Nazywają je Miastem Straceńców.

Graleyn nie należy do ludzi. W tym niepozornym miasteczku dzieje się więcej, niż sobie wyobrażasz. W cieniu starych murów kryją się istoty, które nie powinny istnieć. Siedzą w karczmie i piją wino. Prowadzą warsztaty i sklepy. Ludzie nie mają nic przeciwko… Głównie dlatego, że nie wiedzą o tym, iż miasteczko jest stolicą świata nadnaturalnego. A to, że czasem ktoś zniknie...

No cóż, zdarza się.


poniedziałek, 4 kwietnia 2011

To już koniec tego miasta...



[ Wonsowa mnie pewnie zabije, ale nie mogłam się powstrzymać. ]
Czy słyszysz melodię z tych gór?
Mordercy biegną do miasta,
Zwłoki piętrzą się w stronę chmur,
Piekarze pieką z kości ciasta.


Ostatni promień słońca zgasł gdzieś na zachodzie. Kto by pomyślał, że to prawdopodobnie ostatnie słońce, jakie widzieli mieszkańcy tego i tak opuszczonego miasta. Większość nieludzi wyjechała, lub poginęła w walce z inkwizycją. Sami ludzie też opuścili miasto, gdyż stało się bardziej niebezpieczne niż zwykle, gdy łowcy przestali patrolować tereny Graleyn.
  Wszyscy wiedzieli, że tu już nigdy nie będzie tak samo…  Prawie na każdym rogu stał stos lub klatka na wiedźmy. Na rynku narzędzia tortur. Teatr zamknięty… Nawet w karczmie nie było już bezpiecznie. A propos kochanej karczmy Elhyr…
Gdzieś w oddali słychać było dźwięk tłuczonego szkła, a następnie szaleńczy śmiech. Ktoś wybiegł na ulicę, z butelką wina w dłoni, nucąc pod nosem dziwną, straszną piosenkę…

Czy słyszysz melodię z tych gór?
Krew płynie strumykiem w dół…
Zwłoki piętrzą się w stronę chmur…
A ogień tworzy znów mur…


Kto by jednak słuchał bułgarskiej ballady, gdy w powietrzu zaczął unosić się swąd dymu i spalenizny? Spomiędzy budynków wyszedł bowiem pewien Żywiołak Ognia, znany pod imieniem Vito.  Jego dłonie wyglądały jak dwie płonące pochodnie a uśmiech, czający się na ustach wyjątkowo nieludzki, zwłaszcza, że ten zwykle chodził w masce.
- Vito – skłoniła się dziewczyna, przestając na chwilę nucić pod nosem.
- Apayan – mruknął mężczyzna, zerkając na jej dłoń z winem. – Widzę, w dobrym nastroju jesteś…
Roześmiała się odchylając głowę do tyłu i zamykając oczy.
- W jak najlepszym – mruknęła pociągając kilka większych łyków z butelki, po czym jej oczy zapłonęły ostrym rubinem.  Śmiejąc się jak głupia wyciągnęła ze ściany karczmy pochodnię, którą Żywiołak podpalił, i dalej nucąc zaczęła podkładać ogień w całym mieście.

Czy słyszysz melodię z tych gór?
Krew barwi martwe twarze…
Zwłoki piętrzą się w stronę chmur…
Co to będzie – się okaże.


Wszędzie słychać było krzyki i wrzaski kobiet oraz dzieci.  Trzaskający ogień,  walące się budynki… To wszystko było muzyką dla uszu szalonej półdemonicy. To miasto i tak umarło… Nie było dla niego ratunku, w żadnej postaci. 
W chaotycznym, destrukcyjnym tańcu niszczyła i mordowała wszystko co stanęło jej na drodze, śpiewając, śmiejąc się i pijąc do upadłego.  Nikt i nic nie było w stanie jej powstrzymać. Z uwielbieniem patrzyła jak wampiry i wszyscy nieludzie, którzy tu zostali spijają ostatnie soki Graleyn, co do kropli.
- Nie ma nadziei, nie ma litości! – wrzasnęła roześmiana, podpalając jakiś stos, z przywiązanym do niego katem z inkwizycji. Kątem oka dostrzegła jak świetnie bawi się Vito. Był w swoim żywiole… W dosłownym tego słowa znaczeniu.
- Bawisz się beze mnie, Apayan? – usłyszała za sobą głos. Z szarpnięciem odwróciła się i zmierzyła wzrokiem wampira w cylindrze.
- Dołącz, jeśli chcesz, Pijawko – powiedziała z wzrokiem szaleńca, na chwilę przestając się śmiać, po czym posłała  sztylet prosto w serce jakiegoś człowieka i podała Wynnowi butelkę. – Pij, Williamie… Pij ile się da!!! – wrzasnęła, po chwili znów wpadając w psychiczny stan i zaczęła kręcić się po ulicach, paląc, mordując i bawiąc się na całego.
Kto by pomyślał, 6 miesięcy temu, że czerwonowłosa, młoda półdemonica, łowczyni… Obrońca tego miasta spali kiedyś jego mury. Ona i tylko ona odpowiedzialna była za ten zamęt, i gdyby nie fakt, że prawdopodobnie zginęła w trakcie palenia miasta, pewnie z chęcią poniosłaby wszelkie konsekwencje.  Gdyby nie była tak pijana, miałaby pewnie nadzieję, że jej najlepsi przyjaciele stąd uciekli, zanim rozpętała to piekło, jednak… Większość jej przyjaciół, osób ważnych i tak już nie żyło więc…
Miasto poszło z dymem, razem ze wszelkimi jego historiami, tajemnicami, przyjaźniami i powiązaniami.  Nie było już nikogo, kto mógłby pociągnąć jego losy…
Graleyn umarło, ciała umarły ale duch…
Duch nigdy nie zginie!

Czy słyszysz melodię z tych gór?
To już koniec tego miasta.
Zwłoki piętrzą się w stronę chmur.
Ogień trawi kościste ciasta.