Dziewczyna nie zna swych krewnych. Matki wcale nie pamięta, a szalonego ojca zabiła wraz z przyjacielem, którego uparcie przezywa Marchewką. Heshtje domyśla się, że dalsza część rodziny zginęła z ręki Mitasa. Potężny mag elektryczności wciąż łaknął jak największej mocy, której sednem jest właśnie krew rodziny.
Wygląd
Charakter
" Weź uczucia swoje, niech poprowadzą CięDziewczyna jest zmienna jak pogoda. Przed chwilą się smuciła, a teraz śmieje się do rozpuku. Cała Hesh, która również jest miła, sympatyczna i chętna do pomocy. Swym najbliższym z całego serca pragnie przybliżyć nieba, choć często czuje się niedoceniona. Uwielbia, wręcz kocha wszelakie zwierzęta. Cierpi, kiedy ktoś czyni im krzywdę, bąć przyjaciołom. Jest sentymentalna i nienawidzi czuć się bezradna.
I logiki prawa wszystkie spal, niech nie kuszą Cię!" Plateau
Cud miód, co nie? Ale, ale...
Te oto niepozorne dziewczyna potrafi być obojętna oraz zabić bez wyrzutów sumienia. Kocha zapach krwi, chłód ostrza i ból ofiary. Śmiało można powiedzieć, że jest szalona. Potrafi być nieobliczalna.
Profesja
Od kiedy pamięta, podróżowała po Europie ze względu na pracę. Na samym początku występowała na licznych jarmarkach, jako połykaczka ostrzy. Potrafiła schować w przełyku jaknajdłuższy miecz, uchodząc z tego bez szwanku na zdrowiu. Później zamiast połykać, zaczęła nimi rzucać i bronić się.
Co jak, co, ale panna Heshtje ma bardzo dobry refleks praz wzrok. Zabijała na zlecenie, aż do przyjazdu do Graleyn. Tutaj odkryła swój talent, dzięki Aileen. Zaczęła malować obrazy i sprzedawać je na targu. Teraz tylko czasem skusi się na zlecenie, które porawiłoby jej sytuację w mieście.
"Popierwsze to ja lubię być sam
Raz na jakiś czas - zupełnie sam." Plateau
Heshtje uwielbia rzebywać na łonie natury. Nie potrafi skryć w głębi duszy, że jest romantyczką, która kocha piękno przyrody. Często można ją znaleźć w sercu lasu siedzącą na grubym konarze, bądź beztrosko leżącą na zielonej trawie. Wspinała się nieraz na sam szczyt gór Graleyn. Stały się one natchnieniem jej dzieł. Jest to dla niej miejsce na przemyślenia, zastanowienie się.
Najbardziej ze wszystkich przecudnych miejsc, upodobała sobie jezioro. Potrafi godzinami zachwycać się jego tonią, czy nawet w nim pływać. W tym miejscu odnajduje idealny spokój, by poddać się medytacji. Dąży przez to do opanowania mocy.
Klejnot
Niebieski kamień otoczony srebrnymi gałązkami tworzy pierścień, który rudowłosa wkłada na palec. Prawdę mówiąc, to on już nie ma tak wielkiego znaczenia. Wcześniej był ogniskiem mocy,
a teraz jedynie przypomina jej prawdziwą tożsamość i oczywiście zdobi dłoń.
a teraz jedynie przypomina jej prawdziwą tożsamość i oczywiście zdobi dłoń.
To cacko było tak jakby małym wampirem, ponieważ kamień wysysał krew rodu Błyskawicy, by przybrał na mocy. Nikt jednak nie wiedział, że aby uzyskać szczyt siły, należało całą moc klejnotu przyjąć do ciała, organizmu. Tak też uczyniła Heshtje, by ratować siebie i odebrać rodową pamiątkę. Dziewczyna jest jednak bardzo niedoświadczona w sprawach magii.
Pierścień, kiedy spełniał swą prawdziwą rolę, wyglądał prawie tak samo. Gdy kamień przepełniała magia krwi, stawał się błękitny, prawie całkiem biały.
Pierścień, kiedy spełniał swą prawdziwą rolę, wyglądał prawie tak samo. Gdy kamień przepełniała magia krwi, stawał się błękitny, prawie całkiem biały.
Broń
Hesh posługuje się srebrnymi nożami do celnego rzucania i jednym nożem myśliwskim. Nie poskromi się jednak od władania również innym ostrzem, jednak swoje rzutki uważa za najwygodniejsze oraz praktyczne. Broń chowa w rękawach, a także przywiązuje je do łydek.
Od pewnego czasu rudowłosa dość często podróżuje po zmroku na złotym smoku o imieniu Amon. Jest jej przyjacielem, który tak naprawdę zwie się Drawen, gdyż jego właściwa postać jest ludzka.Towarzysz
Czarny płaszcz skrywa postać młodego mężczyzny. Swe oblicze zasłania kapturem. Nie chce, by ktokolwiek zobaczył jego spaloną twarz.
Wprawdzie, to nawet Heshtje nie miała się dowiedzieć o jego przemianie. Pewnego razu Drawen zjawił się w gadziej formie, kiedy rudowłosa została zaatakowana przez mężczyzn, którzy pragnęli potęgi jej pierścienia. Amon ocalił dziewczynę, a ona w zamian miała chronić go przed łowcami. Uroczy smok ma jednak kilka spalonych wiosek na sumieniu, dlatego zapewne znajduje się na niejednej czarnej liście. Mężczyzna swe prwadziwe oblicze ujawnił pod koniec podróży do Szwecji.
Jako gad jest olbrzymem pokrytym złotymi, mieniącymi się łuskami. Z jego grzbietu wyrastają wielkie skrzydła. Gdy nimi trzepoce, nieumyślnie powoduje silny wiatr.
Ważne jest jeszcze wspomnieć, że to właśnie on załatwił Heshtje pracę jako morderca.
[ Witam. Jestem chętna na wszelakie powiązania, wątki. Kontakt : blog, czat, gg 10147391)
Był wieczór, świerszcze wydawały charakterystyczny dźwięk dla tej pory dnia. Dante przechadzał się po okolicy gdy nagle zauważył Hesh, podszedł do niej spokojnie nie, lecz z uśmiechem na twarzy. -Witaj- powiedział spokojnie a jego ton głosu był uspokajający.
OdpowiedzUsuń[Możemy wymyślić coś nowego, bo już się pogubiłam, na czym skończyłyśmy.]
OdpowiedzUsuń[Heesh, witaj. :3 Żeby było wygodniej, to zacznę nowy wątek, ale podtrzymując poprzedni temat.]
OdpowiedzUsuńRudowłosa w zamyśleniu obserwowała siedzącą w fotelu naprzeciwko Heshtje. Bezwiednie bawiła się kieliszkiem czerwonego wytrawnego wina które podała jej towarzyszka. Prośba kobiety którą złożyła jakiś czas temu nie należała do najłatwiejszych do rozpatrzenia. Magia krwi? Opowiadanie o niej było niewiele mniej niebezpieczne od samego praktykowania. Zmrużyła lekko oczy, stukając opuszkami palców o szkło.
-Dobrze - powiedziała powoli. - Mogę opowiedzieć ci trochę na ten temat, patrząc także pod kątem tego cacka - mruknęła wskazując gestem pierścień leżący na stoliku przed nimi. - Będzie łatwiej, jeśli dokładnie sprecyzujesz, co cię interesuje.
(ze wszystkimi coś nowego, to i w tym przypadku czemu nie :) Ja myślę czy Ty? xD)
OdpowiedzUsuń~ Charon
Uściskał ją mocno. Czół że coś jest nie tak z resztą można było nawet zauważyć iż jest roztrzęsiona. -Wszystko będzie dobrze- Mówił wciąż tym kojącym głosem a za razem spokojnym głosem. Nie pytał się co się stało gdyż nie widział takiej potrzeby. Jego prawa ręka prawie już całkiem wróciła do normy, mógł ją teraz obejmować obydwoma lecz można było odczuć iż jest jeszcze słaba. Spojrzał w jej oczy by po chwili delikatnie ją pocałować. Starał się zrobić wszystko by ta chodź trochę rozluźniła się.
OdpowiedzUsuń[ Możemy coś nowego, tamten jakiś taki ciężki był)
OdpowiedzUsuńUśmiechnęła się samymi kącikami ust, chociaż jej oczy pozostały niewzruszone. Wcześniej o magii krwi rozmawiała z osobami, które można by zliczyć na palcach jednej ręki. Pomijając fakt, że tylko jedna z tych rozmów należała do przyjacielskiej, przynajmniej w pewnym stopniu.
OdpowiedzUsuń-Tylko potężny czarodziej jest w stanie całkowicie go ujarzmić - odpowiedziała szczerze. - Powstał, pobierając siły z krwi innych ludzi, która sprawiała, że stawał się coraz bardziej potężny. Powiedz mi, jak on na ciebie wpływa? - Zanurzyła wargi w winie, czekając na odpowiedź Heshtje. Musiała dowiedzieć się o klejnocie jak najwięcej, jeśli miała pomóc kobiecie.
Przechadzał się najspokojniej w świecie po uliczkach swego ukochanego miasta, gdy nagle ktoś bez ostrzeżenia wpadł w niego niedelikatnie.
OdpowiedzUsuń-Co do...! -zacisnął usta, kiedy ujrzał kobietę zbierającą rzeczy z ziemi.- Panienka wybaczy nie zauważyłem panienki...
Schylił się aby pomóc jej zbierać rzeczy. Nie pomyślał nawet, aby spojrzeć na nią. Nieświadomie pomógł jej zebrać wszystkie drobiazgi i dopiero kiedy się wyprostował przyjrzał się jej twarzy.
-Heshtje? -uśmiechnął się.- Wybaczy panienka, nie poznałem...
Odgarnął włosy z twarzy widząc jej zdezorientowanie w oczach.
-Nie poznaje mnie panienka? -zapytał rozbawiony.
Tego dnia Zmora była wyjątkowo nerwowa. Mimo dopytywań Charona nie potrafiła się z nim porozumieć tak, aby zrozumiał o co jej chodzi. Kompletnie zdziczała. wyrzucała z siebie pojedyncze słowa.
OdpowiedzUsuńCharona to niepokoiło. Nigdy wcześniej nie widział swojej przyjaciółki w takim stanie.
Zostawił ją w swoich stajniach i sam poszedł sprawdzić teren. Musiał za wszelką cenę dowiedzieć się co też wprowadziło Zmorę w taki stan.
Nie musiał długo czekać, aby się w końcu o tym dowiedzieć.
Powinien ruszyć kobietom na ratunek, jednak jego nogi zmieniły się w kamienne bryły. Trwało to zaledwie parę sekund, jednak to wystarczyło Charonowi aby przekonać się, że to nie jest podrzędny demonik, którego załatwi bez problemu.
Zacisnął dłoń na mieczu, który pragnął krwi. Charon posłał do diabła Artemidę i cały Olimp, po czym ruszył kobietom na ratunek.
~ Charon
Galopowała przed siebie, drzewa migały jej przed oczami. Jakby przed czymś, uciekała, bądź szukała kogoś pospiesznie. Nagle spostrzegła na swej drodze Heshtje , pociągnęła mocno za wodze. Przyciągając je do siebie, i odchylając się do tyłu. Ogier zahamował ostro, zatrzymując się przed wystraszoną kobietą. Wyciągnęła w jej stronę dłoń, by wsiadła na grzbiet ogiera.
OdpowiedzUsuń-Hesh wskakuj,później ci wytłumaczę, potrzebuje pomocy, a nikogo nie znalazłam oprócz ciebie.
Usłyszała ciche westchnięcie z ciemności tak blisko niej. Westchnienie nieskończenie przesadne, przepełnione całym bólem i zirytowaniem wszechświata. Tak typowe i podobne w swojej teatralności do wszystkich innych gestów i zachowań pewnego nocnego stwora. Cóż, nie dało się pomylić tego dźwięku z żadnym innym, to pewne. Wynn.
OdpowiedzUsuń- Diabła kusisz, tu przychodząc. Ciesz, że zawiało od Twojej strony, bo inaczej umarłabyś szybciej niż zdałbym sobie sprawę kto umarł. Jak sowa, co sprawdza co pochwyciła w swoje szpony dopiero gdy już zabije. - westchnął znów. - Dobry wieczór, Heshtje. Czemu znów spotykamy się w tak fatalnym miejscu na spotkania towarzyskie? - wyszedł z najgłębszego cienia i nie patrząc na nią zwrócił się do okna, by podejrzeć śpiącego tam człowieka. Dopiero, gdy odwrócił się od okna zerknął na znaną sobie rudowłosą, śliczną kobietę. Że też mu się tak podobała. Skaranie boskie z nią.
[Jak będzie Ci łatwiej, zawsze mogą porobić trochę dziwnych rzeczy, w końcu w tym mieście im wolno.]
OdpowiedzUsuńOna zaś oderwała wargi od pucharu wypełnionego winem i zerknęła na kobietę, która odezwała się do niej. Ujrzawszy burzę płomiennych włosów, uśmiechnęła się lekko do ich właścicielki. Uniosła się powoli ujmując puchar w dłonie, podeszła do kobiety i usiadła obok niej.
OdpowiedzUsuń-Fele jae - powitała ją w swym języku - ja ciebie również nie miałam okazji obaczyć przez długi czas, aleć gdybym tylko mogła...- zamyśliła się na krótką chwilę - wcześniej bym tu zawitała.
Westchnęła ciężko po czym upiła trochę wina.
-Co u szanownej Hesthje słychać?
- Miau. - odpowiedział przesadnie poważnie.
OdpowiedzUsuńPoprawił cylinder, żeby móc cokolwiek widzieć.
- Chodź do karczmy... Albo gdziekolwiek indziej, dobrze? Jeśli Ty tu ledwie wytrzymujesz to wyobraź sobie jak paskudnie ja się czuję. Mam węch jakiś milion razy lepszy od Ciebie i wcale się tym nie chwalę. W tym mieście to kara boska.
Spojrzał na nią.
- Co chciałabyś usłyszeć? Zabawić panienkę jakąś ciekawą historyjką? Z wprawy wychodzę. Stary już jestem, wymyślić nic nie umiem, pani
-Matheas, no cóż. Zajął się, że tak to ujmę, sprawami związanymi z gospodarstwem. Zaś Imathys ma się doskonale, rośnie mi w oczach!
OdpowiedzUsuńTo powiedziawszy zaśmiała się perliście i położyła pusty już puchar na stole.
- Kiedyś się nie denerwowałaś, że tak do Ciebie mówię. - prychnął sobie pod nosem, prowadząc ją zaułkami, by jak najszybciej wyjść spomiędzy paskudnych kamieniczek, których jawnie nie cierpiał. Za dużo czasu tam spędzał. Niedługo sam zacznie cuchnąć jak zdechły szczur. Fe.
OdpowiedzUsuń- Draw? A to on mnie śledzi, czy jak? - uniósł brew.
Kolejny do kompletu. Pieprznięte białe sowy i złote smoki. Jak nic skończy w psychiatryku.
- Jeśli chcesz pozbyć się moich rzeczy to powiedz. Gdzieś je upchnę. Jeśli pytasz ogólnikowo, to właściwie nie.
Nie miał wszak powodu by kłamać, prawda?
-Nie koniecznie bezużyteczny. Ustrzeżcie bogowie, ale jeśli trafiłby w ręce kogoś, kto w jakiś sposób potrafiłby się nim "zająć, mógłby stać się niebezpieczny, nawet bardzo. - Urwała na moment, słuchając jej dalszych słów. Skinęła lekko głową, bezwiednie bawiąc się kieliszkiem. - Niemal wszystko rozumiem. Powiedz mi tylko, w jaki sposób i czy w ogóle jego moc nadal się objawia? - Oderwała wzrok od kołyszącego się wina i przeniosła je na twarz rudowłosej, kontemplując zmiany jej twarzy i spojrzenie wbite w klejnot.
OdpowiedzUsuń-Wybacz , że tak Cię porywam, lecz jestes jedyną jaką spotykam dziś, teraz.
OdpowiedzUsuńJej głos był roztrzęsiony. Nie można powiedzieć, że się czegoś bała, lecz sama nie dała rady by pomóc stworzeniom.
-Płonie, płonie, wody trzeba, ratować.
Nieskładnie było słychać jej głosy. Wiatr uderzający w ich ciała, zagłuszał połowę słów. Ogier galopował, walcząc z stawiającym opór wiatrowi. Gdy dotarli na miejsce, starej stodole 35 km od miasteczka wybuch pożar. Uwięzione w niej stworzenia, nie mogły się wydostać. Zeskoczyła z ogiera, wyciągając dłoń do przyjaciółki.
-To o to mi chodziło, nie jestem wstanie sama ugasić pożaru, potrzebuje pomocy Twojej i Twego Smoka. Mój ledwo co już daje rade, a płomień narasta.
Z daleka można było ujrzeć , Smoka lecącego nad lasem z miedzianą wanną pełną wody s pobliskiej rzeczki.
Gdyby miał na to czas, prawdopodobnie zastanawiałby się co za kretyn wypuścił coś takiego na ziemię. Bo nie dało się ukryć, że samo nie przyszło. Wielka kupa... mięsa, o ile było to mięso, z IQ na minusie za to z wielką chęcią zabijania wszystkiego co się nawinie. Samo było zdecydowanie za głupie, żeby przebić się przez szczelinę, ale na tyle mądre by roznieść na strzępy wszystko co się rusza. Albo i nie. Co mu za różnica? Byle niszczyć.
OdpowiedzUsuńCharon spotkał wcześniej coś takiego tylko raz. Wtedy było ich trzech. W starciu przeżyło dwóch, nim pokonali bestię, a i tak wyglądali jakby przepuszczono ich przez maszynkę do mięsa.
Czy Charon miał jakiekolwiek szanse w pojedynkę? Nie licząc walczącej u jego boku dziewczyny, która wyraźnie słabła.
Będzie musiał użyć swojej mocy. Nie chciał tego. Miało to straszliwe skutki nie tylko dla niego, ale i dla otoczenia. Nie miał jednak innego wyjścia.
Tatuaż, który nosił przy lewym oku błysnął ogniem. Zaczął rozprzestrzeniać się na lewą stronę twarzy, zszedł na szyję i pokrył pierś. Miecz w dłoni Charona zajaśniał światłem i po okolicy rozległ się wrzask tysięcy uśmierconych nim demonów.
Wóz albo przewóz.
(Aghr... nie ma to jak zapomnieć o podpisie... ale chyba wiadomo, że chodzi o Charona :D)
Usuń[Damn. Myślę i myślę i nic mi do głowy nie przychodzi... No to może być po prostu przypadkowe spotkanie. O! Albo Hesh by przyszła do kliniki Hecate po jakieś lekarstwa czy cuś. Ni wim, ni wim >.< ]
OdpowiedzUsuńUśmiechnęła się, patrząc na iskierki wywołane przez Heshtje.
OdpowiedzUsuń-Nie mam zamiaru - przyznała, potrząsając lekko głową. Musiałaby być skończoną idiotką, żeby namawiać rudowłosą do użycia swojej nieopanowanej mocy w zamkniętym pomieszczeniu w środku miasta. - Rozumiem, co masz na myśli - przyznała po wyznaniu kobiety. Podobne przypadki były dość częste, jeśli posiadało się magiczne przedmioty. Tym bardziej, jeśli nasycone były za pomocą magii krwi. - W takim przypadku można zniszczyć klejnot, jeśli tego chcesz, spróbował rozdzielić jego moc na kilka części albo postarać się nad nią całkowicie zapanować. Wybór należy do ciebie.
Robiła zakupy na targu. Kupowała materiał, jakieś dodatki. Chciała zanieść go do krawcowaj, by ta uszyła dla Zadoi nową sukienkę. Taką, o której mała od zawsze marzyła. Przechodziła właśnie koło straganu z owocami. Przy nim tyłem stała Heshtje - Vaylah Hesh. Dawno Cię nie widziałam. Co tam u Ciebie słychać? - zagaiła cicho.
OdpowiedzUsuń- To też. Sklerozę masz, Heshtje. Sklerozę jak nic. - zaśmiał się z udawaną, w gruncie rzeczy całkiem przyjacielską złośliwością.
OdpowiedzUsuńJedno trzeba było Heshtje przyznać. W kryciu własnych emocji była prawie tak fatalna jak on. A to już sztuka. Albo to jego wina, że uczucia innych wyczuwał jak pies? Cholera wie. W każdym razie widział, wiedział i wcale go to nie bawiło.
No dobrze. Może trochę. Tylko zastanawiał się czy to, że do siebie nawzajem tęsknili wydało mu się bardziej żałosne, głupie czy śmieszne.
- Jeśli zaś chodzi o mnie to jeśli będziesz mi dalej współczuć to się na Ciebie oficjalnie obrażam i sobie idę. Krypty ze szczurami nie dzielę, nie musisz się martwić. - Wyszczerzył się w uśmiechu.
Cokolwiek sobie myślała to wolał o tym nie myśleć. Jak miło nie umieć czytać w myślach.
Pod sufitem wisiała magiczna kula światła. Hecate zrezygnowała ze świec, chcąc zaoszczędzić. Po zmroku i tak nikt już nie przychodził (a przynajmniej nie zwyczajni ludzie), dlatego przyzwyczaiła się, że wtedy zamyka i może używać magii. Nie miała jakiś konkretnych godzin otwarcia, zazwyczaj i tak siedziała do późna w nocy. Czasem też wychodziła, by kupić jakieś składniki do lekarstw, których na zwykłym targu się nie dało zdobyć.
OdpowiedzUsuńZamknęła drzwi na zasuwę, wiedząc, że i tak już pewnie nikt nie przyjdzie. Usiadła na pryczy dla chorych z cichym westchnieniem. Będzie musiała sobie chyba sprawić kota. Tak samej siedząc było trochę nudno.
Usłyszała pukanie do drzwi, więc natychmiast wstała. Odsunęła zasuwę i wyjrzała na zewnątrz. Kto będzie pacjentem rozpoznała od razu dlatego otworzyła szerzej drzwi i zaprosiła dwójkę do środka.
- Dobry wieczór - powiedziała ze stoickim spokojem, jakby kompletnie nic się nie działo.
Necro raczej nie bywał w karczmach, ludzie nie zbyt dobrze go postrzegali. W końcu był niezłym świrem według nich... No cóż.
OdpowiedzUsuńTym razem jednak, twierdząc że musi od czasu do czasu pokazać się ludziom poza cmentarzem, ruszył w stronę lady, zamówić sobie kapkę wina. Nawet bardzo optymistyczny grabarz potrzebuje się czasem napić.
Zdziwiło go, gdy nadepnął przypadkiem na coś. Coś poruszyło się, uciekło. A pan Green... No cóż, był zbyt ciekawski.
Delikatnie obrócił się w odpowiednią stronę i pochylił.
- Przepraszam, ale nie powinna pani tu tak leżeć.- powiedział spokojnie.- Nie chcemy przecież, by stratował panią jakiś prymityw, dużo większy ode mnie... To mogłoby zakończyć się tragicznie... W sumie, miło by było mieć taką ładną klientkę, jednak pani raczej nie chciała tego...- na jego usta wstąpił szeroki uśmiech, który ludzie mieli za typowo obłąkańczy...
Mimo pewnej powagi sytuacji zaśmiała się cicho, słysząc jej zapewnienie i widząc minę, która miała pozorować mądrość.
OdpowiedzUsuń-W medytacji akurat mogę ci pomóc - przytaknęła z rozbawieniem. - I postaramy się, żebyś nie zasnęła. Chcesz zapanować nad mocą? Dobrze. W takim razie nie ma innego wyjścia, jak po głębokiej medytacji wypróbować granice mocy, którą chcesz władać. Poza miastem - dodała z naciskiem. - I ćwiczyć, bardzo dużo ćwiczyć. Jeśli ci się uda, będę pełna podziwu dla twojego zapału. Martwię się tylko, że klejnot w takim wypadku może pobierać od ciebie energię poprzez krew. - Przymknęła oczy, opierając łokcie wyprostowanych rąk na kolanach. - To czysto hipotetyczne przypuszczenia, postaraj się jak najlepiej cię ochronić.
Zaśmiał się krótko.
OdpowiedzUsuń- Już trupy są bardziej żywe, niż ty my lady.- powiedział, nadal utrzymując swój szeroki uśmiech.
Kilka kosmyków jego białych włosów, związanych czarną wstążką uwolniło się i opadło mu na twarz.
Trzeba było przyznać, że jeśli chodzi o trupy to on coś wie... Szczególnie jeśli chodziło o żywe trupy.
- Powinna pani spać w łóżku, w swoim domu, a nie na brudnej podłodze w karczmie... To takie nie pasujące to kobiety.- zachichotał.
Na jej słowa zaśmiał się cicho.
OdpowiedzUsuń- Nie obrażam się przecież. Tak tylko gadam. Nie zwracaj na mnie uwagi, na dobre Ci to wyjdzie. - powiedział cicho, z pewnym rozbawieniem w głosie. Gdyby nie było słychać tej nuty, pewnie można byłoby uznać, ze jest chory albo w ciężkiej depresji.
Wynna bawił cały świat.
- Jakbyś mnie szarpnęła za ten policzek to bym się obraził. - rzucił wesoło. - Na babcię nie pasujesz. Stanowczo. Przemyśl posadę ciotki.
Zaśmiał się lekko.
OdpowiedzUsuń- Jam jest Necro Green.- przedstawił się z lekkim pokłonem.
Po chwili wyprostował się, patrząc na nią rozbawionymi oczyma.
- A trupów znawcą jestem, mam ich nawet trochę od domu. I żadnym patologiem ani nekrofilem nie jestem, to mogę zapewnić.- jego słowa brzmiały naprawdę prawdziwie.- Znam się na trupach, ponieważ jestem tutejszym Grabarzem. - dodał.-Fajna i ciekawa robota. Możesz mówić co chcesz i żaden klient się nie obrazi ani ci nie przerwie...- zażartował.
- O to się nie obrażę. To masz pewne. - Spojrzał na nią kątem oka uśmiechając się szelmowsko.
OdpowiedzUsuńZawiesił wzrok dłużej na niej niż powinien. Nawet jej zapach się zmienił. Westchnął w myślach. Czy czasem nie miał trzymać się od rudej wiewiórki z daleka? Próbował. Kij, że nie wychodziło. Mógł się przedstawiać jako nieudacznik. Tylko czemu się cieszył z tego, że nie wychodziło?
- Mieliśmy do karczmy iść. - odchrząknął.
Taki miał zamiar. Naprawdę. Przynajmniej tak sobie wmawiał w myślach.
Zaśmiał się.
OdpowiedzUsuń- Och, nie! Mieszkam tu od urodzenia, tylko... Od dwunastu lat mało wychodzę. Zazwyczaj tylko na cmentarz i czasem w nocy. Zakupy robię też rzadko. Ludzie się mnie boją, więc zbyt wielu znajomych nie mam.- wzruszył ramionami.- Nie mów, że nie słyszałaś o szalonym Grabarzu, który jest opętany przez szatana, a jeszcze go nie ukarano za to, nie spalono ani nic z tych rzeczy!?- był szczerze zdziwiony. Był pewny że wszyscy mieszkańcy słyszeli już te historyjki, które można opowiadać niegrzecznym dzieciom, ewentualnie przy winie, czy przy ognisku.
Parsknął śmiechem.
OdpowiedzUsuń- Niektórzy nieludzie też się mnie boją... Nie wiem czy przez to, że jestem dziwny, czasem wybucham śmiechem na środku ulicy, czy przez to czym poza chowaniem ludzi się param... No cóż. Nie ważne. Nie lubię zbytniego towarzystwa ludzi.- powiedział pewny siebie.- Towarzystwo trupów jest ciekawsze. Nie gadają głupich rzeczy przez które wpadam w niepohamowaną złość.- wyznał.- Ale chyba za dużo mówię o sobie... To niegrzeczne. Ale to chyba normalne, gdy rozmawia się z kimś żywym, od dłuższego czasu.
Westchnęła ciężko i po chwili zaśmiała się.
OdpowiedzUsuń-Szczerze powiedziawszy, sama do tej pory się sobie dziwię, że tegoż cudu dokonałam.
Przyglądała się jej z niemałym rozbawieniem.
-Acz, nie było wcale tak trudno jakem przypuszczała. Wystarczy znać stare kobiecine sztuczki i- pstryknęła palcami -Voila! Zaraz odechciało się figli z dziewkami.
Po chwili ciszy i wpatrywania się w kobietę, rzekła.
-Nie chwaliłam się zbytnio, gdyż czasu brak było. Jednak jeżeli kiedyś byś zechciała obaczyć mego pierworodnego toć możesz przekroczyć me progi kiedy będziesz chcieć.
-Wszystko działo się tak szybko, nawet najbliższych nie było czasu powiadomić- próbowała się tłumaczyć - Więc przebacz mi to.
OdpowiedzUsuńPowróciła na chwilę do swych wspomnień i uśmiechnęła się lekko.
Zawędrowała chyba zbyt daleko... Las był coraz bardziej gęsty i ciemny. Użyła Instynktu. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki znikąd pojawiły się czarne motyle. Poczuła bijące ciepło. Nie była tutaj sama. Ktoś był w środku lasu. Z pewną ostrożnością, sięgając ku sztyletowi na biodrze zbliżyła się ku centrum. Stojąc za konarem zobaczyła strzechę rudych włosów...
OdpowiedzUsuń(Oj, moje początki...)
- Chcialbym, a nie umiem. - powiedział, kiedy już się od niego odsunęła. - Czasami mam wrażenie, że specjalnie mnie szukasz, żeby omotać mnie wokół palca i się mną bawić. - powiedział z udawanym żalem.
OdpowiedzUsuńZwykle to on się tak zachowywał. Trudno.
- Ze mnie też nigdy nie mają pożytku. I trudno. Najwyżej nas wyrzucą. I co? I nico, trudno. Wtedy pójdę do Ciebie, płoszyć Twoich nowych mężów i kochanków. - Zaśmiał się cicho.
- Ciągle przesadzam. - Roześmiał się. - Tak już mam. Się nie przyzwyczaiłaś, Hesh?
OdpowiedzUsuńSpojrzał na nią z niekrytym rozbawieniem. Powoli dochodzili do Elhyr.
- Co Cię tak wmurowało? Ja się przygotowuje na najgorsze i już. Wolę być świadomy, że takie coś może się zdarzyć. - zachichotał - Oczami wyobraźni widzę Cię na ślubnym kobiercu. Dziwny widok. Bardzo dziwny.
Zastanowił się.
OdpowiedzUsuń- Ale raczej nie nawijają o trupach i zabijaniu jakby i było czymś słodkim, miłym i przyjemnym...- wzruszył ramionami.
Milczał przez chwilę.
- Możliwe, że też mają mnie za świra, bo kilkakrotnie zaatakowałem kilka ludzi... No cóż... Mogę usprawiedliwić się, że powiedzieli o czymś za dużo i zbyt źle... I puściły mi nerwy... Nawet najlepszemu się zdarza...- wymamrotał.
-Amon niech leci za Drako tam jest rzeka, a tutaj jeszcze stoi jedna żeliwna wanna.
OdpowiedzUsuńPobiegła do lasu po świeże rośliny zielne, które ciężko się palą pod wpływem wysokiej temperatury, Drako wciąż wylewał hektolitry wody na płomienie.
-Proszę tutaj masz materiał pokryty substancjami nie palnymi, musimy uratować wszelakie stworzenia, Smoki gryfy, hipogryfy. To zwierzęta, które są bardzo cenne.
Pospiesznie ubrała na Hesh materiał. Jej ogień osobiście nie robił krzywdy, lecz sama nie dawała rady przy tym. Pobiegła do stodoły i wyciągnęła małe smoki, które ledwo co oddychały.
-A kto to Drawen
- Ja tam nie wiem u czyjego? Masz tego swojego NADentego, nie? Czy tam Dantego? - wyszczerzył się w pełnym złośliwości uśmiechu. Cóż, jeśli mieli być wobec siebie bezpośredni to co będzie się ograniczać i gryźć w język?
OdpowiedzUsuńSpojrzał na nią z ciekawością, lekko mrużąc oczy. Ale to głównie dlatego, że pochodnia na ścianie drażniła jego nie przyzwyczajony do światła wzrok.
-Wiem, że mam wyobraźnię - szeroki uśmiech. Potem odezwał się już o dziwo poważniej - Czyżbyś miała z tego powodu wyrzuty sumienia?
Cóż. Jakby kościelni ją dorwali, mogliby ją spalić od razu. Za tysiąc rzeczy, począwszy od niegdysiejszego związku z czarcim pomiotem, po uprawianie magii. Było za co skazywać.
- Dla pocieszenia; ja byłem ostatni raz jak byłaś dzieckiem.
Wyczuwała bijący od dziewczyny spokój. Aura, która otaczała Rudowłosą była przepełniona ciepłymi kolorami. "Jeszcze mnie nie zauważyła." pomyślała Vivien. Podeszła bliżej, starając się nie wystraszyć dziewczyny. Czarny jak smoła płaszcz szumiał przy kolejnych jej krokach.
OdpowiedzUsuńJej brwi mimowolnie powędrowały ku górze, podobnie jak kąciki ust. Widziała, jak momentalnie aura rudowłosej kształtuje się i zmienia barwę pod wpływem pozytywnych emocji.
OdpowiedzUsuń-tak, tak. Mentorką. Spokojnie, Heshtje - westchnęła z poszerzającym się uśmiechem. - To, kiedy zaczniemy zależy tylko i wyłącznie od ciebie. Jednak z takim zasobem emocji - pokręciła lekko głową - nie ma mowy o skupieniu się na nauce i medytacji. Mam nadzieję, że zdajesz sobie z tego sprawę. Tak więc, dopij swoje wino, poćwicz dzisiaj wieczorem, wycisz się. I daj mi znać, kiedy będziesz gotowa. Tymczasem ja zaraz znikam, żebyś mogła ochłonąć, moja uczennico. - Uśmiechnęła się nieco złośliwie, obserwując kobietę jasnozielonymi, błyszczącymi oczyma. Upiła łyk trunku, zbliżając się powoli do dna kieliszka.
(Witaj :) Moja Gabi jest kompletnie aspołeczna, jak widać w karcie, więc szansa na to, że się znają jest nikła. Tak samo, jak szansa spotkania panny Nox w jakimś miejscu publicznym jest równe zeru. Może gdzieś przy jeziorze? :) )
OdpowiedzUsuń- Mówiłem, że Draw mnie przeraża? Z ziejącej ogniem bestii stał się moim rywalem co do bycia „ty, który o wszystkim wszystko wie”? – uniósł brew – Cóż za nieużyta jaszczura! To się nie godzi, naprawdę… To się nie godzi i już!
OdpowiedzUsuńZastanowił się chwilę.
- Mówiłem Ci, już , że czuję się stary? ZA MOICH CZASÓW – westchnął teatralnie, podkreślając jak cholernie dawno to było i dodając sobie miliony lat do metryczki – ZA MOICH CZASÓW – powtórzył, dodając tym słowom jeszcze więcej „powagi” – ludzie zwracali więcej uwagi na religię. Nie tak jak, hhh, teraz! Ta dzisiejsza młodzież taka nie wychowana – uśmiechnął się do niej zaczepnie.
…A potem jego cylinder ewakuował się z głowy.
- ODDAWAJ! JUUŻ! ODDAWAJ! Tyyy.. Ty…. TY….! POTWORZE! - Nie wytrzymał. Parsknął śmiechem.
- A cóż byś w zamian chciała? - uniósł brew, spoglądając na nią z rozbawieniem, lekko przekrzywiając głowę. Śmiał się cicho pod nosem. Otwarł przed nią drzwi Elhyr, bardziej z przyzwyczajenia jak kultury.
OdpowiedzUsuń-Jak chcesz, dla mnie To Twa różne imiona.
OdpowiedzUsuńUśmiechnęła się tylko na moment. Sytuacja jaka tutaj była, raczej nie wywoływała radości. Wszystko co się działo wokół przyprawiło by nie jednego o ból głowy.
Zagwizdała by przywołać Draco. Smok wylądował obok niej u uniósł stodołę która stała w płomieniach. Ona zaś wskoczyła w ogień by uratować pozostałe hipogryfy.
[nie strzelaj bo miałam właśnie pisać xD. myśle, że można nadal ciągnąć. teraz była moja kolej :)]
OdpowiedzUsuń- No ja Ciebie nieść na pewno nie będę. - powiedziała ze śmiechem. jak wyszły z domu zamknęła drzwi i sprawdziła czy wszystko w porządku. Uśmiechnęła się i ruszyła w stronę lasu.
- Nogi swoje masz, no chyba, że chcesz się ich pozbyć. - zaśmiala się wesoło.
Przewróciła lekko oczami, w mieszaninie rozbawienia i lekkiej ironii. Abstynencja, westchnęła w duchu, jednak nie skomentowała wyboru... przyzwyczajenia! kobiety na głos.
OdpowiedzUsuń-To było delikatne zaproszenie do wyjścia - przyznała z powalającą szczerością i roześmiała się. - A powiedziałam, że znikam, bo rzeczywiście na pewien czas wychodzę. Muszę kupić parę rzeczy i pojechać do lasu po składniki. Mam na głowie kilka naglących zamówień. - Dopiła trunek, rozcierając ostatnie kropelki o podniebienie i zaczekała, aż flegmatyczna Heshtje wstanie, obserwując jej wysiłki ze szczerym rozbawieniem.
Zaśmiał się.
OdpowiedzUsuń- Mnie ta miłość wampirów do zabijania nie przeszkadza. W końcu dzięki temu mam klientów.- stwierdził wzruszając ramionami i mocno się przeciągając.
- A ja bardzo lubię swoich klientów. Spokojni, Cisi, kulturalni i dadzą się człekowi wygadać.- powtórzył swoje ulubione słowa, którymi zazwyczaj opisywał trupy.
Nieco spochmurniał, gdy wspomniała o jego rodzinie.
OdpowiedzUsuń- Nie mam żadnej rodziny. Matka zmarła przy moim porodzie, brata zabito dwanaście lat temu. Trzy lata później mój ojciec został rozszarpany przez dzikie zwierzęta. A Znajomych nie mam. Jak już mówiłem żadko wychodzę...- wymamrotał, jednak jego humor momentalnie się poprawił.
- Nie zabijam, tylko zakopuję zabitych. Jest różnica.- stwierdził ze śmiechem.
- No ładne, ładne nóżki. - zaśmiała się. Gdy dziewczyna zaczeła biec pokręciła ze smiechem głową i również ruszyła. Gdy tylko Heshi się zatrzymała wyminęła ją wyprzedzając. Biegła znacznie szybciej niż poprzednio. Pomachała jej dłonią ze śmiechem
OdpowiedzUsuńZachichotał.
OdpowiedzUsuń- Raczej im bez różnicy, czy je zakopię, czy nie.- stwierdził spokojnie wzruszając ramionami.- Z resztą czy ja wyglądam na nekromantę? Nigdy nie próbowałem ożywić zmarłego i chyba nie mam ochoty.- skłamał. Oczywiście, że nekromantą był. I oczywiście, że próbował ożywić kogoś... Ale... Ta osoba nie była już tym samym. Była bezmyślną kukłą, czekającą na jego rozkazy, więc w sumie uśmiercił ją drugi raz.
Przytrzymałby ją, gdyby miała się przewrócić. Jednak tak się nie stało, mimo to, wyciągnął rękę by ją podtrzymać. Nie dotknął jej nawet, bo na całe szczęście utrzymała równowagę.
OdpowiedzUsuńGdy wchodzili do środka zabrał jej kapelusz z ręki bardzo szybkim gestem.
- Miałaś swoją szansę na przedstawienie żądań. Nie przedstawiłaś, więc Twoja szansa zniknęła. A miałem zamiar zrobić co tylko zechcesz. Popatrz co straciłaś. - wyszczerzył się w uśmiechu.
- Chcesz coś, oprócz wody? Cokolwiek? Jakiś napar z ziół?
Prychnął.
OdpowiedzUsuń- Na pewno nie wstaną. Już ja o to zadbałem.- powiedział i zatarł ręce, pokazując tak, jak dobrą robotę odwalił.
- Chyba, że jakiś nekromanta przyjdzie i zrobi rozróbę na moim cmentarzu, ale wtedy będzie musiał chronić się przed moim gniewem!- zażartował.
Mruknęła coś niewyraźnie w odpowiedzi, idąc za nią do wyjścia. Zarzuciła na ramiona ciemnozielony płaszcz, który zdjęła z wieszaka na korytarzu i otworzyła przed nią drzwi.
OdpowiedzUsuń-O ile się nie mylę przez pewien czas idziemy w jednym kierunku, flegmatyczko - powiedziała, udając znudzony ton, w którym jednak pobrzmiewał uśmiech.
I pewnie odpoczywałaby tak jeszcze długo, gdyby nie wrzaski, które rozległy się w lesie.
OdpowiedzUsuńSkąd się wzięły?
Gabrielle... Wiedziała, że największą siłą jest walka dla samej siebie. Przestała zabiegać o przychylność ludzi, którzy już zawsze będą w niej widzieć morderczą bestię.
Z biegiem czasu przestało jej to przeszkadzać. Nie próbowała zrozumieć głębszych uczuć, które targają ludzkimi umysłami. Drwiła z tego, uznawała za słabość.
A kiedy ktoś będzie chciał ją zniszczyć...
Grupa ludzi zatrzymała się przed drobną dziewczyną. Kruczoczarne włosy kontrastowały z białą jak śnieg skórą, tak samo suknia, którą miała na sobie. Za to oczy niemal się zlewały z ciałem. Mlecznobiałe, bez źrenic.
- Giń, wiedźmo. - Warknął jeden z ludzi. W kierunku Nox poleciały strzały. W jednej chwili otoczyła ją nieprzenikniona ciemność. Strzały odbiły się od niej. Gabrielle z kamiennym wyrazem twarzy po prostu stała, trzymając skrzyżowane ramiona na piersi.
- Chole.ra... brać ją! - Zakomenderował inkwizytor. Dziesięciu chłopa rzuciło się na kobietę, jednak i tym razem ciemność nie pozwoliła jej skrzywdzić. Po krótkiej chwili nieudanych prób, uderzania mieczami, widłami i wszystkim, co tylko mieli do dyspozycji odepchnęła ich od siebie.
- To wszystko? Więc teraz ja się pobawię... - Mruknęła Gabrielle i wyciągnęła otwartą dłoń w kierunku inkwizytora. Ciemność wystrzeliła w jego kierunku i oblepiła ciało ciasnym kokonem. Mężczyzna zaczął krzyczeć, dusząc się. Palce Nox zaczęły zamykać się w pięść. Słychać było wrzaski inkwizytora i trzask łamiących się kości. W końcu dłoń dziewczyny zacisnęła się. Z pomiędzy ciemności sączyła się ciemna, gęsta krew. Bryznęła na drzewa, na resztę ludzi, którzy przyglądali się temu w przerażeniu. Ciemność odpuściła. Z inkwizytora została plama krwi.
Zimny uśmiech poruszył kąciki ust Gabrielle. Wyciągnęła rękę w kierunku innych ludzi. Ci z wrzaskiem zaczęli uciekać.
Odpuściła. Potarła palcami skronie. Mimo wszystko ciemność pożerała jej energię w niesamowitych ilościach.
Gabrielle obejrzała się i dopiero wtedy za plecami dostrzegła jezioro i siedzącą tam kobietę. Było jej wszystko jedno, czy ktoś to widział, czy też nie. Zimna, lodowa maska pozostała niewzruszona. Nox podeszła do tafli jeziora i opłukała smukłe, delikatne dłonie.
Wyglądała tylko jak porcelanowa lalka...
(Spokojnie, spokojnie, nie zapominam)
OdpowiedzUsuńW takim stanie wyłącza się wszelkie człowieczeństwo, jakie w nim pozostało. Pozostaje jedynie chęć zabijania. Zwłaszcza tego, co ma kły i pazury długości przedramienia.
Nie zwracał uwagi na walczącą dziewczynę. Pozostał tylko on i ta bestia, którą za wszelką cenę chciał zabić. Chciał widzieć jej krew na swoim mieczu i rękach. Nie zwracał uwagi na własne rany, ból tylko motywował go do tego, aby wykończyć demona.
I w końcu się to udało.
Charon upadł na kolana, zadyszany i krwawiący. Drżał, próbując powstrzymać obudzoną w nim bestię. Gdyby tego nie zrobił, nawet Heshtje nie byłaby teraz bezpieczna.
W końcu tatuaż cofnął się, a jego druga natura znów została uśpiona. Był cały we krwi. Swojej jak i również demona. Klinga jak zwykle pozostała czysta. Miecz spił najmniejszą kroplę krwi i ucichł.
~ Charon
Zaśmiała się - jakbyś mnie nie znała Hesh - przyjrzała się Jej - a cóż to są za owoce tej Twojej pracy?
OdpowiedzUsuńSkrzywił się.
OdpowiedzUsuń- Wolę bardziej humanitarne sposoby zabijania, niż ćwiartowanie.- stwierdził.- Z resztą ja pierwszy będę wiedział o przybyciu nekromanty do miasta. Od nekromanty czuć śmierć... Nie w sensu gnicia... Bardziej magicznym sensie.- wyjaśnił spokojnie.
Jasne,a le małe sprostowanie *śmiech* Chyba ja biegnę, bo ciebie to ja niosę. *przyspieszyła*
OdpowiedzUsuń- Kogo? – uniósł brew, patrząc na nią z wesołością w ciemnych oczach. – Sugerujesz, że zamierzałaś zażądać w ramach wymiany… mnie? – roześmiał się cicho. – Zaprawdę dziwne żądanie jak na kobietę. Lecz już nic nie mówię, bo Twoja szansa minęła i nie powróci już do Ciebie nawet w akcie łaski, a kapelusz pozostanie moją własnością do końca świata. Albo rozpadnięcia się ze starości. – dodał, po chwili zastanowienia, jakby był to temat niezwykle ważnych dysput filozoficznych, gdzie trzeba dokładnie przedstawić swoje stanowisko.
OdpowiedzUsuń- Myślałem, że uda mi się Ciebie namówić na bardziej wykwintny napój, byś ucieszyła tym widokiem biednego Aarona i własne podniebienie. – przyznał, bo w istocie, wiedział, że zawsze zamawia tylko wodę. Tak i teraz, z cichym westchnieniem na ustach dał znak chłopakowi, aby przyniósł kobiecie jedynie wody, samemu nie zamawiając nic. Temu już nikt w graleyńskiej karczmie wszak się nie dziwił.
Vivien spojrzała na Nieznajomą. Widząc jej lekki uśmiech, odpowiedziała tym samym. - Wędruję, myślę, odpoczywam... - odpowiedziała cicho. - To zależy, na co mam właśnie ochotę. - Wyciągnęła do niej bladą i zimną dłoń, czekając na reakcję. - Jestem Vivien.
OdpowiedzUsuńZachichotał, gdy wyobraził sobie wizję Heshtje padającej przed nim na kolana. Nie było w tym nic śmiesznego, ale samo wyobrażenie było tyleż dziwaczne, ze musiał się roześmiać. Bez sensu. Jak to on.
OdpowiedzUsuńMimowolnie schylił głowę, jak majstrowała przy kapelutku. Potem zaszczycił ją wesołym uśmiechem.
- Dziękuję Ci o pani! - rzucił nadmiernie entuzjastycznie. - Pijana Hesh mogłaby być ciekawa. - kolejny chichot.
- Temat buziaka pozostawię jednak na później...
- Nic sobie nie życzę, choć dziękuję o troskę. - zerwał cylinder z głowy i ukłonił się bez wstawania od stołu.
OdpowiedzUsuńWidząc co robi nie udało mu się powstrzymać na wpół ironicznego uśmiechu.
- Nie zmuszam Cię do niczego, Heshtje. Nie zmuszam i nie nalegam, a jeśli chodzi o me towarzystwo to z przykrością stwierdzam, że nie będę Ci asystować. - zaśmiał się cicho - Problemy zdrowotne, rzecz można tak ująć mi w tym przeszkadzają. - zaśmiał się cicho.
-No cóż to najmocniej przepraszam, że pytałam.
OdpowiedzUsuńWskoczyła w ogień po ostatniego hipogryfa. Dzięki Hesh i jej przyjacielowi małe bezbronne stworzenia zostały uratowane.
-Zabiłabym ta Inkwizycję, ktoś z mieszkańców wydał, że są tam istoty zaczarowane. Magiczne, a to dla nich... Zresztą sama wiesz.
Ujęła w dłoń małego rannego gryfa, który się w nią wtulił.
-Popatrz co one komu zrobiły.
Nigdy ze mną nie rozmawiałaś o tym - mruknęła - bo w sumie ostatnio rzadko to robiłaś. Skąd mogłam wiedzieć?
OdpowiedzUsuń- Tak, a czemu pytasz? Potrzebujesz Szalonego Grabarza o magicznych zdolnościach?- zapytał z szerokim uśmiechem i mocno się przeciągnął.
OdpowiedzUsuńZ westchnieniem zamówił wino i dla siebie.
OdpowiedzUsuń- Jak chcesz, choć wiesz, że się nie upiję, a jedynie rankiem pomęczę. - wzruszył ramionami - Zadowolona? Chciałbym się móc normalnie napić, jak człowiek. Podłu mój los, psiamać.
-Widziałam - skinęła głową, oglądając się na tajemniczego towarzysza. - Szpieg z niego co prawda marny, jednak pasja to pasja - zażartowała, odgarniając miedziane kosmyki włosów z oczu. Zaraz jednak spoważniała i lekko pokręciła głową. - Nie jestem pewna, czy to dobry pomysł. Tłumaczyłam ci to przy naszym ostatnim spotkaniu - zaoponowała, lekko przygryzając wargę. Istna rozterka. Z jednej strony miała wielką ochotę polatać, z drugiej stare urazy dały o sobie znać.
OdpowiedzUsuńPokiwał głową.
OdpowiedzUsuń- Jedyne księgi jakie mam mówią o Nekromancji. Więc tylko to potrafię. W sumie znam kilka prostych zaklęć innych dziedzin, ale musiałbym się jeszcze pouczyć...- wymamrotał.
Bo tak na prawdę nie było okazji, by sobie usiąść i na spokojnie porozmawiać. Cały czas w biegu jestem - zaśmiała się cicho - i czemu mówisz o swojej sztuce `byle co`? Skoro udaje Ci się ją sprzedać, to nie może być to byle co. A tak przy okazji Moja córka chciała by jakieś malowidło baśniowe na ścianie w swoim pokoju. Podejmiesz się tego Hesh?
OdpowiedzUsuńWestchnął cicho pod nosem.
OdpowiedzUsuń- Ty złośliwa... - prychnął, sięgając po puchar. Uwielbiał smak wina. - O czym mówiliśmy?
Pokiwał głową.
OdpowiedzUsuń- Nie ma sprawy. Wolę iść stąd, zanim jakiś napruty prymityw pomyli mnie z kobietą i zacznie podrywać. Nie mam ochoty na takie zabawy... Nie żeby mi się nie podobało.- uśmiechnął się szeroko, chichocząc.
Prychnął.
OdpowiedzUsuń- Jeśli próbujesz mnie poderwać, od razu mówię, iż nie jestem zainteresowany.- powiedział spokojnie, idąc za nią równym krokiem.- A jeśli po prostu sobie żartujesz, to wiedz, że mnie takie żarty nie ruszają.
[To zależy od tego, czy ów towarzysz komuś zagraża i czy wiedźmin dostałby zapłatę za jego usunięcie. Wątpliwe jest, by sam próbował cokolwiek uczynić takiemu smoczysku.]
OdpowiedzUsuń- To było, moja droga, Heshtje, kiedyś. - powiedział cicho, z pewną dozą chłodu w głosie. Nie zauważalnego od razu i nie rzucającego się w oczy, choć bezlitosnego choćby na sam wgląd w to, że zaistniał.
OdpowiedzUsuńZerknął na nią, z pewnym rozbawieniem, jakby chcąc zmniejszyć efekt swojego zachowania w poprzednim zdaniu.
- Czekasz już na tamten temat?
- Ta, lubię odludne miejsca, czemu pytasz?- spojrzał na nią z wyraźnym zapytanie w oczach.
OdpowiedzUsuń- Sam nie wiem co sądzić o owym wątku. Zaczynam myśleć, że masz jednak nadzieję, że się upiję. - zaśmiał się wesoło, zerkając na nią. Mimowolnie przekrzywił odrobinę głowę. - Czuję się, jakbym robił Ci krzywdę chcąc, abyśmy poszli do karczmy, a nie do Ciebie. - powiedział bez ogródek.
OdpowiedzUsuńParsknął śmiechem. Tego się nie spodziewał. Cóż. Radosne niedomówienia były na swój sposób nawet zabawne, jeśli ominąć to, że przede wszystkim bezgranicznie żałosne.
OdpowiedzUsuń- Prowadź pani. Tylko nie wpadnij do rynsztoka, pijanico. - wyszczerzył się w uśmiechu wstając. - Sierściuchy, powiadasz? Zobaczymy co da się zrobić. Przed czym je uratowałaś?
W sumie to mu ulżyło.
Skinął głową na znak, że rozumie to co do niego mówi. Przymknął lekko oczy, zmęczony tym wszystkim. Jedyne o czym teraz marzył to trochę spokoju. No, może nie jedyne. Były jeszcze inne marzenie, choć dla dobra najmłodszych czytelników o nich w owym komentarzu nie wspomnę.
OdpowiedzUsuń- Wyglądasz na tak uroczo zagubioną. - zaśmiał się cicho. - Nie lubisz tego uczucia, prawda? Nie wydaje Ci się całkiem przyjemne? - zapytał, gdy wyszli już z karczmy. Miał nadzwyczajnie dobry humor.
- Twój Łuskowaty przyjaciel jest w domu? - zapytał cicho.
Zaśmiał się pod nosem.
OdpowiedzUsuń- Szybko się upijasz. Jeśli chcesz, chwyć się mnie, poczujesz się pewniej. - podał jej ramie, w duchu ciesząc się ową bliskością. Zadziwiające jak szybko zmieniały mu się humory.
Trzymał ją bezpiecznie kiedy szli. Wyglądał na wyjątkowo rozbawionego obrotem spraw. Wkrótce doprowadził ją bezpiecznie do domu.
- Nie było tak źle i nie zaliczyliśmy żadnej studzienki. Pokaż tą psiarnię.
[Jasne, droga Sis :>, ale niestety muszę Cię prosić byś Ty zaczęła tenże wątek bo ja o tej godzinie jestem kompletnie wyprany ze wszystkiego]
OdpowiedzUsuńOderwała wzrok od Drawena i przeniosła go na Heshtje, spoglądając na nią spod zmrużonych powiek.
OdpowiedzUsuń-Na barana, powiadasz? Wtedy dopiero narodzi się naręcze plotek, a i moje starcze plecy nie wytrzymają takiego przeciążenia. - Udała, że z trudem się przeciąga. Parsknęła krótkim, cichym śmiechem. - Pozwól, że zmienię temat. Potrafisz wywołać tarczę za pomocą swojej magii? Elektryczną, tarczę lub, w zasadzie, kulę.
- Mieszkam od niedawna, ale nie pochodzę stąd... - odpowiedziała, nie chcą kontynuować tematu. - A jak jest z Tobą?
OdpowiedzUsuńDziewczyna wiedziała, że Graleyn, do którego przybyła nie jest... zwykły. Nasłuchała się już wielu opowieści o tym miasteczku. Dość często zdarzały się takie, które budziły niepokój. Jednak nie zraziło jej to. "Może Ona też nie jest zwyczajna?" pomyślała Viv, przypatrując się Dziewczynie. Zobaczyła jej aurę - nic się nie zmieniło, świeciła ciepłymi kolorami. Dobry znak.
Zachichotał, gdy pozwoliła mu podać propozycję.
OdpowiedzUsuń- Cmentarz. Odludne, spokojne miejsce, gdzie jedynie trupy mogą nas podsłuchać.- powiedział podekscytowanym głosem.
- Północna Francja. - mruknęła, odwracając wzrok. Momentalnie objęła się ramionami, jak gdyby fala wspomnień mogła ją wciągnąć w wir przeszłości. Po chwili zorientowała się, że z boku może to naprawdę dziwnie wyglądać. Odwróciła głowę z uśmiechem, na jaki było ją tylko stać. - Wiem, że tu nie przebywają zwykli śmiertelnicy. To dlatego tu mnie przywiało...
OdpowiedzUsuń[Z przyjemnością zacznę, jeśli tylko raczysz podrzucić mi jakieś miejsce, w którym Ramel mógłby spotkać Heshtje.]
OdpowiedzUsuńWywrócił oczami.
OdpowiedzUsuń- Wiem, no wiem. - westchnął cicho pod nosem, idąc razem z nią. Bawiła go i dawał to po sobie poznać, śmiejąc się cicho pod nosem.
Gdy otwarła drzwi pierwsze i ostatnie co zobaczył to łaciaty grzbiet baraka. Ten skoczył na niego, tak, że pod naporem łap Wynn musiał cofnąć się o kilka kroków w tył. Chwycił go za przednie łapy i udał, że tańcuje z kudłatym stworem. Potem odstawił go na ziemię śmiejąc się pod nosem. Wzrok przeniósł na drugiego psa i starając się ignorować zwariowanego kudłacza wyciągnął do niego rękę kucając.
- Szkoda, że nie mogę sobie pozwolić na takie urocze stworzenie. - powiedział, kiedy tamten zaczął go obwąchiwać i podchodzić powoli, z wyuczoną niepewnością.
- A z tego towarzystwa kto miałby być bestią? - zaśmiał się cicho.
OdpowiedzUsuńPoczuł na ramionach jej dotyk i wyciągnął rękę, by moc dotknąć jej dłoni. Nie chciał sam przed sobą przyznać, że pragnął poczuć znów fakturę jej delikatnej skóry... W myślach aż sam na siebie warknął.
Na razie darował sobie próbę pogłaskania drugiego psa i wstał by spojrzeć na Heshtje. No cóż, taak. Może i chciał własne psisko, ale...
- Nie wiem czy któregoś z nich zadowoliłoby życie na ulicy, szczególnie, kiedy teraz mają takie wspaniałe warunki. - powiedział cicho i znów schylił się do psiska, które patrzyło na niego niewątpliwie inteligentnym, lecz i pełnym nieufności spojrzeniem.
Pokręcił głową.
OdpowiedzUsuń- Po pierwsze: Na tym cmentarzu nie ma duchów. Wszystkie pouciekały przede mną.- zachichotał.- A po drugie: Na pewno nie ożywię trupów. To jest strasznie męczące.- uśmiechnął się.
- Ja kim jestem? - spytała, jak gdyby zadając sama sobie to pytanie. - Człowiekiem. Ale nie takim zwykłym. Potrafię widzieć aury innych istot. Czasami naprawdę mam radochę, bo potrafię przewidzieć nawet niektóre z zachowań. - uśmiechnęła się promiennie. - No i jeszcze posiadam Instynkt. Inaczej: odczuwam wcześniej niebezpieczeństwo. A jak jest z Tobą, Płomiennowłosa? - zapytała figlarnie.
OdpowiedzUsuńUniósł głowę, ciekawy tego kto wchodzi do domu. Swoje spojrzenie ulokował na rudowłosej i prawie bezgłośnie zapytał;
OdpowiedzUsuń-Łuskowaty?
To jedyna osoba, która wpadła mu do głowy.
Pokiwała głową, z wyrazem szczerego rozbawienia na twarzy i z miną specjalistki. Po chwili spoważniała, nie należała wszak do osób lubiących śmiać się z niczego. Zastanawiając się nad jej słowami, poprawiła zapięcie płaszcza i ułożenie kaptura. Po minięciu kilku przecznic przystanęła.
OdpowiedzUsuń-Tutaj musimy się rozstać - zakomunikowała, posyłając Heshtje blady uśmiech. - Kiedy będziesz gotowa i znajdziesz odpowiednie miejsce, daj mi znać. Postaramy się wtedy poćwiczyć. Bywaj - rzuciła przez ramię, zanim wmieszała się w masę mieszkańców miasta.
Przy stoliku w zaciemnionym kącie karczmy siedział Math. Światło jednej świeczki której już zostało niewiele do zgaszenia ledwo oświetlała jego twarz. Jadł bardzo szybko i łapczywie potrawkę myśliwską czyli dziczyznę z warzywami i ziołami. Popijał to pucharem wina. Widocznie się gdzieś śpieszył. Nawet nie zerknął kto nowy przybył. Miał teraz dużo pracy i przy domostwie i w swoim fachu. Od świtu do wieczora harował w kuźni przyjmując każde zlecenie. Na szczęście za broń i części do pancerzy dobrze płacą. Kiedy na niebie zostawały już ostatnie promienie słońca ten sprzątał szybko swoje miejsce pracy i pędem ruszał do domu po drodze wpadając do tartaku, garbarni, kamieniarza i sklepu wielobranżowego po materiały na wykańczanie gospodarstwa. Tak dzień w dzień.
OdpowiedzUsuń- I tak nieźle. - odpowiedziała Viv, zafascynowana iskierkami, które poruszały się wokół palców Dziewczyny. Zauważyła, że w aurze Rudej także pojawiły się czerwone i żółte błyski. - Huhu, ktoś tu ma potencjał. - mrugnęła do Niej Vivien.
OdpowiedzUsuńPatrzył, jak demon powoli rozpada się w nicość. Smród, który przy tym towarzyszył był ciężki do zniesienia, jednak Charon przywykł do takich woni. Znał gorzej cuchnące potwory.
OdpowiedzUsuńOparty o miecz obejrzał się na Heshtje. Ostatnimi siłami podszedł do niej i przyklęknął obok.
- Czy ciebie zawsze coś atakuje? - Przypomniał sobie ich ostatnie spotkanie, kiedy znów musiał wykończyć dwa demony, które ją goniły. - W każdym razie na tym poziome radziłbym się zatrzymać. W innym razie mogę nie dać rady. - Mruknął rozbawiony. - Nic ci nie jest?
Zaśmiał się.
OdpowiedzUsuń- Może i by było, ale nie mam zamiaru zsyłać na siebie inkwizycji, za ożywienie trupów, wiesz chcę jeszcze pożyć jednak.- stwierdził.
Skinął głową na znak, że rozumie. Uśmiechnął się na widok psów zmierzających w stronę wejścia.
OdpowiedzUsuń- Pewna jesteś, że nie znajdziesz nikogo lepszego, a żeby się nimi zająć? - zapytał, opierając się o ścianę. - I. Którego chciałabyś oddać?
Pokiwał głową.
OdpowiedzUsuń- Dlatego nie mogę się ujawnić. Jest zbyt wiele obowiązków na mnie ciążących, bym mógł się wyłożyć jakiejś głupiej inkwizycji, która nie potrafi odróżnić uzdrowiciela od nekromanty, a diabła od wiedźmy...- prychnął.
- Nic nie szkodzi. - odpowiedziała z uśmiechem. - Niestety moje umiejętności nie wystarczają na tyle, by przepowiadać przyszłość. Mogę jedynie przewidzieć kolejny krok ze względu na zmiany w aurze, np. gdy ktoś chce mnie uderzyć, objąć i takie tam... Moja profesja? Nie posiadam takowej. Tułam się po świecie i tak znajduję zajęcia. Od zlewozmywaka po strażniczkę świątyni. Czasami mi się wydaję, że posiadałam już każdą profesję. - dodała ze śmiechem. - A Ty? - spytała zaintrygowana.
OdpowiedzUsuńSpojrzenie Lyn obojętnie prześlizgiwało się po twarzach przechodzących ulicą ludzi. Albo nieludzi. Do tego dziewczyna zdążyła przywyknąć.
OdpowiedzUsuńCoś w niej drgnęło, kiedy w tłumie mignęły jej rude włosy. Wydały jej się znajome.
Trudno było jej zapomnieć jeden z kilku upadków w okolicach miasta, kiedy jako piorun spłynęła z góry. Drugi raz, kiedy ktoś ją wtedy widział. Ale przede wszystkim zapadła jej w pamięć rozmowa.
Tylko raz ktoś poprosił ją, żeby w razie potrzeby pozbawiła go życia. Rudowłosa kobieta, która właśnie przechodziła obok.
Lyn zeskoczyła z parapetu, na którym siedziała i szybkim krokiem ruszyła za nią.
Pokręcił głową.
OdpowiedzUsuń- Ani to, ani to.- powiedział zgodnie z prawdą.- Energia magiczna. To wchodzi w trupy. Im potężniejszy nekromanta, tym większa ilość i siła tego co ożywi.-wyjaśnił.- Wyobraź jaką siłę mają Ci, którzy potrafią stworzyć kilkutysięczną armię ożywieńców...
- Nie mam pojęcia czym jest dusza, i nie mam zamiaru się dowiadywać. Interesują mnie tylko trupy. Co prawda, te chodzące bardziej niż te leżące, ale co tam.
OdpowiedzUsuńSpojrzał w kierunku głosu nadal przeżuwając pokarm - Hesh - powiedział z pełnymi ustami i uśmiechnął się szeroko. Szybko przełknął to co mu zalegało w paszczęce i zaczął odpowiadać na pytania - Tak, to ja. Ostatnio nie miałem czasu na spotkania ani na rozrywkę. Od rana do nocy siedzę w kuźni, a jak wcześniej skończę robotę to od razu do domu i idę karczować taki mały lasek bo na jego miejscu ma powstać winiarnia i ogólnie całe moje i Im gospodarstwo. Sam dom już skończony, tylko umeblować. Siadaj i mów co u Ciebie bo u mnie to tak naprawdę nic ciekawego - wskazał kobiecie miejsce na przeciwko niego i wrócił do pożerania potrawki.
OdpowiedzUsuń- To już jak wolisz. O ile w ogóle miałbym któregoś wziąć. - powiedział, spoglądając na zamykające się drzwi.
OdpowiedzUsuńPo chwili ruszył za nią. Z zamkniętymi oczami mógłby zwiedzać te pokoje, znał je doskonale. Sam sprawił, że ten dom wyglądał tak a nie inaczej. Nie było kąta, którego by nie pamiętał.
Ziewnął lekko.
OdpowiedzUsuń- Ciekawa, czy nie jest niebezpieczna. I zła... A ja kocham to co niebezpieczne i złe.- zachichotał obrzydliwie.
Grzecznie zaczekał, aż wyciągnie z szuflady świecę i zapali ją, by knot zajął się wątłym, niestabilnym płomieniem, który tworzył więcej cieni niż światła.
OdpowiedzUsuńIdąc za nią, zapytał niepewnie.
- Coś się stało, Heshtje?
Odprężył się gdy dotarli do bram cmentarza.
OdpowiedzUsuńOtworzył je ciężkim, starym kluczem.
- Witam w moich skromnych progach.- zachichotał.
- Zaciągnęłaś mnie tu, żeby pokazać mi kundle, które zabral Twój przyjaciel. - wytłumaczył z rozbawieniem wymalowanym w ciemnych oczach. Podszedł bliżej niej, jednak ciągle trzymając należyty dystans, którego nawet na królewskim dworze nie powinni się przyczepić.
OdpowiedzUsuń- Niedługo zacznę podejrzewać, że zaciągnięcie mnie tutaj ma jakieś drugie dno. - stwierdził wesoło.
Zaśmiał się.
OdpowiedzUsuń- Najlepsze materiały, jakie zdobyć może szalony grabarz.- powiedział. Cmentarz ten, budowany był przez jego rodzinę od pokoleń. Każdy nagrobek był wykonany inną techniką, innym pomysłem... Widać było iż robione były przez inne osoby.
- Nie mogę się zatrzymać bo brakuje złota na dokończenie domostwa. A mieszkamy za zachodnią bramą, wchodzisz w taką leśną ścieżkę a na jej końcu jest dom. To ten. Z daleka jeśli wejdziesz na piętro widać nawet jezioro - powiedział tylko i wsłuchał się w opowieści Hesh - Plotki? Kobieto, ja z kuźni wychodzę późno w nocy, a najwięcej gadam sam ze sobą. Niby skąd miałbym słyszeć jakieś brednie?
OdpowiedzUsuńPrychnął.
OdpowiedzUsuń- Ja niemal codziennie kopię doły i wykonuję nagrobki. To wcale nie jest proste, lekki i szybkie zajęcie.- powiedział z uśmiechem.- Ale je lubię.
Zaśmiał się cicho pod nosem, idąc za nią do pokoju. Podszedł do łóżka na którym się położyła się i zabrał jej świecę z rąk.
OdpowiedzUsuń- Poparzysz się. - powiedział i odstawił ją na szafkę. - Tego bym nie chciał. - dodał po chwili.
Słuchał uważnie, lecz połowy imion które wymieniła nie słyszał nigdy w życiu, ale udawał że rozumie - Później zapewne będziemy Cię z żoną podglądać - zażartował - na razie jednak nie w głowie mi relaks i spoglądanie na jezioro. Teraz to jeszcze jest swawola, gorzej będzie pod koniec jesieni, wtedy drzewa będzie trzeba narąbać. Ale może połowa aktualnych obowiązków mi odejdzie - zamilkł i dokończył jeść potrawkę czekając co tam jeszcze sobie Hesh przypomni.
OdpowiedzUsuńUsiadł na łóżku.
OdpowiedzUsuń- Żal byłoby Twoich rąk. - powiedział z cichym śmiechem. Spojrzał na nią, zatrzymując spojrzenie długo na jej sylwetce. Miał ochotę ją chociaż przytulić.
- Bliskość łóżka i Ciebie sprawia, że cięzko mi sie myśli, wybacz. - powiedział z rozbawieniem i bez zastanowienia przyciagnął ją do siebie i przytulil delikatnie, bardziej w zartach niż na poważnie. - Widzisz? Miałem tego nie robic. Wszystko przez Ciebie.
Wzruszył ramionami.
OdpowiedzUsuń- Dostaję marmurowy, kamienny, lub drewniany blok i muszę z niego wyczarować nagrobek, zgodnie z zażyczeniem rodziny klienta.- powiedział ze śmiechem.
- Drzewa urosną nowe. Będzie jeszcze mnóstwo przyjęć, ale pierwsze będzie największe i będzie trwać dopóty ostatni gość nie padnie od nadmiaru alkoholu - zarechotał - A zmieniła, nieświadomie, ale zmieniła. Po prostu dla mnie jest idealna i nie potrzebuję żadnej innej. Co do Vito to nie wiem, sam się zastanawiam - odsunął nieco pusty talerz i sięgnął po puchar z winem i upił łyk.
OdpowiedzUsuńWzruszył ramionami.
OdpowiedzUsuń- Lubię to co robię, i na tym zarabiam kochana. Takie życie, trzeba się odnaleźć w świecie!
Przytulil ją mocniej i obrócił głowę, by móc na nia spoglądać.
OdpowiedzUsuń- Mi tez czasem Ciebie brak... Szkoda, że to już minęło... Nie walniesz mnie w łeb, jeśli mimo tego spróbuję Cię pocałować?
- I tak wszyscy skończymy jak ten cały Jochan, z czego niezmiernie się cieszę.- powiedział spokojnie Green z uśmiechem.
OdpowiedzUsuńWierząc w jej zapewnienia, długo nie zwklekał (a nóż się rozmyśli!) i pocałował ją w usta, ciesząc się z tej chwili i zbliżając się do niej jak tylko mógł. Objął ją mocno, ale równocześnie delikatnie.
OdpowiedzUsuńNajgorsze z tego wszystkiego stanowczo było to, że właściwie nie chciał nic zmieniać... Nadal był zdania, że bezsensem byłoby bycie razem. Że się nie da. A jednak ciągnęło go do niej jak do żadnej innej.
Westchnął.
OdpowiedzUsuń- Ja tam będę miał dumny dopisek "Szalony Grabarz" i będę pośmiertnie spełniony.- powiedział ze śmiechem.
Nie ruszyło jej to. Miała znajomych, którzy byli płatnymi zabójcami. Na początku ją to dziwiło, lecz teraz było rzeczą... no cóż, normalną. Pomyślała nawet o swojej "drogiej" macosze, która wynajęła kilku drągali, by zabili ją. Uśmiechnęła się pod nosem - nie udało się im.
OdpowiedzUsuń- To dobrze płatna praca? - spytała z zaciekawieniem. Może i ona by się skusiła, gdyby z pracą było krucho.
- Zabijasz ludzi złych? - spytała tajemniczo. - Jeśli tak, to nie powinnaś mieć wyrzutów sumienia. Pomagasz światu pozbyć się istot niepotrzebnych, którzy tylko przeszkadzają. - dodała po chwili. Wiedziała o czym mówi. Fajnie jest być od czasu do czasu bohaterem. Lub wmawiać sobie, że się nim jest.
OdpowiedzUsuńPopatrzyła w górę, między drzewa. Niebo było usłane gwiazdami, a księżyc stał w pełni. Uśmiechnęła się.
Pierwszy raz nie zaprotestował, gdy zabrała mu cylinder. Nie, nie miał najmniejszego zamiaru protestować.
OdpowiedzUsuńPo sekundzie podniósł się i podszedł do drzwi, by je zamknąć. Wolał by psiarnia po powrocie do domu nie spróbowała wskoczyć do łóżka. Potem nie czyniąc żadnego hałasu, znów wślizgnął się do łóżka. Nawet nie spodziewał się, że jego ciało tak zatęskni za dotykiem tej jednej, konkretnej osoby. Że jej niespokojne ruchy obudzą w nim tak szybko na powrót żar. Jego dłonie błądziły spokojnie po delikatnych krzywiznach jej ciała, powracając do znajomych, ukochanych kształtów i witając je z radością. Naprawdę tęsknił.
Niewątpliwie nie było to nic dobrego. Komplikowało jeszcze dodatkowo ich i tak pokręcone już relacje. Wynn jednak nic nie mógł poradzić na to, że pragnął jej w najbardziej ludzki sposób jak tylko mógł.
Zaczął składać pocałunki na jej ciele, nie pomijając żadnego odkrytego miejsca. Palcami, delikatnymi ruchami gładził jej skórę, starając się sprawić jej jak najwięcej przyjemności. Zadziwiające, jak tak piękna suknia mogła okazać się denerwująca i niepotrzebna.
- Każdy ma swoje dziwactwa. - uśmiechnęła się tajemniczo do dziewczyny. Zmierzyła wzrokiem twarz Hesh. Nie zdradzała ona żadnych złych zamiarów wobec Viv. - Może masz ochotę na piwo? - spytała, wyciągając z małej torby dwie butelki. - Kupiłam w Karczmie, nie wiem czy dobre... - dodała, podając butelkę Dziewczynie.
OdpowiedzUsuńPokiwał głową.
OdpowiedzUsuń- Tak są robione. Mają odstraszać niepożądanych gości.- zachichotał złośliwie, lekko zacierając ręce.
Po kilku godzinach Wiedźma wyszła z domu i ruszyła w kierunku lasu. Na szczęście wreszcie się ochłodziło. Przynajmniej na tyle, że można było swobodnie oddychać, a powietrze nie przesuszało gardła. Przymrużyła oczy. Od pewnego czasu czuła się dziwnie w słoneczne, upalne dni. Wpływ środowiska, jak mówią. Obrawszy najkrótszą drogę do lasu, doszła do niego w kilkanaście minut. Następną godzinę miała zamiar spędzić na zrywaniu potrzebnych ziół, jednak wyczuła lekkie muśnięcie aury kogoś z jej miastowych znajomych. Gdyby była dalej od jej źródła, oddałaby się pracy, jednak teraz musiała tylko minąć kilka drzew i... dojść do jeziora. Oparła się ramieniem o drzewo, wbijając wzrok w plecy klęczącej na ziemi Heshtje. Postanowiła się nie odzywać i poobserwować działanie rudowłosej.
OdpowiedzUsuńRozejrzał się w poszukiwaniu jakiegoś zbiornika wodnego. Widząc małą rzekę przepływającą kawałek dalej wstał z klęczek, podszedł i zamoczył kawałek szmaty oderwanej od i tak zniszczonej już peleryny. Wycisnął tylko na tyle, aby woda nie kapała i wrócił do Heshtje. Podał jej mokrą szmatkę. Zimny okład mógł pomóc na ból głowy.
OdpowiedzUsuń- Poziom demona. Ten tutaj... takiego spotkałem tylko raz. Mój przyjaciel nie przeżył tego starcia, a było nas trzech. Mamy mnóstwo szczęścia.
Widząc jej rozgorączkowanie, sięgnął powoli jedną ręką za jej plecy i udając niezdarność zaczął rozplątywać powoli wstążkę ściskającą jej suknię. Drażnił się z nią, robiąc to jak na wolniej, gdy drugą ręką przestał pieścić jej piersi i zaczął zsuwać się niżej, odsuwając materiał sukni i śmiało dotykając jej przez cienki materiał bielizny. Całe to rozwiązywanie gorsetu też zmieniało się w pieszczotę. Co jakiś czas pochylał się w jej stronę, by musnąć jej skórę ustami, jakby nie mógł wytrzymać tego nie robiąc. Z całych sił starał się nie ulec sobie i nawet nie wysunąć kłów. Na razie się mu udawało. Jej pocałunki były tak rozkoszne, wspaniałe. Nie chciał tego psuć. Czuł się jak w jakimś pięknym śnie. Zapewne ta chwila śniłaby mu się wielokrotnie od ich rozstania, gdyby tylko mógł śnić.
OdpowiedzUsuń- Drzewo to drzewo - powiedział tylko - Nikt nikogo nie będzie zbierał.Każdy dba o siebie i będzie spał tam gdzie padnie dopóki o własnych siłach nie wstanie. Dlatego trzeba wykazać się roztropnością oraz sprytem - mrugnął do niej i dopił wino z pucharu. Zawołał Aarona by zebrał naczynia i położył mu pięć złotych monet za fatygę - Czekasz tu na kogoś? Bo ja już muszę wychodzić - wstał i zasunął krzesło za sobą spoglądając na dziewczynę.
OdpowiedzUsuńZ rozbawieniem wykrzywiła wargi w czymś na kształt uśmiechu. Zaciśnięte brwi i usta rudowłosej dawały wiarygodne świadectwo jej wysiłków, które wkładała w próby umiejętnej medytacji. I właśnie o to chodziło, że skupiała się na tym za bardzo.
OdpowiedzUsuńMlasnęła cicho, językiem o podniebienie. "Spokojniej!" rzuciła mentalnie, posyłając przekaz do Heshtje i zagryzła wargi, oczekując reakcji.
Westchnął.
OdpowiedzUsuń- Raz wyrzeźbiłem demona i postawiłem na cmentarzu. Tydzień później ledwo wytłumaczyłem dwóm panom od inkwizycji, że to tylko do przepłoszenia hien cmentarnych... No i żeby pokazać niewiernym, kto będzie na nich czekać jeśli będą grzeszyć... Ledwo. I kazali go usunąć. Podli.- zrobił obrażoną minę.
W końcu uwolnił ją od sukni, która zaraz znalazła się na pobliskim krześle. W chwilach gdy ta go nie całowała, przesuwał ustami po jej teraz już całkiem odsłoniętej skórze, lekko przegryzając ją od czasu do czasu, jednak nie czyniąc jej żadnej krzywdy. Ciągle bardzo starał się uważać.
OdpowiedzUsuńDelikatnie uniósł ją tylko po to, by lekko znów ułożyć ją na poduchy i pochylić się nad nią, by dotknąć jej ust w pocałunku pełnym pożądania. Znów pozwolił spotkać się im językom i czynić swoje zapasy. Jedną ręką starał się na oślep ściągnąć z siebie spodnie, które w aktualnej chwili były stanowczo za ciasne.
Materiał upadł na podłogę, a Wynn zbliżył się jeszcze do niej, ciągle całując i pieszcząc rękami całe jej ciało. Chciał, by zaznała jak największej przyjemności, jak najbardziej podrażnić jej zmysły. Liczyła się ona. Tylko ona.
OdpowiedzUsuńTylko... Pożądanie utrudniało mu myślenie. Chciał ją mieć już. Teraz. Delikatne pieszczoty przestawały mu wystarczać. Przesunął ręką po wnętrzu jej uda, ledwie muskając łono. Po chwili naparł na nią i zaczął poruszać się miarowo, przyciskając jej ciało do swojego. Czuł się, jakby zwielokrotnione ciepło jej ciała przeszło na niego. Jakby stało się ogniem, który odpędza chłód, który wiecznie odczuwał. Chciał zawieść ją na granice świadomości, dać jej najpiękniejszą rozkosz. Nie chciał jej wykorzystać. Jak wcześniej.
Wzruszył ramionami.
OdpowiedzUsuń- Wiesz, obraz wiszący gdziekolwiek a rzeźba postawiona na środku cmentarza to jednak nie to samo. W końcu cmentarz to ziemia święta... Nawet jeśli to MÓJ cmentarz...- powiedział.
Uchwycił ją za biodra, jednocześnie gładząc jej pośladki i przyciskając ją do siebie. Zwiększał tempo, chcąc ją zadowolić, sprawić, że zatopiłaby się w rozkoszy. Jednocześnie każdy skrawek jej ciała okrywał swoim dotykiem, stać się dla niej barierą oddzielającą ją od świata. By liczyło się dla niej tylko to, co działo się pomiędzy nimi. Nic innego.
OdpowiedzUsuńWestchnął.
OdpowiedzUsuń- Och, ziemia święta to tylko dlatego że oni tak myślą. Dla mnie to miejsce jest święte na inny sposób...- zamilkł na chwilę. Radosne ogniki w jego oczach, które do tej pory igrały wesoło przygasły...- Jest dla mnie święte, bo jest powiązane z osobą na której kiedyś bardzo mi zależało...- wyznał cicho.
Odchylił lekko głowę do tyłu, pozwalając jej składać pocałunki na swojej skórze. Podobało mu się to. Cholernie podobało. Rozgorączkowanie wcale nie ustępowało. Opuszczał jej ciało i znów wracał, wchodząc tak głęboko jak mógł, robił to coraz szybciej. Pragnął słyszeć jej jęki, jej przyśpieszony oddech i szaleńcze bicie serca. Chciał, by wiła się pod nim, by poczuła największą możliwą rozkosz, by doszła przed nim. Jego pragnienia nie były nic warte przy jednej chęci sprawienia jej przyjemności, która teraz tylko się liczyła. Zresztą. Zapewne, by poczuć pełnię spełnienia musiałby ją zabić. Lepiej było skupić się na niej.
OdpowiedzUsuńMilczał przez chwilę.
OdpowiedzUsuń- Chodzi o pamięć. O pamięć o osobie, którą się kochało...- wyjaśnił cicho, doskonale rozumiejąc te sprawy...
Doszli właściwie w tym samym momencie. Emocje sięgnęły apogeum, by potem powoli opaść. On z radością przyglądał się jej zachowaniu, słuchał cichego zdławionego krzyku i przyśpieszonego rytmu serca. W tej chwili mógłby schwycić ją za rękę i przerwać jedną niewielką żyłkę i uszczknąć trochę jej życia dla siebie, nie czyniąc wielkiego zamieszania. W nadmiarze bodźców i tak nie zauważyłaby tego krótkiego bólu. Opanował się jednak, karcąc się w myślach.
OdpowiedzUsuńOpadł na poduszki i ponownie przyciągnął ją ku sobie, by pocałować ją raz jeszcze. Nakrył jej ciało w swój dotyk.
- Kocham Cię i nic na to nie poradzę. – westchnął jej do ucha, gdy przytulał ją do siebie. Leniwym ruchem odgarnął włosy z jej twarzy.
Pokręcił głową.
OdpowiedzUsuń- Ojcowie są przereklamowani.- stwierdził, cały czas mając w pamięci ból, który przez niego przeszedł. Ile musiał się nacierpieć i wylać łez... Kiedyś. Dawno temu,ale pamiętał. To było jego cierpienie.
- Tia... Mój Ojciec zabił tylko osobę, którą kochałem nad życie.- powiedział.- Na szczęście też nie żyje. Jakiś coś go zagryzło i rozszarpało. - zaśmiał się radośnie.
OdpowiedzUsuńWestchnął.
OdpowiedzUsuń- Nie będę się spierał, który ojciec gorszy, bo to w sumie bez różnicy. Dla mnie zabicie tej osoby oznaczało koniec kompletny. Umarłem. I potem jak ten szkielet ożywiony ożywiłem się i o to jestem.- powiedział cały czas się śmiejąc.
Bawił się lekko jej rudymi lokami, delikatnie przesuwając rękami po jej ciele. Jej ciepło rozkosznie go ogrzewało.
OdpowiedzUsuń- Zaświta i małą będziesz miała ze mnie pociechę. - mruknął, mimo, że wiedział, że nie tylko o to jej chodzi.
W myślach jęczał nad nienormalnością ich relacji. To wszystko było... chore. Tak, to dobre słowo.
- Ok, jak sobie chcesz. Będzie więcej dla mnie. - powiedziała, puszczając oko do Dziewczyny. - Szczerze, to i tak już dużo o mnie wiesz. Nie jestem skora do opowiadań o sobie. Można powiedzieć, że po prostu nie lubię wracać do przeszłości.
OdpowiedzUsuńKątem oka zobaczyła żółte ślepia Vorxa, Wilczego Przyjaciela Vivien.
-m I weź tu rozmawiaj z osobą nierozumiejącą metafor.- westchnął z niby zbolałą miną.
OdpowiedzUsuńUśmiechnęła się pod nosem na słowa dziewczyny. - Nie, jeszcze nie zdążyłam. I bardzo chętnie się z Tobą przejdę. Są tu jakieś ciekawsze miejsca?
OdpowiedzUsuńUniosła pięść do twarzy, lekko przygryzając kciuka by nie parsknąć śmiechem. Ciekawe doświadczenie. Nie często widzi się zdumioną i tarzającą po ziemi Heshtje, z tragicznie głupią miną. Upojenia, pomyślała szczerze rozbawiona. Po chwili milczenia posłała ku niej kolejny przekaz. "Jesteś psychiczna, psychiczna, psychiczna!"
OdpowiedzUsuńZnów pogładził jej włosy, zsuwając się ręką niżej, badając znane mu kochane krzywizny jej ciała, delikatną skórę.
OdpowiedzUsuń- Wiem. - westchnął cicho pod nosem, obracając głowę w jej stronę. - Ale to naprawdę nie ma sensu. Nie zapominaj jak bardzo wściekła na mnie jesteś. - powiedział z pewnym, ledwo słyszalny rozbawieniem w głosie. - Nie. Nie mogę. Nie możemy. Wiesz, że z tego nic nie wyjdzie. Tylko się nadenerwujemy na siebie nawzajem, tylko się namartwimy i znów skoczymy sobie do gardeł. To nie wyjdzie.
Przyciągnął ją bliżej siebie i przytulił. Boże... Znów jęknął. Tym razem na głos.
Do domu Wilkowego zmierzała, w Wilkowym domu mieszkała ciągle, opuścić go nie chciała. I zauważyszwszy postać rudowłosą, przekleństwem w las cichy rzuciła. A gdy spojrzenie ciemne psa odnalazło, pociemniało bardziej.
OdpowiedzUsuń- Witam. - Ozwała się, niegłośno, do rudej kobiety wolno podchodząc.
Prychnął cicho.
OdpowiedzUsuń- Masz coś do mojego cmentarza?- zapytał, krzyżując ręce na klatce piersiowej.- "W takim miejscu", pfff...- prychnął.
Kuźnia nadal była w opłakanym stanie, jednak nie groziła już przynajmniej zawaleniem. Darren lubił pracować. Dzięki temu nie musiał myśleć o tym co się wydarzyło. Pomagało wypełnić czas,a to mu właśnie było potrzebne.
OdpowiedzUsuńJednak, jak wiadomo, nikt nie jest w stanie pracować jak maszyna. Dlatego też nawet Wolf potrzebował przynajmniej parę godzin przerwy po trzech dniach intensywnej pracy.
Poszedł na targ, gdyż powoli kończyło mu się jedzenie. Tak samo jak i pieniądze. Westchnął ciężko. Musiał pospieszyć się i jak najszybciej zacząć pracę w kuźni. Może wtedy uda mu się zarobić parę groszy.
Zarzucił worek z zakupami na ramię. Już miał wracać do kuźni, kiedy zapatrzył się w stronę lasu. Zboczył z drogi przekraczając granicę drzew.
Sam nie wiedział jaka siła go tu zagnała, jednak bardzo dobrze zrobiła. Wzrok Wolfa przykuł szamotający się we wnykach zając.
Kłusownicy... Darren nie lubił kłusowników. Za bardzo znęcali się nad zwierzętami zakładając te wszystkie pułapki. Pętla z cienkiego sznurka wżynała się w łapkę stworzenia. Darren podszedł, złapał wyrywającego się zająca.
- No już, przyjacielu, spokojnie. - Mruknął trzymając go mocno, acz delikatnie, aby nie uczynić mu większej krzywdy. Wyjął z worka marchew i podstawił pod pyszczek przerażonego zwierzęcia. Szarak zwąchał jedzenie i uspokoił się. Zaczął chrupać marchew, kiedy Wolf odcinał i rozplątywał jego łapkę ze sznurka. Obejrzał ją, czy lepiej nie dobić zwierzaka, żeby się nie męczył, ale stwierdził, że da sobie radę. Odłożył zająca na ziemię, wstał, i odsunął się. Zwierzak dojadł marchew i uciekł.
- Nie dość, że sam mógłby być moim obiadem, to jeszcze ucieka z jego składnikami. Jesteś głupcem, Darrenie. - Mruknął sam do siebie ponownie zarzucając worek na ramię.
- Jak chcesz to chodź. Pokażę Ci gdzie mieszkam to odwiedzisz jak się będziesz nudzić - zachęcił ją ruchem głowy i powoli ruszył do drzwi.
OdpowiedzUsuńZaśmiał się cicho. Spojrzał rozbawiony na kobietę. Ostatnio zdarzało mu się to coraz częściej. Zapomniał, jak można się dobrze bawić na tym świecie.
OdpowiedzUsuń- Widać taki twój urok. - Usiadł obok kobiety i zaczął oglądać własne obrażenia. Nie było tak źle, jak przypuszczał na początku. Z pewnością przyda się jakaś dratwa, ale nic ważnego mu nie odpadnie.
- No dobra, psem się zajmę. Obiecują. Nie zawalę. Przysięgam. – uśmiechnął się lekko i w zaczepce poczochrał ją za włosy. – Będę miał przynajmniej jakieś zajęcie. I Ciebie odciążę.
OdpowiedzUsuńZamilkł po jakimś czasie takiego bezsensownego gadania. Pocałował ją po prostu.
- Nie bądź przeze mnie smutna.
Wyszli z karczmy i skierowali się powoli w stronę jego domu. Szedł w milczeniu, był zbyt wyczerpany żeby samemu zacząć jakiś temat, wolał słuchać Hesh.
OdpowiedzUsuń- Dobrze, pilnuj nas. Masz moje oficjalne pozwolenie na pilnowanie nas. – roześmiał się. Oparł głowę na poduszkach i przyglądał się jej. Znów wyciągnął ręce, by dotknąć jej ciała, jakby znów w tak krótkim czasie za nim zatęsknił.
OdpowiedzUsuń- Jeśli Wiewiórka tego zapragnie… Jeśli Wiewiórka pozwoli…
- No popatrz! A mi się kojarzy! Na przykład: Wiele trupów na tym cmentarzu ostatnim co zobaczyło, było słoneczko :3. Albo że wszyscy nawożą moje wspaniałe, białe kwiaty.- zaśmiał się szaleńczo, jak to miał w zwyczaju.
OdpowiedzUsuńPrychnął.
OdpowiedzUsuń- I myślisz że pozwolę zabierać moją ziemię, z mojego cmentarza? Po moim trupie.- powiedział krzyżując ręce na piersi.
Zamruczał cicho, nie mogąc skupić się na tyle, by wydobyć z siebie jakąś w miarę inteligentną odpowiedź. Znów miał wrażenie, jakby jej zwielokrotnione ciepło wniknęło w niego, stało się żarem. Oddało mu życie. Dłońmi przesuwał tam gdzie sięgał, po załamaniach jej skóry, po rękach, po bokach, po piersiach. Podniósł się tylko na tyle, by nie zrzucić jej z siebie, lecz móc dotknąć idealnego kształtu jej pośladków i ud. Pocałował ją przy okazji, pozostając cały czas jej poddany.
OdpowiedzUsuń- Możemy teraz o psach nie rozmawiać? Poteeem, zlituj się.
I jak na zawołanie trzasnęły drzwi wejściowe do domu. Słychać było chrobot pazurków o kamień.
- Jeśli mnie zabijesz, będę cię nękał po śmierci.- powiedział spokojnie.- Moja dusza... No cóż. Na pewno tu pozostanie, kochanie.- zaśmiał się.
OdpowiedzUsuń- Diabły. – westchnął. – I Ty masz do mnie pretensje, że ja smoków nie lubię! – prychnął, wciągając spodnie. – Nie mogli dłużej sobie pospacerować?
OdpowiedzUsuńPrychnął, wrzucając na grzbiet koszulę i idąc w kierunku drzwi.
- Rzeczywiście masz przyzwoitkę…
Zachichotał.
OdpowiedzUsuń- Nie wierzę ludziom z aureolą!.- powiedział rozbawiony, patrząc na nią spokojnie.
Mechanicznym ruchem poprawił kapelusz i ruszył w stronę drzwi zaraz za Heshtje. Wyżeł podszedł do niego i Wynn spróbował go pogłaskać. Tym razem już się nie uchylił, co wywołało słaby uśmiech na twarzy wampira.
OdpowiedzUsuń- Cześć, potworku. – udał, że chce gonić szczeniaka, a ten zaczął biec w kierunku Drawena. To mogło pomóc w próbach zabrania małemu buta.
Potem wampir uniósł głowę i spojrzał na Smoka. Skinął do niego głową.
- Witaj. – właściwie się nie znali. Wynn znał go tylko z tego co opowiadała Heshtje.
W sumie już nie zwracał uwagi na jej pytanie, po tym jak jej krążek trzepmnął w drzewo i nieco... uszkodził je.
OdpowiedzUsuń- Coś ty najlepszego zrobiła?! Dbam o ten cmentarz od lat, naprawiam stare nagropki, sadzę kwiaty, opiekuję się wszystkim co tu jest, a ty mi to śmiesz niszczyć!- był nieco wkurzony.
- Może tym razem dzika plaża? Jeśli to niedaleko, oczywiście. Takie piękne niebo... - Vivien rozmarzyła się. Nie zdarzało się jej to często, ale przy Hesh była bardzo... rozluźniona. Może nawet aż za bardzo? Ostatnio, gdy tak się czuła niezbyt dobrze to się skończyło...
OdpowiedzUsuń- No i się dało odzyskać. Wspólnymi silami. – zauważył ze śmiechem, omijajaąc stopień zniszczenia owego buta. Lepiej skupić się na bardziej pozytywnych sprawach.
OdpowiedzUsuń- Wynn. – przedstawił się krótko i skinął głową do Drawena.
Nie wiedział co ma więcej powiedzieć. Zabrzmiała dziwaczna cisza. Tak nietypowa w towarzystwie gadulskiego wampira.
Niszczenie jego ukochanego cmentarza było niewybaczalną zbrodnią.
OdpowiedzUsuńOn bo prostu... Był psychiczny i trzeba było się przyzwyczaić, albo plotkować o nim z ludźmi w karczmie.
Westchnął cicho.
OdpowiedzUsuń- Tak, do zobaczenia.- powiedział spokojnie, chyba pierwszy raz, od paru dni.
Wampir mruknął coś niezrozumiale pod nosem, patrząc z zmrużonymi oczami na drzwi, za którymi zniknął Drawen.
OdpowiedzUsuń- A bo ja wiem? Ty go znasz, nie ja.
Chwilę milczał, gdy się do niego zbliżała. Objął ją, otoczył ramionami, chłodem swojej skóry. Pocałował ją delikatnie.
- Mam nadzieję, że nie będą drapały w drzwi. – powiedział jej cicho do ucha, prowadząc ją w stronę izby, którą niedawno opuścili.
Wciągnął ją do pokoju i zamknął drzwi. Tym razem już na klucz. Wynn widać był tego samego zdania co Hesh na temat jej sukni, bo natychmiast zbliżył się do niej i począł ją z niej uwalniać, przy okazji walcząc ze swoim ubraniem.
OdpowiedzUsuń- Jesteś piękna. – powiedział cicho, obejmując ją i całując. – I jeśli teraz ktoś nam przeszkodzi, przysięgam, że będę zły. Nie licząc psiarni, bo na nią żal byłoby się gniewać. Ale reszta… - jego ramiona zadrżały od hamowanego śmiechu. Uniósł ją i położył miękko na łóżku, samemu wślizgując się obok niej. Dłońmi i ustami nakrywał jej ciało, niosąc ze sobą chłód w którym nie było lodu, lecz żar.
- Nie gniewam się na Ciebie. Dobrze, że próbowałaś. Wciąż miałem nadzieję, że zwiążesz się lepiej… - westchnął cicho, zaprzestając na chwilę całowania jej ciała. Wiedział, że Heshtje myśli, że ją zdradzał, ale nie odezwał się na ten temat nie chcąc psuć panującej pomiędzy nimi atmosfery. Nie odezwał się, dając jej do zrozumienia, że on nie ma nic na sumieniu i nie będzie z jego strony żadnych ciekawych wyznań.
OdpowiedzUsuńCóż, czasami zachowywał się w koszmarnie wyuzdany sposób wobec ludzi, ale w gruncie rzeczy nie było to jego winą i nie wiązało się z zdradą. Taka była już jego natura…
Wrócił do pocałunków i pieszczot.
Znów błądził rękami po jej ciele, z zapamiętaniem oddając jej pocałunki.
OdpowiedzUsuń- Ja też kocham tylko Ciebie. I nikogo więcej. Nigdy. – zapewnił ją, przysuwając ją bliżej siebie, zmuszając wręcz, by się nad nim pochyliła. Potem pocałował ją najgoręcej jak tylko mógł, wznawiając badanie wnętrza jej ust.
- Nie, nigdy... - odpowiedziała zdezorientowana. Dopiero po chwili trybiki w jej mózgu zaczęły układać się w jedną całość. - Masz smoka? - zapytała zaskoczona Vivien.
OdpowiedzUsuńUpadła z nią na ziemię gdy ta się na nia rzuciła. przeturlała się tak by nie złamać łuku, który miała na plecach. Zaśmiała się powoli wstając i otrzepujac się z liści.
OdpowiedzUsuń- Można i tak. - powiedziała ze śmiechem wyjmujac liście z włosów.
- Chodźmy dalej. - powiedziała pomagając jej wstać.
[A chętnie jeśli zaczniesz ^^]
OdpowiedzUsuńGdy zeszła z niego, nie powstrzymał jęku zawodu. Myślał, że zamierza mu uciec, a to wcale nie wydawało mu się zabawne. Na szczęście nie poszła nigdzie, zostając przy nim. Wydał z siebie cichy pomruk przyjemności gdy zsuwala się ręką na dół. W pieszczotach nie pozostawał jej dłużny.
OdpowiedzUsuń- Znowu zarywass przeze mnie noc - zauważył z rozbawieniem.- Nazwij mnie chamskim bucem, ale nie czuje wyrzutów sumieni.a
To już porozmawiasz sobie na ten temat z Moją Córką. Ona wszystko Ci powie - uśmiechnęła się do Hesh.
OdpowiedzUsuńEmina nadal była pewna obaw co do pływania w morzu.
OdpowiedzUsuńBała się że w każdej chwili wyskoczy jakiś posłaniec i wygna ją z morza.
Znowu.
Ale postanowiła jednak przełamać swój strach i zacząć pływać też w morzu bo przecie jezioro jest zbyt małe.
Ale przed to ktoś mógł ją zobaczyć.
Jednak wolała zaryzykować i zmieniła swą postać po czym wskoczyła do wody
Wynn zapewne obraziłby się, gdyby usłyszał, że można go pomylić z czworonogiem szarpiącym za pościel! Obraziłby się jak nic i nic nie przebłagałoby go przez piętnaście minut. Potem by się poddał, bo na Hesh się gniewać nie mógł.
OdpowiedzUsuńTeraz jednak był tak daleki od gniewania się na nią jak tylko się dało.
Odpowiedziałby jej jakoś, ale z jego ust dobył się tylko ciche westchnienie. Nic więcej. Problem rujnowania domu za drzwiami przecież nie był jego problemem… To już nie jego chałupa! W głowie piskliwy złośliwy głosik pokładał się ze śmiechu.
Właściwie to pokładałby się, gdyby miał coś do gadania.
Bawiła się w wodzie jak dziecko.
OdpowiedzUsuńTak bardzo tęskniła za morzem.
Usłyszała szczekanie lecz wydało jej się one niezwykle odległe.
Pewna że nikt jej nie widzi machała ogonem powodując niewielkie fale.
Podniósł się na ramionach, by spojrzeć na nią.
OdpowiedzUsuń- Czekaj… Pójdę sprawdzić. Mam mniej do ubrania. I nie potrzebuję świec. – Zauważył, wygrzebując się z pościeli i ubierając spodnie. Darował sobie szukanie reszty ubrania. Pocałował ją jeszcze przed wyjściem. Z westchnieniem otwarł drzwi i ruszył w stronę owego pokoju na bosaka.
Wyciągnął ręce za siebie, dotykając jej ciała.
OdpowiedzUsuń- Co, golasku? Poczekać chwili nie mogłaś? – przechylił głowę, śmiejąc się pod nosem. – Sztaluga poszła na ziemię. Ale nic na niej nie stało. Ofiar brak. Mały się cieszy jak głupi, zbój. – zrelacjonował jej widok i podszedł do najbliższej świecy, żeby ją odpalić. Wkrótce pomieszczenie rozświetliły słabe światła.
- Ładnie wyglądasz w takim migotliwym świetle. Zawsze ładnie wyglądasz. Przyjrzałbym się obrazom, ale moje oczy się buntują. – pocałował ją znów.
Lyn po jakimś czasie szalonego pościgu zorientowała się, że Heshtje również za kimś goni. Nie widziała twarzy tej osoby, ale chwilowo to nie miało znaczenia. W ostateczności mogła nawet spróbować pomóc jej w dopadnięciu tej istoty, jeżeli to oznaczało zatrzymanie się.
OdpowiedzUsuń-Hej, pomóc ci w tym?!- zawołała, z nadzieją, że rudowłosa ją usłyszy, jednocześnie wskazując ręką biegnącą w pewnej odległości przed nimi postać. Na to, że Heshtje dostrzeże ten gest, raczej już nie liczyła.
Ruszyła w stronę domu - Zadoya się ucieszy - spojrzała na Hesh - już od dawna prosiła mnie, abym kogoś poszukała, kto by Jej mógł namalować to, co Ona sobie tam wymarzyła...
OdpowiedzUsuńNie widzę problemu. Możemy iść do siebie. Choć w domu mam potrzebne rzeczy - zerknęła na Nią kątem złotego oka - no chyba, że masz coś szczególnego do zabrania?
OdpowiedzUsuń[Aileen]
OdpowiedzUsuńAndrea zaśmiała się nieprzyjemnie, a aktorka tylko wzruszyła ramionami, nie była bowiem pewna, jak odnieść się do informacji, że Heshtje zataiła to przed nimi. Podejrzewała, że ten „ogon” mógł być dostrzeżony przez woźnicę, lecz nic się nie stało, zatem... Po cóż martwić się na zapas?
- Jak to „jak zawsze”? Masz ochroniarza? Fantastycznie - rzekła blondynka z krzywym uśmiechem, próbując utrzymać obojętny ton, choć fakt, że o czymś nie wiedziała, rozsierdził ją porządnie.
[Naprawdę nie wiem, co z tego będzie, póki co po prostu kontynuujmy wątek. :)]
- Pewnie, że zawołaj! - odpowiedziała uradowana Vivien. - Jeszcze nigdy nie widziałam smoka na żywo! To będzie prawdziwa przyjemność. - dodała już nieco mniej entuzjastycznym tonem. Nie mogła się doczekać.
OdpowiedzUsuń[Aileen]
OdpowiedzUsuńBlondynka krążyła niespokojnie wokół, usilnie się nad czymś zastanawiając, lecz nikt nie zwracał na nią uwagi, szczególnie Aileen, którą zdziwił niezbyt przyjazny wzrok rudowłosej, nie wspominając o jej słowach.
Starała się, była miła, grzeczna, wykonywała polecenia, zrzędziła tylko trochę i to bardziej na Andreę, nie Hesh, a ta wciąż ma humory!
- Godna pozazdroszczenia relacja - oceniła uprzejmym tonem, jako że wciąż nie wiedziała, co malarka chce uzyskać.
[Aileen]
OdpowiedzUsuń- Słucham? - Andrea stanęła z niezbyt przytomnym wyrazem twarzy, po czym zamrugała kilka razy i przeczesała drżącą dłonią włosy, na co Aileen zmarszczyła brwi. Czemu miałaby aż tak bardzo się przejmować ochroniarzem Hesh? - Przepraszam, zamyśliłam się, chyba już niedługo będziemy mogli ruszać - oznajmiła, powróciwszy do typowej dla siebie aroganckiej pozy, spoglądając co chwila na Drawena, lecz już nie flirciarsko, a ze... strachem?
Może boi się, że zobaczył coś, czego nie powinien? Wygląda na to, że ktoś tu ma sekret, pomyślała rozbawiona elfka, odwracając wzrok od malarki.
- Co za diabeł! - Odskoczył, kiedy dwa psy tylko mignęły tuż przed nim. Spojrzał za zającem i uśmiechnął się krzywo. No, jeśli teraz nie ucieknie, to się długo wolnością nie nacieszy.
OdpowiedzUsuńUsłyszał wołanie kobiety. Po raz kolejny poświęcając swój obiad wyjął kawałek mięsa z worka i zwabił psy.
Te, jak powszechnie wiadomo dały się złapać na coś, co można też zjeść, a przynajmniej już nie biega.
Podrapał wyżła za uchem i uśmiechnął się lekko, kiedy szczeniak z cichym powarkiwaniem zaczął szarpać go za nogawkę spodni.
[Aileen]
OdpowiedzUsuńZ nikłym uśmiechem Aileen zerknęła na blondynkę, lecz nie powiedziała niczego, nie chcąc jeszcze bardziej wzburzyć ich przewodniczki - to byłoby po prostu głupie.
- Mapa to ja - mruknęła Andrea z właściwą sobie dozą ironii, po czym postukała palcem w skroń. Zdecydowanie nabrała pewności, gdy Drawen znikł w zaroślach. - Wszystkie informacje są tutaj, nawet kompas nie jest nam potrzebny.
Eflka parsknęła cicho na tą manifestację, wiedząc, że w rzeczywistości ilustratorka na pewno ma rozrysowaną drogę, tylko chce dać Hesh do zrozumienia, że nie może się jej pozbyć.
[Ja na wątek jestem chętna i nawet zacznę, ale zapytuję tylko, czy masz pomysł na powiązanie]
OdpowiedzUsuń[Nie wiem, czy to dobry pomysł, bo zmarli nasyłają Tyzyfone na morderców i ona nigdy nie odpuszcza. Choć właściwie to mogła oszczędzić Heshje, bo tam miała jakieś informacje na temat sióstr Tyzy. O, to by się nawet przydało mi w opowiadaniu...]
OdpowiedzUsuń- Jaki on wielki! - powiedziała uradowana Vivien. Delikatnie i z ostrożnością zbliżyła się do pyska zwierzęcia, używając przy tym Instynktu. Czarne motyle rozpierzchły się w różne kierunki, ale ona sama nie odczuła zagrożenia. - Latasz na nim? - spytała Hesh, wpatrując się w olbrzymie ślepia smoka. Kątek oka zauważyła Vorxa, który był przygotowany na to, by pomóc swojej Pani, gdyby tej coś się stało.
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuń- Umiem - odparła Andrea na tyle cicho, by Aileen nie dosłyszała, co wcale nie było trudne, elfka bowiem z szeroko otwartymi oczami wpatrywała się w Drawena oszołomiona pięknem jego złocistych łusek, jednak postąpiła tylko kilka kroków w jego kierunku, nie zapomniała bowiem, że to przyjaciel Hesh, a ta… Nie była przyjaźnie nastawiona.
OdpowiedzUsuńBlondynka zbliżyła się do smoka, lustrując uważnie jego lśniące ślepia, w jej głowie szalał huragan. Może on jednak tego nie widział? Może to nie był on? Może nikomu nie zamierza powiedzieć…? Życie byłoby o wiele prostsze, gdyby mogła po prostu zadźgać tego potwora!
Zakapturzona postać przemierzała ciemne ulice Graleyn w poszukiwaniu zajęcia. Jak na razie nie chciała iść do karczmy, nie miała ochoty i tyle. Gdy nagle wpadła prosto na znajomą dziewczynę z rudymi włosami.
OdpowiedzUsuń- Hesh? - mruknęła odsuwając się i lustrując ją wzrokiem. Co jak co, ale w tych okolicach ani trochę się jej nie spodziewała. - Co ty tutaj robisz? Ach, zresztą nie ważne - machnęła ręką. - Prosiłaś mnie jakiś czas temu o naukę samoobrony, czyż nie? - Wzruszyła ramionami. - Nie mam aktualnie żadnego zlecenia, więc jeśli masz czas...