Nazywają je Miastem Straceńców.

Graleyn nie należy do ludzi. W tym niepozornym miasteczku dzieje się więcej, niż sobie wyobrażasz. W cieniu starych murów kryją się istoty, które nie powinny istnieć. Siedzą w karczmie i piją wino. Prowadzą warsztaty i sklepy. Ludzie nie mają nic przeciwko… Głównie dlatego, że nie wiedzą o tym, iż miasteczko jest stolicą świata nadnaturalnego. A to, że czasem ktoś zniknie...

No cóż, zdarza się.


sobota, 28 lipca 2012

Raisha.


 Długie, oplecione uwydatnionymi mięśniami nogi karego ogiera zawisły w powietrzu. Kosmyki rudych włosów dosiadającej go kobiety wymknęły się spod kaptura ciemnozielonego płaszcza. Przez rozchylone, pełne wargi wciągała powietrze. Jej powieki zdawały się niezwykle długo opadać, nim całkowicie przykryły jarzące się czerwienią tęczówki. Na ułamek sekundy jak gdyby wierzchowiec zawisł w powietrzu, zanim czas na powrót stał się pełen dynamiki. Jego kopyta dotknęły ziemi, zapadając się głęboko w leśnej ściółce, nim zahamował.

 Kobieta, nie otwierając oczu, uniosła dłoń do twarzy i zamarła, nasłuchując. Trwała tak, wyczulona na każdy niepokojący dźwięk. Trzask nadepniętej gałązki.  Przytłumiony stukot kopyt. Warkot psa. Świst wypuszczonej z cięciwy strzały… Zamiast tego słyszała skrzypienie bezlistnych jeszcze gałęzi drzew i nieśmiałe poćwierkiwanie ptaków. Jakby ostrożnie poklepała po szyi zdyszanego ogiera, starając się ustabilizować swój oddech i uniosła powieki, spoglądając przed siebie zielonymi już oczyma. Jej wzrok padł na przydrożny, stary drogowskaz. Farbę na nim niemal całkowicie zatarł czas, jednak doczytała się dziwnie znajomej nazwy: Graleyn. Zmarszczyła brwi, sięgając do jednej z sakiewek. Wymacała małą, zmiętą kartkę papieru pośród ususzonych liści i wyciągnęła ją. Jej usta rozciągnęły się w uśmiechu, widząc na niej nabazgrane tylko dwa słowa:  Graleyn – Elay.
-Należy nam się mały postój, co? – Mruknęła cicho, delikatnie dokładając do boków konia łydki. Raz jeszcze obejrzała się za siebie, lustrując czujnym wzrokiem okolicę. Dziwne, na pozór bezładnie rozmieszczone znaki na ciele ogiera żarzyły się błękitem.



Imiona: Raisha Fitris
Nazwisko: Anneroth.
Wiek: Podaje się za 21-latkę.
Rasa:  Człowiek.
Profesja:  Przede wszystkim wiedźma, czego nie lubi ujawniać. Poza tym posiada szeroką wiedzę na temat uzdrowicielstwa i zielarstwa.
Pochodzenie:  Urodziła się w dzikich, północnych krajach i to je uważa za swój dom, mimo ciągłych podróży do jakich zmusiły ją prześladowania.
Wizerunek: Wysoka, obdarzona atrakcyjnymi kształtami, których nie jednokrotnie musiała używać by wymknąć się strażnikom lub ich omamić. Długie, lekko falowane rude włosy nigdy nie związane- z dumą okazuje swoją niezależność. Duże, otulone długimi rzęsami oczy, na ogół zielone, w przypadku zbyt dużej dawki strachu lub gniewu zmieniające barwę na czerwone. Jasna cera, na skroni jeden pieprzyk.
Zazwyczaj narzuca na siebie ciemnozielony, długi płaszcz z kapturem, pod którym skrywa strój kobiety, której dość dobrze się wiedzie- gorset, ciasno ściągnięty i spódnica.  Często do skórzanego pasa noszonego na biodrach przypina sztylet i masę rozmaitych sakiewek.  Nosi wysokie, skórzane buty. Zawsze ma przy sobie dużo poukrywanych w różnych miejscach przydatnych… gadżetów.
Na szyi na ogół nosi pentagram z czerwonym oczkiem w środku, zawieszony na grubym łańcuchu.
Charakter: Trudny do opisania. Każdy ma o niej inne zdanie. Potrafi być miła i uwodzicielska, ale także szorstka i brutalna. Na ogół jednak widać po niej, pod maską podejrzliwości i czujności, sympatyczną towarzyszkę, lubiącą jak każdy się pośmiać i użyć przyjemności. Nie można jednak nazwać jej wylewną.

Historia:  Typowy żywot prześladowanej wiedźmy. Początkowo uczyła ją matka i kobiety z osady, dla których magia była nie przekleństwem, a darem. Chlubą. Po pamiętnej nocy, podczas której sama w nastoletnim wieku niemal spłonęła we własnym domu, a jej matkę wywieziono w żelaznej klatce, zdana była tylko i wyłącznie na swój spryt i talent. Dlatego przez wszystkie kolejne lata podróżowała z wioski do wioski, nigdzie nie pozostając na dłużej.

[Przepraszam za dość długą nieobecność. Uroki wakacji.]