Nazywają je Miastem Straceńców.

Graleyn nie należy do ludzi. W tym niepozornym miasteczku dzieje się więcej, niż sobie wyobrażasz. W cieniu starych murów kryją się istoty, które nie powinny istnieć. Siedzą w karczmie i piją wino. Prowadzą warsztaty i sklepy. Ludzie nie mają nic przeciwko… Głównie dlatego, że nie wiedzą o tym, iż miasteczko jest stolicą świata nadnaturalnego. A to, że czasem ktoś zniknie...

No cóż, zdarza się.


piątek, 27 lipca 2012

" Na Zeusa Gromowładnego!"


 
By rainstormangel





 Imię: Diogenes
Wiek:?
Pochodzenie: Starożytna Grecja
Rasa: Człowiek (ewentualnie można powiedzieć iż Mag)
Profesja: Pomocnik Hodowcy Koni

 

 

 

 

 

Krótka Historia:


Jak już zostało wspomniane, Diogenes urodził się w Starożytnej Grecji.
Mógł się spokojnie rozwijać magicznie, gdyż uważano iż rodziny magiczne chronione są przez Boginię Magii Hekate, a za skrzywdzenie ich, może grozić poważna kara... Tak sądzono przynajmniej tam gdzie mieszkał.

Skoro mógł się rozwijać, jego dzieciństwo przebiegało bez zbędnych problemów.
Aż w końcu, pewnego lata poznał inną czarownicę, a
ta zakochała się w nim bez pamięci, jednak bez wzajemności.
Diogenes był już bowiem zakochany w kimś innym.

Owa Czarownica ogarnięta złością i nienawiścią do owej osoby, zabiła ją za pomocą mrocznej magii na samego młodego Maga rzucając klątwę, która zapobiegała starzeniu się ciała oraz jakiejkolwiek śmierci.
Diogenes ogarnięty rządzą zemsty zabił ją… Zupełnie nie wiedząc jak zdjąć klątwę, którą jednak w końcu uznał za błogosławieństwo…

Szybko jednak zmienił zdanie. Ciągłe przeprowadzki męczyły go. Do tej pory szuka antyzaklęcia…
Aktualnie mieszka ze starszym Magiem w Graleyn, pomagając mu w jego Hodowli Koni… Owy mag imieniem Than, obiecał mu ją oddać po śmierci.



  Wygląd:


Zamknięty został w swoim dziewiętnastoletnim, niewiarygodnie szczupłym i zwinnym ciele.
Długie do pasa blond włosy, spokojnie opadają na jego plecy, a roziskrzone, zielone oczy spoglądają spokojnie na wszystko wokół.
Jest wysoki…
Niektórzy nie mogą się oprzeć jego wyglądowi, co niezmiernie irytuje chłopaka.




 Charakter:

 

Chciałabym powiedzieć, że zgodnie ze swoim prawdziwym wiekiem jest rozsądny i spokojny, ale niestety skłamałabym.
Diogenes ciągle jest porywczym i nieokiełznanym nastolatkiem, ciągle starającym uniknąć ciężkich obowiązków nauki.
Najwyraźniej owa klątwa zatrzymała również rozwój jego charakteru… Albo po prostu z niektórych rzeczy się nie wyrasta…





Ciekawostki:


- Mimo iż kobietą zdecydowanie nie jest, posiada kolczyki z krwistoczerwonych kryształów. To oczywiście tylko ozdoba…
- Posiada również naszyjnik z jasnoniebieskim kryształem, który potrafi wyczuć moc magiczną. Wykrywa tak przedmioty na które rzucono klątwę, lub innych o mocy magicznej.
- Nadal wierzy w Bogów Starożytnej Grecji, którzy siedzą sobie na Olimpie.
- Mimo iż już sporo na tym świecie żyje, jakoś zbyt wielu zaklęć nie zna… Można by rzec że olewał naukę i teraz zmuszany jest przez Than’a do niej… Nie zbyt mu to pasuje, ale cóż zrobić?
 - Jego imię wywodzi się z połączenia słów Dios - "Zeus" i genes - "urodzony", oznaczającego "urodzony z Zeusa".




~~*~~


[Witam serdecznie. :3. Karta będzie na pewno poprawiana. Ponieważ nie mam nic istotnego do powiedzenia, nie będę więcej mówić.]




16 komentarzy:

  1. [No to ja się jako wiedźma do wątku zgłoszę! :> O pomysł bym jakiś tylko prosiła, to nawet zacząć się postaram.]

    OdpowiedzUsuń
  2. [ Dzień dobry.
    Zgłaszam kompletny brak pomysłu na wątek... Cholerka. ]

    OdpowiedzUsuń
  3. [Uroczy młodzieniec brzmi dobrze xD ]

    Przebywała w Greleyn od pewnego czasu... Rok? Nie, chyba mniej. Parę miesięcy. Wystarczająco dużo, by poznać kilku ciekawych ludzi. A raczej nieludzi. No ale to już szczegóły, szczegóły...
    Ważne by byli przydatni. Nigdy nie wiesz, bowiem kiedy możesz potrzebować pomoc. A pomoc od takich person zawsze jest pożądana, szczególnie gdy się ucieka i ukrywa. I jeszcze przy okazji wpycha innych ludzi przez to w kłopoty, ale to już inna sprawa.
    Klinika dzisiaj była zamknięta. Wiedziała, że do Thana raczej nocą nie będzie mogła przyjść. Więc dzień wolny, a przynajmniej jego kawałek się szykował. Zresztą i tak lało jak z cebra. Nikt by w taką burzę nie miał ochoty przychodzić po ziółka. Chyba, że chciałby być jeszcze bardziej chory.
    Zaciągnęła kaptur czarnej peleryny na głowę i ruszyła, opustoszałą przez deszcz, ulicą. Gdzie tam błysnęło, gdzieś tam zagrzmiało. Mogłaby się łatwo osłonić przed deszczem za pomocą magii, ale wolała nie ryzykować, że ktoś ją zobaczy. Może i miasto i tak było dziwne, ale to chyba pewne zboczenie po dawnych przeżyciach. Osuszy się jak już będzie na miejscu.
    Dotarła do domu maga po dobrej godzinie, chociaż nie była pewna. Zapukała szybko do drzwi. Czuła się zbyt dobrze. Za dużo wody było wokół. Za dużo energii. Musiała wejść do domu.

    [Mam nadzieję, że może być :> ]

    OdpowiedzUsuń
  4. [ Jak Ci się chce to mógłbyś coś zacząć. O ile chcesz pisać z wkurzjącym wampirzyskiem o charakterze błazna, rzecz jasna. Mi coś pomysłów brak. ]

    OdpowiedzUsuń
  5. Czasami nawet dziecko slumsów, kogoś, kto z 63 lat życia 63 spędził w miastach Graleyn ze swoim smrodem, brudem i ubóstwem zaczyna wnerwiać. I nawet rytynowe pozbywanie się elementu społecznego (czyli polowania na żebraków, złodziei i wszystkich, którym źle z oczu patrzy) nie pomaga. Wtedy można zrobić rzeczy trzy. Można albo iść do lasu, albo wyprowadzić się na wieś, albo zacząć pisać wiersze w tematyce "oh,kurde,jak-mi-źle-chyba-się-potnę". Wynn może i był grafomanem, ale grafomanem o wyjątkowo pozytywnym podejściu do świata i stroniącym od liryki, więc zostały mu wyjścia dwa. Jedno było pomyłką (wieś = chłopi z pochodniami, więc zostawało jedno. Nawet Wynn umiał liczyć do trzech (z trudem...).
    Od zmierzchu włóczył się po lesie strasząc wszystkie zwierzęta jakie go na oczy zobaczyły. Sensu to nie miało, to całe szumnie powiedziane spacerowanie, ale cóż zrobić jak się bestyji nudzi? Poza tym w lesie nie śmierdziało. A wampirzy węch bardzo nie lubił tej specyficznej mieszanki woni niemytych ciał, fekaliów wszelakich, wymiocin i alkoholu.
    Za to sam wampir był bestią wyjątkowo ciekawską. I gdy zobaczył ogień bez zastanowienia zaczął się tam skradać. gdy doszedł blisko obozu, nawet przestał się kryć. Koń zaczął parskać na jego widok. Typowe.
    - Któż to sobie obozowisko zrobił w leśnej głuszy? Upirów się nie boi? - zapytał wesoło. Dziwnie to zabrzmiało, biorąc pod uwagę, że zjawił się jakby znikąd, a koń był najwidoczniej porządnie wystraszony.

    [ Nieee, nie ma nic wspólnego. Nie lubię tego serialu. Ja bardziej Kroniki Wampirów, Dracula etc. Wampirki, które mogą się opalać i nie są zUe do bólu to mój klimat. Ta taki klasyczny fan trumien, w odróżnieniu do Wynna, który ma klaustrofobię :P]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. *to nie mój klimat
      **ja to taki klasyczny
      (szlag. Fakt nieogarniania klawiatury zwalę na to, że jasno się robi, a ja jak każdy szanujący się wampir powinnam właśnie iść spać :P)

      Usuń
  6. (Witam się i ja. Ciut mnie razi druga podobizna. Nijak mi nie pasuje do średniowiecza. Zresztą nie przejmuj się. Ja po prostu nie cierpię tego całego anime i mangi...paskudztwa)

    Szła właśnie w stronę targu, gdy nagle dostrzegła Mężczyznę ubranego dość krzykliwie. Jak by się urwał z cygańskiego taboru. Nie znała Go jeszcze. Pewnie dopiero co przybył do miasteczka. Zastanawiała się, skąd przybył, kim jest, dokąd zdąża i jakie sprawy przywiały Go do Miasta Straceńców. Przyzwyczaiła się do tego, że do Graleyn co rusz napływali nowi mieszkańcy. Może On był jednym z nich. Poprawiła kaptur na ciemnych włosach i uśmiechnęła się ledwo widocznie, gdy ten spojrzał w Jej stronę. Skłoniła też lekko głowę.

    OdpowiedzUsuń
  7. Gdy tylko w drzwiach pojawił się chłopak zamiast podstarzałego maga nieco się zdziwiła i na chwilę zapomniała po co tu w ogóle lazła w tej ulewie.
    Po chwili jednak wykonała jakiś płytki ukłon, bardziej z zasady niż grzeczności.
    - Jestem Hecate - przedstawiła się. - Przyszłam do Thana - powiedziała spokojnym głosem.
    Wbiła w chłopaka przenikliwe spojrzenie. Zastanawiała się kim też mógł on być... Rodzina? Może uczeń? No cóż, trochę dawno jej tu nie było, więc nie mogła określić kiedy chłopak się pojawił.
    Ale mniejsza o to. Chciała trochę pogrzebać w książkach maga. Nigdy nie wiadomo co ten starzec sobie znalazł, a ona uwielbiała wszystko z magią związane.

    OdpowiedzUsuń
  8. - Ja się tam bym bał, na pana miejscu, nieznajomy. Niby ich nie ma, ale jakieś upiry, czy inne licho się po lasach czai pewno. Ja tam nie wiem, ale kto je tam wie, jak człowieka capnąć spróbują? - zaśmiał się cicho.
    Zbliżył się do ognia i nieznajomego. Można by pomyśleć, że chce bez pytania usiąść przy ognisku, ale wampir wyminął je i ruszył w stronę konia, który patrzył prosto na niego i na oślep próbował zerwać uwiąz bijąc kopytami po drzewie gdzie został przywiązany. Szedł prosto na niego. Zatrzymał się jakieś dwa trzy metry od zwierzęcia i powiedział uspokakającym tonem;
    - Ciicho już. Cicho. Nie zrobię Ci krzywdy, tylko się uspokój.
    Koń pokazał mu wielkie, zółte zębiska i skulił uszy, ale stał już spokojnie. Wampir odszedł od niego na powrót zbliżając się do ognia.
    - Upiorem może nie jestem, ale dotrzymać towarzystwa mogę. Choć i pewnie aż takim ciekawym towarzyszem się nie okażę jak mara.
    Bawił się słowami. "Upirem" wszak w jakimś języku nazywali wampira. A Upiorem? Takiego duszka, albo marę. Cóż, miał specyficzny humor. Bywa.

    OdpowiedzUsuń
  9. (Jak jeszcze Wynn tego nie zrobił, to ja Cię poproszę o zmianę tego drugiego arta. Tu jest średniowieczny klimat. Wybacz, ale nie chcę mieć na blogu kolejnej Śrubsen Zgubsen Academy. Mam nadzieję, że się nie pogniewasz)

    Gdy Mężczyzna się zatrzymał, postanowiła że się do Niego odezwie - Vaylah - przywitała się w Jej języku. Przyglądała się Nieznajomemu przez dłuższą chwilę. Miała dobrą pamięć, jeśli chodziło o wzrok.

    OdpowiedzUsuń
  10. - Jestem Wynn. Mieszkam tu niedaleko w miasteczku. - skinął do niego głową i usiadł niby przy ogniu, ale kawałek dalej. Nie za bardzo lubił tak mocne światło i lekko mrużył oczy. Pewnie nigdy się nie przyzwyczai, na zawsze pozostając przyjacielem kompletnego mroku i góra kilku świec. Kiepsko widział, gdy było zbyt jasno. A gdyby miał patrzeć na ogień mrużyłby oczy niczym człowiek wplepiający ślepia prosto w słońce w południe. Wszak był istotą nocy, a słowa takie jak "południe" pozostawały dla niego rzeczą wyjątkowo abstrakcyjną.
    - Co tu robisz, tak właściwie? Nie wydaje mi się, abyś był podróżnikiem, a w mieście nigdym Cię nie widział. Na mieszkańca z któryś tych opuszczonych przez boga i ludzi wiosek też nie wyglądasz.

    OdpowiedzUsuń
  11. (Po prostu poprosiłabym, abyś dobrała coś pod atmosferę XV wieku. Po prostu chciałabym, aby Nasz blog miał atmosferę. Nie zrozum mnie źle. Jestem związana z WoN od początku i rażą mnie po prostu takie rzeczy. Wybacz, ale trafiłaś na bardziej pokręconą osobę niż Wynn ;). Będę Ci wdzięczna za zmianę arta)

    Pokręciła głową - nie nie masz nic. Żadnej purchawki, ropuchy przyklejonej do głowy, ani nic z tych rzeczy - gdzieś w kącikach Jej ust zabłąkał się uśmieszek - po prostu zapamiętuje ludzi wizualnie. Dlatego Ci się tak przyglądam. Mogłabym robić podobizny do listów gończych - teraz się szczerze zaśmiała - zwą mnie Dilexi i jestem jedną ze starszych mieszkańców w Graleyn. W sensie jestem z tym miasteczkiem związana od kiedy pamiętam.

    OdpowiedzUsuń
  12. ( Witam.)
    Weszła do karczmy Elhyr i usiadła w kącie na jednym z krzeseł. Na stole położyła kawałek gładkiej deski, która służyła jej za podkładkę, różne pędzle. Nie zapomniała również o palecie z farbami.
    Kiedy rozłożyła wszystkie swoje potrzebne rzeczy, poczęła rozglądać się po zebranych w poszukiwaniu ciekawej postaci do uwiecznienia na płótnie.
    Długo przyglądała się znanym już biesiadnikom, aż zwróciła uwagę na młodzieńca o jasnych długich włosach. Miał dość nietypowe ubranie, więc wyróżniał się z tłumu.
    Czym prędzej naciągnęła materiał na podkładkę i zabrała się do pracy. Wymachiwała pędzlem zerkając to na nieznajomego, to na efekt swojej pracy. Starała się uchwycić jak najwięcej szczegółów.
    Wyglądała, jakby była w jakimś transie. Nie zastanawiała się zbyt jak zachowa się obserwowany, choć była odrobinę ciekaw jego reakcji. Może nawet nie zauważy...

    OdpowiedzUsuń
  13. Wzruszyła ramionami. Imię jak imię. Zawsze sądziła, że jej się nie należy. W końcu matka nazwała ją inaczej... ale kto by to teraz pamiętał? Uśmiechnęła się jednak pod nosem, niezauważalnie. No cóż, kobietą była, więc komplement ją cieszył. Z ulgą weszła do środka zostawiając za zamkniętymi drzwiami rozhukaną energię. Zsunęła kaptur z głowy rozglądając się wokół.
    Gdy tylko pojawił się Than skłoniła się już z większym szacunkiem. Wiedźma Lasu wpoiła jej do głowy, że do starszych użytkowników magii powinno się mieć szacunek ogromny. Gównie dlatego, że potem można źle skończyć.
    - Witaj, Than - powiedziała. - Czy mogłabym przejrzeć parę twoich ksiąg? - zapytała.

    OdpowiedzUsuń
  14. [Witaj w Graleyn. Może wątek z Czarownicą z Grecji? :)]

    OdpowiedzUsuń
  15. [może chęć na wątek z moją syreną?]

    OdpowiedzUsuń