Nazywają je Miastem Straceńców.

Graleyn nie należy do ludzi. W tym niepozornym miasteczku dzieje się więcej, niż sobie wyobrażasz. W cieniu starych murów kryją się istoty, które nie powinny istnieć. Siedzą w karczmie i piją wino. Prowadzą warsztaty i sklepy. Ludzie nie mają nic przeciwko… Głównie dlatego, że nie wiedzą o tym, iż miasteczko jest stolicą świata nadnaturalnego. A to, że czasem ktoś zniknie...

No cóż, zdarza się.


sobota, 21 lipca 2012

Gatunkiem wampir, wyglądem człowiek, charakterem chochlik, a manierami krasnolud.



   Nazywa się Will Hyantell, urodzony w 1358 roku, w niewielkiej miejscowości Branthla, na północy Królestwa. Szlachcic z ziejącym ogniem kurczakiem w herbie, dziedzic dwóch spalonych przez smoka z czkawką wiosek. Na chwilę obecną wąpierz plugawy.
    Mało kto mówi do niego po nazwisku. Na ogół przyjęło się, by mówić na niego Wynn, co Assi uparcie przekształcała w „Wons”. Prócz tego bywa nazywany Kotem, albo rzadziej Kundlem. 
    W życiu robił wiele rzeczy, był między innymi stolarzem z artystycznym skrzywieniem, czy skrybą. Ostatnie siedem lat zajmował się złotnictwem i to podoba mu się najbardziej. Jednak jego ukochanym zajęciem jest… nicnierobienie. To leń przecie.  Aktualnie zajmuje się robieniem iluminacji do ksiąg. Nie jest to jego ulubione zajęcie, ale pozwala "przeżyć".

"Stary złośliwiec, idiota, gaduła, oszust, cwaniak, hipokryta, komik, tchórz... Ale przyjaciel dobry. "
~Klecha, najlepszy przyjaciel.

   Optymista aż do przesady, człek wyjątkowo wesoły. Zachowuje się tak, jakby nie znał żadnych problemów, ani trudów. Znudzenie zbyt długim "życiem" chyba mu nie grozi. 
Wampir lubi sobie pomarudzić, widzi wszędzie problemy. To znaczy – tylko tam, gdzie nie widzi ich nikt inny, a tam gdzie każdy normalny zauważyłby przeszkodę, Wynn jej nie widzi. Co najśmieszniejsze, jego marudzenia wcale nie zmieniają faktu, że jest wyjątkowo zadowolony z życia. Marudzenie jest zwyczajnie nieodłączną częścią jego charakteru.
    Jego gadania nie można traktować na poważnie, powszechnie znanym faktem jest, że to co mówi, a to co myśli to dwie różne sprawy. Podobnie jest z tym jak przedstawia siebie, co robi, by wydawać się innym niż jest naprawdę. Patrząc na jego zachowanie, można uznać, że jeśli jest groźny to tylko dla siebie, że jest tylko zwykłym „wioskowym głupkiem” i Wynnowi bardzo pasuje, kiedy jest tak postrzegany, może, że po części okazuje się to prawdą. W nowych sytuacjach nie umie sobie poradzić, postawiony na nieznanym gruncie traci pewność siebie i rezon.
   Kocha błaznować, wygłupiać się i stroić sobie żarty z innych. Denerwujący niczym chochlik, potrafi napytać sobie swoim zachowaniem biedy i narobić wrogów, co wcale nie skłania go do zmiany postępowania. Doprowadzanie innych do szału momentami zdaje się sensem jego życia. Wbrew pozorom tym całym swoim gadaniem nikogo nie chce urazić, robi to w duchu przyjaźni. Jedynie czasami przypadkowo przegnie. Nieświadomie.

"Bywa nieobliczalny... Tak właściwie nigdy nie przewidzisz co do tego głupiego łba strzeli."

"Honor? Chyba w snach. Uczciwość? Ponoć nie kłamie, ale potrafi oszukiwać tego nie robiąc. Odwaga? Co? On i Odwaga? Proszę..."
                                                                                                                   ~Klecha
    Pomijając już Pozytywne Myślenie, wrodzoną wesołość i skłonność do robienia z siebie błazna to bestia jest z niego paskudna i wielce złośliwa. Bawi się kosztem innych i nie widzi w tym nic złego. Potrafi zabić z nudy. Wydaje się, że myśli jakoby cały świat był teatrzykiem stworzonym po to, by go zabawiać. Ludzi traktuje przedmiotowo. Oportunista i egoista. Najpierw robi, a potem.. no cóż, i tak nie myśli. 
    Nie wstydzi się swoich wad. A Tych posiada naprawdę wiele. Jest amoralnym, pozbawionym resztek honoru tchórzem. Nie widzi nic złego w ucieczce przed silniejszym. Na swoje ofiary wybiera takich ludzi, aby nie mieć najmniejszego problemu. Bawi się z nimi w kotka i myszkę, rani, doprowadza do załamań nerwowych, wykańcza powoli, ale bardzo skutecznie. Kocha zabijać. Kocha czuć smak krwi w ustach i słyszeć krzyk swoich ofiar. I otwarcie przyznaje się do tego przed innymi nieludźmi. Z jednej strony więc ma dar do zjednywania sobie ludzi, a z drugiej strony nie kryje się ze swoim charakterem. Bywa więc obiektem kontrowersji, jedni go uwielbiają, drudzy najchętniej potraktowaliby kołkiem. Co gorsza ciągle próbują. Ale Wynn może i wyjątkowo inteligentny nie jest, ale uciekać umie jak nikt inny. I nie waha się tego robić. Wyjątkowo lubi swoją skórę, a i wątpi czy zostałby dobrze przyjęty w zaświatach.
    Wbrew pozorom ma trochę (troszeczkę, malutko, ociupinkę...) zalet. Pomaga innym, jeśli tylko nie wymaga to zbyt dużo wysiłku, służy jako (zwykle) darmowe źródło informacji o tym co dzieje się w mieście i w gruncie rzeczy jest dobrym przyjacielem.

"Jest uroczym paplajłą, który nie myśli. A jeśli już to za późno."
                                                                                                                              ~Assibiell

"Wampir - wesołek, co jak kot chadza własnymi drogami"
                                                                                             ~Heshtje



Wynn to cyniczny hipokryta i bawidamek o którym można powiedzieć, że cokolwiek robi to robi to tylko dla siebie. Jeśli powie ci, że cię nie skrzywdzi, to spodziewaj się, że wbije nóż w twoje plecy, jeśli tylko będzie pewny, że nie pociągniesz go za sobą do grobu. Kłamie i wykorzystuje ludzi i nieludzi dla czystej przyjemności ten pieprzony krwiopijca.
                                                                                                                     ~ Namor


"Na ogół nie umiem prawić komplementów, jestem na to zbytnim egoistą. Wybacz"
                                                                                          ~Wynn

Brązowe oczka dzieciaka, uśmiech szelmy i cichy, przyjemny głos, który jeszcze długo będziesz pamiętać.
     Nie pomyślałbyś, że to wampir. Nie ma znowu aż tak jasnej skóry, kły chowa... Na pewno wyobrażałeś sobie jakoś wampira, prawda? Jakkolwiek, ale nie tak!
 Na pierwszy rzut oka jest osobą całkowicie niewyróżniającą się z tłumu. To mu też najbardziej odpowiada, nie lubi zwracać na siebie zbędnej uwagi, co i tak notorycznie robi przez swoje wyjątkowo przyjacielskie nastawienie do świata. Nie cierpi podnosić głosu i właściwie nigdy tego nie robi, unika zwad i burd, wymawiając się starczym wiekiem, toteż wielu nie zwraca na niego kompletnie uwagi. Od razu wzbudza sympatię, wydaje się być spokojnym, przyjaznym człowiekiem. Czasami aż ciężko uwierzyć, że nim nie jest.
    Koło sześciu stóp wzrostu, człek postury dość przeciętnej, nie może popisać się nadzwyczajnym umięśnieniem, ale mimo szczupłości nie można nazwać go cherlakiem. Na torsie ma kilka nieprzyjemnie wyglądających blizn, które są pamiątką jego śmierci. Następna blizna, która nigdy nie zniknęła jest na szyi, wygląda jak ślad po garocie, chociaż to efekt nieudanej próby odrąbania łba łopatą.
Nie przywiązuje wcale uwagi ubioru, wciągając na siebie to co akurat nawinie mu się pod rękę. Zwykle są to ubrania w barwach brązu, beżu i szarości; chłopskie koszule (a i czasem białe i miękkie, jakby z szafy możnego), luźne spodnie i ciemne, jakby trochę zbyt duże płaszcze. Na głowę często ubiera czarny kapelusz, który służy mu głównie do wymachiwania nim w parodiach dworskich ukłonów i puszczaniu spod niego całej gamy złośliwych uśmieszków. Wprost uwielbia wszelakie świecidełka. Taka mała, złotnicza mania. Na palce ubiera liczne pierścienie, na szyi nosi ciężki, zniszczony medalion w którym niegdyś był uwięziony demon.
    Ma długie, ciemnobrązowe włosy, które nierówno opadają mu na ramiona i twarz, nigdy ich niczym nie związuje, pozwalając im osłaniać jego oblicze przed światem. Posiada zarost, którego nawet jakby chciał, już pozbyć się już nie może, jednak wąsik dodaje mu tylko uroku. Niewątpliwie, gdy spojrzeć pierwszy raz na jego twarz, od razy zwrócisz uwagę na oczy; duże i żywo brązowe. W jego ślepiach widać zwykle wszystkie, najdrobniejsze nawet emocje jakie aktualnie odczuwa. Doskonale o tym wie i niezbyt mu to przeszkadza. Kiedy chce potrafi przybrać chłodną maskę, tak, że jego myśli stają się nieodgadnione... ale po co? Te ciepłe, wypełnione dziecięcą szczerością oczy jednocześnie nie pasują do twarzy dorosłego mężczyzny, jak i mają zdolność urzekania.

Wszystko co w życiu miał zniszczył sam.
    Szlachcic jedynie z nazwy, wychował się w przygranicznym mieście Caans w małym mieszkanku razem z siostrą i dwójką braci. 
Żył w ubóstwie, nie głodując jedynie dzięki kłusownictwie w królewskich lasach.
W wieku dwudziestu sześciu lat ożenił się. Wyszedł za czarownicę, którą w dwa miesiące po ślubie zdradził. Został zamordowany będąc na polowaniu przez pachołków Lydii, swojej żony. Zrobili to tak nieudolnie, że umierał dwa dni leżąc w lesie, aż w końcu nie mogąc znieść bólu sam ostatnimi siłami chwycił sztylet i spróbował podciąć sobie żyły. Więcej nie pamięta. Potem się obudził. Pod tym samym drzewem, w podartych ubraniach. Niekoniecznie żywy.
    Nie wie kto zmienił go w wampira. 
    Jako wampir wiele lat podróżował z swoim ludzkim przyjacielem po kraju. O ich wspólnych przygodach nie ma co mówić. Jak zawsze polegały głównie na wyciąganiu Wynna z tarapatów. Później podróżował sam, przyjmując różne imiona i siejąc zamęt wszędzie gdzie się pojawił. Po kilku latach takiej wędrówki, z nieznanych przyczyn zwariował. Tracąc wszystkich sobie bliskich ludzi zaczął na oślep mordować każdego kto wpadł mu w łapy, tracąc resztki człowieczeństwa. W tak kiepskim psychicznym stanie znalazł go starszy wampir, Rewan i wziął do siebie. Wynn, znajdując towarzystwo trochę się uspokoił. Po roku "życia" z Rewanem tamten wyrzucił go z dworku każąc uciekać jak najdalej od siebie pod groźbą śmierci. Widać nie wytrzymał z Wynnem. I tak rok to dużo. Wynn wyjechał do Bizancjum, gdzie poznał Madelaine, lecz po kilku miesiącach wrócił do kraju, z zamiarem udawania człowieka. Został pomocnikiem bardzo starego złotnika, który musiałby zamknąć warsztat, gdyby nie jego pomoc. Wkrótce wampir pokazał się jako genialny wręcz twórca złotej i srebrnej biżuterii, przejmując właściwie władzę w zakładzie. Stał się znaną personą w mieście, a większość ludzi ignorowała jego, nieraz dziwne zachowanie i pracę tylko w nocy uznając, że jest nieszkodliwym dziwakiem. Jako złotnik miał kontakt z ludźmi z dworu książęcego i pojawiał się na wszystkich ucztach organizowanych dla najważniejszych mieszkańców miasta; najbogatszych kupców i mistrzów cechów. Wplątał się w bliską znajomość z samym księciem, co go po siedmiu latach zgubiło. Książę zauważył, że się nie starzeje i oskarżył go o zajmowanie się magią (gdy ten nie chciał podzielić sie swoim sekretem i nieśmiertelnością). Na Wynna została nasłana Inkwizycja i musiał zbiec do ostoi dla nieludzi. 




W wolnych chwilach zabija, włóczy się po karczmach i burdelach oraz doprowadza do szału resztę świata.
    Najczęściej można spotkać go w karczmie Elhyr, gdzie prowadzi dyskusje o niczym z przypadkowo napotkanymi ludźmi, bądź członkami Podziemia, jeśli go tam nie ma, pewnie włóczy się gdzieś po ulicach Dzielnicy Wschodniej. Czasami krótko po zmroku bywa w Złotym Smoku. Nie ma własnego mieszkania, więc jest częstym gościem Przystani. Nie wiadomo gdzie sypia. Unika jak ognia zdradzania komukolwiek miejsca swoich dziennych kryjówek. Wyjątkiem jest Assibiell, przed którą nie czuje obaw. Miała już okazję posłać go do piekła - nie zrobiła tego, więc jej ufa. 
Czasami włóczy się bezcelowo po lesie, śledzi bez powodu ludzi, a także co jakiś czas podróżuje do nadmorskich miasteczek gdzie ma układy z handlarzami kradzioną i zbieraną po polach bitew bronią, oraz sam sprzedaje przepisane przez siebie księgi.

"- Największe marzenie?
- Wgryźć ci się w szyję, a co?  ...Nie no. żartuję. Pieska bym chciał."

    Ma gniadego konia o imieniu Nadjif. Żartobliwie nazywa go "kucykiem apokalipsy" bo niewielki konik jest wyjątkowo agresywny w stosunku do obcych. Jest jednym z niewielu zwierząt, które lubią Wynna.
Jest właścicielem dwóch sztyletów z rubinami w rękojeści, dwóch książek spisanych przez 
dziadka, odziedziczonego po nim olbrzymiego miecza, który jego matka nazwała "kurczakiem", ze względu na podobieństwo bazyliszka z rodowego herbu wykutego na mieczu do ziejącego ogniem koguta, figurki przedstawiającej anioła o twarzy niepokojąco przypominającej jego żonę i kilku, pokrytych w całym Królestwie skrzyń złota. Nic innego nie ma. To cały jego dobytek.



Ciekawostki: :
-Niewiele wie o wampirach. Większość swojej wiedzy czerpie z opowieści gawiedzi, więc bywa nieco... zabobonny.
- Najprawdopodobniej w wyniku autosugestii w obecności czosnku dostaje kataru. 
- Dobrze strzela z łuku, walczy mieczem (choć nigdy tego nie robi, twierdząc, że jest pacyfistą), zna niemiecki, łacinę i oczywiście język królestwa. Potrafi grać na klawesynie. Rewan wmusił w niego trochę wiedzy o świecie. Kompletnie nie umie liczyć. ma problemy z najprostszymi obliczeniami. Jako wampir jest szybszy, silniejszy od człowieka, widzi w ciemnościach jak kot, a jego oczy mają ten sam poblask. Nie potrafi czytać w myślach, nie ma wszystkich wampirzych umiejętności, chociaż opanował zdolność polimorfii i kontroli nad niektórymi zwierzętami. Ponadto potrafi zmusić czasem do czegoś ludzi i namieszać im w głowach. Jakieś inne umiejętności pewnie też by się znalazły. Jest odporny na wszystkie trucizny, których nie wypije razem z krwią ofiary, a i większość takich. Eliksiry też raczej na niego nie działają. Chociaż jest taki irytujący gość, co potrafi zrobić takie, które jednak działają.
- Uwielbia zwierzęta wszelkiej maści z niewielkimi wyjątkami. Niestety w większości bez wzajemności. Przez większość swojego życia i nieżycia miał co najmniej jednego psa, a i raz kot się przypałętał. Naprawdę chciałby pieska.
- Jest zmiennokształtny. Jego ulubioną formą jest duży pies wyglądający jak mieszaniec golden retrievera i wilka. Z jednym klapiastym uchem i sierścią miękką jak u pieska z reklamy papieru toaletowego. Wygląda to idiotycznie, nie słodko.
- Nie cierpi nietoperzy, ruin, czarnych peleryn, obrazów przedstawiających piekło, opowieści o wampirach, romansów i przesyconych gotycyzmem wierszy.
- Gdyby żył w XX wieku zrobiłby wyjątek dla nadmiarów gotycyzmu i słuchał nocnych audycji Beksińskiego. ...i regularnie chodził do psychologa.
- Od prawie czterdziestu lat nie był w kościele, nie licząc pewnego razu, gdy został tam wciągnięty przez innego wampira, który chciał mu udowodnić, że nie spali się w progu. Nie spalił się, ale dmucha na zimne i unika świątyń.
- Przyjaźni się z księdzem, czasami dostaje zlecenia na przepisanie biblii, a za czasów pracy jako złotnik robił kielichy mszalne. Ale do kościoła nie wejdzie!
- Ma niesamowicie dobrą pamięć. Biblię po łacinie potrafi cytować całymi księgami. 
- Posiada liczne artystyczne skrzywienia.
- Nawet jakby mógł przestać pić krew i zabijać nigdy by tego nie zrobił. Zabijając odczuwa niesamowitą przyjemność i momentami tylko to utrzymuje go przy życiu. Uwielbia to.
William "Wynn" Hyantell | Wampir | 63 lata

[Przeczytałeś całe? Będę bić brawo!
Może kiedyś uzupełnię historię. Na dzień dzisiejszy mi się nie chcę.
Karta będzie uzupełniana. 
Chętna na wątki wątki i powiązania.
O wątki pytać nie musicie.]

531 komentarzy:

  1. [Heh, przeczytałam i czekam na brawa ;) Zastanawia mnie, dlaczego nikt z nikim nie zaczyna wątku. Czekacie na przekroczenie masy krytycznej czy coś w tym rodzaju? Jeśli tak to też poczekam.]

    OdpowiedzUsuń
  2. Wariatka!
    Tak, musiała być wariatką, skoro najzwyczajniej w świecie rozmawiała sama do siebie. Z zaciśniętego gardła wydobywał się ni to pomruk, ni to półszept. Błękitne, jasne oczy zdawały się płonąć żywym światłem. Jakby ktoś, gdzieś wewnątrz czaszki zapalił knot woskowej świecy.
    Większym jeszcze szaleństwem niźli niezrozumiałe słowa padające z jej ust był fakt, iż kobieta miała na sobie jedynie długą po kolana, prostą koszulę nocną z lekkiego, jasnego materiału.
    Lunatykowała? Na to wyglądało.
    Stała prosto - twarzą zwrócona była do marmuru ściany jednej z okolicznych kamienic. Ręce miała luźno opuszczone po bokach, kolana wyprostowane.
    Widowisko co najmniej nietypowe. Trzeba przyznać. Nietypowe i w pewnym stopniu niebezpieczne. Bo co jeśli ktoś bardziej zwykły tędy przechodził? Z pewnością okrzyknięto by ją wiedźmą, z pewnością w okolicy znów zawitaliby najemnicy Świętego Oficjum.

    OdpowiedzUsuń
  3. Po tej krótkiej jakże fascynującej i ciekawej konwersacji przeprowadzonej z tak zacnym rozmówcą jakim okazała się ściana dziewczyna zamrugała nieprzytomnie. Jakby jedno słowo rzucone przez nieznajomego wyrwało ją z transu. Oczy w momencie stały się zwyczajne - jakby jego oddech zgasił płonący niebieskim ogniem płomień świecy, która tak wesoło połyskiwała gdzieś wewnątrz jej głowy.
    Kolana zadygotały - nogi miała jakby z waty przez co oprzeć się musiała o swą rozmówczynię. Zimny kamień i nieprzyjemny podmuch wiatru przypomniał jej, że o takiej porze wypadałoby przybrać coś więcej aniżeli lekką podomkę.
    Sekundy zdawały się mijać jak minuty. Minęła jedna chwila, później druga - wtedy dopiero blondynka zorientowała się, że ktoś prócz niej zjawił się w tej pustej, ciasnej uliczce.
    - K..kto ty? - Wystraszyła się, a może to na mrozie głos zadrżał?
    Niemal potknęła się o własne nogi gdy cofnęła się o krok.
    Trzeba przyznać, że nie należała do osób najbardziej ogarniętych i zaradnych. Była najzwyklejszą gapą. Pewnie gdyby chodziła do szkoły rówieśnicy bez wątpienia posadziliby ją w ławce najbliżej latryny, śmialiby się i rzucali weń okruchami.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  5. [Trochę za bardzo się śpieszyłam i teraz musiałam jeszcze poprawić.]

    Zamilkła na chwilę, a na ustach błąkał się nieco złośliwy uśmieszek spowodowany jego odpowiedzią, która w równej mierze ją usatysfakcjonowała jak i skłoniła do rozmyślań. Aileen wydawało się, że jego wizyta mogłaby popsuć już do reszty jej kontakty z rudowłosą, sama z pewnością by się wściekła, gdyby niegdysiejsza miłość przyszła i nakazała odpowiednio zachowywać się względem innych ludzi, w tym jakiejś dziewczyna. Prawdopodobnie próbowałaby zarówno ją jak i jego zasztyletować. A elfka za sztyletowaniem raczej nie przepadała.
    - Niewątpliwie jestem odpowiednią osobą do wysłuchiwania zapewnień o Twej niewinności - rzekła wystarczająco powoli, by każdy dureń mógł dosłyszeć nutę kpiny. - Wolałabym, byś skonfiskował ostre przedmioty, mam bowiem zamiar niedługo się z nią zobaczyć, a rozmowa z Tobą raczej nie przyniesie pożądanych skutków - dodała poważniej, trochę zbyt gwałtownie zrywając kontakt wzrokowy, by nie zobaczył, jaką niechęć wzbudza w niej wizja ponownych odwiedzin, za cholerę nie wierzyła, że kolejnym razem miało obyć się bez nieprzyjemności. Mimo wszystko absolutnie nie miała zamiaru odpuszczać przyjaznych stosunków z Hesh, a fakt, iż pewien krwiopijca im zagraża niezwykle ją irytował.
    Bezwiednie sama zaczęła się zastanawiać, jakby to było być z Wynnem, ale pomysł ten wydał się jej tak absurdalny, że aż śmieszny i wzbudził jedynie rozbawienie. Miał co prawda ładne oczy, nawet gdy nie próbował jej oczarować, a i reszta wcale nie budziła obrzydzenia, tylko... Za bardzo jej kogoś przypominał. I taktował kobiety przedmiotowo, o tym też trudno zapomnieć.
    Wbrew złemu przeczuciu zabarwionemu lekkimi oporami postanowiła podroczyć się z nim trochę. Nachyliła się niżej nad stołem, by wyeksponować dekolt sukni i zmrużyła lekko oczy, aksamitnym szeptem mówiąc:
    - Katusze cierpię, Wynnie, nie śmiem wypowiadać uczuć na głos, a i tak je wykpiwasz. Naprawdę niegodna jestem tak wysublimowanego mężczyzny?
    Uśmiechnęła się szeroko, muskając dłonią jego rękę, po czym błyskawicznie wróciła do pierwotnej, sztywnej pozycji i perfekcyjnie obojętnym tonem spytała, po cóż przyniósł jej aż dwa kielichy wina. W pełni rozumiała jego pobudki, jednak chciała podać szybko jakąś kontrastującą wypowiedź, by sprawić wrażenie niezaabsorbowanej poprzednim tematem rozmowy - stare zagranie, mające na celu zdezorientowanie mężczyzny, ale elfka nie przypuszczała nawet, że mogłoby się jej to z ów wampirem udać. Cóż, próbować mogła.
    Krążąc z lekka nieobecnym wzrokiem po karczmie, popijała wino, a myśli próbowała odwieść od przypuszczeń jakoby rozmówca miał się na nią wściec, wino było zatrute lub gdzieś blisko siedział szpieg lorda, czyli w sumie normalnych dla niej refleksji, którymi ubarwiała sobie prawie każdą dyskusję, niekoniecznie specjalnie, bardziej z przyzwyczajenia.

    OdpowiedzUsuń
  6. Miło było po raz kolejny zawitać w znajome progi. Elhyr. Urocze miejsce, gdzie i do jej obecności zdążono przywyknąć. Już w progu skinęła barmanowi głową na powitanie, pewna, że on odwdzięczy jej się tym samym.
    Nie spoglądała dłużej w jego stronę, rozglądała się po wnętrzu, szukając znajomej twarzy, która wywoływała u dziewczyny mieszane uczucia, ilekroć Lyn na nią spoglądała.
    Czuła jego zapach, doszła za nim aż tu. Teraz pozostało jej mieć nadzieję, że ten trop okaże się świeży.
    Z lekko ironicznym uśmiechem na ustach powoli zbliżała się do jednego ze stolików. Siedzący przy nim mężczyzna był zwrócony do niej tyłem.
    Lyn z każdym krokiem zwalniała, nie oddychała już od dłuższego czasu. Ciało ze światła dawało naprawdę ciekawe możliwości. Może przy odrobinie szczęścia uda jej się go zaskoczyć.
    Ostatni krok. Położyła ręce na jego ramionach.
    -Hmmm, przypadkiem za mną nie tęskniłeś?

    OdpowiedzUsuń
  7. Dziewczyna zaczęła się serdecznie śmiać.
    -A dlaczego nie?
    Uśmiechnęła się łobuzersko i odsunęła jedno z krzeseł. To, które stało po przeciwnej stronie stolika. Usiadła, zamaszystym gestem odrzuciła włosy w tył. Przyjrzała się mężczyźnie badawczo, nie do końca pewna, czego szuka. Jakiejś świeżej blizny? Wyrazu melancholii w oczach? Czegoś, co wróżyłoby rychłe nawrócenie?
    -To urocze miejsce, chociaż czasami niektórzy amatorzy mocniejszych trunków usilnie starają się zepsuć mu opinię.
    Położyła ręce na stole. Skromne dziewczę z dobrego domu. Panienka.
    -Wiesz, zastanawiałam się już od kilku dni, czy ktoś ci przypadkiem łba nie ukręcił, bo zapewne jak zawsze zdążyłeś się w coś wpakować. Ale widzę, że jeszcze żyjesz i wygląda na to, że jesteś w jednym kawałku, zatem jeszcze nie jest źle.
    Jeszcze. To było kluczowe słowo. Na razie rzeczywiście wszystko było w idealnym wręcz porządku. Typowa cisza przed burzą. Tak jak wtedy, sześć lat temu, kiedy nad rodzinną sielanką wisiało niewidoczne widmo zbliżającej się tragedii...
    -Wiesz, za dwa dni wyjeżdżam, na czas bliżej nieokreślony. Chciałam jeszcze wcześniej spotkać się ze znajomymi...
    Do licha, to brzmiało tak, jakby już była pewna, że musi się stać coś złego.

    OdpowiedzUsuń
  8. Lyn znowu zaczęła się śmiać, chociaż jego ostatnie słowa wywołały w niej nieprzyjemne wyrzuty sumienia. Naprawdę nie mogła tego dłużej odwlekać.
    -Może wino poproszę, jeśli można- westchnęła. Wiedziała, że upić się nie zdoła, ale smakiem mogła się delektować. Nie próbowała niczego, odkąd wzmocniła zmysły, nowe doznania mogły okazać się ciekawe...
    Potrząsnęła głową.
    -Ale nie musisz mi stawiać, potrafię się utrzymać...
    Westchnęła.
    -Mam rozumieć, że mówisz o Shivanie? Owszem, zrobię to wkrótce, ale nie teraz. Udam się do Birlitz, kiedy tylko skończy się to szaleństwo z Finniganami. Naprawdę, teraz już to zrobię, bo nie mogę dłużej tak żyć. Chociaż obawiam się, że coś znów stanie mi na przeszkodzie... Jakieś nieprzewidziane okoliczności, powiedzmy...
    Cholerna Dahlia Finnigan, dodała w myślach z nutką goryczy. I jej cholerny tatuś, który nie wydał do tej pory za mąż urodziwej córeczki. I ten upiorny romans pasujący bardziej do ballady niż prozy codzienności.
    Szkoda, że naprawdę nie mogła się upić.
    -Błagam nie daj się ukatrupić przez ten czas, jak mnie nie będzie. Może wrócę wstrząśnięta i przygnębiona, może nie będę mogła spojrzeć Ainee w oczy... Chciałabym mieć kogoś, kto przekona mnie, że nie jest jeszcze najgorzej...
    Uderzyła się otwartą dłonią w czoło. Dlaczego wyobraźnia jak na złość podsuwała jej same najgorsze scenariusze?! Przecież wszytko mogło być dobrze. Powinno być dobrze. Musi być dobrze!
    -Albo wiesz, pożyj jeszcze trochę, do mojego powrotu z Birlitz. Nie wiem, w jakim stanie wrócę, wszystko może się zdarzyć... Może będę musiała leczyć tu moje złamane serce i zbolałą duszę...

    OdpowiedzUsuń
  9. - No właśnie się zastanawiam nad tą całą pomocą, choć czuję, że przyjęcie jej byłoby już poniżej mojej godności. Gdybym jakąkolwiek, oczywiście, miała - odparła z łobuzerskim uśmiechem, po czym przeciągnęła się na krześle, niby przypadkiem przeciągając dłonią po szyi. Nie, teraz z pewnością nie odpuści, szczególnie, że czuła, jak wycofywał się on, a nic nie mogło sprawić Aileen większej przyjemności niż możność zabawy z tak pewnym siebie wampirem.
    Cóż, oczywiście istniało pewne ryzyko, że go zirytuje bądź podnieci do tego stopnia, że wepchnie ją do któregoś z pokojów, które karczmarz udostępniał wędrowcom, by wyssać do końca. Ta myśl trochę ją otrzeźwiła, właściwie otrzeźwiła zupełnie, a dziewczyna zamarła, wpatrując się w Wynna. W głowie toczyła żywą dyskusję, czy aby na pewno nie zapomniała się odrobinę i czy nie lepiej jednak zachować tą resztkę krwi, którą jej łaskawie zostawił? Aż żal marnować takiego podarunku, stwierdziła po krótkiej chwili, kapitulując z westchnieniem, a uśmiech wrócił na lekko zarumienioną twarz. Zapewne z gorąca, jak zwykle w karczmie było dość duszno, ludzi wszak w bród.
    - Sądzę, że powinieneś zostawić tą sprawę w spokoju, jeśli już masz do niej iść to z powodów mnie niedotyczących. I mówię to, będąc całkowicie trzeźwą osobą, co mi się całkiem podoba, zatem ograniczę się do jednej porcji wina - oznajmiła na jednym tchu i zamilkła z myślą, że od tej pory będzie zachowywała się jak szanująca się panna powinna.

    OdpowiedzUsuń
  10. Zaśmiała się pod nosem - oj Wynn, Wynn. Nudzi i się widzę strasznie - spojrzała na Wąpierza - pomóc w czym? W oskubaniu Cię? - oparła się o drzewo - nie, dzięki. Sama sobie poradzę - parsknęła znów śmiechem. Wciągnęła powietrze w nozdrza. - Przyszłam się zrelaksować. A dla mnie nie ma nic lepszego, jak wybranie się na polowanie - zagarnęła kosmyk włosów za ucho - nie ma, jak bratanie się z naturą - odetchnęła i ruszyła przed siebie. Wyczuła buchtujące pod dębami dziki. Uwielbiała dziczyznę. Poruszała się tak, jakby płynęła w powietrzu. Nie chciała wystraszyć ucztujących zwierząt.

    OdpowiedzUsuń
  11. Dziewczyna ukryła twarz w dłoniach i wydała z siebie głośny jęk.
    -Cholera, Wynn, ja naprawdę coraz bardziej żałuję, że nie mogę się upić... Wiesz, że to nie jest takie proste. Shivan miałby teraz... czekaj... Dwadzieścia pięć lat.
    Zmarszczyła czoło. Dlaczego użyła trybu przypuszczającego? Przecież Shivan z całą pewnością żył i miał się dobrze. Może nawet przez ten czas udało mu się uzyskać szlachectwo...
    -W tym czasie mógł ożenić się już kilka razy. Poza tym wiesz, kim... czym jestem... Chyba nie będę w stanie założyć rodziny, tacy jak ja raczej nie mogą mieć dzieci... Nie dałabym Shivanowi dziedzica ich rodowego majątku.
    Rozejrzała się za Aaronem, znów wydała z siebie ciche westchnienie. Dlaczego to wszystko musiało być takie skomplikowane?
    -I nie chcę, żebyś umarł. Kiedykolwiek. Szczególnie, że jesteś potępiony. Nie chciałabym żyć wiecznie ze świadomością, że już zawsze będziesz się smażyć w piekle.
    Chciała spojrzeć na niego błagalnie, ale te czarne oczy psuły cały efekt.
    Wbiła ponure spojrzenie w zaplamiony blat przed sobą. Czy jeśli pojawiała się w tym miejscu coraz częściej, zazwyczaj sama i zazwyczaj siedziała właśnie tak jak teraz, nieruchomo i z niewesołą miną, oznaczało to, że naprawdę było z nią tak źle?
    Kobiety miewają gorsze dni, zacytowała w myślach jedną ze swoich piastunek. Widać, niektóre rzeczy są na świecie stałe i niezmienne.

    OdpowiedzUsuń
  12. Cienkie, jasne brwi poszybowały ku górze nadając twarzy wyrazu zaskoczenia. Serce w piersi wciąż łomotało tłukąc niemiłosiernie w klatce żeber, a wisior skryty pod materiałem cienkiej zdawał się być dziwnie cięższy. Jakby próbował poinformować jego posiadaczkę o tym, że Wynn nie należy do osób, których nie należy się obawiać.
    Był w końcu wampirem, a ona - choć o tym pojęcia nie miała podświadomie czuła, że nie ma on czystego sumienia.
    - Słyszałam to imię. - Oświadczyła w końcu póki co nie udzielając informacji o tym, gdzie teraz pomieszkuje. Chciała wpierw zamienić z nim kilka słów, upewnić się...
    Heshtje jej o nim opowiadała. Złamał jej serce porzucając bezlitośnie o czym kobiety stoczyły swego czasu rozmowę.
    Salvia jednak dzięki bogom nie należała do istot, które siłą rozszarpywałyby stare rany, a taką - jak mniemała - wspomnienie ognistowłosej pozostawiło. Dlatego też nie wyskoczyła od razu z wyrzutami odnośnie tamtej sytuacji... Ba, nie zmierzała nawet kontynuować tematu, jeśli Wynn go nie podejmie.
    - Lunatykowałam. - Potwierdziła spoglądając na swoje bose stopy. Często jej się to zdarzało. Zazwyczaj starała się zamykać pokój, chować klucz, tak by w nocy nie móc izby opuścić. Tym razem musiała o tym zapomnieć. - Przepraszam jeśli cię wystraszyłam.
    Wiedziała, że ludzie czasem dziwnie reagują na jej nocne spacery - zwłaszcza, ze nie raz z jej ust padały słowa przerażające, mrożące krew w żyłach - rzadko się zdarzało, by przemawiała tak niezrozumiale jak dziś. Nie zdawała sobie jednak z tego sprawy. Nie wiedziała co robiła. W końcu spała.

    OdpowiedzUsuń
  13. - Chyba pierwszy raz słyszę, jak śmiejesz się tak głośno, muszę przyznać, że to coś zupełnie innego niż ten Twój chichot - oznajmiła z uśmiechem wywołanym jego wybuchem wesołości, co wcale dziwne czy problematyczne nie było, choć elfka zdecydowanie wolałaby nie szczerzyć się aż tak radośnie, nie sprzyjało to bowiem jej godnym pochwały postanowieniom. Tak, tylko że ona w życiu już wiele pięknych rzeczy sobie i innym naobiecywała, a wychodziło różnie.
    Aileen sobą by nie była, gdyby nie znalazła jakiegoś powodu do walki wewnętrznej, z początku było to "pić czy nie pić?", zaraz potem "wrzeszczeć czy nie wrzeszczeć"?", ostatnio trochę myślała również nad "bawić się czy nie bawić?" (uwodzenie było dla niej za ciężkim słowem, a pojęcia 'flirt' nie przyjmowała do wiadomości, brzmiało w jej ustach tak głupio, jakby z góry zakładało, że rozmowa jest bezsensowna, cóż, mogło kojarzyć się również z lekkim i niewinnym trzepotem motylich skrzydeł, ale dla Aileen pozostawało mimo wszystko irytujące). Teraz, wraz z jego śmiechem, ostatni dylemat wrócił ze zdwojoną siłą, a analogicznie pojawiło się jeszcze "upić się czy nie upić?", tworząc prawdziwy chaos w jej głowie.
    Naturalnie problemem nie było wycofanie się samo w sobie, nawet gdyby Wynn wygrał ową grę, ona i tak miałaby satysfakcję z dotrzymanego postanowienia. Zadowolona będzie w obu przypadkach.
    Faktycznie, wyobrażała sobie, co on mógł sobie wyobrażać, ale tylko przez chwilę, za którą zganiła się szybko i spróbowała zapomnieć. Jak jednak można zapomnieć o wyobrażaniu sobie tego, co wyobrażała sobie, że on sobie wyobrażał, gdy siedział dokładnie naprzeciwko niej?
    Ten stół zdecydowanie był za mały.
    - Okropny, doprawdy okropny pomysł - odparła, odchrząknąwszy, stukając paznokciami o blat w rytm jakiejś bożonarodzeniowej kolędy. - Umiesz na czymś grać? - spytała od razu, zerkając na niego, co chwila, a choć niczego takiego nie robiła, Wynn jeszcze nie miał prawa czuć się wygranym.

    OdpowiedzUsuń
  14. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  15. (Nie pamiętam co tam było :< Nowe zacznę ;))

    Minęło trochę czasu odkąd Charon poprosił Wynn'a, by ten zebrał parę ciekawych informacji na temat denata, którego znaleźli w jego mieszkaniu i osób, z którymi się kontaktował. Skoro on nie mógł już nic im powiedzieć, to może komuś chociaż wygadał swoją tajemnicę?
    Czekał na wampira w karczmie, jak zwykle w najbardziej zacienionym kącie, z którego był doskonały widok na całą resztę pomieszczenia. Tak przynajmniej można było uchronić się przed wbitym w plecy sztyletem.
    Za oknem pogoda była wyjątkowo paskudna. Ludzie uciekali przed strugami deszczu, podskakiwali na swoich krzesłach w chwili, gdy rozległ się grzmot. Charona to w pewien sposób bawiło. Burza zawsze go w pewien sposób fascynowała.
    Rozmyślania na temat tego zjawiska przerwał, kiedy do karczmy wpadł przemoczony do suchej nitki wampir. Charon gestem pokazał mu gdzie siedzi, chociaż wątpił, aby było to konieczne. Chcąc nie chcąc wyróżniał się z pośród motłochu, który przebywał w karczmie.
    - I jak? - Zapytał od razu przechodząc do konkretów.

    Charon

    OdpowiedzUsuń
  16. - Mieszkam w oberży. Znaczy... Najęłam tam pokój. - Stwierdziła po chwili zastanowienia...
    Skoro nie zrobił jej krzywdy tutaj, w ciemnym zaułku dlaczego miałby uczynić coś złego w drodze do tamtego miejsca. Roztarła dłońmi zmarznięte ramiona.
    - Jeśli chcesz możesz mnie tam odprowadzić. - Dodała nieco ciszej, z nieśmiałym uśmiechem wymalowanym na ustach. - Możemy się również czegoś napisz, jeśli masz ochotę. - Dorzuciła - jeszcze ciszej niż poprzednio.
    Bez wątpienia miała problemy w interakcjach międzyludzkich - i to spore. Sklecenie kilku zdań, podtrzymanie dialogu było dla niej nie lada wyzwaniem - a właśnie teraz naszło ją na to, by nieco ze swoją słabością powalczyć, wykorzystując przy tym nieznajomego, którego przypadkiem spotkała w tej niespokojnej dzielnicy.
    Nie sposób zliczyć jak wiele myśli kotłowało się teraz pod jasną czupryną. Czy nie postąpiła zbyt nachalnie? Czy była grzeczna? Takie niedorzeczne, błahe pytania zalewały jej umysł gorącą falą niepewności, która błyskawicznie przeistaczała się w krępacje i zawstydzenie. Jakby pewna była pewna, że nie może ich zachować tylko i wyłącznie dla siebie. Kto wie? Może mężczyzna czytał jej w myślach? A może wypowiedziała je bezwiednie?
    Oszalałaś dziewczyno... Powinni cię zamknąć razem z innymi obłąkanymi w przyklasztornej klinice.

    OdpowiedzUsuń
  17. Dziewczyna parsknęła śmiechem.
    -Wynn, naprawdę dobrze zrobiłam, szukając cię. Ty to umiesz jak nikt inny sprowadzić człowieka na ziemię.
    Romanse, bachory, bękarty, nawet błękitnej krwi... Czy miała tak po prostu pozwalać, żeby te rzeczy zatruły jej życie? Chyba nie po to ktoś, ktokolwiek dał jej drugą szansę...
    -Jesteś po prostu niemożliwy.
    W półmroku dostrzegła sylwetkę Aarona, gdzieś obok mignęły inne osoby. Goście, może stali bywalcy... Ktoś podniósł głos, ktoś się roześmiał.
    Lyn pokręciła głową i znowu spojrzała na wampira. Miał rację. Także w tym, że mężczyzna kobiety nigdy nie zrozumie.
    -To chyba naturalne, że mam jakieś obawy. Tylko głupcy niczego się nie boją. Po prostu staram się przewidzieć różne możliwe sytuacje... Ale w razie czego skorzystam z twojej oferty, wolę wypłakać się w towarzystwie.
    Znowu zaczęła się śmiać.
    -Chociaż mam nadzieję raczej nie płakać, śmiech jest o wiele przyjemniejszy.

    OdpowiedzUsuń
  18. [sklepik aktualny. jest czarownicą, ona zna sposoby by łazic za dnia, a w sklepiku jest dosć ciemno ;p. A z czepianiem sie to nie o ciebie chodzilo tylko o Deli z powodu sprzeczki o której ci nie mówiłam a była następnego dnia po naszej rozmowie na GG]

    OdpowiedzUsuń
  19. -Wynn, gdybyś nie był wampirem, oczekiwałabym, że w każdej chwili zrobisz się blady jak ściana i zemdlejesz.
    Dziewczyna przyglądała mu się badawczo. Widziała, że jego umysł przemierza niezbadane obszary, a sądząc po jego minie, sama wolałaby się tam nie zapuszczać. Pozostawało jej tylko czekać, aż duch Wynna powróci do teraźniejszości.
    -Coś się stało?
    Jednak się zaniepokoiła.
    Chociaż nawet nie była pewna, czy w ogóle powinna zadawać to pytanie. Czuła, że to jest jedna z chwil, w których nadmierna ciekawość mogła przynieść raczej więcej szkody niż pożytku.
    Co ja takiego powiedziałam, pomyślała ze zdumieniem.

    OdpowiedzUsuń
  20. Uśmiechnęła się szeroko, a szczerość tego gestu jasno mówiła, że elfka zdążyła w tak zwanym międzyczasie zapomnieć, co jeszcze tego wieczora jej zrobił, jak się po czym czuła, a już kompletnie nie zwracała uwagi na fakt, że była... Jego. Ależ to okropnie brzmi. Aileen zresztą wciąż miała spory problem z uwierzeniem w to, pomijając nawet naturalny sprzeciw wobec samemu traktowaniu jej jako własność, zwyczajnie wolała jego pamiętną wypowiedź zignorować z myślą, że tylko próbował ją dla zabawy podręczyć. A była to tym milsza teoria, że faktycznie już o tym więcej nie wspominał.
    - Szczerze mówiąc, uwielbiam muzykę, sama niestety żadnego instrumentu nie miałam czasu opanować, śpiewam co prawda trochę, ale tylko dlatego że wymaga tego profesja... Nieważne, lepiej powiedz, czemu tak rzadko grasz? - spytała od razu, chcąc ponownie wzbudzić w nim melancholijny ton. Melancholia w ogóle do niego nie pasowała, prawdopodobnie właśnie dlatego tak Aileen zaciekawiła i skłoniła do pociągnięcia tematu.
    Oparła łokcie o twardy blat, by móc ułożyć brodę na złączonych dłoniach i zagryzła wargę, wzmacniając efekt osoby niecierpliwie wyczekującej czyjejś odpowiedzi. W błękitnych oczach błysnęło prawdziwe aktorskie zaangażowanie, gdy okrutna kobieta, tym razem nie dekoltem, lecz uroczym uśmiechem próbowała skłonić Wynna do opowieści. W końcu miała być grzeczna, a i nieczystych chwytów nie potrzebowała, nietrudno wszak było zauważyć, że lubił dużo mówić, ona i tak zbyt rzadko to wykorzystywała. Błąd, stwierdziła rozbawiona, błąd, który trzeba naprawić.

    OdpowiedzUsuń
  21. [Niech będzie jutro bo ja sama zaczynam odpływać i zaraz będę uciekać spać]

    OdpowiedzUsuń
  22. -Chyba nawet wolę nie pytać, skąd się bierze to przekonanie.
    Nie chciała budzić w nim nieprzyjemnych wspomnień. Czy jakiś dzieciak byłby w stanie skrzywdzić starego wampira? Chyba, że chodziło o jakieś stare rodzinne spory. Krewni, kuzyni... Z doświadczenia wiedziała, że różnie z tym bywa.
    -Dobra, załóżmy, że się z tobą zgodzę. I że może w pewnym sensie masz rację, ten hipotetyczny i broń Boże nie prawdziwy dzieciak miałby ciężko. Szkoda biedactwa...
    Uniosła wzrok.
    -I chyba już mówiłam ci, że twoja rodzina jest raczej... hmmm... specyficzna. Jak czasami słyszę te urocze opowiastki, to aż zimno mi się robi. Raczej nie chciałabym spotkać większości z nich.

    OdpowiedzUsuń
  23. Od jakiegoś czasu coś zakłócało jej sen. Z spokojnego zmienił się w niepokojący. Podginała przy tym nogi, jakby próbując od czegoś uciec, ściskała pięściami poduszkę. W końcu to "coś" sprawiło, że dziewczyna się obudziła. Normalnie, a nie, jak mogłoby się wydawać, gwałtownie.
    Z cichym pomrukiem wtuliła twarz w poduszkę, kilka chwil później wstając. Przeczesała palcami poczochrane włosy, rozglądając się zaspana po pomieszczeniu. Całe zamulenie uciekło w jednej chwili, kiedy usłyszała skrobanie. Nie wiedziała, co miała o tym myśleć, jak to odebrać. Zmarszczyła czoło, doskakując do niskiej komody, z której zwinęła sztylet.
    Cofnęła się o parę kroków, cofając dłoń z bronią za plecy i patrzyła cały czas na okno, jakby oczekując, że zaraz coś przez nie wpadnie do pokoju.

    OdpowiedzUsuń
  24. Westchnęła, kręcąc delikatnie głową. Odgarnęła włosy z twarzy i podchodząc do okna, odłożyła sztylet na miejsce, po czym otworzyła okno na rozcież, odsuwając się potem, by nie zagradzać przejścia. Stanęła pod ścianą ze skrzyżowanymi ramionami, mając na sobie jedynie koszulę na ramiączkach, sięgającą jej do kolan. Ot koszula nocna, co jak co Assibiell nie lubiła spać nago.
    - Wonsie... - Znów pokręciła głową. - Niech zgadnę: nudzi Ci się, prawda?

    OdpowiedzUsuń
  25. -To trochę skomplikowane, nawet dla mnie- westchnęła Lyn - Teraz będę przez kilka dni podróżować, jako obstawa wozów Finnigana... Czy też jego krewnego, mniejsza z tym. Niezłe zlecenie, czterdzieści sztuk srebra na głowę po dotarciu na miejsce, niektórzy mówią, że Finniganom tak zależy, że mogą jeszcze podwyższyć stawkę.
    Pokręciła głową.
    -Tu nawet nie chodzi o same pieniądze, w ostatnich dniach udało się zarobić trochę grosza. Ja i Natan załapaliśmy się do tej roboty po to, żeby mieć oko na Kinnarda, tam będzie jego cudowna księżniczka z bajki... eee, to znaczy córka Finnigana. Mam pewne obawy, że nieszczęśliwi kochankowie z czymś się zdradzą i wpakują się w kłopoty, a ja nie chcę, żeby Kinnardowi coś groziło. Znam jego matkę, naprawdę nie zasługuje na złe wieści. To dobra kobieta... Wiem, co pewnie zaraz powiesz, że za bardzo się tym wszystkim przejmuję, albo, że się wtrącam w nieswoje sprawy, ale nie potrafiłabym tak. To uczciwi ludzie, zapewnili mi dach nad głową. Przez ten czas zamierzamy pilnować Kinnarda, żeby nie zrobił czegoś, za co zapłaci własną krwią albo chociaż reputacją. A poza tym w końcu sto dwadzieścia sztuk srebra piechotą nie chodzi... Myślę, że wszystko pójdzie gładko, Finniganowie raczej nie są w nic wplątani i to zwykła praca. Przynajmniej tyle nam wiadomo.

    OdpowiedzUsuń
  26. Objęła się ciaśniej ramionami, pochylając lekko głowę ze sterczącymi na wszystkie strony, poczochranymi włosami, które teraz poleciały do przodu. Przystąpiła z nogi na nogę.
    - Przestań się tak na mnie gapić, bo podejdę i zrzucę Cię z tego okna.

    OdpowiedzUsuń
  27. [Taak, jest na tyle "nieduchem", aby niemalże każdy był w stanie go zobaczyć. No, o ile się gdzieś nie schowa. Więc wątek spokojnie może dojść do skutku. A przynajmniej tak mi się wydaje. xD]

    Nie ma to jak przytulne i nie za cieplutkie mieszkanko w jaskini. Tutaj mógł sobie skakać z głazu na głaz nucąc pieśni, które udało mu się usłyszeć, gdy jeszcze niedawno grupa wędrujących trubadurów rozbiła w dolinie swój obóz. Żył sobie spokojnie z dala od gwaru miasta i jakiegokolwiek życia. Życia, które jeszcze broń Boże mogłoby mu zrobić krzywdę...! Przecie Jacca to bardzo delikatna istota. Delikatna i dziecinna z resztą, a co za tym idzie - z bardzo wybujałą wyobraźnią.
    Wyobraźcie sobie więc jego minę, kiedy ujrzał w progu swojego "domostwa" pewnego mężczyznę z kołczanem strzał na ramieniu oraz łukiem w dłoni. Zupełnie jakby zwiastun nieszczęścia zapukał do jego główki i przywitał się cichym, choć jednocześnie niezwykle donośnym: "Dzień dobry, ja tu tylko na momencik". Czyżby ludzie z tymi całymi plotkami o nim posunęli się za daleko? Czyżby ktoś zdecydował się go wyeliminować? Czyżby ten łuk służył tępieniu takich marnych duszyczek jak Gorneves?
    Co robić, co robić?
    Zeskoczył z jednej ze skał i z gracją prawdziwej rusałki począł sunąć w kierunku jednego ze stalagmitów, po czym skrył się za nim dokładnie i zaczął obserwować przybysza. Jakby się tu go pozbyć? Nie sądził, by zwykłe gadki o przekleństwach czyhających na podróżnych zadziałały w tym przypadku. Nie wyglądał na istotę, której natura zapomniała podarować choćby odrobinę inteligencji.
    Co robić, co robić?
    Odchrząknął znacząco, zakrywając dłonią usta, jakby tym gestem nakazując sobie zachowanie zimnej krwi. O ile miał żyły, w których płynąć mogłaby krew... A, nieważne.
    Rozchylił delikatnie wargi i wydał z siebie jeden, głuchy dźwięk.
    - Uuuu...- ta jedna samogłoska rozeszła się echem po całej jaskini, przyprawiając o ciarki same źródło owego dźwięku.
    "No pięknie, Jacca, boisz się nawet siebie samego!"- zganił się w duchu, przewracając oczyma.
    - Ktooo śmieeee zakłócać móóóój spokóóóój...?- spytał, wychylając się delikatnie zza swojego schronienia i wpatrując się w nieznajomego, jednocześnie wciąż zostając w swych kochanych i bezpiecznych ciemnościach.

    OdpowiedzUsuń
  28. Mimo, iż sprawa w chwili obecnej była naprawdę poważna, nie mógł powstrzymać delikatnego uśmiechu, który wpełzł mu na twarz całkowicie nieproszony. Nic nie mógł poradzić, że akurat przy tym wampirze zwyczajnie wracał mu dobry humor. Choćby ten nie wiadomo jak był wściekły zawsze robił to w taki sposób, że musowo trzeba było się uśmiechnąć pod nosem.
    Biedny, niewinny Charon... czy komuś też coś nie zgadza się w tym zdaniu? Bo z pewnością nie był on ani biedny, ani w przenośni ani dosłownie, a już z pewnością nie taki niewinny.
    - Ciężko było go znaleźć, ale trafiłem w końcu na pewien ślad. - Odpowiedział na jego pytanie. - Podał mi parę przydatnych nazwisk, a potem... cóż, na pewno nie było przyjemne zdrapywać z siebie jego wnętrzności po tym, jak postanowił się rozerwać. - Skrzywił się lekko. Rozerwać. Dosłownie rozerwać. - Nic więcej z niego nie wyciągnąłem. Kolejne tropy, w dodatku niezbyt ciepłe.
    Zamyślił się nad jego słowami i podrapał w brodę. - Z tym, myślę, akurat nie będzie żadnego problemu. Musisz mi podać adres, chyba, że masz chęć pójść tam ze mną.

    Charon

    OdpowiedzUsuń
  29. Zlustrował nieznanego mu przybysza wzrokiem, słysząc jego odpowiedź. Schronienia? Przecież zaraz ma świtać, przed czym on się chce niby schronić? W mieście z pewnością znajdzie wygodniejsze lokum. Za drobną opłatą, ale jednak o wiele przyjemniejsze niż ta jaskinia. I Jacca nie będzie musiał się go obawiać. Oboje będą zadowoleni.
    Ponownie dokładnie mu się przyjrzał, marszcząc przy tym w skupieniu brwi, o ile je w ogóle posiadał. Wychylił się nieco bardziej ze swej kryjówki, wciąż uważając na to, żeby nieznajomy przypadkiem go nie dostrzegł.
    - Wynn...?- powtórzył jego imię z całkiem elegancko udawaną kpiną. Co jak co, ale duchowe pozory zachować trzeba.- Odejdź!- nakazał, wracając z powrotem do swojej kryjówki. Cofając się, przypadkiem kopnął jeden z kamieni, który przekoziołkował w stronę Wynna. Jacca nie zwrócił jednak na to uwagi. Jego uwaga była skupiona na osiągnięciu celu - pozbyciu się niechcianego gościa.- Nie chcę Cię tutaj...!- dodał już nieco mniej pewnym tonem głosu niż wcześniej.

    OdpowiedzUsuń
  30. Siedział tak w swojej kryjówce i siedział, modląc się w duchu, aby przybysz jak najszybciej opuścił jego lokum. Ach, że też jego musi coś takiego spotykać...! W okolicy jest wiele jaskiń, czemu wszyscy muszą akurat wchodzić do tej należącej do niego?
    Kroki. Straszniejszych kroków w życiu nie słyszał! Krok za krokiem, każdy coraz głośniejszy. Zaraz... Zbliżał się? Idzie tu? Idzie tu!
    Co robić, co robić?
    Podskoczył w miejscu, kiedy tylko ujrzał przed sobą twarz Wynna. Wpatrywał się swoimi pustymi oczyma w jego ostre kły, które w tejże chwili przypominały mu zębiska jakiegoś groźnego zwierzęcia, czyhającego na niewinne stworzenie, którym mógłby równie dobrze być taki Jacca... Nie, jego nieżywy żywot nie może skończyć się w taki sposób!
    Zasłonił głowę rękoma, jakby to mogłoby go ochronić przed domniemanym atakiem przybysza.
    - N-Nie rób mi krzywdy...!- jęknął, zaciskając mocno powieki.
    Zaraz sobie pójdzie, zaraz sobie pójdzie, zaraz sobie pójdzie...

    OdpowiedzUsuń
  31. - No dobrze, wejdź - mruknęła łaskawie.
    Rozejrzała się po pokoju, zdając sobie sprawę, że jej wzrok przyzwyczaił się do ciemności. Mimo tego postanowiła zapalić kilka świeczek. Chłód omiatający pomieszczenie z każdym podmuchem wiatru, wlatującego przez otwarte okno, powoli zaczynał jej przeszkadzać, o czym świadczyła gęsia skórka.
    Później przysiadła na łóżku i zaczęła przeczesywać włosy palcami, niby układając je w artystyczny nieład. Specjalnie momentami ciągnęła mocniej, ażeby odpędzić resztki snu. Jakoś nie chciała non stop ziewać i walczyć z opadającymi powiekami.
    Spoglądała ukradkiem na Wynna, jakby go kontrolując.
    - Obudziłeś mnie i co teraz?
    Zaczesała włosy na bok. Opadały teraz na prawą stronę, odsłaniając szyję. Pochyliła głowę zaczynając znów "drapać się" po włosach. Tak było jej wygodniej.

    OdpowiedzUsuń
  32. Milczała nie rozpoczynając żadnej rozmowy niepytana. Z czasem poczuła się w pewnym stopniu nawet bezpieczniej. Jedno zdanie o niebieskim świetle jednak ją zaniepokoiło. Spojrzała na niego unosząc obie brwi ku górze - przyglądając się twarzy milcząc jeszcze przez chwilę, ociągając się z odpowiedzią.
    - Jestem... Nie wiem. - Odrzekła w końcu, trzy słowa z widoczną trudnością przeszły przez jej gardło. Jakby obawiała się, że jakakolwiek inna odpowiedź sprowadzi na nią kłopoty.
    Zresztą - po części była to prawda. Wszak Salvia nie była do końca pewna kim jest i dlaczego jest taka jaka jest.
    Wpajano jej, że jest opętana przez demona. Teraz jednak - po tak wielu stoczonych rozmowach z innymi istotami Podziemia powoli zdawała sobie sprawę, że nie musi być to prawdą...
    - Smok. - Dodała po chwili odpowiadając na jego pytanie. Szła za nim posłusznie. Teraz to jej wzrok wbił się w plecy Wynna. Umysł po raz zawalił się potokiem myśli, których uporządkowanie nie raz wymagało więcej niż kilku minut... czy nawet godzin.
    Nie powinna jednak takiego strapienia okazywać przy nikim. Ktoś mógłby ją wtedy uznać za słabą.
    Jakby z innych przyczyn nie był w stanie się tego domyślić...

    OdpowiedzUsuń
  33. Lyn podziękowała Aaronowi skinieniem głowy, po czym znów przeniosła wzrok na Wynna.
    -Zastanawiam się, czy teraz powinnam spojrzeć na ciebie z naganą i powiedzieć, że jesteś wstrętnym materialistą...
    Pokręciła głową.
    -Ale chyba tego nie zrobię. Sama nie wiem, dlaczego. I nie bój się, naprawdę wszystko dobrze się skończy, już ja się o to postaram.
    Chciała, żeby zabrzmiało to pewnie, wyszło jej tylko w jakimś stopniu. To i tak nieźle.
    Podniosła kielich, upiła łyk wina. I natychmiast pożałowała, że na pomysł z wyostrzonymi zmysłami wpadła dopiero tak niedawno. Jak w ogóle mogła tak żyć, nic prawie nie czując?!
    Uśmiechnęła się.
    -Wiesz Wynn, jak wrócę, to znów się tutaj spotkamy i ja stawiam. Może Natan też wpadnie, to się jeszcze zobaczy...
    Na Kinnarda raczej nie liczyła, już teraz okazywał jej swoje niezadowolenie. Najwyraźniej zdążył już przejrzeć jej plan...

    OdpowiedzUsuń
  34. Czując, jak Wynn podnosi go do góry za kołnierz płaszcza, o mało co nie wydał z siebie niemalże dziewczęcego pisku. Wpatrywał się w jego oczy, modląc się w duchu o to, by ten jak najszybciej go puścił i jednocześnie ganiąc się za swoje tchórzostwo. Kto by to widział, żeby duch bał się kogoś innego...! Co to za duch z tego Gornevesa!
    Pytanie. Zadał mu pytanie. Pytanie, na które on sam nie zna odpowiedzi. Czy wypadałoby więc odpowiedzieć...?
    No bo czym on był? Duchem raczej nie jest, cieniem także, a na człowieka to to z pewnością nie wygląda.
    Ale swe imię powinien wyjawić. Chociażby z grzeczności.
    - G-Gorneves Jacca. Zwą mnie Gorneves Jacca.- odparł, posyłając mężczyźnie delikatny, choć wymuszony uśmiech.- Czy możesz mnie puścić...? B-Byłbym bardzo wdzięczny.

    OdpowiedzUsuń
  35. - Ano miałam, ale wpuściłam. Widzisz jaka jestem łaskawa? A Ty chcesz mnie męczyć w podzięce, phew! - Żachnęła się krzyżując ramiona.
    Ciekawa była, czy rzeczywiście Wynn zostanie na całą noc. Jeśli tak, musiała wymyślić coś w razie czego gdyby zrobiła się senna. Opcja spania przy wampirze jakoś jej się nie podobała.
    A poza tym chyba zgłodniała. Podniosła się i wyszła spokojnie z pokoju, rzucając przez ramię:
    - Nie zabijesz. I chodź.

    OdpowiedzUsuń
  36. Dziewczyna pokręciła głową.
    -Wynn, uwierz, mnie naprawdę nic nie grozi. Staram się unikać kłopotów, jak widzisz...
    Za nic w świecie by mu się nie przyznała, jak bardzo jest wdzięczna za okazywaną jej troskę. Każdy tego potrzebuje, jeśli nie zawsze, to chociaż w niektórych sytuacjach, nawet, jeżeli od sześciu lat nie żyje.
    -A poza tym co może mi się stać? Chyba nie umrę po raz kolejny.
    Westchnęła.
    -Aywellowie... wiedzą, że w tych okolicach jakoś łatwiej niż gdzie indziej wpaść na jakiegoś nieludzkiego stwora, ale nie mają pojęcia, jak wielu jest was w mieście. Wiedzą kim jestem, nie przeszkadza im to, pod warunkiem, że kiedyś nie stanę się tym piorunem, który spali im dom albo uderzy któregoś z nich. Roan i Eric traktują mnie jak młodszą siostrę.

    OdpowiedzUsuń
  37. Zeszła na dół, do kuchni, skąd wzięła jabłko. Ot. Umyła je jako-tako i następnie poczłapała do pomieszczenia w domyśle będącego salonem, gdzie stanęła przy oknie, obejmując się jedną ręką. Przygryzła owoc, patrząc tak w ciemność, samej w niej będąc. Widać lubiła się kręcić w mroku.
    - Nie lubię dzieci - odparła spokojnie. - A że ładne to wiem, Gabe o to zadbał.

    OdpowiedzUsuń
  38. - Hej, nie wyciągaj pochopnych wniosków. Ja z niego żadnych jelit nie wyciągałem. Jeżeli miałbym to zrobić,to na pewno dużo bardziej higienicznie. - Uniósł dłonie w obronnym geście. Matko, czy on naprawdę wygląda na takiego, co bez mrugnięcia okiem rozrywa ludzi na strzępy jak jakieś zwierze? - Chłop zwyczajnie eksplodował. Nie wiem co mu zrobili, ale rozbryznął się na kawałki. Cały pokój był w... nim. - Znów skrzywił się na to wspomnienie. Machnął ręką w stronę karczmarki. Chyba jednak musiał się napić. Ten obraz, mimo, że w świecie Pomiędzy widział znacznie gorsze, na zawsze pozostawi rysę na jego psychice.
    - Za stary? Na prawdę? - Znów uśmiechnął się lekko. Ile Charon mógł być starszy od tego wampira? Może nie była to liczba wyjątkowo duża, ale z pewnością znaczna. - Daj spokój. Jak dalej będziesz tak gadał, to ci wystrugam laskę z jakiejś gałązki, żebyś mógł chodzić zgarbiony i bezkarnie obserwować damskie tyłki. Podobno starcy tak mogą.

    Charon

    OdpowiedzUsuń
  39. Dziewczyna pożałowała, że nie może przewrócić oczami.
    -To nie wiem, mam przybrać postać smoka? Albo faceta...
    Robiła raz coś takiego, chcąc udowodnić niejakiemu Simonowi, jak łatwo może skopiować jego wygląd.
    Pokręciła głową.
    -Wynn tatusiem? To może dziadka też jakoś ostatecznie strawisz?
    Nie chciała być złośliwa, ale Wynn miał jakiś szczególny dar, pozwalający wydobyć z jej poczucia humoru tę ciemniejszą stronę. A jeśli naprawdę zdoła obudzić w starym wampirze ciepłe rodzinne uczucia, będzie mogła być z siebie dumna. Nie musiała się spieszyć, mieli przed sobą całą wieczność...
    -Pamiętaj, że tylko żartuję -dodała szybko.
    A może nie, dokończyła w myślach. Sama właściwie nie była pewna.
    Spojrzała na swój pucharek, upiła trochę wina. Przez chwilę ze spuszczoną głową rysowała palcem po brzegu szkła, zanim podniosła wzrok na Wynna.
    -Myślisz, że mnie lubią?
    Teraz pytała zupełnie poważnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ja, tylko mi się inny login wpisał, Google Chrome dziwnie czasem działa.

      Usuń
  40. Ja nie jestem kłusowniczką. Mam pozwolenie od grododzierżcy na polowanie w tutejszych borach - wystawiła Mu koniuszek języka - a czy chcę byś ze mną szedł...- przeskoczyła Jego nogę - no czy ja wieeeem - przeciągnęła samogłoskę ostatniego słowa - no dobra chodź - wyjęła z kołczanu strzałę i naciągnęła na cięciwę.

    OdpowiedzUsuń
  41. Spojrzała na niego przez ramię, obserwując, jak wampir się rozgląda. Nie wiedzieć czemu, ten widok wydał jej się w jakimś stopniu uroczy. Ugryzła jabłko, żeby ukryć uśmieszek i odwróciła się w końcu, będąc przodem do niego. Przeniosła ciężar ciała na prawą nogę, przesuwając spojrzeniem po pomieszczeniu, aż nie zatrzymała go na Wynnie.
    - Wiesz, sądzę, że przywykłam do Twoich wyskoków. A skoro już nie śpię, pewnie nie zasnę, więc nie zaszkodzi mi towarzystwo. - Wzruszyła ramionami i poszła do kuchni wyrzucić ogryzek. - A tak swoją drogą: co robiłeś przed tym, jak mnie obudziłeś?
    Stanęła w progu i kiwnęła głową, na znak, żeby za nią poszedł, po czym wróciła do swojego pokoju.

    OdpowiedzUsuń
  42. - Ty? Ty nie byłeś w burdelu? - Parsknęła z teatralnym niedowierzaniem, przysiadając na parapecie. Położyła dłonie na udzie, opierając się ramieniem o framugę. Pomilczała chwilę, udając wielkie oburzenie, po czym wciągnęła głośno powietrze nosem i prychnęła. No cóż, przy Wynnie jakoś brało ją na dziecinne zachowanie. Trudno, może cierpiała na niedobór zabawy? O, a to było lekiem. Logiczne wyjaśnienie.
    - Co bym bez Ciebie zrobiła..? Nie wiem, pewnie coś by się znalazło, oprócz rzekomego zanudzenia. Zatem mam Ci dziękować za wszystko, co robisz? - Uśmiechnęła półgębkiem.

    OdpowiedzUsuń
  43. Złapała poduszkę. Bo gdyby nie to, wylądowała by na dworze, co prawda okno nadal było otwarte. Zsunęła się z parapetu i podchodząc do łóżka odłożyła poduszkę na miejsce, przedtem walnąwszy Wynna w głowę.
    - Nie rozwalaj mi pokoju, Wonsie. Bo Cię zmuszę do sprzątania - zagroziła. - Nad podziękowaniem się zastanowię.

    OdpowiedzUsuń
  44. - Wynn. - Poruszyła uwięzioną ręką. - Weź głowę.
    Przymknęła oczy, wolną dłonią odgarniając włosy z twarzy. Wystarczyło kilka chwil, żeby kosmyki zasłoniły jej twarz. Poniekąd jej to przeszkadzało, ale przyzwyczaiła się.
    Blade światło ze świeczek rzucało ładne cienie i Assibiell zawsze podobało się to, w jaki sposób rozjaśniają pomieszczenie. Lubiła tworzący się wtedy klimat.
    - Maluję, Zębaku, maluję. Wprawdzie jestem mało rozrywkowym i niezbyt ciekawym człowiekiem, toteż do szczęścia potrzeba mi niewiele.

    OdpowiedzUsuń
  45. Dzięki Ci o Panie - napięła cięciwę i wypuściła strzałę. Wbiła się w kark dzika, który z krótkim kwiknięciem wyłożył się na ziemi. Drgnął kilka razy i zdechł.

    OdpowiedzUsuń
  46. [Dobra, muszem się wziąć w końcu... Kontynuujemy wątek z tamtej wersji bloga, czy piszemy nowy?]

    OdpowiedzUsuń
  47. [ Tia, zUo w czystej i nieskazitelnej postaci :3.]

    Tego dnia humor dopisywał Aim'owi.
    Już gdy tylko obudziły go promienie słońca z samego rana, chłopiec wiedział, że chociaż raz dzień będzie udany.
    Nie mylił się. Udało mu się szybko zapełnić żołądek. Nikt nieznajomy (W sumie znajomy też nie) nie chciał go niepokoić i niepotrzebnie z nim rozmawiać... Cały dzień miał spokój.

    Teraz, mimo że słońce już zaszło, kotołakowi nie chciało się podnieść swoich czterech liter i poszukać jakiegoś schronienia na noc...
    Chyba za bardzo rozsmakował się w słodkiej bezczynności, jaką oferowało mu przebywanie w tym mieście. Którą zaoferował mu ten dzień...
    Siedział sobie spokojnie na jakiś kamiennych schodach, obserwując ostatnich ludzi... I zapewne nieludzi też, śpieszących by zaszyć się w domach i innych kryjówkach.

    W końcu ulice świeciły pustkami, a jedynym życiem na nich były latające co chwilę nietoperze wyruszające, by złapać trochę komarów i innego nocnego robactwa, przebiegające szybko szczury, które dopiero teraz odważyły się wyłonić ze swych nor, oraz Aimtres...

    Chociaż... Nie. Oprócz nich, był tam ktoś jeszcze.
    Jakiś osobnik, ledwie widoczny w ciemności, która z każdą sekundą się pogłębiała.
    Jednak Aim, jako kotołak miał pewne cechy tego zwierzęcia... A jak wiadomo koty w nocy widzą lepiej...

    Poznawszy po chwili w owym osobniku znajomego wampira, chłopiec uśmiechnął się szeroko.
    Właśnie z tym uśmiechem pomachał do Wynna.

    OdpowiedzUsuń
  48. -To miło -westchnęła Lyn -Ktoś może miło mnie wspomni za kilkaset lat...
    Nie wierzyła, że koniec nadejdzie wcześniej. A może w ogóle nie nadejdzie? Może ktoś coś wymyśli, znajdzie sposób...
    -I mogę wiedzieć, co cię tak śmieszy. Może też chciałabym się trochę pośmiać...

    [Wizja Lyn z jajami mnie samą lekko zdezorientowała i wybiła mój biedny mózg ze stanu względnej równowagi.]

    OdpowiedzUsuń
  49. Chłopiec uśmiechnął się szerzej.
    - W sumie nic ciekawego. Lżejszy i cudowniejszy dzień niż zazwyczaj.- wyznał kotołak, patrząc na Wynna zadowolony.
    Kto by pomyślał, że Aim potrafi się tak dobrze czuć? Tak normalnie zachowywać...
    No, jeśli do zachowania normalnego należało siedzenie na kamiennych schodach po zmroku...
    - Jeny, jak na nie cierpię szczurów...- jęknął cicho, widząc jak kolejny przebiega przez ulicę i westchnął głęboko.- To ohydne, okropne i odrażające zwierzęta... A ty jak uważasz?- zapytał go radośnie, jakby nie mówił w sumie o tych odrażających gryzoniach.

    OdpowiedzUsuń
  50. Dzień nie był dość pracowity co powitała raczej z ulgą. W porównaniu z wczorajszym to było niemal jak wakacje. Co nie zmienia faktu, że i tak nie ruszała się o krok z domu, czekając na zapadnięcie zmroku. Bowiem dopiero wieczorem dało się kupić najcenniejsze i najciekawsze składniki. A klienci rzadko kiedy pytali się co jest w lekarstwach, które kupują. Zresztą i tak by pewnie nie zrozumieli. Dopóki działało interes się kręcił. I tak sobie mogła spokojnie żyć.
    Było dość ciepło jak na tak późną porę, więc westchnęła tylko z ulgą i ruszyła przez plątaninę ciasnych uliczek. Dzisiaj nikt jej nie zaczepiał, co ciekawe. Czuła się więc pewniej niż zwykle. Wierzyła, iż załatwi wszelkie sprawy i wróci bez problemów do domu. Pewnie dlatego nie czuła, że ktoś ją obserwuje. Zresztą miała teraz inne zmartwienia. Na przykład jak dostać się do Anglii w szybki bezpieczny sposób i jeszcze potem wrócić. Albo jak spłacić pożyczkę temu kupcowi z dzisiaj za składniki, których akurat na jutro potrzebowała, a nie miała wystarczająco dużo pieniędzy.
    Głowa jej zapełniona była ważnymi myślami, chociaż powinny one się pojawić raczej po powrocie do domu, a nie gdy miała wszelkie ręce zajęte i szła sama ciemną uliczką. No ale nie mogła już tego zmienić, ani nad tym się zastanowić. Po prostu zamartwiała się nad swoją sytuacją i nie mogła przestać. Nawet nie domyślała się, że zaraz z dachu zeskoczy kolejny powód do trosk...
    Usłyszała jedynie jak jego nogi uderzyły o ziemię. Tuż za nią. Chciała się odwrócić, ale nie zdążyła. Torby upadły na ziemię, ich zawartość częściowo wyleciała na zewnątrz... no cóż, stanowiły to różne, dziwne rzeczy, ale je teraz pomińmy.
    Słabym punktem czarownic zawsze są dłonie. Zaklęcie mogą nawet próbować wypowiedzieć w myślach, jednak potrzebne były jeszcze do tego palce i ich wyuczone ruchy. Inaczej żadne niemal zaklęcie nie zadziała. A przynajmniej nie takie które by miało jej teraz pomóc. Dlatego też były żywioły częściowo podporządkowane każdej dorosłej wiedźmie.
    Wampiry to takie ciekawe stworzenia. Niby martwe, a chodzą jak gdyby nigdy nic. Jednak przez to, że krew nie płynie radośnie w ich żyłach trudniej jest panować nad ich ciałami. Hecate właśnie miała się o tym przekonać. Chociaż wściekłość powoli rosnąca w niej znacznie ułatwiała sprawę. Z początku czuła strach, zaskoczenie... jednak gdy została unieruchomiona, jej rzeczy się rozsypały i ta nieszczęsna koszula... ach, będzie musiała przyszywać guziki! Tak bardzo jej się nie chce.
    Zatrzymała wampira. A raczej jego ciało. A raczej wszelką wodę w jego ciele. Wtedy rozluźniła uścisk na swoich rękach, dzięki czemu mogła uwolnić dłonie. I w samą porę bo jej magia powoli przestawała działać... kto by pomyślał. Z ludźmi zawsze było łatwiej.
    Rzuciła proste zaklęcie, które odepchnęło go tyłu, że walnął plecami o pobliską ścianę. Właściwie ją samą też lekko przewróciło, bo wtedy jeszcze zasłaniał jej usta dłonią. Jednak i tak wylądowała znacznie lepiej, bo jedynie usiadła na ziemi, tam gdzie stała. Szybko podniosła się na równe nogi i odwróciła się do wampira, poprawiając jeszcze przy okazji koszulę.
    - Mam nadzieję, że nie przeszkodziłam w czymś? - spytała ironicznie, krzywiąc się lekko.

    [Dobry, dobry. Ciekawy sposób powitania trzeba przyznać... ;D Żeby tak od razu atakować bezbronne dziewczę?]

    OdpowiedzUsuń
  51. [ Cholibka, czemu to ja zawsze muszę mieć jakieś pomysły? Jeśli mam zacząć mów. Jeśli osobiście chcesz to zrobić dam pomysł by posłużyć się Than'em - Aktualnym pracodawcą, dachoodawcą (chyba nie ma takiego słowa... A co tam! Neologizmy są po to, by je tworzyć xd) i znajomym Diogenes'a :3]

    OdpowiedzUsuń
  52. Przekrzywiła głowę w bok patrząc na niego z niejakim rozbawieniem. Złość jakoś tak bladła, a ona poczuła, że chyba użyła z tego wszystkiego za dużo energii. Czyli zbierać będzie musiała to wszystko ręcznie. Niech to szlag.
    - Niestety tak - odparła kiwając głową z powagą.
    Niestety, tak bardzo niestety. Za normalnymi ludźmi nie przepadała, bo zabić ją chcieli kilka razy. No i tam jej matce życie odebrali te sprawy.
    Po chwili, całkowicie ignorując wampira, przykucnęła przy swoich rozwalonych po ulicy rzeczach i zaczęła je z pieczołowitością wkładać z powrotem do torby. Głównie to były jakieś dziwaczne roślinki, jedna to się nawet jakby świeciła. No i oczywiście znajdowały się tam też rzeczy niewiadomego bliżej pochodzenia. Niektórzy pewnie by nawet woleli nie wiedzieć co to takiego.
    Nie spieszyła się. Wiedziała, że pośpiech może coś popsuć. A to że wampir obok leżał? Jak na razie nie szkodliwy. A takim miał pozostać. Przynajmniej takowa była jej cicha nadzieja.

    [Oj tam, spoko. Wątek mi się podoba ogromnie szczerze powiedziawszy ^^ ]

    OdpowiedzUsuń
  53. [ Och, wkurzające wampirzyska to ja kocham najbardziej! Po tym co naoglądałam się Pamiętników Wampirów (Wątpię by Wynn miał z tymi wampirami coś wspólnego...) to mam do tej rasy sentyment jeśli są wkurzający xd. A jeśli zachowuje się jak błazen... No cóż, będzie ciekawie :3.]

    Był tu zaledwie od dwóch tygodni... OD GŁUPICH DWÓCH TYGODNI, a już miał ochotę spalić wszystkie książki o magii jakie w swoim domu posiadał Than.
    Z wielką ulgą przyjął więc propozycje przyjaciela. A mianowicie: Dzień przerwy.
    Bez problemu w sumie zaprzągł jednego konia z hodowli i z radością pognał przed siebie, w poszukiwaniu jakiejś polany, czy coś takiego...
    Oczywiście, zanim znalazł coś takiego z pięć razy zgubił szlak, i gdyby nie to, że ogier którego wybrał, znał te tereny, pewnie nie znalazł by drogi.

    Ponieważ Diogenes charakter miał iście młody, stwierdził, że noc na skraju lasu mu z pewnością nie zaszkodzi.
    Uwiązał więc konia do pobliskiego drzewa, sam nazbierał trochę chrustu i kombinując z zaklęciami w końcu udało mu się rozpalić ogień!

    OdpowiedzUsuń
  54. Nie, Aaron po to nie przyjdzie, bo to do Mojej spiżarni idzie - zaśmiała się cicho - Karczmę zaopatrzyłam w mięsiwo dwa dni temu - poszła w stronę zabitych stworzeń i wyjęła swoją strzałę z jednego z nich - przydał by się jeszcze jakiś młody koziołek - znów zaczęła węszyć i nasłuchiwać. Pozostawiła dwa ubite dziki i ruszyła na południowy zachód.

    OdpowiedzUsuń
  55. Gdy się tak lepiej zastanowiła to chyba pierwszy raz została zaatakowana przez wampira. Ich samych spotykała już wcześniej. Na przykład gdy Wiedźma Lasu jeszcze żyła. Wampiry się czasem zapuszczały w tamte leśne rejony, gdy miały jakiś swój konkretny powód. Czarownice nigdy nie pytały, rzadko też się nawzajem zaczepiali. Dopóki nikt nie chciał się nawzajem pozabijać było dobrze i nikomu to nie przeszkadzało.
    - Jak jesteś głodny to znajdź sobie jakiś posiłek. Byle nie mnie - odparła spokojnie.
    Jeden człowiek w tą czy we w tą... co za różnica? Mógł sobie żreć kogo tylko zechciał, taka była jego natura w końcu. Tylko żeby ją pomijał w menu i byłaby ogromnie wdzięczna.
    Zebrała wszystkie rzeczy i wyprostowała się. Spojrzała na wampira unosząc brwi.
    - To czy wybaczę chyba nie ma zbyt dużego znaczenia, prawda? - Wzruszyła ramionami. - Następnym razem tylko lepiej dobieraj swoje ofiary - dodała uśmiechając się pod nosem.
    Właściwie oczywistym dla niej było faktem, że wystawiła się jak na talerzu na ulicy po zmroku. Niektórzy traktowali to jak głupotę. A niektórzy stwierdzali iż jej pewność siebie musi mieć jakieś podstawy. I chyba nie trzeba mówić kto częściej dostawał po łbie.
    Chociaż przyznawała szczerze, że o wiele łatwiej jej się było pozbyć ludzi. Bowiem inne gatunki częściej stanowiły dla niej wyzwanie.

    OdpowiedzUsuń
  56. Simon rzeczywiście najzwyczajniej w świecie napawał się widokami dawno nie widzianego miasta. Słyszał kogoś za sobą, ale w życiu nie przypuszczałby, że nagle jakiś biały futrzak wyląduje mu na głowie. Przerażony nagłym ukłuciem kocich pazurków aż podskoczył z wrażenia.
    -Nieszczęście! -zawołał uradowany, po czym chwycił kociaka i zaczął targać jego białą sierść.- Ależ ty urosłeś zwierzaku...
    Po chwili uniósł wzrok na mężczyznę stojącego za nim. Także wstał kładąc sobie kota na ramieniu. Uśmiechnął się do Wynna z podziękowaniem.
    -Dziękuję, że się nim zająłeś, myślałem, że przepadł...- skinął głową.- Miło cię znów widzieć, Wynn. Zmieniłeś się...
    Przekrzywił lekko głowę i wyciągnął otwartą dłoń w jego stronę zarzucając ciemnymi włosami.

    OdpowiedzUsuń
  57. Dziewczyna również zaczęła się śmiać.
    -Może kiedyś zobaczysz jedno i drugie, kto wie... A wariatem jeszcze nie jesteś, widziałam gorszych. Zamyka się takich w małych celach, czasem nawet przykuwa łańcuchami do ściany, żeby przypadkiem sobie krzywdy nie zrobili...
    Kochający ojciec nie oszczędzał jej w dzieciństwie różnych drastycznych scen, był zdania, że już od najmłodszych lat dzieci powinny poznawać świat takim, jakim jest. Bez upiększeń i cenzury, jego jasne i ciemne strony.
    Wesela, chrzty i pogrzeby, publiczne rozprawy i egzekucje, szpitale i więzienia, lochy, w których trzymano szaleńców. Początkowo dziewczynka mogła być przerażona i oszołomiona, teraz dostrzegała w tym głęboki sens. Ojciec musiał być naprawdę mądrym, dojrzałym człowiekiem.
    -Niektórzy mówili, że ciałami tych ludzi zawładnęły demony.

    OdpowiedzUsuń
  58. Gadanie ze sobą w myślach jest dużo zdrowszym objawem niż gadanie ze sobą na głos. Przy tym drugim ludzie zaczynają się domyślać, że dzieje się coś złego i możesz mieć przez to spore kłopoty.
    No a kto chciałby spłonąć na stosie za podejrzenia, że ma na niego wpływ szatan?
    Szatan... ha ha... dobre.
    Skinął głową przyjmując do wiadomości to, co powiedział wampir.
    - Jednak miej oczy otwarte. Gdybyś był uprzejmy powiedzieć mi o wszystkich nienormalnych... - urwał. Czy w tym mieście cokolwiek było normalne? Sam nie był tego taki pewny. Wręcz normalność była tutaj czymś nienormalnym. Bogowie, ależ to poplątane. - Wiesz o co chodzi. - Powiedział w końcu zrezygnowany. - Kiedy mnie nie będzie może wydarzyć się naprawdę wiele, co przyspieszy całą sprawę. Wiesz. Kiedy nie ma kota to myszy harcują, czy jakoś tak. - Upił łyk piwa i spojrzał na Wynn'a z lekkim uśmiechem.

    OdpowiedzUsuń
  59. [ W sumie, ja w ogóle wampirami się tak nie fascynuje (Choć nie powiem, co nieco o nich wiem). O wiele bardziej fascynuję się jednym anime (no może dwoma) co niestety wkurza do szału wszystkich innych domowników bo "Znowu oglądasz te japońskie darcie mordy!"...]

    Spojrzał na mężczyznę wyraźnie zaskoczony.
    - Upiory? Nie, raczej niee...- powiedział spokojnie i mocno przeciągnął.
    Rzeczywiście, Diogenes do ludzi bojaźliwych nie należał i jedyne czego się bał to gniew Zeusa.
    - Z chęcią nawet poznałbym jakiegoś. Może byłby ciekawym towarzyszem.- dodał ze śmiechem.
    Spojrzał na dziwnie zachowującego się konia. Podniósł się i za pomocą, chwile wcześniej wygrzebanego z torby jabłka starał się uspokoić go. Than w końcu nie mówił, że ten ogier to takie strachliwe bydle.

    OdpowiedzUsuń
  60. Czyżbyś zapomniał, że Twoja Droga Przyjaciółka ma kilka żołądków - przystanęła i wyjęła z kołczanu strzałę. Naciągnęła ją na cięciwę i wypuściła. Za nią posłała drugą i trzecią. Tak na wszelki wypadek.

    OdpowiedzUsuń
  61. Wzruszył tylko drobnymi ramionami.
    - Czy gdybym miał coś lepszego do roboty, to siedziałbym tu i gapił się na szczury?- zapytał ze śmiechem i nieco wygodniej usiadł, czując że jego szanowne cztery litery zaczynają pobolewać.
    - Odpowiedź na to pytanie jest prosta: Nie siedział bym.- dodał.
    No cóż, przecież szukanie jakiegoś noclegu nie było lepszym zajęciem. Marnowało tylko czas i energię kotołaka, co uznawał on za bezsens i głupotę... W końcu coś mogłoby go zaatakować, a co by się z nim stało, gdyby nie miał sił na obronę lub ucieczkę?
    Zapewne coś nie zbyt ładnego i przyjemnego. A Aim zbyt cenił swoje życie...

    OdpowiedzUsuń
  62. Wzruszył ramionami lekko.
    - Każde towarzystwo jest dobre.- stwierdził z uśmiechem i mocno przeciągnął, siadając z powrotem przy ognisku.
    - I nie mów do mnie "pan" albo "nieznajomy" bo zacznę się krępować i co?- zaśmiał się lekko.- Na imię mi Diogenes.- Grek przedstawił się spokojnie, patrząc w płomienie.
    Blask ogniska odbijał się w jego zielonych oczach.
    Od zawsze podobał mu się żar ognia, jego ciepło i światło jakie dawał. Jednocześnie wrogi, a jednocześnie pomocny... Niesamowite połączenie.

    OdpowiedzUsuń
  63. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  64. (Napisałam komentarz, który nie byl przeznaczony dla Wynna xD. Tak nie piłam kawy jeszcze i śpię na siedząco)...

    Jak coś w co się zmieniam i czego nie chciał byś spotkać na swojej drodze - zaśmiała się i wyjęła dwie z trzech strzał, które dopadły młodego jelenia. Trzecia poszła w pieriot, ale Dilexi się tym nie przejmowała - to Ty jeszcze nie byłeś w Moim nowym domu? No popatrz jakie niedopatrzenie - zaśmiała się pod nosem - jak to się mogło stać? - schowała strzały do kołczany i złapała jelenia za racice. Po chwili go jednak puściła i zagwizdała. Po chwili pojawił się Roo - pomóż mi tego jelonka zarzucić na koński grzbiet. Dzika to sobie wezmę pod pachę - spojrzała w stronę Przyjaciela. Gdy młodzi był już na wierzchowcu, Dil coś szepnęła Roo do ucha, a ten skierował się w stronę domu - no to My też możemy iść. Pokażę Ci Moje nowe miejsce zamieszkania. Ale żebyś nikomu Go nie zdradzał, bo mało osób wie gdzie teraz przebywam - westchnęła i uśmiechnęła się do Niego - a co do jedzenia, to mam kogo karmić jeszcze. Wiesz przecież, że mam Córkę. Czy tego też nie wiesz? - uniosła lewą brew do góry - i Shanon często u mnie bywa - przeniosła spojrzenie gdzieś przed siebie i podniosła jednego z dzików, którego zarzuciła sobie na ramię.

    OdpowiedzUsuń
  65. Myślał chwilę. Palcami wystukiwał rytm w blacie obdrapanego stołu. - Mam do pogadania z kilkoma osobami. Te nazwiska, które usłyszałem... Zdaje mi się, że gdzieś kiedyś już się z nimi spotkałem. - Powiedział. I wcale za dobrze mu się nie kojarzyły. Zaczynał podejrzewać, kto za tym wszystkim stoi i już wiedział, że nie będzie to łatwa sprawa.
    Zachmurzył się. Na samo wspomnienie zniknął cały jego dobry humor. Co miał zrobić? Trzeba było wykonywać swoje zasrane obowiązki bo inaczej będzie miał przechlapane u Artemidy... A sam już nie wiedział które rozwiązanie jest gorsze.

    Charon

    OdpowiedzUsuń
  66. Dziewczyna przyjrzała mu się z rosnącym zainteresowaniem.
    -A co, ty też nie możesz? - zdziwiła się. Przyjrzała się jego naczyniu z winem, potem powiodła wzrokiem po blacie.
    -Chyba nigdy mi o tym nie mówiłeś. A jeśli tak, to nie jest tak źle, porozmyślamy trochę, pośmiejemy się z tego... Z samych siebie może też...
    Wypiła kilka łyków.
    -Ale czasem można za tym tęsknić.

    OdpowiedzUsuń
  67. - Raczej nie poskłada. - Mruknął sceptycznie. - Los Cienia po śmierci wcale nie jest miły. Tułasz się jak jakieś widmo. Nikt Cię nie widzi, jesteś wiecznie spragniony, wiecznie głodny. - Westchnął ciężko. - Co mi tam. Raz się żyje? Chyba nie do końca. - Zaśmiał się gorzko. - Nie martw się, mamo, jakoś sobie poradzę. W końcu nie chcemy, żeby znowu nam kogoś zjadło coś paskudnego. - Opróżnił do końca kufel i zamówił następny. Tego wieczora potrzebował sporej dawki procentów we krwi.
    Spojrzał na Wynn'a. - Należy ci się jakaś zapłata za to, że mi pomagasz.

    OdpowiedzUsuń
  68. - Nie ma nic we mnie ciekawego, Wonsie.
    Skinęła lekko głową, podniosła się i wyszła z pokoju, tym razem nie mówiąc, żeby Wynn za nią poszedł. Ot postawiła na to, że sam się domyśli, że ma za nią iść. Tutaj nie było żadnego obrazu. W sumie mało rzeczy w tym pokoju, tylko te niezbędne. Przeszła korytarzem do końca, wchodząc do większego pomieszczenia.
    Tam obrazy na ścianach przedstawiały różne budynki, jedne skończone, drugie w połowie, szkice i dopiero zaczęte projekty stały oparte o ścianę. Oprócz tego rysunki prezentowały martwą naturę, lasy, góry, rzeki, a nawet tę słynną ławkę.
    Ale najbardziej w oczy rzucały się wilki. Jakby zliczyć, było ich najwięcej, najbarwniej również były pokazane. Jeden wył, drugi skakał, obok wataha biegła w świetle księżyca, gdzie indziej matka z młodymi.
    Assibiell stanęła niedaleko wejścia, opierając się o framugę plecami. Ręce skrzyżowała na piersi, spoglądając na obrazy.

    OdpowiedzUsuń
  69. Wzruszył ramionami.
    - Nadal na ulicy, a co?- spojrzał na niego z zapytaniem w oczach.
    Mimo ciepłego dnia, w nocy zaczynało robić nieco chłodniej.
    - W sumie, powinienem szukać jakiejś kryjówki do spania, ale nie mam na to ani siły ani ochoty.- stwierdził i spojrzał na ciemne niebo.- Wychodzi na to, że dzisiaj nocuję na tych schodach i basta!- zaśmiał się cicho.
    Lekko podciągnął nogi do klatki piersiowej, obejmując je rękoma, a głowę kładąc na swoich kolanach.
    Szczerze? Kotołakowi nie przeszkadzało spędzanie nocy na tych schodach, dopóki nie padało i temperatura zbytnio nie spadała.
    W innym przypadku natychmiast pokonał by lenia i znalazł jakąkolwiek kryjówkę.

    OdpowiedzUsuń
  70. Na szczęście, swoje bądź jego, w myślach czytać nie potrafiła. Chociaż to wiedźma, jakieś zaklęcie by się znalazło, pewnie. No ale jego wyobrażeń, z nią w roli ofiary, nie widziała i gdyby była świadoma co traci pewnie by odczuła ogromną ulgę. Rozzłoszczona czarownica jest zagrożeniem nie tylko dla otoczenia, ale przede wszystkim dla samej siebie.
    Gdy tylko do niej podszedł wstrzymała nieco oddech. No do jasnej cholery, jednak wampirem był i przed chwilą chciał sobie zrobić z wiedźmy kolację. Gdy tak się zbliżał niespodziewanie to mogła się lekko zaniepokoić, chociaż gotowa była do obrony.
    Obserwowała go gdy odwrócił się i ruszył przed siebie. Nie czuła ulgi jednak. Trochę chyba nie doceniła tego miasta. Przed człowiekiem obronić się było łatwo. Nieludzie jednak potrafili sprawić pewien kłopot. Powinna być ostrożniejsza w nocy. Zabawne, że dopiero teraz to do niej dotarło.
    Zaśmiała się szczerze na jego słowa i zachowanie. Doprawdy. Dziwnie brzmiał śmiech w takich okolicznościach.
    - Ciekawy sposób powitań macie w Graleyn. Powinnam się spodziewać takowych od innych mieszkańców? - zapytała unosząc brwi.

    OdpowiedzUsuń
  71. Zaśmiał się znowu.
    - Przynajmniej mówisz prosto z mostu.- powiedział z szerokim uśmiechem, patrząc się przed siebie.
    Przez chwilę siedział nieruchomo, jednak stwierdzając że coś mu nie leży, puścił jedną ręką nogi i oswobodził ze spodni swój długi, czarny ogon, którym już po chwili machał na boki.
    - Wiesz, stado wariatów o przerośniętych sercach mnie już dopadło... Nakarmili mnie i tak dalej. Ale nikt nie przygarnął... No wiesz, zwierzak, szczególnie taki duży, to wielka odpowiedzialność... A nikt za jakiegoś zwierza nie chce odpowiadać za bardzo...- zażartował.

    OdpowiedzUsuń
  72. Z braku wszelakiego zajęcia pannę Heshtje coś podkusiło, by wybrać się w środku nocy na przechadzkę po Dzielnicy Wschodniej. Oczywiście, że zdawała sobie sprawę, iż to nie było bezpieczne miejsce, a w najciemniejszym zaułku może czaić się jakiś stwór.
    Jedynym żródłem światła był księżyc, no i gwiazdki niewiele pomagały. Nieprzyjemny zapach drażnił jej nos.
    Szła pewnym krokiem nucąc cicho zasłyszaną niegdyś piosenkę. Schowała ręce, które odziwo nie skrywały rękawy, do kieszeni. Delektowała się chłodem nocy, choć wprawdzie nie dawał zbyt wiele ukojenia. Wciąż było duszno.
    Podeszła do wysokiego muru, potem oparła się o niego plecami, by odpocząć na chwilę i znów ruszyć gdzieś przed siebie.

    OdpowiedzUsuń
  73. Zbył jego stwierdzenie milczeniem. Ostatnio zrobił się zdecydowanie zbyt gadatliwy. Sam siebie nie poznawał. Nie dość, że polubił jakiegoś wesołkowatego wampira, to jeszcze gotów był oddać życie za pewną wiedźmę. Świat staje na głowie. Albo ty się starzejesz, odezwał się złośliwy głos w jego głowie. Zacisnął okrytą pancerzem dłoń na kuflu, na którym niemal natychmiast pojawiła się rysa. Zbyt wiele się działo, jak na jego gust. Zdecydowanie zbyt wiele.
    Już dawno się nauczył, że absolutnie nic nie ma za darmo, więc był przygotowany na tego typu sprawy. Wyjął z kieszeni sakwę wypchaną złotem. Zaledwie ułamek tego, co teraz zalegało w jego piwnicach, chociaż budowa domu nieco nadszarpnęła jego budżet.
    Przesunął sakwę po stole w kierunku wampira.

    ~ Charon

    OdpowiedzUsuń
  74. Przechadzała się w mroku, uliczkami miasteczka. Jej uwagę przykuł cień postaci padający na zaułek. Podeszła do niego ostrożnie. Skradała się powoli. Nagle wyskoczyła z zaułka i wystraszyła stojącego tam męzczyznę.
    -Buu

    Zaczęła się,śmiać

    OdpowiedzUsuń
  75. Prawdą jest, że straciła dużo energii, jako że się wtedy nie kontrolowała. Moc magiczna powolutku się regenerowała... powolutku. Cholera, mogłoby by być szybciej. No cóż, z pewnością ponowne odrzucenie go na ścianę nie byłoby aż tak mocne jak poprzednio, przypominałoby raczej pchnięcie, które by kupiłaby jej najwyżej troszkę czasu. Miała jednak też inne zaklęcia, bardziej defensywne i zużywające mniej energii. W tym momencie je właśnie w myślach recytowała. I upewniała się którego by mogłaby użyć bez omdlenia.
    Wzruszyła ramionami słysząc jego słowa.
    - Powodu raczej nie miałeś - odpowiedziała. - I z pewnością też go nie szukałeś - dodała po chwili.
    Skoro był głodny to powodu nie szukał, a raczej myślał jak by tu głód zaspokoić czyż nie? Gdyby się uprzeć jakiś powód by się znalazł... na przykład kto normalny chodzi o tej godzinie sam, po ulicy, w dodatku będąc kobietą? Ale nie było po co już tego rozdmuchiwać. Stało się i kicha. Dopóki nie będzie chciał tego powtórzyć, to nie będzie chowała zbyt dużej urazy. A przynajmniej nie do końca życia.
    Nadal stała spokojnie, nie ukazując żadnych konkretnych oznak zdenerwowania. Obserwowała wampira jednak z uwagą.

    OdpowiedzUsuń
  76. [Również witam i zaznaczam, że Ramel nie takie potwory ubija, choć i tak mogłoby się zdarzyć.]

    OdpowiedzUsuń
  77. Lyn pokręciła głową.
    -Uważaj, bo powoli budzisz we mnie niepokój. Ja też jestem potępiona? Jakoś mi się nie wydaje...
    Spróbowała jeszcze trochę wina.
    -Ale to się może przydać. Jak człowiek będzie rozpaczliwie potrzebował grosza... Założy się z kompanem od kieliszka, kto wypije więcej i nie spadnie pod stół, powiedzmy.
    Sama nie wiedziała, skąd przychodzą jej do głowy takie pomysły. To albo zasługa tego miejsca, albo towarzystwa Wynna.

    OdpowiedzUsuń
  78. - Bo są, ale to tylko oficjalna wersja. - Mruknął i westchnął ciężko. - Artemida mi jeszcze sporo płaci za zabijanie demonów. Ostatnio tak sypnęła złotem, że zniszczyła mi stół w salonie... - poskarżył się. Kiedy karczmarka przyniosła mu kolejne piwo napił się.
    - Przez tysiąc lat, kiedy nie ma na co wydawać tych wszystkich bogactw może się co nieco uzbierać. - Wzruszył ramionami. Ile mu było trzeba? Nawet na jedzenie niewiele, bo lubił sam czasem zapolować. Wszystko odkładał, aż do teraz. Teraz będzie miał przynajmniej na kogo wydawać te wszystkie bogactwa.

    ~ Charon

    OdpowiedzUsuń
  79. Wywróciła oczami chichocząc się cicho.
    - Nie poetyzuj mi tutaj o sowach, bo i tak kotem zostaniesz na zawsze - palnęła spoglądając nań spode łba. Podeszła do Wynna, potem zsunęła kapelusz bardziej na oczy i wsystawiła koniuszek języka w geście zaczepki.
    - Miejsce ... miejsce jak każde inne - wzruszyła ramionami, po czym dodała chwytając się teatralnie za nos - no dobra... tutaj akurat okropnie cuchnie, ale no cóż.
    Tej nocy była w wyjątkowo dobrym humorze.
    - Co tam, jak tam.. paplaj coś, bom cię dość długo nie widziała - wyznała niby znudzonym tonem spoglądając jednak przed siebie nie na wampira.

    OdpowiedzUsuń
  80. Jako aniołka do nie widziała. To pewnie przez to pierwsze wrażenie... Chyba nikt nie lubi, gdy się widzi w nim posiłek, czyż nie? A przynajmniej Hecate nie lubiła, ale jakoś to wszystko przeboleje.
    - Jak nie masz zamiaru mnie znowu atakować to zakładam, że pozostaniesz w swej postaci. Chyba że podpadniesz innej wiedźmie - odparła z uśmiechem.
    Chyba jeszcze ani razu nie zmieniła nikogo w żabę. Nie była nawet pewna czy tak potrafi. To musiało być jakieś zaklęcie z dziedziny transmutacji... O ile dobrze pamiętała to zmieniała zwierzęta w inne rzeczy, ale człowieka, czy czegoś co jak człowiek wygląda, jeszcze nie. Ciekawe czy trzeba by użyć do tego więcej energii...
    Znowu mimochodem poprawiła koszulę, nadal czując się lekko niekomfortowo. I nadal myśląc o tym, że czeka ja szycie.

    OdpowiedzUsuń
  81. - Dobra, dobra... prowadź gdzie chcesz iść - powiedziała i machnęła ledwiezauważalnie ręką.
    - Matko kochana... tylko nie pani! Nie jestem jakąś starą babą, tak jak tamta - ofuknęła wskazując ręką na okno przez które dało się zauważyć pomarszczoną staruszkę.
    - W historyjkach podobnoś dobry, co mi Draw wypaplał, ale mniejsza - wyszeptała rozglądając się dookoła za " gumowym uchem"; jakimś złotym błyskiem.
    - Masz gdzie się podziać? - zapytała przystępując z nogi na nogę. Nie potrafiła wystać w miejscu.

    OdpowiedzUsuń
  82. Wzruszył nieznacznie ramionami. Zazdrościł Wynn'owi tej beztroski. Tchórzostwa, jak sam siebie określił. Czy życie nie byłoby wtedy zdecydowanie piękniejsze? Ucieczka jest pewnie zdecydowanie łatwiejsza niż jakakolwiek konfrontacja. Ale nie. Ktoś musi nadstawiać tyłek, żeby uciekać mógł ktoś. No i oczywiście to Charon musiał być tym, który walczył dla istot takich jak Wynn. Bronić ich przed tym, o czym nie mają bladego pojęcia. Nikt nie ma, póki tajemnicy nie zdradzi Artemida. A ta rozbestwiona suka sama potrafiła nieźle namieszać.
    - Jeżeli przeszkadza ci taka suma możesz oddać. - Odparł spokojnie widząc dylematy wampira. - Z pewnością przyda się komuś innemu.

    ~ Charon

    OdpowiedzUsuń
  83. - Mówiłeś do mnie... wiewióro, albo Hesh - wspomniała. Zmierzyła Wynna wzrokiem i przygryzła lekko dolną wargę.
    Przystojny był, więc nie jest to dziwne, że wszystkie baby legną do niego jak muchy...
    - Ja nic na to nie poradzę.. jemu się nudzi - odrzekła, potem wzruszyła ramionami.
    - Niech będą. Głupio mi, że zostałeś.. z niczym - dodała. Cały czas fantazjowała sobie. Niezbyt obchodziło ją, czy zauważył w jej wzroku pożądanie, choć starała się to trochę ukryć.

    OdpowiedzUsuń
  84. Madame, madame... Czy tak przypadkiem nie mówili Francuzi? Ach te francuskie psy! Nagle jakaś iskierka poczucia narodowego się obudziła w wiedźmie, chociaż ze swym krajem się nigdy za bardzo nie utożsamiała. Z którego tak na dobrą sprawę uciekła... ale Francuzów nie lubiła. I tyle.
    Wzruszyła ramionami. Czemu tak wielu pyta się od kiedy tutaj jest? Osobiście traktowała swój pobyt tutaj jako jeszcze dość krótki, chociaż i tak dziwła się sobie, że tak długo tu wytrzymuje. Właściwie to całkiem przyjemne miejsce. Nikt jej nie chce spalić na stosie, ani nie wygraża krzyżem. Chociaż pewne rzeczy nadal nawoływały ją do powrotu do Anglii... jednak musiała się jeszcze wstrzymać.
    - Nie tak bardzo niedawna... - odpowiedziała. - Jakieś pół roku, chyba.
    Starała się nie liczyć, bo gdyby wiedziała dokładnie ile jej już nie ma w ojczystym kraju to pewnie poczułaby wyrzuty sumienia, że nie dotrzymuje komuś obietnicy.

    [Właściwie to zastanawiam się, która to jest połowa XV wieku na blogu. Bo gdyby pierwsza to by jeszcze trwała wojna stuletnia ^^ ]

    OdpowiedzUsuń
  85. Ja się nie ukrywam Wynn - spojrzała w Jego stronę - opuściłam Mój stary dom, bo nie chciałam mieć z tym miejscem nic wspólnego. Za dużo w nim wspomnień. Złych wspomnień, jak dla mnie - uśmiechnęła się nikle - a ja takowymi karmić się nie chciałam, więc zmieniłam miejsce zamieszkania. I nie żałuję - szli wolno przez las - a co do Zadoi, to nie wiem kiedy Nas razem widzieli, skoro Ona się rzadko rusza z domu. Nie ufa obcym i boi się. Dużo pracy trzeba w to dziecko włożyć - dodała na końcu.

    OdpowiedzUsuń
  86. - A.. niech ci będzie - mruknęła z udawaną urazą, po czym od razu się rozpogodziła.
    Twarz, a zwłaszcza miodowe oczy Hesh, są jak książka, z której wszystko się wyczyta. Niezbyt się tym przejmowała.
    - Nie obrażaj się, no ... - wyszeptała i zrobiła smutną minkę pieska, który żebrze przy stole.
    - Staram się na posadę ... babci, albo cioci, skoro nie mogę być u twego boku jako partnerka - palnęła. Przysunęła się doń, potem wyciągnęła do wampira dłoń. Miała pociągnąć go za policzek, jak to mają stare babunie zwyczaju , ale tylko musnęła lekko jego twarz. Taaak... Hesh czasem miała dziwne pomysły.

    OdpowiedzUsuń
  87. [ Taaa. To zdanie samo mnie zabiło... Znowu musiałam wyprzedzać to co piszę myślami i jakoś tak wyszło xd. A na wącisza zawsze chęć jest! W sumie, zapomniałam napisać, że Necro jest w Graleyn od urodzenia xd. Będę musiała naprawić ten błąd.]

    Necro był człowiekiem ześwirowanym. Tak przynajmniej mówili ludzie. Jego huśtawki nastroju, niczym u kobiety w ciąży oraz specyficzny sposób bycia nie raz wpakowały go w kłopoty.
    Wszyscy, którzy mieszkali w tym miasteczku na tyle długo, wiedzieli że kiedyś był inny, że zmienił się po śmierci swego jedynego brata.
    No cóż... Bywało.
    Teraz, już długo po zmroku, gdy normalni ludzie szli spać, przechadzał się między podejrzanymi stoiskami z różnymi nieprzyjemnymi rzeczami, jak na przykład gałki oczne wilka, włosy z ogona kocia i... Kości. Kości w dobrym stanie, na tyle naszprycowane czym, co sprawiało iż dobrze się w nich rzeźbiło. I te właśnie kości interesowały grabarza. Chciał zrobić mały wisiorek, dla szkieletu jego brata i jeden dla siebie...
    No cóż...

    OdpowiedzUsuń
  88. Skinął głową i uśmiechnął się nikle. Wiedział, że tak właśnie się to skończy. Nikt nie odmawiał gotówki. Przynajmniej on jeszcze nikogo takiego nie spotkał, a przecież już wcześniej powiedział, że zapłaci Wynn'owi za współpracę.
    - Cieszę się. Jeżeli reflektujesz częściej otrzymywać takie wynagrodzenie, to liczę na współpracę. - Spojrzał na niego.

    ~ Charon

    OdpowiedzUsuń
  89. Czekając na no, aż handlarz znajdzie interesujące Necro wielkością kości, przyglądał się jednemu typowi spod ciemnej gwiazdy. Wyraźnie obserwował kogoś...
    Pan Green szybko odnalazł ową osobę.
    Czyżby pan ciemna gwiazda chciał rzucić jakiś urok, na człowieka, od którego nie emanowała nawet krzta magii?
    Jednak na pewno zionęła śmierć, którą jako nekromanta i grabarz za razem mężczyzna.
    Handlarz też wyczuwając co się święci szybko dał towar nekromancie, przyjął zapłatę i wrócił do innych spraw.

    Grabarz wolnym krokiem ruszył do maga, chowając jednocześnie zakup. Szepnął mu kilka niemiłych słów na ucho o tym, jakim to będzie wspaniałym chodzącym trupem, co najwyraźniej poskutkowało, gdyż owy czarnoksiężnik spłoszył się i szybkim krokiem odszedł.
    Necro odwrócił się w stronę jego niedoszłej ofiary.
    - Jeszcze sekunda i mogłoby nie być z tobą dobrze.- powiedział i uśmiechnął się szeroko. Taki uśmiech ludzie nazywali w wykonaniu mężczyzny "Uśmiechem Szatana" lub "Uśmiechem Obłąkańczym"...- Na szczęście moja siła perswazji jest wystarczająco silna.- mrugnął do niego.
    Spodziewał się, że ten weźmie go za opętanego świra, albo bóg wie kogo jeszcze... Ludzie i niektórzy nieludzie bali się go jak nie wiadomo co i gdyby nie to, że jest grabarzem, nie widział by żadnej istoty w ogóle...

    [Chyba nieco za długo i chyba nieco kiepsko to wymyśliłam xd]

    OdpowiedzUsuń
  90. - Nie... no co ty. Jedynie mogę - wyszeptała i nie dokończyła, za to przystanęła, potem pocałowała Wynna w policzek i zaśmiała się cicho.
    - To gdzież pójdziem drogi panie? - zapytała po krótkiej chwili. Spojrzała w dal, ale zaraz wróciła doń wzrokiem.
    - Kazirodztwo.. przykładna rodzinka .. nie powiem - rzekła przesadnie poważnie. Mogłaby jeszcze spleść palce za sobą, albo na brzuchu, by wyglądać jak ktoś, kto pozjadał wszystkie rozumy i doktorem się zwał.

    OdpowiedzUsuń
  91. Wzruszył ramionami, okazując tym swoją niewiedzę.
    - Zapewne zabić. Nie czuć od Ciebie w ogóle magii, wystraszył się, że jesteś normalnym człowiekiem i chciał się ciebie pozbyć.- westchnął i spojrzał na swoje paznokcie, jakby mówił coś zupełnie normalnego.- Nie potrafi wyczuć śmierci, która od Ciebie bije... Och tak... Jest potężna.- zaśmiał się na swoje własne słowa.
    Kilka osób spojrzało na niego nieprzyjemnie.
    Necro jednak mało się nimi przejął i obszedł nieznajomego wokół.
    - Taaak... Silna aura śmierci. Albo nie żyjesz, albo jesteś seryjnym mordercą. Miło.- zachichotał.- Ale co ze mnie za idiota! Nawet się nie przedstawiłem!- uderzył się otwartą ręką w czoło.
    - Nazywam się Necro Green.- lekko się pokłonił.

    OdpowiedzUsuń
  92. Pokręcił głową.
    - Nie bardzo, ale nigdy nie wiesz, jakie to licho siedzi w człowieku.- wzruszył ramionami krzywiąc się jak dziecko.
    Jednak jego oczy nadal się śmiały. By ostoją cierpliwości, dopóki nikt nie mówił źle o jego zmarłym bracie...
    - Z resztą nie mam więcej wytłumaczeń, dlaczego czuć od Ciebie śmierć.- wzruszył ramionami.- Ja znam jeszcze tylko dwa sposoby na to, by przesiąknąć zapachem śmierci: Bycie nekromantą i przebywanie na cmentarzu zbyt często.- stwierdził.- Nekromantą nie jesteś... W ogóle magiem. A i na cmentarzu cię nigdy nie widziałem. Jestem tego pewien, bo bym Cię zapamiętał.- lekko zakręcił się wokół własnej osi.
    - Ale skończmy ten nieprzyjemny temat. Masz zapewne już dość wrażeń na dziś.- skończył mówić radośnie.

    OdpowiedzUsuń
  93. Stanęła znów na palcach i złożyła pocałunek na ustach wampira , który trwał dłużej, niż poprzednie lekkie cmoknięcie.
    - O to mam nadzieję, że też nie - zaśmiała się cicho, potem puściła do niego perskie oczko.
    - No to chodźmy - rzekła radośnie i poczęła maszerować przed siebie. Przez chwileczkę milczała.
    - Tak często pojawiam się w Elhyr, a pożytku ze mnie nie mają. Ciągle tylko szklanka wody przede mną stoi - wyznała, ale zaraz się poprawiła - Ale! Raz mi się zdarzyło, się przyznam, Shanon mnie na wino skusił.. tylko raz! - podniosła palec. Pamiętała dokładnie, jak po kilku wypitych kieliszkach, obraz sdawał jej się być strasznie zamazany, a kolory ostre. Brrr!

    OdpowiedzUsuń
  94. - Oj przesadzasz - powiedziała i zaraz machnęła na to ręką.
    - Aż taka straszna nie jestem ... chyba - dodała. Roześmiała się cicho, po czym nagle spowazniała oraz przystanęła.
    - Co, co, coo? Mężów, kochanków? Hę? Mnie przed ołtarzyk mnie nie zaciągniecie! Nie ma mowy.. - mówiła szybko gestykulując.
    - Ależ zapraszam w me skromne progi.. to znaczy twoje.. Ja mieszkam sama.

    OdpowiedzUsuń
  95. Wywróciła oczami śmiejąc się ciągle, ale jak usłyszała drugą część wypowiedzi, znów zdębiała.
    - Hę? Nie, nie, nie... A u czyjego boku niby, hm? Ja zresztą się nie widzę w białej sukni, przy której moja blada karnacja... O nie! - wciąż prostestowała.
    Spróbowała wyobrazić siebie w kościele cała w bieli, welonie.. a fe! Kwiatki w ręce mogły by od biedy jeszcze być...
    Wzdrygnęła się.
    - Masz bujną wyobraźnię - prychnęła, po czym dodała poważniej; ciszej - poza tym... kiedy ja byłam ostatnio w kościele... chyba przed przyjazdem tutaj, kiedy nie wierzyłam w nadludzi i innych cudaków.

    OdpowiedzUsuń
  96. Zachichotał ruszając za nim.
    - To pewnie mój dziadek by Cię pamiętał. Jeśli pośmiertnie byleś chowany.- wzruszył ramionami idąc obok niego.- Spokojnie. Lubię chodzące truposze. Raczej Cię nie zabiję.- wyszeptał konspiracyjnie i nie stąd ni zowąd wybuchł szaleńczym śmiechem... Taaaak... Od dwunastu lat miał nie po kolei w łepetynie.
    Chwilę zajęło mu uspokojenie się.
    - Nie, serio. Nie zakołkuję Cię. Chyba, że dasz mi jeden powód, dla którego w stanie jestem zabić. Zabić w długich, okrutnych męczarniach, bez litości i przebaczenia...- gdy to mówił, na jego ustach widniał radosny uśmiech, zadowolony że rozmawia z kimś w ogóle... A to że gadał takie nieprzyjemne rzeczy... A bo pierwszy raz?

    OdpowiedzUsuń
  97. Oczy a mu się zaświeciły po jego ostatniej kwestii.
    - Ozdoby choinkowe z jelit... Hmmm... To może być ciekawe...- wymamrotał pod nosem, jednak słysząc jak to zabrzmiało, zachichotał.- Żarcik.
    Oj tak. Gdyby był lubiany, słynął by jako gość lubujący się w ohydnym i czarnym humorze.
    -Wiesz, cmentarze nie są takie złe. Ciche, mało ludzi chodzi... Nawet kwiatki rosną...- wzruszył ramionami i przyśpieszył idąc bardziej tanecznym krokiem.
    - Tak w sumie, to gdzie zmierzamy, kolego? Lubię wiedzieć, gdzie idę.

    OdpowiedzUsuń
  98. Parsknęła niepochamowanym śmiechem, ale uspokoiła się po chwili.
    - No dobra ... jest trochę nadenty i sztywny. Dopowiedziałabym jeszcze coś, tylko że łuskowaty plotkarz zapewne gdzieś się czai - wyznała powoli z opanowaniem.
    - Daj ty mi spokój z Kościołem i może jeszcze Inkwizycją. Wielka bujda oraz chciwość bez granic.
    Spojrzała na wampira z przymrużonymi oczami, po czym zabrała mu kapelusz. Włożyła go sobie na głowę tak, by zasłonił oczy. Kaptur byłby lapszy, ale no cóż ... Wyciągnęła ramiona, rozczapirzyła palce.
    - Wiiiidzę! Widzę... Wynna sterczącego na jarmarku trzymającego ... trzymającego jakąś tabliczkę? Tak! Tabliczkę ... z napisem .... em... " przepowiem przyszłość za saszetkę złota - mówiła jak jakiś obłąkaniec machając rękami.

    OdpowiedzUsuń
  99. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  100. [I jak? wymyśliłaś jakiś wątek czy już zapomniałaś? ;p]

    OdpowiedzUsuń
  101. - Nie! Nie oddam ... e... GUCIOWI spod łóżka! - powiedziała radośnie machając cylindrem przed jego nosem, po czym zaczęła kroczyć podskakując dalej w stronę kraczmy wciąż trzymając kapelusz w dłoni.
    - A da mi zacny pan coś w zamiaaan? - zapytała patrząc się na niego chytrze.
    Pokazała wampirowi język i zapewne zauważyłaby za sobą szyld Elhyr, gdyby nie odwracała się co chwilę w stronę Wynna.

    OdpowiedzUsuń
  102. Spojrzała na niego i uśmiechnęła się szeroko.

    -Wiem, iż moje starania są marne. Dziś szczególnie mam intensywny zapach skóry.

    Zatrzymała się na chwilę , zastanawiając.

    -Jeżeli nie masz nic do roboty,wybieram się na jezioro zażyć ochładzającej kąpieli. Może potowarzyszysz mi.

    OdpowiedzUsuń
  103. [No dobra.. Wybaczę Ci to. ;)]

    Fakt faktem siedziała tego dnia dłużej. Czyściła dokłądnie zaniedbany sztylet, który był oblepiony błotem, nieco zardzewiały oraz brakowało dwóch kamieni w rękojeści. Miała przy nim troche roboty więc niestety lub stety została dłużej.
    W samym sklepie wampir mógł dostrzec wiele różnych przedmiotów nieznanego pochodzenia. Broszki, lusterka, figurki bożków, świeczniki, sztylety, miecze i inne duperelki. Wszystko miała posegregowane i dokładnie poustawiane. Sklep wydawał się przestronny i przejrzysty. Na przeciwko drzwi pod koniec pomieszczenia znajdowało się biurko przy którym siedziała kobieta. Callista wspierała łokieć o blat a na dłoni czoło. Włosy zasłoniły jej twarz. Na biurku leżał sztylet i kilka przyborów służacych do naprawy i czyszczenia, dwie, oszkolne lampy z palącymi się świecami po obu stronach stołu i kubek. Dziewczyna z początku nie zareagowała. Dopiero po dobrej minucie uniosła nieco głowę przecierając oczy.
    - A juz myślałam, że sobie pośpię. - stwierdziła. Zakryła usta dlonią i ziewnęła delikatnie.
    - Miło słyszeć, żektośznamąprawdziwąpostać potwora. - uśmiechnęła sie lekko do niego.
    - Witaj,witaj.Chcesz sieczegoś napić?Mam dobreherbaty.- stwierdziła wstając od biurka.

    OdpowiedzUsuń
  104. Przygladała mu się prz3z ten caly czas gdy przerzucał wzrok z przedmiotu na przedmiot. Dostrzegła w nim ciekawość, jednak nie była to ciekawość zwykłego klienta. Znała już zachowanie innych i wiedziała, że ten wzrok to spojrzenie kogoś znającego się na rzeczy. Gdy podszedł spoglądała ze spokojem na to co robił.
    - Szkoda. No ale to twój wybó. - napiła sie napoju ze swojego kubka nie ruszając się z miejsca. Wzięła od niego sztylet.
    - Owszem. Odnawiam i czyszczę wszystko co znajdzie się w moich rękach. Dbam o te przedmioty. Nie tylko by dobrze je sprzedać ale i znudów jak zarówno przez pewna manię pedantyzmu. Tak to nazwijmy. Zapewne wyczułeś też, ze większość z nich nie są zwykłymi przedmiotami czyć nie? - zapytała z tajemniczym uśmieszkiem na twarzy.
    - Niektóre z nich są zaklęte, z zaklęciami ochronnymi lub klątwami. - Wstała i podeszła do figurki Kali. Wzięła ją do ręki. Usmiechnęła się do niej.
    - To moja ulubiona figurka. Kali. Trafiła do mnie przypadkowo.

    OdpowiedzUsuń
  105. Oczywiście, że jest przed karczmą , zauważyła dopiero, kiedy otworzył drzwi. Zachwiała się, ale nie przewróciła.
    - A co proponujesz, hm? - spojrzała na Wynna chytrze, równocześnie kręcąc sobie kapeluszem trzymając go od środka.

    OdpowiedzUsuń
  106. Pokiwał głową.
    - Pragnę zauważyć, że też cały czas siedzę z trupami...- zamilkł na chwilę, jakby się zamyślił.- Ale... Wolę nazywać ich klientami. To lepsze określenie. Klienci których lubię, bo są spokojni, cisi i kulturalni a i człekowi się wygadać dadzą.- powtórzył swe ulubione sformułowanie.
    - Wiesz, nie za często bywam w karczmach. Ludzie czasem mylą mnie z kobietą. Nie to, że mi się to nie podoba, tylko jak zaczną podrywać, a po chwili zrozumieją że to ja... No cóż, to nie jest przyjemne, gdy przestają cię adorować. Czuję się taki... Niedoceniany!- mówił jednocześnie chichocząc jak chochlik.
    W sumie, te pomyłki nie były żartem. Naprawdę miał bardzo delikatną urodę przez co mylono go z kobietą. I naprawdę mu to nie przeszkadzało.
    Jednak denerwowały go częste, niezbyt miłe słowa o jego bracie, wypowiedziane przez upitych prymitywów przesiadujących w takich miejscach.

    OdpowiedzUsuń
  107. [*czerwieni się lekko* Ale... ojej... >.< Dziękuję ogromnie, ale jeżeli jesteśmy przy cukierkach, to powiem, że Wynn mnie po prostu oczarował *_* I z takim wampirem jeszcze, żem się nie spotkała (cóż za miła odmiana po tych wszystkich mrocznych wąpierzyskach).
    No to wątek by się przydał, hm? :> ]

    OdpowiedzUsuń
  108. [Parodia, nie parodia - wyszedł wspaniały. ot co ;)
    No a teraz myślę i myślę od dłuższego czasu nad tym wątkiem i cholera nic konkretnego mi nie wchodzi do łba. -.- Marcia radośnie spędza czas w karczmie głównie, szukając jakiś zajęć do których, by się nadawała. I właściwie jest tam codziennie, od kiedy do Graleyn przybyła (czyli parę dni zaledwie). Może tam też Wynna spotkała kiedyś tam i się z nim o coś pokłóciła (chociaż teraz już nie ma pojęcia o co) i ma ochotę rzucić w niego krzesłem za każdym razem gdy go widzi. :D ]

    OdpowiedzUsuń
  109. Gharard opuścił Graleyn z samego rana, uprzednio proponując Ramelowi trochę grosza, coby miał czym zapłacić w karczmie za nocleg i coś do jedzenia. Wiedźmin uprzejmie odmówił przyjacielowi, choć zdrowy rozsądek podpowiadał mu inaczej. Nie chciał jednak obciążać go zanadto, zwłaszcza, że całkiem niedawno otrzymał od niego pomoc i nie było to takie, ot, sobie wsparcie. Gdyby nie Gharard, Ramel zapewne nie złapałby olbrzymiego potwora, na którym zależało czarownikowi i dalej podróżowałby od wioski do wioski, szukając dla siebie opłacalnego zajęcia. A tych było, co tu dużo mówić, jak na lekarstwo. Ludzie zrobili się bardziej nieufni, bojąc się powierzyć swoje bezpieczeństwo komuś takiemu jak Ramel albo zwyczajnie przywykli do grasujących w okolicy bestii. Powody mogły być różne, ale niosły za sobą jedną, główną konsekwencję - wiedźmini nie dostawali zleceń, a w raz z nimi - stosownej zapłaty za ich wykonanie.
    Ramel niedbale popchnął drzwi prowadzące do karczmy, zwanej przez tutejszych Elhyr. Minął kilku podpitych wieśniaków i stanął przed barem, niespotykanie czystym, jak od razu zauważył. Zamówił kufel piwa, wysłupławszy z sakwy kilka miedziaków, która z chwili na chwilę stawała się coraz to lżejsza. Czekając na swój trunek, niewątpliwie przez czysty przypadek usłyszał historię długowłosego mężczyzny siedzącego wraz z trójką kompanów przy stole niedaleko.
    Ramel przyjrzał się im uważnie i chwyciwszy za kufel, który w tejże chwili pojawił się obok niego na ladzie, ruszył w stronę młodzieniaszka.
    - Słyszałem, że któryś z wiedźminów zalazł ci za skórę - zaczął, nie tracąc czasu na zbyteczne uprzejmości, a miecz, który wystawał mu zza pleców zalśnił w nikłym świetle. - To zaiste ciekawa historia.
    Wiedźmin wychylił łyk bursztynowego płynu, powoli, bez pośpiechu. Piwo smakowało o niebo lepiej niż w tej zatęchłej spelunie, w której spotkał się z Gharardem, by omówić szczegóły schwytania bestii. I nie pachniało uryną lub, jakby to skwitował Gharard, szczynami niewiadomego pochodzenia.

    OdpowiedzUsuń
  110. - Nie musisz się jej pozbywać, to wspaniała cecha według mnie. A po co mi te kości pytaj ile chcesz, toć to żadna tajemnica.- stwierdził radosnym tonem.- Wyrzeźbię z nich jakieś figurki do naszyjników. Takie hobby poza pracą.- dodał.
    Wiedział, że komuś może wydać się dziwne rzeźbienie w kościach, ale to nie ważne. Tytuł świra pozwalał na wiele rzeczy.
    - A i przepraszać za wyciągniecie mnie z tego targu dziwactw nie musisz. Przyszedłem tam tylko po te kości, nie miałem tam nic przeglądać. Z resztą większość z tego to pospolite rzeczy, które sam mogę zdobyć. Te kości to jeden z niewielu unikatów...- zamilkł na chwilę.- Wybacz, że Cię zanudzam takimi idiotyzmami, dla Ciebie w ogóle niepotrzebnymi. A co do tego, że ładną panną bym nie był: Mi to bez różnicy. Chociaż mógłbym być bardziej męski z wyglądu...- żart się go dziś trzymały.

    OdpowiedzUsuń
  111. - Widzę co straciłam, albo kogo - mruknęła obrażona. Miała minę, jak dziecko, któremu ktoś odebrał zabawkę.
    Obracała dalej wymyślonym kapeluszem, ale zaraz uznała to za głupie zajęcie. Przez chwilkę machała rekami, by jednak ściągnąć z jego głowy ten cylinder.
    - Wiesz przecież, że ja jedyne wodę chłepczę. Jak jakiś zwierzak - odpowiedziała i wzruszyła ramionami.
    Ziółka kojarzyły jej się z Matem oszalałym, goniącym ją dookoła jeziora. Trzymał wtedy jakieś zapewne chalucynogenne paskudztwo!
    Wzdrygnęła się do wspomnień.

    OdpowiedzUsuń
  112. Spoglądała na niego słuchając go uwaznie. Odstawiła figurkę na swoje miejsce i przeciągneła z jednego miejsca w drugi, a mianowicie do biurka, wygodny fotel. Usiadła na swoim za biurkiem i uśmiechnela się delikatnie.
    - O tak. Znam takie wymopwki, ale nigdy raczej ich nie używałam. Widzisz... ja raczej nie zadaje się z ludźmi nawiązując z nimi blizsze kontakty. Prawie w ogóle nie nawiązuję blizszych kontaktów. Jedynymi wyjatkami jest przybrana siostra Julissa i przyjaciel Dante - wyliczyła na palcach. - Oraz... - i tutaj przebrała. Zamilkła na chwilę.
    - No i tyle. - powiedziała cicho, jakby nieco czymś przybita. Po chwili jednak się usmiechnęła pogodnie.
    - Siadaj proszę. - wskazała dłonią fotel, który przestawiła.
    - Co do magii to szkoda. Ja jestem wyczulona bo byłam wcześniej czarownicą. Własciwie to nadal jestem. - powiedziała wesoło. Zwróciła swój wzrok ponownie w stronę figurki.
    - Owszem. Kali jest paskudna. Ale mam z nią wiele wspólnego. Na mnie wołają Calli. Ale własciwie tak samo się wymawia. - uśmiechnęla się tajemniczo. - I od razu się przyznam, że nie bez powodu i nie jest to jedynie skrót od mojego imienia. Skoro za nią nie przepadasz to i o mnie zmienisz zdanie. - zasmiała się wesoło i ponownie pociągnęła łyk napoju z kubka.

    OdpowiedzUsuń
  113. - Tamci? Część z nich tu mieszka z przykrywką, a część z nich po prostu przyjeżdża coś kupić i wyjeżdża. Oczywiście Ci z tych drugich czasem atakują, ale zazwyczaj źle im to wychodzi.
    Zamyślił się.
    - W sumie nie mam pojęcia. Idę przed siebie.- zachichotał lekko i westchnął.- Jeśli tego potrzebujesz, to możemy iść do tej całej karczmy. W sumie, to mi bez różnicy, byle był jako taki spokój. Nie lubię zbytnich rozrób. Można by rzec, że jestem pacyfistą, albo coś z tych rzeczy.

    OdpowiedzUsuń
  114. Marcia Oaksay należała do jednych z najbardziej opanowanych osób na świecie. A raczej, najlepiej swój gniew kryjących. Nauczono ją tego doskonale akurat. Rzadko kiedy wchodziła z kimś w otwarty konflikt, bowiem wtedy pokazywała swe prawdziwe emocje. Jej gra aktorska przerywała się nagle, a ona nie miała pojęcia co wtedy zrobić. Nie lubiła tych momentów. Ogarniała ją wtedy panika.
    Siedziała w karczmie Elhyr szukając wzrokiem jakiegoś ciekawego człowieka, potencjalnego pracodawcy. Mogła tak właściwie robić wiele rzeczy... od zdobywania informacji do morderstwa. Nie przejmowała się zwykle jakiego rodzaju było zadanie, ważne aby dostała za nie obiecane pieniądze. Uniosła kufel, jakiegoś wyjątkowo kiepskiego, piwa to ust i przełknęła je z niejakim trudem. Jednak była już przyzwyczajona do takich trunków też. Świat jest pełen karczm z gorszymi piwami. A ona spędziła cztery lata tułając się od miasta do miasta. Zdążyła więc zwiedzić wiele takich miejsc. Obok cmentarzy, jedno z najważniejszych w mieście.
    Do środka wszedł nowy gość, oczywiście odruchowo na niego spojrzała i wydała z siebie ciche westchnienie irytacji. Na jej czole pojawiła się pojedyncza zmarszczka, a wargi wygięły się w niezadowolonym grymasie. Odwróciła szybko wzrok od mężczyzny.
    Trudno było ją zdenerwować, ale jemu się to jakiś czas temu udało. I to ją cholernie niepokoiło.

    OdpowiedzUsuń
  115. Wzruszyła ramionami.
    - Mogę się kłócić. Co mi tam.
    Pomasowała ramiona i ziewnęła krótko, zasłaniając usta dłonią. Obserwowała rozglądającego się Wynna, patrząc, co go najbardziej ciekawi. Ot nadal lubiła się na wszystko i wszystkich gapić.
    - Nietoperza? - Pomyślała chwilę. - No dobra.

    OdpowiedzUsuń
  116. - Ja się nigdy nie zatrzymuję w miastach na dłużej niż trzy miesące. W tym, może zatrzymam się dłużej gdyz udało mi się dorwać domek po za miastem, co zdarza się rzadko. - przyznała spokojnie. Cieszyło ją to, ze nie zapytał o trzecią osobę. Nie miała zamiaru nikomu mówić. Dla niej wystarczyło, że wiedziała Juli i Dante.
    - Ja od zawsze nazywam się Callista i mało mnie obchodzi, czy ktoś o mnie słyszał czy też nie. - wzruszyła ramionami. - Jestem znana wśrod niesmiertelnych. Przynajmniej w niektórych kręgach. - wyszczerzyła się zadowolona. Chociaż jednak informacje o niej nie należały do najprzyjemniejszych. Machnęla niedbale ręka na temat krzesła.
    - Jestem gospodarzem, wiec wypelniam swoje obowiązki. A co do Kali i mnie. To obawiam się, że jestem gorsza od niej. - powiedziałą ze śmiechem. Dopiła to co miała w kubku i zabrała mu sztylet z dłoni. - Nie to, iz boje się, że go zniszczysz jednak... ten sztylet może zniszczyć ciebie. Jezt zaklęty.. - uśmiechnęła się przyjaźnie

    OdpowiedzUsuń
  117. [ Heh. Tak bywa :3. Mu nie mamy co robić tylko o 1 w nocy siedzimy?]

    - Tak, to ja, tak sądzę. Wystraszyły się mnie nawet duchy, bo od dawna żadnego na cmentarzu nie widziałem. A szkoda. Czasem gadanie do trupów zaczyna być nużące...- powiedział cały czas uśmiechając się jak wariat.
    Był inny i było to od razu widać.
    W końcu był jedną z niewielu osób potrafiły tańczyć w deszczu, śmiać się obłąkańczo w kościele, albo gwizdać lub śpiewać przy zakopywaniu trupów.
    Potrafił mamrotać do siebie, gadać do szkieletu, wybuchnąć śmiechem widząc krew czy zostając rannym.
    A do tego przechadzać się pół tańcem między nagrobkami, powtarzając "Jestem panem tego cmentarza!".
    - Nie jestem pewny, czy ktokolwiek pamięta me imię i nazwisko. Zazwyczaj mnie nazywają Szalonym Grabarzem lub Świrniętym Grabarzem. Och, kilka razy nazwali mnie też Opętanym Cmentarnym Skurwysynem...- zaśmiał się krótko lecz widocznie szczerze.

    OdpowiedzUsuń
  118. (Jak coś wymyśle, to mogę zacząć :))

    OdpowiedzUsuń
  119. - Jeżeli sądzisz, że to ty gadasz bez sensu, to powinieneś spędzić dzień z Artemidą. - Zaśmiał się cicho. - Ta to trajkocze bez ustanku. Próbuje być... jak to się mówi... na czasie, a kompletnie jej to nie wychodzi. Aż boję się co to będzie w kolejnych stuleciach. - Pokręcił głową. - Więc możesz być spokojny. Najwyżej, jak zaczniesz mnie irytować to utnę ci głowę i dam Zmorze na pożarcie. - Wzruszył ramionami i napił się piwa, zachowując śmiertelnie poważną minę. Kto wiedział, czy faktycznie nie byłby do tego zdolny?

    ~ Charon

    OdpowiedzUsuń
  120. -Od ciebie trudno się NIE zarazić- mruknęła Lyn zgryźliwie -I tego wszystkiego także łatwo można było się domyślić. Czosnku też... A właściwie, co się wtedy dzieje?
    Lyn w zasadzie nie miała nic przeciwko podobnym eksperymentom, jej samej zdarzało się jeść wilcze jagody i podobne urocze dary natury.
    -Jak się domyślam, nawet jeśli zarobiliście na tym nieco grosza, za długo się tym nie nacieszyliście... Prawda?

    OdpowiedzUsuń
  121. Gdy zobaczyła kątem oka, że idzie w jej stronę zaklęła w myślach. Poczuła irytację, złość... Chciała by tylko ją minął, zignorował, nie odzywał się.
    Jak widać prosiła o zbyt wiele.
    Spojrzała na niego z nieukrywaną niechęcią. Chyba była jeszcze bardziej zła, że nie potrafiła jej stłumić. Chciała spojrzeć bardziej obojętnie. Fakt, że się jej nie udało sprawił, że odczuła wyraźną panikę, chociaż tego już nie ukazała. Była zbyt zła na siebie i cały świat, a szczególnie na Wynna.
    - Jeszcze nie. Dłużej by ta nasza rozłąka mogła potrwać. Parę lat, może więcej - odparła sarkastycznym tonem, którego niemal nigdy tak samoistnie nie używała.
    Odwróciła wzrok od wampira dopijając resztkę piwa. Obserwowała ludzi z mniejszym skupieniem niż przed chwilą i raczej bardziej po to, by nie zwracać uwagi na Wynna.

    OdpowiedzUsuń
  122. Ci co chcę, by wiedzieli, gdzie mieszkam wiedzą - uśmiechnęła się do Niego - jakoś nie wszystkim chcę się na ten temat zwierzać. Bo po co? - doszli do ogromnego drzewa. Zrobiło się już szaro. W koronie zamigotały małe światełka i dało się słyszeć chichot. Dilexi pogładziła korę i natychmiast otworzyło się przejście, w którym szybko zniknęła - no chodź, a nie tak stoisz, jak zaczarowany - ponagliła Przyjaciela.

    OdpowiedzUsuń
  123. Chodź nie panikuj. Tu może i nastaje świt. Ale Moje miejsce jest całkiem inne - mruknęła pod nosem. Kontynuowała kluczenie nitką tunelu. Wyszła po drugiej stronie drzewa czekając na Wynn'a. Tu niebo dopiero ścieliło się gwiazdami, a księżyc przyozdabiał go swym sierpcem - to miejsce różni się nieco od tamtego, do którego przywykłeś. Po części to moja sprawka, po części jednak nie - zaśmiała się ochryple.

    OdpowiedzUsuń
  124. Wzruszył ramionami.
    - Moje zdrowie psychiczne zostało zrujnowane dłuższy czas temu i za cholerę nie mogę go odbudować.- wyznał spokojnie idąc równym, bardzo energicznym krokiem.
    No cóż, rzeczywiście, Wynn nie poznał jeszcze dobrze pana Green'a.
    Jeszcze nie widział jego pełnego szaleństwa...
    Teraz... Teraz raczej był spokojny, normalność choć trochę przebijała się przez grubą warstwę jego szaleństwa.
    - A o twoje zdrowie psychiczne nie wiem, czy się martwić, bo niestety nie znam Cię tak dobrze. Nie lubię osądzać z resztą, bo bogiem niestety nie jestem.- wzruszył ponownie ramionami i spojrzał w niebo.

    OdpowiedzUsuń
  125. Zachichotał.
    - Wiesz, wbrew wszelkim historiom, nie jestem niebezpieczny w swoim szaleństwie. Atakuję tylko z jednego powodu.- wzruszył ramionami i przeciągnął się.
    Milczał przez chwilę.
    - W sumie, tu się wiele nie różnimy... Też nie lubię wchodzić na wojenną ścieżkę, ale jest mnóstwo ludzi, którzy sami na nią mnie zaciągnęli. Powiedzieli po prostu za dużo i za szybko. Nie pomyśleli o konsekwencjach... Przy mnie pewnej rzeczy nie można mówić.- Aż dziw, że mówił to ze spokojem, normalnym radosnym tonem.
    On... Chyba nigdy nie miał tonu smutnego. Nie od czasów gdy zmienił się w Szalonego. Najpierw Szalonego Syna Grabarza, później w Szalonego Grabarza... A mimo wszystko na ten tytuł musiał najpierw sobie zasłużyć.

    OdpowiedzUsuń
  126. Trochę więcej zaufania Mój Drogi Przyjacielu. Jestem ostatnią osobą, która by Ci chciała zrobić krzywdę - mruknęła i skierowała swe kroki do domu. Z zewnątrz wydawał się mały, ale w środku odnosiło się inne wrażenie - już nie pamiętasz, kto Ci rękę zreperował? - spojrzała nań przez ramię - ale niech będzie, że jeśli chodzi o zaufanie, to jestem na którymś tam miejscu dopiero. I nie wiem, jak mam Ci wytłumaczyć fakt, że tu dopiero nastaje noc, a po drugiej stronie dzień.

    OdpowiedzUsuń
  127. - No co? Jak wszystko, to wszystko. Na kolanach nie będę przed tobą klęczeć w takim miejscu publicznym, zwłaszcza - wzruszyła ramionami śmiejąc się.
    - Nie bój się. Nie zabiorę ci twojego kapelutka. Poczekaj ... - poprawiła minimalnie cylinder. - Voilà. Ładnie. Ładnie wygląda na twojej główce.
    - Ale buziaka mógłbyś daaać... - powiedziała po chwili spoglądając nań smutnymi oczkami.
    - Co do alkoholu, musi być jakaś okazja, bym skusiła się na jakiś trunek. Aż tak ci zależy, by ujrzeć pijaną Heshkę?
    ( Poprawione *wyszczerz*.)

    OdpowiedzUsuń
  128. - Ależ proszę cię zacny panie Wesołku. Może sobie coś życzysz? - postarała się sparodiować jego ton głosu.
    Podążyła palcem parę kółeczek po brzegu szklanki w zamyśleniu, po czym wzięła do ręki naczynie i wypiła resztę wody. Odstawiła dynamicznie na stół, aż szkło stukło o blat.
    Zapanować nad emocjami... trudno..
    - Dobra. Co mi szkodzi, nie? Aaronie kochany, przyleć mi tutaj z winkiem czerwonym. Na czystą się nie zgodzę - krzyknęła machając lekko dłonią.
    - Choć samej .. to tak głupio..

    OdpowiedzUsuń
  129. Pokiwał głową.
    - Och, przecież powód to nie tajemnica.- wymamrotał z uśmiechem mężczyzna.- Za nic w świecie nie pozwalam obrażać mojego świętej pamięci starszego brata. Tylko obrażanie go wprawia mnie w gniew i wtedy... Lepiej uciekać z miasta, bo mogę się zemścić nieprzyjemnie, a to potrafię.- westchnął spokojnie.
    Po chwili zaczął cicho gwizdać, wyraźnie zadowolony z tego spaceru jak i jakiegokolwiek myślącego jeszcze towarzystwa, bo o tym wampirze, nie mógł powiedzieć w końcu tego, że był żywy.
    - Wiesz, nie mogę zignorować obelg kierowanych w stronę mojego brata. On sam się już nie obroni.- pokręcił głową.

    OdpowiedzUsuń
  130. Gdyby wiedziała, że jest wampirem to pewnie by mu odpowiedziała, że on to ma chyba wystarczająco długie życie na rozłąki. Ale nie wiedziała, więc nawet mówienie tego nie przyszło jej do głowy.
    Jedynie westchnęła ciężko znowu odwracając ku niemu wzrok oczu koloru trawy. Wiedziała, że jej złość go tylko nakręca, ale cóż mogła poradzić, że owej irytacji stłumić za nic w świecie nie mogła? Zbyt mało razy spotykała ludzi którzy zdenerwować ją potrafili, nie zdążyła się nauczyć jeszcze nad ową emocją zapanować.
    Na piwo które przyniósł spojrzała tak, jakby było zatrute. Mało tego, jakby była świadkiem tego, że mężczyzna jej czegoś tam dolał.
    - Surowa? Ja? W życiu! - mruknęła zniecierpliwiona.
    Życie jako żywa istota jest doprawdy trudne. Cholernie trudne. Czasem zazdrościła tym zwłokom, które zostały ożywione, że jedyne co ich obchodzi to rozkazy nekromanty. Wzdrygnęła się. No nie, jak ona mogła im zazdrościć? Źle z tobą, Marcia. Oj źle.

    OdpowiedzUsuń
  131. - Bla, bla blaaa ... - powiedziała, a jej dłoń przypominała dzióbek ptaka, który otwierał się, kiedy mówiła.
    - No chociaż raz byś mógł. Nie zmuszasz, bo ja chcę, no.. - mówiła rozglądając się za winem.
    - Uważaj na główkę, bo rypniesz w stół. Niezbyt przyjemne... - ledwo powstrzymała się od pogrożenia palcem.
    Wzięła do ręki trunek przyniesiony przez Aarona i nalała sobie do kieliszka. Uniosła brwi patrząc na wampira z zapytaniem " Na pewno?"

    OdpowiedzUsuń
  132. Nie uważasz Wynn, że jak chciałabym Cię zabić, to zrobiłabym to już dawno - rzuciła dzika przed domem i weszła do środka, kierując się do kuchni. Tam napotkała Zadoyę. Podeszła do małej i ucałowała Ją w główkę - choćby wtedy, gdy leżałeś i śniłeś nie pamiętam już o czym - westchnęła głęboko - byłeś łatwym celem. Ale ja Przyjaciół nie zabijam. I nie wiem,czemu taka nieufność do mnie się w Tobie zrodziła?

    OdpowiedzUsuń
  133. Milczał przez chwilę, słuchając go ze spokojem.
    - Tylko, że mój brat nie umarł ze względu na żadną chorobę czy wypadek. Został zamordowany, brutalnie i z pełną premedytacją.- westchnął.- Z resztą był jedyną osobą którą obchodziłem. Dla ojca byłem tylko spadkobiercą jego interesu. Myślę, że obwiniał mnie też o śmierć mojej matki. Nie wiem. Z resztą, to stare dzieje...- westchnął cicho i przymknął oczy lekko.

    OdpowiedzUsuń
  134. - Ojej ... Pożałować, pogłaskać, przytulić? - spytała z politowaniem. Uniosła kieliszek i upiła łyczek.
    - Zapewne na wszystko znajdzie się przecież sposób. Najwyżej się będzie haftować. A zresztą nie wiem - rzekła.

    OdpowiedzUsuń
  135. Pokręcił głową.
    - Po prostu za bardzo mnie kochał i pewna osoba uznała, że to jest nie dobre dla mnie.- prychnął.- Ta osoba oczywiście nie chodzi już po tej ziemi. Leży gdzieś na cmentarzu pod ziemią, zapomniana przez wszystkich.- zaśmiał się, lecz teraz śmiech był mroczny, przyprawiający o gęsią skórkę.
    - Ech, ale to przeszłość. Nie warto tego rozkopywać, mimo że bardzo chciałbym do niej wrócić.- powiedział po tym, jak tylko się uspokoił.

    OdpowiedzUsuń
  136. - Od razu złośliwa... Wcześniej Kotek nie marudził, jak smyrałam go po brzuszku - mruknęła lekko urażona, spoglądając na wampira spode łba.
    - W sumie to... ah.. możemy pomówić o czym tylko chcesz. Jeden temat wiem, że na później miał być - odpowiedziała delektując się trunkiem.
    " Abscynentka, kurka..."

    OdpowiedzUsuń
  137. Zaśmiał się.
    - Mój ojciec go zabił.- oświadczył po chwili milczenia i skrzyżował ręce na klatce piersiowej.- Mój ojciec zabił z trzech powodów... Pierwszy: Twierdził, że przez niego nigdy nie wyrosnę na prawdziwego mężczyznę. Drugi: Mój Brat zachęcał mnie do nauki magii. Trzeci...- zamilkł na chwilę.- Wiem, że ro dziwnie zabrzmi, ale miłość moja i mojego brata... Nie była do końca normalna.- skończył w końcu.
    Dziwił się sam sobie, że zwierzał się z tego zupełnie obcemu facetowi... Ale chyba najwyraźniej zbyt mu to leżało na sercu, by trzymać tę tajemnice w ciągłym zamknięciu.

    OdpowiedzUsuń
  138. - Szczerze mówiąc, to odwodzisz mnie od jednego ważnego wątku, który jako pierwszy, a może drugi, chciałam poruszyć od samego początku naszej rozmowy... - wyznała i znów zanurzyła usta w czerwonym płynie.
    " Hesh... ty pijawko" zgaiła się w myślach.
    Obserwowała jak zareaguje.
    - A no... to też, też.

    OdpowiedzUsuń
  139. - E... aha - wydukała zmieszana. Nie o tym miała napomknąć, ale mniejsza.
    - I tak cię zaciągnę, choćbym nie wiem co. Nie chciał byś mnie uwolnić od takich jednych stworzonek? Takie na czterech łapach, sierściowate. Wiem, że kiedyś marzyłeś o własnym. Dlatego na samym początku pytałam cię czy masz gdzie mieszkać i takie tam. Uratowałam dwa z Łuskowatym. Broją teraz w domu - wyznała. W duchu zaś błagała, by przygarnął choć jednego, albo znalazł kogoś chętnego.

    OdpowiedzUsuń
  140. Opłukiwał brudne ręce w beczce z wodą, miał już zamiar wychodzić i iść do swego nowego domostwa, do żony i pierworodnego ale skoro znalazł się towarzysz do rozmowy to czemu by nie pogawędzić chwilę - Również się stęskniłem za Tobą, Wynnie. A zwłaszcza za Twoimi kąśliwymi acz zwykle trafnymi komentarzami - wziął w mokre dłonie jakąś szmatę i wytarł je do sucha - Był i ożenek i na świat mi moja luba wydała syna, zbudowałem wreszcie wymarzone gospodarstwo, a mówiłeś Przyjacielu że nie starczy mi odwagi na ślub - posłał wampirowi lekki uśmiech. Odrzucił ścierę na stół i zawiesił fartuch kowalski na mosiężnym haku przytwierdzonym do kamiennej ściany niedaleko pieca.
    [Lubię długie odpisy bo szybciej akcja idzie, a nie 85 komentarzy jednozdaniowych i wraz fabuła do przodu nie poszła]

    OdpowiedzUsuń
  141. - Cze - czeeekaj ... - mruknęła i wlała w siebie resztki wina. Gdy szkło było w końcu puste, wstała od stołu nawet dość zgrabnie i dała sakiewkę Aaronowi, kiedy zjawił się, by zabrać naczynia oraz butelki ze stołów.
    - Nie jest ze mną aż tak źle, choć powinieneś od dawna wiedzieć, że mam szczęście do potknięć nawet o swoje własne nogi - wyznała powstrzymując się od machania palcem.
    - To Łuskowaty je znalazł, kiedy szedł osuszyć rzekę. Taaak.. smocze pragnienie. Przylazł do mnie z tymi stworami, a wiesz przecież, że nie odmówię zwierzowi w potrzebie. Jeden był ranny w bok, a drugi troszkę kuleje na łapkę, ale wyjdzie z tego! Skręcił sobie. Może przed czymś uciekał. Czort wie! Zaopiekowałam się nimi oraz Draw lekarza od zwierząt prosił. Czasem nie po dobroci, ale to maleńki szczegół. Ważne, że te psiury są całe.
    - Chyba będzie jak zacny pan będzie prowadził, bo mnie się ten świat weselszy teraz zdaje ... Jak coś w domu podjem, to chyba przejdzie - dodała. Mrużyła lekko oczy. Teraz każde najmniejsze, najsłabsze światło drażniły ją w oczy, a i tak było jej wesoło, co chciała w sobie zdusić.

    OdpowiedzUsuń
  142. - Nigdy we mnie nie powątpiewaj, Wynnie - pogroził mu palcem - Skoro chcesz porozmawiać to... To siadaj - wskazał mu jakąś małą drewnianą skrzynię, która chyba robiła za taboret tutejszym pracownikom. Sam oparł się o stół - Wybacz, ale tutaj nie mam Cię czym poczęstować a do domu spraszać to jeszcze wstyd bo umeblowania nie ma - westchnął - Im miała się tym zająć, niby po co wziąłem na siebie część jej obowiązków? Żeby miała czas na załatwienie tej sprawy, ale nie... - pokręcił głową - Drogi przyjacielu, drzewo może zasadzę, najpierw chciałbym się skupić na winogronach, chcę mieć wielką winnicę i chcę produkować własne wino. Ale na razie zamiast cokolwiek sadzić to ja ścinam bo przecież wino mi na dachu nie urośnie. A czekaj, czekaj - przerwał swoją gadaninę, której i tak Wynn zapewne nie słuchał - Plotki? Toż ja jestem sławny na całą mieścinę?

    OdpowiedzUsuń
  143. - Nie dobijaj mnie... Nienawidzę, kiedy coś jest nie pod kontrolą, zwłaszcza coś, co dotyczy mnie. Mam wrażenie, że chodzę w bagnie i nogi mi w nim ciamkają, toną... - mruknęła przecierając co chwilę oczy. Ostrożnie stawiała kroki.
    - Kiedyś marudziłam, że w ciemności się obawiam iść, a teraz... eh... - wspomniała, kiedyż to łazili co chwila gasząc, a zapalając świecę.
    - Nie. Raczej nie. Jemu dom jest niepotrzebny. Mała jaskinia wystarczy. Sama mieszkam, choć nie przebywam za często w domu. Samej... to tak.. na pograniczu smutno, a głupio. Psiury Łuskowaty zabiera, bo ja no... no ... no właśnie.

    OdpowiedzUsuń
  144. Wiesz... Może i mi umknęło - podrapał się po brodzie - Nieważne - machnął w końcu tą samą dłonią - Winnica w trzech czwartych będzie użytkowana w celach zarobkowych, na początku skoncentruję się na okolicznych karczmach i oberżach. Zacznę się interesować przyjęciami szlachty może uda mi się opchnąć im trochę wina na te ich biesiady, tylko będę musiał sobie wyrobić uznanie. Potem jeżeli nie zbankrutuję i komukolwiek będzie smakować moje wino wezmę się za sprzedaż w innych miastach, portach i moje wyroby pójdą w świat. Zaś pozostała jedna czwarta będzie do użytku mojego i mojej rodziny. I ta jedna tak jak to powiedziałeś "Na użytek Imeroth" ale nie na wyłączny, o tym musimy pamiętać. Na moje własne przyjęcia musi być przecież wino - zaśmiał się - Ja tak o sobie ciągle, a co u Ciebie?

    OdpowiedzUsuń
  145. - Ale najpierw muszę się pokazać z dobrej strony. Szlachta nie pija byle czego - na słowa na temat jego położenia westchnął - A ten dom co kupiliście z Hesh? Całkiem ładny jest, meble można z czasem dokupić, ale ważne że dach jest.

    OdpowiedzUsuń
  146. - Jestem ABSTYNENTKĄ, proszę zacnago pana - podkreśliła przesadnie i wyszczerzyła się w uśmiechu.
    Troszkę się zdziwiła, kiedy wyciągnął do niej rękę. Przecież zamierzał ją nawet unikać. Postanowiła jednak nie zawracać sobie tym głowy, tylko przywarła do niego.
    Delektowała się bliskością Wynna, więc gdy stanęli przed domem, niechętnie puściła jego ramię i zaczęła szukać klucza w przepastnych kieszeniach.
    Gdy w końcu otworzyła drzwi, szorstkowłosy kundel przypominający psa gończego - baraka. Wyskoczył jak z procy na powitanie. Drugi podszedł powoli, ostrożnie do nieznajomego mężczyzny spoglądając nań ciekawskim wzrokiem.
    - Nie znazwałam jeszcze owych panów.
    ( Możesz opisać dogłębnie psiury :D)

    OdpowiedzUsuń
  147. - Tak, masz racje. Ale... Mnie to nie przeszkadza. Lubię swoją pracę... I Trupy... I kopanie... Więc w sumie... Nie moglibyście mieć lepszego Grabarza.- zachichotał radośnie, idąc za nim ufnie, jak owca ma rzeź.
    Raczej nie wyczuwał niebezpieczeństwa ze strony nieznajomego. A nawet jeśli takie istniało, nawet proste zaklęcia niewiążące się z nekromancją znał i umiał wykorzystać w celach krzywdzących.
    A potem mógłby się dogłębnie zemścić wysyłając na niego armię żywych trupów, które szczękały by kośćmi w niewymownie przerażający sposób.
    - A może ty coś wiesz, o nagłym wzroście martwiaków w naszym mieście, co? - zapytał spokojnie.

    OdpowiedzUsuń
  148. Uniosła brwi, ale nie odezwała się tylko wzięła piwo, niepewnie upiła łyk. Zaklęła znowu w myślach, orientując się że rzeczywiście jest lepsze od tego ostatniego. No cóż, pewnie stali klienci mają lepiej. Nie mogła się bowiem pozbyć wrażenia, że Wynn właśnie do takowych należy. No, jak tak dalej pójdzie z jej robotą, której nie ma, to ona pewnie będzie tu siedzieć codziennie. Czyli tak właściwie nic nowego...
    - Nie masz powodów...? - mruknęła. - Jakoś tak kiedy to powiedziałeś, aż się jeszcze bardziej zaniepokoiłam...
    Przeniosła wzrok ponownie na resztę ludzi. Jej spojrzenie prześlizgiwało się po nieznanych, bardziej lub mniej, twarzach. Jednak widocznie nie znalazła jeszcze tego czego szukała.
    - Ty nie pijesz? - zapytała.
    Przychodzi do karczmy i pozostaje o suchym pysku? Bez sensu...

    OdpowiedzUsuń
  149. - Powiedziałabym, że piękny i bestia, ale obaj jesteście słodcy - wyznała śmiejąc się cicho. Cmoknęła na baraka. Zaraz zaczął się do niej łasić. Warknął cichutko, ale zaraz się uspokoił.
    - No co? Oj... tylko troszkę - mruknęła do zwierzęcia.
    - Nie lubi alkoholu. Czemuż nie możesz?
    Przykucnęła obok nich wraz ze szczeniakiem, który szarpał jej sukienkę.
    - Jak słodko razem wyglądacie - westchnęła uśmiechając się. Położyła dłonie na ramieniu Wynna i oparła o nie podbródek.
    - Przecież to twoje marzenie...

    OdpowiedzUsuń
  150. - No własnie, że nie widzę tu żadnej bestyji - zaśmiała się cicho. Próbowała wyszarpać materiał z pyska szczeniaka, kiedy spokojniejszy nieco pies ułożył uszy po sobie i schylił łeb. Ogon skulił pod siebie. Chyba zamierzał być posłuszny nowopoznanemu.
    - Dwa psiury, to dla mnie za dużo. Łuskowaty mi odrobinę pomaga i tyle. Nie wiem jak wcześniej żyły.
    Musnęła dłonią ramię wampira oraz przyblizyła się, by cmoknąć go w szyję.
    Nagle ktoś ostro zapukał w drzwi. Heshtje oczywiście domyślała się któż to.
    - Właź, właź...

    OdpowiedzUsuń
  151. Wzruszył ramionami.
    - Na cmentarz trafiają Ci, co umarli. Śmierć jest nieodłączną śmiercią życia, niestety i nie ludziom gadać o tym, jak kto umarł, więc dobrze że o morderstwach nie mówią.- stwierdził z uśmiechem i zanucił jakąś balladę.
    Po chwili zrobił kilka obrotów wokół własnej osi, niczym małe dziecko, które znalazło się na dzikiej łące, pośród wysokich traw.
    Nie przejmował się tym, że obok niego szedł osobnik drapieżnej rasy, stojącym w łańcuchu pokarmowym o jedno miejsce wyżej.
    - Ile wampir może wytrzymać bez picia krwi?- zapytał nagle. To pytanie wpadło mu do głowy dokładnie przed kilkoma sekundami...

    OdpowiedzUsuń
  152. Zachichotał radośnie, niczym mały, złośliwy chochlik.
    - Cóż, wiem że głód nie jest przyjemny. Wytrzymałem trzy dni, cztery godziny i dwadzieścia jeden minut.- powiedział dumny z siebie niczym paw.- Wytrzymałbym dłużej, ale w brzuchu już mi tak burczało, że trupy bez magii bym mógł ożywić... A ja wolę na cmentarzu spokój i ciszę. Takie skrzywienie zawodowe.- powiedział i po chwili znów zakręcił się wokół siebie kilka razy.
    - Chociaż w sumie, pewnie mój głód to błahostka, w przeciwieństwie do takiego wampirzego... Nawet nie wiesz, jak mogą fascynować chodzące trupy.- zatrzymał si wprost przed nim, patrząc mu w oczy.- Ale to zrozumie tylko taki Trupi Zboczeniec jak ja.- odruchowo oblizał palec wskazujący i lekko go przygryzł.
    Budziła się powoli jego bardziej szalona, psychiczna wersja...

    OdpowiedzUsuń
  153. Gdy ten przysunął się do niego, nawet nie wykonał kroku w tył. Położył mu tylko jedną dłoń na klatce piersiowej i stanął na palcach, by wyrównać się z nim choć trochę, jednak przy jego mizernym wzroście, było to raczej trudne.
    - Nie prosiłem Cię o to, byś mnie zabił.- wyszeptał z uśmiechem i dopiero wtedy odsunął od niego, lecz zaledwie o mały krok..
    - Igram ze śmiercią od dwunastu lat. Jak zechce, sama po mnie przyjdzie, a ja pójdę za nią, bo być może po drugiej stronie znajdę ukojeniem...- oblizał wargi.
    Obserwował go spokojnie, z niejakim obsesyjnym i chorym zafascynowaniem. Szczególnie jego kły.
    - Pierwszy raz widzę wampirze kły... Muszę przyznać, że są... cudowne...- zachichotał.
    Jego uśmiechy, chichotanie, całe jego zachowanie... Można było odebrać jako naprawdę chore...

    OdpowiedzUsuń
  154. Nie walczył z nim nawet przez chwilę. Lubił nowe doświadczenia... Wiadomym było, że normalni ludzie zaczęli by się wyrywać... Ale też wiadomym było iż Necro nie był normalny...
    - W...ynn...- cichy jęk wyrwał mu się z gardła, gdy wampir zatopił kły w jego szyi... Ale to nie był jęk bólu... To był jęk chorej przyjemności... Zupełnie jakby zostanie czyimś pokarmem sprawiało mu nieopisaną rozkosz... Nienormalne, prawda?
    Ostatnią przytomną myślą, było jakie to było dziwne uczucie, ostatnim odruchem słabe złapanie Wynn'a za ubranie...
    Potem jego umysł jakby się wyłączył, a sam nekromanta odpłynął.

    OdpowiedzUsuń
  155. Był całkowicie bierny przez cały czas.
    Gdyby ten chciałby go teraz skrzywdzić, pozwoliłby mu na to bez wahania... Był jakby w transie...
    Kiedy jednak wargi wampira odsunęły się od jego szyi, wybudził się z owego dziwnego stanu.
    Powoli podniósł wzrok na twarz wampira i uśmiechnął spokojnie.
    - Nie ma to jak nocna utrata krwi...- powiedział, nieco ochrypłym głosem, i widocznie chciał się zaśmiać jednak tylko lekko zakaszlał.
    Wiedział, że gdyby mężczyzna puścił go, upadłby na ziemię, bez siły by podnieść się z niej...
    Ale mimo dziwnego zmęczenia i nagłego chłodu jakie zaczął odczuwać był... Szczęśliwy? Zadowolony?
    Taaak. Na ten swój dziwny, NecroGreenowy sposób, był szczęśliwy i zadowolony.
    Krew nadal spływała małymi strumykami z ranek, stworzonych przez kły wampira...
    Czując jak owa czerwona ciecz spływa zaśmiał się słabo, tym razem skutecznie.

    OdpowiedzUsuń
  156. Dotyk zimnego języka wampira sprawił, że po ciele Grabarza przebiegły dreszcze, a spomiędzy ust wyrwał się jęk.
    Sam nie spodziewał się takiej swojej reakcji, co wprawiło go w zakłopotanie i zawstydzenie, które u Necro niewidziane było już od bardzo długiego czasu.
    - Nie wiem. Nigdy wcześniej nie traciłem za wiele krwi. Jedynie tyle co przy skaleczeniach.- wyznał, odwracając od niego wzrok i delikatnie odpychając się od ściany.
    Zachwiał się tracąc równowagę, jednak dzięki latom praktyki w balansowaniu nad świeżo wykopanym dołem udało mu się ją złapać.
    Nogi miał jak z waty i lekko drżały... Ale zrobił kilka kroków na próbę.
    - Dobra, powinienem sobie dać radę, tylko nie wiem przez jaki dystans, kolego.- powiedział, rozbawiony aktualną słabością swojego ciała.

    OdpowiedzUsuń
  157. - Ta... przyszedł po stworki. Mówiłam ci przecież, że je wyprowadza - powiedziała spokojnie.
    Barak bez zastanowienia szczekając jak najgłośniej biegł przywitać mężczyznę, który stał u progu drzwi. Drugie psisko jednak niechętnie odeszło od Wynna i powolutku poczłapało do Drawena. Oczywiście parę razy spojrzał za siebie, by zaszczycić ich wzrokiem.

    OdpowiedzUsuń
  158. (Spojrzała na niego i uśmiechnęła się szeroko.

    -Wiem, iż moje starania są marne. Dziś szczególnie mam intensywny zapach skóry.

    Zatrzymała się na chwilę , zastanawiając.

    -Jeżeli nie masz nic do roboty,wybieram się na jezioro zażyć ochładzającej kąpieli. Może potowarzyszysz mi.)


    (powtórzenie)

    OdpowiedzUsuń
  159. Przygryzł dolną wargę - Szkoda, ale skoro mówisz że to była słuszna decyzja to nie będę się sprzeczać - zamilkł na chwilę jakby się zastanawiał - Nie wiem czy wypada Ci to proponować, ale ta chałupka za Graleyn którą mi Hesh odstąpiła już jest wolna. Naprawiłem tam co się dało i jest zdatna do użycia, a i okolica piękna. Cisza, spokój, las niedaleko. Szkoda jej będzie jak nie zostanie zamieszkana, trochę pracy w nią włożyłem - zaśmiał się cicho.

    OdpowiedzUsuń
  160. - Też bym to tak nazwał. - Powiedział niby to śmiertelnie poważnie, jednak tak na prawdę po prostu nie chciał dać po sobie poznać rozbawienia.
    - Owszem, schodzi na ziemię. I to częściej niżbym sobie tego życzył. - Mruknął. Kąciki jego ust drgnęły w ledwo widocznym uśmiechu kiedy uświadomił sobie, że to całkiem niedługo może się skończyć. Że nie będzie uzależniony od tej psychopatki, jeżeli tylko kobieta, której powierzył swój los nie zawiedzie jego zaufania. Skończy się zrzędzenie, skończą się te tortury i upokorzenie. Od tak dawna tego pragnął, że teraz wydawało mu się to wręcz nierealne.
    - Wierz mi, że nie doceniasz Zmory. Tacy jak ty smakują jej najlepiej. Sama mi powiedziała. - Opróżnił kufel i spojrzał z dezaprobatą na widoczne w nim dno.

    OdpowiedzUsuń
  161. Szalony Grabarz, patrzył za nim jeszcze chwilę.
    Jak już wspominałam lubił nowe doznania, a wracanie samemu przy takim osłabieniu była czymś nowym...
    Powoli, przytrzymując się ścian budynków szedł przed siebie, w odpowiednią stronę, co chwilę chichocząc jak opętany, mając nadzieje, że nie trafi na jednego z tamtych typów z targu.
    Obawiał się, że wtedy mógłby już tego nie przeżyć...

    [ Piszemy nowego wątka obowiązkowo xd. A jak nie chcesz to cię kurna zmuszę!]

    OdpowiedzUsuń
  162. Kopanie nocą wydawało mu się czymś normalnym... Robił to co jakiś czas, gdy trupy było trzeba szybko zakopać... I kiedy nie chciał na nie zbyt długo patrzeć.
    Były trupy na które nie chciał patrzeć Necro? Otóż tak... Trupy zamordowanych dzieci.
    Niewinnych dzieci, które zginęły bo ktoś najwyraźniej jest na tyle głupi i bezlitosny.
    - Zobaczysz, już za jakiś czas będziesz miał nagrobek na mój koszt mały.- zawsze tak robił w stosunku do dzieci... Nie mógł po prostu znieść, że dzieci będą opisane jakąś dechą, która w szybkim tempie się zniszczy...
    Westchnął głośno i zamilknął na minutę, by po chwili odwrócić się na pięcie.
    Był szczerze zaskoczony osobą, którą ujrzał w cieniu figury, która stała tu od baardzo długiego czasu.
    - Miło Cię zobaczyć.- mruknął cicho ze słabym uśmiechem. Zawsze tak miał po pochowaniu dziecka... Ech.
    Z ziemi, podniósł bukiet białych kwiatów, które tam położył już dłuższy czas temu. Chciał je wymienić na grobie brata.

    [ Dobrze jest xd. To mój odpis jest słaby xd]

    OdpowiedzUsuń
  163. - Którego tylko chcesz. Jednego chyba sobie zostawię. Samej siedzieć w tym dużym domu jest po prostu smutno - westchnęła. Miała dość samotności, dlatego co chwilę ją gdzieś nosiło.
    - Wyglądasz jak smierć, tylko zamiast tych linek na psiury, mógłbyś mieć kosę - skomentowała, kiedy zerknęła na przyjaciela. Mężczyzna bez słowa zamknął za zwierzakami drzwi.
    - Coś dzisiaj nie w humorze. Rozgość się. Ale żem jest kulturalna... gościa na przedpokoju zostawiam.
    Teraz dopiero zauważyła, że kuca prawie przed samym wejściem do domu. Wstała zaraz i zaczęła szukać świeczki. Nie miała kłopotów z utrzymaniem równowagi. Dziwne działanie alkoholu powoli ustąpywało.

    OdpowiedzUsuń
  164. Lyn tylko zamrugała i znów spoglądała na jego twarz. Nie było w tym potępienia ani zbytniej dezaprobaty. Bo i jaki miałoby to sens?
    Wynn był przypadkiem beznadziejnym, z rodzaju tych, których na dobrą drogę raczej już się nie sprowadzi.
    -Ty żyjesz z dnia na dzień, tak?- spytała cicho.
    Nawet mu się nie dziwiła, sama znajdowała się w podobnej sytuacji. Niepewna, ile ma czasu i jak będzie wyglądać jej dalsze życie...
    -Przyszłość jest dla ciebie abstrakcją? Mogłaby równie dobrze nie istnieć...
    Czy to już brzmiało jak zarzuty? Miała szczerą nadzieję, że nie.

    OdpowiedzUsuń
  165. (Dziękuję, dziękuję, postarało się jak mogło ^^)

    OdpowiedzUsuń
  166. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [Źle napisałam...]
      Zaśmiał się.
      - Tak, doszedłem. I był to najzabawniejszy powrót do domu, jaki miałem od dłuższego czasu, więc w sumie powinienem Ci podziękować za rozrywkę.- powiedział i ponownie na jego twarz wstąpił szeroki, szaleńczy uśmiech.
      No cóż, dla niego potykanie się o własne nogi i wywracanie się było zabawne, co chwilę wybuchał szaleńczym, nienormalnym śmiechem.
      - Masz jakiś powód, by nawiedzać mój ukochany cmentarz, czy robisz to z nudów?- zapytał i oparł łopatę o ramię, patrząc na wampira przyjaźnie.

      Usuń
  167. - Oj przygarnij. Będę ci wdzięczna - mruknęła tylko. Wyciągnęła z szuflady świecę, którą zaraz zapaliła. Jej płomień oświetlił twarz dziewczyny. Wtedy dało się zauważyć, że posmutniała odrobinę wpatrując się w wosk. Westchnęła cicho. " Jak sobie pójdzie, to znów będzie tak okropnie cicho". Menancholia.

    OdpowiedzUsuń
  168. Zachichotał.
    - Nie lubię, gdy próbują zabijać niewinnych ludzi. I nieludzi też w sumie. - zaśmiał się lekko.- Z resztą byłem zafascynowany tym zapachem śmierci bijącym od Ciebie, więc uratowanie twojego martwego tyłka, było mi na rękę.
    - Nie spodziewać się spotkać Grabarza, na cmentarzu. Pobiłeś rekord, wiesz? Wszystko już słyszałem, oprócz tego, że nie się mnie nie spodziewano na cmentarzu...- puścił łopatę i zakręcił się wokół siebie, by po chwili usiąść na drogi, grobie z białego marmuru.- Zdradzę Ci tajemnice. Mniej prawdopodobne jest to, że siedzę sobie w domu, niż to że siedzę sobie na cmentarzu.- wyszeptał cicho, lecz był pewny, że Wynn go usłyszał.

    OdpowiedzUsuń
  169. Westchnął - No szkoda, no. A żeby trafić do tego domu to wychodzisz bramą w stronę jeziora, lecz przed nim będzie wydeptana ścieżka która powinna zaprowadzić Cię do celu. Ta ścieżka idzie wzdłuż granicy lasu. Nie ma innych dróżek więc nie powinieneś się zgubić.

    OdpowiedzUsuń
  170. - Nie.. nic, nic. Na czym to skończyliśmy? - szepnęła odwróciwszy się do rozmówcy.
    Prawdę mówiąc, to nie potrzebowała świeczki, by rozświetlić pomieszczenie. Dzięki niej miała zajęte ręce, więc trudno jej było dobierać się do wampira, choć wyobraźnią... ciekawe czy się domyślał.
    Uśmiechneła się lekko.

    OdpowiedzUsuń
  171. Parsknęła śmiechem. Aż zdziwiła się sama sobie, że był on szczery. W końcu zwykle tylko udawała... no tak, ale teraz jej trudniej było wrócić do gry.
    - Och, nie wyglądasz na takiego co by zdrowiem się przejmował - stwierdziła z... o bogowie, czy to był złośliwy uśmiech?
    Właściwie czasem miała przebłyski jakiś dobrych stron tego, że z Wynnem się wtedy tak ogromnie pokłóciła iż straciła panowanie nad sobą, które zwykle udawało jej się utrzymać. Wejście na scenę, granie przed wszystkimi prawie całe życie nie jest trudne. Trudniej z tej sceny zejść, a ona teraz już siedziała za kulisami. Nawet w ciągu tych ostatnich czterech lat nieczęsto jej się to zdarzało. I chociaż ukazywanie swych prawdziwych emocji od zawsze było jej obce i traktowała to jak zło najgorsze... pojawiały się momenty w których odczuwała zadowolenie z tego, że uwolniła się z tego błędnego koła chociaż na chwilę.
    - Zresztą nieważne. Mam swoje sprawy - odezwała się po chwili upijając kolejny łyk.

    OdpowiedzUsuń
  172. Pokiwał głową.
    - Jak widać, zapomniałeś że tutaj urzęduje jeden z najbardziej porypanych ludzi w Graleyn.- zauważył nadal szeptem i zarzucił jedną nogę na drugą.
    Przymknął oczy, wsłuchując się w odgłosy nocnego cmentarza.
    - Widzisz, ten cmentarz jest tak jakby moim drugim domem. Nie jedną noc zawaliłem, by naprawić szkody wyrządzone przez nienormalnych ludzi... Albo zakopać jakiegoś trupa jak dzisiaj. Nie ma czym tutaj zabić nudy, chyba że interesują Cię niezniszczone groby i białe kwiaty różnego rodzaju.- zachichotał.
    Dlaczego tak bardzo zadbał by były tutaj białe kwiaty? Jego brat je uwielbiał, więc w sumie robił to na jego cześć... A wszystko inne naprawiał z nudów właśnie.

    OdpowiedzUsuń
  173. - Och, jestem aż tak interesującym okazem, że aż nudę pomagam zwalczać?- zapytał ze śmiechem. Rzadko kiedy chodził przygnębiony czy smutny. Zawsze był na swój nienormalny sposób radosny i szczęśliwy.
    Delikatnie, przeniósł swoje ręce za plecy i położył dłonie na zimnym marmurze. Ręce trzymał sztywno... Podpierał się z tyłu, dla osiągnięcia pełnej wygody.
    - Czuję się zaszczycony tym, iż mogę pomóc Ci zabić nudę. To dla mnie wspaniałe wyróżnienie, panie.- zażartował i odchylił głowę w tył, by spojrzeć na usłane gwiazdami niebo. Szybko jednak spuścił wzrok na nagrobek, grobu na którym siedział.
    Dawniej często obserwował gwiazdy... Teraz nie robił tego prawie nigdy.

    OdpowiedzUsuń
  174. - Drugie dno? Hm... piorytetem były właśnie psiurki. Jeżeli nie chcesz dotrzymać towarzystwa rudej marudzie, to zrozumiem - wyszeptała. Mała menancholia po wypiciu alkoholu też się pojawia...
    Ruszyła do gościnnego pokoju, gdzie zaraz rzuciła się na łóżko. Usiadła wygodnie trzymając tą przeklętą świecę uważając, by się nie poparzyć. Zastanawiała się przez chwilę nad świecznikiem; postawić spokojnie na stole.

    OdpowiedzUsuń
  175. Odepchnął się rękami od stołu i rozejrzał się po pomieszczeniu sprawdzając czy wszystko jest należycie uprzątnięte i zagaszone - Możemy iść - wskazał dłonią na drzwi.

    OdpowiedzUsuń
  176. - Pracuję w dzień, spokojnie.- zaśmiał się.- A Czemu tu jestem w nocy? W sumie jest kilka powodów...- zamilkł na chwilę, by przeciągną się trochę.
    - Po pierwsze: Nie lubię swojego domu. Jest za duży i za cichy jak na jedną osobę... I jest w nim za dużo wspomnień. Po drugie: Czasem dostaję trupy martwych dzieci w wieczór... Nie chcę na nie patrzeć. O dziwo, szkoda mi ich, przecież niczym nie zawiniły... Po trzecie: Regularnie odwiedzam grób brata, zawsze robię to nocom, by uniknąć ciekawskich spojrzeń...- wyznał i podniósł się z grobu. Zaczął chodzić w tę i z powrotem, czując że zdrętwiały mu nieco nogi... I bo lubił to.

    OdpowiedzUsuń
  177. Wynn nigdy się tak nie zachowywał. Math był zaskoczony - Nie... Nie, nie ma sprawy - odpowiedział z podniesioną brwią - Zmieniłeś się ostatnimi czasy - dawał się ciągnąć bo szczerze, nie chciało mu się walczyć z wampirem.

    OdpowiedzUsuń
  178. - E- ej... Najwyżej bym miała nauczkę na przyszłość - mruknęła. Nikły uśmiech pojawił się na jej twarzy. Przesunęła się, by zrobić miejsce obok.
    - Chodź tu. Chyba tematy mi się skończyły... To.. co ciekawego u mego ulubionego wąpierza, hm?

    OdpowiedzUsuń
  179. Zatrzymał się i pokiwał głową.
    - Masz rację w sumie.- zachichotał lekko i lekko przechylił głowę w bok.- Fajnie mieć martwe, ale myślące towarzystwo. To naprawdę miła odmiana, na tym cmentarzu, gdy nie gadam wreszcie sam do siebie. Ewentualnie do nagrobków.- zaśmiał się.
    Po chwili usiadł na tym samym grobie co wampir i uśmiechnął się szerzej.
    - Wiesz, kiedyś słyszałem, że samotność jest jak srebro. Cenne, ale jednak bardziej kusi Cię towarzystwo, które jest jak złoto. Co ty o tym sądzisz, kolego?- zapytał go radośnie, patrząc przed siebie.

    OdpowiedzUsuń
  180. Zaśmiał się.
    - Nie ma to jak plątanie się w zeznaniach, co?- zachichotał, wyraźnie rozbawiony ciągłym poprawianiem się wampira.
    - A co do wypominania bycia trupem: Tym pod tobą robię to o wiele częściej i tak nie marudzą. Widzisz, nie powinieneś się tak przejmować nie ty pierwszy, nie ostatni.- powiedział i przechylił się do tyłu. Już po chwili na plecach, przez raczej cienkie ubranie, czuł zimny grób...
    Nie ubierał żadnego płaszcza, bowiem nie planował zostawać tu tak długo po skończeniu roboty.
    - W sumie... Powinieneś się cieszyć, że w przeciwieństwie do nich możesz chodzić, mówić i myśleć. Szczerze mówiąc, jesteś moim trupim ulubieńcem... Serio.- powiedział ze szczerym uśmiechem, leżąc na grobie z zamkniętymi oczami.

    OdpowiedzUsuń
  181. - Oj ja niedobra! Zło wszechświata... ale jestem chyba godna chociaż buziaka obiecanego, co? - wyszeptała smutnym głosikiem. Mruknęła cicho kiedy ją objął, mimo że lekko.
    - Ja to nie muszę rozwodzić nad tym, że nie mogę przestać o tobie...?

    OdpowiedzUsuń
  182. - Jestem tak zajęty, że pozapominałem jacy wy wszyscy jesteście na co dzień. Chyba jednak przystopuję z tym wszystkim bo Imeroth niedługo poczuje się samotną matką - mruknął.

    OdpowiedzUsuń
  183. Zachichotał.
    - Ty tylko o kąsaniu myślisz.- parsknął śmiechem i otworzył oczy, by spojrzeć na niego.
    - To może tak: Jesteś moim ulubionym nieludziem, z jakim rozmawiałem w ciągu ostatnich dwunastu lat.- powiedział, przyglądając się mu spokojnie.
    Jedną ręką zaczął gnieść rękaw swojej koszuli, zupełnie odruchowo.
    Jego szaleństwo na razie ucichło, by zapewne niedługo wrócić ponownie. Tak miało w swoje gorsze dni.

    OdpowiedzUsuń
  184. Pokręciła prawieniezauważalnie głową, potem musnęła delikatnie jego twarz odgarniając również splątane włosy.
    - No co ty ... Ja cię nigdy nie skrzywdzę - wyznała wpatrując się weń. Widywała go w nocy w dzień też, ale teraz widzieć... Jej ciało wręcz zgłodniało.

    OdpowiedzUsuń
  185. Pokiwał głową.
    - Tia, mam marny gust, tego zaprzeczyć nie mogę.- powiedział spokojnie Necro i ponownie usiadł.- W końcu zostałem nekromantą, lubuję się w trupach, byłem zakochany we własnym bracie i jeszcze do tego jestem psycholem.- wyliczył na palcach spokojnie.- Więc, nie wypominaj mi mojego gustu, kolego.
    Green sam zerwał jeden z kwiatów, z tym że nie zgniótł go tylko powąchał.
    - Mam nadzieje, że na tym cmentarzu nigdy nie dojdzie do morderstwa. Te kwiaty są za piękne, by splamić je krwią.- stwierdził po chwili milczenia.

    OdpowiedzUsuń
  186. Spojrzał na niego, dalej trzymając kwiat w dłoni.
    - Mówisz, że podoba Ci się moja szczerość... Ja nigdy nie kłamię. To prawda, czasem zataję jakieś fakty, przemilczę coś, ale nie okłamię. Nie widzę sensu w kłamstwie i tyle.- wyznał szczerze.
    Podniósł się z grobu. Jakoś trudno było usiedzieć długo w jednym miejscu. Jak zwykle z resztą.
    - I dobrze, zlej jego jęki. Masz moje oficjalne pozwolenie wpadać tu kiedy chcesz. Mam chyba do tego miejsca największe prawo, jeśli patrzeć na to, ile czasu w nie poświęciłem by wyglądało, tak jak wygląda.

    OdpowiedzUsuń
  187. Szczerze mówiąc, Necro miał różne dni. Raz był tak rozleniwiony, że nie miał ani siły ani ochoty podnieść się z łóżka, a raz tak roznosiła biedaka energia, że prędzej trupa ożywi niż pójdzie spać.
    Zachichotał.
    - Możliwe, że to się spełni. Coraz częściej o zgrozo wychodzę do miasta. Nawet mnie czasem na cmentarzu może zrobić się nudno.- wyznał lekko i ziewnął teatralnie, podkreślając swoje zdanie.

    OdpowiedzUsuń
  188. Zamyślił się chwilę, dzięki czemu zatrzymał się w miejscu.
    - Może moje przywiązanie do tego miejsca ma to, że praktycznie na nim się wychowałem...- powiedział, robiąc minę ala myśliciel.- Albo po prostu moje przywiązanie do tego miejsca ma to, że jestem kompletnym świrem...- zaśmiał się.- Nie wiem, któraś z tych przyczyn, nigdy jakoś dogłębnie się nad tym nie zastanawiałem.- wyznał w końcu i usiadł na ziemi.
    - Po prostu ciągnie mnie do tego miejsca, nie umiem bez odwiedzania go i dbania o niego żyć.- przerwał, by wziąć głęboki oddech i zastanowić się jak mu to zobrazować.- Ja potrzebuję tego miejsca do życia, tak jak ty krwi do przetrwania... Rozumiesz? Nie wiem czemu tak jest... Ale tak jest i tego nie zmienimy.

    OdpowiedzUsuń
  189. Spojrzał na niego zaskoczony, zanim przypomniał sobie, że rzeczywiście takowe zrobił.
    - Um, tak. Dzień po tym, jak sobie zrobiłeś ze mnie przekąskę, nie miałem siły, na robienie cięższych rzeczy, więc...- zaczął szukać ich w kieszeniach. Po chwili wyjął dwa wisiorki, oba w kształcie szkieletów, już założone za specjale linki.
    - Chcesz jeden?- zapytał wyciągając rękę z figurkami w stronę wampira, uśmiechając się szeroko.

    OdpowiedzUsuń
  190. Mruknęła cicho zadowolona. Spojrzała na Wynna spod przymrużonych powiek i kolejny raz tej nocy kapelusz ewakuował się z jego głowy. Położyła go na stole, natomiast Wynna objęła z całej siły za szyję.
    - Wielka szkoda. Nie tylko pod tym względem - szepnęła, po czym przygryzła lekko płatek ucha. Dłonie niespokojnie błądziły wokół kołnierza. Odchyliła się odrobinę do tyłu, by spojrzeć nań z niemym zapytaniem i raz po, raz całując lekko w usta. Figlarne, denerwujące, ale niegroźne błyski pojawiały się między palcami Hesh.

    OdpowiedzUsuń
  191. Zachichotał i schował figurki w kieszeni.
    - Jak nie chcesz, to już twój problem.- powiedział ciągle uśmiechając się w swój dziwny, nienormalny sposób.
    Palcem zaczął rysować jakieś znaki, mało ciekawe i niezbyt groźne, na ziemi... W sumie, były to tylko zwykłe bazgroły.
    - Taaak.. Masz racje, że to dziwacznie brzmi ale... Czy to w ogóle nie jest dziwaczne? W sensie, ta ziemia, nasz świat, pełen potężnych kreatur które chowają się przed słabymi ludźmi...- zachichotał, jeszcze bardziej nienormalnie niż zwykle...- Gdyby wszyscy nieludzie się zjednoczyli... I zaczęli walczyć z ludźmi... Oni nie mieli by szans... Przegrali by z kretesem...- zaśmiał się, jednak ten śmiech, równie jak chichot był bardziej... Groźny... Chory... I wcale nie było w nim takiej radości, co zawsze...

    OdpowiedzUsuń
  192. Zaczesała płomienne włosy do tyłu. Kiedy wrócił, podciągnęła się bliżej i przysiadła na nim podkasając suknię. Kolanami otoczyła jego nogę. Niespokojne dłonie wręcz zdarły koszulę z Wynna. Poczęła muskać dłońmi i ustami odkryte miejsca.
    Rozkoszowała się znajomym, kochanym chłodem jego ciała.
    Kiedy dotarła do ust, koniuszkiem języka oblizała ich kontur.

    OdpowiedzUsuń
  193. - Nie wiem co ciekawego jest w nic nie robieniu. Po to tu jesteśmy żeby osiągnąć jakiś cel, spełnić marzenia, ambicje. Każdy do czegoś dąży, niektórych wcześniej bogowie zabierają do siebie wbrew ich woli. A mieli jeszcze tyle celów do osiągnięcia, Ty masz te szczęście że żyjesz dłużej od przeciętnego człowieka i tak naprawdę nie żyjesz, lecz egzystujesz jak roślina. Mówię to żeby Ci uzmysłowić że takie życie bez celu szybko robi się nudne - naprawdę dziwił się jak można tak żyć - To, że akurat mnie odwiedziłeś i rozmawiasz ze mną, wcześniej nasze rozmowy zaczynały się i kończyły na "witaj" i "żegnaj". Taka nagła zmiana mnie zaskakuje - uśmiechnął się do siebie.

    OdpowiedzUsuń
  194. [Cholerstwo pewnie nie dodało mojego komentarza, więc napiszę jeszcze raz.]

    - Nie wątpię - odparł spokojnie wiedźmin i z wyszczerbionego kufla wychylił kilka ostatnich łyków piwa, smakując się w każdym z nich. Pauza między wypowiadanymi przez niego zdaniami była przez to zdecydowanie dłuższa niż zwykła przerwa w rozmowie i mogła denerwować, zwłaszcza roztrzęsionego już do granic możliwości wampira. - Jednakowoż wolałbym, żebyś ostrożniej ważył słowa nim puścisz je w obieg. Nie każdy wiedźmin bowiem zareaguje tak łagodnie na szpetny ryj i inne przywary, którymi go obsypiesz. Dlatego uprzejmie proszę, nie rób tego więcej.
    Z opowiastkami takimi jak te Ramel spotykał się niemalże codziennie, ale rzadko kiedy dotyczyły one bezpośrednio jego rasy. Wszkaże nie każdy był na tyle głupi, a może odważny, by bez skrupułów obrażać wiedźminów w karczmie pełnej ludzi. Owszem, zdarzali się i tacy, co nawet w twarz Ramelowi mówili, że jest mutantem i że ludzi na boku morduje, lecz zwykle robili to dlatego, iż byli przekonani, że wiedźmin nie zada sobie trudu walką z nimi przy strażach, bo miałby z tego jedynie konsekwencje, a później kolejne pokolenia rozsiewałyby o nim nieprawdziwe historie. Prawdą było, że Ramel nigdy nie chciał krwi niewinnych osób i nie zaatakowałby bezbronnego mieszkańca, o ile ten zaprzestałby chełpienia się po jego prośbie lub ostrzeżeniu, ale gdyby ten dalej próbował go obrażać...
    - Z pewnością znasz Graleyn jak własną kieszeń - podjął Ramel po irytującej ciszy, która zawisła między nim a jego chwilowym kompanem do rozmowy w powietrzu - zatem powiedz mi, mielibyście tu coś do roboty?

    OdpowiedzUsuń
  195. Kiedy gramolił się z gorsetem , wsunęła język pomiędzy wargi. Badała zakamarki jego ust i drażniła jego język mrucząc cicho.
    Uwielbiała smak jego ust. Istna rozkosz. Pragnienie wciąż narastało, więc podążała ustami coraz to niżej. Odsunęła się odrobinę, kiedy dłonie zajęły się pasem. Wstała niechętnie czekając niecierpliwie aż pozbędzie się reszty swoich ubrań. Przy okazji zdarła z siebie bieliznę.

    OdpowiedzUsuń
  196. -To się cieszę, bynajmniej sama nie będę. Dziś wyjątkowo doskwiera mi samotność. Większość przyjaciół ma swoje obowiązki a ukochany pracuje.

    Uśmiechnęła się do wampira i zarzuciła na plecy wykonany z jenocie j skóry coś na kształt długiego szalu. Miała się tym bynajmniej zamiar wytrzeć po zażyciu kąpieli w jeziorze.

    -A co u Ciebie przyjacielu?

    OdpowiedzUsuń