Jesteś tu by zadać serię bezsensownych pytań, które w tej
chwili nie dają ci spokoju, jednak dnia następnego nie będziesz pamiętał
odpowiedzi, których z wyjątkową niechęcią i pogardą ci udzieliłem. Najpierw
oczywiście zapytasz mnie o moje imię. Mam wiele imion, w zależności od tego,
które spodoba ci się najbardziej. Żeby mieć jakieś imię potrzebna jest matka,
lub ojciec ewentualnie zdesperowane społeczeństwo które uważa, że imię jest
niezbędne, aby coś było. No właśnie. Podobno owa matka, o ile kiedykolwiek
istniała, nadała mi imię Vincent. Jednak to imię zatarło się zarówno w pamięci
innych, jak i mojej własnej. Minęły setki lat odkąd ostatnio użyłem właśnie
tego imienia. Bo od długiego czasu jestem Charonem.
| by Heise |
Widzę,
że nie rozumiesz. Nie każdy rozumie od razu. Bo w twoim pojęciu rzeczywistości
jest ten świat, być może Niebo i piekło, jeżeli w ogóle w coś takiego wierzysz.
Nie zdajesz sobie sprawy z tego, że istnieje coś jeszcze. Co nie jest kwestią
wiary, a świadomości bądź nieświadomości. Bo istnieje szczelina, anomalia.
Odbicie naszego świata w którym żyją demony, do którego trafiają dusze, kiedy
gubią drogę do zaświatów. I ja wiem o tym świecie. Jestem jego częścią. Wędruję
między światem tym a tamtym, odnajduję zagubione dusze i za symboliczny obol
przesyłam ich dalej. Stąd też wzięło się to nietypowe imię. Przylgnęło do mnie
jak druga skóra. Spytasz też czym jestem. W końcu nie spotyka się na co dzień
kogoś o aparycji demona. No właśnie. Czy mogę być demonem? Sam nie wiem. Jednak
jeżeli mnie miałby ktoś spytać o zdanie określiłbym się jako cień. Bo tym jestem zarówno w tym
świecie jak i w tamtym. Jestem zawieszony gdzieś tak po środku i mimo, że
posiadam materialną formę, którą właśnie widzisz przed sobą nie istnieję ani
tu, ani tam. Istnieję… już dość długo.
Nie pamiętam dokładnie ile. Jednak przypominam sobie, że byłem świadkiem
pewnego wydarzenia, które na długo wyryło się w mojej pamięci i w pewien sposób
zafascynowało mnie. Wielkie, potężne miasto, uginające się przed mocą ognia.
Uciekających ludzi i chciwy władca, który rozpętał to piekło z własnej woli,
aby oskarżyć o to grupę niewinnych ludzi. O tak, dobrze pamiętam, że to
wydarzenie przyciągnęło mnóstwo demonów. Tych, które poznałem jako pierwsze.
Wysokie, w czarnych postrzępionych szatach, z twarzami białymi, jak ptasie
głowy. Przypominającymi trochę maski lekarzy z czasów zarazy. Dużo, dużo dusz
wtedy trafiło do drugiego wymiaru, a wydarzenie to na wieki odbiło się w tamtym
świecie. Wierz mi, nic przyjemnego obserwować jak ofiary pożaru „żyją” dalej
swoim nieżyciem, jak zachowują się jak gdyby nigdy nic. To nic, że żar wypalił
im oczy, ogień spalił włosy. Nie przyjmują do wiadomości, że tak naprawdę
umarli.
Ale
dość już o tym. W końcu nie interesuje cię tamten świat. A nawet jeżeli, to
uwierz, że w żadnym stopniu nie powinien. Nie chcesz skoczyć jak ci, którzy
dowiedzieli się zbyt wiele.
Pytasz,
czemu jestem takim pesymistą. Wierz mi, że byłbyś taki sam, gdybyś widział i
przeżył to samo co ja. Jednak nie popadajmy w skrajności. Prawda jest taka, że
wypadłem trochę z obiegu. Nie jestem taki jak wszyscy, nie potrafię oddać się
banalnym przyjemnościom. Zbyt wiele spraw wymaga ode mnie, aby było inaczej. Co
nie zmienia faktu, że brakuje mi ciepła kobiety i zapachu jej perfum. W końcu
też mam jakieś tam uczucia, choć może i przytłumione. Ale są. Uśmiechnąć też
się potrafię, ale nie radzę bawić się ze mną w żadne gierki. Nie łatwo mnie
zdenerwować. Naprawdę. Można powiedzieć wręcz, że jestem ostoją spokoju. Jednak
wszystko ma swoje granice. Tak więc lepiej nie wyprowadzać mnie z równowagi.
Nie wiesz do czego jestem zdolny, kiedy jestem wściekły.
Wspominałem,
że w świecie pomiędzy mogę tak uszkodzić Ka istoty, że ta ginie na miejscu…?
Lepiej zostaw mojego wierzchowca w spokoju. To nie jest
słodki zwierzak, którego podrapiesz za uchem i poczęstujesz marchewką.
Zdecydowanie woli ochłap mięsa, a i nie wygląda jak zwykły koń, prawda? Fakt.
To jest Zmora. Koszmar. Oprócz kotów ona jedyna przybiera materialną formę w
świecie Półsnu. I przydaje się podczas walki z demonami.
Tak, to jest mój prawdziwy
wygląd i raczej nie miałem innego. Fakt, trochę przeszkadza fakt, że wyraźnie
rzucam się w oczy. Jednak jak już mówiłem, mam jakieś tam poczucie humoru. Co z
tego, że czarnego i bawi mnie to, jak ludzie uciekają widząc czerwone oczy.
Zwykle chodzę w płaszczu, żeby ukryć tatuaż na twarzy i czerwone włosy. Cienie
nie zapadają w pamięć. I lepiej, aby tak pozostało.
Czy
mam jakieś słabości? Oczywiście. Ma je każdy, nawet wymyśleni przez was
bogowie. Jednak musisz być wyjątkowym idiotą, jeżeli sądzisz, że ci je zdradzę.
Nie jestem samobójcą.
Wiesz,
jak samobójcy kończą w świecie Pomiędzy…?
Nie zrobię żadnej sztuczki. Czy ja ci wyglądam na magika,
czy cyrkowego błazna? Jedyna sztuczka którą w tej chwili mogę ci pokazać, to
jak gwałtownie tracisz na wzroście. A tego chyba nie chcesz, czyż nie?
Jestem tu, bo chcę odnaleźć trochę spokoju. Czasem czuję
się jak szaleniec, i za takiego ma mnie większość z was. Bo przecież nie można
urządzać sobie regularnych przechadzek w zaświaty i z powrotem. Kiedy skoczysz
z wysokiego klifu nie znajdziesz się znów na jego szczycie. Tak tłumaczy to
większość z was, jednak wasze wyobrażenie o świecie zawiera zbyt wiele czerni i
bieli. A gdzie w tym wszystkim szarość?
Bo szarością jest właśnie świat Pomiędzy. Tak wygląda i
tak smakuje. Nijak. Jak popiół i kurz.
I wy boicie się takiego szaleńca jak ja, a ja wcale nie
mam zamiaru przekonywać was, że jest inaczej. Tak jest wygodniej. Dla mnie i
dla was, kiedy nie narażacie się głębszą więzią z moją osobą.
Jestem samotnym wędrowcem między światem a zaświatem…
Dlaczego
akurat tu? Bo chcę znaleźć trochę spokoju po tym całym chaosie, który rządził
tym światem. Zaszyć się gdzieś, zniknąć na parę dni, miesięcy, lat. Zobaczymy…
(Podpis oczywiście musi być taki a nie inny >.<. Nie będę robić reklamy :P W każdym razie Charon wraca i ma się dobrze :D)
Charon
[ Hell yeah. Jeśli chcesz kontynuować wątek, to chyba teraz Twoja kolejka... ]
OdpowiedzUsuń[Hej może wątek? Z chęcią bym popisała z szaleńcem ]
OdpowiedzUsuń[Chcesz może kontynuować wątek? ;>]
OdpowiedzUsuń[ja mogę zacząć ale może masz pomysł na miejsce spotkania? ]
OdpowiedzUsuń[Niech zatem będzie nowy. ;)]
OdpowiedzUsuńMinęło kilka tygodni od ich spotkania w jej "śnie", z którego w końcu udało się Charonowi ją wyrwać. Blondynka wciąż żyła w przeświadczeniu, że tamta sytuacja nie miała miejsca, a mężczyzna, był wytworem imaginacji jej szalonego umysłu. Pewnie tak by pozostało, gdyby nie przyszło im się spotkać na jawie.
Złota tarcza chowała się za horyzontem składając promieniami czułe pocałunki na policzkach mieszkańców Graleyn. Na czystym mieniącym się pastelowymi odcieniami fioletów, pomarańczy i błękitu nieboskłonie dostrzec się dało cienką linię księżyca, który dziś nieśmiało postanowił się ukazać wychodząc tym samym z nowiu.
Rzecz miejsce miała nad jeziorem. Miejscem urokliwym i nader ładnym - trzeba przyznać. Salvia często przychodziła tutaj, by pozbierać myśli, których z dnia na dzień pod blondwłosym czerepem przybierało. Wszystko działo się stanowczo za szybko, a ona czuła jakby ktoś postanowił rzucić ją na głęboką wodę oceanu niepewności i strachu.
Owszem, czuła się w tym mieście dobrze, było to najbardziej przyjazne miejsce, które odwiedziła... Było jednak również przepełnione tajemnicami, sekretami, na który ograniczony wierzeniami niewielkiej wioski na zachód stąd umysł kompletnie nie był przygotowany.
Przykucnęła na brzegu spoglądając na swoje odbicie w spokojnej, niezmąconej niczym tafli wody. Jakby ono było w stanie odpowiedzieć jej na nurtujące kwestie.
- Wita się 'dobry wieczór' - parsknął w odpowiedzi siadając naprzeciw niego. Posłał mu spojrzenie tak pełne nienawiści, że gdyby mogło zabijać nastąpiłaby apokalipsa. Owe spojrzenie skierowane było do boga stworzyciela, co wymyślił deszcz, a nie do biednego, niewinnego Charona. Deszcz na osobistej liście rzeczy znienawidzonych był na jednym z pierwszych miejsc. Stanowczo.
OdpowiedzUsuń- Jak ja, kurwa, nienawidzę latającej wody! - warknął sobie jeszcze pod nosem. - Poczekaj. Odpowiednia kolejność czynności musi być, żebym mógł zająć się Twoimi sprawami. - mruknął cicho pod nosem. Ściągnąć ociekający wodą płaszcz. Spróbować odkleić ociekające wodą włosy z twarzy. Wykląć boga stworzyciela łącznie ze wszystkimi pomniejszymi bożkami (zaczął dodawać nowe przekleństwa po spotkaniu z Artemidą), zamówić wódkę. Po wykonaniu ostatniej czynności z listy mógł już normalnie rozmawiać. Spojrzał na czerwonowłosego.
- Nie wiem co z tamtym, który wysyłał do truposzka listy, rozmawiałeś z nim? - zapytał najpierw. Ha, ha. Tak, na pewno ucięli sobie przyjacielską pogawędkę, a potem rozeszli sie w pokoju. Ciekawe mimo wszystko. - Popytałem trochę tu, trochę tam i właściwie nie mam nic. Chłop zachywał się dziwnie od czasu, kiedy dostał to złoto. Dlatego właśnie tamci się tak na niego uwzięli. Najgorsze jest to, że przestał z kimkolwiek gadać oprócz jakiegoś gościa z Wzgórza, który umarł pierwszy. Poszedłbym tam, ale żonę miał, klamkę mogę co najwyżej pocałować, nie wejdę.
Przechadzała się właśnie wzdłuż uliczki prowadzącej do rynku. Wracała z targu, gdzie nasłuchała się nowych plotek, niekoniecznie prawdziwych i popatrzyła na różne rzeczy. Assibiell lubiła w wolnym czasie chodzić bez celu po straganach i patrzeć, co sprzedawcy mają do zaoferowania.
OdpowiedzUsuńPodczas takiego oglądania spodobał jej się stary wisiorek, spoczywający teraz pod jej obojczykami. Prosty, ale na swój sposób przyciągający uwagę. Tak, jak dziewczyna lubiła.
Idąc spokojnie, pogrążona w myślach, nagle zorientowała się, że niedaleko mignęło coś czerwonego. Zmarszczyła nos, niemal pewna, że jej się przywidziało, jednak zdezorientowała się, widząc szkarłatną plamkę drugi raz. Poniekąd zaciekawiona ruszyła za nią, wymijając zręcznie przechodniów.
Widać nie tylko zainteresowanie Assibiell wzbudziła ta "czerwona plamka" - ludzie podążali za nią wzrokiem, komentowali między sobą. Ale czego innego się spodziewać?
Cóż, Wynn tak miał, że lubił błaznować. Doszło do tego, że już nie potrafił NIE błaznować. Był śmieszny, nawet jak tego nie chciał. Ale w gruncie rzeczy wcale mu to nie przeszkadzało. Kiedy chciał, potrafił być całkiem poważny. Tylko musiał pamiętać żeby się nie wygłupiać, co weszło mu w nawyk. Czasami się udawało. Teraz jednak nie widział powodu, by silić się na powagę. Zbyt dużo wysiłku od niego wymagała. Wynn już taki był. Najprawdopodobniej się to nigdy nie zmieni. Nawet za 687 lata.
OdpowiedzUsuń- Nic więcej z niego nie wyciągnąłeś? Tylko trochę informacji i jelita, tak? Dobra, ten dom jest na - tu podał adres - Ja się tam nie pakuję, nie wiem co o mnie gadają, ale pacyfistą, tfu, jestem. Rozrywanie mnie nie bawi, tak, a rozrywanie się, to już w ogóle. Za stary jestem na "rozrywki". - roześmiał się pod nosem kręcąc głową.
- Poza tym nie będę Ci przecież w niczym potrzebny, nie?
[ *post pisany w czasie walki z KP na Bloodywood*
Boże drogi, będzie 687 letni Wons. ]
[ok :)]
OdpowiedzUsuńKobieta nie tak dawno przybyła do miasta. Do tej pory jeszcze nie zaznajomiła sie całkowicie z samym Graleyn oraz okolicą miasta. W sumie mieszkała po za miastem ale często w nim przebywała. Tym razem wyszła ze swojego domku na wzgórzach planując trenowanie strzelania z łuku. Miała na sobie o dziwo nie wygodne ciuchy w postaci spodni i koszuli lecz zwiewną, niebieską, skromna sukienkę. Przewiesiła sobie łuk i kołczan przez plecy i ruszyła w stronę ruin czy to kościoła czy czy tol jakiegos innego budynku znajdującego się kilometr od jej domku. Niektórzy by sie popukali czemu aż tak daleko idzie trenować gdyż mogłaby na swoim własnym podwórzu. Jednak u niej nie ma co szukać logicznego myślenia. Znaczy dla niej jest logiczne jednak ona nigdy nie tłumaczy czemu robi tak a nie inaczej. Choć szła spacerkiem to jednak szybko dostała się ro ów ruin znieznanego jej pochodzenia. Rozejrzała się po okolicy.
Kolejny sen? Nie, tym razem na pewno nie spała. Więc może po prostu oszalała? Przez chwilę oniemiała, przerażona wpatrywała się w wymalowane na tafli jeziora odbicie swego koszmaru.
OdpowiedzUsuńTo przecież niemożliwe, powtarzała cicho w myślach powoli odwracając głowę do tyłu, jakby spodziewała się, że nikogo za jej plecami nie będzie.
Poderwała się na równe nogi - najpewniej z zamiarem ucieczki od swego szaleństwa. Nic jednak z tego nie wyszło - poślizgnęła się na mokrym kamieniu i wpadła do wody z dzikim, przeszywającym piskiem godnym obdzieranego ze skóry zwierzęcia.
Osłoniła rękami głowę - jakby się spodziewając, że jej niedawny wybawca zechce zadać jej cios.
Należała do istot wyjątkowo płochliwych i strachliwych, czego nie zaprezentowała w Pomiędzy, które dla niej wszak było tylko i wyłącznie nietypowym snem. Miała takich mnóstwo... Z tym, że zazwyczaj nie spotykała bohaterów swych nocnych, podświadomych wypraw na jawie.
- Żarty sobie stroje, nie obrażaj się.- prychnal wywracajac oczami. Czy Wynn naprawdę wierzył, że Charon mógłby to zrobić? Ah, cholera go wie. Nawet się nad tym nie zastanawiał, ale pewnie tak. Miał trochę czasu, zeby przekonać się, że ludzie są zdolni do różnych rzeczy. Poza tym jakby nie patrzec Graleyn to było siedlisko wariatów i psycholi, łatwo zapomnieć, że pomiędzy tym wszystkim bywają jeszcze ludzie w miarę normalni. Niedługo mniej będzie go dziwić panna z satysfakcją przyglądająca się agonii niewinnego człowieka, niż jeden normalny chłop. Naprawdę. Ah, to Graleyn rzuca się chyba ludziom na mózgi.
OdpowiedzUsuńPo słowach Charona skrzywil się lekko.
- Fe. Bez szczegółów. Mam wytrzymały żołądek, ale daruj sobie te opisy.
-" Wstrętne... Ale jakbyś był tego autorem miałbyś radochę, nie?"
-"Ano."
... czy gadanie samemu ze sobą w myślach się leczy?
- Wiesz, nie skorzystam. Mimo wszystko wolę ryzyko dostania po pysku. Może starcy mogą się gapic, lecz poza tym nic. - Zaśmiał się.- Gadam o sobie, żem stary, bo licząc ludzką miarą jestem stary. Miarą właściwą... szkoda gadać. Nawet jak ktoś nazwie mnie szczeniakiem to się obrazić nie mogę, bo to, kurka, prawda.
Niemal cały czas plamka szyderczo jej uciekała, nie dała się zlokalizować i za którymś razem dziewczyna chciała się poddać, jednak czerwień błysnęła, znów przyciągając jej uwagę i ciekawość.
OdpowiedzUsuńA potem zniknęła. Assibiell zatrzymała się i rozejrzała, próbując ją dojrzeć. Sama nie wiedziała, dlaczego tak zainteresowała się tą plamką, jakby po prostu coś ją tam ciągnęło. Dziwne uczucie.
Postanowiła jednak iść dalej, w nadziei, że kropka znowu zamigocze. Tym razem stawiała kroki wolniej, bardziej skupiając się na rozglądaniu. A to był błąd.
Kiedy tylko usłyszała za sobą głos, drgnęła i zatrzymała się, przez chwilę wahając się, czy odwrócić i zobaczyć, z kim ma do czynienia, czy jakby nigdy nic uciec w, co prawda rozchodzący się, ale jednak, tłum. Zdecydowała się odwrócić. Z lekko rozchylonymi ustami przyglądała się twarzy mężczyzny, głównie jego oczom.
A więc to była ta plamka. A właściwie plamki. Dostrzegła także czerwone kosmyki, niesfornie spoglądające spod kaptura.
Assibiell wyglądała na zdezorientowaną. Jakby zapomniała słów. Cofnęła się o krok, w dalszym ciągu nic nie mówiąc. Tylko patrząc. No tak, zachowanie całkiem w jej typie.
Zauważyła Go, gdy nadjeżdżał od Zachodniej Bramy. Sama jechała w tamtym kierunku, bo miała kilka spraw do załatwienia. Wstrzymała Ogiera i uśmiechnęła się do Charona - zaaklimatyzowałeś się już? Podoba Ci się Graleyn? - Roo przestąpił z nogi na nogę.
OdpowiedzUsuń- Dobrze, będę mówić o wszystkim niepokojąco nienormalnym jak na nienormalność miasta i zbyt normalnym jak na ową nienormalność. - wyszczerzył się w szerokim uśmiechu. - Gdzie ta moja wódka? Aaron, diable, rusz się! - rzucił zniecierpliwione spojrzenie chłopcu i wrócił wzrokiem do Charona.
OdpowiedzUsuń- Gdzie się wybierasz? - zapytał z czystej ciekawości, bawiąc się dostaną szklanką. Mimo, że jej nie pił, od razu lepiej się poczuł. Tylko mogłoby z niego jeszcze nie kapać jakby przepłynął kanał wpław.
Błysnęło.
- Nie to, żebym się jakoś Tobą specjalnie przejmował - uśmiechnął się szeroko - Ale się nie zabij, bo Twoja czort-bogini może Cię nie zechcieć poskładać do kupy... znów. - powiedział z charakterystyczną dla siebie przesadną wręcz wesołością.
OdpowiedzUsuńZastanowił się chwilę. Niedługo dojdzie do tego, że zacznie współczuć Charonowi. A od tego droga bliska do dalszych dziwactw. Współczucie to było paskudne uczucie, niewątpliwie. Dobrze, że Wynn nie za bardzo kojarzył to uczucie. Nie wydawało mu się potrzebne do szczęścia.
- To ja będę węszyć i się rozglądać, czyli to co zawsze. Znając moje zakichane, psiamać szczęście, jak coś się będzie miało wydarzyć to prosto przed moim tchórzliwym nosem. Szkoda gadać. Dorwij już tych ludzi i tych, tam... tfu, nie lubię demonów. Dotknął jednym palcem powieszonego na szyi zniszczonego medalionu. Cóż, Charon powinien go pamiętać.
(Witaj. Kontynuujemy wątek, czy zaczynamy nowy? :))
OdpowiedzUsuń[Ano, witam. :3]
OdpowiedzUsuńDla wielu szczęście nie istnieje. Są też tacy, którzy sądzą, że je osiągnęli, a mimo to nie potrafią sprecyzować czynników, które je wywołuje, nie są w stanie tak naprawdę go pochwycić i zasmakować. Nie ma wielu rzeczy, które dają szczęście. Radość, przyjemność-owszem. Ale szczęście, prawdziwe szczęście poznało zdecydowanie zbyt mało osób, żeby życie nazwać "pięknym".
Dla Raishy to także było ulotne, niespełnione marzenie. Aż do teraz. Uniosła powieki i spojrzała w jarzące się lekko czerwone oczy. Dotyk jej mężczyzny natychmiast przywołał delikatne dreszcze przebiegające po rozgrzanym ciele.
Zatraciła się w przyjemnej barwie jego głosu, w której wyraźnie rozbrzmiewał uśmiech. Wiedziała to, mimo że w mroku panującym w pomieszczeniu widziała niewiele. Uniosła się na łokciu i z cichym pomrukiem odnalazła jego usta, składając na nich głęboki pocałunek.
-Dzień dobry - szepnęła po chwili, gładząc opuszkami palców jego policzek. I ona nie była w stanie powstrzymać uśmiechu odzwierciedlającego wszystkie jej uczucia do niego. - Nie ma nic wspanialszego, niż budzenie się przy Tobie - przyznała po chwili cudownej, błogiej ciszy.
- Nie dramatyzuj już. - wywrócił oczami. - Ja się tam na cieniowej mitologii - z trudem powstrzymał śmiech - kompletnie nie znam, ale o wiecznym pragnieniu coś wiem. - uniósł brew, bębniąc palcami w stół. Jak łatwo mu przypomnieć o głodzie. Jak łatwo sprawić, że na powrót zaczął zauważać ludzi w sali. Cóż, przynajmniej właśnie wyklarowały się jego plany na resztę wieczoru.
OdpowiedzUsuń- Zapłata? Nie przeczę.
Był wyjątkowo daleki od tej zwyczajowej gadki "nie, nie trzeba, robię to z dobroci serca...". No dobra. Nie robił tego dla pieniędzy, bo i nigdy mu na nich nie zależało, ale do szczytu paladyństwa mu troszkę brakowało.
Ale tylko troszkę.
Wszak absolutny brak lepszych zajęć łatwo pomylić z dobrocią serca.
( Dobra.. spróbuję...)
OdpowiedzUsuńByła ciemna noc. Nawet księżyc nie potrafił się przedrzeć przez ołowiane, ciężkie chmury. Błyskawice przecinały niebo, lecz nie padały z obłoków, tylko z pewnego miejsca na polanie. Zarys kobiety był widoczny na choryzoncie. Rzucała ona piorunami w jakiegoś ogromnego potwora.
Podchodząc bliżej można dostrzec, że owa dziewczyna, to nie Heshtje, choć była podobna w bardzo wielu szczegółach. Rudowłosa leżała bezradnie parę kroków dalej wpatrując się z ordziawionymi ustami oraz szeroko otwartymi oczami na walczące postaci.
Była bezsilna i zszokowana, a dziewczyna, która chyba ją broniła, powoli dawała się pokonać stworowi.
Z cichym śmiechem ułożyła się na nim wygodniej, splatając dłonie na jego klatce piersiowej i opierając na nich podbródek w tej sposób, by nie mieć problemów z wpatrywaniem się w jego oczy, od których zdążyła się już uzależnić. Kiedy nie mogła mieć go przy sobie, widziała je za każdym razem, gdy opuszczała powieki i to dawało jej siłę, by dalej żyć.
OdpowiedzUsuńRozciągnęła wargi w uśmiechu, który miał dodać mu pewności, kiedy się zawahał. Musiał czuć, jak jej serce stopniowo przyśpiesza, coraz bardziej i bardziej... Bezwiednie na moment wstrzymała oddech. Charon stał się dla niej wszystkim. Zauroczenie szybko przekształciło się w coś o wiele potężniejszego i głębszego, co do pewnego stopnia jednocześnie ją pociągało i przerażało. Nie miała żadnego punktu odniesienia, ale jeśli kogokolwiek miała pokochać... to tylko jego. Przymknęła oczy, zachłannie połykając jego wyznanie. Przez moment nie była pewna, czy się nie przesłyszała, dlatego przez kilka długich sekund milczała. Jednak niepewność w jego głosie była na tyle rozbrajająca, że nie mogła dłużej się zastanawiać.
-Kocham cię - odpowiedziała wreszcie, równie cicho co on. Żelazna obręcz ściskająca dotąd jej serce zniknęła, co tylko upewniło ją w tym, że jej słowa były prawdziwe. - I chcę już zawsze być tylko przy tobie. - Jakże mogłaby w tej chwili go odrzucić, skoro oboje byli już pewni swoich uczuć? Uczuć, w których nie było absolutnie nic złego, które przepełnione były pięknem.
Uniosła się lekko, z zapamiętaniem oddając jego pocałunki. Przepełniło ją uczucie spełnienia, radości, poczucia bezpieczeństwa i czegoś, czego nie potrafiła określić. Wreszcie całkowicie należeli do siebie, a wszystkie poprzednie problemy z którymi się zmagała przestały się liczyć. W tej chwili nie istniało dla niej nic, czego nie potrafiliby razem pokonać, a ich wyznania były jakoby niezwykłą przysięgą.
OdpowiedzUsuńOderwała się na moment od jego ust, uśmiechając się rozkosznie. - Mój ukochany - zamruczała, delektując się brzmieniem tych słów. Przeczesała palcami czerwone kosmyki włosów, jednocześnie przygryzając lekko jego wargę i przemykając palcami po jego boku w dół.
Zważył sakiewkę w dłoni i spojrzał na Charona z lekkim uśmiechem, w którym czaiło się lekkie zdziwienie. Była cięższa niż się spodziewał. Oczywiście, jego wiedza była absolutnie bezcenna (ha, ha, ha) do tego trzeba doliczyć cenę podwójną do znoszenia towarzystwa trupa (wszak nie było rzeczy wstrętniejszych od trupów, z którymi nie ma się nic wspólnego! Stooooop. Są. Nietoperze, ale to inna historia.), no, ale sakiewka ważyła naprawdę sporo.
OdpowiedzUsuń- Nie za dobrze Ci się powodzi? - uniósł brew. - A myślałem, że twoim wynagrodzeniem są obole. - zaśmiał się pod nosem, traktując to jako jedynie nieśmieszny żart, nawiązujący do mitologicznego Charona.
Kąciki jej ust uniosły się jeszcze wyżej. Jego pomruki i dotyk tylko podsycały żar który czuła, sprawiając, że wybuchał on płomieniem. Raz po raz oplatała językiem jego język, z dokładnością równą jemu badając jego ciało. Wbrew pozorom, wcześniejsze zmęczenie podobnie jak wszystkie wątpliwości popadło w zapomnienie. Uniosła się lekko, oplatając jedną z dłoni jego nadgarstek i przesunęła się w tył, pociągając go za sobą by usiadł na skraju łoża. Zaśmiała się cicho, uderzając kolanami o posadzkę podłogi i podniosła na niego wzrok, starając się dostrzec w mroku zarys jego ciała. Splotła dłonie, chwytając w nie jego członek i kilkakrotnie przesunęła nimi w górę i w dół, zachłannie kontemplując reakcję jego ciała, zanim okrążyła go czubkiem języka.
OdpowiedzUsuńHeshtje wciąż leżała w bezruchu. Próbowała się chociaż trochę poruszyć, ale to na nic. Kątem oka zauważyła znajomego. Uśmiech nie zawitał na jej twarzy, nawet nie potrafiła nic powiedzieć. To ostatnie działa raczej na jej korzyść, gdyż nie potrafiłaby wytłumaczyć co tu się dzieje. Nie chciała tego.
OdpowiedzUsuńIstota walcząca z potworem nie była człowiekiem pod żadnym względem, jedynie energią, która przybrała kształt rudowłosej.
" Wszystko wyszło spod kontroli ... " marudziła w myslach dziewczyna. Skóra Heshtje była blada, wręcz biała jak śnieg, a ona sama wyglądała na osowiałą.
Z nadzieją spoglądała na Charona.
- Nie masz większych problemów niż "ojejciu, nie mam na co wydać tony złota"? Zazdroszczę Ci. - prychnął. - Możesz wziąć przykład ze mnie. Po pierwsze; nie miej złota. Po drugie; jak je masz to je wydaj zanim przywiążesz się do tej myśli, że je masz. - wyliczał na palcach. Nie muszę chyba wspominać, ze wyglądało to wyjątkowo głupio? - Po trzecie; wydawaj je tylko na rzeczy kompletnie Ci nie potrzebne, które stracisz do świtu. Tym sposobem przez sześćdziesiąt lat nie udało mi się zgromadzić więcej jak sakiewki pieniędzy. Złoto pokryte po kraju to inna sprawa. To wartość sentymentalna. - powiedział, starając się, aby zabrzmieć mądrze.
OdpowiedzUsuń- Problemów z nadmiarem pieniędzy nigdy dzięki tym działaniem nie miałem. Ani problemów z nadmiarem własnych mieszkań. - westchnął teatralnie - Trzeba będzie coś kupić. Albo co.
Niemal bezczelnie podniosła na niego błyszczące z podniecenia oczy. Jednocześnie z czułością i wyczuciem lizała jego penis, ślizgając po nim językiem, po całej jego długości i szerokości, okrążała go. Zwodząc go, drugą dłonią delikatnie pieściła okolice jego męskości.
OdpowiedzUsuńByła pełna podziwu, że po wszystkim, co przeszedł, był w stanie aż tak komukolwiek zaufać, tym bardziej kobiecie. Potrafił jeszcze raz kogoś pokochać, mimo wciąż zaognionych ran i samotnego upływu czasu. W tej chwili chciała wynagrodzić mu wszystkie jego cierpienia, walki z samym sobą i liczne wątpliwości, które przezwyciężał.
Po chwili wsunęła jego członek do gorących ust, przytrzymując jego członek dłonią, umiejętnie nasilając i zwalczając jej ucisk w chwilach ruchów w górę i w dół. Z jej wnętrza wyrwał się głuchy, pełen rozkoszy jęk.
Na moment przymknęła oczy, czując miarowe pulsowanie w ustach i bezwiednie lekko przechyliła głowę, jak gdyby szukając odrobiny bólu. Jednocześnie nie miała pojęcia, co tak naprawdę dzieje się wewnątrz niego, gdzieś głębiej niż odzywało się pożądanie i przyjemność. Że z każdym razem są praktycznie coraz bliżej siebie, zbliżając się do przełomowej, może nawet niebezpiecznej granicy. O tym nigdy nie rozmawiali, dlatego nie posiadała tej świadomości. Zresztą, nawet jeśli byłoby inaczej, nie wahałaby się nigdy i postępowała identycznie jak w tej chwili. Nic oprócz niego się nie liczyło.
OdpowiedzUsuńZ ponownym niemożliwym do stłumienia jękiem uniosła się nieco, podobnie jak on wyczuwając zbliżający się finał. Uważała. Uważała na tyle, że w idealniej chwili na moment wysunęła jego członek z ust, by spotęgować jego doznania ponownym wsunięciem go po krótkiej chwili. Jego głos i niesamowicie hipnotyzująca czerwień oczu sprawiła, że jej ciało zadrżało gwałtownie. Bez najmniejszego zawahania i przepełniona nie tylko pożądaniem, ale także miłością już po chwili połykała nie wywołującą odruchów wymiotnych spermę, pomrukując przy tym głośno.
Może i dziewczyna, która wyglądała prawie jak lustrzane odbicie Heshtje słabła, za to rudowłosa męczyła się okropnie z zaklęciami. Dla utrudnienia nie potrafiła ich wypowiedzieć, jedynie jej spojrzenie ukazywało, że myśli gorączkowo.
OdpowiedzUsuńHesh nie miała pojęcia co z tego wyniknie. Bała się, ale coś musiała wykombinować przeszukując w pamięci różne formułki, które wyczytała z ocalonych ksiąg jej nieżyjącego ojca. Czasem nauka łaciny się przydaje...
Dziewczyna padła podbródkiem na ziemię, gdyż łokcie nie miały siły już jej utrzymać.
Nie zanosiło się na deszcz, a co dopiero na burzę,ale potężny grom przeciął jasne niebo, potem uderzył w istotę, która pochylała się obok Charona. Skutek był taki, że energia nie uosobiała człowieka, tylko razem z piorunem zaczęła krążyć w koło przybierając na mocy.
Całemu zdarzeniu towarzyszył odgłos przypominający stado szerszeni.
Rudowłosa obserwowała z przestrachem przez chwilę Charona, później zamknęła oczy słysząc okropny wrzask zapewne demonów, które uśmiercił.
Parę sekund później cisnęła całą swą siłę w stwora, choć domyślała się, że nie da to za wiele.
Oddychała ciężko. Nie uniosła powiek, ale wytężyła słuch. Chciała, żeby wszystko się dobrze skończyło. Najlepiej bez szwanku...
- Chciałbyś. - powiedział wesoło, chowając sakiewkę. - Mnie tam nadmiar pieniędzy nie grozi, nawet jeśli ktoś połamałby mi stół rzucając na niego tonę monet. Poradziłby sobie. Jakby się postarał - w jedną noc.
OdpowiedzUsuńNa przykład kupiłby to cholerne mieszkanie. Takie ładne, z niskimi sufitami i dużymi pokojami. Jak w dworku ojca. I dębowe meble. Nareszcie ta cierpiąca na przerost serca część świata zostawiłaby jego bezdomny tyłek w spokoju. Co tam, że znając go pewnie by tam nie bywał.
- Mnie się tam przyda, naprawdę.
Cóż, Wynn Charonowi nie zazdrościł. Unikanie kłopotów nie zawsze mu wychodziło, ale życie uciekiniera było łatwe i przyjemne. Tylko trzeba było pamiętać, żeby porządnie zapomnieć takich słów jak "honor" i "duma".
Wynn nie miał z tym problemów. Nigdy.
W gruncie rzeczy był szczęśliwym człowiekiem.
Kiedy doszedł, przez chwilę starała się ustabilizować oddech, po czym bez protestu pozwoliła mu się podnieść i posadzić na kolanach. Objęła go, mocno, wtulając się w jego ukochane ciało i wdychając jego zapach z taką przyjemnością, z jaką człowiek delektuje się powietrzem po długotrwałym przebywaniu pod wodą, kiedy wreszcie zdoła się wynurzyć.
OdpowiedzUsuńNie potrafiła powstrzymać delikatnego, niemal niezauważalnego uśmiechu, kiedy pieścił jej ciało palcami i ustami. Zresztą, jaki miałoby to sens? Była naprawdę szczęśliwa i chciała to szczęście dać także jemu, razem z całą sobą. Oddała jego pocałunek z równym zapamiętaniem.
Po raz kolejny spojrzała w jego oczy, kiedy podniósł głowę, gładząc dłońmi jego ramiona i tors. Przez chwilę, mimo uśmiechu, wydawała się być dziwnie poważna. Może sprawił to wraz jej oczu, które odzwierciedlały jej chwilowe zamyślenie. Potrząsnęła delikatnie głową, ujmując jego twarz w dłonie.
-To tylko niewielka część twojej wspaniałości - odpowiedziała przekornie, delikatnie muskając jego usta wargami. Wtuliła się w niego, wzdychając cicho i przymknęła oczy. Nikt nigdy nie dał jej tego, co Charon. Miłości. - Nie wyobrażam sobie, jakby to było teraz bez ciebie - przyznała, wzdrygając się lekko na samą myśl, że cokolwiek mogłoby mu się stać. Myśl, że mógłby ją zostawić już dawno zniknęła. Ufała mu bezgranicznie i wielbiła całą sobą.
Położyła się tuż przed nim, unosząc kąciki ust nieco wyżej. Rzeczywiście, straszliwie pokarał mnie los, pomyślała z rozbawieniem, czule gładząc jego policzek opuszkami palców. Zaborczość którą czuła na początku znajomości ustąpiła, tylko upewniając ją w głębi ich uczuć, w których nie odnalazłby się żaden szczeniak.
OdpowiedzUsuńPrzymknęła oczy, słuchając jego słów i uśmiechnęła się szerzej ze zrozumieniem.
-Ja też - przyznała, przeczesując palcami kosmyki jego włosów. - Zanim się spotkaliśmy... Pragnienie śmierci długo we mnie dojrzewało. Po roku, kiedy nadal nic się nie zmieniało, a wręcz pogorszyło, podjęłam decyzję. - Urwała na moment, przygryzając lekko dolną wargę. - Miałam zamiar skończyć z tym wszystkim mieszkając w Graleyn. I wtedy na ciebie trafiłam. Jak mam nie wierzyć w cuda? - Przesunęła kciukiem po jego ustach. Niesamowite, jak jedna osoba potrafi odmienić całe życie, pomyślała zaglądając mu w oczy. Jego życie było niemal pewne, jednak nie tak dawno zdążyła się przekonać, że jej istnienie jest ulotne, mimo magii którą włada. Nie trzeba było daleko szukać osób o wiele potężniejszych od niej, z którymi miała pecha zadrzeć. Trzecia grupa do kompletu.
Zsunęła dłoń na jego ramię i przemknęła opuszkami palców po konturach jego tatuażu, odpędzając ponure myśli. Nie było sensu psu psuć i sobie, i jemu tak wspaniałej chwili.
(Ej, ej! Nie zapominaj o mnie :()
OdpowiedzUsuń- Nie jestem materialistą.... - zaczął, a potem po sekundzie zastanowienia dodał - I psiamać, zwykle nie kłamię. Dobra, jestem materialistą. Trudno. Jestem do Twojej dyspozycji. Ale nie tylko dla pieniędzy. Czasem warto komuś pomóc. Pomoc bez ryzyka utraty życia nie jest taka zła. Tfu, jak Ty wytrzymujesz z moją pozbawioną sensu gadaniną, Charon? Tak to już jest jak człowiek się upić nie może. Odbija mu. Wybacz.
OdpowiedzUsuńDoskonale słyszała historie o Charonie. W końcu pochodziła z Gracji i była czarownicą. Trudno by ktoś jej pokroju o tym nie słyszał. Poza tym każdy Grek zna chociażby podstawy mitologi przekazywanej z pokolenia na pokolenie. Jednak mimo tradycji ona nigdy nie nosiła przy sobie tej symbolicznej monety. Stwierdziła,że jej nie potrzebna. Jak zginie, to zginie i nie zależy jej zbytnio na przejściu do drugiego świata. Tak więc najzwyczajniej świecie mało ją to obchodziło. Żyła powtarzając "Co będzie, to będzie". Była okrutną osobą uwielbiająca zabijanie i znajdująca rozkosz w torturowaniu innych. Wiedziała, że jeśli zginie to na pewno trafi do tej gorszej cześć podziemi. Więc jakby miała już wybierać to wybrałaby błąkać się między tymi światami. To była nieco lepsza opcja jak dla niej.
OdpowiedzUsuńWracając jednak do obecnej sytuacji... Kobieta już z daleka wyczuła niesamowitą aurę otaczającą jego postać. Była tym mocno zaintrygowana. Podeszła do niego od tyłu. Trzymała dłonie splecione za plecami. Uśmiechając się pogodnie nachyliła się delikatnie.
- Cóż taki mężczyzna jak pan robi tutaj i to sam? - Zapytała wesoło wyraźnie przyjaznym i przyjemnym głosem. Wyprostowała się i obeszła go delikatnym łukiem stawaijąc zaraz przed mężczyzną. Postanowila chwilę poczekać na jego reakcje oraz pozwolić przyzwyczaic sie do jej obecności.
Uśmiechnęła się lekko, słysząc jego mały żart. Kolejna umiejętność godna pozazdroszczenia- zawsze potrafił podnieść ją na duchu, pocieszyć. Chociaż teraz sytuacja, w jakiej się znajdowali sprawiała, że wszystko nabierało pozytywnych barw.
OdpowiedzUsuńWtuliła się w niego, zastanawiając nad swoimi dalszymi słowami. Obiecała sobie, że w żadnym wypadku go nie okłamie, a udzielenie wymijającej odpowiedzi nie odbiegało od kłamstwa zbyt daleko.
-Nie ma sensu wymieniać konkretnych osób - odpowiedziała całkowicie szczerze i musnęła wargami jego skórę tuż pod obojczykiem. - Uwierz mi, spotkałam bardzo wiele osób które mnie skrzywdziły i które skrzywdziłam ja. Całe moje życie było i jest najeżone porwaniami, prześladowaniami, torturami i gwałtami. - Ściszyła nieco głos, mimowolnie lekko się krzywiąc przy wypowiadaniu ostatniego słowa. Świeża rana, niemal sprzed tygodnia. - Tak, są osoby, których się obawiam - odpowiedziała po chwili milczenia. Nie chodziło jej nawet o dawne utrapienie, którym byli Niebianie i Piekielni, bo ostatnio jakoś rzadziej się pojawiali. O spięcia z Inkwizytorami też trudniej było w mieście. - Nieumyślnie wpakowałam się w coś wielkiego - wyrzuciła wreszcie z siebie, dziwnie bezradnym tonem. - Nie zamierzałam nawet mieszać się w sprawy tutejszego Alchemika, poprosił mnie tylko o drobną pomoc, co nie spodobało się pewnemu cholernemu smokowi. I jego pomocnikowi - warknęła cicho. Mimo upływu czasu wciąż była wściekła na siebie i na owego mężczyznę, nie potrafiąc przełknąć uczucia wstydu i rozgoryczenia, których doznała.
Uśmiechnęła się lekko, przepraszająco. Odgarnęła włosy z twarzy, przystąpiła z nogi na nogę. Zastanawiała się, co miała odpowiedzieć. Bo szła za nim tylko dlatego, że zainteresowały ją czerwone plamki. Głupa przyczyna.
OdpowiedzUsuńWięc wzruszyła ramionami.
- Bez powodu. Wybacz.
Zamknęła oczy, uśmiechając się blado. Silne ramiona którymi ją obejmował były wystarczającą gwarancją szczerości jego słów, przynajmniej na tą chwilę.
OdpowiedzUsuńDrgnęła, słysząc wzmiankę o jego duszy i Artemidzie. Podniosła na niego wzrok, odwzajemniając spojrzenie i delikatnie marszcząc brwi. Czyli on podjął decyzję ze względu na nią. Teraz tylko ona musiała się na to zdecydować. Zalała ją jednocześnie fala ulgi i strachu, że mógłby stać się straszliwie cierpiącym widmem tylko i wyłącznie z jej winy. Nie była pewna, czy miała prawo skazać go na tak okropną próbę. Jej usta drgnęły, jakby za moment miały wygiąć wygiąć się w płaczliwą podkówkę, jednak zmusiła je do uniesienia się nieco.
-Dziękuję - szepnęła, wpatrując się w niego błyszczącymi oczyma. Był jedyną osobą której ufała i wierzyła bezgranicznie. Nie tylko obecnie. W całym jej życiu. - Ale, Chaornie, nie musisz tego robić jeśli nie chcesz, bez względu na mnie - zaoponowała cicho, bezradnie. Nie widziała piękniejszej perspektywy niż odebranie Artemidzie duszy swojego ukochanego. Była praktycznie pewna, że sama podoła próbie ognia, jednak na jej sercu pozostawał cień wątpliwości, który chyba nigdy nie mógł zniknąć.
Oddała muśnięcie i zmusiła się do uśmiechu bardziej nasyconego pewnością siebie niż do tej pory. Pogładziła jego policzek i przytuliła, ponownie przymykając oczy. Nienawidziła tej su.ki jeszcze bardziej niż na początku, mając świadomość tego, jak wiele Charon musi znosić cierpień i upokorzeń.
OdpowiedzUsuń-Jeśli będzie taka możliwość, to powiem jej w twarz, jak bardzo cię kocham i co o niej myślę - mruknęła, całując jedną z kości jego barku. - A szczęście daje mi sama świadomość, że jesteś i że mogę na ciebie liczyć. Zawsze - dodała twardo, obejmując go mocniej i wtulając twarz w czerwone włosy. Zaciągnęła się ich zapachem, zatracając się w przyjemnym chłodzie jego ciała, które czuła na całej powierzchni swojego. Spojrzała mu w oczy. - Nic złego nie może się stać - szepnęła z lekkim uśmiechem i pocałowała go, jakby same słowa znaczyły zbyt mało.
Cieszę się,że odnalazłeś się w Graleyn i nawet dom tutaj wybudowałeś - uśmiechnęła się do Niego przyjaźnie - niech zgadnę. Znalazłeś może towarzyszkę życia? - Jej uśmiech stał się teraz tajemniczy, a oczy zalśniły złotą barwą.
OdpowiedzUsuńNie zmieniła pozycji, choć była naprawdę ciekaw co się dzieje. Pierwszy raz chyba bała się czegoś na poważnie.
OdpowiedzUsuńNic nie móc widzieć, okropieństwo!
Zapach krwi drażnił jej nos i pobudzał jej wyobraźnię.
" Rany boskie! Żeby tylko nie... Ja to zawsze coś na robię" marudziła w myślach.
Później zastanawiała jak się ogarnąć, wstać.
(Wybacz, że krótkie ;p)
[nie chcę nic mówić, ale chyba o mnie zapomniałeś :)]
OdpowiedzUsuń- Jeśli myślisz, że o niczym innym nie marzę jak tylko towarzystwie szalonej bogini, to chyba coś Ci się pomyliło. Nie jestem AŻ TAK zdesperowany w poszukiwaniu towarzystwa, jak myślisz. Chociaż… Czy jawnym aktem mojej desperacji nie jest to, że siedzę tu.. z Tobą? – zaśmiał się złośliwie, choć owe słowa nie miały być przytykiem w kierunku jego charakteru, a jedynie przyjacielską zaczepką, tak typową dla wampirzego błazna.
OdpowiedzUsuń- Po cóż jej życie życiem ludzi, jeśli i tak nie schodzi na ziemię, pomiędzy tłuszczę śmiertelników i naszych przyziemnych spraw? – zapytał z ciekawością, patrząc na niego kątem oka, gdyż wzrok ciągle wlepiony miał w okno, za którym ziemię w swoich srogich objęciach trzymała rozszalała burza, a pioruny bez litości przeszywały niebo. Ze środka karczmy owe przedstawienie nie wydało mu się przerażające, lecz uroczo fascynujące i ciekawe.
Wynn jako stworzenie widzące problemy tam gdzie ich nie było, a ślepe na realność nie wziął pod uwagę szans, by Charon mógł mu coś zrobić, mimo, że jeszcze chwilę temu twierdził sam przed sobą, że niczego pewien być nie może.
- Uwierz, że Zmora mogłaby się co najwyżej zatruć, a i Tobie nie warto się kłopotać. Do urwania głowy nie jesteś pierwszym w kolejce. Niczym do panny na wydaniu wielu rości sobie do mnie prawa. Tylko do głowy, nie ręki, choć może to wydać się niewielką różnicą. – zaśmiał się swobodnie, przerzucając wzrok z okna na Charona, a brązowe oczy mężczyzny błyszczały jako dowód jego pogody ducha.
[ Boże, ale mi się styl zmienia, jak przeczytam jakąś książkę… Tfu! ]
Uśmiechnęła się do Niego ze zrozumieniem - jak wrócę to mam nadzieję, że pokażesz mi swój dom - spojrzała na Charona łagodnie i spięła Roo. Ten wystrzelił przed siebie. Miała do załatwienia pewną sprawę i chciała to zrobić jak najszybciej.
OdpowiedzUsuńZawtórowała mu śmiechem. Przemknęło jej przez myśl, że kiedy śmieją się razem tworzą niesamowitą harmonię brzmienia, której mogłaby słuchać bez końca, podobnie jak jego głosu, pomruków, warkotu i pojękiwania.
OdpowiedzUsuń-Smaczna złośnica, na dodatek wiedźma? - Uniosła lekko brwi, uśmiechając się szeroko. Szczerze. - Wybuchowa mieszanka. Uważaj, drapieżco - rzuciła zawadiacko, obserwując go i mrucząc głośno pod wpływem jego pieszczot. Odepchnęła od siebie ponure myśli. Mieli przed sobą bardzo dużo czasu, a ten dzień, podobnie jak noc, nie musiał być nimi zbrukany. - Mrau - powiedziała i lekko zadrapała jego ramię, na którym po chwili z pewnością wykwitł zaróżowiony ślad. Zachichotała pod nosem, czując przyjemne ciepło które zalało całe jej ciało, skupiając się głównie na sercu. Szczęście. Miłość. Beztroska.
Przechadzała się po pobliskich lasach Graleyn, gdy jej uwagę zwróciła znajoma wyczuwalna aura nieopodal urwiska. "Czyżby to oo" Pomyślała sobie , i powolnym krokiem podążała w kierunku wyczuwalnej energii. W cale nie ukrywała się z tym, że tam obrała swój kierunek marszu.
OdpowiedzUsuń-Witaj Charonie.
Odrzekła zbliżając się już do mężczyzny. Dobrze znała jego aurę. Można ująć nawet cieszyła się na spotkanie, dawno nie widziała znajomego.
Z cichym pomrukiem powoli podniosła się, by przyklęknąć.
OdpowiedzUsuń- Odkryłam no - nową zdooolność - wydukała. Przyłożyła dłoń do skroni krzywiąc się.
- Mianowicie ... jestem chyba magnesem na demony, czy stwory - spanęła uśmiechając się lekko, mimo że głowa bolała okropnie. Zamrugała parę razy i dopiero spojrzała na mężczyznę.
- Dziękuję ci ponownie, a i witam. O jaki poziom cho.. dzi?
-Grożę - przyznała w odpowiedzi na jego, co prawda, retoryczne pytanie i zaśmiała się cicho, teatralnie chwytając za nos. Podparła się wygodniej, obserwując go z nieskrywaną czułością i boskim rozleniwieniem. - To przy tobie tak często mi się to zdarza - odparła, na wzmiankę o jej śmiechu. Faktem było, że nie należała do osób szczególnie lubiących ową czynność, jednak przy tym mężczyźnie... Przy nim absolutnie wszystko było inaczej, wszystko wywrócił do góry nogami, tak nagle pojawiając się w jej dotychczas w miarę ułożonym życiu. Jednak zdecydowanie wolała taki stan rzeczy i gdyby drugi raz miała przeżyć ich spotkanie od początku, nie zmieniłaby nic, oprócz swoich pomyłek które wcześniej sobie wyrzucała.
OdpowiedzUsuńWplotła palce w jego włosy i na moment pochwyciła jego spojrzenie, by posłać mu zawadiackie skrzywienie ust. Graj muzyko.
[Masz może chęć na wątek z moją Eminą?]
OdpowiedzUsuńOna także nie wierzyła w to, że mogłaby go skrzywdzić. Zranić. Teraz już nie dopuszczała do siebie takiej myśli, jednak początkowo była ona jednym z głównych powodów jej wątpliwości. Obawiała się, że może zrobić lub powiedzieć coś, co go od niej odsunie, nawet nieopatrznie. Na szczęście owe obawy okazały się nieuzasadnione, przynajmniej na chwilę obecną.
OdpowiedzUsuńWestchnęła rozkosznie. Jego dotyk pozostawiał po sobie przyjemne uczucie mrowienia i delikatnego chłodu, które zdążyła uwielbić. Pokochać. Ciekawe, czy po odzyskaniu duszy temperatura jego ciała uległaby zmianie... Delikatnie zacisnęła dłoń wplecioną w kosmyki jego włosów, przymykając oczy. Zagryzła wargę, tłumiąc jęk.
- Nie znam się kompletnie.. i przepraszam - mruknęła. Przyłożyła okład do czoła. Miała wrażenie, jakby słoń siadł jej na głowę.
OdpowiedzUsuń- Zawsze jakieś kłopoty sprawiam.
Jej pragnienia w sumie nie odbiegały od jego, niemalże wcale. Nie miała absolutnie nic przeciwko błogiemu, intensywnemu wypoczynkowi w jego ramionach i łóżku. Przeciwko kochaniu się raz po raz, rozmowom, ani nawet zwykłemu milczeniu, które w jego towarzystwie i tak wydawało się niezwykłe.
OdpowiedzUsuńPochwyciła jego spojrzenie, czując, jak umiejętnie podnieca ją nim jeszcze bardziej. Z jej piersi wydarł się głuchy, przytłumiony jęk, gdy Charon pieścił ustami jej wilgotną kobiecość, gdy poruszał w niej językiem. Wysunęła dłoń z jego włosów, by po chwili zacisnąć ją na pościeli.
Mężczyźni, wcześniej? Oczywiście, że byli. Jako kobieta potrzebowała pewnej dozy czułości i spełnienia. Dla nich była czymś nowym i nieznanym, ze swoją nieco odmienną urodą, tajemniczą aurą i samym faktem, że podróżowała sama. Rozrywką, tak odmienną od codzienności na wsi lub na trakcie.
Z tym, że dla Charona nie była przejezdną dziewką. A on nie był epizodem. Pokochała go szczerze, a on dawał jej to, czego nie potrafił nikt inny. I nie zamierzała z nikim innym próbować. Nigdy.
Wyczuwała w nim pozytywne zmiany, domyślała się że to miasto i go powoli zmienia. Cieszyło ją to, chociaż dziś nie potrafiła tego okazać, coś ją przygnębiło.
OdpowiedzUsuń-Po staremu, prawie nic się nie zmieniło drogi Charonie.
Spojrzała na niego, siadając na konarze obalonego drzewa.
-A u Ciebie?
- Tylko sobie nie myśl, że specjalnie narażam się potworom, by zacnego Charona zwabić - mruknęła. Chciała zmarkować powagę, ale uśmiech i tak pojawił się na jej twarzy.
OdpowiedzUsuń- Wyliżesz się z tego ? - spytała przyglądając się jego ranom.
[Ja też przepraszam. jestem trochę zabiegana ostatnio :)]
OdpowiedzUsuńW myślich miała ochotę pokiwać delikatnie głową jakby była pod wrażeniem liub przyznała, że miło, iż go nie wystraszyła. Zwykle ludzie podskakują a nieludzie ... No z nimi to różnie bywa. Powstrzymała się jednak od kiwania głową. Uśmiechnęła się za to szeroko widząc błysk jego oczu. Tak. On nie był człowiekiem. To był dla niej kolejny plus. Dlaczego? W sumie nie przepadała za towarzystwem ludzi. o oczywiscie były wyjątki. Jednak wiadomo, że wyjątki od reguły sie zdarzają.
- Och fakt. Widać to w pańskich oczach, że nie potrzebuje pan ochrony. - powiedziała pogodnie. jej nie obchodziło co inny myśleli o jej pytaniach i zachowaiu. Zwykle wobec innych była wesoła, pogodna i przyjazna więc pytania były po to by zaczepiac innych i w jakis miły sposób zaczać rozmowę. Oczywiście z jej przyjaznym nastawieniem było różnie. Ale tego nikt nie musi wiedzieć.
- Taak. Zgodzę się. Jednak czasami taki przyjaciel zamiast pomóc powoduje, że mozna czuć się jeszcze gorzej. - stwierdziła patrząc w gwiazdy.
Nie miała pojęcia, jak dokładnie będzie wyglądała jego przemiana i co się stanie z nim, z nimi, po niej. Zakładając oczywiście, że nie zawiedzie go podczas tej największej próby, z jaką przyjdzie im się zmierzyć. Jednak, skoro śmiało stwierdziła, że go kocha, czy jakakolwiek, nawet kolosalna zmiana, byłaby w stanie ich od siebie odsunąć? Miała nadzieję, wierzyła, że nie. Przynajmniej nie z jej winy.
OdpowiedzUsuńJęknęła głośniej, wyginając ciało w łuk. Zacisnęła uda na jego ramionach, powoli zbliżając się do szczytu. Jak zawsze był niezwykły. Wykrzyknęła jego imię, odchylając głowę. Szum krwi wypełniającej żyły na moment ogarnął wszystko dookoła.
Przytulła się do niego, kiedy położył się obok i z wdzięcznością pocałowała w usta.
OdpowiedzUsuń-Nie wiem jak ty, ale ja nie mam absolunie nic przeciwko - przyznała, stabilizując oddech. Odprowadziła go czułym wzrokiem, starając się dostrzec w półmroku jak najdokładniejszy obraz jego ciała.
Westchnęła cicho, przewracając się na plecy. Myśl, że nie potrzebują zmian natrętnie starała się nią zawładnąć, chociaż w rzeczywistości pragnęła jego szczęścia. Uzasadniała ją raczej lekkim lękiem. Nie o to, że się nie uda, tylko że coś dramatycznie się zmieni. Na tyle, że nie będą już potrafili cieszyć się sobą tak jak do tej pory. Wzdrygnęła się lekko.
Kiedy wszedł do pokoju uniosła się na łokciu, zgarniając włosy na ramię. Uśmiechnęła się, przygryzając wargę.
-Niestety - odparła pozornie udręczonym tonem i zabrała się za jedzenie, przyświecając sobie na tyle słabą kulą świetlną, by nie razić zbyt jego oczu. Dopiero teraz zorientowała się, jak bardzo była głodna.
- No niech ci będzie... ale o to, to już się Rai troszczy - powiedziała i puściła doń perskie oczko. Przeciągnęła się i usiadła wygodniej.
OdpowiedzUsuń- Co u ciebie ciekawego słychać?
Spojrzała na niego kątem oka, opierając się o niego z lekkim uśmiechem błądzącym na ustach.
OdpowiedzUsuń-Pewnie - zgodziła się i zamilkła na moment, jedząc kanapkę. Czuła bicie jego serca, a oddech przyjemnie łaskotał w kark. To właśnie tego typu szczegóły dopełniały czarę szczęścia, rekompensując inne braki. Bardzo chciałaby przecież wyjść z nim na spacer, w samo południe i krążyć po okolicy tylko po to, by obejrzeć zachód słońca nad rzeką, jednak nie widziała w tym żadnej przyjemności, jeśli miałaby robić to sama lub z kimkolwiek innym. Przyłapała się nawet na tym, że słońce zaczęło ją nieco irytować. - Kiedy byłeś na Olimpie, wyjechałam z miasta - powiedziała, odwracając ku niemu nokiem twarz - i kupiłam nowego wierzchowca. Teraz możemy nawet się ścigać - dodała zawadiacko, z rozbawionymi iskierkami w zielonych oczach.
Gdy tylko zwierze wyszło radośnie z zarosli spojrzała na nie zaskoczona. Patrzyła zafascynowana zwierzęciem usmiechając się radośnie. Przyglądała się dokładnie Zmorze zapominając, że mężczyzna zrobił jej miejsce na murku. Dopiero po dłużej chwili oderwała wzrok od stwożenia. Usiadła na kamieniach wcześniej zdejmując z pleców łuk i kołczan strzał opierając je o murek.
OdpowiedzUsuń- Cóż za cudowne stworzenie. - powiedziała zafascynowana. - Czyżby to była Zmora? - spytała patrząc na niego.
- Och. Przepraszam. - zarumieniła się. - Zagalopowałam sie i nawet sie nie przedstawiłam. - wstałą i delikatnie dygneła.
- Nazywam się Callista. Charon... Hmmm. Pochodzę z grecji. - zasmiała się zadowolona ponownie siadając.
Wyjątkowo mroczna dziś noc otaczała miasteczko Graleyn. Na przydrożnej alei, skierowanej ku ciemnym zakątkom lasu siedziała na murku Julissa. Obserwowała otoczenie, tak jakby kogoś wyczekiwała. Spokój, jej rozmyślaniom rozproszyła Zmora, klacz Charona. Za nim przyuważyła jej właściciela, zdążyła przykłusować w jej stronę. Nie koniecznie kierunek był obrany na nią, jednakże kierując się do lasu nie wstanie było ją pominąć.
OdpowiedzUsuń-Witaj Zmoro
Rzekła do klaczy, a zza jej grzywy wychylił się Charon.
-Oj witaj Charonie również, nie spostrzegłam Cię, dzisiejsza noc jest mroczniejsza niż zazwyczaj. Doskonale potrafisz się wtopić w tło.