Nazywają je Miastem Straceńców.

Graleyn nie należy do ludzi. W tym niepozornym miasteczku dzieje się więcej, niż sobie wyobrażasz. W cieniu starych murów kryją się istoty, które nie powinny istnieć. Siedzą w karczmie i piją wino. Prowadzą warsztaty i sklepy. Ludzie nie mają nic przeciwko… Głównie dlatego, że nie wiedzą o tym, iż miasteczko jest stolicą świata nadnaturalnego. A to, że czasem ktoś zniknie...

No cóż, zdarza się.


czwartek, 21 czerwca 2012

Poboczni


Gha'ldil est Raa'sheal (Wilk)

(...)


Elf, dokładniej rzecz ujmując, ostatni, który nosi w sobie krew Raa'sheal. Zręczny szermierz, niemal doskonały łucznik. Jego ukochaną dziedziną jednak stała się magia uzdrawiania, tak bardzo w tych czasach potrzebna. Osobnik o jasnych, niemal białych włosach i szafirowych oczach. Zna język ludzi, choć w elfich wioskach nikt go nie używa. Nie za bardzo odpowiada mu rola wyznaczona przez ojca, nie ma najmniejszego zamiaru układać się z ludźmi. Rzadko wybywa poza Ilireyth, jedynie gdy ptaki doniosą mu iż jeden z jego przyjaciół kieruje się ku drzewnym domostwom, dosiada swego skarogniadego ogiera i rusza kompanowi naprzeciw. Przymuszony do walki, lubi atakować z zaskoczenia, chowa się po cieniach. Za najlepszą taktykę uważa połączenie zaklęcia pozwalającego na oddychanie pod wodą z lekkimi zbrojami, łukiem i chodzeniem po dnie rzeki.

Kiedy to Iskra i Wilk spotkali się po raz pierwszy? Informacja ta zatarła się w umysłach obu elfów, bowiem ich znajomość ciągnie się już od ładnych parudziesięciu lat. W tym czasie zdążyli okraść parę piwniczek z dobrym winem, zabić paru ludzi a i także odwiedzić całkiem luksusową sypialnię pewnego lorda...



Ymir, syn Ymerdratha

(...)


Krasnolud, stary, dobry poczciwiec z rozczochraną brodą. Jeszcze nie tak dawno spędzał całe miesiące na różnych wyprawach w głąb kontynentu i nieznanego, a jego towarzyszami i przyjaciółmi zarazem byli Iskra i Wilk. Przeżyli wiele, a teraz każde z nich udało się swoją ścieżką.

Ymir ubolewa nad takim końcem, wciąż bowiem jest żądny przygód i krwi wroga. Uwielbia się upijać przy każdej okazji, potrafi ograć każdego w karty. W wolnych chwilach, kiedy nie ma nic do zrobienia, lubi pykać z fajki. Zawsze widywany w kolczudze i pełnej zbroi. Na jego plecach zwykł się kołysać bojowy topór robiony na zamówienie w Dolnym Królestwie. Choć Ymir się do tego nie przyznaje, planuje ożenek z Urdreigh, jedną z cór Dolnego Króla.
Obecnie przesiaduje w Ostatnim Przyjaznym Domu - Ilireyth, gdzie zajmuje honorową komnatę przyznaną mu przez Wilka. Uważnie obserwuje spory między ludźmi, usiłując zrozumieć ich sposób działania i myślenia.
Ymir natknął się na Wilka i Iskrę podczas jednego z rabunków. Elfy wzięły go ze sobą, jako iż ludzie, traktując go jak pulchnego karła, nie okazywali mu za grosz szacunku, ni dobroci. Krasnolud wkrótce zapewne zostałby wydany w ręce kościoła, jako potomek rudej wiedźmy i diabła.
Więzy przyjaźni jakie nawiązały się pomiędzy Wilkiem, Iskrą, a samym Ymirem trwają po dziś dzień. Mimo iż od ostatniego spotkania upłynęło wiele czasu, żadne z nich nie zapomniało o sobie nawzajem. Szkoda jedynie, że codzienne myślenie o kompanach nijak nie może im pomóc.


Snork


(...)


Goblin. Mogłoby się wydawać, że rasa ta służy jedynie do wybijania i mordowania, jednak, zdarzają się tez przypadki, gdy długonose stwory o ciemnych twarzach wychodzą z jaskiń i żyją w miastach, narażeni na wszelkie niebezpieczeństwa i szyderstwa.

Węch goblina  może równać się z najlepszym elfickim tropicielem, a gdy taki długonosy się przyłoży, to i dalece przekracza elfie możliwości.
Ten goblin osiadł w Graleyn, gdzie prowadzi swój warsztat, gdzie to obróbką kruszcu się zajmuje. Jest tak mocno związany z mieszkańcami, że gdy jakieś kłopoty się zbliżają, on zamyka swój warsztat, przywdziewa skórzaną, lekką zbroję i rusza w szeregi straży.
Rzecz jasna, nie jest on kryształowym osobnikiem, przeto w każdym orku, czy goblinie czai się chęć mordu. Dlatego też, Snork ma zwyczaj uciekać za miasto i mordować tam kury, czy kaczki, za które jednak... Płaci. Skrytość i wrodzona ostrożność sprawiają, że niewiele ludzi może poszczycić się tym, że z goblinem rozmawiało dłużej niż przez trzy minuty.
Skąd Iskra zna Snorka, pozostaje to wciąż tajemnicą, choć wartym wspomnienia jest fakt, że elfka lubi tego małego, zielonokrwistego stwora, a ten nie pozostaje jej dłużny.
Warsztat, w którym to Snork pracuje zajmuje się nie tylko obróbką kruszcu, ale także służy za bazę w której Iskra składuje swoje skarby i zdobycze.


W.


"Obejrzała się za siebie na konia stojącego nieopodal. Była to klacz, klacz biała, nakrapiana w czarne cętki, przy czym była niesamowicie uparta i niemożliwa, nic nie robiła sobie z Iskrowych szarpań wodzami i uparcie szła swoim torem. Elfka jednak, mimo wielu wpadek, które to zawdzięcza właśnie swemu, pożal się boże, wierzchowcowi, nigdy nie zamieniła by jej na jakiegokolwiek innego konia. W., bo takie to miano nosi klacz, mało obchodzą natomiast odczucia Iskry względem jej, końskiej osoby. Póki jest owies, jest i W."


Nakrapiana kobyłka Iskry. Zwierz niezwykle uparty, wredny i wybredny. Przeszła niemal tyle, co jej aktualna pani. Elfka wyratowała ją z rąk pewnego rolnika, który miał ją oddać do rzeźnika za cenę lichych paru miedziaków. Pomysł jednak spalił na panewce, bo Zhao swą nadgorliwością i natarczywością tak rolnika zirytowała, że ten oddał jej klacz za cenę niewiele wyższą, byleby natrętnej pani się pozbyć.

Iskra sądziła, że w ten oto sposób zyska oddanego towarzysza. Nic bardziej mylnego. Gdy tylko pierwsze dni szoku po zmianie właściciela minęły, W. pokazała różki. Tego nie, tamtego nie, tego też nie bo w dziąsełka kuje. Tego siodła nie, tamten popręg jest zbyt brzydki, a w ogóle, to po co mi ogłowie. I odejdź z tym wędzidłem.
Mimo codziennych sporów i sprzeczek, elfka nie oddałaby swego, pożal się boże, wierzchowca.


Figiel


(...)


Figiel to szop. Szop pracz dla uściślenia.

Jedno z jego miękkich, włochatych uszu wyżarły pasożyty, co daje nam prostą cechę charakterystyczną, dzięki której Figla odróżnisz od razu od wszystkich innych szopów praczy tego świata.
Figiel jest kapryśny i lubi psocić. Zdaje się być także wielkim arogantem i nie przejawia strachu nawet przed orkiem. Uwielbia jeść sucharki, szczególnie wtedy, gdy elfka jest w trasie i na widok sucharka dosłownie zwraca poprzednie sucharki. Wtedy szop jest najbardziej aktywny i pożera wszystkie dostępne sucharki zmuszając tym samym Iskrę do polowań. Z jednej strony ma to swoje plusy, z drugiej jednak ich nie ma. Zhao jest zbyt leniwa by polować codziennie, więc zwykle kończy się to głodówką.
Zwierzak towarzyszy jej od momentu, kiedy to Enid i Eryn; elfie rodzeństwo, ocucili ją na Sulfurowej trupiarni. Figiel także rabował wszystko co się dało, choć elfka mogłaby przysiąc, że szop prowadził tam własny, podziemny monopol.
Aktualnie jest futrzastym towarzyszem elfki, który pojawia się w najmniej pożądanych i oczekiwanych momentach.


Bezimienna (Szczury)


(...)


Dziewczyna pozbawiona: a) kobiecych krągłości, b) kobiecej urody, c) kobiecych nawyków, d) kobiecych dolegliwości. Zawsze chciała być chłopakiem, nie w głowie jej małżeństwa, mezalianse i inne, dziwne rzeczy jakie w tych czasach muszą znosić kobiety. Żadnych haftów, żadnych bachorów, żadnego stania przy garach. To nie dla niej. Zamiast tego, banda. Banda zbójów i wyjętych spod prawa dzieciaków, które w swym okrucieństwie i chwale granic nie znają.

Kobitka na którą wołają Bezi ma rude, krótkie włosy i bladą twarz usiana piegami, jak to nocne niebo gwiazdami. Chuda, ale diablo szybka i zwinna. Jej wzorem są elfi zwiadowcy, których ongiś miała zaszczyt podglądać. Od tamtego momentu, ludzkie szczenie chce zostać elfim.
Prawa ręka szefa Szczurów, dobra w strzelaniu z łuku i całkiem niezła jeśli chodzi o miecz dwuręczny.
Urządzają regularne napady na fortece Sulfur, Siel, Krotan i Kysis. Przy okazji także napadają na okoliczne wioski ludzkie grabiąc sobie wszędzie gdzie się da.
Iskra natknęła się na szczury, gdy zaczynała swą zabawę z nowo wybudzonym darem jakim była magia. Banda była akurat w celach rekreacyjnych zrabować jedną z wiosek. Dzięki zainteresowaniu Bezimiennej, członkowie bandy zostawili Iskrę w spokoju, a wkrótce potem popadli w dziwne więzy jakich zazwyczaj unikali. Ostatecznie ich drogi co chwila schodzą się i rozchodzą.


Visines (Szczury)


(...)


Mężczyzna. Przywódca bandy, osobnik wątpliwej rasy o białych włosach i szczupłej twarzy. Najsampierw nim do opisu właściwego się przejdzie, należy napomknąć iż za jego łeb wyznaczona jest sporej sumy nagroda, a i dla tego co go przyniesie - wieczna łaska kościoła i dożywotnie rozgrzeszenie. Łatwo się więc domyślić, że Vis jest dość mocno ścigany i poszukiwany. On jednak niewiele sobie z tego robi, co zapewne kiedyś przypłaci życiem. W końcu, każdy kiedyś umrze, a po pewnym czasie cmentarze są pełne wszystkich.

Tymczasem jednak jego życie upływa na ograbianiu ludzi, odwiedzaniu burdeli, a także, co najważniejsze napadaniu na orcze fortece, co i same czarne stwory rozsierdza niemiłosiernie.
Gdy banda natknęła się na Iskrę, od razu szukał możliwości by wykorzystać początkującą magiczkę. Nie znalazł jej jednak, to i stracił elfką zainteresowanie. Do momentu, kiedy to po pijaku pomylił legowiska, a rano obudził się poważnie skrzywdzony i wyczerpany. Iskra nigdy nie znała umiaru i granic jeśli chodzi o łoże.
Między tą dwójką wisi coś, co każden jeden nazwałby miłością. Jednak i elfka i wątpliwej rasy Vis krzywią się na to słowo i powiadają iż jest to jedynie przelotna znajomość.


Szczury


(...)


Banda dzieciaków, którym zachciało się odstawać od reszty młodzieniaszków. Rabują, gwałcą i palą co się da. Jest ich sześciu, w tym wątpliwej rasy Vis i wątpliwej płci Bezi. Za ich głowy także jest nagroda, choć brak w niej wiecznego rozgrzeszenia. Trzymają się razem i nigdy nie rozstają. Zaufanie względem potencjalnych nowych członków jest ograniczone do minimum a może nawet spada do ujemnej wartości. Od dawna nie dołączył do nich nikt nowy, a im to nie przeszkadza. Mniej łupów do dzielenia i mniej gęb do wykarmienia.(...)



Fili - Pan Chochelki i Garnuszka


(...)


Krasnolud, który to zamieszkuje Graleyn. Przydomek swój otrzymał po pewnej pamiętnej burdzie w Elhyr, gdzie to jako broni używał garnków i chochelek. Za barykadę służył mu przewrócony stół i jako jedyny wyszedł z bijatyki cało, a nie na noszach medyków. Jest z tego powodu wielce dumny.

Jest także kucharzem, właśnie we wcześniej wspomnianym Elhyrze. Krasnolud pracuje w pocie czoła, ażeby jego potrawy były jadalne, co nie zawsze się jednak udaje (Fili ma wrodzone zamiłowanie do eksperymentów, co nie zawsze kończy się dobrze dla żołądków jedzących.) mimo wszystko kucharzyna wciąż trzyma swe stanowisko w żelaznym uścisku, a jak trzeba, to i patelnią właściciela przegania.
Twardy to osobnik, powiadam.
Iskrę spotyka notorycznie niemal, kiedy to ta włamuje się do składziku żywności. Mimo wszystko jednak, nie ma serca zawiadamiać straży i zazwyczaj karmi elfkę na własną rękę. Zhao kojarzy mu się z bezpańskim, bezdomnym psem, któremu trzeba pomóc.