Nazywają je Miastem Straceńców.

Graleyn nie należy do ludzi. W tym niepozornym miasteczku dzieje się więcej, niż sobie wyobrażasz. W cieniu starych murów kryją się istoty, które nie powinny istnieć. Siedzą w karczmie i piją wino. Prowadzą warsztaty i sklepy. Ludzie nie mają nic przeciwko… Głównie dlatego, że nie wiedzą o tym, iż miasteczko jest stolicą świata nadnaturalnego. A to, że czasem ktoś zniknie...

No cóż, zdarza się.


sobota, 1 września 2012

The Lightning Thief


Agaton - imię męskie wywodzi się od słowa "agathe". Oznacza tyle, co "dobry". Prometeusz natomiast oznacza "myślący w przód". Astrajos z greckiego oznacza "gwiezdny". Jest to najkrótszy opis chłopaka.

Historia:

Agaton jest pierwszym dzieckiem Aresa i ziemskiej kobiety, której dane było nigdy nie mieć dzieci. Urodził się w szczerym polu w nocy, kiedy niebo usiane było gwiazdami. Kobieta zamieszkiwała Spartę, więc chłopak trafił do koszar, gdzie szkolił się na wojownika. Nauczył się zabijać na wiele różnych sposobów oraz wyćwiczył ciało. Przez wiele lat ciężki rygor oraz dyscyplina dawały mu się we znaki, jednak stał się jednym z najlepszych wojowników. Do szesnastego roku życia nie przegrał żadnej walki. Kiedy zabił swojego najlepszego przyjaciela postanowił uciec. Pomagała mu przyjaciółka, która wyprowadziła chłopaka z miasta. Zadbała również o jego ekwipunek i wierzchowca. Gdy starszyzna się dowiedziała o jej udziale w dezercji została skazana na śmierć. Agaton obwinia się o jej śmierć do dziś i nie jest sobie w stanie tego wybaczyć. Choć trudno w to uwierzyć, przez wiele lat żył samotnie. Przywykł do samodzielności i uważa, że nikt nie jest mu potrzebny.
W drodze do Troi spotkał wędrowca - starszego mężczyznę o lasce, który poprosił go o pomoc. Chciał, by chłopak zaprowadził go do jego wioski, ponieważ sam nie poradziłby sobie z potworami. Uprzedził jednak, że nie należy do zamożnych więc nie może mu ofiarować nic więcej niż tylko gościnę na jedną noc. Agaton zgodził się bez wahania. Kiedy zrozumiał, kim na prawdę jest mężczyzna było za późno. Czarownik - bo nim w rzeczywistości był wędrowiec - nakazał mu walczyć o swoje życie, a jeśli wygra dostanie co tylko zapragnie. Tak właśnie Agaton zyskał moc Maga oraz od tego momentu przestał się starzeć. Mag Dymitr - bo tak właśnie miał na imię owy Czarownik - który stał się później jego mentorem, ostrzegł chłopaka, by nie polegał na swojej mocy, ponieważ kiedy najbardziej będzie jej potrzebował, ona go zawiedzie.
Brał udział w zniszczeniu Troi, a raczej w jej obronie. Zmierzył się z samym Achillesem, którego nie udało mu się pokonać. Stoczyli razem ciężki bój. Agaton po raz pierwszy czuł się przytłoczony walką. Starał się jak mógł, by pomóc sobie magią, jednak nie wychodziło to tak, jak chciał, więc szybko zrezygnował. Frustracja i zmęczenie nie pomagały mu w boju. Sam Achilles również nie wyglądał na kogoś, komu łatwo przychodzi takie starcie. Chłopak przegrał, kiedy miecz Achillesa przeciął jego zbroję na piersi. Zrozumiał wtedy, co miał na myśli jego mentor i obiecał sobie, że nigdy więcej nie dopuści do podobnej sytuacji.

Późniejsze życie:

Przez długi czas podróżował po świecie w celu znalezienia szkoły, która uczyłaby go walki mieczem. Trafił do szkoły Batiatusa, gdzie uczył się zabijania jako gladiator. Nikomu Agaton szkolił się u różnych mistrzów miecza, jak i Czarowników. Większość Magów odmawiała mu nauki, jednak chłopak uparcie starał się znaleźć mentora. W brew pozorom ci wyżsi stopniem chętniej udzielali mu pomocy, niż ci mniej ważni. Nauczył się między innymi leczyć jak i zmieniać kształty. Potrafi przybrać wygląd dowolnego człowieka jak i zwierzęcia. Przez wiele lat podróżował po świecie, jednak zawsze ciągnęło go do Grecji. Jednak nie został tam na długo. Kiedy uciekał z Aten przybrał twarz Achillesa. Nikt nie ośmielił się go zatrzymać. Osadził się w Sparcie, choć nie uśmiechał mu się powrót do ojczystego miasta. Jest to jedno z jego ulubionych wcieleń, choć nie używa go tak często, jak swojego. Mimo wszystko najlepiej czuje się we własnej skórze. Kolejne kilkadziesiąt lat spędził na samotnej włóczędze zajmując się wybijaniem potworów. Poznawał coraz to nowsze sposoby leczenia jak i używania swoich zdolności, przez co stał się jednym z najlepszych cichych zabójców. Zdarzało się, że przyjmował zlecenia, jednak bardzo sporadycznie. Agaton nauczył się wykorzystywać swoje zdolności w jak najbardziej produktywny sposób, a przybierając różne postacie mógł dłużej zatrzymać się w różnych miejscach, nim ludzie zaczynali podejrzewać, że się nie starzeje.
Uczestniczył również w wojnach Grecko-Perskich. Podczas drugiej, walczył pod Termopilami pod dowództwem Leonidasa. Był wtedy uznawany, za jednego z Mykeńczyków. Jako łucznik zajmował pozycję w drugim rzędzie. Była to pierwsza jego bitwa, w której omal nie stracił życia. Udało mu się uratować za pomocą swoich magicznych umiejętności, którymi jednak starał się nie posługiwać. Wyrocznia Delficka przepowiedziała mu, że w Termopilach polegną wszyscy, jednak tylko on przetrwa, choć ledwo żywy. I tak się stało. Dzień po bitwie został znaleziony przez innego herosa. Chłopak miał na imię Jazon, a jego ojcem był Apollo. Uratował życie Agatonowi, a ich relacje szybko zmieniły się w silną przyjaźń, która z kolei trwała przez wiele lat. Niestety i tym razem chłopak stracił bliską mu osobę. Przysiągł na Styks, że odnajdzie zabójcę i pomści chłopaka. Tak się jednak nie stało.
Do Graleyn trafił przypadkiem podczas swojej wędrówki. Szukał zajęcia i szybko je znalazł. Na zmianę pomaga kowalowi jak i szkoli chętnych chłopców w walce mieczem. Rzadko kiedy mówi o swojej drugiej twarzy. Nieliczni, którzy wiedzieli o jego magicznych zdolnościach nie żyją.

Charakter:

Agaton jest bystrym oraz inteligentnym chłopakiem, który doświadczeniem dorównuje wielu dorosłym. Zwykle nastawiony pokojowo nawet do osób których nie lubi. Bardzo rzadko pierwszy sięga po broń. Swoim spokojem i opanowaniem potrafi wyprowadzić z równowagi, jednak kiedy wybucha należy się bać, bowiem traci nad sobą kontrolę. Zwykł nie kłamać, chociaż nie jest świętoszkiem. Beztroski i ambitny, chętnie rozwija swoje umiejętności i poznaje nowych ludzi, chociaż stara się trzymać ich na dystans. Jest uprzejmy wobec kobiet oraz mężczyzn. Wywyższa się tylko wtedy, kiedy ma ku temu powód. Lepiej jest mieć w nim przyjaciela niż wroga. Rzadko wykazuje się lekkomyślnością. Zwykł przewidywać kilka kroków na przód, o czym świadczy jego drugie imię. Chętnie pomaga innym i nie oczekuje niczego w zamian, co najwyżej słowa "dziękuję". Wieczny optymista, ale i realista. Jeśli coś jest niemożliwe, nie stara się robić na przekór. Jeśli chodzi o swoją historię, jest raczej małomówny i ogranicza się do faktów z kilku ostatnich lat.

Wygląd:

Agaton ma duże, niebiesko-zielone oczy, które okalają długie rzęsy. Blada cera kontrastuje z kasztanowymi włosami, opadającymi na czoło. Chociaż wygląda na drobnego w rzeczywistości jest dobrze zbudowany, a lata ćwiczeń i walk wyrzeźbiły u niego solidne mięśnie. Posiada liczne blizny, pamiątki po wielu bojach. Ma zgrabne, długie palce przez co jest świetnym rzemieślnikiem.
Zwykle ubiera się tak, jak typowy grecki wojownik. Preferuje lniany chiton, oraz spiżową zbroję. Ostatnimi czasy zakłada przyległe koszule, nie ograniczające ruchów, oraz spodnie, które łatwo można wsunąć do wysokich, skórzanych butów.

Broń:

Bronią Agatona na ogół jest miecz - Anaklysmos -, wykuty z niebiańskiego spiżu. Świetnie nadaje się do zabijania potworów, jednak jest nieskuteczny w walce przeciwko ludziom. Dlatego też nosi drugi - stalowy. Posługuje się również łukiem z gałęzi jabłoni oraz cisowymi strzałami, ze srebrnymi grotami. Pierwszy miecz zawsze nosi przy pasie i nigdy się z nim nie rozstaje. Śpi ze sztyletem pod poduszką. Zarówno łuk jak i stalowy miecz nosi na plecach. W wysokich butach chowa krótkie sztylety. W praktyce potrafi zrobić broń ze wszystkiego. Rzadko używa magii, jednak w ostateczności rzuca kilka prostych zaklęć.

Wierzchowiec:

Wabi się Orkan i jest wysokim ogierem rasy Shire. Jest spokojny i cierpliwy, lubi pieszczoty, przez co Agaton często nazywa go "Wielkim Misiem". Od pięciu lat towarzyszy chłopakowi, chociaż tylko od dwóch służy mu grzbietem. Zarówno jego stan zdrowia jak i kondycja są wyśmienite, przez co świetnie nadaje się do podróży długodystansowych. Wyróżnia się wzrostem - 220 cm w kłębie - oraz bujnymi, jedwabistymi szczotkami pęcinowymi. Nie przepada za innymi ludźmi, chociaż należy do ciekawskich. Nie pozwala dosiąść się nikomu innemu niż Agatonowi. Doskonale dogaduje się z właścicielem, jest potulny jak baranek. Miękki w pysku, wystarczy najmniejsze dotknięcie łydkami by wykonał polecenie.

Dodatkowe informacje:

- Uwielbia gorące piwo, szczególnie po pracy. 
- Blizny na torsie nie potrafi zamaskować nawet mianą wyglądu.
- Urodził się około 1300 lat p.n.e.
- Nie znosi zdrobnień oraz kiedy ktoś mówi na niego "młody".
- Doskonale jeździ wierzchem.
- Zginąć może jedynie w walce.
- Jest biseksualistą, co odkrył dość dawno, jednak wzbrania się przed tym, jak przed ogniem.



Agaton Prometeusz Astrajos
16 lat (a przynajmniej na tyle wygląda)
Pół heros pół mag
Pomocnik kowala, nauczyciel walki mieczem
Od święta zabójca potworów

~***~
Jestem chętny na wiele różnych wątków, otwarty nawet na najdziksze pomysły. Mam nadzieję, że KP nie jest za długie i postaram się nic nie dopisywać.

37 komentarzy:

  1. [Witam w Mieście Straceńców. Życzę dobrej zabawy i miłego pisania.]

    OdpowiedzUsuń
  2. [Uhuhu! Kocham mitologie i oczywiście jak najbardziej pragnę wątku. I nawet mam jakś taki pomysł.Choć już może oklepany ale grunt że coś jest.
    Może moja Emka znalazła by gdzieś zająca w sidłach uwolniła go i tak oto w pogoni za nim na przykład lub też w inny sposób zgubiła się w lesie a twój Agaton na przykład by jej pomógł?Co ty na to jeżeli mów pomysł ci pasuje to proszę o zaczęcie ^.^ ]
    ~Emina Lamierielle

    OdpowiedzUsuń
  3. [Może wspólne gorące piwo? ;>]

    OdpowiedzUsuń
  4. ( Witam. Co powiesz na wątek? :])

    OdpowiedzUsuń
  5. [ Witajże. Nie, notka nie jest za długa. Jeszcze mnie nie pobiłeś :P]

    OdpowiedzUsuń
  6. [ciekawa postać :o witam tak by the way i miłej zabawy~]

    OdpowiedzUsuń
  7. [masz pomysł na początek? ;) spikają się w karczmie?]

    OdpowiedzUsuń
  8. Emina znów nie miała nic do roboty.
    Postanowiła ,że może wybierze się nad to jeziorko, gdzie zwykła była się przemieniać i pływać tak radośnie.
    Podekscytowana, kolejną możliwością pływania w swej syreniej postaci, zgubiła drogę i po pewnym czasie zgubiła się.Zdezorientowana rozglądała się na wszelakie strony, by zorientować się jakoś lecz, niestety bez skutku.
    Szła więc przed siebie coraz bardziej zagłębiając się w las ,ale nie wiedząc o tym.
    Nagle zatrzymała się...
    Usłyszała coś dziwnego i postanowiła iść w stronę dźwięku.
    Poszła i zobaczyła małego, słodkiego, przestraszonego zajączka próbującego uwolnić się z sideł.
    -Ach, ci przeklęci kłusownicy!-mruknęła i spróbowała uwolnić zwierzę.
    Uwolniła i chciała opatrzeć ,ale zwierz miał inne plany przestraszony gnał gdzieś przed siebie.Eminę bardzo to zmartwiło bowiem nie chciała by uciekał.
    Postanowiła coś zrobić z tymi sidłami, żeby kolejne zwierze się w nie nie złapało.
    Zatrzasnęła je i schowała w powalonym drzewie, przykrywając obie strony kamieniami.
    Emina, bardzo bowiem kochała zwierzęta i nie była jak złe syreny.
    Lecz, pozostał jeden poważny problem.
    Zgubiła się...
    ~Emina Lamerielle

    OdpowiedzUsuń
  9. ( Coś ciekawego, pokręconego może? Popisówka mocą, czy na temat profesji? Znali się wcześniej, czy przypadkowe spotkanie? Jeśli się maja spotkać, to gdzież on bywa? :])

    OdpowiedzUsuń
  10. Emina jakby zamyślona nawet nie zwróciła na niego uwagi dręczył ją bowiem los zwierzęcia.
    -Czy może nie widziałeś gdzieś tutaj uciekającego zająca?Był ranny uwolniłam go a ten uciekł chciałabym mu pomóc jednak jak widzisz sama znajduje się w potrzebie bowiem zgubiłam się-odparła po raz pierwszy spoglądając na niego z łagodnym i miłym uśmiechem - Jestem Emina.Emina Lamerielle córka astronoma i dość często się gubię -odparła skłoniwszy się lekko.

    OdpowiedzUsuń
  11. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  12. -Ach bardzo dziękuje ale chciałabym odnaleźć tego zająca to nieludzkie by zwierze tak cierpiało by cierpiał ktokolwiek inny chciałabym mu pomóc...Może coś jeszcze się by dało zrobić z jego raną?Chciałam go opatrzeć ale zwiał ja widzisz...A poza tym to miło mi cię poznać Agatonie witaj w Graleyn.Ja nigdy nie mogę zapamiętać drogi...To znaczy mogę bo spieszno mi było nad jezioro ale przez swoje roztargnienie jak widzisz zgubiłam się...-odparła i przyjrzała mu się dokładniej.

    OdpowiedzUsuń
  13. - Głupiec!
    - Idiotka!
    Rudowłosa dziewczyna kłóciła się z mężczyzną, który sterczał przy jakimś trupie rozpostartym na ubrudzonej krwią trawie. Pokaźna rana rozdzierała klatkę piersiową.
    - Teraz to jam idiotka, tak?! Pownieneś na klęczkach mi dziękować za ocalenie twego łuskowatego tyłka! Z chęcią przerobiłabym cię na torbę - warknęła i odrzuciła broń usmarowaną szkarłatem.
    - Ha! To było już dawno... - prychnął pochylając się do zwłok. - No i co teraz? Zapewne przylezą zaraz jego pomocnicy... - rzucił z drwiącym uśmieszkiem. Odwrócił po chwili wzrok oraz zaczął grzebać w kieszeniach leżącego.
    - Co ty robisz? - spytała Heshtje marszcząc brwi, ale szybko rozejrzała się dookoła. Miała wrażenie, ze usłyszła szmer.
    - Zbieram łupy, a co n...
    - Ci... Ktoś tu lezie - szepnęła machając energicznie ręką, by się nie odzywał.
    (Hym.. moze być? Czy.. coś innego wymyślić? :])

    OdpowiedzUsuń
  14. -Och proszę cię nie panienkuj mi tu.-pogroziła mu ze śmiechem palcem - Mów mi Emina a ja tobie Agaton dobrze?-spytała - To strasznie irytujące gdy ktoś mówi "Panienko".-odparła i odgarnęła niechciane kosmyki z twarzy - Pewnie inny normalny człowiek zostawił by tego zająca w spokoju ale ja nie czuje się tak jak bym miała go na sumieniu...Tak bardzo chce mu pomóc-dodała - I byłabym wielce wdzięczna za odnalezienie go i pomoc w opatrzeniu mu ran-dodała

    OdpowiedzUsuń
  15. -Orkan ładnie...Kiedyś uczyłam się jeździć konno ale ze względu na moje pochodzenie znaczy tam gdzie mieszkałam konie raczej by sobie nie poradziły -odparła- I mogę jechać z tobą jak najbardziej zając zasłużył najpewniej na pomoc...Moim zdaniem to okrutne zastawiać sidła na zwierzęta gdyż wdety bardzeiej się męczą niżeli po prostu je zastrzelić tak że zwierzak nic nie czuje w tedy jest mi ich mniej żal ale jak pomyślę że to co jem było jakimś bezbronnym zwierzęciem to od razu tracę apetyt -odparła

    OdpowiedzUsuń
  16. - O witaj! A ty co? Koleżka od Blondaska? - spytał się z sarkazmem w głosie i kopnął zmarłego w brzuch.
    - Cicho bądź - warknęła na mężczyznę piorunując go wzrokiem.
    - Biedaczek, taaak? A to wolałbyś, by ta ruda krzykaczka leżała zamiast niego?
    - No cicho! Zresztą to on ciebie chciał zabić, nie mnie! Powinieneś się cieszyć, że uratowałam ci tyłek! - prawie wykrzyczała oburzona.
    - Halo... mam łapy, poradziłbym sobie...
    - Tak, jasne. To mogłam sobie odejść?
    - .. i mogłeb pobawić się ogniem.
    Pokręciła głową mrucząc coś pod nosem i spojrzała na nieznajomego krytycznym wzrokiem. Tymczasem Drawen bawił się skradzionym złotym kompasem. Uniósł wzrok czując na sobie jej groźne spojrzenie.
    - No co? Jemu już się nie przyda, a ładny jest.

    OdpowiedzUsuń
  17. Zataczała się lekko po kilku kuflach piwa i miodu, wychodząc z karczmy na świeże powietrze. Miała jeszcze tam wrócić, lecz za chwilę. Co ona miała?... Ach, tak, miała się trochę przewietrzyć. Oparła się o ścianę niedaleko wyjścia. "Nie, lepiej będzie jak usiądę." pomyślała. Siedząc i opierając się, założyła nogę na nogę i zaczęła przyglądać otoczeniu.
    Było już dość ciemno, a ona jeszcze była dość, no cóż powiedzmy szczerze, pijana, więc nie widziała zbyt dobrze. Kątem oka jednak zauważyła sylwetkę mężczyzny. Odwróciła głowę w tamtą stronę. W mroku zobaczyła, jak facet przywiązuje konia.
    - Pomóc Ci?!! - krzyknęła do niego, próbując wstać o własnych siłach.
    [słabo, wybacz -.- ]

    OdpowiedzUsuń
  18. [ Masz pomysł na jakiś wątek? Nie za bardzo chce mi się pisać kolejne przypadkowe spotkanie, albo co, ale jakbyś miał jakiś pomysł...]

    OdpowiedzUsuń
  19. [ dziękuję Ci, wybawicielu. ]

    OdpowiedzUsuń
  20. Z jego pomocą udało jej się wsiąść na konia.
    -Taak ale to raczej nie jest zła cecha prawda?To nawet dość zabawne lecz czasem nawet trochę kłopotliwe ale na życie trzeba być otwartym och nie znowu!Znowu za dużo gadam proszę o wybaczenie-odparła

    [A teraz pytanie Emina siedzi przed tobą czy za tobą]

    OdpowiedzUsuń
  21. Podniosła się na własnych siłach, nadal opierając o ścianę.
    - Nie, już wszystko powinno... być w porządku... - odrzekła, lekko się kołysząc. - Przepraszam... - dodała bełkotliwie. Jej przytępiony alkoholem umysł lekko przetrzeźwiał widząc zbliżającego się chłopaka.
    - Może zabierzesz mnie na swojego rumaka i powędrujemy w dal? - zapytała, zanosząc się śmiechem. Podrapała się po głowie, próbując odrzucić przy tym niesforne kosmyki włosów. Użyła Instynktu i zwróciła uwagę na aurę wokół chłopaka. Nic jej nie groziło. Czarne motyle rozpierzchły się we wszystkie strony.

    OdpowiedzUsuń
  22. - O nie. Muszę chronić swój środek transportu. Nie chcę wracać do domu pieszo - mruknęła spoglądając ze skosa na Drawena, który zrobił oburzona minę.
    - Więc którz nas tak nachodzi? - zwróciła się do nieznajomego próbując się uśmiechnąć.
    - Trzeba posprzątać - warknął mężczyzna nie dajac o sobie zapomnieć. Lubił być w centrum uwagi.

    OdpowiedzUsuń
  23. Podniósł się znad truchła kobiety. Miała po części rozszarpaną suknię, z rany ciekła smukła strużka krwi. Wałaszek stał nieopodal, nudząc się i czekając na swojego właściciela z niecierpliwością. Mężczyzna zamaskował ranę na nadgarstku niewisty i odrzucił trupa na bok. Było jeszcze wcześnie, ale między dachami wysokich budynków przedzierała się stanowczo zbyt duża ilość światła, więc Wynn widział tylko połowicznie, raniąc sobie oczy przerażającą pomarańczą zmroku, straszną jak pożarna łuna. Podszedł do wierzchowca bezszelestnie, po czym wsiadł na konia i uderzył go piętami w boki.
    Wyjechał z miasta, wiedząc, że to osttania chwila na tego typu manewry i kryjąc się w cieniach i zakładając kaptur na głowę pomknął w stronę domu. Droga była krótka. Wprowadził konia do czegoś, co służyło mu za stajnię, a w rzeczywistości było szopą. Przywitał go łaciaty, duży pies, który wybiegł przez otwarte drzwi chatki. To była jego mała ostoja. Musiał nakarmić zwierzęta, potem mógł iść gdze chciał. Tak samo uwielbiał te próby udawania życia, jak i ich nienawidził.

    Po skończonych zajęciach zostawił otwarte drzwi do domu i poszedł pieszo w stronę miasta. Powoli wracało mu samopoczucie, które odebrała zbyt wczesna pobudka. Dawno nie był w Elhyr. Po drodze do budynku spotkał chłopaka, z którym odbył dziwną rozmowę.
    [ Chciałam się wzorować na Twojej wypowiedzi i przerobić ją pod Wonsa ale chyba nie wyszło :P]

    OdpowiedzUsuń
  24. -Och to dobrze już czuje jak to temu zwierzęciu musi być źle-odparła - A tak właściwe to kim jesteś?Chyba nigdy cię jeszcze nie widziałam....A na pewno bym pamiętała jeżeli bym spotkała mam pamięć do twarzy i imion.Ale konia to naprawdę masz słodkiego.-odparła na jednym oddechu uśmiechając się promiennie do wszystkiego wokoło.
    -I co tu robiłeś przy okazji jeśli nie chcesz nie odpowiadaj -odparła lekko dziewczyna.

    OdpowiedzUsuń
  25. Uśmiechnęła się lekko.
    - A pomożesz mi? Bo chyba naprawdę nie będę w stanie iść sama, przynajmniej na początku. Za dużo wypiłam... - podeszła do chłopaka i wzięła go pod rękę.
    Dopiero z bliska przyjrzała się mu bliżej. Był przystojnym młodzieńcem. Czuła umięśnione i twarde muskuły.
    - Chyba dużo walczysz? - spytała, zerkając na jego twarz, to na przedramię.
    Sama nie pamiętała, kiedy ostatnio ruszyła tyłek o chociaż trochę poćwiczyła. Przybywając do Graleyn i czując się tu bezpiecznie prawie zapomniała o ścigających ją bandziorach ze zlecenia jej ojca.

    OdpowiedzUsuń
  26. - Och, to się na coś przydaj i spal - powiedziała niechętnie do Drawena i zaraz wróciła wzrokiem do nieznajomego.
    - Heshtje - odrzekła krótko. Co prawda nie jest to prawdziwe jej imię, ale własnie tym pseudonimem raczyła się przedstawiać.

    OdpowiedzUsuń
  27. - Och! No pewnie, że nie! Może chcesz, by zostawił ci go na rozpałkę do piecyka? - powiedział męzczyzna dobitnie akcentując i zaczął ciągnąć zwłoki w ustronne dość miejsce. Na trawie pozostał tylko czerwony ślad.
    Rudowłosa odetchnęła z ulgą. Chociaż na chwilę pozbyła się pyskatej gaduły. " co go dzisiaj napadło...
    - Jeżeli to miała być zaczepka, bym się spowiedziała ze wszystkiego, to uwierz, że nie mam zamiaru - mruknęła spoglądając spode łba na Agatona.
    - Nie widziałam cię wcześniej. Jesteś przejezdnym? Dopiero co przyjechałeś, czy jak? - spytała z ciekawością.

    OdpowiedzUsuń
  28. Chłopak minął go i wszedł do budynku. Wampir powędrował za nim wzrokiem, a potem poszedł w tym samym kierunku. Już przez ściany karczmy słyszał jego kłótnie z karczmarzem. Zasmial się cicho pod nosem. Że też im się chciało...
    Wszedł do izby, nie zwracając na siebie uwagi zagadanej ze sobą gawiedzi i skierował się do jednego ze solidnych, zniszczonych stołów. Usiadł tam, nie zamawiając żadnego trunku i począł przyglądać się zaaferowanej czymś ciżbie, łowiąc ich słowa i zastanawiając się co się dzieje w mieście.
    /Wynn

    OdpowiedzUsuń
  29. - No teraz trudno nie zauważyć, skoro celujesz mi tu nożem w bliskich - wycedziła przez zęby. Skrzyżowała rece na piersiach ni to z urazy, choć wprawdzie, by umieć sięgnąć swych schowanych noży.
    Czarnowłosy mężczyzna odwrócił się spoglądając na agatona spode łba, ale nic nie odrzekł, tylko ruszył dalej ciągnąc dalej zwłoki.

    OdpowiedzUsuń
  30. - Jesteś bardzo rozmowny. - mruknęła do niego, szczerząc się. Odgarnęła włosy z czoła i poprawiła sukienkę. Zerknęła na konia, który zastrzygł uszami.
    - Jest piękny... - powiedziała cicho, przypominając sobie Maine, jej ulubioną klacz, gdy jeszcze mieszkała w pałacu. Nie śmiała podejść bliżej, ponieważ nie wiedziała jak zareagowałby koń, gdy poczułby woń alkoholu.
    - To gdzie idziemy? - spytała po chwili, odwracając głowę w stronę chłopaka.

    OdpowiedzUsuń
  31. -A szkoda...Ja lubię mówić co pewnie już zauważyłeś -odparła z uśmiechem - Wiesz musiałeś chyba widzieć dużo interesujących rzeczy...A opowiesz mi może?Tak bym pragnęła także pozwiedzać...Całe życie spędziłam pod wod...-ups! W jednej chwili zamknęła sobie usta prZecież nie każdy musi wiedzieć że jest Syreną

    OdpowiedzUsuń
  32. -Taak ale są też niezwykłe miejsca piękne poruszające serce prawda?Jesteś całkiem uroczy-odparła uśmiechając się lekko - Tylko jak byś się jeszcze uśmiechnął wiesz z uśmiechem świat wygląda lepiej.Drogi Agatonie co z tym zającem?Znajdziemy go?-spytała zmartwiona

    OdpowiedzUsuń
  33. Wzrok ciemnych oczu swobodnie przeskakiwał z jednej osoby na drugą, a wrażliwe uszy łowiły słowa wszystkich zgromadzonych. Wynn lubił karczmy. Lubił towarzystwo ludzi, lubił hałas w nich panujący, radosny zgiełk i ten, bez trudu znajdowany kontakt z ludźmi. Właściwie sam nie wiedział, czy woli dwory możnych czy te przybytki. I tu i tu czuł się świetnie...
    Przychodząc tu szukał towarzystwa, tak więc osoba Agatona mu nie zawadzała. Mimo to widać miał w planachtrochę się z nim podrażnić, bo uniósł brew i zapytał;
    - Czemu sądzisz, że udzielę Ci owej pomocy? - Głos miał cichy, ale rzeczowy, a wpatrzone w niego spojrzenie nie zdradzało zwykłej, dziecinnej złośliwości.Na szczęście.

    OdpowiedzUsuń
  34. (Wow masz super Kp, może wątek?)

    OdpowiedzUsuń
  35. " Ludziom... ciekawe któż niby jest człowiekiem w owym towarzystwie" prychnęła w myślach i uniosła kątek w nieco drwiącym usmieszku.
    - Dobra.. gadaj co chcesz, bo ta cała rozmowa nie ma sensu - rzekła po chwili.
    ( Wybacz, że mnie nie było i zapraszam tu: http://basnie-valnwerdu.blogspot.com :))

    OdpowiedzUsuń
  36. Radiowóz zatrzymuje się przed wielkim, grubym murem. Nad nim widzisz dumnie wznoszący się budynek. Funkcjonariusz policji otwiera tylne drzwi samochodu. Wyciąga Cię na zewnątrz. Nadal masz zakute w kajdanki ręce. Rozglądasz się wokoło. Zupełnie nie wiesz gdzie jesteś. To miejsce nie przypomina tego, w którym byłeś ostatnio, nawet płyty chodnikowe wyglądają inaczej. Według niektórych służb taka terapia szokowa ma nakłaniać do zmian.
    Jeden z policjantów pchnął cię do przodu. Idziesz przed siebie. Zbliżasz się do czarnej, żelaznej bramy. Przy niej zatrzymuje Cię drugi funkcjonariusz. Za bramą stoi dwóch mężczyzn o szerokich barkach ubranych w granatowe mundury. Na piersi po prawej mają małe tabliczki z nazwiskami. Gdzieś z oddali idzie mężczyzna w czarnym garniturze. Poważny i wyprostowany. Brama się otwiera i wpuszczają Cię do środka. Policjanci ściągają ci kajdanki. Jeden z nich życzy Ci miłej zabawy w Szkole dla Trudnej Młodzieży.

    Szkola-Dla-Trudnej-Mlodziezy.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń