Imeroth Navonna Altharis-Bonnet
Wiek: 467 lat, wygląda jednak na około 25
Pochodzenie: Nemaneth (położenie: głęboko pod ziemią Irlandii)
Orientacja: Hetero
Profesja: rycerz/malarz
Rasa: Hybryda- Khelaris (r. ż.- Khelanka)
Wizerunek ludzki
Dość wysoka brunetka o pełnych, kobiecych kształtach. Jej szare oczy wnikną nawet w duszę. Często zobaczyć ją można było w wyjątkowo skąpym stroju, który podkreślał jej atuty, zawsze miała go na sobie podczas walki,a gdy podróżowała narzucała na siebie coś w rodzaju czarnego płaszcza, pod którym krył się miecz przypięty do pasa. Teraz ubiera się w stylu gotyckim, uwielbia gorsety, które podkreślają jej talię, oraz długie, czarne, przewiewne spódnice.
Opis rasy
Khelaris- połączenie pół-elfa i pół-sukkuba.
Opanowały zdolność przemiany w ludzką postać.
Charakterystycznymi cechami ich naturalnego wyglądu jest szara skóra z
ciemniejszymi pigmentami rozmieszczonymi po całym ciele, wściekle czerwone włosy oraz czerwone oczy, które mogą świecić w ciemności i szpiczaste, niezbyt duże uszy. Posiadają bardzo dobry wzrok, słuch oraz węch, co czyni z nich świetnych tropicieli.
Mimo swoich umiejętności związanych z walką, są pokojowo nastawieni.
Charakter
Introwertywna, nieco hedonistyczna, honorowa i szlachecka.
Momentami nieśmiała, aczkolwiek bardzo stanowcza i asertywna. Do ludzi podchodzi z dystansem, uwielbia za to nawiązywać kontakty wzrokowe. Jest dobrym słuchaczem, ale mało mówi. Nie znosi ckliwości, niechętnie opowiada o sobie i swoich uczuciach. Wydaje się niedostępna, chwilami nawet oziębła, w rzeczywistości jednak jej serce jest jak woda- ogrzewa się lub obniża temperaturę w zależności od poznanej osobistości.
Niekiedy bywa bardzo złośliwa. Uwielbia sztukę, wszystko co piękne, zawsze dąży do perfekcyjności. Interesują ją konkrety, nie cierpi owijania w bawełnę.
Nigdy nie postępuje wbrew sobie i swoim przekonaniom. Ma określone poglądy, gardzi hipokrytami.
Historia
Urodziła się w 955r., w Nemaneth- podziemnej krainie kwitnących skał.
Nigdy nie miała okazji, by poznać swoich rodziców. Z opowieści przybranej matki-Liliany (która była elfem z krwi i kości) , ojciec był pół-elfem, matka zaś pół-sukkubem.
Oboje zostali spaleni na stosie w ludzkim świecie, za to, że mieli romans wbrew panującemu zakazowi dotyczącego mieszania się ras.
Wcześniej jednak matka-Edroth, zdążyła wydać na świat dziwne stworzenie.
Przewidywała, jaki wyrok na nią spadnie, więc ofiarowała ją Lilianie, która była jej bliską przyjaciółką.
Liliana przekazała Imeroth całą swoją wiedzę. Nauczyła ją malowania na skałach za pomocą wyciągów z niektórych roślin. Nauczyła ją też posługiwać się bronią białą oraz łukiem.
Gdy skończyła siedemnaście lat, władczyni Nemaneth pasowała Imeroth na rycerza.
Niecałe pół roku później opuściła podziemny świat, by wyruszyć w podróż w nieznane, zabijając po drodze nikczemników łamiących prawo z zimną krwią.
Mając 466 lat trafiła do Graleyn, gdzie poznała miłość swego życia. Wyszła za mąż i wydała na świat syna-Imathysa. Po tych wydarzeniach na jakiś czas zawiesiła swą oręż, by zająć się wychowywaniem dziecka i domostwem.
Jak już wcześniej wspominała, nie lubi mówić o sobie, dlatego historię kończy i jednocześnie rozpoczyna w tymże miejscu.
Znaki rozpoznawcze
Na prawym ramieniu niekiedy nosi czaszkę, trofeum a jednocześnie ,,talizman szczęścia".
Lubi też przesiadywać w karczmie i delektować się różnego rodzaju trunkami, szczególnie winem.
(Cześć :D)
OdpowiedzUsuńDrzwi zaskrzypiały, kiedy do karczmy Elhyr zawitała Heshtje. Od razu zaczęła się kierować na swe miejsce pod oknem. Rozsiadła się wygodnie na krzesle w towarzystwie szklanki pełnej wody, którą postawiła sobie na stole obok prawej ręki. Zaczęła się przypatrywać zgromadzonym w poszukiwaniu znajomych twarzy.
Kiedy wśród tłumu zauważyła Imeroth, uśmiechnęła się szeroko i wyprostowała się.
- Witaj Im! - krzyknęła radośnie w jej stronę z trudem powstrzymując się, by nie zacząć machać gorączkowo w jej stronę.
- Dawnom cię nie widziałam - wyznała. Nie potrafiła się jakoś przemóc i podejść do kobiety. Tegoż wieczoru dopadł ją straszliwy leń.
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńImka, odpisuj pod fotką Hesh jak Hesh do Ciebie pisze :D
Usuń- Imu, Imu... - westchnęła i z wielkim rozleniwieniem wstała ze swego krzesła trzymając szklankę, potem podreptała do znajomej. Oklapła na miejscu obok.
OdpowiedzUsuń- Właśnie... Mata też nie widać, nie słychać... jak tam maluch? - mówiła szybko, zanim zauważyła, że kobieta zadała jej pytanie.
- A ... dużo, ale wiesz przecież, że nie umiem o sobie paplać. Wolę słuchać przede wszystkim - wyznała.
Zatrzymała się na rogu, wyczekując znajomej,która podążała ową ulicą.Nagle spostrzegając kobietę, zamarła bez ruchu, by w momencie gdy przekroczy róg wyskoczyć na nią i krzyknąć.
OdpowiedzUsuń-Stęskniłam się
- Jestem trochę zła, że nie pchwaliłaś się mi jeszcze tym szkrabem - powiedziała z przesadną urazą i skrzyżowała ręce na piersiach.
OdpowiedzUsuń- Szczerze mówiąc, to cię podziwiam Imu... tak, tak... - mówiła przytakując głową.
- Mata ujarzmić, to wyczyn - przyznała oraz zagwizdała wyrażając respekt, podziw.
- Dla mnie, Mat z miotłą w ręku i może jeszcze w fartuchu, to raczej niecodzienny obrazek - mówiła starając się sobie wyobrazić tą sytuację. Zaśmiała się cicho.
- Phi! Nie wiem gdzie pani Imu mieszka, nawet mnie pani na ślub i wesele nie zaprosiła. Nie mogłam ani wierszowank złożyć i inszych rzeczy - powiedziała niby urażona i odwróciła teatralnie od niej wzrok, który zatrzymała na zasłonach. Nie były zbyt piękne, ale nie o to chodziło.
OdpowiedzUsuń- Dobra, wybaczam. Heshu jest łaskawa, ale przydałoby się rozruszać to miasto, no... - marudziła tym razem gapiąc się na szklankę, która bbyła już pusta.
OdpowiedzUsuń- Trochę mnie nie było i myślałam, że mnie coś szczególnego ominęło, a tu nic. Biedną Hesh wysłano do kopalni - wyznała.
-oj tak bardzo długo się nie widziałyśmy.
OdpowiedzUsuńSpojrzała na znajomą, uśmiechając się delikatnie ku jej stronie. Cieszyła się na jej widok.
-A jak tam Mat, co u Ciebie kochana
-No nie dziwie się, Math to bardzo interesują istota.
OdpowiedzUsuńuśmiechnęła się. zastanawiała się co powiedzieć, by nie urazić Im, oraz by nie była zazdrosna.
-To mój przyjaciel, jeden z najcenniejszych jakich mam. A mam ich mało moja droga przyjaciółko. Nawet nie wiesz jak się ciesze, że mam was dwóch, a teraz ciocią jestem.,
Powiedziała, z uradowaniem.
-Z miłą chęcią, tylko zapytaj się swojego ukochanego męża, kiedy jego stara przyjaciółka może odwiedzić.
OdpowiedzUsuńZaśmiała się, nie widziała jej męża już dość długo, od ostatniej kłótni, że zamknie go w srebrnej klatce by ratować Wynna.
-A gdzie wasz maluszek. Doszły mnie słuchy, że Mat bardzo się cieszy z syna.
Dzisiejszy dzień chciał poświęcić wyłącznie rodzinie. Zaniedbywał ją bardzo. Widział swoją żonę i swojego syna o świcie kiedy spali i późnym wieczorem kiedy pierworodny już spał, a luba krzątała się po domostwie a on sam nie miał siły już na rozmowę. Ale wykończyć gospodarstwo trzeba. Tak schodził mu czas do nocy. Na koniec opłukiwał tylko ciało z potu, opiłków metali, sadzy i węgla po czym kładł się spać obok żony, która już dawno temu zasnęła. On sam też nie miał problemów z zaśnięciem, lecz koszmary związane z jego wilczą przypadłością nie dawały mu spokoju. Dlatego od jakiegoś czasu ma cienie pod oczami z niewyspania. Ale nigdy się nie żalił żonie, nie chciał jej martwić. Od zawsze je miał, co z tego że ostatnio się nasiliły.
OdpowiedzUsuńŚledził Imeroth i Imathysa cały czas. Wliczy węch pozwalał mu na pozostawanie w większej odległości od nich. Ale wiedział, że jego żona go pozna, jak nie po zapachu to po odgłosach, ale zawsze można spróbować. Wyszedł zza drzewa i wpatrywał się w plecy kobiety - Bardzo blisko was - powiedział na tyle głośno by go usłyszała bowiem stał może z dwadzieścia kroków od nich.
Rozłożył ramiona kiedy jego żona zmierzała ku niemu i objął ją mocno - Po prostu sobie za wami szedłem. Uciekaliście mi to co miałem zrobić? - pocałował delikatnie bok szyi Imeroth i spojrzał na uśmiechniętego synka - Czemu dziecięta tak szybko rosną? - zapytał - Pamiętam jak musiałaś go trzymać na rękach, a teraz sam siedzi i poznaje świat - zaczął wąchać zapach swojej kobiety - Też się zmieniłaś - dopiero teraz spojrzał na jej twarz z lekkim uśmiechem - Dzisiaj jestem tylko i wyłącznie dla was.
OdpowiedzUsuń- Ja nie myśliciel więc nie pogawędzisz ze mną na tak głębokie tematy - zaśmiał się - Zmieniłaś się pod tym względem, że teraz jesteś opiekuńczą i troskliwą kobietą, a jak Cię poznałem to byłaś szaloną i żądną wrażeń dziewką. Ale jak byłaś piękna tak jesteś dalej, może nawet jeszcze bardziej wyładniałaś - mierzył ją swoimi zielonymi oczami dokładnie.
OdpowiedzUsuń- Zdaję się na moje przypuszczenia i przyjęte stereotypy, że dziewka która wydała na świat dziecię staje się dojrzałą kobietą, której nie w głowie już młodzieńcze zabawy - wzruszył ramionami i przyglądał się jej chwilę - Mówię co widzę, a widzę czarnowłosą, szarooką istotę z kuszącymi ustami i figurą której mogłaby pozazdrościć rzymska bogini Wenus - mówił cicho tak żeby jego syn nie podsłuchał ani słowa bo potem wypominałby ojcu nadmierny romantyzm.
OdpowiedzUsuńZagwizdał cicho na jej słowa, potem na jej "taniec" w słońcu - Widzisz Imathysie? Musisz polubić taką kobietę jak Twoja matka, zaoferuje Ci całą siebie, a w zamian zechce tylko odrobinę miłości. Ale bierz przykład z ojca i również oddaj jej całego siebie, będzie Ci wdzięczna - zrobił sobie ze swojego dwuletniego pierworodnego kompana do rozmowy na temat dorosłego życia.
OdpowiedzUsuń- Niech nie idzie do wojska, ale musi umieć walczyć by bronić siebie, swojej rodziny i ziemi, którą mu zostawię kiedy sam nie będę zdolny do zajmowania się nią - westchnął cicho.
OdpowiedzUsuń[Może jakieś chęci na wątek z Eminką?]
OdpowiedzUsuńBył wczesny poranek.
OdpowiedzUsuńPostanowiłam, wyręczyć gosposię w jej obowiązkach i uzupełnić prowiant.
Ubrana w czarny, długi płaszcz nadal z lekka przerażona, swą nową sytuacją, przemykałam uliczkami miasta obawiając się niewiadomo czego.
Kilka niesfornych kosmyków ,wymkneło mi się z długiego warkocza i powiewało aktualnie na wietrze.
Nagle, stanęłam przedemną postać.
W pierwszym odruchu ogarnął mnie strach ,a potem uspokoiłam się z myślą ,że to na pewno nic takiego.
z zaciekawieniem przyglądałam się kobiecie
-Witaj-odparła niesmiało podchodząc bliżej.
- Ojciec jego też ma niemałe doświadczenie wojenne - mruknął - Ważne by umiał bronić swego, jeśli tego się wyuczy to będzie mieć lekko w życiu - podszedł do swojej żony i syna po czym objął żonę w talii, zaś syna policzek pogładził delikatnie uśmiechając się - Ładne mi dziecię sprawiłaś - powiedział, a w jego oczach zapaliły się świeczki kiedy spoglądał na potomka.
OdpowiedzUsuńPrzycisnął mocno swoją żonę do ciała. Jak dawno jej nie przytulał, nie całował, nie spędzali razem czasu, o rozmowie nie wspominając. Doznał czegoś w rodzaju lekkości w brzuchu gdy dotknęła jego warg - Myślisz, że zaniedbuję was? Ciebie i Imathysa? - zapytał. Ciężko mu było zostawiać Im samą z dzieckiem i domem, co prawda on sam też pracował w domostwie, ale wykonywał prace których nie przystoi robić kobietom mających mężów z choć odrobiną wychowania i kultury.
OdpowiedzUsuń[ No ba, że SOAD. SOAD jest zaje. : D ]
OdpowiedzUsuńKobieta trochę mnie przerażała.
OdpowiedzUsuńA, gdy wypowiedziała nieznane mi słowa przeraziłam się lecz, dalszy potok słów zrozumiałam bez przeszkód.
choć, niewiasta ta wyglądała groźnie, jakoś nie wyglądało na to by, chciała mnie skrzywdzić.
Wręcz przeciwnie.
Wyglądała całkiem przyjaźnie, jak się przyjrzeć toteż postanowiłam nawiązać dialog.
-Emina Lamerielle-odparłam z lekkim uśmiechem, nadal lekko onieśmielona
Uśmiechnęła się i dygnęła również przed poznaną niewiastą.
OdpowiedzUsuńZdziwiona prośbą kobiety, wystawiła swą dłoń jak jej nakazała.
Była bardzo ciekawa, po co potrzebna jej dłoń ,a gdy wysypała garść ziół (niektóre z nich znała inne nie)zdziwiła się ogromnie.
-Możliwe i bardzo jestem wdzięczna i rada za podarek.Dziękuje -odparła lekko chyląc głowę.
[ Nie zwę się fanką ich wielką. Lubię ich po prostu. I znam więcej, niż jeden utwór, więcej niż jeden się na ogniskach wyje. Aczkolwiek wszystkich też nie znam. Ale przyznam, iż chyba nadrobię ten brak. :P ]
OdpowiedzUsuńPoczuł się lepiej po jej słowach - Choć i tak obiecuję, że to są ostatnie mojej dni pracy od świtu do zmierzchu. Mamy wystarczająco złota. Niedługo złożę wizytę w tartaku i zbuduję płot wokół naszego domu. Najmę kilku chłopów by pomogli wykarczować część lasu pod niewielkie pole. Potem muszę zbudować ogrodzenie dla zwierząt - zaczął głośno myśleć - Zostanie jeszcze trochę złota na domostwo. A właśnie, jak Ci idzie urządzanie wnętrza, moja najukochańsza? - zapytał gładząc dłońmi biodra Imeroth.
OdpowiedzUsuń- To jestem rad, że idzie bez problemów - wyszczerzył się ukazując zęby w tym nieznacznie wydłużone kły - Proponuję dzisiejszą noc kiedy księżyc będzie już wysoko. Usiądziemy przed domem, lub wejdziemy na piętro po czym na czubek skały, która od teraz służyć będzie za nasz taras. Mamy z niego dobry widok na jezioro, oczywiście jak się wytnie kilka drzew, ale i w tej chwili jest bardzo pięknie. Powiedz mi jeno czego chcesz się napić? Zgaduję, że wina, ale kultura wymaga zapytać - uśmiech nie schodził z jego twarzy.
OdpowiedzUsuńUwielbiał jak dotykała swoimi wargami jego skóry. Takie miłe uczucie temu towarzyszyło. Ścisnął mocno jej dłoń jakby nie chciał zgubić swojej ukochanej i szedł równym tempem - Gdzie mnie prowadzisz, księżniczko? Synku, może Ty coś wiesz na ten temat? - zapytał Imathysa uśmiechając się do dziecka lekko.
OdpowiedzUsuń- Ano, nie pijaliśmy. Choć ja codziennie na posiłek i puchar wina na popitkę przychodziłem. Zamykałem wtedy kuźnię - westchnął - Ale szybko musiałem wracać - spojrzał na Im potem na syna - Tak jest, tutaj był wszystkiego początek. Zdaje mi się, że nie tylko dla nas miejsce to ma szczególne znaczenie - zaśmiał się i poszedł otworzyć drzwi po czym odchodząc na bok i wpuszczając żonę z pierworodnym do środka.
OdpowiedzUsuńRadiowóz zatrzymuje się przed wielkim, grubym murem. Nad nim widzisz dumnie wznoszący się budynek. Funkcjonariusz policji otwiera tylne drzwi samochodu. Wyciąga Cię na zewnątrz. Nadal masz zakute w kajdanki ręce. Rozglądasz się wokoło. Zupełnie nie wiesz gdzie jesteś. To miejsce nie przypomina tego, w którym byłeś ostatnio, nawet płyty chodnikowe wyglądają inaczej. Według niektórych służb taka terapia szokowa ma nakłaniać do zmian.
OdpowiedzUsuńJeden z policjantów pchnął cię do przodu. Idziesz przed siebie. Zbliżasz się do czarnej, żelaznej bramy. Przy niej zatrzymuje Cię drugi funkcjonariusz. Za bramą stoi dwóch mężczyzn o szerokich barkach ubranych w granatowe mundury. Na piersi po prawej mają małe tabliczki z nazwiskami. Gdzieś z oddali idzie mężczyzna w czarnym garniturze. Poważny i wyprostowany. Brama się otwiera i wpuszczają Cię do środka. Policjanci ściągają ci kajdanki. Jeden z nich życzy Ci miłej zabawy w Szkole dla Trudnej Młodzieży.
Szkola-Dla-Trudnej-Mlodziezy.blogspot.com