Nazywają je Miastem Straceńców.

Graleyn nie należy do ludzi. W tym niepozornym miasteczku dzieje się więcej, niż sobie wyobrażasz. W cieniu starych murów kryją się istoty, które nie powinny istnieć. Siedzą w karczmie i piją wino. Prowadzą warsztaty i sklepy. Ludzie nie mają nic przeciwko… Głównie dlatego, że nie wiedzą o tym, iż miasteczko jest stolicą świata nadnaturalnego. A to, że czasem ktoś zniknie...

No cóż, zdarza się.


wtorek, 24 lipca 2012

"[...] Koty rzadko wpadają na ten bardzo ludzki pomysł, by zachowywać się okrutnie czy fałszywie."*



Dane Personalne:
Imię: Aimtres, w skrócie Aim
Nazwisko: Brak
Wiek: piętnaście lat
Rasa: Kotołak
Profesja: Kieszonkowiec (Jeśli to można uznać za profesję)
Orientacja: Homoseksualny


Historia:

Gdzie się urodził? Na pewno na terenie Anglii.
Mieszkał tam również przez większość swojego życia u człowieka bardzo wpływowego i znanego w tamtych stronach, jednak pozbawionego jakiejkolwiek tolerancji dla innych ras.

Zawsze był wykluczony ze społeczeństwa. Inne dzieciaki bały się go, dorośli nie raz wrzeszczeli na niego, jakim to jest dziwakiem.
To i wiele innych rzeczy pozbawiło go jakiejkolwiek ufności do ludzi.
Niemal brak jakiegokolwiek wychowania sprawiło iż Aim wyrósł na niemal półdzikie stworzenie.
Nie mogąc już wytrzymać u owego człowieka, który niejednokrotnie skrzywdził go na wiele różnych sposobów, oraz pragnienie odnalezienia swoich rodziców, lub chociaż innych kotołaków sprawiły, że chłopiec uciekł.
Wtedy miał dziesięć lat.

Tułał się po tym świecie, ciągle w sumie uciekając od ludu, który jego przybycie traktował jak najgorszy omen na świecie. Niejednokrotnie został zaatakowany przez jakiegoś człowieka. Już nie raz wywinął się prosto z cuchnących rąk śmierci.

I kiedy raz, jakieś dwa lata przed przybyciem do Miasta Straceńców, usłyszał o nim od pewnego Elfa, stwierdził że musi je odnaleźć.

Jego życie usłane było nieprzyjemnymi przygodami i zdarzeniami.
Chłopiec doznał nie raz potwornego głodu.
I przez ten głód nauczył się kraść.
Kocia zwinność, zapisana w jego genach pomagała mu w tym tylko.

I tak po około pięciu latach tułaczki dotarł do Graleyn…

Wygląd:


" ...zwierzę o wyglądzie rzezimieszka (cóż na to poradzić, że koty zawsze tak wyglądają? Nie bierze się to bynajmniej stąd, że są fałszywe, lecz stąd, że obawiają się, by ktoś potężniejszy od nich - pies albo człowiek - nie uczynił im krzywdy. Skrzywdzić kota jest bardzo łatwo, ale wierzcie mi, żaden to honor, żaden!)..."**


 Wygląda jak zwykły chłopak… Prawie.
Normalność jego wyglądu znacznie zmieniają czarne kocie uszy sterczące po obu stronach jego głowy, między gęstymi, ciemnobrązowymi włosami.
Jego twarz wygląda na mniej niż piętnaście lat. Jest drobna, można by rzec śliczna, przyozdobiona zielonymi oczyma, połyskującymi wyraźnie w ciemności jak u kota, drobnym nosem i bladoróżowymi ustami.

Jego ciało również drobne wygląda na młodsze niż lat piętnaście.
Wygląda  na kruche, jakby miało rozpaść się lub odlecieć, hen daleko, przy najmniejszym podmuchu wiatru.
Przyozdobione jest wieloma bliznami, siniakami i otarciami.
Przyodziane jest w brudne, stare łachy, wyraźnie zniszczone, w niektórych miejscach nawet nadpalone.

W jego spodniach zazwyczaj ze względów bezpieczeństwa, schowany jest długi, czarny koci ogon.
Jego dłonie przysposobione są w długie pazury, które służą mu do obrony własnej.

Charakter:

"Gdyby tak człowieka skrzyżować z kotem, człowiekowi wyszłoby to na dobre, ale kotu by z pewnością zaszkodziło."***

 W pierwszej chwili nie możesz stwierdzić jaki naprawdę jest Aimtres.
Jego zewnętrzna bariera nieufności i dystansu, budowana przez lata jest niewiarygodnie trudna do pokonania.
Często odpowiada półsłówkami, lub tylko posyła odpowiednie do sytuacji spojrzenie i milczy.
Nie lubi mówić ani o sobie, ani o swojej przyszłości.

Otwiera się powoli. Wtedy mogą zacząć się miłe i przyjemne uśmiechy. Miłe słowa i bardziej złożone wypowiedzi.

Nienawidzi bycia dotykanym. Dlaczego? Nie pytajcie go o to. Zdenerwuje się i zacznie szukać możliwości ucieczki od rozmowy z wami. Jak będzie chciał, to sam powie. Ale nie wcześniej.
I pamiętajcie: Zero dotyku. Nigdy nie wiadomo jak zareaguje: Czy zacznie w przerażeniu błagać o niedotykanie, czy może podrapie…

Z natury jest delikatny i nie cierpi przemocy. Bardziej pokojowego stworzenia nie znajdziecie. Kradnie tylko gdy głód mąci jego zmysły w tym stopniu iż samemu Aim’owi zdaje się jakby nic innego nie czuł. Nawet bólu i strachu.

Właśnie, strach. Kotołak jest niezwykle bojaźliwy. Byle burza potrafi przytrafić go o utratę zmysłów.

Nie lubi też, gdy ktoś daje mu coś za darmo. Twierdzi iż na wszystko trzeba sobie zapracować.
Nie lubi litości.
Jego motto: „Umiesz Liczyć, licz na siebie”… Jest to wywołane jego nieufnośvią



Ciekawostki:

- Chłopak nie umie ani pisać ani czytać. Liczy zaledwie do dziesięciu.
- Zazwyczaj siedzi tam gdzie jest dużo ludzi, gdzie bez problemu wtapia się w tłum.
- Jego ulubionym zajęciem jest obserwowanie ludzi.


__________________

Eugen Skasa - Weiss
** Michał Bułhakow
*** Mark Twain

__________________


[ Witam :3. Wracam właśnie z mojego cholernego szlabanu. CUD! Napisałam kartę Aim'a od nowa, tama wydawała mi się taka... Nijaka. Tą wzbogaciłam cytatami, aż mnie dziw bierze, że chciało mi się ich szukać. Pozdrawiam wszystkich współautorów i Administrację :).]

31 komentarzy:

  1. [Powiem grzecznie dzień dobry, ukłonię się i miło poproszę o wątek. .w. Mam też nadzieję, iż może masz jakiś pomysł w zanadrzu, gdyż moje, niestety, nie trzymają się kupy. ._. Wybacz.]

    OdpowiedzUsuń
  2. [Aye, sir~! *^*]

    Co jak co, ale nawet osoba nieżyjąca może czasem poczuć się znużona dotychczasowym żywotem i wybrać się... do lasu chociażby. Na jagody, a co! Kij z tym, że nie musi jeść. Najwyżej je zasuszy i zrobi sobie z nich ozdoby na skały albo coś... Coś z pewnością wymyśli.
    Do jaskini wrócił niedługo potem, kiedy tylko zauważył ciemne chmury na horyzoncie. Że też za każdym razem coś musi się stać, kiedy nachodzi go ochota na wyjście na zewnątrz! Przekroczył tylko próg domostwa... i od razu zaczął padać deszcz. Ach, jakaż ta pogoda potrafi być przygnębiająca. Ale teraz może zająć się rozmyślaniem nad tym, co zrobi ze swoimi skarbami!
    ...A cóż to?
    Ułożywszy na jednej ze skał wszystkie swoje znaleziska, ujrzał w wejściu do jaskini pewnego chłopca. A któż to taki?
    Cóż, nie wyglądał na kogoś, kto mógłby mu zrobić krzywdę... Chociaż kto wie. Nie warto przecież oceniać innych po pozorach!
    Jacca aż podskoczył w miejscu, gdy do jego uszu dotarł ten przeraźliwy dźwięk, który okazał się potem najzwyklejszym burczeniem brzucha. Czyżby ten chłopiec był głodny?
    Co robić, co robić?
    Ma go wypłoszyć ze swej jaskini na tą okropną ulewę? O nie, Gorneves nie ma na to serca!
    - H-Halo...?- zaczął cicho, wychylając się zza jednej z większych skał.- ...Chcesz jagodę?- spytał po nieco dłuższej chwili wahania, wyciągając w stronę nieznajomego trzęsącą się dłoń z maleńkimi, purpurowymi owocami.

    OdpowiedzUsuń
  3. [Jasne. Chcesz zacząć wątek?]

    OdpowiedzUsuń
  4. [To zacznę jutro, albo ewentualnie później ok? Bo trzeba mamie pomóc ;) so, zacznę niebawem]

    OdpowiedzUsuń
  5. Widząc, jak gwałtownie młodzieniec zerwał się na równe nogi, Jacca zawahał się przez moment, chcąc szybko zabrać rękę. Nie zrobił tego jednak.
    - O...- westchnął ciężko, lekko zawiedziony. Zerknął na jagody w swej dłoni, po czym westchnął ponownie, wychylając się nieco bardziej ze swej kryjówki.- Ale z pewnością jesteś głodny, czyż n-nie...? J-Jestem pewien, iż smakują wyśmienicie...! N-Nie jadłem ich co prawda, a-ale...- Jacca nie dawał za wygraną. Przeniósł wzrok swych pustych oczu na chłopaka, a następnie wychylił się z kryjówki jeszcze bardziej, tak, że światło delikatnie padało na jego twarz. Zostawił jagody, po czym czmychnął z powrotem do swojej bezpiecznej ciemności.
    - Nie krępuj się, j-jeśli zmienisz zdanie.- odezwał się po chwili, chowając się za jedną ze skał.

    OdpowiedzUsuń
  6. Wyjrzał zza głazu, za którym to się aktualnie chował, po czym spojrzał na nieznajomego chłopaka. Przyglądał mu się bacznie, jakby wyczekując jakiegoś podejrzanego ruchu, przed którym w razie czego musiałby się schronić.
    W odpowiedzi na jego słowa tylko zachichotał nerwowo. Ciężko mu było to przyznać, ale nie tyle bał się tego chłopca, o tyle wszelkich innych istot. Może i każda miała w sobie coś dobrego, ale nigdy nie wiadomo, jak mogą się zachować, prawda...? Istoty na tym świecie nie dzielą się przecież tylko na czarne i białe. Szare również istnieją.
    - J-Jak Ci na imię...?- spytał po chwili, wciąż obserwując młodzieńca.

    OdpowiedzUsuń
  7. Wyszedł ze swej kryjówki, po czym usadowił się tuż obok głazu, gotowy w każdej chwili ponownie za nim się skryć. Przyciągnął kolana do podbródka, obejmując rękoma swoje nogi i przechylając głowę lekko bok, wciąż obserwując młodzieńca.
    - Aimtres...- powtórzył z niejakim zastanowieniem w głosie. Tak, jakby chciał po kolei wyczuć na swoim języku każdą literę tego imienia.- Ładne imię.- dodał po chwili, uśmiechając się delikatnie.- Mnie zwą Gorneves Jacca. Miło mi Cię poznać, A-Aim.
    Na moment przeniósł wzrok z twarzy chłopca na widok z jaskini. Nie wyglądało na to, aby w najbliższym czasie miało przestać padać.
    - Paskudna pogoda, prawda?

    OdpowiedzUsuń
  8. Ostatnie dwie noce były dla Simona o tyle udręką, że musiał za nie płacić. Problem w tym, że pieniędzy nie miał, więc odrabiał nocleg pracując w tawernach i karczmach. Miał już nawet przekonanie, że życie jest złe i nie ma sensu. Przypłynął do ukochanego miasta, a tu co? Nawet nie ma gdzie spać...
    Zrezygnowany i znudzony poszukiwaniami mieszkania błąkał się po mieście. Wiele się zmieniło. Dziwił się sobie, że dosrzega te subtelne zmiany.
    Przestał zwracać uwagę na swój wygląd. Koszulę miał do połowy rozpiętą, spodnie przetarte, jeszcze z rejsu, butów jak zwykle nie miał. Włosy rozwiewały się przy każdym powiewie wiatru, a oczy były nadwyraz zmęczone. Dlatego też dziwiły go ciekawskie i zalotne kobiece uśmiechy. Najwidoczniej dodało mu to nieco uroku.
    Kiedy tak szedł, jego uwagę przykłół mały chłopiec siedzący na schodach do jakiegoś budynku. Zatrzymał się i zmarszczył brwi. Ciężko było mu odgadnąć jakie uczucia teraz goszczą w chłopcu, co bardzo mu się spodobało. Lubił ludzi zagadki. Albo nieludzi? Chłopiec z pewnością nie był człowiekiem. To druga sprawa, dlaczego Simon akurat nim się zainteresował.
    -Witaj -powiedział powoli podchodząc do niego. Chłopiec był na oko młody, toteż nie chciał go wystraszyć.- Mieszkasz w tym mieście?
    Podszedł do niego dość blisko, żeby wyciągnąć ku niemu otwartą dłoń, jednak nie zrobił tego. Sam właściwie nie wiedział czemu. Stał wpatrzony w dziecko z ciekawością i intrygą w oczach czekając na odpowiedź.
    [trzeba mamie pomagać, opłaca się ;)]

    OdpowiedzUsuń
  9. Przyszła do Niego z łukiem i kołczanem - pierwszą lekcję czas zacząć - zaśmiała się do chłopaka - musisz nabyć wiedzę, jak się samemu zaopatrzyć w porządne jedzenie i samemu się obronić - poczochrała Go po włosach i za lewym uchem.

    OdpowiedzUsuń
  10. -Można tak powiedzieć..? -uniósł brew pytająco na niego spoglądając.- To znaczy nie masz stałego miejsca zamieszkania, ani nikt właściwie Cię tu nie zapraszał, zgadłem?
    Simon skrzyżował ramiona z zawadiackim uśmiechem. Zauważył zdenerwowanie młodego chłopca. Szczerze go to rozbawiło, nie wiedział czemu. Może po prostu dlatego, że od dawna nie czuł, że ma nad kimś wyższość, którą teraz podświadomie udawdniał mu chłopak. Simon był jednak rozluźniony do tego stopnia, że gdyby ten się na niego rzucił, nie zareagowałby. Może nie było to nazbyt inteligentną postawą, ale nie czuł się zagrożony.
    Na jego twarzy wykwitł jeszcze szerszy uśmiech na myśl, że ktoś taki jak on mógłby go zaatakować. Starał się jednak nie oceniać ludzi. Kto wie jakie licho drzemie w takim lichym ciałku...

    OdpowiedzUsuń
  11. -So... w sumie jak ja-uśmiechnął się tym razem pogodnie.- Ale gdzie moje maniery! Simon Santiago Suarez, Hire S jeśli wolisz...
    Skłonił się lekko, nieco teatralnie nie spuszczając z niego wzroku.
    -Spokojnie, nie musisz się mnie bać. Mieszkam tu już trochę i jeszcze nikogo z tego miasta nie zabiłem. Słowo 'jeszcze' jest tu kluczowe, jednak nie denerwuję się szybko -wyjaśnił. Był wyraźnie w dobrym humorze.- A jaka jest godność panicza, jeśli można wiedzieć?
    Przyjął przyjazny i lekki ton głosu, a jego twarz nagle złagodniała. Miał jeden z tych niesamowicie spokojnych dni.

    OdpowiedzUsuń
  12. Uśmiechnął się, kiedy niepewność chłopca znikła i wyjawił mu imię.
    -Więc co tutaj robi taki młody mężczyzna sam? Myślę, że nie przebywasz tu z symatii do miasta? Bo szczerze mówiąc mało jest takich Nas...
    Spojrzał na niego porozumiewawczo, po czym podszedł bliżej i usiadł obok, jednak nie za blisko, żeby go nie spłoszyć.
    Czekając na odpowiedź wpatrzył się w jakiś punkt przed sobą, była nim kobieta. Młoda, urodziwa o długich, jasnych włosach. Simon uśmiechnął się lekko, nieświadomie. Za każdym razem kiedy widział kobietę i to jasnowłosą serce mu się ściskało, a uśmiech sam cisnął na usta. Co tym kierowało? To chyba wiedział sam Bóg...

    OdpowiedzUsuń
  13. -Mhm...-pokiwał głową wciąż wpatrzony w delikatne ruchy dziewczyny. Zdaje się, że coś szyła.- Ale wiesz zdradzę Ci tajemnice...
    Przeniósł na niego rozbawiony wzrok. I chwilę mu się przyglądał. Po chwili wziął głęboki oddech.
    -Siedzenie i wpatrywanie się w jeden punkt nic nie da, trzeba działać...
    Powiedział to ściszonym głosem, jakby zdradzał mu swój życiowy sekret. Zaraz potem puścił do niego oczko i zwrócił swój wzrok znów na dziewczynę, która najwidoczniej patrzyła w ich stronę, bo szybko ponownie spojrzała na ręce z lekkim rumieńcem na bladych policzkach.

    OdpowiedzUsuń
  14. -Spokojnie kotku, złość urodzie szkodzi...
    Zerknął na niego kątem oka i uśmiechnął się zadziornie.
    -Sam mam za sobą ciężkie chwile i podróże, więc wiem o co ci chodzi młody. Tyle, że teraz mi ciężko siedzieć i nic nie robić.
    Wzruszył ramionami. Chłopak go zainteresował. Nie był jak inni, z pewnością nie. Przyciągnął go do siebie, a znając Simona szybko się od niego nie odczepi. Lubił nowe znajomości, podobało mu się poznawanie innych zachowań, kultur, obyczajów. Zawsze był ciekawski, chociaż od kiedy zaczął dostawać za to po głowie trochę się opanował...

    OdpowiedzUsuń
  15. Zerknął na niego.
    -A czemuż to, czyż nie jesteś z rodzaju tych kocich?
    Uśmiechnął się i delikatnie, bardzo delikatnie musnął palcem jego ucho.
    Dobrze wiedział, że czułości wobec chłopca nie są wskazane, ale po prostu nie mógł się powstrzymać. Uwielbiał koty, sam miał jednego kiedyś... To, że spotkał kotołaka bardzo mu się spodobało, ponieważ nigdy ich nie widział, a conieco słyszał. Jakaż niesamowiata jest taka osoba.. drapieżna i potulna jednocześnie, niemal jak on sam...

    OdpowiedzUsuń
  16. [ Może coś nowego bo tamten taki jakiś zdechły był. Ale Ty zaczynasz! :P
    *zUo*]

    OdpowiedzUsuń
  17. [Ojeeej, jaki uroczy *_* O tak, musimy wątek mieć! Jakiś pomysł może? Bo ja jestem wypruta troszku...]

    OdpowiedzUsuń
  18. [Dzięki ogromne za zaczęcie :D ]

    Kręciła się po mieście już jakiś czas. Musiała zakupić wszelkie potrzebne, bardziej lub mniej, zioła. Obecnie wracała już do domu. Niektórzy kupcy pojawiali się dopiero po zmroku... No i cóż, powiedzmy, że sprzedawali najciekawsze rośliny, takie których w szczególności wiedźma będzie potrzebować.
    Sakiewka przy pasie już znacznie zelżała i Hecate stwierdziła, że będzie musiała nieznacznie podwyższyć cenę swych usług. I tak biedniejszych leczyła za jakieś grosze, albo jedzenie. To już chyba wystarczająco dużo aktów łaski, prawda? Sama nie była najbogatsza, a tylko dzięki szczęściu i dobrym znajomościom udało jej się zdobyć budynek w którym mogła otworzyć klinikę i przy okazji mieszkać.
    Ulice w tej dzielnicy były już kompletnie puste, ale nie przerażało to za bardzo wiedźmy. Kwestia przyzwyczajenia i wiary w swe umiejętności. Kierowała się szybkim krokiem do kliniki, kiedy nagle zatrzymała się. Na krótkich schodkach prowadzących do wejścia siedziała jakaś mała postać. Było na tyle ciemno, iż nie widziała szczegółów, więc podeszła bliżej. Udało jej się rozpoznać małego chłopca. Zmierzyła go przenikliwym spojrzeniem.
    - W czymś pomóc? - spytała unosząc brwi.
    Pewnie siedział pod jej kliniką przez przypadek, ale warto się upewnić.

    OdpowiedzUsuń
  19. Ciemność z każdą chwilą gęstniała, a słońce właśnie ukryło się za horyzontem, by nie pokazać się swiatu w tym miejscu przez następne dobre kilka godzin.
    Różne, mniej, lub bardziej wstrętne zwierzęta wychodziły ze swoich kryjówek. Władzę w mieście na czas zapadnięcia mroku przejęły zabłąkane koty, nietoperze i szczury.
    Któż inny wychodzi z kryjówek razem z szczurami? Zapewne ktoś pokroju owego szczura.
    Wampir zapewne czułby się piekielnie urażony tym niezwykle trafnym porównaniem. Szczególnie, że wychował się za czasów Czarnej Śmierci, Mors Nigry, kiedy to ludzi opatrzonych z widokiem świeżego trupa nie przerażał widok ich bliskich zjadanych przez robaki, a widok zdechłego szczura. Gdy szczury zaczynały zdychać, wkrótce miało robić się nieciekawie. Wynn nienawidził szczurów.
    Właśnie jednego obserwował, rozważając czy uda mu się pokierować nim tak, by sam skoczył do kanału i nie próbował się wynurzyć. Wszak miał jakąś tam kontrolę nad co paskudniejszymi zwierzętami. Westchnął pod nosem, ganiąc się za te myśli i uniósł głowę, odwracając wzrok od tłustego zwierzęcia. Poczuł dziwne ukłucie na karku.
    Był wyjątkowo wyczulony na wszystkie spojrzenia, wiedział, kiedy ktoś go obserwuje. Bez problemu odszukał wzrokiem owego delikwenta, chcąc odkryć co natręt od niego chce i w myślach odesłać go do wszystkich diabłów. Kiedy jednak ujrzał roześmianą twarz młodego chłopaka, uśmiechnął się w odpowiedzi i bez zastanowienia ruszył w tamtym kierunku. Nie mial dobrego humoru i nadal miał jawną ochotę na utopienie całego świata w ścieku, ale jakieś normalne towarzystwo nawet go cieszyło.
    -Witaj, Aim. Co jest?

    OdpowiedzUsuń
  20. -To słodkie... -zaśmiał się cicho, ale po chwili na jego twarzy pozostał już tylko uśmiech.- Odrębność, jeśli chodzi o rase nie jest taka zła. Powinieneś czuć się wyjątkowy, że jesteś z rasy tych.. jak to mówią 'rzadko spotykanych', czy 'wymarłych', sam nie wiem.... -wzruszył ramionami.- W każdym razie ja się czuję fantastycznie wśród innych 'zwykłych' ludzi. Przyjemnie być oryginalnym.
    Sam sobie się dziwił, że powiedział coś takiego. Kiedyś takie słowa przez gardło by mu nie przeszły... Sam siebie zbił nieco z tropu, ale starał się udawać, że właśnie tak miało być i sprawiać wrażenie inteligentnej istoty..

    OdpowiedzUsuń
  21. - Że są paskudne, obleśne, wstrętne, okropne i obrzydliwe. - wymienił jednym tchem. Może sztuczka z zmuszeniem gryzonia do popełnienia samobójstwa mogłaby nie wyjść, a wampirza wola nie wygrać z instynktem przetrwania, ale zmuszenie zwierzęcia do natychmiastowego wzięcia nóżek za pas nie powinno okazać się trudne. I Wynn natychmiast to uczynił, a szczur rozkaz wraz ze wszystkimi okolicznymi pobratymcami z zadziwiającą skwapliwością posłuchał. Cóż, gdyby były to jakieś bardziej urocze zwierzątka nie musiałby się wysilać. Szczury były jednymi z niewielu zwierząt, które nie panikowały na jego widok, co było niebywale irytujące.
    - Zbyt wiele ich widziałem w młodości, taaak, dawno to była, a po dziś dzień się wzdrygam, fe. Wampir co go trzęsie na widok nietoperza, albo szczura. Powinni mnie w cyrku pokazywać. - zachichotał. - Nie masz nic lepszego jak siedzenie tu i gapienie się na spasione gryzonie?

    [Moje osobiste szczury zabiłyby mnie, jakby wiedziały co o nich piszę :P ]

    OdpowiedzUsuń
  22. Spojrzała na niego z niejakim zainteresowaniem, jednak bardzo szybko stłumionym. Wzruszyła jedynie ramionami i wyciągnęła z jednej z sakiewek ciężki klucz.Weszła po schodkach, mijając chłopca obojętnie.
    Jak chciał siedzieć to proszę bardzo. Ona nie zabrania, byle by tylko domu jej nie właził. Włożyła klucz do zamka, który jak zwykle lekko się zacinał, więc musiała się zanim pomęczyć. Normalnie by użyła magii, ale nie chciała się zdradzać przy obcym. Właściwie, to trochę dziwne, iż taki młody chłopiec siedzi sam o tak późnej porze. Zerknęła na niego przez ramię.
    - Nie powinieneś być w domu? - zapytała.
    Zaraz... czy ten mały ma kocie uszy? Nie, to oczy muszą płatać jej figla. Pewnie przez zmęczenie. Będzie musiała się napić jakiegoś naparu wzmacniającego.

    OdpowiedzUsuń
  23. -Boże, tom przeklęty. Zacznę się modlić o zbawienie, nie wiedziałem, nie powinienem z tobą rozmawiać...
    Przez chwilę udawał powagę, jednak po chwili roześmiał się szczerze.
    -Jesteś młody, więc masz siłę, żeby uciekać, co? Rozumiem Cię, na mnie też 'polowali'. Może nie w taki sposób jak na ciebie, ale czułem się osaczony...
    Jego spojrzenie wyrażało jednocześnie podziw jak i zrozumienie problemu chłopaka. Nie jest łatwo być odmieńcem, Simon dobrze o tym wiedział...

    OdpowiedzUsuń
  24. - Nie. - odpowiedział równie wesoło. - Ale popatrz na to pozytywnie; mogło byś gorzej. Ja osobiście wolę tutaj siedzieć i nie przejmować się niczym niż robić tysiąc innych rzeczy, które by owe nudzenie się zakłóciły.
    Usiadł obok kotołaka na schodach i wpatrzył się w ulicę. Ostatni szczurzy maruder przemykał jeszcze pod murem.
    - Pomieszkujesz u kogoś czy nadal na ulicy? - zapytał niepewnie. Nie umiał pohamować głupiej, dziecinnej ciekawości.

    OdpowiedzUsuń
  25. (Cześć. Ciągniemy dalej wątek, czy coś nowego? :))

    OdpowiedzUsuń
  26. - Nic. Spodziewałem się, że na pomoc biednemu kotku rzuciło się stado wariatów o przerośniętych sercach i nadmiarze dobrej woli czy innego niewiadomoczego. - zaśmiał się cicho. Nie czuł tego chłodu, który poczuł Aim. Może i był absurdalnie przewrażliwiony na punkcie wilgoci i chłodu, gotów wmówić sobie nawet niemożliwe w jego przypadku przeziębienie, ale teraz temperatura w pełni mu odpowiadała.
    - Powodzenia. Niech Cię nikt nie ukradnie. - zaśmiał się cicho. - Na razie spać Ci nie dam, bo mi się nudzi, a też tak jakoś wyszło, że nie za bardzo mam gdzie się podziać, ani żadnego lepszego zajęcia nie mam prócz brzęczenia Ci, młody nad uchem.

    OdpowiedzUsuń
  27. Zmarszczyła brwi. Nie powinno jej to interesować. Jakiś tylko chłopieć siedzi pod jej domem i zniknie do rana. Powinna dalej mocować się z tym cholernym kluczem, a potem zniknąć za drzwiami.
    - Uciekłeś z domu? - zapytała, w jej głosie można było wyczuć nutkę niepokoju.
    Ej no. Czasem nawet wiedźma ukazuje serce...
    I czemu nadal jej się wydawało, że widzi te cholerne uszy?

    OdpowiedzUsuń
  28. - Zawsze mówię prosto z mostu. Dilexi by mnie zjechała za demoralizowanie dzieci. - parsknął śmiechem, unosząc znaleziony na schodach kamyczek i przesuwając go między palcami w ramach zamyślenia i bezsensownej zabawy.
    - Boze drogi, nie mów, że i ja się do tych wariatów zaliczam. Toż to dyshonor dla potwora! - uniósł palec w geście tak teatralnym jak tylko się dało. - Ha, ciekawe czy kot dałby się chociaż oswoić. - uniósł brew.
    Milczał chwilę, po czym dodał z rozbawieniem;
    -Koty nie merdają ogonem. - powiedział, kiedy zorientował się, ze wodzi za czarnym ogonem wzrokiem.

    OdpowiedzUsuń
  29. (Ok. Może teraz ty zaczniesz?)

    OdpowiedzUsuń
  30. -Tak.. -zatarł dłonie wciąż nie odrywając wzroku od panienki.- Źle interpretują niektóre rzeczy. -Odparł z westchnieniem.- Zdarza się... Mnie na przykład zawsze odbierali jako wysłannika piekieł, choć jest całkiem odwrotnie. -zaśmiał się cicho.- Tylko dlatego, że zabijam tych, którzy są realnym zagrożeniem dla ich rasy. To straszne, ale jestem tu, aby ich bronić. Ja im pomagam, a oni chcą mnie zabić.
    Wzruszył ramionami. Wiatr po raz kolejny zaczął tańczyć w jego ciemnych włosach i rozwiewać je na wszystkie strony. Jednym szybkim ruchem uspokoił je i znów złączył ze sobą dłonie.

    OdpowiedzUsuń
  31. [Masz może chęć na wątek z moją Eminką]

    OdpowiedzUsuń