Nazywają je Miastem Straceńców.

Graleyn nie należy do ludzi. W tym niepozornym miasteczku dzieje się więcej, niż sobie wyobrażasz. W cieniu starych murów kryją się istoty, które nie powinny istnieć. Siedzą w karczmie i piją wino. Prowadzą warsztaty i sklepy. Ludzie nie mają nic przeciwko… Głównie dlatego, że nie wiedzą o tym, iż miasteczko jest stolicą świata nadnaturalnego. A to, że czasem ktoś zniknie...

No cóż, zdarza się.


poniedziałek, 23 lipca 2012

''Czarownica przemieniona w wampira. - Czyste szaleństwo"


Sto lat wcześniej...

Nieprzenikniona ciemnośc panowała w pomieszczeniu. Mija minuta. Nic się nie zmienia. Druga, trzecia... Dalej nic. Kolejne dwadzieścia minut minęło nieśpiesznie i jakby odwlekając to co konieczne. Ciche syknięcie rozniosło się po ciemnym pokoju obwieszczając pojawienie się malutkiego płomyka, który tańczył na knocie świecy. Wesolutki płomyczek oświetlił wpierw delikatną, kobieca dłoń, która pomogła mu zaistnień w ciemnościach. Po chwili delikatne, pomarańczowe światło padało również na zgrabne, nagie ciało rudowłosej kobiety. Dziewczyna przy ów nikłym świetle powoli się ubierała. Nie musiała się śpieszyć. O nie... Robial to powoli i spokojnie jak gdyby się tym delektowała lub nad czymś rozmyślała. Wstała z brzegu łóżka, na którym siedziała i naciągnęła na swe ciało ciemno-zieloną suknię. Powoli zapieła guziki, które miała z przodu. Ponownie usiadła by założyć botki. Siedząc tak powoli obejrzała się za siebie. Leżał tam martwy mężczyzna. Z szyi ściekały ostatnie krople krwi jakie pozostały w jego organizmie. Po chwili pozostał po nim popiół. Usmiechnęła się delikatnie do siebie i wstała by dopić wino z kieliszka stojącego na ławie. Łagodne światło świecy obejmowało tylko częsc pomieszczenia. Można było dostrzec łóżko, nocne szafki oraz stolik do kawy, na którym obecnie znajdowały się trzy puste butelki po winie oraz dwa kieliszki. Kobieta ponownie wstała i wyszła poza krąg pomarańczowej łuny. Po chwili było słychać delikatne szuranie. Sypialnię zalało księżycowa łuna. Callista przyjrzała się okrąglutkiej tarczy ziemskiego satelity. Uśmiechnęła się tajemniczo sama do siebie wyraźnie z czegoś zadowolona. Okno było bardzo duże, a światło księżyca na tyle mocne by móc dostrzec wszystko co znajdowało się w pomieszczeniu. Sypialnia była elegancka i wyraźnie spełniała również funkcje gabinetu. Dziewczyna podeszła do fotela i wzięła z niego swój płaszcz. Założyła go nieśpiesznie po czym wyszła z sypialni. Niezbyt długim korytarzem przeszła na druga strone niewielkiej rezydencji. Weszła swobodnie do biblioteki. Krzątała się tam kilka minut, a gdy tylko znalazła co chciała spakowała księgi do torby i wyszła z budynku. Wyprowadziła ze stajni konia i wsiadła na niego bokiem by nie przeszkadzała jej suknia. Odjechała kawałek od domu. Gdy była na skraju lasu spojrzała ostatni raz na rezydencję. Założyła szeroki kaptur na głowę.
- Inferno. - wyszeptała cichym, delikatnym głosem. Jej oczy zalśniły czerwonym blaskiem a dom staną w płomieniach. Stajnia i kilka innych budynków zapaliło się zaraz potem. Galopem wjechała między drzewa.
_____

- Mówiłem ci, że przemienienie jej przyniesie nam wiele strat! - krzyknął mężczyzna na chłopaka który miał około 20 lat z wyglądu. - Pozostawia po sobie krwawe żniwo. Czarownica przemieniona w wampira. To musiało się źle skończyć. To było szaleństwo! Od początku to planowałą! - mężczyzna po 50-ce usiadła w starym fotelu ciężko oddychając jakby miał astmę. - Trzeba ją zabić.
- Nie! - krzyknął chłopak.- Nie pozwolę na to!
- A co ty możesz pozwalać? Wymknęła się spod twojej kontroli. Nie masz nad nią żadnej władzy. Zero. Jak w ogóle mogłes na to pozwolić!
- Przez te dwieście lat mialem kontrolę. Uda mi się ją...
- Nie miałeś. I nie uda się nic. Cokolwiek planuje uda jej się przez ciebie. - przerwał stanowczo starszy mężczyzna. - Ona tylko udawała. Perfidie cię wykorzystała. Wykradła połowę zbiorów z ksiąg zakazanych. - chłopak nic nie powiedział.
- Ktoś chce mnie zabić? Nie ładnie, nie ładnie. - z cienia wyszła kobieta. Mówiła bardzo powoli kiwając palcem. Obaj mężczyźni spojrzeli na nią zaskoczeni. Uśmiechnęła się szeroko ukazując białe kły. Po chwili starszy wampir rzucił się na nią nawet nie próbując pertraktować.. Obdarzyła go kpiącym uśmieszkiem. - Płoń. - Wampir spłonął jeszcze w powietrzu. Tak jak sobie tego zażyczyła..
- Callisto. Nic ci nie jest? - spytał chłopak stojący przy kominku. Wyglądał na bardziej zmartwionego tym czy jej nic nie jest niż śmiercią własnego dziadka. Dziewczyna podeszła do niego i położyła dłoń na jego policzku.
- Ależ oczywiście , że nie. bardziej martwiłabym się o ciebie. - poparzył na nią zaskoczony nie wiedząc co powiedzieć. Wbiła kły w jego szyję i po chwili po nim również pozostał jedynie popiół. Oblizała wargi i wyszła z pomieszczenia.
______

Teraz...

Koń jechał powoli po wyboistej drodze. Ta podróż zaczynała ja naprawdę irytować. Miała jej po dziurki w nosie, ale jednak z drugiej strony pragnęła być już na miejscu. Gdy tylko zobaczyła miasteczko na horyzoncie ucieszyła się bardzo. Zadowolona popędziła konia. Tak. W końcu przybyła do Graleyn.
_____

Imię: Callista
Pseudonim: Calli, innych raczej nie posiada chyba, że sami jej nadacie.
Nazwisko: Borealis
Płeć: Kobieta
Pochodzenie: Grecja, wyspa Rodos
Rasa: Wampirzyca
Wiek: 374 lata w rzeczywistości zaś z wyglądu ma 24 lata
Profesja: Prowadzi sklep z antykami i artefaktami.
Orientacja: Heteroseksualna

Wygląd: Jest wysoka, szczupłą kobietą o ponętnych kształtach. Uwielbia podkreślać swoje kształty gorsetami i obcisłymi spodniami. Do tego nosi zawsze dopasowane kozaczki lub botki. Długie, rude fale włosów opadają delikatnie na ramiona i plecy niczym języki płomieni. Wydaje się jakby fale żyły własnym życiem. Zwykle są rozpuszczone i targane przez wiatr. Jednak czasem spina je w finezyjne koki. Wszystko zależy od jej nastroju i chęci. Do odcienia jej włosów idealnie pasują perfidnie zielone tęczówki.

Charakter: Callista jest pogodną kobietą o raczej łagodnym ustosunkowaniu do ludzi i nieludzi. Przynajmniej tak się prezentuje od zewnątrz. Jest raczej przyjaźnie nastawiona co jednak nie oznacza, że każdemu ufa. O zaufanie trzeba się u niej postarać. Tak na prawdę trudno jest określić jej charakter. Zwykle jest wesoła wśród innych. W poważnych sytuacjach zwykle jest opanowana. Gorzej jeśli ktoś trafi na jej słaby punkt. Gdy się wścieknie potrafi spalić wszystko dookoła. Lepiej unikać konfrontacji z nią. Tak na prawdę jest tajemniczą kobietą i jedynie kilka osób coś o niej wie. Można nazwać ją szaloną.

Umiejętności: Calli doskonale strzela z łuku. Już od wieków trenuje łucznictwo. Ma doskonały wzrok więc bez problemu potrafi trafić w cel z dużej odległości. Kobieta posługuje się dodatkowo dwoma biczami. jeden jest zwykły drugi zaś posiada duża ilość zakrzywionych haczyków. Jej standardowa bronią są dwa długie, zakrzywione sztylety, których używa również do mrocznych rytuałów. Uwielbia bawić się magią związaną z krwią i postrzeganiem przez lustra. Uważajcie jeśli macie lustra w swych pokojach. Lubi podglądać i podsłuchiwać. Włada również magia ognia. Można śmiało nazwać ją piromanką. Czasami używa nekromancji.

Słabości: Nie może zbytnio przesadzać z nekromancją gdyż szybko traci siłę i bardzo ja to osłabia. Może stać się łatwym celem jeśli przesadzi na samym początku. A zwykle jest tak, że jej się nie udaje a po jednym zaklęciu średniej mocy już nie może się prawie ruszać. A i tak dość często używa nierozsądnie tej magii podczas walk. Chociaż ona sama uważa, że najgorszym jej przeciwnikiem pająki. Nienawidzi ich i krzyczy już na sam widok pajęczyny. Kto by pomyślał, że jest czarownicą.

[Wybaczcie. Zmieniłam nieco postać, w tym jej rasę. Mam nadzieję, że teraz nikomu nic nie będzie przeszkadzało. :) ]

56 komentarzy:

  1. Brama miasta. Cóż, bramą może i jest, ale na pewno nie spełnia swoich założeń, bo każdy w tej części miasta mógł wejść i wyjść bez problemu przez dziury w murze. Przychodził tu czasem, by zobaczyć jakie typy spod ciemnej gwiazdy przyjeżdżają lub kto chce się schronić. W większości przypadków było to proste. Zbóje byli pewni siebie lub wchodzili, tak by nikt ich nie widział, a uciekinierzy po prostu starali się szukać nowego miejsca do życia i bali się wielu rzeczy. Nikt inny raczej tędy nie przejeżdżał, bo kupcy i mieszkańcy korzystali ze sprawnej bramy, gdzie stali strażnicy. Ci nieludzcy też.
    Pomiędzy kilkoma uciekinierami zobaczył rudowłosą dziewczynę nie pasującą do żadnej lub właśnie będącą połączeniem obydwu grup. Poza tym jej aura dość mocno się wyróżniała na tle szarych ludzi. Wampir... I wiedźma? Dość nieszablonowe powiązanie. Ciekawe co było pierwsze: magia czy zew krwi? Zresztą zwiastowała tylko kłopoty, jak większość krwiopijców. Cóż, wypadałoby powitać ją powitać, a nie po cichu obserwować z dachu, jakby od niechcenia. Zresztą co ona mogła mu zrobić? Ugryź? Zęby sobie połamanie.
    Zeskoczył w jakiejś pustej uliczce na ziemię i wyszedł na główny trakt, wyciągając rękę w geście powitania. Przynajmniej na razie nie miał wobec niej złych zamiarów, ale... z wampirami zawsze był ten problem, że po prostu lubiły pić krew i przy okazji zabijały żywicieli.
    - Witaj. Co taka panna robi na takiej drodze do miasta strąconych dusz.

    OdpowiedzUsuń
  2. (Jasne, bardzo chętnie. Jakiś pomysł, czy też zacząć? :))

    Charon

    OdpowiedzUsuń
  3. - Cóż, to akurat widać, że panienka podróżuje. Może da się łaskawie pani zaprosić na łyczek czerwonego trunku. Takiego orzeźwiającego w ten upalny dzień.
    Sparodiował ukłon i wyprostował się z lekkim uśmiechem na twarzy. Wtedy jakby znikąd na jego ramieniu usiadła sowa - Aurora i zaczęła syczeć na kobietę. Ewidentnie nie polubiła jej, jak zresztą każdego krwiopijce. Całe szczęście, że nie było praktycznie nikogo w odległości kilkudziesięciu metrów.
    - Wybacz jej. Nie lubi wampirów. Zwłaszcza obcych.

    OdpowiedzUsuń
  4. [ Ej, czekaj, sklepik jest aktualny? *nie wie jak zacząć wątek* Czeeekaj, to ona tam pracuje tylko wieczorami czy jak?




    PS. Czepianie się i niepotrzebne dociekanie jej stałym elementem mojej pełnej złośliwości natury, przyzwyczaj się :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Także się uśmiechnął. Było coś niedorzecznego wampirzycy, a skoro już nie rzuciła się od razu na niego, to mógł porzucić nietypową dla siebie grzeczność. Poza tym Aurora nie rzuciła się od razu na nią, by ją zabić, a przyleciała na jego ramię i okazała tylko swoje niezadowolenie, a więc dała mu wolną rękę w tej sprawie. Zawsze go dziwił fakt siły tego stworzenia i jej kruchości.
    - A więc jeszcze raz witam w mieście. Jestem Namor, alchemik i rycerz o białej tarczy, a to jest moja towarzyszka, Aurora.
    Gdy koń znowu spróbował wysunąć zęby w stronę sowy, dragonita klepnął go w łeb, a gdy końskie oczy spojrzały w jego ujrzały mignięcie czarnych szparek otoczonych morzem rubinowych płomieni. Rumak natychmiast położył po sobie uszy i cofnął się grzecznie.
    - Moje zaproszenie na wino jest jak najbardziej poważne. Pójdziemy?

    OdpowiedzUsuń
  6. - Zależy to od pytań, ale powiedzmy, że zgoda.
    W zamyśleniu zaczął głaskać Aurore po dziobie, a ta zwyczajowo zaczęła go gryźć. Szczerze powiedziawszy to sam wolał zadawać pytania, by jego ciekawska natura choć trochę się uspokoiła, ale wyjątkowo to był ciekaw pytań wiedźmy. Jakie też sekrety chciałaby z niego wyciągnąć i na jakie tematy. Choć pewnie przesadzał z określeniem sekrety, ale nie było to ważne.

    OdpowiedzUsuń
  7. [Ok, ok. *nie lubi jak ludzie ułatwiają tak sobie życie, ale stara się nir marudzić. Kurka, nie wychodzi*

    Wątek zacznę jutro, ok? Dzisiaj nie mam wcale sił już. Chyba, że Ty chcesz coś wymodzić. ]

    OdpowiedzUsuń
  8. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  9. Poszedł przodem, a Aurora poleciała w niebo do swoich spraw. Ciekawe czy znów będzie pilnować tej dziewczyny. Cóż, przynajmniej na razie nie jest to coś, czym musi się zajmować, więc, mimo ciekawości, odpuścił sobie wypatrywanie ptaka.
    - Tędy w takim razie.
    Ruszył pomiędzy zaniedbanymi domami i śmierdzącymi uliczkami w stronę, gdzie można było oddychać swobodniej i gdzie nie wyzierały na człowieka oczy rabusiów. I nie tylko ich.
    Po kilku minutach byli już niedaleko rynku, a stąd była prosta droga do Elhyr, przyzwoitej karczmy i centrum spotkań nieludzi.

    OdpowiedzUsuń
  10. Stanął przed karczmą i ją zatrzymał. Pozostała jedna kwestia, którą chciał rozwiązać zanim zasiądą razem przy stole, by napić się wina. Dla niego ważna, a dla niej pewnie nieistotna.
    - Zanim wejdziemy, czy zechcesz się przedstawić, panienko? Nie lubię pić, nie znając imienia osoby z którą to robię.
    W jego głosie była słyszalna delikatna kpina i coś na kształt oczekiwania wymieszanego ze znudzeniem. Na jego twarzy też zagościł nieodgadniony uśmieszek, bo co nieco wiedział zawsze o każdym, kto wjeżdżał do miasta. Informatorzy słono kazali sobie płacić za te informacje, ale gdy ma się tylu wrogów pośród różnego rodzaju nieśmiertelnych, to nie są to pieniądze wyrzucone w błoto. Jedynie potrzebował imienia, by potwierdzić swoje przypuszczenia.

    OdpowiedzUsuń
  11. - Callista... Borealis. Z tego, co słyszę, gdzieś z południa. Księstwa Italii, Grecja lub Kreta. Tylko tam akcentują w ten sposób swoje imię. - Nie pytał się. Stwierdzał fakty, wyliczając je na palcach. - Znana zabójczyni, także wiecznych. Nie sądzisz, że zabijanie "swoich" to lekka przesada? Wiedźma. Potrafisz władać magią. Dość zaawansowaną, z tego co widzę. Natura tymczasowo w sferze domysłów, ale ostatnie kilka miesięcy ścigają cię pożary, więc...
    O tak później porze przed karczmą nie było nikogo, więc spokojnie mógł mówić dalej. Właściwie to jeśli nawet ktoś ich widział i słyszał alchemika, to prędzej pomyślałby, że się wydurnia albo stroi sobie żarty z nowo poznanej dziewczyny. Nawet ton był swobodny, żartobliwy, karzący wierzyć, że tak właśnie jest. Jednak dragonita był poważny, a to można było poznać po jego oczach. Spojrzenie smoka o ognistej barwie, kolorze równie mocnym, jeśli nie pełniejszym, jak włosy towarzyszącej mu osoby.
    Był także bardziej rozluźniony niż przed chwilą. Takie ułożenie mięśni pozwalało na znacznie szybszą reakcję, niż gdyby były spięte i dodatkowo mógł bez przeszkód wyciągnąć miecz, rzucić nożem lub wyczarować ogniste kule w dłoniach. Każda jego reakcja byłaby szybsza niż mrugnięcie oka, a wszystko zależało od akcji wampirzycy. Ewentualnie jej konia, bo alchemik zdawał sobie sprawę, że wiedźmy często mają myślowy kontakt z większą częścią natury, niż z początku o tym mówią.

    OdpowiedzUsuń
  12. Delikatnie się zdziwił, choć nie okazał tego zupełnie. Jego narzeczona wciąż ma wiele sekretów przed nim i dzieli się nimi powoli, ale nie oczekiwał, że jeden z nich po prostu wyskoczy jak królik z kapusty i mu się przedstawi. i to dodatkowo jeszcze wampirzyca będąca jednocześnie czarownicą. Chociaż w sumie pasowała do krzyżówki anioła z demonem.
    - To moja narzeczona. Niedługo mamy się pobrać.
    Uśmiechnął się na wspomnienie włosów i uśmiechu jego najdroższej. Tego jednego uczucia nigdy nie ukrywał.

    OdpowiedzUsuń
  13. (Charona można spotkać najczęściej w miejscach, gdzie jest mało bądź wcale innych osób. Nie lubi tłumów, więc może jakiś las albo ruiny, czy coś w tym stylu)


    Charon

    OdpowiedzUsuń
  14. Siostra. Przybrana. Można się naprawdę wielu rzeczy spodziewać po tym mieście, a nawet takie coś jest dość dziwne. Z uśmiechem wszedł do karczmy. Jeśli walczyłby z nią, to mógłby ją skrzywdzić, a wtedy Julia urwałaby mu głowę. I to dosłownie.
    - Panie przodem. Zawsze byłem ciekaw kogo nasza niebieskowłosa poznała przed Graleyn. O tobie jakoś nie wspominała, więc jest to nieoczekiwane.

    OdpowiedzUsuń
  15. [Nie masz może jakiegoś ciekawego pomysłu na wątek? :D]

    OdpowiedzUsuń
  16. Jak każde dziecko wie, Charon w mitologii greckiej był wrednym staruszkiem, który za opłatą przewoził dusze przez Styks, do krainy umarłych. Oczywiście za opłatą.
    Dlaczego więc i w tym przypadku miałoby być inaczej? Praca owego greckiego Charona od pracy naszego czerwonowłosego różniła się tylko tym, że nie ograniczała się do przeprowadzania, a już na pewno nie można było o nim powiedzieć, że jest wredny.
    Czasami aż nadto uprzejmie ryzykuje swoje życie dla tych, którzy już dawno opuścili ziemski padół i nie tylko.
    Jednak zapłata musi być. Jest to nie tyle zachcianka Charona, co symbol, że dusza ostatecznie żegna się ze światem, na który już nigdy nie wróci.
    Czarny płaszcz zasłaniał niemal całą, potężną postać Cienia. Czerwone oczy błyszczały w mroku. Doskonale widział w ciemnościach. Nazbyt jasne światło raniło jego oczy.
    Sztyletem próbował wyciągnąć cegłę z fundamentów posiadłości, która spłonęła wiele lat temu. Tam miał być ukryty jego Obol.
    W końcu, po paru minutach dłubaniny wygrzebał małą skrzyneczkę. Otworzył ją. W środku było kilka zaśniedziałych monet.
    Schował sztylet i podszedł do swojego wierzchowca, stojącego ze znudzeniem parę metrów dalej. Schował skrzyneczkę w sakwie i pozwolił Zmorze iść na polowanie. Sam przysiadł jeszcze na skałach.
    Spalona niemal na węgiel ręka wciąż uparcie nie pozwalała o sobie zapomnieć. Mimo, że zwykłe rany goiły się w ciągu nocy, tak to oparzenie nie dawało mu spokoju trzeci wieczór z rzędu. Nie przejmował się tym. Wiedział, że niektóre demony są na tyle paskudne, że wszelkie rany pozostają dość długo. W końcu się zagoi. Najbardziej go denerwowało, że ma ograniczone pole manewru jeżeli chodzi o walkę.
    Westchnął ciężko i ściągnął z głowy kaptur przeczesując palcami włosy.

    Charon

    OdpowiedzUsuń
  17. (Hejo. Kończymy wątek, czy cos nowego?)

    OdpowiedzUsuń
  18. - W takim razie masz dobre wyczucie czasu, bo ślub odbędzie się wkrótce. Teraz może się napijmy? Później zaprowadzę cię do naszego domu, choć może się zdarzyć, że nie zastaniemy Julii w domu.
    Lekko machnął ręką, by podkreślić kilka słów ze swojego wywodu. Przynajmniej mógł się dzisiaj trochę napić, a ostatnio rzadko zdarzała się okazja, by było to bezpieczne. No cóż.

    OdpowiedzUsuń
  19. Siedziała na skraju lasu, oparta dosłownie o rozpadający się mur, który swą drogą wymagał gruntownego remontu. Wyczekiwała , skrycie niecierpliwie bawiąc się kosmkami włosów. Wiedziała, wyczuwała jej aurę kilometrami od niej. Tego specyficznego uczucia i pulsacji życiowej magii nie da się zapomnieć. Cieszyła się, wyczekując jej osoby. Nagle daleko w lesie spostrzegła ukochaną siostrę, którą myślała, że już nigdy nie spotka.

    OdpowiedzUsuń
  20. [ Przyznam się bez bicia; zapomniałam *wstyd* ]


    Któregoś dnia, gdy tylko zrobiło się odpowiednio już ciemno, Wynn odnalazł sklepik w mieście. Bywał już tam kilkukrotnie, ale nie mógł nigdy trafić na ten czas kiedy Callista została dłużej. Tego dnia mu się poszczęściło.
    Popchnął ciężkie, drewniane drzwi i wszedł do wnętrza. Początkowo rozejrzał się po pomieszczeniu z niekrytą, czystą ciekawością, ale wkrótce jego spojrzenie spoczęło na właścicielce. Uśmiechnął się lekko na widok Callisty.
    - Witaj, potworzyco. Znów Ci będzie ciężko, bo będziesz mieć mnie na karku. Obiecałem przyjść Cię powkurzać, prawda? I oto jestem.
    Uśmiechnął się do niej wesoło, wchodząc wgłąb wnętrza izby.

    OdpowiedzUsuń
  21. -Nie myślałam, kochana , że jeszcze kiedykolwiek ujrzę Ciebie.

    Na jej twarzy pojawił się promyk szczęścia. Podeszła do przybranej siostry i wtuliła się w jej ramiona. Nie mogła uwierzyć swym oczom i pocierała je dłońmi.

    -To naprawdę Ty Call

    OdpowiedzUsuń
  22. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  23. – Spać Ci nie dam, nie ma tak dobrze! – ogłosił od razu.
    Spojrzenie brązowych, ciemnych oczu padało na coraz to nowe przedmioty z ciekawością. Spodziewał się zakurzonego, zagraconego sklepiku pełnego zjedzonych przez korniki i czas mebli, toteż wystrój wnętrza wzbudził w nim jeszcze większe zaciekawienie. Broń, szczególnie ta najbardziej ozdobna szczególnie rzuciła mu się w oczy. Może i od walki stronił, ale sprzedawał ją swego czasu bogatym szlachciurom, dla których liczyła się ilość kamyczków w głowicy, a nie dobre wyważenie. No i miał doświadczenie w zbieraniu różnych ciekawych rzeczy… w różnych ciekawych miejscach. Na przykład po polach bitew. Więc taka praca jaką wykonywała teraz Callista wcale obca mu nie była.
    Reszta zaopatrzenia została potraktowana może i z mniejszym zainteresowaniem, lecz na pewno nie zignorowana. Na każdej figurce chociaż raz spoczęło jego spojrzenie, a na niektórych nawet dłużej. Na przykład jednej z bogiń, którą o dziwo znał, wielorękiej kobiecie o ciemnej skórze z wytrzeszczonymi oczami. Kali? Najwidoczniej. Ładny szmat drogi musiała pokonać, żeby znaleźć się w sklepiku Callisty.
    Bez pytania podszedł do jej biurka i obrzejrzał sztylet nad którym pracowała. Zajęło mu to trochę czasu i gdy uniósł wzrok Call patrzyła na niego z wyczekiwaniem.
    - Nie, nic nie chcę. Nie pijam herbaty… ani niczego innego w tym guście. – zaśmiał się cicho. Chwila milczenia. Jego spojrzenie znów przebiegło po półkach. Znów zatrzymało się na twarzy Kali. Fe. Jedno wiedział, że na pewno nie wyjedzie nigdy z Europy, jeśli mają tam TAKICH bogów.
    - Ciekawy masz ten sklepik. I ciekawe zajęcia, odnawiasz też broń?

    OdpowiedzUsuń
  24. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  25. (Cacao ... strzelę focha ;p)

    OdpowiedzUsuń
  26. - O nie, nie... Moje nóżki są jeszcze piękne. Nie sądzisz? - rzekła i podkasała sukienkę.
    - No chodźmy w końcu, bo wleczemy się jak ślimaki - mruknęła. Zaczęła biec przed siebie. Parę metrów dalej zatrzymała się na chwilę, by spojrzeć za Cal oraz pokazać jej język.

    OdpowiedzUsuń
  27. - Ej! - krzyknęła za nią, ale zaraz się uśmiechnęła chytrze. Pozwoliła jej sobie biec, natomiast Hesh wybrała inną drogę. Przybiegła do Cal na skróty oraz wiminęła ją, ale też drzewa, więc ją niezauważyła. Przedzierała się przez krzewy. Później kiedy słyszała znów nadbiegającą dziewczynę, rzuciła się na nią zw wcześniej zebranymi liściami.
    - Bu!

    OdpowiedzUsuń
  28. - Dobrze robisz. To mi się podoba. – uśmiechnął się lekko. – Kiedyś też zajmowałem się tą robotą. W sumie do teraz, jak trafi mi się w ręce to to robię. Niestety większości ludzi, z którymi bawiłem się w odzyskiwanie takich cudeniek już nie żyje, albo nie może mnie zobaczyć na oczy. Zresztą… sama wiesz pewnie jak to jest, kiedy nie możesz z kimś pogadać, bo wymówka, że to, że przez dwadzieścia lat się nic nie zmieniłaś jest winą dobrego odżywiania jest raczej kiepska. Chociaż… To w sumie prawda. – zachichotał pod nosem. – Masz tu jakieś krzesło?
    Przyszedł do sklepiku głównie ze względu na to, że bardzo lubił jego właścicielkę, nie z powodu sprzedawanych w nim przedmiotów, lecz i one go zainteresowały. Początkowo nie podejrzewał, że tak będzie. A jednak było. Jego wzrok wciąż wracał do Kali. Budziła w nim jakieś niepokojące skojarzenia. Czy widział ją w dworku, albo w jakiejś z grubych, obciągniętych czarną skórą książek Rewana? Sam nie wiedział. Na pewno słyszał o tej bogini od niego (bo któż inny ma manię na punkcie wszystkich możliwych złych, mrocznych i przerażających rzeczy?)…
    - Nie wyczuwam magii. Za życia nie miałem nic z nią wspólnego, więc teraz jestem na nią kompletnie ślepy. Tak już bywa. – wzruszył ramionami. – Większość wampirów jej nie wyczuwa. Możesz czuć się wyjątkowa. Co do samej Kali… Jest paskudna, wiesz? Jeśli mają tam takich bogów to ja nawet za tysiąc lat nie wyjadę z Europy – podzielił się z nią swoimi rozmyślaniami. – Znałem tą boginię już wcześniej. Nie należy do moich ulubionych.

    OdpowiedzUsuń
  29. - A ja tak. I to, moje, kurka wodna, przekleństwo. Co chwila się trzeba przenosić, bo po dwóch miesiącach całe miasto mnie zna. Trza by było jakieś nowe imię wymyślić, tak na przyszłość. Jako Wynn już i tak za długo funkcjonuje. Będzie już piętnaście lat… Kiedy indziej pomyślę. Jak się z Graleyn wyniosę. – stwierdził. Od jakiegoś czasu już myślał na głos, rozgadywał się bez sensu. Często tak miał. Trzeba było się przyzwyczaić. Jeśli chodzi o to co mówiła Callista to zdawał się ją uważnie słuchać. Nie naciskał, by powiedziała o tej trzeciej osobie. Po prostu zapisywał w pamięci usłyszane fakty.
    - Mogłem sobie sam przysunąć – fuknął i posadził tyłek na fotelu. Zaczął się mechanicznie bawić znalezionym na biurku sztyletem. Tak samo mechanicznie oglądał miejsca, z których odpały kamyki. W sumie bez problemów mógłby je wstawić z powrotem. Może nawet miał takie, które można byłoby tam wpasować. Potem pogada o tym z Callistą.
    – Dziękuję. – Spojrzał na nią z wdzięcznością. – Może się do niej przekonam, poznam ją dzięki Tobie? Kto wie, kto wie. Może nie okaże się taka straszna jak myślałem? O ile dacie się poznać.

    OdpowiedzUsuń
  30. - Pewnego dnia przyjechałem na powrót do kraju po dłuższej nieobecności, gdy miejsca zagrzewałem w Konstatntynopolu, wygoniony stąd przez mojego… nie stworzył mnie, choć został moim panem, ratując mi życie przed tymi, którzy widzieli we mnie zagrożenie dla naszego rodzaju, gdy słabowałem na umyśle – zaśmiał się cicho pod nosem, jakby była to myśl mająca prawo wzbudzać wesołość. – Przez mojego przyjaciela, choć trudno mi go tak nazywać. Nie ważne zresztą. Pewnego dnia przyjechałem do uroczego miasteczka, które od kilku lat nosi nazwę Tilglen, a prostactwo zna je jako Dolica i osiedliłem się tam z zamiarem przeczekania fatalnej wojny, a zostałem na lat siedem, gdyż uległem urokom tego miejsca. Przez ponad sześć lat udało mi się utrzymywać mój sekret bez większych problemów.
    Zdawał sobie sprawę, ze mówi za dużo, a słowa, które wypowiada mogą nie interesować zapracowanej Callisty, jednak nie przejmował się tym za bardzo, z natury będąc na gwałt poszukującym towarzystwa gadułą, który niezwykłe umiłowanie znajdował w zamęczaniu innych swymi rozwlekłymi opowiastkami.
    - Jesteś niezwykle odważna, albo nie rozsądna. Podejrzewam, że jedno i drugie, powiem ze szczerością, nie chcąc Ci uwłaczać. Choć Twe imie jest tak piękne, że żal byłoby oddawać je na pastwę zapomnieniu. Takoż rozumiem Cię i wierzyć będę, że nie przyniesie Ci ta drobna nieostrożność żadnej szkody.
    Mówił, zastanawiając się krótko nad każdym słowem i patrząc na nią z przyjaźnią wymalowaną w ciemnych, łagodnych oczach człowieka szczerego i prostodusznego, za jakiego z łatwością mógł uchodzić. I uchodził bez najmniejszych problemów, przyznać trzeba.
    - Kali, o ile dobrze pamiętam broniła świata przed demonami. Czy sugerujesz tylko to, że Ty nie jesteś tym zainteresowana czy coś jeszcze?
    [ Mój styl dzisiaj mnie przeraża.]

    OdpowiedzUsuń
  31. (Przepraszam, to nie było celowe :))

    Wyrwany z zamyślenia nawet nie drgnął. Kto inny być może wystraszyłby się, zaczął plątać, lecz nie on. On nawet spał z jednym okiem otwartym. Na atak przygotowanym trzeba być o każdej porze dnia i nocy.
    Spojrzał na kobietę. Jego oczy w ciemnościach błyszczały jak dwa rozżarzone węgle. Czuł, że to niebawem może się skończyć.
    Czy będzie za tym tęsknił? Nie. Nigdy. Jak ktoś może tęsknić za przekleństwem.
    Wstał, gdyż nie wypadało siedzieć, kiedy pojawiała się kobieta. Ludzie mieli go za demona, potwora, jednak wyniesione z dawnych lat dobre wychowanie zostało. I jakoś nic nie mógł na to poradzić, nawet nie próbował.
    - Taki mężczyzna jak ja nie potrzebuje ochrony. - Odpowiedział rozbawiony. - Podejrzewam, że pani również nie, więc nie będę zadawał tego pytania. - Które swoją drogą było dość dziwne, jednak nie powiedział tego na głos. Po co psuć sobie relacje na dzień dobry? - Samotność potrafi być dobrym przyjacielem.

    OdpowiedzUsuń
  32. [Masz może chęć na wątek z moją Eminą?]

    OdpowiedzUsuń
  33. - Jesteś ... powalając, wiesz? - mruknęła wstając powoli z ociąganiem.
    Poczęła człapać dalej.
    - Ej.. no.. ja się doczekać nie mogę! O, wiem! Dam ci jabłko na głowę i będę próbować strzelać ! - powiedziała dziarskim tonem szczerząc się.

    OdpowiedzUsuń
  34. Wynn rad był, że ktoś zadał sobie te minimum trudu, by słuchać jego pozbawionego sensu paplania, którego głównym i jedynym sensem było paplanie. Niczego interesującego Callista chyba nie mogła się z tego wszystkiego dowiedzieć. Osoba Wynn raczej nie należała do owych ciekawych osobistości, o których przygodach słuchałoby się z zapartym tchem. No, chyba, że akurat Wynn zaczynał zmyślać, bo wtedy powstawały opowieści o jego bohaterskich czynach, poświęceniach i bronieniu słabych i uciśnionych.
    Do wymyślania tych pierdół nawet nie musiał się naprać. Miał do tego talent.
    Teraz jednak nie zmyślał i nie można było nic nadzwyczajnie ciekawego usłyszeć.
    - Nie wiem kto mnie zmienił. Pożarłem się z żoną, do tego stopnia, że przysięgła zniszczyć mi życie. Z mojej winy, taaak. Była czarownicą, nasłała na mnie demona. Wciąż udawałem, że jest wszystko dobrze, więc się wkurzyła i postanowiła zabić. Łaziłem po lesie któregoś wieczoru i dostałem sztyletem w plecy od jakiegoś debila. Dwa dni mi się zdychało na mchu, aż gdy ból był zbyt silny, spróbowałem sprawę załatwić samemu. Modliłem się, żeby umrzeć. I dupa. I obudziłem się następnego wieczoru zasypany ziemią, żeby mnie słońce nie spaliło. Nawet nie wiem, czy sam tam wlazłem czy ktoś mi pomógł. Od tamtego czasu radzę sobie sam. Kto mnie zmienił i po chuja? Oto jest pytanie. Nie znałem za życia, nie widziałem nikogo, kto mógłby być jednym z nas. Nie byłem nikim specjalnym. Prawdę powiedziawszy? Zbyt lubiącym chlać debilem, który szpanował mieczem z herbem przed znajomkami z slumsów. – zaśmiał się i pokręcił głową. – Więc. Chyba nie jestem na dnie. Bywało gorzej. – zauważył wesoło.
    - Mówiłem, że nie chcę. Nie ruszam takich rzeczy, bo mi się żołądek buntuje potem. Pff.

    OdpowiedzUsuń
  35. - Owszem, muszę się z tobą zgodzić. - Odpowiedział i spojrzał w tym samym kierunku co ona. Kto jak kto, ale on wiedział o tym najlepiej.
    Usiadł na murku z powrotem, robiąc jeszcze miejsce dla kobiety. Z gęstwiny wybiegła niezwykle ucieszona Zmora. Czasem zachowywała się jak źrebak. Zatrzymała się gwałtownie widząc obcą. Parsknęła i zmierzyła ją wyniosłym wzrokiem na tyle, na ile jest w stanie to zrobić koniopodobne stworzenie. Długie kły i ciemnogranatowy, kościsty pysk ubrudzone były krwią. Zwróciła się w kierunku Charona i trąciła go pyskiem ciągle kierując mlecznobiałe oczy na kobietę, jakby chciała zapytać co to za jedna. Charon pogładził potężne stworzenie po pysku.
    - Jestem Charon. - Przedstawił się. W końcu żadne z nich jeszcze nie zdradziło swojego imienia.

    OdpowiedzUsuń
  36. - Zależy jak spojrzeć. Dla mnie to istny anioł, choć i jej piekielną naturę poznałem.
    Chwycił kufel piwa i upił łyk. Był ciekaw, co też ta kobieta może powiedzieć o jego narzeczonej.

    OdpowiedzUsuń
  37. - I tak jesteś wampirem - mruknęła spoglądając nań spode łba.
    - Ej naucz mnie, naucz mnie strzelać, a nie polemizujemy tutaj - mówiła podemocjonowana, choć jej zapał troszkę zamalał.

    OdpowiedzUsuń
  38. Przeciągnął się w słońcu, wyciągając łopatki do nieba.Poklepał konia, którego kiełznał właśnie. Zwinnym ruchem wskoczył na jego grzbiet. Zauważył teraz, że ktoś idzie niedaleko. Powstrzymał się z odjazdem.
    -W czymś pani pomóc ? -spytał, wpatrując się spokojną toni oczu w kobietę.

    OdpowiedzUsuń
  39. -Na bogów - zaśmiał się, prychając lekko i zeskoczył z wierzchowca -nic pani nie jest? -wyciągnął do niej rękę, chcąc pomóc jej wstać.
    Widząc, że dziewczyna jest zmarznięta, zdjął szybko skórzaną kurtkę z baranim podbiciem i szybko nałożył na kobietę.
    -W czymś pomóc? -powtórzył -może przynajmniej się pani ogrzeje.

    OdpowiedzUsuń
  40. -Mam na imię Dareil- powiedział po chwili, zdejmując uzdę z konia, puszczając go w stronę lasu.
    Uzdę zarzucił na ramię i znów odezwał się do kobiety.
    -Wejdź do środka -wyszedł przed nią, prowadząc do kamiennej chaty. Otworzył drzwi i poczekał aż wejdzie.

    OdpowiedzUsuń
  41. - Jasne, jasne! No pokaż nooo - mówiła podekscytowana wręcz podskakując lekko.
    - Nie znam się zbyt na wampirkach, choć kocham jednego...

    OdpowiedzUsuń
  42. - Można powiedzieć, że miałem wielkie szczęście. Aż wciąż się dziwię, że nikogo do tej pory sobie nie znalazła.
    Uśmiechnął się półgębkiem. On także był stary, choć Julia przewyższała go pod tym względem. Nie wiedział wciąż o ile, ale nie zostawiało to wątpliwości.
    - Wyglądasz jakby cię coś zmartwiło nagle. Co się stało?

    OdpowiedzUsuń
  43. - Nie tyle, żeby od razu szkodziło. Bo nie szkodzi. Tylko nie trawię i prędzej czy później wymiotuję. Nie wszystko działa tak, jak działało kiedy się było pięknym i młodym. – Zaśmiał się wesoło. – Nie wiem czemu tak jest. Wydaje mi się to w sumie logiczne, nie? Choć troszkę męczące, biorąc pod uwagę, że pozostał mi smak i ciągota do wódki. – Roześmiał się raz jeszcze.
    Jak to Wynn – wieczny wesołek. Uśmiech prawie nigdy nie znikał z jego twarzy.
    - Co do tego kto mnie zmienił… Cieszę się, że to zrobił. Znacznie lepiej mi idzie doprowadzanie do szału reszty świata jako wampir, a nie jako człowiek. – Zauważył, odchylając lekko głowę do tyłu. Idać było jego charakterystyczne blizny na szyi, jak od garoty.

    OdpowiedzUsuń
  44. -Jaki tam problem... -zapewnił cicho- siedzę tu sam, inni nie są dla mnie problemem...
    W izbie panowała egipska ciemność. Dariel rozdmuchał zaklęty płomyk z dłoni po knotach świec i dom wypełnił się ciepłym, jasnym blaskiem.
    Mieszkanie było zdobione wieloma kryształami i szkłami, które rozszczepiało światło świec, puszczając gdzieniegdzie małe tęczowe łuczki i smugi. Było ciepłe, ale nie duszne. Dariel posadził gościa w fotelu z owczym obiciem i zniknął na kilka chwil. Po minucie przyniósł dwa kryształowe kielichy i nalał do nich wina. Usiadł w fotelu po drugiej stronie stolika i uśmiechnął się do niej lekko.

    OdpowiedzUsuń
  45. -Nie jest. To wcale nie jest logiczne. – powiedział zgodnie z prawdą. Callista była rzeczywiście dziwna. Dostało się jej nienaturalnie i nieproporcjonalnie dużo szczęścia. Przynajmniej według Wynna.
    Zaś jeśli chodzi o zabijanie swoich to w tym Wynn nie widział absolutnie nic dziwnego. Wampira łatwiej zabić niż człowieka... pod pewnymi względami. Niektórzy swoimi morderstwami na swoich chcą odkupić to, że sami zabijają. Inni chcą chronić siebie przed odkryciem w ten sposób, inni chcą ich krwi, by stać się silniejszymi i tak dalej i tak dalej. Jeśli chodzi o zabijanie innych, to Wynn miał trójkę na sumieniu. O ile miał sumienie… Dwójkę, która próbowała przegnać go z Tilglen… Wynn zwykle uciekał przed starszymi, ale wtedy zależało mu na zostaniu w swoim mieście, w swoim warsztacie ze swoimi ludźmi i się postawił. Oczywiście postawił się po swojemu, śledząc ich, znajdując ich leże, a potem napuszczając na nich ludzi. Efektem kołki zostały wbite, a Wynn miał spokój. Potem jeszcze zabił młodzika Rewana, z czystej złośliwości. Co prawda został później wygnany z królestwa, ale…
    - Prędzej czy później się uda, Callisto. Nie martw się. – uśmiechnął się wesoło.

    OdpowiedzUsuń
  46. - Hej! Ja ci dam! Nigdy... - mruknęła oburzona odwracając wzrok.
    - No dobra - szepnęła. Stanęła w lekkim rozkroku wysuwając prawą nogę na przód.
    - Jam jest marionetka, a ty lalkarz. Oddaję się w twoje ręce!

    OdpowiedzUsuń
  47. -Nie mów do mnie pan.. Jestem za młody na to.. -mruknął, uśmiechając się - 139 lat to bardzo mało .
    Poczuł znany mu zapach. Nie umiał tego nazwać, ale tak pachną tylko wampiry. Zastygł w bezruchu i patrzył chwilę na dziewczynę.
    -Szukałaś czegoś, czy zwykły spacer?

    OdpowiedzUsuń
  48. - Tak jest! - zasalutowała wręcz.
    Przymrużyła oczy, by skupić wzrok na tarczy, potem naciągnęła cięciwę.
    - Dalej nie patrzę na to !

    OdpowiedzUsuń
  49. Zaśmiał się szczerze, odchylając głowę i ukazując rzędy dziwnie ostrych zębów.
    -Pieprzyć moją krew. Tego boję się najmniej. Spotkałem ostatnio wampira, który chciał wypompować krew z koni. Większość to żywiołaki. Ale nie mógł dostać się do boksu. Czar och strzeże... -machnął ręką- nie mógłbym się ciebie bać. Jesteś za urocza. Mogłabyś dobrze zwodzić ludzi, potem ich zabijać.

    OdpowiedzUsuń
  50. Na jej słowa skinął do niej głową.
    - Kiedyś się doczekasz, nie martw się. – Parsknął śmiechem. – Na razie chcę jeszcze trochę pożyć, a wątpię, bym miał taką możliwość, gdy spełnię już swoje niecne plany doprowadzenia Cię do szału. – zauważył, bawiąc się kubkiem z kompotem. Głupi nawyk. Gdyby Wynn magicznie zmienił twarz i tak wszyscy poznaliby go po tysiącu tak charakterystycznych zachowań.
    Przez jakiś czas milczał, przyglądając się jej twarzy. Wzdrygnęła się.
    - Co się stało? - zapytał cicho. – O czym myślisz?
    Wynnowi takie rzeczy zwyczajnie nigdy nie umykały. Choć nie do końca zwykle panował nad własną mimiką, z łatwością zauważał nawet najmniejsze zmiany na twarzach innych ludzi.

    OdpowiedzUsuń
  51. [czemu nie. Jakieś pomysły?]

    OdpowiedzUsuń
  52. - Zabijesz? Hm... kusząca propozycja, tylko że tutaj ludzi nie ma - westchnęła.
    - Ej! Dekoncentrujesz mnie - mruknęła ponownie naciągając cieciwę. Przymrużyła oczy wpatrując się w tarczę. Puściła. Strzała poleciała z świstem.
    - I jak, jaak?

    OdpowiedzUsuń

  53. Tych nawyków było tyle… Ciężko było je zliczyć. A ten był jeszcze jednym z mniej dziwnych.
    - Jeśli tak mówisz… Jak chcesz. Ja się w nie swoje sprawy nie wtrącam, madmoiselle. – wzruszył ramionami i szybkim ruchem podmienił ich kubki. Kompot się nie zmarnuje, a Wynn niczego nie poleje. Tak będzie lepiej.
    Zaśmiał się do swoich myśli. Zadziwiające, ze nawet jako wampir potrafił czasem zachowywać się jak ostatnia gapa.
    - Moja rodzinka… od tak wielu lat nie żyje. Jedynie siostrzyczka mi została, lecz ją zapewne niedługo anioły stąd zabiorą. Wszystko bym mógł oddać, by móc zwrócić jej młodość. Nawet nieśmiertelność gotowym byłbym jej dać. Tak, dałbym ją jej z największą przyjemnością. Nie da się wrócić młodości, prawda?

    OdpowiedzUsuń
  54. -Patrząc na ciebie to i owszem, ale zaraz przypominam sobie o uzębieniu, które kryją twoje usta i wolę dbać o własne życie. Kto mi konie napoi, kobieto, kto mamusie odwiedzi i biedne sieroty nakarmi ? -uniósł brew, upijając łyk wina

    OdpowiedzUsuń
  55. Targowisko. młody mężczyzna siedział na beczce i obserwował jak mieszkańcy miasta schodzą się na targ by kupić chleb, owoce czy też inne rzeczy. Jednak nie wielu wiedziało co kryje się za tym wszystkim, gildia kupiecka narzuciła większe cło za sprowadzane towary, a inkwizycja szukała "magicznych". Jednak Jack się tym nie przejmował. Sam był kim w rodzaju handlarza, z ta różnicą, że cło go nie obowiązywało. Przecież co może zrobić gildia kupiecka z czarnym rynkiem.

    OdpowiedzUsuń