zawiedzie się okropnie.
Nagrobek mówił, że chłopak zmarł 12lat temu. Ile lat mógł mieć wtedy Necro? Nie wyglądał na starszego od Wynna, nawet trochę młodszego. Wynn pozwolił sobie na słaby uśmiech. No, rzeczywiście nie bał się grzeszyć. A ojciec? Na córki zawsze jest sposób – zakon… A synalek? No cóż.
- Cóż to za grzech, kiedy nikomu krzywda się nie dzieje? – mruknął cicho. No dobra, jakiś tam grzech był. Przecież to był dzieciak. Eh. Zresztą ciężko przestać myśleć oficjalnie przyjętymi kategoriami. – Zresztą sam nie wiem. –dokończył mało ambitnie. Psychologiem to on nie zostanie.
-Nie przypominam by pozwoliła waćpanowi mówić do mnie na ty-odparła starając się by jej słowa zabrzmiały choć odrobinę złośliwe
OdpowiedzUsuń-A poza tym nie muszę waćpana znać-odparła
Prychnęła przeciągle. Krążek cisnęła w pierwsze lepsze drzewo.
OdpowiedzUsuń- Nie wierzyszmi? Dobra! Obrażę się! Ej... we wszystko co powiedziałam mi nie uwierzyłeś?
-Wariat jak człowiek maniery zawsze obowiązują -odparła
OdpowiedzUsuńParsknął śmiechem i odwrócił się na pięcie, odchodząc od Necro i grobu na kilka metrów. Wywrócił teatralnie oczami, gdy już znalazł się przy tamtym krzyżu.
OdpowiedzUsuń- Już niech, kurwa, nikt ode mnie nie wymaga, żebym spróbował kogoś podnieść na duchu! – parsknął. – Ja się już lepiej nie odzywam!
Tak. Właśnie Wynn strzelił focha.
- Jak cholera. – potwierdził, siadając sobie na którejś z płyt. Przyglądał się mu z uniesioną brwią. Wolał przeczekać ten nagły napad wesołości. W sumie to już się przyzwyczajał. Nie robiły na nim aż takiego wrażenie. Ludzie dziwaczeją, jak za długo siedzą sami. Wynn leząc kiedyś przez góry, gdy został wygnany przez Rewana z jego dworku i musiał wynosić się jak najdalej pod groźbą śmierci, znalazł w jednej z jaskiń pustelnika. Zabawne było to stworzenie. Notorycznie gadało coś o szatanach i aniołach. Można to zwalić na fakt, że owy człowiek umierał, ale według Wynna było to chroniczne i długotrwałe zlasowanie mózgu. Przez trzy dni jak tam do niego zaglądał z milion razy został nazwany aniołem (szczególnie, kiedy przynosił mu coś do żarcia) i tyle razy diabłem. To akurat bez powodu. W tamtym czasie, Wynnowe ego i poczucie własnej wartości urosło wielokrotnie. Byli wiele tygodni od najbliższej wioski, a Wynn go nie zeżarł! W sumie głupio zrobił, bo staruszek i tak i tak zdechł w tamtej norze, nie mogąc nigdzie dojść i nie mając sił, by zimową porą dać sobie radę w trudnych warunkach. Trudno się mówi.
OdpowiedzUsuń- Śmiejesz się jak sam czort. – burknął. Nadal obrażony.
Uniósł brew.
OdpowiedzUsuń- Się nie obrażam. Bardziej się wygłupiam. Przyzwyczaj się. – wywrócił oczami. – Jakbym się obraził naprawdę to bym sobie stąd poszedł. Nienzależnie jak dobrze utrzymamy cmentarz, nigdy nie będzie moim ulubionym miejscem. – roześmiał się, kompletnie zapominając o „fochu”.
- I tak się dziwię, że znosisz jakoś moje towarzystwo. Większość ludzi nie daje rady dłużej jak pół godziny. Omiajając już uwagę, że większość tych, którzy wiedzą czym jestem albo spieprza, albo zakołkować próbuje. A jak nie, to przynajmniej unika, bo nie może gadania mojego już wysłuchiwać i głupoty wrodzonej.
- Spokojnie ... Zaraz sobie pójdę i niczego nie będę niszczyć, cóż - burknęła. Wstała ze skraju grobu, po czym otrzepała sukienkę.
OdpowiedzUsuńSpojrzała w stronę bramy.
OdpowiedzUsuń- To ... do zobaczenia - szepnęła uśmiechając się niemrawo. Poczęła kroczyć ku wyjściu. Zaczął nużyć ją sen. Najlepiej by padła na pobliskiej łące z trupami, czy bez i zapadła w głęboki sen.
- …I nie mogą zrozumieć, że jestem pacyfistycznie nastawionym, porządnym szaleńcem? – zapytał wesoło, zerkając nań z rozbawieniem.
OdpowiedzUsuń- Mnie to na rękę, że ze mną wytrzymujesz. Jednym z niewielu jesteś, przyznać trzeba. – westchnął cicho, acz bez żalu. – Trzeba być zdrowo rąbniętym, żeby się ze mną przyjaźnić. I mieć niezłą wytrzymałość na gadanie pozbawione wszelkiego sensu.
- Eee tam. Ja gadam do siebie i do psa Heshtje. Trudno mnie zdziwić czymkolwiek. – machnął ręką. – Jesteś jednym z bardziej powalonych ludzi, których znam. A to już sukces, bo się obracam głównie wśród nienormalnych, jak już powiedziałem. Ci, którzy mają za wiele zdrowego rozsądku mają też zwykle świętą misję wykończenia mnie. – pokręcił głową. – Tak już jest. Trza się przyzwyczaić. Przeżyć.
OdpowiedzUsuńWłaściwie Wynnowi można było ufać… Z pewnymi zastrzeżeniami, kierowanymi czystym egoizmem. Po pierwsze; by ratować własną dupę nie cofnie się przed niczym, wyda, zniszczy, zdradzi… Po drugie; cierpi na chroniczny niedobór honoru. Jak sobie policzy, że da się i można wbić sztylet w plecy i jeszcze da się na tym zyskać to… czemu by tego nie zrobić? Po trzecie; rzadko gryzie raz, no chyba, że zabija. Ale w gruncie rzeczy, jeśli akurat nie stało się mu na drodze do osiągnięcia jakiegoś super-hiper-zajebiście ważnego celu, dzięki, któremu miałby wygodniej przez piętnaście minut, to nie trzeba było się martwić o jego osobę. Był raczej dobrym przyjacielem. Wbrew pozorom.
- Ostrzegam, że przyjaźnienie się z Liszem przekracza nawet moją tolerancję na abstrakcję. – zastrzegł. Za diabła nie umiał sobie wyobrazić delikatnego Greena o niewieściej urodzie jako wstrętnego potwora składającego się z obciągniętego resztkami skóry szkieletu. Nie to, żeby Wynn widziałby kiedykolwiek licza, ale tak go sobie wyobrażał. Albo i jeszcze paskudniej. Pewnie bałby się do niego podejść…
OdpowiedzUsuńWynn zdawał sobie sprawę z tego, że nie zyskałby nic na zabiciu czy wpakowaniu w kłopoty Necro. I nie miał zamiaru tego robić. Trzeba byłoby mu dać naprawdę, naprawdę dobry powód.
- Nie rozpędzaj się. BARDZO nie podoba mi się wizja Licza czy tam Lisza w naszym małym, kochanym, wspaniałym miasteczku. Poza tym bardziej do twarzy Ci z tymi białymi włosami niż czachą na wierzchu! Poza tym mi średnio owy brak krwi odpowiada… - dodał po chwili.
OdpowiedzUsuńParsknął śmiechem. Jak głupio musiała ta rozmowa z boku brzmieć. Trudno!
- Tfu, facet władający szkieletami to jedno. Wytrzymuję. Nawet się nie boję. Ale szkielet ze swoją nieumartą gwardią to trochę przydużo.
- Nie pusz się tak. Nie mam w zwyczaju prawić ludziom komplementów - "No, chyba, że chcę coś osiągnąć", dodał w myślach - Więc sobie nie posłuchasz o swojej urodzie.- Zaśmiał się wesoło.
OdpowiedzUsuńNad odpowiedzią na jego pytanie nie zastanawiał się nawet chwili, powiedział bez skrępowania i wahania;
- Tak, przypasowala mi.- wzruszył ramionami.- Musisz mi to wybaczyć, kielki zobowiązują i uprawniają do takiego gadania.
- Więc... Tak, chciałbym móc znów Cię ugryźć i ukraść Ci trochę krwi. Nie zabijać. Żal mi by było. Jedynie odrobinę tak zabrać...- westchnął cicho. Wieczny, męczący głód wisiał nad nim jak katowski topór rozbudzając się dzięki słowom ich rozmowy. Mroził od wewnątrz lodową barierę dzieląca go od ludzi. Sprawiał, że była coraz grubsza. Tej nocy już się pozywil, ale i tak chciał krwi.- Nie wiesz co się we mnie dzieje, gdy zaczynam o tym mówić. Mówię i już nie umiem przestać o tym myśleć. To gorsze i lepsze... od wszystkiego.
OdpowiedzUsuńPopatrzył na niego.
OdpowiedzUsuńWynn nie mógł się oprzeć wrażeniu, że przyszedł na ten cmentarz licząc na spotkanie Greena i taką sytuację. Irytowało go, że myśli tylko o tym i wręcz błaga i jęczy, by dostać to czego pragnie. Było mu najnormalniej wstyd, a jego poprzednie słowa zabrzmiały mu w głowie jako strasznie żałosne.
Nie chciał też by to co robił zniszczyło ich relacje, a tak często bywało. Zależnie od różnych rzeczy, przyjaźnie i inne normalne relacje sypały się w różnych kierunkach; chociaż zazwyczaj Wynn zaczynał myśleć o tych ludziach jako o swoich zabawkach, własności... Było to czasami ciekawe, choć końcowo irytujace.
Wszystkie próby przekonania się, że to zły pomysł, poszły się pieprzyć.
Wstał i podszedł do niego. Usiadł obok, obejmując go ramieniem i uniemożliwiając mu wycofanie się. Czułym wręcz gestem przechylił jego głowę, owiewając jego szyję swoim zimnym, suchym oddechem, który wcale nie przypominal ludzkiego. Zbliżył usta do jego szyi i wbił w nią kły, gdy tylko odnalazł odpowiednie miejsce, gdzie pod skórą pulsowala krew.
Z pozoru stracił całkowicie kontakt ze światem. Liczyła się tylko czerwień sącząca się do jego ust. Świat nie istniał. Zacisnął mocniej długie palce na jego ramieniu i zmrurzyl oczy. Wyglądało na to, że gdyby teraz ktoś spróbował się do niego zakrasc, nie zauważyłby ataku. Było to złudne wrażenie, bo nie potrzebował świadomości do obrony. Działałby czysto instynktownie. Teraz też oddał swoje ciało temu i nie istniało dla niego nic prócz krwi.
OdpowiedzUsuńI świadomości, że musi pamiętać, by przestać w odpowiednim momencie.
Po jakimś czasie odsunął głowę od jego szyi i przegryzl sobie skórę na palcach, by zbliżyć je do krwawiących ran i sprawić, by natychmiast się zagoily.
Dopiero potem otarł usta i wstał oddalając się odeń na kilka metrów. Tym razem zabrał znacznie mniej.
- Przepraszam.- powiedział cicho.- Ale jeśli postanowić się w Licza to się obrażę!
Ja się też za bardzo nie bratam z ludźmi. Utrzymuję z nimi kontakt, jak zachodzi taka potrzeba - powiedziała spokojnie - a z Twego dziwactwa nie mam zamiary się naśmiewać. Jakieś maniery jeszcze posiadam - uśmiechnęła się nie łagodnie do chichoczącego Necro.
OdpowiedzUsuńPokręcił energicznie głową.
OdpowiedzUsuń- Jest za co. Jeśli znów będę chciał… Dobrze będzie, jeśli każesz mi się odwalić, zmusisz szkielety, żeby mnie pogoniły. Nawet, jeśli Cię to nie boli to mi zacznie odwalać i zapragnę Cię zabić albo co. – pokręcił głową.
- Tego bym nie chciał. – parsknął, odwracając się szybko i idąc wzdłuż nagrobków. Zatrzymał się przy losowo wybranym i znów odwrócił się w jego stronę. – I tak się ostatnio strasznie zachowuję. Kiedyś takich numerów nie odwalałem. – Zaczął dramatyzować. Zawsze się tak zachowywał, tylko, że zwykle Ci, których atakował nie wiedzieli o tym. Jeśli nie tracili życia to musieli pożegnać się z pamięcią.
- Jesteś zbyt pozytywnie nastawiony. – powiedział, opierając się o jakiś nagrobek. – Czasami to wręcz niezdrowe.
OdpowiedzUsuńPrychnął słysząc własne słowa. Mistrz Pozytywnego Myślenia, którego pozytywnego nastawienia nie zabił Inkwizytor pragnących go rozczłonkować i spalić, utrata ręki, całego dobytku, świadomość, że przyjaciel nie chce dopuścić go do siostry z obawy o jej życie, wyzywanie go przez ukochaną i tysiąc innych rzeczy, teraz radził komuś zachowywać się rozsądnie. Cóż za dziwactwo. Wynn nigdy nie zachowywał się rozsądnie.
- Nie ważne. Naprawdę głupieje. To wszystko przez ten – przełknął słowo „zasrany” – cmentarz. Nawet Twoje towarzystwo nie zmieni tego, że czuję się tu paskudnie. Naprawdę tak rzadko stąd wychodzisz jak mówisz? Uh, zresztą… Inaczej widziałbym Cię w mieście.
- Możemy zostać. To ja Cię nachodzę, a nie chcę, żebyś mi zasłabł w którejś z uliczek. Znając moje lenistwo nie chciałby mi się zataskać Cię do domu, więc zostałbyś tam leżeć. – powiedział wesoło. – Poza tym nawet nie wiem gdzie mielibyśmy iść, grabarzu-który-nie-wychodzi-do-ludzi.
OdpowiedzUsuńNa jego następne słowa posłał mu „niby złe” spojrzenie. Jak na potwora nie za bardzo umiał się gniewać, ani zrobić groźnej miny. Znacznie lepiej mu się blaznowało.
- Mylenia z kobietą współczuję. Naprawdę. Chociaż… może to być czasem zabawne. – zaśmiał się pod nosem. – Gorzej jak taki dwumetrowy pijus się nagle zorientuje i wkurzy.
OdpowiedzUsuńWynn pewnie miałby przedni ubaw. Mimo to cieszył się, że wygląda jak wygląda i nie chciałby nic zmienić. Nie rzucał się w oczy, kobietom się raczej podobał, nie miał co narzekać.
- Ja tam czasem mam zabawne sytuacje. Też mnie z czymś mylą. Ale nigdy byś nie zgadł z czym. – zaśmiał się.
To był ktoś Ci bliski? - spojrzała na nagrobek, na którym leżały białe kwiaty.
OdpowiedzUsuńPrzykro mi - przeciągnęła się - no nic na mnie już pora, ale za pewne jutro znów się spotkamy - ruszyła w stronę bram cmentarzyska - dobrej nocy - rzuciła na odchodne.
OdpowiedzUsuń[Twoja postać też intrygująca ^^ A co do wątku oczywiście, że mam ochotę. Masz może pomysł na powiązanie, czy zaczniemy i zobaczymy, co z tego wyniknie?]
OdpowiedzUsuń[Ok to kto zaczyna?]
OdpowiedzUsuń[Witam :)]
OdpowiedzUsuńCo może robić niezamężna kobieta bez pracy? Wałęsać się, najlepiej pod jakimś miłym pretekstem. Dla Aileen perfekcyjną wymówką było szukanie natchnienia, a każdemu, kto wytknie jej lenistwo, może po prostu rzucić w twarz prostym: "nie zrozumiesz, nie jesteś artystą". I na tym zazwyczaj dyskusja się kończy.
Tego dnia było dość chłodno, w swej mądrości elfka nie zabrała płaszcza, a zamiast wrócić się po niego, postanowiła przecierpieć w chłodzie, wmawiając samej sobie, że to ją zahartuje i przyniesie nowe doświadczenia, które będzie mogła wlać w swoją sztukę. Była to oczywiście bujda, Aileen bowiem nie napisała niczego od miesięcy, a nie zapowiadało się na jakieś zmiany. Cóż, przynajmniej brzmiało dość wiarygodnie.
Graleyn nie jest dużym miastem, ale posiada kilka miłych miejsc, każde z nich już, na przykład jezioro, elfka już zdążyła odwiedzić, więc teraz przyszedł czas na te mniej przyjemne. I na pierwszy ogień poszedł cmentarz.
- Co mi, do licha, strzeliło do głowy?! - mruczała pod nosem, siedząc przed jednym z bardziej ozdobnych nagrobków i pustym wzrokiem wpatrując się w napis, a z perspektywy przechodnia wyglądała, jakby kogoś opłakiwała lub… Czekała?
W każdym mieście, osadzie, czy wiosce są pewne osoby, bez, których nie mogłaby istnieć. Nie chodzi o kogoś takiego jak burmistrz, czy kowal, lecz ludzie, którzy istnieją bardziej w umysłach mieszkańców. Wyrzutek, wioskowy głupek, czy słodka dziewczynka.To ostatnie stanowisko z uśmiechem obsadziła Tyzyfone. Mimo, że jej 'posada' trochę przeczyła temu zachowaniu to od zawsze lubiła tą kreację.
OdpowiedzUsuńMalutka, chuda postać lekkim krokiem przemierzała ulice Miasta Straceńców. Lekki wiatr rozwiewał jej pomarańczowe włosy, a to wywoływało tylko lekki chichot ze strony Tyzyfone. Dziewczyna wykonała podskok i lekki obrót. W tym momencie poczuła, ze ktoś znalazł się na jej drodze. Z gracją, jaka tylko mogła być w tej sytuacji, Tyzyfone wylądowała na bruku.
[Wiem, że trochę chaotyczny ale mam nadzieję, że nie jest zły]
Obróciła się trochę zbyt gwałtownie, a serce zaczęło bić mocniej, gdy dosłyszała pytanie nieznanego mężczyzny. Spokojnie, to miejsce publiczne, to naturalne, że są tu ludzie, wytłumaczyła sama sobie, niby dziecku, lecz nie potrafiła się rozluźnić. Pozostało wszak pytanie, czy to faktycznie jest człowiek. Niestety Aileen była wprost żałosna pod względem wyczuwania ras, ledwo potrafi inne elfy dostrzec w tłumie, a i to często tylko dzięki uszom; trudno się zresztą dziwić, nigdy nie próbowała nawet się tego nauczyć - przed przyjazdem do Graleyn nie wydawało się być to w jakikolwiek sposób przydatne.
OdpowiedzUsuńBłyskawicznie zerknęła na nagrobek.
- Nie, nie zgubiłam się, dziękuję za troskę, po prostu tak za nim tęsknię… - odparła, wiedząc, jak ciężka może okazać się ta rozmowa, jeśli stojący przed nią mężczyzna naprawdę dobrze znał nieboszczyka.
Tyzyfone podniosła się z ziemi z lekkością, która kompletnie nie pasowała do całej sytuacji, jak i do jej sylwetki. Odgarnęła grzbietem dłoni z twarzy kosmyk włosów. Mimo, że mężczyzna nie należał do olbrzymów to i tak był o wiele wyższy od malutkiej Tyzyfone, która nie została pobłogosławiona nawet średnim wzrostem.
OdpowiedzUsuń- Przepraszam, panie, ale nie jestem wyjątkowo uważna.- Cichy melodyjny głos Eryni został poparty lekkim, przepraszającym uśmiechem, w którym zamknęła cały urok małej dziewczynki. Była to jedna z jej tajnych broni i jedyny plus niskiego wzrostu, jaki dostrzegała.
- Pan… Pan jest jego bratem!? – wyszeptała strwożona z iście aktorskim zapałem, po czym uniosła na niego wzrok i z załzawionymi oczami kontynuowała przedstawienie, klnąc w duchu we wszystkich znanych sobie językach. – Nie powinnam z panem rozmawiać, nie powinien pan niczego wiedzieć – dodała zduszonym głosem.
OdpowiedzUsuńAileen zajmowała się aktorstwem przez całe życie, była świadoma każdego mięśnia swej twarzy, a grę doprowadziła do mistrzostwa, trudno zatem przypuszczać, że mogłaby tym razem coś zepsuć. I choć to ten moment, w którym powinna uciec ze szlochem, nie ruszyła się z miejsca, stwierdziwszy, że tak czy inaczej nie ma niczego lepszego do roboty.
Tyzyfone uśmiechnęła się lekko.
OdpowiedzUsuń- Możesz mi wierzyć, albo nie, lecz to zwykle ja bywam nieprzyjemnością- nie miała zamiaru nikomu grozić, po prostu stwierdzała fakt. Co do wariatów... Cóż, nie bała się ich ani ich nie unikała. Sama często dorabiała za jedną z tego grona. Czasem brakowało jej czasów, gdy każdy wiedział, kim jest Tysyfone, że jest straszną Erynią... Kiedyś się jej bali. Teraz traktowali ją albo jak niezrównoważoną, albo jak małe słodkie dziecko.
Dziewczyna kiwnęła lekko głową.
OdpowiedzUsuń- Ja nazywam się Tyzyfone- powiedziała ruda i dygnęła lekko jak prawdziwa dama, którą nigdy nie była, a potem cicho zachichotała rozbawiona swoim zachowaniem. Zastanawiała się, czy skłamać, co do swojej, że tak można powiedzieć 'profesji', lecz nie widziała ku temu powodu.
- Ja jestem jedną z Łaskawych. Eryni- powiedziała krótko. Wszyscy, którzy kiedykolwiek słyszeli o Tysyfone i jej siostrach nigdy nie używali jej imienia. Imiona miały moc, a ich nikt nie chciał wzywać.
- A tu jestem tylko zwykłą bezdomną tułaczką.
- Prędzej czy później się jednak orientują i wkurzają. – zauważył ze śmiechem, patrząc na Necro błyszczącymi (a może i błyszczącymi bardziej niż wcześniej pod wpływem krwi) oczami, które bardziej kojarzyły się z jakimś zwierzęciem, albo dzieciakiem, nie dorosłym mężczyzną.
OdpowiedzUsuń- Z pieskiem. Albo wilczkiem. – wyszczerzył się w uśmiechu, a pop chwili zastanowienia dodał - Zależy od wyobraźni obserwującego.
Właściwie nie wiadomo kiedy to się stało. Po prostu w miejscu wampira w pewnym momencie stanął kundel. Albo wilk, jak kto woli. Psowate stworzenie wskoczyło na jeden z nagrobków i usiadło. Tak po prostu.
Pysk miało wilczy, długi, a oczy tak jak wilk lekko skośne. Brązowe i baaardzo znajome, błyszczące kocim blaskiem charakterystycznym dla Wynna. Sierść miało miękką i dość długą, nie podobną do wilczej, do tego jasną, z ciemnobrązowym czaprakiem na grzbiecie. No i jedno kłapiaste ucho. Tak poza tym zwykły wilk. To właściwie miał być wilk, ale Wynn nie byłby Wynnem, gdyby nie musiał być na siłę oryginalny. Przecież w zamienianiu się w mroczne do bólu nietoperze i czarne wilki nie było nic zabawnego.
-Jesteś troche przerażający -odparła wzdrygając się lekko
OdpowiedzUsuń-Em panie grabarzu czy mógłby pan się odwrócić na chwile?-zapytała gdyż chciała ubrać się
OdpowiedzUsuńZarumieniła się ale była mu wdzięczna że jednak się odwrócił i pozowlił jej się ubrać.Po czym chrząknęła znacząco że już się przebrała
OdpowiedzUsuńPies nie mogąc w żaden artykułowany sposób odpowiedzieć, szczeknął tylko cichutko pod nosem i przekrzywił łeb na bok. Wyglądał naprawdę idiotycznie. Po chwili zastanowienia położył się na nagrobku. Na barghesta strzegącego cmentarza się nie nadawał. Chociaż… nie, żarówiasta sierść przeszkadzała. I to kłapiaste uszko, które podskakiwało, gdy ruszał głową.
OdpowiedzUsuńWynn wysilił się, by podzielić się z Necro swoimi przemyśleniami. Niestety, był wampirem stanowczo niedorobionym, a dar telepatii był mu obcy. Musiał się więc zmienić.
I już na nagrobku siedział ten sam chudy mężczyzna w kapeluszu. Poprawił go na głowie.
- Dobra forma do podglądania. – zauważył. – W nietoperza też umiem, ale latanie jest cholernie męczące. Poza tym zawsze łeb mnie zaczyna boleć. One tak dziwacznie słyszą… Wolę kundla. Miał być wilkiem, ale nie jest. Wilk paradujący ulicą rzucałby się w oczy.
- Wolę takie kundliszcze. Jest mimo wszystko bezpieczniejsze. – wzruszył ramionami.
OdpowiedzUsuńCmentarz był jednym z niewielu miejsc, gdzie czuł się pod względem nie bycia zmuszonym do kontrolowania każdego swojego kroku nieco bardziej komfortowo. Tu na pewno by nikt nie przyszedł. Po pierwsze; to cmentarz. Po drugie; to cmentarz Szalonego Grabarza. Nie było szans.
[Aileen]
OdpowiedzUsuń- Kiepsko mnie pan sprawdza, to wie każdy, kto zerknie na nagrobek - odparła, przyglądając mu się uważnie, a to całe „ćwiczenie aktorstwa” coraz mniej się jej podobało. Z jednej strony dobrym znakiem było to, że mężczyzna usiadł, z drugiej jednak, jeśli mimo wszystko nie był człowiekiem, niczego jej to nie daje.
Uśmiechnęła się nikle, wciąż próbując wyczytać z jego twarzy oznaki oburzenia czy wzburzenia, których wolała nie wywoływać. Dla niej ta rozmowa nie była niczym więcej aniżeli zabawą, a to zdecydowanie niewarte wszak irytowania osobnika, który mógłby ją skrzywdzić.
- Słodsze i urocze? - prychnął, patrząc na Necro złym wzrokiem. A raczej jego Wynowską parodią. Bo "zły wzrok" do Wynna wcale nie pasował.
OdpowiedzUsuń- Osz Ty! NIKT NIE BĘDZIE MNIE W ŻADNEJ FORMIE NAZYWAŁ SŁODKIM! - powiedział "groźnie" nadal nie podnosząc głosu. Jego ostatnie słowa utonęły w śmiechu tak wesołym (choć nie głośnym, Wynn nie zachowywał się głośno), że o mało co nie spadł z nagrobka.
Pokręcił głową z rozbawieniem.
OdpowiedzUsuń- Ostrzegam, że jeśli spróbujesz kiedyś pogłaskać skończysz bez ręki. – dodał wesoło, tonem sugerującym, że zrobi to z najwyższą chęcią. Znaczy się… nie zrobiłby tego i wcale nie dlatego, że pies nie ma tak mocnego nacisku szczęk. Aż tak wredny po prostu nie był… Ale pogadać sobie lubił. Tak jak lubił grozić wszystkim naokoło śmiercią w męczarniach, nasłaniem armii szczurów (raz się tylko wkurzył i to zrobił…) czy innymi przyjemnościami, z czego na ćwierć rzeczy był zbyt strachliwy, na ćwierć zbyt dobry, a reszty i tak zrobić nie umiał…
- Ja mam psa. Nawet imienia nie ma, od Heshtje go dostałem. Tylko, że ciągle śpi… grzeczne dziecko. A w dzień się pewnie szlaja. Drzwi mu zostawiam otwarte, mnie tak nikt nie okradnie, bo po pierwsze; tam nic nie ma, a po drugie mało kto wpada na pomysł, że chałupa jest zamieszkana… A po trzecie ludzie przeczuwają chyba jak mogłaby się kradzież skończyć – zaśmiał się wesoło. Znów to gadanie czego on komu nie zrobi. Boże drogi. – Mam też konia, którego uratowałem od psychola. Dzikusa takiego, z psychiką bardziej zwichrowaną niż my razem wzięci. Konie się mnie na ogół obawiają, ale Nadjf nie. Nie ufa nikomu innemu. Konisko wierne aż do bólu.
Pomyślał o tym, jak kiedyś o mało co go nie zabił. Potrząsnął głową by pozbyć się tej nieprzyjemnej myśli. To nie było przyjemne wspomnienie.
- Kto wie, może jakieś psisko zechce zostać Twoim towarzyszem? Zwierzęta nie mają powodu, by Cię unikać… Tak jak mnie. Bo unikają. Chociaż też nie mają powodu. Zauważmy, że nie robię im żadnej krzywdy… w odróżnieniu do ludzi! Ludzie to masowi mordercy świń, krów i kur, nie? - zaśmiał się, widocznie bardzo rozbawiony tą myślą.
OdpowiedzUsuń- No popatrz. Miałeś psa i dobrze było. Nie będzie Ci tak samotnie. Pomyśl o tym. Jak następnym razem zgłupieję i pójdę na cmentarz, to wezmę tego drania ze sobą. Muszę go nareszcie przekonać, żeby zaczął wstawać o „normalnej” porze.
- Normalnej dla mnie. No bo dla kogo innego? – parsknął. – Ostatnio i tak jak coś chcę to mam tak cholernie mało czasu, że szkoda gadać. Latem noce krótkie, że ledwie opłaca się wstawać, a zimą za to zawieje i zimnica. Zaś marudzę, matko boska. – wywrócił oczami.
OdpowiedzUsuńPo następnych jego słowach uśmiechnął się szeroko, nieco złośliwie, w uśmiechu tak charakterystycznym dla jego osoby.
- Poczułeś się urażony moimi słowami? – uniósł brew, a złośliwość w jego uśmiechu się podwoiła – Wybacz! – prawie pisnął i odrzucił głowę do tyłu, śmiejąc się. Dość głośno jak na niego, biorąc pod uwagę Wonsowe standardy. Było widać paskudną bliznę na jego szyi. Jedną z tych, które nigdy się nie zagoją. – Moja trupowata niekompetencja… olaboga! Wybacz panie, ja proszę uniżenie. – dodał po jakimś czasie.
- Ciekawe kiedy chłopi z pochodniami napadną na ten cmentarz słysząc nasze radosne śmiechy. - zastanowił się na głos. - Ciekawe która godzina. Jasno się jeszcze nie robi... pomęczę Cię jeszcze, a co.
Zapadł zmrok, kiedy rudowłosa dziewczyna bawiła się ze swym pieskiem. Zapewne gdzieś w pobliżu cemnatrza; w lesie. Rzucała raz po raz patyk, a mały barak grzecznie przynosił w pyszczku. Raz wzięła zbyt duży rozmach i upadł dość daleko. Czworonóg zniknął jej z oczu dłużej niż na kwadrans.
OdpowiedzUsuńKiedy wrócił, podbiegła uradowana. Zbladła widząc cóż za zdobycz przyniósł zamiast badyla.
- Odi.. oddaj - powiedziała ostrożnie, z lekkim przestrachem.
Piesek jednak odebrał to jako chęć droczenia się z nim. Skakał wokół niej z kością piszczelową.
Wyprostowała się słyszac znajomy głos. " Ajć! Znów podpadłam..." mrukneła w myslach.
OdpowiedzUsuń- No.. no widze, że kuszące. Odi się wrecz nie może oprzeć - gadała człapiąc znów pochylona za psem.
- Zresztą.. trupowi się nie przyda juz, a jemu.. tak - stwierdziła okrążając Necro.
- Nie denerwuj się tak, Necro. Nie przyjdą. Przecież się Ciebie boją – przypomniał mu łagodnie. – Pewnie myślą, że znów gadasz z trupami, albo przyzywasz demony. Albo co oni tam sobie wyobrażają. Sam nie wiem. Różne rzeczy wymyślają. Mówiłem już, że okrzyknęli mnie magiem? – zapytał wesoło, patrząc na ciskającego się z kąta w kąt nekromantę. Mimowolnie przekrzywił nieco głowę.
OdpowiedzUsuń- Siadaaaaj, we łbie mi się zaraz zacznie kręcić jak na Ciebie patrzę! – zaczął zrzędzić.- Nikt Ci cmentarza nie spali.
-Ej!Co ty robisz?-zapytała zaintrygowana dziewczyna -Przecież równie dobrze ja bym mogła wejść do jeziora!-zakrzykła
OdpowiedzUsuń-Jakie rośliny?-zapytała zaciekawiona - I aż taka głupia nie jestem!-odparła
OdpowiedzUsuń[Aileen]
OdpowiedzUsuń- Tu mnie pan ma – oznajmiła z niemal przepraszającym uśmiechem, a oczy zaszkliły się jej nieznacznie, tworząc ułudę nostalgii. – Straciłam kontakt z Ceronem sporo czasu przed jego śmiercią, był wtedy jeszcze zdrów jak ryba, pokłóciliśmy się, a dopiero kilka dni temu dowiedziałam się o faktycznym stanie rzeczy i bezzwłocznie postanowiłam go odwiedzić. Może mógłby mi pan jednak zdradzić, cóż za zaraza go wykończyła?
Szaleńczy uśmiech mężczyzny odebrał jej trochę pewności siebie, lecz zbyt ciekawa była, jak się sytuacja rozwinie, by uciekać. Choć czuła, że już niedługo będzie musiała zmienić temat lub do reszty się pogrąży.
Starał się przeczekać jego napad złości.
OdpowiedzUsuńCzekał.
I czekał.
I jeszcze czekał.
... aż się zmęczył tym czekaniem.
- Jeśli przyjdą tu chłopi obiecuję pomóc Ci ich przepędzić - oświadczył, mając dość jego napadów. To potrafiło być mocno nużące.
- Hm... biegające gości. Odi byłby w niebo wzięty - stwierdziła, kiedy wyciągnęła z pyska kość. Skrzywiła się znacznie.
OdpowiedzUsuń- Nienawidze inkwizycji. Najchętniej bym ich wszystkich powybijała - wyznała prostując się.
- Proszę - wyciągnęła obślintaną piszczel w jego stronę.
- Uważaj teraz na buty... Przysmak małej bestyjki. No.. oprócz kapci - dodała jeszcze.
Wytarła szybko dłonie o sukienkę. " ble, ble, blee..."
OdpowiedzUsuńOczywiście nie brzydziła się kości, tylko tego, że Odys zechciał ją najpierw porzadnie wylizać i pogryźć, nim ją oddał. Niedobrowolnie.
- Co ciekawego u ciebie? Widze, żeś karczmę coraz to częściej zaczął nawiedzać. A! I przepraszam...
-Ale tam przecież spotykają się czarownice i magowie i z odprawiają sabaty w nocy!-odparła panikując
OdpowiedzUsuńUśmiechnął się, widząc jak się uspokaja. Na ogół niczego nikomu nie obiecywał, ale Necro zdolny był pomóc. Poza tym naprawdę wątpił, by ktoś zaatakował miejsce, w którym nocami przesiadywał chichoczący wariat z swym przyjacielem o opinii nieco mniejszego wariata. Na szczęście Wynna ogół miasta traktował jako coś pomiędzy wioskowym głupkiem, błaznem, a nieszkodliwym ekscentrykiem. W każdym razie zwierzątko poprawiające humor i absolutnie niegroźne. Paradoksalnie według opinii publicznej to Necro był ten zły.
OdpowiedzUsuńNie to, żeby Wynn uważał się za złego. Bez przesady.
- W miarę moich marnych możliwości i jeszcze marniejszych zdolności w przypadku zagrożenia mogę Ci pomóc. – starał się nie myśleć o tym, że widok płomieni rani jego oczy, a one są jedną z niewielu rzeczy, które mogą go zabić.
Miał nadzieję, że Necro nie potraktuje tego jakoś specjalnie poważnie. Wynn był istotą raczej niezdolną do poświęceń.
[Aileen]
OdpowiedzUsuńPrzechyliła głowę na bok, po czym wymruczała cicho datę na kilka lat przed rokiem śmierci wypisanym na nagrobku, modląc się, by był to szczęśliwy traf, po czym uśmiechnęła się lekko, odwracając rozbawiony wzrok od mężczyzny. Kolor? Bardzo ładne pytanie, musiała mu przyznać, ale to chyba właśnie ten moment, gdy powinna się wycofać.
- Naprawdę myślisz, że zapamiętałabym ulubioną barwę znajomego sprzed lat? Ledwie kojarzę jego uśmiech, przygnało mnie tu poczucie winy z powodu niezakończonej kłótni oraz tęsknota za jego głosem, tą jedną rzeczą, którą pamiętam doskonale – rzekła głośniej, po czym uśmiechnęła się dziwnie. – Chyba się jeszcze nie przedstawiłam, zwą mnie Aileen. Pan zapewne jest tym białogłowym grabarzem, krąży tyle plotek na pana temat…
Ze śmiechem na ustach wyciągnęła dłoń w jego kierunku, zastanawiając się, czy uściśnie ją czy ucałuje.
Spojrzała na niego delikatnie się uśmiechając.
OdpowiedzUsuń-Ja się ich nie boję, ale dla ich spokoju lepiej tego nie robić tak jak mówisz.
Usiadła na murku obok i spoglądała na niego. Dziwne uczucie ją ogarniało, ale chciała poznać nieznajomego.
Dokładnie. Nie ma rzeczy ważniejszej od ratowania własnego tyłka. Wynn nigdy nie słynął z nadmiarów honoru, ale zresztą, każdy by się tak zachowywał, jakby miał przed sobą perspektywę wieczności w piekle. Pewnej. Wynn wierzył w to, że jest potępiony.
OdpowiedzUsuńUkłonił się w jak najbardziej teatralny sposób i spojrzał na niego wesoło. Wynn też zachowywał się normalnie... w sposób dla siebie całkowicie teatralny. Wynn kochał swoją przesadność gestów, parodię dwornych manier, kochał także się śmiać.
- Taaak ... te ostatni odpał w karczmie... Porażka w pewnych momentach - wyznała.
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuń- Albo błaznem, prawda? – dopowiedział, ściągając kapelusz, wywijając w nim w iście dworskim ukłonie, a potem udając, że wystawia go do tłumu by wrzucili doń datki. Następnie zajrzał do kapelusza i udał złość i zawiść. Włożył go na głowę. – Mógłbym nim być i sprawiłoby mi to wielką radość, niestety mój tryb życia wyłącza mnie z życia w pewien sposób. Niewiele zawodów mi zostało. Na chwilę obecną nie robię nic właściwie. Maryjki rzeźbię w drewnie i do kościołów sprzedaję.
OdpowiedzUsuń[Aileen]
OdpowiedzUsuńWestchnęła dość teatralnie, po czym zabrała dłoń z kwaśnym uśmiechem, stwierdziwszy, że nikogo do niczego nie będzie zmuszać.
- Proszę wybaczyć, ale nie potwierdziłam ani nie zaprzeczyłam informacji, że zmarł przez zarazę, poza tym nasza znajomość choć przemiła była krótkotrwała, zatem trudno wymagać ode mnie znajomości upodobań Cerona. Co innego pan, jako jego brat. Ośmielę się stwierdzić, że jest pan zbyt podejrzliwy, szczególnie, że nie afiszowaliśmy się ze swoją znajomością. Poza tym, jak pan udowodni, że nie kłamie? Nie wiem nic o pańskiej rodzinie - oznajmiła wciąż uśmiechnięta, zmieniając nieco taktykę, choć nie zamierzała go atakować. To byłoby głupie, biorąc pod uwagę fakt, że to ona kłamała. Dopiero po dłuższej chwili odezwała się ponownie. - Jestem elfem, Szalony Grabarzu.
- Prawdę powiedziawszy robota nie aż tak nudna jak się wydaje. Lubię dłubać w drewnie. Lubię pracę, gdzie trzeba precyzji i dokładności. Zajęcie dobre dla kogoś, kto ma za dużo czasu. – wytłumaczył. – Zresztą… w Graleyn nie ma kamieniarza, a nagrobki są. I mam pełne prawo podejrzewać, że Ty się tym zajmujesz, prawda?
OdpowiedzUsuńPrzy następnym pytaniu zastanowił się trochę. Był sposób, ale w jego mniemaniu paskudny, który dlań właściwie nie był żadnym sposobem.
- Nie tęsknię za słońcem. – powiedział cicho. – Mogę wypić eliksir, który odbierze mi wyostrzone zmysły oraz możliwość pożywiania się, w zamian za słońce. Raczej paskudne ma działanie. Poza tym podejrzewam, że gdybym poprosił o niego alchemika nie wahałby się mnie otruć… Właściwie nie ma żadnego sensownego sposobu. Ja jednak nie narzekam tak bardzo. Każde mocniejsze światło rani moje oczy, to prawda… Ale i do tego da się przywyknąć. To nie jest znowu takie straszne.
- Słucham? - wyjąkała zszokowana i zerwała się gwałtownie z ławeczki, którą dotychczas zajmowała. No tak, słyszała coś o Szalonym Grabarzu, głównie to, jak szalony był, lecz nie spodziewała się czegoś takiego!
OdpowiedzUsuńI nic już nie obchodziło ją podtrzymywanie bajeczki o rzekomej znajomości Cerona; jedynym, całkowicie zrozumiałym w tej sytuacji, pragnieniem było, by uciec jak najdalej od białogłowego wariata oraz jego sztyletu. Owinęła się ciaśniej płaszczem, robiąc krok w tył, choć wiedziała, jak wielką satysfakcję sprawia mu swoim przerażeniem.
-Aha to dobrze cmentarze są na jakiś takie swój dziwny sposób ładne-odparła
OdpowiedzUsuń[ Michaił 'Kaien' Kahret ]
OdpowiedzUsuńW Graleyn pojawił się stosunkowo niedawno toteż nie powinien znać tutejszych ulic czy karczm. A jednak, pamiętał gdy był tu pierwszy raz, z ojcem. Jacqueline i Ceraphine'a nie było wtedy na świecie a matka jeszcze żyła i szkoliła Arakiela na zielarza. On natomiast podróżował z ojcem, i strasznie to lubił. Pamiętał jak oprowadzał go po tych ulicach w świetle dnia a następnie szli tą samą a jednak inną trasą oświetloną jedynie blaskiem księżyca. Uwielbiał to miejsce, było magiczne, inne, nieokiełznane ... Lepsze.
Skręcił w kolejną uliczkę i zobaczył włóczącą się w oddali samotną postać. Zmarszczyłe brwi mrużąc oczy. Matka powtarzała, że on i Jacqueline robią to niemal identycznie. Smutek zasnuł jego myśli na jej wspomnienie. Szybszym krokiem ruszył w stronę przechodnia. Jak przez mgłę pamiętał dwójkę braci bawiącą się na ulicach tego miasta, czy to możliwe, że znał tego człowieka?
- Przepraszam - powiedział stając za nim i czekając, aż się odwróci by mógł przyjrzeć się jego twarzy. - Przepraszam, czy my się znamy ...
Mimo tego, iż miał inny kolor włosów oraz oczu był bardzo podobny do siostry, i w sumie cieszył się z tego powodu. Wyobrażał sobie czasem, że odbicie w lustrze to jego siostra a nie on.
- Tak myślałem. To mniej więcej wiesz, że to nie jest straszna robota. – zaśmiał się cicho, siadając wygodniej na płycie nagrobnej. Plecami oparł się o pionową część, a tyłek usadził tam, gdzie trup w środku zapewne miał twarz.
OdpowiedzUsuń- Czy wrażenie, że sobie ze mnie drwisz jest mylne? – Widział w jego oczach szczerość, jedna kłóciło się to trochę z jego wyobrażeniem miłości ludzi do dnia. Był przyzwyczajony do tego, że nikt inny nie uważa możliwości funkcjonowania w słońcu jako marność.
- Nie tęsknię za słońcem. Ale gdy wyszedłem na nie tęskniłem za moją naturą. Właściwie to za krwią i śmiercią. I cholernie irytowała mnie moja bezbronność wobec świata.
-Chciałabym zobaczyć ten cmentarz na prawdę musi być chyba ładny prawda?-spytal
OdpowiedzUsuń- Co,co? Ej! Bo się obrażę ... - mruknęła odwracając wzrok.
OdpowiedzUsuń- Świry też mają uczucia. Kto tu niby ustala granice normalności, hę? - paplała przejęta. Zerkała co chwila ukradkiem.
Zmrużył jeszcze bardziej oczy przyglądając się jego twarzy. Gdzieś w głowie miał obraz dzieciaka z białymi włosami i niebieskimi oczami. Miał on brata ... Tak, ewidentnie pamięta, że człowiek stojący przed nim miał brata. - Spotkaliśmy się już - powiedział pewnie. - Ponad dziesięć lat temu, gdy byłem tu ostatni raz. Miałeś brata, lubiłem go - uniósł do góry oczy przypominając sobie jego imię. - Ce... Cerona, prawda? Więc ty musisz być Micro, znaczy Necro. Przepraszam ... Tak na ciebie mówił, prawda? - spytał z nadzieją, że nie strzelił jakiejś gafy i nie pomylił człowieka przed nim z kimś zupełnie innym.
OdpowiedzUsuń- A kiedyś uwielbiali, Necro? – może białowłosy nie drwił sobie z Wynna, ale Wynn nie powstrzymał na wpół kpiarskiego uśmieszku wyrażającego niedowierzanie. Wredną bestią był z natury i absolutnie nie mógł na to nic poradzić. Dokuczał ludziom, a potem patrzył na nich z tą uroczą niewinnością w brązowych, ciepłych oczkach dzieciaka. Tak już było.
OdpowiedzUsuń- No dobra, możesz mnie zrozumieć. Mniej wiecej, bo rozmawiamy o trochę innych problemach. Ale w sumie?
- Phi! Co tam jeszcze ciekawego? - powiedziała niedbale. Powoli odwracała się doń. Pies przyczepił się jej sukienki. Jak zawsze.
OdpowiedzUsuń