"Kim jesteś dziewczynko? Tylko
aniołem. Twoim przeklętym stróżem z jednym skrzydłem. Upośledzenie o sile całości. Dlaczego się mnie boisz?"
Nikły, kpiący uśmiech na niezwykle czerwonych wargach. Spojrzenie oczu, w których źrenicach zginął świat. Świat słabych, uległych, poszukujących zbawienia w piekle.
”Ja jestem tym, czego szukacie. Waszą pokusą, waszym spełnieniem, waszą klęską. Dzięki mnie wzmocnicie swoje mury, dostaniecie bezpieczeństwo, pewność życia po śmierci. Wśród kłamstwa, bólu, zapomnienia.”
Nikły, kpiący uśmiech na niezwykle czerwonych wargach. Spojrzenie oczu, w których źrenicach zginął świat. Świat słabych, uległych, poszukujących zbawienia w piekle.
”Ja jestem tym, czego szukacie. Waszą pokusą, waszym spełnieniem, waszą klęską. Dzięki mnie wzmocnicie swoje mury, dostaniecie bezpieczeństwo, pewność życia po śmierci. Wśród kłamstwa, bólu, zapomnienia.”
Eire
Demon
Wiek? Ładnych parę setek jak nie tysiącleci. Nie pamięta. Jest jedną ze starszych.
„Kim chcesz, żebym była? Mogę być sukubem, jeśli tak sobie życzysz. Mogę stać się żeńską wersją Lucyfera. Spełnię każde Twoje życzenie, ale za to Ty oddasz mi swoją duszę. Tak, dobrze słyszysz. Duszę. Spoglądasz na mnie z przerażeniem. Dlaczego? Czyżbyś po raz pierwszy widział Łowcę Dusz? No oczywiście, że tak. Cóż za niedopatrzenie z mojej strony! Jakbyś spotkał, nie rozmawialibyśmy teraz tak spokojnie.”
Czarnowłosa kobieta o powabnym, ponętnym ciele. Blada skóra, czerwone wargi i takież same oczy. Patrzysz i myślisz "Szlachcianka". Potem widzisz i stwierdzasz "wygląda jak wampir. Taka piękna". A potem rozumiesz."Demon". Ale wtedy już jest za późno. Już jesteś w jej sidłach.
Zmienia miejsce zamieszkania w poszukiwaniu nowych dusz. Dostała całkowitą dowolność. Nowy rewir, nowe wyzwania. Anonimowość. Coś, czego potrzeba zmęczonej wiecznym kuszeniem demonicy, o duszy artystki. Prawdopodobnie dlatego była, jest i będzie jedną z najlepszych w swoim fachu.W nocy poluje w złych dzielnicach. Za dnia na ulicy, gdziekolwiek. Rano, jest po prostu sobą. Eire. Spokojną, uśmiechniętą, promienną kobietą o zjawiskowym wyglądzie. Kobietą, której obiektem zainteresowania padają zarówno kobiety, jak i mężczyźni.
Co potrafi, kiedy staje się Łowcą Dusz? Do typowych cech demona dodaj jedną. Ogień. Nagroda za uwiedzenie, strącenie i zabranie duszy aniołowi.
"Horror z brakiem celu w roli głównej. Piekielna niekończąca się opowieść"
Demon
Wiek? Ładnych parę setek jak nie tysiącleci. Nie pamięta. Jest jedną ze starszych.
„Kim chcesz, żebym była? Mogę być sukubem, jeśli tak sobie życzysz. Mogę stać się żeńską wersją Lucyfera. Spełnię każde Twoje życzenie, ale za to Ty oddasz mi swoją duszę. Tak, dobrze słyszysz. Duszę. Spoglądasz na mnie z przerażeniem. Dlaczego? Czyżbyś po raz pierwszy widział Łowcę Dusz? No oczywiście, że tak. Cóż za niedopatrzenie z mojej strony! Jakbyś spotkał, nie rozmawialibyśmy teraz tak spokojnie.”
Czarnowłosa kobieta o powabnym, ponętnym ciele. Blada skóra, czerwone wargi i takież same oczy. Patrzysz i myślisz "Szlachcianka". Potem widzisz i stwierdzasz "wygląda jak wampir. Taka piękna". A potem rozumiesz."Demon". Ale wtedy już jest za późno. Już jesteś w jej sidłach.
Zmienia miejsce zamieszkania w poszukiwaniu nowych dusz. Dostała całkowitą dowolność. Nowy rewir, nowe wyzwania. Anonimowość. Coś, czego potrzeba zmęczonej wiecznym kuszeniem demonicy, o duszy artystki. Prawdopodobnie dlatego była, jest i będzie jedną z najlepszych w swoim fachu.W nocy poluje w złych dzielnicach. Za dnia na ulicy, gdziekolwiek. Rano, jest po prostu sobą. Eire. Spokojną, uśmiechniętą, promienną kobietą o zjawiskowym wyglądzie. Kobietą, której obiektem zainteresowania padają zarówno kobiety, jak i mężczyźni.
Co potrafi, kiedy staje się Łowcą Dusz? Do typowych cech demona dodaj jedną. Ogień. Nagroda za uwiedzenie, strącenie i zabranie duszy aniołowi.
"Horror z brakiem celu w roli głównej. Piekielna niekończąca się opowieść"
[ Taka femme fatale z niej, hue hue hue. Fajna postać.
OdpowiedzUsuńWątek?]
[ Taką Eire to głupio byłoby spotkać gdziekolwiek indziej niż w jakimś zamku, na balu... *marzy sobie* Tylko gdzie tu miejsce na wesołego sadystę? Chociaż Wons się wszedzie wpycha. Może spotkają się u jakiegoś możnego, Wynn nie będzie wiedział, że jest demonicą i zacznie się do niej zalecać, ją czarować, ona będzie myślała, że złapała go w swoje sidła, a tu przykra niespodzianka, duszy/krewki nie dostaną? Albo cosik. Wiem, że już wymyślam, ale przypadkowe spotkania/wpadanie na siebie w mieście etc mnie już okropnie nudzi.]
OdpowiedzUsuń(Ciekawie wykreowana postać, co powiesz na wątek?)
OdpowiedzUsuń[Vivien zawsze chętna na jakiś mroczny wątek... a Eire? ;>]
OdpowiedzUsuńIle lat minęło, kiedy ostatni raz był w czyjejś posiadłości? Ile lat minęło, gdy stał tak jak dziś, opierając się leniwie o zimną, kamienną ścianę i wpatrywał w tańczących? Nie wieśniaków na rynku, nie upitych debili w karczmie. Kamienna ściana była tak przyjemnie chłodna. Ciemne, brązowe oczy przesuwały się po wysokim sklepieniu, po oknach przez które wpadało słabe, niewidzialne dla ludzi światło księżyca. Kiedy przewrażliwione oczy wampira przyzwyczaiły się do zbyt mocnego, od wielu lat niewidzianego oświetlenia kandelabrów i żyrandoli, mógł w miarę funkcjonować, choć oczywiście wolał mrok. Światło raniło jego oczy.
OdpowiedzUsuńNie rzucał się specjalnie w oczy. Nie był tak strojnie ubrany, jak większość towarzystwa, nie tańczył też pomiędzy parami, które wirowały w pysznej sali dworku lorda, z trudem przekonał się do związania długich włosów czarną wstążką, na francuską modłę i ubrania ciemnego dubletu. Bał się rozpoznania, wszak to z książęcego dworu niedawno musiał uciekać. Lord go znał z dworu, lecz czy nie zaplącze się tu inny, mniej wierny byłemu przyjacielowi szlachciura? Wynn ufał, że nikt nie wierzy w jego domniemane konszachty z diabłem, za które miał być stracony, lecz… Z drugiej strony musiał tu przyjść. Miał dość śmierdzącego miasta i biedaków i żałości panującej w Graleyn. Był dzieckiem właśnie takich komnat, mimo, że nigdy nie miał możliwości zaznać ich przepychu, dzięki igraszce losu skazany na życie prawie na ulicy… Teraz jednak, znów mógł przedstawiać się swoim prawdziwym nazwiskiem, bo nikt nie pamiętał go sprzed wielu lat, teraz znów mógł tu być.
Wszedł pewnym krokiem na salę. Nie udało mu się odszukać wzrokiem jedynego przyjaciela, więc z westchnieniem zwrócił wzrok ku tłumkowi tańczących. Nie żałował tego, wszak strojnie ubranych kobiet ciężko byłoby nie zaszczycić pełnym uznania spojrzeniem.
[Wybacz chłamowate. Nie miało to aż tak źle wyglądać.]
[ a masz może jakiś konkretny pomysł? ;> ]
OdpowiedzUsuńWzrok ciemnych, uważnych oczu przesuwał się po ludziach zebranych w sali, po mężczyznach i kobitach, którzy zajęci byli sobą. Ktoś go czasem zauważał, spoglądał ciekawskim wzrokiem na mężczyznę i uśmiechał się lekko. W zależności od tego kto to był, Wynn albo go ignorował, albo opowiadał delikatnym uśmiechem. Nie łatwo było mu się skupić, rozpraszały go ciepłe ciała wokół siebie, zapach skóry, krwi, wabiąca obecność ludzi. To był tylko jego wybór. Tego typu wydarzenia nigdy nie pozwalały mu zostać głodnym, czyniąc wszystko znacznie subtelniejszym niż na co dzień, zmuszając go do uczestniczenia w tej maskaradzie, w której tak naprawdę oni wszyscy uczestniczyli.
OdpowiedzUsuńBo nie powiesz mi chyba, ze ludzie na takich przyjęciach są wobec siebie szczerzy.
Z łatwością wyczuwał, że ktoś na niego patrzy. To była część jego natury. Oczy prześlizgnęły się po kobietach i mężczyznach, po stanowczo zbyt jasnym wnętrzu i spoczęły na kobiecie w czerwieni. Patrzyła na niego. Miała czarne, długie włosy okalające jej kontrastującą z nimi twarz o pięknych rysach i gładkiej, porcelanowej cerze. Długie rzęsy, prawie czarne oczy, czerwone usta. Zaśmiał się w myślach, a na jego twarzy pojawił się wyraz uprzejmego zainteresowania. Nie miał najmniejszego zamiaru okazać poruszenia faktem, że wpatruje się w niego najpiękniejsza kobieta na sali. Zresztą, czy takie w ogóle się pojawiło? W każdym razie mile połechtało jego samoocenę. Czarnowłosa zostawiła swego partnera i ruszyła w jego stronę. Powstrzymał szerszy uśmiech. Jeszcze nie mógł do końca stwierdzić jaka jest dokładnie jego reakcja na ten fakt, ale jego wewnętrzny pełen ciekawości uśmiech poszerzył się trochę. Sama pakowała mu się w ręce. Jej pewność siebie, niezachwiana pewność, która przebijała przez spojrzenie pięknie współgrała z całą jej osobą.
Czy spodziewał się, że podejdzie? Właściwie nie. Nawet, trochę teatralnie wręcz ustąpił jej drogę. Jego wzrok szybko zatrzymał się na innej kobiecie. Kiedy wyczuł, że znów patrzą na niego te czarne, oczy odwrócił głowę w tamtym kierunku, spoglądając na nią krótko, choć spojrzeniem na równi przenikliwym. Jego wzrok mówił „Widzę.”. Choć nic więcej. Żadnego podniecenia ową sytuacją, nadmiernego zainteresowania. Tak, ta gra mogła się jeszcze toczyć…
Ona szła przed siebie. Wampir zaczekał jeszcze trochę, a potem ruszył za nią. Gdy już nie patrzyła. Choć nadal mogło się wydawać to przypadkiem. Dla kogoś postronnego, pomiędzy nimi nic się nie stało, żadnego przekazu, minimum myśli. Jedynie przelotne spojrzenie. Dla kogoś postronnego…
[ Jestem zbyt leniwa, by zgadywać, więc mnie oświeć co do tej drugiej postaci… proszę.]
OdpowiedzUsuńPozwolił jej znacząco się oddalić, idąc za nią krokiem pełnym jakby znudzenia, dając jej do zrozumienia, że jej uroda na niego nie działa. Może i była to tylko gra… W to nie należy wątpić. Ale sprawiała wiele satysfakcji. Niewątpliwie.
Nadal pokazywał jej jedynie odrobinę zainteresowania. Na wypadek, gdyby chciała wywieść go w pole, mógł odejść nie robiąc przy tym szumu i nie krzywdząc za bardzo swego nieistniejącego honoru. Wynn jednak wiedział, że nie jest to zwykły żart, nauczył się już rozpoznawać zachowanie ludzi. Zwykle nie dawał się tak wodzić za nos. Ta kobieta jednak miała prawo, jej zdolny był na to pozwolić.
Ona doszła do schodów, więc i on ruszył w tamtym kierunku, zmniejszając dystans, a przede wszystkim uwalniając się z tłumu, który go chronił. Zatrzymał się przy ścianie i wpatrzył w nią. Nie powiedział nic, ani się nie poruszył. Dał jej wolną rękę. Mógłby podejść, albo się odezwać, pozwalając kobiecie ze sobą igrać, ale wolał zaczekać na jej reakcję. Nie był już głupim szczeniakiem, by dać się wmanewrować i potem odtrącić.
Kobiety zdające sobie sprawę z swej urody często tak sie zachowywały.
[ Anielica i diablica. Urocze. Powiem szczerze, że tak właśnie myślałam, choć nie byłam pewna. Odpisz Amitiel! ]
OdpowiedzUsuńLubił takie miejsca jak to i lubił takie gry. Żył w przeświadczeniu (czy błędnym?), że to jest jego miejsce. W pałacyku wszyscy nakładali maski. Nikt nie pokazywał swoich własnych emocji i każdy wiedział, że powinien pamiętać o tym jak ma się zachować, reagować. Wynn robił to zawsze. Maska rzadko opadała. W takich miejscach czuł pewne, idiotyczne może wrażenie, że nie różni się wiele od tych wszystkich, kłamliwych ludzi. Nawet, jeśli kłamstwa nienawidził.
Ale takie sytuacje uwielbiał.
Spojrzenie kobiety w czerwieni świdrowało niebo z nadzwyczajną wręcz uwagą. Wynn patrzył prosto na nią. Na księżyc patrzył przed chwilą, w sali, przez jedno z gigantycznych okien. Wystarczy. Szczególnie, że owa kobieta była znacznie ciekawsza od nieba… Nocne niebo się mu już trochę opatrzyło, prawdę powiedziawszy.
- Niewątpliwie. – powiedział, a na jego twarzy pojawił się przelotny uśmiech. Milczenie wypełniło wysokie pomieszczenie. Choć było słychać gwar głosów, wypracowany śmiech dam, odgłos chóru serc, które swym biciem wwiercały się w głowę Willa, tysiąc oddechów i szelest sukni, między tą dwójką zapadła cisza. Ciche bicie serca kobiety wybijało swój spokojny rytm, głośne niczym bicie zegara. Pomieszczenie wypełniał zapach krwi. – Z innych miejsc w tej posiadłości widać go znacznie lepiej. Księżyc nie lubi nawet tak marnej konkurencji jaką są te świece – zauważył spokojnie.
Może i był zbyt ostrożny. Jednak miało to swój cel.
- Możliwe, że się mylę, madmoiselle. – odezwał się po chwili, a przenikliwość jego spojrzenia jeszcze się wzmogła.
OdpowiedzUsuńNie minęła chwila, a podszedł do niej, stając krok za kobietą, jakby trochę u jej boku. Spojrzenie wbił w jasną tarczę księżyca. Potem cofnął się dwa kroki i spojrzał na nią z lekkim uśmiechem. Nie podał jej ramienia, ani na nią nie zaczekał, lecz począł wspinać się po schodach, tempem bardzo wolnym i znaczącym.
Nie odezwał się już ani słowem, Właśnie to milczenie było magiczne. W tym przypadku całkowicie się z nią zgadzał, o czym wiedział. W normalnych przypadkach rzadko miał okazję na takie doświadczenia jak te, nawet kiedy świadomie decydował się na gry ze śmiertelniczkami tylko po to, by stały się jego ofiarami. I tak, rzeczywiście. Nic nie wiedział o tej kobiecie. Choć ta wiedza nie była mu wcale teraz potrzebna.
OdpowiedzUsuńSzedł ciemnym korytarzem, który kończył się na Sali, której cała ściana była przeszklona. Była na drugim piętrze, a okna wychodziły na ogród. Panowałby w niej mrok, gdyby nie białe palce księżycowego światła sunące po podłodze. Tu nikogo nie było, bo wyszli z otwartej dla gości cześci posiadłości, pojawiając się w cześci mieszkalnej, teraz pustej. Do czego miała służyć sala? Druga jadalnia? Możliwe.
[Demon, poproszę.]
OdpowiedzUsuńPałętając się po tłumie, węsząc za nowymi rasami, napotkał się na kogoś pokrewnego. Ostry, demoniczny zapach, ranił gdzieś powietrze. Odwrócił się powoli i zobaczył kobietę. Na pierwszy rzut oka mogłaby wydawać się wampirem, jednak... nie, musiała być demonem. Musiała.
Salival przypadkiem podłapał jej wzrok. Czarne jak węgiel oczy natrafiły na jej źrenice. Wyprostował lekko skrzydła, bo zaczynały już go drażnić, złożone w jednej pozycji. Miał ochotę coś powiedzieć, ale.. nie mógł. Pozostało mu tylko patrzyć się dziecięcymi oczyma na kobietę.
(Fajna pustać, może wątek?)
OdpowiedzUsuń(Ja brak pomysłu)
OdpowiedzUsuń(MM, może ty? ale w razie czego, postaram się jednak coś wymyślić)
OdpowiedzUsuńRadiowóz zatrzymuje się przed wielkim, grubym murem. Nad nim widzisz dumnie wznoszący się budynek. Funkcjonariusz policji otwiera tylne drzwi samochodu. Wyciąga Cię na zewnątrz. Nadal masz zakute w kajdanki ręce. Rozglądasz się wokoło. Zupełnie nie wiesz gdzie jesteś. To miejsce nie przypomina tego, w którym byłeś ostatnio, nawet płyty chodnikowe wyglądają inaczej. Według niektórych służb taka terapia szokowa ma nakłaniać do zmian.
OdpowiedzUsuńJeden z policjantów pchnął cię do przodu. Idziesz przed siebie. Zbliżasz się do czarnej, żelaznej bramy. Przy niej zatrzymuje Cię drugi funkcjonariusz. Za bramą stoi dwóch mężczyzn o szerokich barkach ubranych w granatowe mundury. Na piersi po prawej mają małe tabliczki z nazwiskami. Gdzieś z oddali idzie mężczyzna w czarnym garniturze. Poważny i wyprostowany. Brama się otwiera i wpuszczają Cię do środka. Policjanci ściągają ci kajdanki. Jeden z nich życzy Ci miłej zabawy w Szkole dla Trudnej Młodzieży.
Szkola-Dla-Trudnej-Mlodziezy.blogspot.com