Imię: Namor
Nazwisko: nieznane
Pseudonimy: było ich wiele, ale dwa szczególnie
zapamiętał – Smok i Filozof
Płeć: Mężczyzna
Rasa: Dragonida (pół-człowiek pół-smok)
Opis Rasy: Przedstawiciele rasy Dragonidów są
niezwykłą rzadkością, ponieważ rodzą się tylko, gdy któryś z smoków wyższych
(potrafią rozmawiać ze wszystkimi stworzeniami, posiadają ogromną wiedzę i moc
magiczną, potrafią przyjąć kształt humanoidalny) będzie spółkował z
przedstawicielem innej rasy, a już same smoki wyższe to ogromna rzadkość w
świecie i większość z nich uważa, że świat nie ma im nic do zaoferowania. Cechą
wspólną dla wszystkich Dragonidów jest długowieczność, skóra twardsza od większości
zbroi i zmiana koloru i kształtu tęczówek pod wpływem silnych emocji. Wszystkie
inne wrodzone umiejętności zależą od typu smoka-rodziciela.
Wiek: Ponad 500 (wygląda na około 22)
Wzrost: 182 cm
Profesja: Rycerz o białej tarczy (najemny) i alchemik
Orientacja: Hetero
Charakter: Raczej zamknięty w sobie, choć potrafi
czasem się mocno rozgadać. Nigdy nikomu nie ufa na pierwszym spotkaniu i
dopiero później można z nim zacząć normalnie rozmawiać. Wyjątkiem są istoty
światła, którym okazuje szacunek. Lubi nieść pomoc, ale nie koniecznie za
darmo. Jeśli ktoś go wynajmuje, to najpierw zbiera trochę wiadomości na temat
zadania i dopiero wtedy decyduje się czy go podjąć. Niezwykle honorowy, choć
czasami trzeba mu przypomnieć o złożonych obietnicach.
Historia: Jego ojcem był wyższy smok ognisty, a matka
była nieślubną córką mongolskiego watażki i europejskiej branki. Nie znał
żadnego z nich, ponieważ ojciec zginął podczas jednej z wewnętrznych utarczek
smoków, a matka zmarła przy porodzie. Kiedy skończył 20 lat wyruszył w podróż
do Chin, gdzie pobierał nauki szermierki, czytał rozważania Konfucjusza i
pobierał nauki w astronomii. Później wyruszył do Japonii, gdzie przez około 50
lat służył jako samuraj u jednego z Daimyo, by po jego śmierci wyruszyć do
Tybetu. W Tybecie spędził około 10 lat ucząc się technik samokontroli i
wyruszył później do Konstantynopolu, gdzie wkroczył do Europy. Dzięki
nietypowemu sposobowi walki nie brakowało dla niego pracy, a kiedy tyko
znajdował się w jakimś mieście starał się chodzić na wykłady i poznał w ten
sposób podstawy alchemii, geografii i matematyki. Często musiał zmieniać
miejsce zamieszkania, ponieważ miejscowi po jakimś czasie orientowali się, że
się nie starzeje. W końcu usłyszał o Gralyen i postanowił tu przybyć.
Wygląd: Wysoki brunet o niebieskich oczach,
które pod wpływem silnych uczuć przybierają czerwony kolor i zwężają się w
pionowe szparki. Zazwyczaj nosi ciemno-czerwony płaszcz z kapturem, czarną,
skórzaną kurtkę i spodnie oraz wysokie buty piechurów. Jedyną ozdobą jest bransoletka
z białego złota i wysadzana rubinami na lewej ręce.
Namor
Namor po częściowej przemianie i Aurora
Zwierzęta: Kary koń Strzała i magiczna sowa Aurora,
którą znalazł w okolicach Olimpu
Ekwipunek: Dwa miecze przywiezione z Japonii, ale
przekute w Europie. Krótki Tsuki (jap. Księżyc) noszony przy lewym boku i
półtoraręczny Tenpi (jap. Słońce), który nosi na plecach razem z tarczą, torba
na rzemieniach z butelkami energetycznych napojów i sztylet chowany w cholewie
buta.
Informacje dodatkowe:
- potrafi przyrządzić skomplikowane mikstury
lecznice i energetyczne, a także kilka eliksirów wyjątkowych
- dzięki magii płynącej w jego krwi jest odporny
na najsłabsze zaklęcia i potrafi wytworzyć niewielką ognistą kulkę w dłoni
- po wiekach szlifowania umiejętności
szermierki nie wiele jest istot, które potrafią mu w tym dorównać
- lubi prowadzić dysputy filozoficzne
-
czytanie w jego myślach jest niemal niemożliwe, gdyż podczas tego
procesu doznaje bólu zakrywającego pomyślunek i który przeskakuje na
osobę czytającą myśli


[Pamiętam, pamiętam. :)]
OdpowiedzUsuńZamarła, słysząc opis działania eliksiru, któremu niechybnie należałoby nadać nazwę mroczną oraz poważną, efekt miała wszak wyjątkowy. Tak, wyjątkowy, tylko tyle na początku mogła stwierdzić.
- Jesteś pewny, że nie mogę w żaden sposób pomóc? Cóż, skoro tak faktycznie się zdrzemnę, a sny niewątpliwie będą miłe, teraz, gdy wiem, jak miłą rzecz tworzysz - oznajmiła lekko zduszonym tonem, nie mogąc uporać się ze zmieszaniem, którego w sumie czuć nie powinna. Uśmiechnęła się, po czym, nie czekając na odpowiedź, niemalże biegiem wróciła na schody, by móc w spokoju i samotności ogarnąć niepożądane odczucia względem, niewątpliwie potrzebnego jej, wywaru.
Zdawała sobie sprawę, że potrzebuje ów eliksiru, a także jak bardzo mogło jej się poprawić samopoczucie, gdyby zepsuła tym napastnikowi humor, lecz czuła, że mogło to wywołać również niemałe kłopoty. Co będzie, jeśli agresor uzna, że wypada zemścić mu się i rozerwać ją bez użycia nieprzydatnych już kłów? Czy będzie mogła czerpać satysfakcję, będąc martwą? Raczej nie, lecz i tak zapewne było to lepsze rozwiązanie niż śmierć w typowo wampirzy sposób, wszak ofiary chyba wysysa się na wiór. Prawda?
Krążyła niespokojnie po pokoju, a mieszek u jej pasa pobrzękiwał złośliwie, jakby kpiąc z tych bezsensownych rozterek, które, jakby nie patrzeć, tak czy inaczej przewidywały dla niej śmierć. A podobno była optymistką...
Przyjechała do domu Julii. Namor robił coś na zewnątrz. Zeskoczyła z konia i podeszła do Niego - witaj Namorze - wyjęła z torby zwój i podała Mu - jak masz czas, to czeka Nas robota - uśmiechnęła się do Dragonity łagodnie.
OdpowiedzUsuńNie interesowało ją, którą stroną wjedzie do miasta. Czy brama główna, czyteż jakimiś bocznymi wyrwami stworzonymi przez czas. Po prostu chciała już wjechać i znaleźc sobie miejsce na nocleg. Była zmęczona tą podróżą. pragnęła wziąść długą, goracą kąpiel by jej całe ciało i umysł odpoczęły. następnego dnia miała zamiar sprawdzić informacje które zdobyła. Przypadkiem ale jednak niezwykle dla niej ważne. Wyrwała się z zamyślenia o odpoczynku i przybranej siostrze gdy tylko osłyszała przywitanie skierowane w jej stronę. Zatrzymała się zatrzymując rownież prowadzonego konia. Przyjrzała mu sie uważnie i również podała mu swoją dłoń.
OdpowiedzUsuń- Witaj. No cóż. Najwyraźniej wędruję skoro znajduję się na drodze. - uśmiechnęła sie unosząc jeden kącik ust do góry. Nikomu niemiała zamiaru się spowiadać zaraz po przybyciu do miasta co tutaj robi. A dodatkowo lubiła drażnić się z innymi co mógł nieco odczuć. Szukała przybranej siostry ale chciała ja znaleźc po cichu i ostrożnie. Częściowo była uciekinierką, ale by mieć święty spokój, którego i tak zapewne nie zazna. Zbójcą? raczej wyrafinowaną morderczynią, ale nie na zlecenie tylko dla własnych korzyści. Chciała tu osiąść na dłużej.
[Aileen]
OdpowiedzUsuń- Lepsze?! - zawołała z nadzieją, że oto w postaci Namora nadszedł kres jej idiotycznych rozterek i będzie mogła wrócić do przejmowania się sensowniejszymi sprawami, a wbrew pozorom, takowe również miała. Ku swemu nieszczęściu, rzecz jasna.
Z uśmiechem osoby obłąkanej chwyciła go za nadgarstek, by obrócić z powrotem w kierunku schodów. Nim jednak zaczęła schodzić, impulsywny wybuch nadziei zdążył całkowicie minąć. Cóż, ciekawość wciąż wyzierała z błękitnych oczu, nie dając się tak łatwo stłamsić, lecz wiadomym jej było, że ów stan ustąpi dopiero, gdy opuści ten dom, zbyt dużo było tu nowości.
- Tak przy okazji, wyjaśnisz mi może, na czym polega to "lepsze" działanie? - spytała, oswabadzając go z uścisku, po czym zaplotła ręce na piersi, tysięczny już chyba raz, a choć postawą chciała wyrazić pewien upór, wyglądała bardziej jak zagubiona dziewczynka. Pierwsze oznaki zmęczenia, jak na przykład lekko przekrwione oczy czy trochę zbyt blada twarz, dało się zobaczyć, jednak sama Aileen nie czuła się senna, może to tylko autosugestia, lecz była przekonana, że bez swojego eliksiru nie zaśnie.
Jej oczy powoli zwęsiły się do wąskich szparek spoglądając na niego czujnie. Tęczówki delikatnie zaświeciły. Gdy tylko nadleciał ptak wygladała jakby miała sie zjerzyć nioczym kocica byrzucić się na ptaka. Milczała chwilę gdy potem stało się cos nieoczekiwanego. Zaczeła się głośno śmiać. Zakryła usta dlonia ukryta w rekawiczce. Drugą zaś trzymała kurczowo konia który miał ochotę dziabnąć sobę swymi zebiskami. Zupełnie jakby uważal ptaszysko za swoją przekąskę na kolację. Chwilę trwało zanim sie uspokoiła. Chrząknęła cicho pokazując dłonią, żeby chwile poczekał. Wzięła głęboki oddech i wyprostowała się.
OdpowiedzUsuń- Proszę mi wybaczyć. - powiedziałą chichocząc.- Ale rozśmieszył mnie dźwiek zyczacego ptaka. Zupełnie jakby para z garnka próbowała się wydostać ale coś ja powstrzymywało. - powiedziała ocierając oczy. Pociagnęła nosem i poklepała konia by nie próbował zjeść sowy.
- No cóż panie pół smoku. - uśmiechnęła się unosząc kącik ust do góry. - Nie każdy mnie lubi i jakos mnie szczególnie to nie dziwi.Nic nowego. - powiedziała wzruszając ramionami bezradnie. Powoli nozdrzami wciągneła otaczające ja powietrze i poczuła cos dziwnie znajomego. Przyjrzała mu się. Odgoniła od siebie myśli zostawiając je na później.
Ona w całej swej okazałości była czymś niedorzecznym. Juz sam fakt, że ktoś zamienił czarownicę w wampirzycę było niedorzeczne i szalone. Wszystko w niej było dziwne i trudne do zrozumienia. Więc nie było co się dziwić, że i on coś wyczuł.
OdpowiedzUsuńDla niej samej jego ptaszysko jej nie przeszkadzało. Nie myslała, że ją ptak zadziubie swym małym dziobem lub wydrapie jej oczy pazurami. Nie. Po prostu rozbawił ją odgłos niezadowolonego ptaka i nic wiecej. jakrze by to wyglądało, gdyby czarownica bała się sowy. Nie wazne czy zwykłej czy też nie ale sowy.
- Miło mi. Jestem Callista. A kim tutaj bedę to jeszcze sie okarze. - uśmiechnęła się dośc specyficznie i tajemniczo zarazem. Przytrzymała konia który chciał się cofnąć.
- I prosze nie straszyć mi konia. I tak juz dużo przeżył. Nie chce by w końcu dostał zawału - stwierdziła głaszczac zwierzę po szyi. Koń parsknąl i wtulił sie w jej dłoń.
- Koń zwie się Świrus. Ale to chyba mało wazne. - zaśmiała się. - Tak na prawde lubi ptaki ale jaki pan taki zwierzak.Lubi sie drażnic z innymi - popatrzyła na Świrusa który pokiwał łbem jakby przepraszająco.
- Zaproszenia na wino nigdy nie odmówię. Zwłaszcza, gdy jestem po podrózy. Ale pozwolę sobie postawić pewien warunek. Odpowie mi Pan na kilka pytań zgoda? - uśmiechnęła sie unosząc kącik ust do góry.
Usmiechnęła się szeroko zadowolona z jego odpowiedzi. pokiwała delikatnie głową.
OdpowiedzUsuń- W takim razie niech pan prowadzi. Musze zostawić konia wstajni, ale jak pan dobrze wie dopiero co przybyłam więc na temat topografii miasteczka jestem kompletnie zielona. - zaśmiała się wesoło. Poprawiła dłonią zapięcie jednej z toreb przyczepionych do siodła. Zwróciła po chwili na niego swój wzrok czekając, aż ruszy.
- Doprawdy? Bo zawsze sądziłam, że im się zawsze chce gryźć, niekoniecznie muszą nad tym zastanawiać - odparła lekko zgryźliwym tonem, wpatrując się jak zaczarowana w srebrzysty płyn. - Jednak fakt, że znieruchomieje stanowi niejaką pociechę. Umiesz określić, ile czasu będzie to trwało?
OdpowiedzUsuńPrzez chwilę milczała, wciąż nie spuszczając wzroku z buteleczki, jakby w niej mogła znaleźć odpowiednie słowa, po czym rzekła nieco żartobliwym tonem;
- Nazwę? Zapewne powinno być coś o księżycu... Niestety nie jestem dobra w gotyckich klimatach, niewątpliwie tego właśnie wymaga to dzieło. Ale to sprawa drugorzędna, dobrze o tym wiesz, lepiej zdradź, ile kosztuje ten księżycowy skarb.
Ruszyła zaraz za nim wpatrując sie w ptaka na ramieniu dopóki nie odleciał w przestworza. Odprowadziła go wzrokiem. Usmiechnęła się delikatnie i rozejrzała dookoła. Cieszyło ją niezmiernie, że mężczyzna wyprowadza ją ze smierdzących obrzeży miasta. Jej węch był tak mocno atakowany różnymi zapachami, ze az migreny dostała czego wręcz nieznosiła. Prowadziła przy boku Świrusa i rozgladała sie zapamiętując układ niektórych uliczek. na zwrucone ku niej oczy róznorodnych ludzi i nie ludzi nie zwracała najmniejszej uwagi. Po prostu mało ja interesowali a gdyby coś chcieli, co jej by sie nie spodobało to źle mogłoby sie dla nich skończyć. A raczej na pewno xle by się skończyło. Powróciła jednak do równie przyjemnych myśli co zabijanie, a mianowicie zastanawiała się gdzie moze być jej przybrana siostrzyczka.
OdpowiedzUsuńUniosła brew nieco zaskoczona jego pytaniem, stwierdzeniem czy jak to tam zwać. Przecież już mu się przedstawiała. Czyżby zapomniał? Az tak złabą pamięć ma dragonita? Czy może mu to po prostu gdzieś umknęło. Kto wie. Wzruszła ledwo widocznie ramionami.
OdpowiedzUsuń- Już się panu przedstawiałam ale mogę i zrobić to drugi raz. Na imię mi Callista.
Na ton jego głosu nie zwróciła nawet uwagi. Nie byla to na strasznie ważna rozmowa by na to patrzeć. No i dodatkowo ni był jej znajomym, na którego ton głosu powinna zwarzać. Dlatego tą nutką kpiny i znudzenia się nie przejęła.
Słuchała uwaznie co mówił kiwająd delikatnie głową w uznaniu. Musiała przyznac, że sporo o niej wiedział. Może nawet za dużo chociaż dopóki nie chciał jej zabic to sie tym nie przejmowała. Zawsze wyprzedzały ja wiadomości o niej samej. Chociaż tym razem zaszły na prawdę daleko. Domyślała sie, że zapewne miał wielu informatorów. Skoro byli mu potrzebni znaczy, iż wolał wiedziec czy ktoś go nie ściga. Zapewne sam miał na pieńku.Nie przeszkadzało jej równieżwyliczanie tego wszystkiego pod samymi drzwiami karczmy. Wiedziała jacy sa ludzie. takie rzeczy uznają zwykle za żarty, kpiny lub szaleństwo. Nie biorą tego do siebie lub nawet nie zwracaja na to uwagi. Przytrzymała konkia który chciaługryźć mężczyznę w dłoń. Poklepała go po szyi.
OdpowiedzUsuń- Nie. Nie uważam, by było to przesadą. Nawet nie znam takiego słowa. - uśmiechnęła się tajemniczo. - I spokojnie. NMie zaatakuję cie tylko dlatego, że coś o mnie wiesz. A co do pożarów to ścigaja mnie fakt. Ale to dlatego, że czasami ktoś próbował mnie spalić. Nic nowego dla czerownicy przecież nie sądzisz? - zaśmiała się. Doskonale widziała to jego spojrzenie. Ale nie przejmowała sie nim nic a nic. Ona była powazna tylko podczas walki. Chociaż... nie. W sumie podczas walki to była jeszcze bardziej rozbawiona niż normalnie. Walka była dla niej zabawą. jej oczy nic nie wyrażały, co najwyżej rozbawienie.
- Od ciebie zaś czuję coś co doprowadzi mnie do pewnej osoby. Znasz zapewne Julissę prawda? - zapytała zmieniając zupelnie temat. - Jak bliską osobą jest dla ciebie? - uśmiechnęła się wyczekując niecierpliwie odpowiedzi.
Zamrugała kilka razy zaskoczona tym co powiedział. DO słownie ja zamurowało. Zawsze wiedziała, że spotka tego jedynego. Szukała jej a tu nagle bum! Tylko przyjeżdża do miasta a spotyka jej narzeczonego. Szaleństwo. W sumie to zawsze szalone rzeczy jej się przytrafiają ale to to była prawdziwa niespodzianka. Uśmiechnęła się szeroko.
OdpowiedzUsuń- Narzeczony mojej siostrzyczki - zaowałała pogodnie. Niemal podskoczyłą z radości. na prawdę czegoś takiego sie nie spodziewała. Przywiązała pośpiesznie konia do specjalnego palika.
- Chodźmy się napić. Musze opić szczeście Juli. Już miała wejść do środka ale nagle sie odwróciła i spojrzała mu w oczy. Jej wyraz twarzy nagle spoważniał.
- Ale jeśli skrzywdzisz Juli to marnie zginiesz. - wyszeptała a potem sie usmiechneła wesoło i znów była pogodna.
- Chodxmy na to wino. - otworzyła drzwi karczmy.
Ona sie nigdy nie zastanawia nad tym czy była by silniejsza od kogoś czy też nie. Pcha się w prawie każda walkę nie patrząc na to czy zginie czy nie. To jej żywioł. Usmiechnęła się pod nosem.
OdpowiedzUsuń- Och ja o niej tez nie wspominam. Po za tym tyle razy zapewne słyszała, że nie żyję więc może być sama zaskoczona moim przybyciem. - powiedziała pogodnie siadając przy jednym ze stolików.
- Cieszę sie, że ułożyła sobie życie no i dobrze, że trafiłam przed waszym ślubem. - powiedziała wesoło.
- Nie wybaczyłabym sobie gdybym się na niego spóźniła
Pojawiła się znienacka za ukochanym, oplatając jego ciało swymi rękoma. Szepnęła mu do ucha.
OdpowiedzUsuń-Gdzież mi uciekłeś kochany
Uśmiechnęła się słabo do Przyjaciela i westchnęła - to nie jakiś stwór z kanałów. W kanałach podobno się chowa, ale trudno go znaleźć dlatego wybrali do tej roboty najlepszych - spojrzała na Niego znacząco - to dzieciobójca z Avanahan - skrzywiła się i ściągnęła gniewnie brwi - porwał i zabił 17 dzieci - wzięła od Namora zwój i schowała do torby - jak się zdecydujesz, to wiesz gdzie mnie szukać - ruszyła w swoją stronę.
OdpowiedzUsuń[Witam, zgodnie z obietnicą zacznę nowy wątek.]
OdpowiedzUsuńŚmieszne. Po prostu choler.nie śmieszne, pomyślała, wpatrując się w uniesioną na wysokość oczu smoczą pieczęć. Tą samą, którą Ares niedawno zawiesił na jej szyi. Obserwowała ją już od dłuższego czasu, dlatego zdążyła kilkakrotnie się wzdrygnąć na wspomnienie tamtego popołudnia. Tymczasowo zmieniła adres zamieszkania. W sumie dobrze, zwróciwszy uwagę na to, że "podarunek" znalazła właśnie w starym domu. Najprawdopodobniej byłaby teraz w o wiele mniej komfortowej sytuacji, jeżeli jeszcze by żyła. Westchnęła cicho, wygodniej opadając na oparcie fotela.
"Namorze. Niszczysz smocze pieczęci?" spytała mentalnie, bez trudu odnajdując Alchemika w mieście. Była przezorna, wolała robić to jak najszybciej, by w razie... wypadku nie mieć problemu.
Spojrzała mu prosto w oczy, jej źrenice zabłysły nieokreślonym żarem. Na jej ustach pojawił się skrycie szczęśliwy uśmiech. Serce wyrywało się z klatki piersiowej w szaleńczym biciu.
OdpowiedzUsuń-Brakuje mi słów, jest jest...
Zamilkła na chwilę, w zachwycie zapierającym dech w piersi.
Skrzywiła się delikatnie, czując nagły, przeszywający jej czaszkę ból. Czuła coś podobnego nawiązując z nim kontakt mentalny kilka dni temu, jednak była w zbyt niewygodnej sytuacji by zwracać na to uwagę. Cóż. Innego, szybszego sposobu raczej nie było.
OdpowiedzUsuńNie musiał długo czekać, aby otworzyła drzwi i krótkim, jakby oszczędnym gestem zaprosiła go do środka. Natychmiast też pokazała mu pieczęć, jeszcze stojąc w korytarzu.
-Witaj, Namorze. Możesz ją zniszczyć? Moja magia nie działa, a odpowiednich do tego narzędzi oczywiście nie mam.
Słysząc to imię zamarła bez ruchu. Obawiała się , iż jej ukochany może gniewać się na nią za zachowanie takiej informacji. Obiecała sobie i jej , że nikomu nic nie zdradzi, dla jej dobra by ją chronić. Tylko ona na świecie znała jej sekrety, jej historię życia i to co naprawdę przeżyła. Takie informacje w dłoniach niepowołanej osoby mogą być zbyt cenne by Calliste pozbawić życia. Tego nie chciała.
OdpowiedzUsuń-Wybacz kochany iż nie powiedziałam Ci nic o niej. To ...
Zamilkła na chwile. Wzięła głęboki oddech, ujęła w swoje dłonie jego i skierowała wzrok ku jego źrenicom.
-To moja przybrana siostra, skoro pytasz o nią musiałeś ją już poznać.
Uśmiechnęła się delikatnie, unosząc kąciki ust do góry.
-Znając Ciebie zapewne Ty ją kochany przywitałeś pierwszy. Wybaczysz mi, że to skrywałam przed Tobą. Nikomu nie wspominałam o niej. Myślałam, że już odeszła z tego świata, choć w głębi serca czułam, że te wszystkie dochodzące mnie słuchy o jej śmierci to tylko stek bzdur.
Ponownie wzięła, głęboki oddech. Zacisnęła lekko dłonie, tak że wyczuwał jej zmartwienie.
-Ona nie zostawiłaby mnie bez pożegnania, nie Call
Przystanęła w miejscu, a po chwili wróciła do Niego. Wyjęła zwój z torby i podała Mu go - powodzenia Namorze - przywołała Roo, wskoczyła na niego i odjechała w stronę miasteczka.
OdpowiedzUsuń-Tak - przytaknęła. - Leczyłam ostatnio lykantropa - dodała, prowadząc go w głąb mieszkania. Nie obchodziło jej, czy miałby zamiar to pochwalić gdyby wdali się w dyskusję na ten temat, chociaż po ostatnim zdarzeniu z Barnenem szczerze w to wątpiła.
OdpowiedzUsuń-Tymczasowa klitka - prychnęła, widząc, jak się rozgląda. Nie potrafiłaby mieszkać w takich warunkach dłużej niż kilka dni. Wzięła ze stojaka w pokoju skórzaną torbę i po chwili poszukiwań podała mu kiść zielonych, owalnych liści.
-Masz zamiar zająć się nią tutaj czy u siebie?
- Tak, tak, tak.. - pokiwała żywo głową pokazując dłonia na chłopaka, który przedstawił sie jako Aaron.
OdpowiedzUsuń- Pijmy, pijmy, bo opijac co mamy. Okazja jest to trza korzystać. - powiedziała wesoło zamawiając dban wina i prosząc również o coś do jedzenia. Pogoniła go dając mu złotą monetę do ręki. Spojrzała na towarzysza rozmowy.
- Zapewne sporo się wokół niej dzieje co? Grzeczna jest czy nie bardzo? - zapytała ze śmiechem przypominając sobie stare czasy.
Wodziła palcem po jego dłoniach, spoglądając głęboko w jego źrenice. Czuła się przy nim wyjątkowa, a jednoczenie nie odczuwała uczucia inności.
OdpowiedzUsuń-Nie poruszam najgłębiej skrytych w sobie tajemnic. Niektórych wogle nie chcę pamiętać i powracać do nich. Dla bezpieczeństwa bliskich.
Oparła głowę o jego ramię. Wzięła głęboki oddech i uśmiechnęła się do niego. Jej źrenice wyrażały uczucia zamiast słów.
-Nie byłbyś sobą ukochany gdybyś nie przywitał jej. zawsze Cię interesują osoby o ciekawej przeszłości. Kocham Cię wiesz o tym.
Zamknęła oczy.
W sakiewce Ramela można się było dopatrzeć już dna, a wiedźmin doskonale zdawał sobie sprawę, że karczmarz jest przyjazny dla przybyszów do momentu, w którym stracą oni wszystkie swoje pieniądze, najlepiej u niego w gospodzie. Wiedział też, że choćby był kuzynem księcia, niechybnie wyleci stąd na zbity pysk, jeśli do jutrzejszego popołudnia nie wysłupła z wychudzonego mieszka należytej kwoty. Udał się zatem do miejsca, gdzie tacy jak on, mogli sobie znaleźć zajęcie. I nie był to przyjemny zamtuz gdzieś na uboczu miasta, a tablica z ogłoszeniami napisanymi byle jak, byle czym i na byle jakim papierze. Treść zwykle też podchodziła pod byle jaką, po krótkiej weryfikacji, jaką przeprowadził Ramel. Tylko jedno zlecenie przypadło mu bowiem do gustu i to nim postanowił się zająć. Ku wielkiemu rozczarowaniu mleczarzy i wiewiórek, było to zlecenie od miejscowego alchemika imieniem Namor, który oferował przyzwoite pieniądze za niezbyt trudne zadanie.
OdpowiedzUsuńTak wprawny w wojaczce wiedźmin jak Ramel, nie miał problemu z załatwieniem trzech widmowych psów grasujących w pobliskim lesie. Zaczaił się na nie nocą, kiedy to podobno się pojawiały i w blasku księżyca poucinał im łby, jeden za drugim.
- Mam tu twoje pieski - rzekł później na przywitanie, zjawiając się w domu alchemika. - I naprawdę nie wiem, po jaką cholerę ci one.
[Aileen]
OdpowiedzUsuńOdliczyła pośpiesznie te kilka monet (wliczając srebrnika za torbę), nawet nie próbując się targować, a niecierpliwe dłonie już wyciągały się w kierunku lśniących srebrzyście buteleczek, gdy w głowie z nadzwyczajną prędkością tworzyły się nowe domysły, jak przyjemnie będzie ów wywar przetestować. Nie, nie miała wątpliwości, co do działania eliksiru, zrobił go wszak niezawodny Namor, a obiekcje do jego pracy nie miały racji bytu. Bardziej ciekawiła ją reakcja krwiopijcy, jakiemu przyjdzie wypróbować nowy nabytek elfki. Tylko skąd wytrzasnąć takiego wampira? Cóż, to chyba będzie musiało rozwiązać się samo – mało prawdopodobne by pech aktorzyny pozwolił jej długo czekać.
- Nie sądziłam, że zawód alchemika może przynosić większe profity, a jednak powodzi ci się całkiem niezgorzej, Namorze – oznajmiła, zmieniając temat, ciekawa, czy zdradzi jej coś na temat swojej drugiej profesji, mało elfka bowiem wiedziała, prócz tego, że zwykłym uczonym nie był, a wojownikiem. Pytanie tylko jakim wojownikiem…
Westchnęła - Z całym szacunkiem, ale jesteś dość - zastanowiła się szukając odpowiedniego określenia. - Nieokrzesany. I niegrzeczny. - Wyciągnęła palec wskazujący i dźgnęła nim go w pierś. - Nie mówił Ci nikt, że nie ładnie jest oceniać wszystkich jedynie po pozorach? - Uniosła brwi. - Tak, jestem młoda. Możliwe też, że spokojnie byś mnie pokonał, ale nie znaczy to, że musisz od razu mi to wygarniać...
OdpowiedzUsuń-Odkąd pamiętam przyciąga mężczyzn. Kiedyś martwiłabym się, że może mi Ciebie odebrać.Lecz..
OdpowiedzUsuńSpojrzała na niego , przykładając delikatnie dłonie do jego policzków. Były takie miłe i ciepłe w dotyku, nie potrafiła Przestać gładzić jego skóry i spoglądać w jego oczy. Czuła jak rozpływa się jej serce ze szczęścia .
-Lecz nie oddam Ciebie bez walki kochaniutki.
Zanim zdążył cokolwiek powiedzieć, zdążyła złożyć na jego ustach słodki , delikatny i soczysty pocałunek.
[Aileen]
OdpowiedzUsuń- A skuteczność tych eliksirów nie budzi niepokoju wśród ludzi? Zazwyczaj nie przepadają za takimi rzeczami, z pewnością ktoś już próbował oskarżyć Cię o konszachty z diabłem - odparła nieco zdziwiona jego odpowiedzią. Ceny wszak nie były zbyt wygórowane (przynajmniej porównując z niektórymi handlarzami z większych miast), a, gdy jeszcze pracowała na targu, nie słyszała, by ktoś jakoś przesadnie wychwalał pracę Namora. Może większość klientów to nieludzie? No i zakonnicy, choć oni zapewne zbyt wielu profitów nie zapewniają, są to bowiem, jak powszechnie wiadomo, cholerni skąpcy, jeśli chodzi o kasę Kościoła. Poza tym chyba większość najpopularniejszych leków potrafili sami wytworzyć… A zresztą, co ona wiedziała o zakonach!
Odwzajemniła uśmiech, zaplatając ręce na piersi, a fiolki zastukały wesoło w torbie, poprawiając elfce humor. Jednak nie potrafiła wymyślić godnej tego eliksiru nazwy, przynajmniej póki co, może gdy na własne oczy zobaczy jego skutki, natchnie ją.
-Dobrze - powiedziała po chwili milczenia. - Powodzenia. - Oparła się o blat, obserwując jego poczynania z lekką dozą niepokoju w oczach. Niepokoju, ale także zaintrygowania. Cóż, nie często widuje się niszczenie niezwykłych artefaktów w ogniu. Na dodatek w środku kamienicy. Ah, zresztą, pomyślała, przeczesując włosy dłonią. Mniejsza o tą ruderę, ładniej będzie wyglądać w płomiennym płaszczu. Wbiła wzrok w ognisty ładunek który wytworzył i przez dłuższą chwilę nie odrywała go, wpadając w dziwne, głębokie zamyślenie z którego wyrwał ją głośny huk i podmuch gorąca. Mruknęła coś niezrozumiale, machając dłonią przed twarzą, by przerzedzić dym. Nie była wszak pewna, czy to sprawka Namora.
OdpowiedzUsuńUniosła brwi prychając przy tym, jednak wyraz jej twarzy złagodniał - Och, uwierz mi lub nie ale nie śpieszno mi do wszczynania walk czy prowadzenia wojen z mieszkańcami Graleyn - wzruszyła ramionami. - Może wydać się to głupie ale szukam tu wytchnienia i spokoju ... Nie jestem kolejną głupią młódką szukającą rozrywki ...
OdpowiedzUsuńDziewczyna zamyśliła sie i jakby rozmarzyła pijac alkohol. Uśmiechnęła się szeroko slysząc słowa Namora.
OdpowiedzUsuń- Och tak. Kochana Juli. Dobroć znacznie przewyższa demonią naturę. Ona jest uosobieniem Anioła z mocami demona. - powiedziała pogodnie. Napiła się ponownie wina. Spojrzala w jego oczy.
- Trafiłeś na cudowną kobietę. - powiedziała wesoło. Zamyślona spojrzała w ieliszek zaczynając się zastanawiać nad sobą samą. jednak po chwili odepchnęła od siebie te myśli.
Mruknęła coś niewyraźnie pod nosem, dopiero po chwili uświadamiając sobie, że siedzi na podłodze. Zakaszlała, czując dym podrażniający gardło i podniosła się, kręcąc lekko głową.
OdpowiedzUsuń-Nie - odparła, przez chwilę szarpiąc się z oknem. Kiedy wreszcie udało jej się je otworzyć, odwróciła się do niego, uśmiechając się dziwnie. - Co teraz? Możesz jakoś sprawdzić, jakie to cholerstwo ma zabezpieczenia, czy będziemy błądzić? - spytała, przeczesując dłonią włosy.
Już miała skomentować fakt, że dawał zniżki ludziom, którzy go szykanowali, po czym uśmiechnąć się swym zwyczajem i skierować rozmowę na przyjemniejsze tematy. Na przykład pogodę.
OdpowiedzUsuńNamor jednak ubiegł ją w tym, a wywodem, którym zaraz potem ją uraczył, sprawił, że zakręciło jej się nieco w głowie. Sowa? Ich sowa?! Oczywiście, lubiła Aurorę, nawet bardzo; była pewna, że żaden inny zwierz nie urzekł jej nigdy tak bardzo, ale… Opiekunka? W sumie zapewne by się Aileen ktoś taki przydał, jednak nawet nie zdążyła o tym pomyśleć, bo pojawiły się inne, ważniejsze kwestie. Sama widziała, jak dużo czasu sowa spędzała w towarzystwie Namora, ich więź była naprawdę godna pozazdroszczenia, ale jak Aurora będzie wykonywała swe obowiązki (czy jak by to tam nazwać…), gdy elfka opuści Graleyn? A to niewątpliwie nastąpi, jeśli w końcu postanowi wskrzesić swoją karierę.
Ostatecznie jednak, po długiej ciszy, doszła do wniosku, że dostąpił ją zaszczyt, a martwić się będzie, kiedy faktycznie będzie trzeba. Przyjęła fiolkę ze smolistą substancją, przyglądając jej się ciekawie, choć kątem oka wciąż zerkała w kierunku Aurory.
- Jak to możliwe, by mogła opiekować się aż dwiema osobami naraz? Biorąc pod uwagę fakt, że ze mną będzie roboty, jak z dziesięcioma innymi… - spytała w końcu z uśmiechem, mimo że traktowała sprawę wyjątkowo poważnie.
Zmarszczyła brwi przyglądając się nietypowemu znalezisku. Przekręciła lekko głowę i z lekkim uśmiechem wzruszyła ramionami.
OdpowiedzUsuń- Jeśli powiem, że nie mam zielonego pojęcia skąd to się wzięło w moich włosach, uwierzysz? - spytała z nadzieją, gdyż była to prawda, pierwszy raz widziała coś podobnego na oczy.
Pokiwała głową, słysząc jego słowa. Mogła spodziewać się podobnej odpowiedzi. Sama nie była w stanie rozgryźć, jak dokładnie działa amulet i jaką magią jest nasycony. Przez chwilę przeszukiwała w pamięci miejsca które znała i które mogłyby się w jakiś sposób nadać.
OdpowiedzUsuń-Znam pewną opuszczoną wieś na północny wschód stąd, jakiś tydzień drogi konno - powiedziała wreszcie, wzruszając lekko ramionami. - W innym przypadku można po prostu poszukać jakiegoś innego odludzia... Chyba, że ty masz jakąś propozycję? - spytała, obserwując Alchemika przez niknącą zasłonę dymu.
- Och. Znaleźć może i znajdywała, ale nie trafiała zwykle zbyt dobrze. Ale cieszę się, że w końcu upolowała tego idealnego. - powiedziała pogodniej pijąc alkohol. Usmiechnęła sie delikatnie gdy zadał jej pytanie i pokręciła głową.
OdpowiedzUsuń- Nie. wszystko w porządku. - powiedziała spokojnie uśmiechając się. - Po prostu się zamyśliłam. To tyle.
- Dobrze więc, choć nie sądzę, bym miała jakiekolwiek problemy z jej dziobem – odparła elfka, teraz już bez krępacji wpatrując się w sowę. – Namorze, sądzę, że powoli zaczynamy przesadzać z tymi eliksirami – zaczęła po chwili Aileen, chcąc zmienić temat. – Wiem, że są one najłatwiejszym sposobem, bym mogła się obronić, lecz w rzeczywistości używanie ich jest nieco trudne, szczególnie, gdy ma się do czynienia z istotą nieludzką. Poza tym niedługo wydatki na bezpieczeństwo okażą się zbyt wielkie, a ja naprawdę nie chcę wracać do handlu – dodała, wspominając pracę na targu, po czym skrzywiła się nieznacznie i kontynuowała. – Nie chodzi oczywiście o moje lenistwo, jednak potrzebuję czasu i na sztukę, a kiedyś trzeba spać… Właściwie nie jestem pewna, co powinnam zrobić, lecz jasnym jest dla mnie, że muszę się w końcu nauczyć strzelania z łuku. Jak każdy stereotypowy elf. Choć, z drugiej strony, głupio mi będzie łazić non stop z bronią na plecach. – Westchnęła ciężko, jako podsumowanie swojego wywodu. Teraz, gdy wypowiedziała te słowa, miała pewność, że jej sytuacja była wprost beznadziejna.
OdpowiedzUsuńPokręciła głową oniemiała. To prawda, miała sporo wrogów rozsianych na całym świecie, jednak większość z nich była już albo martwa albo miała podpisany z nią swego rodzaju sojusz. Kto więc chciał zabić rubinowooką?
OdpowiedzUsuń- Nie mam zielonego pojęcia kto mógłby chcieć mnie zabić? - powiedziała mrużąc oczy i przyglądając się strzałce. - Nigdy nie widziałam czegoś podobnego, przysięgam...
-Mam taką wielką nadzieję iż jesteś Tylko mój.
OdpowiedzUsuńUśmiechnęła się do niego, nie przestając spoglądać w jego oczy, które ją pochłaniały całkowicie. Zmierzwiła delikatnie jego włosy prawą dłonią. Zjeżdżając dłonią w dół gładziła jego skórę na twarzy.
-A ja oddałam się Całkowicie Tobie mój Ty Smoku kochany.
Objęła go i mocno przytuliła się do jego ciała.
jestem na tym nowym blog spocie
OdpowiedzUsuńRadiowóz zatrzymuje się przed wielkim, grubym murem. Nad nim widzisz dumnie wznoszący się budynek. Funkcjonariusz policji otwiera tylne drzwi samochodu. Wyciąga Cię na zewnątrz. Nadal masz zakute w kajdanki ręce. Rozglądasz się wokoło. Zupełnie nie wiesz gdzie jesteś. To miejsce nie przypomina tego, w którym byłeś ostatnio, nawet płyty chodnikowe wyglądają inaczej. Według niektórych służb taka terapia szokowa ma nakłaniać do zmian.
OdpowiedzUsuńJeden z policjantów pchnął cię do przodu. Idziesz przed siebie. Zbliżasz się do czarnej, żelaznej bramy. Przy niej zatrzymuje Cię drugi funkcjonariusz. Za bramą stoi dwóch mężczyzn o szerokich barkach ubranych w granatowe mundury. Na piersi po prawej mają małe tabliczki z nazwiskami. Gdzieś z oddali idzie mężczyzna w czarnym garniturze. Poważny i wyprostowany. Brama się otwiera i wpuszczają Cię do środka. Policjanci ściągają ci kajdanki. Jeden z nich życzy Ci miłej zabawy w Szkole dla Trudnej Młodzieży.
Szkola-Dla-Trudnej-Mlodziezy.blogspot.com