Niestety. Ogłaszam zamknięcie Miasta Straceńców.
Nie wiem czy moje plany dotyczące Miasta Straceńców i Valnwerdu były powodem zastojów na blogu, czy też stworzenie drugiego bloga wynikało z przeczucia o tym, co stanie się z Miastem. Nieznależnie jednak od tego, chciałabym ogłosić, że założyłam drugi blog, o bardzo podobnej, by nie powiedzieć identycznej tematyce, jednak w rozwiniętej wersji, który, można się pokusić o stwierdzenie, jest kontynuacją Miasta Straceńców.
Wysłałam Wam tam zaproszenia, licząc, że będziemy nadal tworzyć naszą historię w tamtym miejscu. Możecie je zignorować, albo przejść. Oczywiście miło nam wszystkim będzie, jeśli się tam pojawicie.
Przepraszam i dziękuję za uwagę.
Nazywają je Miastem Straceńców.
Graleyn nie należy do ludzi. W tym niepozornym miasteczku dzieje się więcej, niż sobie wyobrażasz. W cieniu starych murów kryją się istoty, które nie powinny istnieć. Siedzą w karczmie i piją wino. Prowadzą warsztaty i sklepy. Ludzie nie mają nic przeciwko… Głównie dlatego, że nie wiedzą o tym, iż miasteczko jest stolicą świata nadnaturalnego. A to, że czasem ktoś zniknie...
No cóż, zdarza się.
wtorek, 25 września 2012
niedziela, 23 września 2012
I used to be the prince.
H I S T O R I A :
Nawet podczas ciężkich czasów, niektórym wiedzie się lepiej. Dwudziestotrzyletni książę Anglii należał właśnie do tych, którym słowo 'zmartwienia' znane raczej nie było. Żyjący na dworze, z obsługą na zawołanie w życiu nie pomyślałby, że jego sielankę może coś przerwać. A jednak, stało się. Podczas polowania, które należało do jego ulubionych rozrywek miał miejsce nieszczęśliwy wypadek. Chociaż, nazywanie tego 'wypadkiem' jest pewnym niedopowiedzeniem.Bo czy przypadkowym można nazwać atak wampira? Nie była to nieszczęśliwa tragedia, było to zaplanowane mniej lub bardziej polowanie na ludzi, w tym przypadku - księcia i jego świtę. Ogarnięty szałem krwi zabił już prawie wszystkich, kiedy doszedł do wystraszonego, młodego bruneta. Ubrany lepiej od innych, z twarzą znajomą. William Tudor, książę Anglii, następca tronu. Dlaczego go nie zabił? Tego nie zdradził. Nie powiedział w zasadzie nic, jedynie nakarmił go krwią, a później - skręcił mu kark. Na efekty długo czekać nie trzeba było, już kilka godzin później, tuż po zmierzchu chłopak obudził się, nie rozumiejąc co się stało. Nie czuł bólu, w zasadzie prawie nic nie czuł. Fizycznie za to, zmieniło się wiele. Miał wyostrzone zmysły, w tym momencie szczególnie węch. Czuł krew, bardzo dużo krwi. Mnogość różnych zapachów z ostygniętych już ciał leżących wokół niego. Jeden wyróżniał się na tle innych, bardziej wyrazisty i jakby, smakowity. Wtedy dostrzegł w mroku przywiązanego do drzewa swego giermka, który powoli wykrwawiał się przez paskudną ranę w brzuchu. Początkowe obrzydzenie tym widokiem mijało, kiedy podchodził bliżej. Ustępowało niepohamowanemu głodowi i żądzy krwi. Instynkty wzięły górę, nie zastanawiając się długo wgryzł się w szyję bogu winnemu chłopcu, który chciał jedynie zostać rycerzem i wypił go, prawie do ostatniej kropli. Uczucie, które mu wtedy towarzyszyło było czymś niesamowitym, najlepszym w dotychczasowym życiu. Władza, euforia, rozkosz i całkowity brak wyrzutów sumienia, mimo że odbierał właśnie komuś życie.
Tak wyglądał jego pierwszy posiłek.
Od tego zdarzenia minęło zaledwie kilka miesięcy. Po samotnym błąkaniu się trafił w końcu do Graleyn. Podróżując jedynie po zmierzchu, starając się zrozumieć swą prawdziwą naturę, przybył do miasta z nadzieją, że tu znajdzie odpowiedzi na nurtujące go pytania. W międzyczasie korzystał z nowo odkrytych umiejętności - niezwykłej siły, szybkości a co najciekawsze - kontroli umysłu. Chociaż sztuka ta jest trudna, uczy się na błędach, za które płacą najczęściej ludzie, jego późniejsze ofiary.
C H A R A K T E R:
Trudne pytanie, najprościej dowiedzieć się tego poznając go. Na pierwszy rzut oka wydaje się być lekko wyniosłym, ale miłym młodym człowiekiem, który swym urokiem osobistym i uśmiechem potrafi oczarować, nie tylko kobiety. Przy bliższym poznaniu okazuję się być utrzymującym doskonałe pozory egoistą. Impulsywność jest jedną z jego największych wad, nie potrafi panować nad emocjami a w złości zmienia się w krwiożerczą bestię, maszynę do zabijania. Nie szanujący ludzkiego życia, niedojrzały, za jedyną wartość uznający swą przyjemność, bezwzględny i ironiczny. Uwielbiający zabawę, wino i kobiety częsty bywalec karczmy. Ukrywa swą prawdziwą tożsamość, wiedząc, że odnalezienie zaginionego księcia, pożywiającego się właśnie na rozdziewiczonej wcześniej szesnastolatce nie było by dobrym pomysłem.Inteligentny, przebiegły, chociaż brakuje mu życiowego doświadczenia. Pewnym rzeczy nie pojmuje, pieniądze kradnie lub, jeśli mu się uda - hipnotyzuje ludzi, aby je dostać.
Przeklęty, co mu absolutnie nie przeszkadza.
N A J W A Ż N I E J S Z E:
imię i nazwisko: William Cromwell
prawdziwe nazwisko: Tudor
wiek: 24 lata
rasa: wampir
przemieniony : 7 miesięcy temu
[Witam! Autorka się kłania, z karty jestem średnio zadowolona, ale mam wielkie zamiary ją ulepszać;)
Prosiłabym o rozpoczęcie wątków, na powiązania - jestem otwarta. ]
wtorek, 11 września 2012
Niemy demon.
Widzisz?
-Ekhem..
Cisza. Jakby nikogo w zasięgu wzroku nie było.
-Ekhem!
Teraz chrząknięcie odbiło się echem od skał. Nadal zero reakcji ze strony otoczenia.
-Przestańcie się ze mną bawić. -mruknął bezradnie Salival Sober, opuszczając ramiona.
Na te słowa, jakby wszystkie bariery runęły. Wiatr ucichł, kamienistą dolinę wypełniły szmery. Powoli, spływając ze skał, zaczęły się pojawiać półprzezroczyste, cieniste kształty. Dziesięć, może dwadzieścia. Otoczyły go kręgiem, ruszając się na wszystkie strony.
-I co, nieforemne Cosie...? Nie chcę was. Chcę waszego szefa.
Zaczęli krążyć w okół Salivala, nasilając szepty. Wnętrze kręgu zaczęło wytwarzać niesamowitą ilość światła, aż nagle pojawił się On.
Miał trzy metry wysokości i w przeciwieństwie do swych wysłanników, miał kształt. Przypominał długorękiego mężczyznę, zatopionego we włosach, przeradzających się w niby płaszcz. Pachniał przy tym deszczem i mchem, Salivala zaczęło kręcić w nosie.
-Jeśli nie znikną w parę dni z miasta, inaczej porozmawiamy. Wiem, kto nad tobą stoi, Lazarusie. -powiedział beznamiętnie do większego, marszcząc brwi. -Ja bym się obawiał. Inne istoty was nie widzą, to fakt, ale jestem tu nowy, nie wiem czy może ktoś dzieli moje umiejętności. Jeśli tak, poupychaj ich w lasach ale pozbądź z ulic i wiosek. Drażnią mnie.
Lazarus stał w milczeniu. Oczodołami wypełnionymi czernią, wpatrywał się w Salivala.
-Zrozumiałeś?
Potwór skinął tylko i zaczął zanikać. Wszyscy jego słudzy rozeszli się, szepcąc przekleństwa w stronę młodego Sobera. Doszli do brzegów krateru i tam dalej tkwili.
Salivala przeszyła złość. Rozłożył nietoperze skrzydła, które teraz mierzyły już prawie cztery metry i machnął nimi, wydając przy tym głośny, głuchy, łoskot. Wszystkie demony zniknęły w krzyku i zapachu spalenizny.
Dziecko w ciele demona.
Ktoś się kręci niedaleko, właśnie cię mija. Przechwytuje twój wzrok i uśmiecha się blado. Coś go wyróżnia?
To tylko młody chłopak, o oczach dziecka z kilkoma bliznami na twarzy. Ubiera się na czarno, nosi buty z cholewkami. Jedyne co czyni go wyjątkowym to długie, czarne włosy, opadające na pas i.. czarne skrzydła nietoperza. Jednak ten dzieciak kryje więcej niż się wydaje... Jego pozorne zachowanie wskazuje na jakieś piętnaście lat, podczas gdy wyglądem pokazuje, że ma dwadzieścia. Żyje znacznie dłużej, bo już ponad siedem tysięcy lat. Pamięta więcej niż możesz sobie wyobrazić. Jego wyczulony węch może ukazać mu każdą rasę i nawet profesje. Każdy zapach ma swoje pochodzenie, a uwierz: przesiąkłeś nimi tak bardzo jak tylko się da. Masz wrażenie, że jest małym dzieckiem? Możliwe. Nie słyszysz jego słów, bo jego głos jest zaklęty. A mówi często. Widzi więcej niż ci się wydaje. Lubi się rozglądać po zagajnikach, kątach i polanach, prawda? Nie wszystko widać na pierwszy rzut oka. A czasem i nigdy nie widać, przynajmniej dla ciebie... Boisz się? Niesłusznie. Chyba, że nie lubisz magii... Posługuje się nią jak niejeden rycerz bronią. Szczególnie ogniem.
Mieszka sam w kamiennym kraterze, przy końcu miasta, w dużej chacie oświetlonej latającymi płomieniami. Jeśli się nie boisz- wejdź. Nic ci nie zrobi... Prędzej poda wino i będzie patrzył na ciebie, szczerzył zaostrzone kły i chichotał.
Dziwak? Może. Jednak jeśli stawisz czoła dziwaczności tego świata, poznasz go.
Nazwisko: Sober
Wiek: 7036 lat
Rasa: Demon
Specjalizacja: magia
[Proszę wybaczyć dyscokolwiek,tekst jest pokaleczony... Piszcie, szkoda czasu na zastanawianie się nad tym czy się godze na wątek, bo to oczywiste ;p K.]
piątek, 7 września 2012
"Historyczny łowca, plemienny myśliciel podziwiający gwiazdy na nieboskłonie(...)"
"Ryczące płomienie w wiosce wzniosły się wśród nocy i lizały ciemne niebo niczym węże wijące się na czarnym aksamicie. Dym snuł się w mglistym mroku, gryząc od odoru śmierci i zemsty.
Ten widok i zapach powinien go cieszyć.
Ale nie cieszył.
Już nic nigdy nie sprawi mu radości.
Nic.
Gorycz boleści, która w nim wzbierała, niszczyła go. Osłabiała. Nawet on nie był w stanie tyle znieść i już ta myśl niemal wystarczała żeby się roześmiał... albo zaklął. O tak, przeklinał z powodu nieznośnego ciężaru tego bólu. Jeden po drugim- stracił wszystkich ludzi na tej ziemi,którzy coś dla niego znaczyli. Stracił wszystkich.
Ofiarował swym ludziom własne życie, żeby chronić ich przed bogami. W okamgnieniu pobratymcy odebrali mu ostatnią rzecz na tym świecie, którą kochał. Derwen.
Umiłował młodszą siostrę, którą miał chronić za wszelką cenę- przysięgał to własnej matce, ojcu i wujowi. Derwen o hebanowych włosach i śmiejących się bursztynowych oczach. Taką młodą. Taką dobrą i hojną.
Żeby zaspokoić egoistyczną ambicję jednego człowieka,jego klan zabił ją na jego oczach, kiedy leżał związany i nie mógł ich powstrzymać.
Umarła, wołając go na pomoc. Jej przerażony krzyk nadal dźwięczał mu w uszach .Po egzekucji klan zakończył również jego życie. Jednak śmierć nie przyniosła mu ulgi.Czuł tylko wyrzuty sumienia i potrzebę wyrównania krzywd wyrządzonych jego rodzinie.
To pragnienie zemsty wykraczało ponad wszystko, nawet śmierć.
-Niech bogowie przeklną was wszystkich!- ryknął w stronę płonącej wioski.
-To nie bogowie rzucają na nas klątwy, sami potępiamy siebie własnymi uczynkami i słowami
Odwrócił się gwałtownie słysząc głos za sobą, i zobaczył mężczyznę odzianego w czerń, który właśnie wchodził na małe wzniesienie. Tereasach * nigdy go na oczy nie widział.
-Kim jesteś?- zapytał cofając się o kilka kroków.
-Jestem Acheron Partenopajos- odpowiedział z obcym akcentem, chociaż w ojczystym języku Tereasach'a mówił bezbłędnie. -Zostałem przysłany przez Artemidę: mam cię wyszkolić do twojego nowego życia.
Grecka bogini uprzedziła Tereasach'a we śnie, że ma się spodziewać tego mężczyzny, który wędrował po ziemi od niepamiętnych czasów.
-I czego mnie masz nauczyć, Czarowniku?
-Nauczę cię zabijać Damiony*, które żerują na nieszczęsnej rasie ludzkiej. Nauczę cię jak ukrywać się pod osłoną nocy. Nauczę cię jak żyć, Mroczny łowco. Pokażę ci, jak mówić, nie pokazując ludziom kłów: nauczę cię wszystkiego, czego będziesz potrzebował do przetrwania.
Teresach zaśmiał się gorzko, kiedy znów ogarnął go oślepiający ból. Cierpiał tak bardzo, że ledwie oddychał. Pragnął tylko spokoju.
Swojej rodziny, a ona odeszła.
Bez niej nie chciał już dłużej istnieć. Nie, nie mógł żyć z takim ciężarem w sercu.
Spojrzał na Acherona.
-Powiedz mi Czarowniku, czy znasz czar, który mógłby uśmierzyć mój ból?
Acheron spojrzał na niego ostro.
-Tak, Celcie. Pokażę ci jak ukryć ból tak głęboko w sobie, że nie będzie cię więcej dręczył. Ostrzegam jednak, że nigdy niczego nie dostaje się za darmo i nic nie trwa wiecznie. Pewnego dnia wróci, a wtedy poczujesz też cierpienie wszystkich wieków. Wszystko co skrywałeś, ujawni się i będzie groziło zniszczeniem nie tylko tobie, ale także twoim najbliższym
Teresach nie przejął się ostatnimi słowami. Teraz chciał tylko jednego dnia, w którym serce by mu nie pękało. Jednej chwili wolnej od udręki. Gotów był zapłacić za to każdą cenę.
-Na pewno nic nie będę czuł?
Acheron skinął głową.
-Mogę cię tego nauczyć, jeśli tylko posłuchasz.
-Zatem naucz mnie dobrze, Czarowniku. Naucz mnie dobrze."
Teresach | Mroczny Łowca(najemnik, łowca nagród)| wiek: 365 (wiek wizualny 34|
Charakter:
Odkąd trzy wieki temu odciął się od większości emocji, pozwala sobie jeszcze na trzy przyjemności:
Łatwe kobiety, gorącą herbatę z lipy i spędzanie czasu na wykuwaniu oręża.
Jest to postać, która dzięki wymazaniu emocji bez żadnego zastanowienia zabija tych, których chcą, żeby zabił. Nigdy się nie zastanawia kogo się pozbywa, robi to, za co mu płacą.
Właściwie liczy na to, że kiedyś spotka swoją drugą połówkę, która wypełni brak emocji niezwykłą, gorącą miłością i gromadką dzieci.
Umiejętności/ praca:
Używa dwóch języków. Normalny tradycyjny do porozumiewania się z mieszkańcami wioski i dodatkowy język shelta język celtycki z grupy języków goidelskich.
Aparycja:
Niezwykle silny, wysoki, mężczyzna. Niebieskie oczy, brązowe włosy i mocno zarysowana linia szczęki i nosa, oraz rozbudowane mięśnie kowala. Zawsze z kilkudniowym zarostem i nierozczesanymi włosami. Nie należy do osób które jakoś szczególnie o siebie dbają. Nie zależy mu, bo nie ma dla kogo się stroić, tym bardziej że jako najemnik nie może zbytnio zwracać na siebie uwagi.
Powiązania | Miejsca | Wspomniania
wtorek, 4 września 2012
You belong to me, my dear...
"Kim jesteś dziewczynko? Tylko
aniołem. Twoim przeklętym stróżem z jednym skrzydłem. Upośledzenie o sile całości. Dlaczego się mnie boisz?"
Nikły, kpiący uśmiech na niezwykle czerwonych wargach. Spojrzenie oczu, w których źrenicach zginął świat. Świat słabych, uległych, poszukujących zbawienia w piekle.
”Ja jestem tym, czego szukacie. Waszą pokusą, waszym spełnieniem, waszą klęską. Dzięki mnie wzmocnicie swoje mury, dostaniecie bezpieczeństwo, pewność życia po śmierci. Wśród kłamstwa, bólu, zapomnienia.”
Nikły, kpiący uśmiech na niezwykle czerwonych wargach. Spojrzenie oczu, w których źrenicach zginął świat. Świat słabych, uległych, poszukujących zbawienia w piekle.
”Ja jestem tym, czego szukacie. Waszą pokusą, waszym spełnieniem, waszą klęską. Dzięki mnie wzmocnicie swoje mury, dostaniecie bezpieczeństwo, pewność życia po śmierci. Wśród kłamstwa, bólu, zapomnienia.”
Eire
Demon
Wiek? Ładnych parę setek jak nie tysiącleci. Nie pamięta. Jest jedną ze starszych.
„Kim chcesz, żebym była? Mogę być sukubem, jeśli tak sobie życzysz. Mogę stać się żeńską wersją Lucyfera. Spełnię każde Twoje życzenie, ale za to Ty oddasz mi swoją duszę. Tak, dobrze słyszysz. Duszę. Spoglądasz na mnie z przerażeniem. Dlaczego? Czyżbyś po raz pierwszy widział Łowcę Dusz? No oczywiście, że tak. Cóż za niedopatrzenie z mojej strony! Jakbyś spotkał, nie rozmawialibyśmy teraz tak spokojnie.”
Czarnowłosa kobieta o powabnym, ponętnym ciele. Blada skóra, czerwone wargi i takież same oczy. Patrzysz i myślisz "Szlachcianka". Potem widzisz i stwierdzasz "wygląda jak wampir. Taka piękna". A potem rozumiesz."Demon". Ale wtedy już jest za późno. Już jesteś w jej sidłach.
Zmienia miejsce zamieszkania w poszukiwaniu nowych dusz. Dostała całkowitą dowolność. Nowy rewir, nowe wyzwania. Anonimowość. Coś, czego potrzeba zmęczonej wiecznym kuszeniem demonicy, o duszy artystki. Prawdopodobnie dlatego była, jest i będzie jedną z najlepszych w swoim fachu.W nocy poluje w złych dzielnicach. Za dnia na ulicy, gdziekolwiek. Rano, jest po prostu sobą. Eire. Spokojną, uśmiechniętą, promienną kobietą o zjawiskowym wyglądzie. Kobietą, której obiektem zainteresowania padają zarówno kobiety, jak i mężczyźni.
Co potrafi, kiedy staje się Łowcą Dusz? Do typowych cech demona dodaj jedną. Ogień. Nagroda za uwiedzenie, strącenie i zabranie duszy aniołowi.
"Horror z brakiem celu w roli głównej. Piekielna niekończąca się opowieść"
Demon
Wiek? Ładnych parę setek jak nie tysiącleci. Nie pamięta. Jest jedną ze starszych.
„Kim chcesz, żebym była? Mogę być sukubem, jeśli tak sobie życzysz. Mogę stać się żeńską wersją Lucyfera. Spełnię każde Twoje życzenie, ale za to Ty oddasz mi swoją duszę. Tak, dobrze słyszysz. Duszę. Spoglądasz na mnie z przerażeniem. Dlaczego? Czyżbyś po raz pierwszy widział Łowcę Dusz? No oczywiście, że tak. Cóż za niedopatrzenie z mojej strony! Jakbyś spotkał, nie rozmawialibyśmy teraz tak spokojnie.”
Czarnowłosa kobieta o powabnym, ponętnym ciele. Blada skóra, czerwone wargi i takież same oczy. Patrzysz i myślisz "Szlachcianka". Potem widzisz i stwierdzasz "wygląda jak wampir. Taka piękna". A potem rozumiesz."Demon". Ale wtedy już jest za późno. Już jesteś w jej sidłach.
Zmienia miejsce zamieszkania w poszukiwaniu nowych dusz. Dostała całkowitą dowolność. Nowy rewir, nowe wyzwania. Anonimowość. Coś, czego potrzeba zmęczonej wiecznym kuszeniem demonicy, o duszy artystki. Prawdopodobnie dlatego była, jest i będzie jedną z najlepszych w swoim fachu.W nocy poluje w złych dzielnicach. Za dnia na ulicy, gdziekolwiek. Rano, jest po prostu sobą. Eire. Spokojną, uśmiechniętą, promienną kobietą o zjawiskowym wyglądzie. Kobietą, której obiektem zainteresowania padają zarówno kobiety, jak i mężczyźni.
Co potrafi, kiedy staje się Łowcą Dusz? Do typowych cech demona dodaj jedną. Ogień. Nagroda za uwiedzenie, strącenie i zabranie duszy aniołowi.
"Horror z brakiem celu w roli głównej. Piekielna niekończąca się opowieść"
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
